mokatato1405
20.01.11, 14:40
Syn ma prawie 20 lat.Skończył zaledwie 2 klasy gimnazjum bo nie chciał sie uczyc choc był bardzo zdolnym dzieckiem.Wagarował,w koncu przestał wogole chodzic do szkoły.Nie pomagaly zadne prośby ani tlumaczenia,moje czeste wizyty w szkole,ani terapie w poradniach psychologicznych(chodzilismy do trzech).Były ucieczki z domu,kradzieze,narkotyki,dopalacze i wiele innych.Ma na koncie wyrok w zawieszeniu za paserstwo.Odkad jest pelnoletni pomieszkuje raz w domu raz u kolegi.Od lipca do listopada mieszkał u kolegi,pod koniec listopada wprowadził sie znów do domu.Troche pracował dorywczo bo to bylo warunkiem,ze moze z nami mieszkac.Potem przez m-c nie robil nic.Od ponad tygodnia ma znów dorywacza prace-roznoszenie ulotek,ale wszystko co zarobi wydaje na swoje przyjemnosci,nie dajac ani grosza na swoje utrzymanie.W domu aby wykonał swoja czesc obowiazków musialam zawsze i nadal musze pilnowac i przypominac,ale i tak robi to z łaską.Tak naprawde nie chce mu sie pracowac i gdyby tylko mógł nie robilby nic.Juz wczesniej mówiłam,ze jesli nie chce sie uczyc ma isc do pracy bo inaczej bedzie musiał sie wyprowadzic.Tyle ile juz zdrowia i nerwów straciłam walcząc o to aby skończył szkołe i zaczał normalnie zyc,tego sie nie da wyrazic słowami.Za mna mnóstwo nie przespanych nocy i tysiace pytan,które sobie zadawałam,dlaczego?gdzie popelniłam blędy?itd.Do dzis nie daje mi to spokoju.Psycholog do,którego chodziłam(byłam juz na skraju załamania nerwowego)tłumaczył,że wychowanie to jedno,a charakter swoja droga i to on ma decydujacy wpływ.Wiem,ze musze sprawe postawic jasno albo zarabia i daje na swoje utrzymanie albo sie wyprowadza.Najgorsze jest to,ze na przestrzeni ostatnich dwóch lat juz takie ultimatum stawiałam,ale nie jestem kosekwentna i on to wykorzystuje.Choc wiem,że tak powinnam zrobic(psycholog tez mi to radzil)nie potrafie tak po prostu wystawić go za drzwi wiedzac,że nie ma dokad pojśc.Pomimo wszystko jest moim dzieckiem i kocham go.Jestem w matni i nie wiem co zrobic.Marze o tym aby wreszcie zmadrzał i stał sie bardziej odpowiedzialny,ale coraz bardziej zdaje sobie sprawe z tego,ze on ma juz taki charakter.W bliskiej rodzinie mam kilka takich osób,które nigdy nie dorosły i majac lat 50 czy 60 nadal sa niebieskimi ptakami.Widze w nim bardzo duzo podobnych cech.Dodam,że mam jeszcze młodszego syna,z którym nie mam najmniejszych problemow,choc przeciez razem się wychowywali i stosowałam wobec nich takie same metody wychowawcze.Nie wiem jak sobie poradzic z ta sytuacja.Bardzo się boje tego,że rozmowa nic nie da(jak zwykle,bo było ich juz tysiace)i syn nadal bedzie kombinował jak żyć naszym kosztem i nic nie robić.Wiem,że dla naszego i jego dobra nie moge mu na to pozwolic bo tak juz zostanie na zawsze.