kurczak1
22.12.10, 23:25
Witam, opiszę tu problem nie mój lecz bliskiej mi ososby, przyjaciela rodziny. Chciałabym mu pomóc, ale nic do niego nie dociera, a może ja nie mam racji. Historia siega czasu sprzed 30paru lat, kiedy moj przyjaciel ozenił sie. Kobitka miala nieslubnego syna. Potem dorobili sie jeszcze 2 corek. Mieszkali z jej rodzicami i od poczatku tesc pokazal zieciowi kto tu rzadzi. Wszelkie proby zycia na wlasny rachunek rozbijały się o powinnisci córki i ziecia wzgledem rodzicow ktorzy tez sporo łozyli na wnuka i nie pozwalali ojczymowi stosowac wobec niego zadnych zabiegów wychowwawczych. Minęly lata: rodzice zmarli, córki wyjechaly, a malzenstwo zostalo we wspolnym mieaszkaniu z dorosłym synem. Ten jak wczesniej dziadek zaczal terroryzowac matke i ojczyma: pozaciagal długi, szantazowal samobojstwem, do tego cpal i pil, na koniec tuz przed zima wyniosl z domu i sprzedal grzejniki. W rezultacie jego dzialalnosci i dzialalnosci calej tej rodziny (jakiejs takiej bezradnosci) zostali w zimnym, ciemnym mieszkaniu przy 20 stopniowym mrozie, z ogromnymi długami. I teraz najwazniejsze. Ten mój znajomy. On uwazal przez ostatnie chore lata, ze nie moze opuscic swej zony ani sie sam wyprowadzic bo powinien byc przy niej gdy jest zle tak samo jak wtedy gdy bylo dobrze. Musi w kazdej chwili wiedziec czy nic jej sie nie stalo, czy ten wariat nie zrobil jej jakiejs krzywdy. Ona jest uzalezniona od syna i tylko wciaz sie boi albo jego albo o niego. Syn ma wszystko w d...i bez ceremonii ustawia sobie ich. Policja przychodzi i wychodzi. Tłumacze tenmu czlowiekowi zeby uciekal. Znalam go jako radosnego fajnego czlowieka. Dzis jest wrakiem. Dzis przyszedl do mnie przenocowac, bo nie ma gdzie spac. Mówie mu: no ale nie bedziesz u mnie mieszkal, idz do brata Alberta, jak sie pozbierasz, to cos postanowisz. A on na to ze nie moze jej tam samej z nim zostawic. Mówie ze juz dawno bym pier...la drzwiami, a on ze nic nie rozumiem. Jak mu pomóc?