Dodaj do ulubionych

Problem z nieufną żoną?

20.02.11, 23:20
Jesteśmy małżeństwem od 6 lat mamy 2 letniego synka, oboje pracujemy. Mieszkamy wspólnie z rodzicami żony mimo, że przed ślubem kupiłem mieszkanie, stoi puste czasem tam przenocujemy ale generalnie miejsce stałego pobytu do dom teściów. Sytuacja ta wynika z tego, że żona jest jedynaczką, jak ja to mówię ktoś zapomniał odciąć jej pępowinę i bez mamusi niestety ani rusz, wiele razy dochodziło do kłótni ile dni w tygodniu zostajemy na swoim ile jedziemy do teściów (o całkowitej przeprowadzce nie było mowy) ale widząc, że żonę ciągnie cały czas do domu po prostu odpuściłem, nie uszczęśliwię na siłę. Akurat tutaj muszę dodać, że do teściów nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń, przez cały okres małżeństwa nigdy się nie wtrącili, nie czepiali, dużo pomogą przy synku.
Problem pojawił się w okresie ostatnich 2 -3 miesięcy gdy byłem zmuszony zreorganizować swoją działalność gospodarczą. Opiszę może swoją sytuację zawodową, dotychczas pracowałem na samodzielnym stanowisku, na swoim, bez żadnych uzależnień od innych no może od firmy pod którym logo pracuję i tu właśnie pojawił się w/w problem reorganizacji. W ostatnim czasie poszerzyłem swoją działalność tzn na dotychczasowym stawisku zatrudniłem pracownika, kobietę (córkę znajomych) w podobnym jak my z żoną wieku, ja przeszedłem do innej placówki gdzie odgórnie jestem zobligowany do zatrudnienia kolejnego pracownika, z racji, że będzie to pół etatu a praca raczej dla kobiety to też taką zatrudniam (dopiero zacznie pracować, obecnie odbywa szkolenia)

Problem w naszym małżeństwie pojawił się tak jak wspominałem od jakieś 2-3 miesięcy tzn okresu gdy dużo czasu musiałem poświęcić na remont, sprawy organizacyjne itp. Wracałem do domu bardzo późno (po pracy jeździłem na remont, droga do domu to ok 1,5 godz.), po powrocie byłem zwyczajnie zmęczony, rozmowa z mojej strony była na temat tego co robiłem czyli tylko praca i praca bo o czym ja miałem mówić jak w tym okresie tylko tym żyłem żeby wszystko to miało jakoś ręce i nogi. Wszystko to tak trwało aż do momentu zatrudnienia 1 pracownika tutaj zaczęło się najgorsze, kłótnie, czepianie się o wszystko, ciche dni. Nigdy nie dałem żonie żadnego powodu do zazdrości ale ona po prostu stała się nieufna, awanturuję się o byle co, zarzuca mi, że dla rodziny nic nie zrobię za to jeżeli pracownica coś potrzebuję to jestem jak na zawołanie co jest oczywiście nieprawdą. Jako przełożony przygotowałem pracownika wyłącznie do zawodu poprzez szkolenia a obecnie ze względu odległe miejsca 2 placówek utrzymuję z pracownikiem wyłącznie kontakt telefoniczny.

Niestety z żoną jest z dnia na dzień coraz trudniej, każdy powrót do domu wywołuje u mnie ogromy stres, często się kłócimy w sprawach o których moglibyśmy naprawdę spokojnie rozmawiać, staram się ostatnio żonie okazywać więcej czułości (nie należę do osób zbyt okazujących uczucia), nie drażnić jej, spokojnie wszystko tłumaczyć. Niestety ostatnio aby unikać kłótni po prostu coraz mniej rozmawiamy, o swojej pracy w ogóle nie mówię (z jej życzeniem) tak więc mało tematów nam zostało praktycznie wcale, próbuje zagadywać o byle czym ale żona szybko rozmowę ucina i znowu brak tematu do rozmowy. Z pracy wracam ok godz. 18-19 ze względu na długi dojazd (pracuję tylko 7,5h do tego dojazdy), weekendy nie pracuję, jak się urodził nam syn to podjąłem taką decyzję, żeby więcej czasu poświęcić rodzinie, dużo czasu spędzam z synkiem tzn tyle ile idzie po przyjeździe z pracy, w weekendy prawie całe dni, chodzimy na spacery, na place zabaw niestety sami, żona nie daje się namówić na wspólne spędzenie czasu.

Kocham nad życie swojego syna, żonę również chociaż jak jej kiedyś powiedziałem, ona ma 2 oblicza, potrafi być kochającą, troskliwą żoną ale potrafi być okropna, opryskliwa, humorzasta, obrażalska takiej jej nienawidzę ostatnio prawie jest cały czas taka.

Sprawa jest o tyle poważna, że aktualnie jestem na etapie podjęcia decyzji o zamknięciu 1 placówki i zwolnieniu pracownika (dodam, że jest to rozwódka z małym dzieckiem, tak jak wspomniałem córka znajomych) Gdy próbuję dociec o co chodzi żonie, czemu tak się zachowuje mówi, że o nic jej nie chodzi, nic się nie stało, niczego ode mnie nie chce i tak w koło po czym ciche dni i co 2 dzień awantura oczywiście oczywiście o podłoży mojej działalności.
Ostatnio zapytałem czego chce czy mam zamknąć 2 placówkę, odpowiedziała, że tak (wyłożyłem na nią 50 tys kredytu) Gdybym to zrobił będę zmuszony sprzedać mieszkanie na pokrycie długu. Przez żonę zrezygnowałem z marzeń o własnym domu (w pełnym tego słowa znaczeniu), powoli mam dość swojej pracy którą zawsze lubiłem, co będzie dalej? bo nie wydaję mi się, że na tym się skończy? Tłumaczę jej, że jak pójdę robić do kogoś to nie będę miał wyboru z kim pracuję i ile, czy wtedy też będzie mieszać.

Zagadywałem, żonę aby skorzystać z pomocy psychoterapeuty rodzinnego, ale ona nie czuje potrzeby, namawiam na jakiś wspólny wypad, ona na to, że już nie ma ochoty, ze mną nigdzie jechać, zaręcza mnie, że między nami się popsuło i tak już zostanie, nic nie daję od siebie jakieś najdrobniejszej chęci, żeby coś naprawić, zmienić. Pytałem czego oczekuje, czy mam się wyprowadzić, czy mnie już nie kocha? Oczywiście mówi, że kocha ale myślę, że to tylko słowa.

Jak to mówi często mój teściu, kto ma miękkie serce musi mieć twardą d..., idealnie pasuje do mojej osoby.

Proszę Was powiedzcie co mam robić, jak dotrzeć do żony, jak znaleźć sedno tej całej chorej sytuacji bo naprawdę sam nie wiem o co tutaj chodzi, na pewno ma to związek z brakiem zaufania ale czy tylko?
Obserwuj wątek
    • posrednik2.0 Re: Problem z nieufną żoną? 20.02.11, 23:39
      Jak czytam te swoje "wypociny" wydają się błahe i niemal śmieszne ale zapewniam, że tak nie jest, atmosfera w domy jest wręcz nie do zniesienia, czasami wydaję się beznadziejna, najbardziej żal mi mojego synka który coraz więcej rozumie, jak tylko widzi, że podnosimy ton głosu stara się nas uciszać, zagłuszać a on ma dopiero 2 latka :( nie mówiąc o prawie wiecznym milczeniu między nami, chora atmosfera, pomóżcie jak to zmienić!
      • niebieska.sofa Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 12:36
        na moje oko,zona jest zazdrosna o pracownice ale wstydzi sie do tego przyznac i czeka az sam sie domyslisz i ja zwolnisz. a dopoki przychodzisz z pracy i opowiadasz o swoich sprawach zawodowych,byc moze ( tak zwyczajnie)o tej rozwódce,ona jest na Ciebie wsciekla,ze wciaz nic z tym nie zrobiles. mysle,ze to zona ma problem ze soba, swoimi uczuciami,odczuciami,itd. ale napewno Cie kocha,w przeciwnym razie bylbys jej obojetny i nie obrazalaby sie na Ciebie

        masz 2 wyjscie:albo zacząc byc twardym i nie nadskakiwac zonie,az ona w koncu przemysli i przyjdzie Cie przeprosci bo zauwazy,ze przegięła(bardzo prawdopodobne)

        albo zacząc nadskakiwac jeszcze bardziej,tak zeby poczula sie dowartosciowana i zeby jej obawy -zazdrosc rozwiac.ale musisz byc spontaniczny i nie pytac zone:moze pojdziemy do kina, bo na bank burknie,ze nie. :) kup bilety, kup wino, zamow stoli w restauracji,porozmawiajcie szczerze

        oczywiscie,jesli nie masz sobie nic do zarzucenia ;)
    • nick_ze_hej Re: Problem z nieufną żoną? 20.02.11, 23:55
      Może przestań tak potulnie znosić fochy, tak nadskakiwać i zabiegać. Zajmij się pracą, a wolny czas poświęć dziecku. No i w żadnym wypadku nie pozbywaj się swojego mieszkania.
      • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 08:56
        Ja nie do końca rozumiem, gdzie leży zasadniczy problem. Czy jest to zazdrość o kobietę, konkretną kobietę? Czy zazdrość o pracę, o Twoje zaangażowanie? Czas, kiedy wracaleś późno już minął, jak zrozumialam, teraz wracasz wcześniej (18-19 to norma w moim odczuciu, bo mało jest teraz osob, ktore mogą pracować od 16 i maja jeszcze blisko do domu), weekendy spędzasz z rodziną, o co w takim razie żona ma największe pretensje?
        Wiesz, mój mąz też twierdzi, że mam dwa oblicza, ale ja uważam, że każdy z nas ma, bo nie jesteśmy maszynami. Mamy dobre i gorsze dni, bywamy przemęczeni, zniecierpliwieni, choć ogólnie staramy sie żyć w zgodzie, zdarzają się momenty, kiedy nerwy puszczają, kiedy jakaś kolejna kąśliwa uwaga nas wytrąca z równowagi albo kiedy miara znoszenia złego traktowania się przebierze. Różnie bywa. Zatem, żeby ocenić skąd to złe oblicze Twoje żony, dobrze by bylo, gdybyś podał może jakieś przykłady, co konkretnie tak bardzo jej przeszkadza. Są ciężkie czasy, nie bardzo rozumiem, jak żona może się wtrącać w Twoją pracę, żądać od Ciebie ograniczenia zakresu placówek, stanowisk, marnowania zainwestowanych pieniędzy. Czy tylko z zazdrości o to, że zatrudniłeś tam kobietę? To kompletnie nieracjonalne. Ona (znaczy żona) naprawdę nie ma żadnych, absolutnie żadnych powodów do zazdrości o tę kobietę?
        Napisz o swoich słabych stronach, o tym, jak reagujesz na uwagi żony. Czy nie masz sobie nic do zarzucenia? A może Tobie też nerwy puszczają, może w złości ją wyzywasz, poniżasz, ale nie uważasz tego za coś złego. Tak też bywa. Mężczyzna czasami daje sobie prawo do złości i wyzwisk, bo uważa, że został sprowokowany, że mial prawo się zdenerwować, ale to tak nie działa, jesli kochamy, powinniśmy się jednak liczyć ze słowami, nie wolno powiedziec na żonę ty suko, albo tak często słyszane: pie..ol się! A potem udawać, że nic się nie stało. Nie podejrzewam Cię o to, ale tak się zdarza, mężczyzna wtedy czesto zapomina, że tak powiedzial albo uważa, że przecież to nic takiego.
        A teraz najważniejsze. Uważam, że gdyby udało Ci się jednak jakoś pogodzić z żoną (bo teraz to będzie trudno), musisz stanowczo postawić sprawę mieszkania. Musicie odciąć pępowinę, kategorycznie! Znam wiele teściowych, ktore były uosobieniem uroku i taktu, ale tylko pozornie. Za plecami potrafiły sączyć tak obrzydliwy jad w ucho córki czy syna, że najlepsze małżeństwa (no może nie najlepsze, bo by jakoś zawalczyły) się rozpadały. Taka fałszywa życzliwość, najgorsze co może być. Może teściowa (lub teść) za Twoimi plecami buntują córkę? Przyjrzyj się temu, a za jakiś czas postaw stanowczo kwestię osobnego mieszkania. To nienormalne i nienaturalne, żeby mając swoje mieszkanie, mieszkać z teściami.
    • calineczka_777 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 08:45
      Wg mnie to twoja zona nie jest nieufna. Napisales, ze ten problem pojawil sie 2-3 miesiace temu. Ustal moze kto albo co zone tak do ciebie nastawia. Pod pojeciem "kto" rozumiem to tak, ze sa osoby ktore mozna latwo zmanipulowac - moze twoja zona zostala nastawiona zle do ciebie/twojej dzialalnosci gospodarczej po rozmowie z tesciami, kolezankami? Pisales, ze zona jest w bardzo silnej zaleznosci od rodzicow (dla mnie to punkit do niepokoju). Drugie to to, ze moze jej cos tam przeszkadza w tym, ze prowadzisz biznes, np. dlugo cie nie ma w domu, brakuje pieniedzy, bo potrzebujesz na rozkrecenie biznesu itp. Moze byc tez tak, ze zona jest zazdrosna o to, ze ci sie udaje (czy zona w ogole pracuje?) albo ma nierealne podejscie do rzeczywistosci. Sa kobiety, ktore mlodo wychodza za maz, dotyczczas nie znaly zycia, bo zyly u mamusi i tatusia i wydaje im sie, ze malzenstwo polega na tym, ze maz nosi zone cale zycie na rekach. :-( Wg mnie to zona robi fochy a nie ze jest nieufna. Powinienes uciac takie zachowanie "po mesku", poki jest czas, bo inaczej ja przyzwyczaisz do tego, ze tak bedzie toba pomiatala. Pisze to jako kobieta. Zrob jej krotka meska rozmowe na temat co jej nie pasuje. Niech ona ci powie konkretnie co jej nie pasuje. Przy okazji podkresl, ze pracujesz dla calej rodziny i ze dzieki twojej ciezkiej pracy ona ma pewne dobra materialne. Jesli rozsadna rozmowa nie bedzie mozliwa, bo ona nadal bedzie strzelala fochy to ja bym zagrozila wyprowadzka np. do tego mieszkania. Wg mnie to musisz, pokazac, ze ma cie traktowac na powaznie a do tego nalezy rozmowa a nie fochy. Albo teraz to uregulujesz albo bedziesz mial tak albo i jeszcze gorzej w swoim malzenstwie.
      • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 11:42
        chyba fakt ze autor pracuje z rozwódką , w dodatku córką znajomych czyli maja wspolne tematy nie tylko słuzbowe , spowodowal ze zona stala sie po prostu zazdrosna - maż długo nieobecny , ciegle tylko o pracy/w pracy ,na wezwanie pracownicy jedzie a na wezwanie zony??? aha - nie ma ochoty wracac do domu , no własnie,
        do tego jest mrukliwy i myslami nieobecny .. nie dziwota ze zona czuej sie zagrozona w spokoju małzenskim

        i jeszce jedno =- to do kogos kto wpisal sie wyżej - nie , nie jest normalne i nie jest wcale częste ze męzowie mówia do żón "pier..l sie!" - i skad zalożenie ze autor wlasnei prezentuje poziom rynsztoka ????
        • noname2002 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 12:43
          I znów będzie udowadnianie, że to mężczyzna na pewno coś robi źle. A przecież z postu wynika że się stara, proponuje, terapię, rozmowy, wyjazdy, nawet chce zrezygnować z pracy żeby uspokoić żonę. A żona tylko fochy strzela i nic jej nie pasuje.
          Ciekawe czy to ona kogoś nie poznała i dlatego wszystko co robisz jej przeszkadza.
        • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 12:49
          > i jeszce jedno =- to do kogos kto wpisal sie wyżej - nie , nie jest normalne i
          > nie jest wcale częste ze męzowie mówia do żón "pier..l sie!" - i skad zalożeni
          > e ze autor wlasnei prezentuje poziom rynsztoka ????

          Nigdzie nie zrobiłam takiego założenia, ale zawsze, jak czytam skargi na męża/żonę, pytam: a czy Ty nie masz sobie niczego do zarzucenia? Bo dostajemy przekaz jednostronny, subiektywny. Skarżący/skarżąca się czesto nie chcą albo nie potrafią się przyznac, że ze swoje strony tez nie sa niewinni. A że znam z autopsji i opowieści wiele takich scenariuszy, że facet tłumaczy swoje wybuchy tym, że został sprowokowany przez zonę i sam sie usprawiedliwia w ten sposób, zawsze pytam. A jeśli chodzi o wulgaryzmy, to sorry, ale obecnie nie przynależą one juz tylko do rynsztoka, większośc ludzi uzywa ich w potocznej mowie, slyszy się je w telewizji, w co drugim filmie, czyta w gazetach, to norma. I właśnie przez to niejedna osoba uważa, że nic się przecież nie stało, jak tak powie.
          • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:05
            A jeśli chodzi o wulgaryzmy, to sorry, ale obecnie nie przynależą one juz
            > tylko do rynsztoka, większośc ludzi uzywa ich w potocznej mowie,

            sorry ale NIE WIEKSZOSC ludzi i wcale nei sa potoczne, przynajmniej w niektócyh srodowiskach , na szczescie

            gdyby np ktos z mojej rodziny lub mój mezczyzna strzelił do mnie takim tekstem jak cytowalas to natychmiast zadzownilabym po "pogotowie psychiatryczne" uznajac ze najpewneij całkowicie zwariował i potrzebuje natychmiastowej specjalistycznej pomocy

            mam nadzieje ze sa jeszce inni ludzie dla których rynsztok nie jest codziennym mejscem pracy ani życia

            i tego zycze wszystkim
            • niebieska.sofa Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:12
              mozambique napisała:

              > A jeśli chodzi o wulgaryzmy, to sorry, ale obecnie nie przynależą one juz
              > > tylko do rynsztoka, większośc ludzi uzywa ich w potocznej mowie,
              >
              > sorry ale NIE WIEKSZOSC ludzi i wcale nei sa potoczne, przynajmniej w niektócy
              > h srodowiskach , na szczescie
              >
              > gdyby np ktos z mojej rodziny lub mój mezczyzna strzelił do mnie takim tekste
              > m jak cytowalas to natychmiast zadzownilabym po "pogotowie psychiatryczne" uzna
              > jac ze najpewneij całkowicie zwariował i potrzebuje natychmiastowej specjalist
              > ycznej pomocy
              >
              > mam nadzieje ze sa jeszce inni ludzie dla których rynsztok nie jest codziennym
              > mejscem pracy ani życia
              >
              > i tego zycze wszystkim
              zgadzam sie w 100%

              nigdy mnie nie przekonywał argument w stylu: ' inni tak robia'


              a sądzac po tym, co napisal autor wątku,do takich ludzi tez sie nie zalicza

    • megi110174 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 12:06
      zgadzam się że żona czuje sie zagrożona ta rozwódką. Teraz ty uderz się w piersi i przyznaj sam przed soba jaki masz stosunek do tamtej pani i czy bardziej nie przezywasz problemów znajomej i czy nie przynosisz tego do domu? Jeśli odpowiesz sobie uczciwie że nie, to żona opatrznie cie zrozumiała i niepotrzebnie zaognia sytuacje. może dopytaj czy nie o to chodzi i wyjasnij szczerze jak sie czujesz z takimi fałszywymi oskarzeniami. z twojego postu wynika że "nie masz nic na sumieniu" ale żona może źle odczytwyac twoje zaanazowanie w pracę, późne powroty, rozmowy na temat pracownicy itp. Pocieszające jest to że jak jest zazdrosna to cie kocha :-). inna sprawa że dałes sie jej troche wsadzic pod pantofel (rezygnacja z budowy domu na rzecz mieszkania u tesciów) nie słyszałam jeszcze aby mieszkanie z teściami czy walsnymi rodzicami wyszło małżeństwu na dobre. Mozna żyć blisko rodziców / tesciów ale po to sie zaklada własne gniazdo aby życ na wlasny rachunek. Czasem jest troche cięzej ale pozostaje satysfakcja że sobie sami radzicie. Żona musi odciac pepowine dla dobra waszej rodziny i powinienes sprawę dosyc stanowczo postawić.
      • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 12:55
        >pocieszające jest to że jak jest zazdrosna to cie kocha :-)

        Niestety to wcale nie jest pewnik. Bezpodstawna zazdrośc jest z reguły wynikiem chęci dominacji, a jednocześnie własnych kompleksów, braku pewności siebie w związku. Zazdrość jest z reguły egoistyczna. Przemocowcy psychiczni często jej ulegają, wiążąc tym samym ze soba ofiarę, ktora objawy zazdrości trakuje jako dowód miłości. Wiem sporo na temat i uprzedzam, że to nie najlepiej rokuje.
        • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:22
          "Bezpodstawna zazdrośc jest z reguły wynikiem..."

          a PODSTAWNA zazdrosc ????
          to ze autor uwaza ze nie dal powodu do zazdrosci nie znaczy ze tak walsnie jest

          spójrzmy jeszce raz :
          "Wracałem do domu bardzo późno (po pracy jeździłem na remont, droga do domu to ok 1,5 godz.), po powrocie byłem zwyczajnie zmęczony, "
          w oczach zony - wiecznie go nie ma a jak jzu jest to tez tak ajkby go nie było

          "rozmowa z mojej strony była na temat tego co robiłem czyli tylko praca i praca bo o czym ja miałem mówić"
          no włąsnie - o czy tu rozmawaic z WŁASNA ZONĄ ??? NO O CZYM ??

          "zarzuca mi, że dla rodziny nic nie zrobię za to jeżeli pracownica coś potrzebuję to jestem jak na zawołanie "
          no a jest? jak sam mówi telefonicznie na zawoalnie byl zawsze - czy na zawolanei żoby tez byl ZAWSZE ???

          "(nie należę do osób zbyt okazujących uczucia), nie drażnić jej, spokojnie wszystko tłumaczyć. Niestety ostatnio aby unikać kłótni po prostu coraz mniej rozmawiamy"
          co widzi zona - wycofany emocjnlanie mąz od czasu zatrudniena koleznaki jest jeszce bardzij mrukowany, wycofany i wlasciwe zamkniety w sobie

          "próbuje zagadywać o byle czym ale żona szybko rozmowę ucina i znowu brak tematu do rozmowy."
          no ale oczym zagaduje ? pogoda? co na obiad ? malo zainteresowania w tym widac

          "chodzimy na spacery, na place zabaw niestety sami, żona nie daje się namówić na wspólne spędzenie czasu."
          a maz wpadl na pomysl zeby zabawic sie z ona BEZ dzicka , zeby potrakotwac ja jak kobiete, kochanke a nie matke i gospodynie

          "Kocham nad życie swojego syna, żonę również chociaż jak jej kiedyś powiedziałem, ona ma 2 oblicza, potrafi być kochającą, troskliwą żoną ale potrafi być okropna, opryskliwa, humorzasta, obrażalska takiej jej nienawidzę ostatnio prawie jest cały czas taka."

          no i spójrzmy z drugiej strony - ona jest taka czy ty jestes taki ( praca , koleznaka z pracy, uzasadniona lub nie zadrosc zony) , skoro mąz juz jej NIENAWIDZI chocby czasami a wlasciwei stale ...to co ? ile czasu trzeba zeby doszedl do wniosku z moze ze znajoma rozwodka z pracy bedzie mu spokojniej ?????? a moze juz tak mysli ?
          • niebieska.sofa Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:33
            no to kołko sie zamyka, bo zachowanie męża/zony jest wynikiem zachowania zony/męża. jedyna rada to szczera,przemyslana rozmowa
        • posrednik2.0 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 22:38
          sebalda 21.02.11, 12:55 Odpowiedz
          >pocieszające jest to że jak jest zazdrosna to cie kocha :-)

          " Niestety to wcale nie jest pewnik. Bezpodstawna zazdrośc jest z reguły wynikiem chęci dominacji, a jednocześnie własnych kompleksów, braku pewności siebie w związku. Zazdrość jest z reguły egoistyczna. Przemocowcy psychiczni często jej ulegają, wiążąc tym samym ze soba ofiarę, ktora objawy zazdrości trakuje jako dowód miłości. Wiem sporo na temat i uprzedzam, że to nie najlepiej rokuje. "

          Czytam z uwagą Wasze wszystkie posty ale wydaję mi się, że sebalda w tym poście chyba trafia najbliżej sedna sprawy. Proszę napisz coś więcej o tej zazdrości, jak z tym walczyć, co robić.

          Odpowiadając na niektóre posty powyżej, żony nie traktuję jak matki mojego dziecka, przyznałem się to jednej mojej słabości ale to nie znaczy, że ją zaniedbywałem. Pamiętam o każdej rocznicy, to ja organizuję wczasy, zachęcam do wspólnego spędzania czasu (basen, rower, spacer, wyjście na miasto) często jest to tylko zachęta bez efektu bo dla niej przeważnie ciekawsze jest siedzenie w domu lub latem przed domem. Jeżeli już uda się ją gdzieś wyciągnąć to jest naprawdę super, potrafimy sobie doskonałe zorganizować czas i każde te wspólne chwile uznajemy za udane. Często jej kupuję kwiaty czy jakieś drobne upominki, potrafię pierwszy wyciągnąć rękę na zgodę nawet gdy wina absolutnie nie leży po mojej stronie. Co do obietnic o których ktoś pisał wyżej nigdy takich nie składałem bo nie było takiej potrzeby, nie przechodziliśmy nigdy takiego kryzysu jak obecnie, nie ma podstaw mi nie wierzyć, nigdy w żadnej sprawie jej nie oszukałem i ona dobrze o tym wie.

          Mam po prostu wrażenie, że tylko mnie martwi ta cała sytuacja, że ona nie zauważa, że jest coraz gorzej, coraz trudniej nam się dogadać i za niedługo porozumienie się będzie w ogóle niemożliwe. Ja chcę to zmienić póki nie jest za późno, ona chyba widzi to w inny sposób (nie mówi mi o tym otwarcie) na razie pod jej wpływem (jej zazdrości) rezygnuję po kolei z tego na czym mi zależy czy też zależało. Szkoda, że niewinne osoby na tym muszą ucierpieć, nasz synek, pracownik dziewczyna z małym dzieckiem która straci pracę, mój ojciec który zachęcił mnie abym ją zatrudnił (jest to córka jego dobrego kolegi), kto jeszcze to się okaże.

          Proszę napisz coś więcej o tej bezpodstawnej zazdrości?

    • cahir4 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:34
      Lepiej by było, gdyby żona potrafiła spokojnie wyjasnić o co jej chodzi, bo tak to musisz zgadywać. A my z Tobą. A przepraszam, żona jednak powiedziała wprost, o co jej chodzi:
      "zarzuca mi, że dla rodziny nic nie zrobię za to jeżeli pracownica coś potrzebuję to jestem jak na zawołanie"
      Ta opinia żony nie skłoniła Cię jednak do przemyśleń, a jedynie do stwierdzenia:
      "co jest oczywiście nieprawdą."
      No widzisz, ale to jest subiektywną prawdą Twojej żony - nawet jeśli nie opisuje to obiektywnie sytuacji, to opisuje jej uczucia. Pytanie - dlaczego ona tak to odbiera? Bo ma naiwne wyobrażenia o życiu i nieodpępowiona jest? Bo jest absurdalnie zazdrosna? Może. Ale na ten temat, niestety nic nie wiemy. Mnie natomiast zastanawiają takie fragmenty Twojego postu:
      " rozmowa z mojej strony była na temat tego co robiłem czyli tylko praca i praca bo o czym ja miałem mówić "
      i dalej, już w "spokojniejszym" okresie:
      "o swojej pracy w ogóle nie mówię (z jej życzeniem) tak więc mało tematów nam zostało praktycznie wcale"

      No troszę mnie ścięło. Twoja żona nie ma żadnych problemów, przeżyć, zainteresowań, o których moglibyście rozmawiać? Czy też ma, ale one absolutnie Ciebie nie obchodzą? Twój synek nie mówi nic zabawnego, nie ma żadnych dziecięcych osiągnięć, z których mozna by się cieszyć, omawiać je?

      Nie wiem, jak jest w rzeczywistości, ale z Twojego postu wynika, że wszystkie Wasze rozmowy skupiały się wyłącznie na Tobie. Na Tobie i Twojej pracy. Że nic innego nie było dla Ciebie tematem wartym rozmowy. Stąd może brać się poczucie żony, że ona i rodzina nie sa dla Ciebie ważni. I w takiej sytuacji, trudno byłoby sie takiemu poczuciu dziwić. Jeśli Twoja żona ma jakieś problemy, smutki lub fascynacje, to jest z nimi samotna (chyba, że pobiegnie z tym do mamy) - zdaje się, że na Twoją uwagę nie mogła liczyć.

      I tego problemu nie rozwiąże likwidacja oddziału firmy, bo zawsze gdzieś będziesz pracował i zawsze możesz się zafiksować wyłącznie na sobie i swoim życiu zawodowym. I nawet jak przykładnie będziesz wracał z pracy o 16.30, to i tak nie wykluczy sytuacji, że duchem, że tak powiem, nadal bedziesz w pracy, a żona... no, może posłużyć ewentualnie jako słuchaczka dla Twoich związanych z pracą przeżyć, bo ona sama... no cóż, interesująca nie jest.
      • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:39
        chyba sie zdublowaliścmy z cahir :)))
      • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 13:49
        Wydaje mi się, że zaczynamy naditerpretować.
        >zarzuca mi, że dla rodziny nic nie zrobię za to jeżeli pracownica coś potrzebuję to jestem jak >na zawołanie co jest oczywiście nieprawdą. Jako przełożony przygotowałem pracownika >wyłącznie do zawodu poprzez szkolenia a obecnie ze względu odległe miejsca 2 placówek >utrzymuję z pracownikiem wyłącznie kontakt telefoniczny.
        Z tego zdania w zaden sposób nie mozna wyczytać, że autor jest na każde telefoniczne zawołanie pani. I jeśli pisze, że to jest nieprawdą, że jest na każde zawołanie, to nie mamy podstaw, żeby mu zarzucać, że kłamie. To ja zaczęłam od wątpliwości w obiektywizm wypowiedzi autora, ale zapędzamy się w druga stronę. Dla mnie żona jest jednak z gatunku żądaniowych, bo juz sam fakt, że nie godzi się na samodzielne mieszkanie z mężem i dzieckiem, jednak świadczy jakoś na jej niekorzyść.
        A facet przez jakiś czas nawijał o pracy, bo był w ferworze, bo go to angażowało, bo chcial się podzielić, to chyba dość normalne w związku. On tym przez jakiś czas żył. Mnie czasami też nieco nuża opowieści męża z pracy, ale pozwalam mu się wygadać, bo wiem, że tego potrzebuje. Jak u mnie się dzieje coś ciekawego, to z kolei ja opowiadam. Nie robilabym z tego zarzutu, tym bardziej, że teraz na prośbę żony zaprzestał. A ona najwyraźniej nadal sie boczy, bo ucina każdy nowy temat. To o czym on ma z nią gadać, jak ona taka niechętna? Święty by się zraził. Choc powtarzam, nie wiemy do konca, jak to jest naprawdę. Fajnie by było, gdyby autor uściślił i rozwinał.
        A z tą nienawiścią, to tez jestem w stanie zrozumieć i trzeba mieć odwagę, by to przyznać. W związku często tak jest, że się kocha, ale czasami ta druga strona doprowadza nas do szewskiej pasji. Pytanie tylko, jak to się objawia. Jeśli permanentnym obrażaniem i poniżaniem, to figa, tak się nie postępuje, jeśli tylko chwilowym wkurzeniem i myślą "jak ja jej nienawidzę", to spoko. Kto z nas czasami tak nie pomyśli?
        • posrednik2.0 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 14:01
          Bardzo Wam dziękuję za uwagi postaram się tak zrobić jak piszecie przynajmniej tyle ile będę w stanie. Ja już pisałem w poście wyżej, że żona jest jedynaczką, od małego była uczona brać a nie dawać od siebie, może 2 razy w ciągu małżeństwa usłyszałem od niej słowo „przepraszam” Uważam, że zawsze w życiu miała łatwo, nigdy nie mieliśmy problemów finansowych, ja załatwiłem formalności z kupnem mieszkania, spłaciłem kredyt, decyzja o kupnie była wspólna ale ona nawet nie miała ochoty obejrzeć mieszkanie przed finalizacją, jej decyzja była pochopna tak jakby wiedziała, że i tak będziemy spędzać więcej czasu w jej domu rodzinnym. Wiem, że to się wydaje chore ale tak to niestety było, remont robiłem sam z pomocą mojego ojca, wyposażenie każdego pokoju to była kłótnia nie o to co komu się podoba ale o to, że ona po prostu nie ma ochoty jechać na zakupy. Cieszyło mnie to mieszkanie naprawdę ale przyszedł moment aż uznałem, że to wszystko nie ma sensu, najpierw ciągła walka o wyposażenie mieszkania, potem o to ile tam dni w tygodniu będziemy mieszkać (mieszkanie jest dużo bliżej naszych miejsc pracy), na chwilę obecną mam tego mieszkanie zwyczajnie dosyć, skoro wiem, że żona tam nie czuje się dobrze (mieszkała zawsze domu jednorodzinnym, to jest blok) to jak ja mam tam być szczęśliwy i tworzyć dom.
          Do mieszkania z teściami praktycznie się przyzwyczaiłem, nie wchodzą mi w drogę tak samo jak ja im, mamy mały kontakt jeżeli chodzi o tematy do rozmów za to żona ciągły, żyje ich problemami, nie ma własnych (do chwili obecnej) więc interesuję się cudzymi, a to problemami sąsiedzkimi, co tam u rodziny, co u znajomych to jest ciągły temat żony i teściów, mnie to akurat mało obchodzi.
          Żona jest z zawodu nauczycielką, dzieci ją wręcz uwielbiają, ma bardzo dobrą opinie wśród rodziców, innych współpracowników. Kończy pracę jak to w oświacie różnie czasem do południa i jedzie do domu (pracujemy w tej samej miejscowości ok. 40km od domu) Gdy ja przyjeżdżałem do domu to żona praktycznie albo siedziała w papierach przygotowując się do pracy albo w kuchni z teściową prowadząc rozmowy, rozmawialiśmy owszem ale mnie nie interesowały sprawy jakie miały miejsca wokół domu teściów. Obecnie sytuacja wygląda tak, że żona już w papierach nie siedzi, nie przebywa tyle ze swoimi rodzicami za to siedzi w moim towarzystwie naburmuszona, naładowana czekając jak będę sypał super ciekawymi tematami do rozmowy, temat pracy jej nie interesuje a więc gdy nie ma o czym mówić (bo taka jest prawda przy tej całej chorej sytuacji) to dochodzi do wniosku, że nie mamy ze sobą wspólnych tematów i robi mi złośliwe uwagi na temat nowych pracownic i czasu jaki poświęcam pracy.
          Wiem, że przedstawiam tutaj żonę w bardzo niekorzystnym świetle więc dodam aby sprostować, żona potrafi być kochająca, nigdy nie mieliśmy powodów z zaufaniem do siebie, wbrew pozorom spędzamy z sobą (a może i blisko siebie) dużo czasu, wychodzimy do znajomych (teraz mniej) co roku na wspólne wakacje, czasem wyjazd na wycieczki 1-dniowe w weekend. Żona oraz ogólnie teście to są straszni domatorzy najlepiej się czują na swoim podwórku ale mimo to idzie się czasem wyrwać za miasto.
          Jeżeli chodzi o moją osobę to nigdy nie ubliżyłem żonie, jestem raczej osobą mało konfliktową z resztą nasze dotychczasowe kłótnie kończyły się z reguły cichymi dniami i to po kilkanaście dni nawet. Ten sposób „załatwiania” spraw żona wyniosła z domu, teście także się nie kłócą oni po prostu wybierają ciche dni (rekord to pół roku, chore) Żona bardzo przeżywała takie rozterki swoich rodziców, często mi powtarzała jak ona ma być inna skoro ona całe życie na takie sytuacje patrzyła. Zdaję sobie sprawę, że te relacje teściów odbiły się na psychice żony i teraz wpływają na moje małżeństwo ale skoro ona to przeżywała jako dziecko (i obecnie) to dlaczego funduje to naszemu synkowi (mówię jej o tym). Dobra miało być o mnie. Po urodzeniu synka przyznaję bez bicia znaczą część miłości przelałem na niego, dla żony stałem się bardziej chłodny, wieczorami gdy się do mnie tuliła ja przeważnie byłem odwrócony plecami w stronę telewizora, tak przyznaję się do tego, wiem, że teraz za to po części płacę. Przeprosiłem ją za to, że byłem taki chłodny, że nie okazuję miłości, obiecałem poprawę i to realizuję ale skutek jest niestety odmienny, coraz bardziej się ode mnie oddala.
          Wiem, że brak czułości, zero rozmowy, nowa sytuacja (pracownice) oraz moje większe poświęcenie się pracy (remonty) przyczyniły się na to wszystko ale jak to zmienić. Przecież wytłumaczyłem jej, że dostrzegłem swój błąd (okazuję jej teraz więcej serca) próbuję nawiązać kontakt (nie pomaga mi w tym), sytuacja zawodowa się normalizuje (wracam już o stałych porach) nie poświęcam się pracy, co mogę jeszcze zrobić aby było tak jak dawniej?
          Z dnia na dzień coraz bardziej mnie irytuje ta sytuacja, mam wrażenie, że żona to wykorzystuje (moje pochlebstwo) i robi awantury żeby mi tylko dowalić ale tak jak pisałem likwiduję 1 placówkę (pracowałem na nią 10 lat) nie wiem co będzie dalej jeżeli nie odpuści.

          Skorzystam z Waszych rad, nie chcę się z domu wyprowadzać bo nie zostawię synka ale powiem Jej jeszcze raz jakimi uczuciami ją darzę i jeżeli ma problem z zazdrością to już niech sama sobie z tym radzi, powiem, że pracę rzucę i znajdę inną dla dobra rodziny jeżeli ona także złoży wymówienie (czego nie zrobiłaby nigdy). Dziecinada ale taki niestety przechodzę ostatnio kryzys, zero możliwość dogadania i wyraźnie czuje jak lecimy po równi pochyłej. Ciekawe co będzie jak przyjdą „poważne” kłopoty choćby te finansowe albo zdrowotne.
          Przepraszam, za tak długi post, jestem osobą wylewną w słowa (przynajmniej te pisane) może ktoś dostrzeże tutaj sedno problemu, coś podpowie, bardzo bym na to liczył.
          • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 14:12
            dobrze ze napisales cos wiecej
            i troche inaczej teraz to wszytko wyglada

            wydaje mie sie ze pogublisicie sie troche
            oboje sie kochacei ale cos gdzies sie popruło i zaczynacie gdzies zjezdzac
            ty ja odtrcales w seskei ( a to bartdzo boli !!!! MOZE NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO)
            ona teraz wystudzial swoje emocje wzgledem ciebei

            jezeli nie chcesz calkowitego rozpadu ( a do tego mze dojsc) to idzcie do poradni malzenskeij
            jeszce wszystko pozszywacie ale musicie sie postarac
            ktos musi zacząc
          • cahir4 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 15:36
            Polecam Ci cytat z Sebaldy, zwróć uwagę zwłaszcza na wytłyszczony (przeze mnie fragment):
            "A facet przez jakiś czas nawijał o pracy, bo był w ferworze, bo go to angażowało, bo chcial się podzielić, to chyba dość normalne w związku. On tym przez jakiś czas żył. Mnie czasami też nieco nuża opowieści męża z pracy, ale pozwalam mu się wygadać, bo wiem, że tego potrzebuje. "

            Sebaldę te opowieści nużą (skąd ja to znam...), ale ich słucha cierpliwie, bo wie, że jej mąż tej uwagi potrzebuje. Temat jej nie obchodzi, ale obchodzi ją mąż. Ty uznajesz, że skoro tematy żony Cię nie obchodzą, to słuchał na ten temat nie będziesz. To, że Twoja żona mogłaby takiego zainteresowania potrzebować, bo jest ono świadectwem, że interesujesz się nią, Cię nie obchodzi. Żona teraz odpłaciła Ci tym samym - nie chce słuchać tego, co tylko Ciebie dotyczy.

            Wyglada to trochę tak, jakbyś przez dłuższy czas odtracał żonę fizycznie i psychicznie i wreszcie, przy okazji ostatnich wydarzeń, coś w niej pękło - przestała sie starać, przestała się łudzić - wręcz świadomie zaostrza sytuacje i nazywa rzeczy po imieniu: "Nie mamy wspólnych tematów". Ty się przebudziłeś i chcesz ratować sytuację, ale odczuwasz brak współpracy ze strony żony. Generalnie sytuacja nie wygląda różowo - źle, że żona nie chce skorzystać z terapeuty rodzinnego, bo sytuacja chyba do tego dojrzała.

            Widać z Twoich postów, że choć masz świadomość własnych zaniedbań w tym małżeństwie i chcesz je ratować, to jednocześnie budujesz w sobie negatywny obraz żony:
            "od małego była uczona brać a nie dawać", "Uważam, że zawsze w życiu miała łatwo",
            "żona ciągły, żyje ich problemami, nie ma własnych (do chwili obecnej) więc interesuję się cudzymi", "żona jest jedynaczką, jak ja to mówię ktoś zapomniał odciąć jej pępowinę" (wszystkie cytaty odnoszą się do sytuacji PRZED konfliktem) - jeśli ona zdaje sobie sprawę z tego, że taka jest w Twoich oczach, to Twoim zapewnieniom o miłosci też za bardzo nie dowierza... Wiesz, przebije z tego jakiś brak szacunku, zainteresowania jej osobą.

            "Z dnia na dzień coraz bardziej mnie irytuje ta sytuacja, mam wrażenie, że żona to wykorzystuje (moje pochlebstwo) i robi awantury żeby mi tylko dowalić"
            Słowo pochlebstwo nie brzmi ładnie. Sugeruje brak szczerości. To jedno. A to, że swoją drogą, żona w jakiś sposób mści się na Tobie za wcześniejsze odrzucenie, to bardzo możliwe.
            Chociaż w moim subiektywnym odczuciu wyglada to jakby i siebie dręczyła uświadamianiem (sobie przede wszystkim), że jej małżeństwo to porażka.

            > Skorzystam z Waszych rad, nie chcę się z domu wyprowadzać bo nie zostawię synka
            > ale powiem Jej jeszcze raz jakimi uczuciami ją darzę i jeżeli ma problem z zaz
            > drością to już niech sama sobie z tym radzi,
            - IMO ewentualny problem zazdrości jest wtórny, przede wszystkim Twoja żona ma problem z tym, że nie czuje się kochaną i z tym sobie raczej sama nie poradzi. Likwidacja placówki może ewentualnie coś pomóc, bo będzie dużym dowodem w stylu: "jesteś dla mnie ważniejsza niż...", ale może też nie pomóc, jeśli zabraknie innych dowodów zainteresowania i uczucia. Może też zaszkodzić, jeśli w Tobie zostanie pretensja do żony za wymuszenie tej decyzji.

            "co mogę jeszcze zrobić aby było tak jak dawniej?
            Trudne pytanie: skoro żona się nie zgadza na terapię rodzinną, samemu porozmawiać z psychologiem? Spróbować rozmowy z żoną (mając świadomość, że nie ma ona sensownych wzorców rozwiązywania konfliktów) w spokojnym stylu "mam świadomość własnych błędów, chcę odbudować nasze małżeństwo, ale bez twojej pomocy mi się nie uda"? Zastanowić się, co jednak (poza dzieckiem) łączy Cię z żoną? A zresztą, dlaczego, z braku innych tematów, nie rozmawiacie choćby o dziecku?

            Skąd wiesz, że żona nie ma problemów? Co się stało, że przestała "siedzieć w papierach" i nie rozmawia, jak dawniej, ze swoją matką? Wyłącznie na złość Tobie to robi?

            Moje rozważania świadomie opierają się na próbie przyjecia punktu widzenia Twojej żony. Nie dlatego, żebym miała zamiar Cię osądzać, a ją usprawiedliwiać, tylko dlatego, że uważam, że jeśli ktoś pisze na forum, to potrzebne są mu inne niż jego własne spojrzenia na sytuację. W końcu jak to wyglada z Twojej strony, to i bez nas wiesz :).
        • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 14:06
          słow harcerza - ja nie !
          owszem zdarza mi sie pomyslec - jak on mnie wkurza , juz nie wytrzymam, zaraz sie wsciekne, zrobei awanture itp
          ale wiem , bo znam siebie , ze gdybym pomyslala na powaznie NIENAWIDZE GO , chocby przez moment, to bylby koniec wszystkeigo
          bo to by znaczylo ze go naprawde nienawidze

          no ale to ja tak mam , ktos moze miec inaczej

          jest jeszcze cos - skoro tak male dziecko to zona zapewne nie pracuej , siedzi z dzieckiem w domu
          i tez pewnei teskni/ tesknila calymi dniami za fectem kórego kocha , lubi i pożąda
          ale jak ten facet calymi dniami nieobecny w koncu wraca i gada o ...pracy, kolezance z pracy , z nią gada pzrez telefon , o jej sprawach w domu rozmawia ( jakby jzu zadnych innych spraw nie bylo ) , ją szkoli na odległóść ..to nie dziwie sie ze sie po jakims czasie zonie włączył sie NEGATIVE
        • cahir4 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 14:24
          > Wydaje mi się, że zaczynamy naditerpretować.

          To do mnie zarzut?

          > Z tego zdania w zaden sposób nie mozna wyczytać, że autor jest na każde telefon
          > iczne zawołanie pani. I jeśli pisze, że to jest nieprawdą, że jest na każde zaw
          > ołanie, to nie mamy podstaw, żeby mu zarzucać, że kłamie.

          Ja mu nie zarzucałam, że kłamie, ani nawet, że subiektywnie, czyli niezgodnie z rzeczywistością opisuje sytuację. Ja mu zarzuciłam, że zlekceważył subiektywne odczucia żony związane z tą sytuacją. Pisze: "to nieprawda" i koniec tematu. A przecież jest to sygnał, nad którym warto się zastanowić.

          "Dla mnie żona jest jednak z gatunku żądaniowych"
          no dla mnie to właśnie jest nadinterpretacja i w dodatku próba upchnięcia bohaterów postu w jakieś stereotypowe schematy.

          "A facet przez jakiś czas nawijał o pracy, bo był w ferworze, bo go to angażował
          > o, bo chcial się podzielić, to chyba dość normalne w związku. "
          normalne, o ile działa w obie strony. Tutaj pan, po zaprzestaniu "nawijania o pracy" stwierdził, że rozmawiać nie ma o czym. I to już normalne nie jest. Czasami może się zdarzyć taki zbieg okoliczności (żeby było jasne - nie "nadinterpretowuję" konkretnej historii autora wątku - piszę ogólnie), że w momencie, kiedy jedno z małżonków jest w "ferworze" i zafiksowuje się na swoim temacie, drugie również przeżywa akurat coś ważnego albo trudnego. A to coś, zafiksowanego małżonka w ogóle nie interesuje. Wtedy wyrozumiałość staje się trudniejsza, pojawia się poczucie krzywdy i osamotnienia, tym silniejsze, im wazniejsza jest ta "niewysłuchana" sprawa. Jak ktoś wrażliwy, to bywa, że pozostaje zadra.

          • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 15:31
            Cahir4, w świetle tego, co dopisał autor wątku, zwracam Ci honor. Najwyraźniej doczytalaś się głębiej:) Ja mam taki zwyczaj, że najpierw zadaję pytania, drążę, a potem oceniam. Ty wykazałaś się większym wyczuciem tematu. Tu kobieta jest przedstawiona, jako ta, ktora sie czepia, nie rozumie, nie docenia, nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Nie zauważa też starań (to nic, że po niewczasie). Facetom tak trudno przychodzi zrozumienie, że jeśli w jakimś momencie naprawdę zawiodą (a odsuwanie się od kobiety, gdy ta tego najbardziej potrzebuje, omówienie jej wtedy czułości, jest zawodem), to często nie wystarczy powiedzieć: przepraszam i oczekiwać, że ból odtrącenia minie jak za dotknięciem czarodziejskiej rożdżki. Przecież przeprosilem.
            Jeśli autor odsuwal się od kobiety, odwracal w łóżku plecami, to trudno się dziwić, że wtedy pojawia się pytanie, czy nie ma kogoś innego. Jeśli wcześniej był chętny, a nagle się odsuwa, to pierwszą myślą kobiety jest myśl o konkurentce. Do tego późne powroty, częste opowieści o koleżance z pracy, praca na pierwszym miejscu. No te obawy jednak takie bezpodstawne nie były, jak się teraz okazało.
            Autor pisze bardzo lekceważąco o żonie i mimo że się zarzeka, naprawdę nie ma z nią wspólnych tematów. To wszystko razem nie najlepiej się układa. Chyba gruntowne przemeblowanie w tym związku się klania. Bardzo gruntowne, nie wiem, czy możliwe bez pomocy terapeuty.
            • cahir4 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 15:49
              Dzięki, przyjmuję swój honor z powrotem ;). Moją intencją nie było i nie jest ocenianie - staram się wniknąć w punkt widzenia NIEOBECNEGO, bo uważam, że to jakoś może być pomocne dla piszącego. O ile pomocy, a nie poklepania po ramieniu oczekuje. W końcu swój punkt widzenia to każdy zna :). A że piszemy tu na podstawie b. fagmentarycznych danych na temat jakiejś sytuacji, to ryzyko błędu zawsze jest.

              Z podsumowanie Twoim się zgadzam. Ale facetowi chyba jednak naprawdę zależy, więc, moim zdaniem, nadzieja dla tego związku jest. No, ale terapeuta by się przydał.
            • posrednik2.0 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 16:09
              Jeszcze raz bardzo dziękuję za Wasze uwagi szczególnie te krytyczne pod moim adresem. Wiem, że mam swoje za uszami przyznaje się tutaj na forum, jedno możecie być pewni, na pewno nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl słowo zdrada, czy też skrzywdzenie mojej rodziny. Zawsze to powtarzałem rodzina jest dla mnie na 1 miejscu, piszę to tutaj i to zawsze powtarzałem żonie.
              Wiem, że byłem chłodny w stosunku do żony i szczerze przyznaję, że chcę to zmienić i nie tylko słowami. Jeżeli chodzi o pracownice mój obecny kontakt polega na krótkiej rozmowie telefonicznej góra 2 minuty, rozmowie niezbędnej w sprawach zawodowych.
              Wiem, że jest to strasznie, że ciężko nam znaleźć inny temat do rozmowy, oczywiście o synku rozmawiamy czy innych drobnych sprawach także. Ja pisząc, że rozmawialiśmy o pracy mam na myśli spędzenie całego dnia, to nie tylko sama praca ale także ogólne sprawy jakie wydarzyły się w miejscowości co razem pracujemy (mała gmina) Obecnie tej rozmowy nie ma, staram się rozmawiać na inne tematy, ale tak jak pisałem każdą rozmowę ucina króciutko i podsumowując, że nie mamy wspólnych tematów.
              Wytłumaczcie mi dlaczego żona uważa (tak mówiła), że między nami już się nie poprawi, że nie czuje potrzeby jakieś terapii a na pytanie czy mnie kocha twierdzi, że tak, gdy zapytałem czy mam się z domu wyprowadzić powiedziała, że nie. W takiej atmosferze nie da się żyć ja chce to zmienić ale wiem, że obydwoje musimy na to wyrazić chęć, sam nic nie zdziałam.
              • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 16:25
                > Wytłumaczcie mi dlaczego żona uważa (tak mówiła), że między nami już się nie po
                > prawi,
                Może tyle razy spotkała się ze ściana niezrozumienia jej potrzeb przez Ciebie, że juz staciła nadzieję? Może wiele razy deklarowałeś chęć naprawy i potem zawodzileś, że już nie wierzy w poprawę?
                Ja nie do konca rozumiem, dlaczego odtrącałeś spragniona czulości zone w okresie po urodzeniu się syna. To jest raczej częściej spotykane u kobiet, zwłaszcza gdy juz wcześniej sie nie ukladało w zwiąku, ale u facetów to rzadkość.
                Jeśli chcesz naprawy, nie może się konczyć na deklaracjach. Także czynami musisz okazać, że Ci zależy na żonie. I wykazac się cierpliwością. W moim malżeństwie często bylo tak, że jak mąż mnie kolejny raz zranił, a potem jak gdyby nigdy nic po krotkim czasie przechodzil nad wszystkim do porządku dziennego i oczekiwał, że ja znowu z radością go przytulę, a ja nie bylam jeszcze na to gotowa, jeszcze w sercu tkwiła drzazga, to on się znowu obrażał, że jak to! To on z sercem na dloni, a ja znowu na nie. Gdyby jeszcze trochę odczekal i okazywal czynami i gestami, nie tylko pustymi słowami, że mu zależy, pewnie łatwiej byloby mi zapomniec o zadanym bólu. Może daj żonie jeszcze czas, żeby Ci zaufała, a w tym czasie staraj się w dwójnasób okazać jej troskę, uwagę (mimo wszystko) i czułość, nawet gdyby Cię jeszcze odtrącała.
                Piszę to wszystko z kobiecego punktu widzenia i odczuwania, ale nie zawsze i nie u wszystkich skuteczne jest takie postępowanie, gwarancji zatem nie dam.
                Lubię wątki, w których autor dyskutuje aktywnie i lubię autorów/autorki, ktore przyjmuja krytyczne uwagi, a nie obrażają się z mety. To świadczy na Twoją korzyść, drogi Pośredniku, może jeszcze będą z Ciebie ludzie:)
              • kol.3 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 18:31
                Miałabym pytanie - czy zapraszasz z własnej inicjatywy żonę do kina, restauracji, kupujesz prezenty, planujesz wakacje, wycieczki, pamiętasz o rocznicy ślubu itp? Czy ona jest dla Ciebie kobietą, obiektem pożądania? Czy po prostu od 6 lat żoną, matką Twojego dziecka.
                Być może sedno tkwi w tym co mówisz o sobie, że jesteś mało wylewny. Mała wylewność niejeden związek wykończyła. Kobieta rozumie to, że mąż się nie wysila wobec niej, tym bardziej, że zdaje się byleś troskliwy w stosunku do pracownicy.
                Nie chce mi się rozpisywać ,bo te sprawy są banalne a jakże rozpowszechnione.
    • dama_z_kawa_i_papierosem Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 18:54
      Wg mnie powinnienes sprobowac od nowa. Przemyslec wszystko, wyciszyc zale w stosunku do zony, kiedy ci sie to uda usiasc wspolnie z zona i porozmawiac o tym co dobre (dziecko, milosc - no kochacie sie wg mnie) i jak chcielibyscie aby bylo. I oczywiscie sprobowac cos zrobic razem, odnowic kontakt, bo rozmowy o pracy sa dobre ze znajomymi czy wspollokatorami, i w sumie w malzenstwie tez - ale to nie moze byc jedyny temat. Druga sprawa (wg mnie BARDZO WAZNA), postarac sie cos robic razem, cos co bedzie wam sprawialo radosc, jakies wspolne zainteresowanie, i wtedy zawsze bedzie o czym pogadac. Poprobujcie razem roznych rzeczy a cos znajdziecie. (my z mezem np. wedkujemy ale opcji jest mnostwo, kupcie rybki, ukladajcie puzzle, czytajcie ksiazki cokolwiek).

      Co do zony to nie chce oceniac bo sprawa opisana jest przez ciebie, wiec wiadomo - subiektywnie (pomimo ze przyznales sie do swoich bledow). Odnosze wrazenie ze zonie na tobie zalezy, mowi ze cie kocha, nie chce twojej wyprowadzki. Tobie tez zalezy - to widac. Poza tym jest dziecko. Wiec warto ratowac.

      Troche ja pobronie bo zwrocilam uwage na to ze przyznales ze odsunales sie od zony po narodzinach synka. Dziecko ma dwa lata, bycmoze w swiadomosci zony odrzucanie jej przez ciebie to swieza sprawa i tu pomoze czas, a nie zniecierpliwienie.

      Piszesz ze to 2-3 miesiace ale moze dla zony to po prostu kolejny raz kiedy ma ciebie mniej i sie poddala, na zasadzie niech robi co chce i ja tez, nie interesuje sie mna to ja nim tez. A bycmoze tak nie jest i te 2 czy 3 miesiace to nie tak dlugo, ale czas sie tym zajac.

      Wydaje mi sie ze brakuje wam jakiejs wspolnej plaszczyzny do rozmowy, kontaktu w ogole. Bycmoze kiedys taka plaszczyzna istniala ale z biegiem lat ja utraciliscie i ja bym zaczela od odbudowywania jej. Znajdzcie cos co jest wasze do rozmowy, do robienia, do zabawy, cos fajnego ale nie zwiazanego z praca, domem, dzieckiem, tesciami.

      Jeszcze na koniec zapytam, czy wy jestescie tak powazni na codzien? Wiem ze piszesz z powodu kryzysu ale mam wrazenie ze wasze zycie to twoja praca, i zony zajmowanie sie dzieckiem. Po powrocie z pracy obiad, opowiadanie co w pracy, co zrobilo dziecko i tyle. Brakuje tu czegos waznego. To brzmi jak opis firmy, gdzie kazdy ma swoje miejsce i obowiazki, a nie rodziny, gdzie sie czlowiek cieszy ze wspolmalzonek wrocil wreszcie z pracy i mozna sie zajac zyciem prywatnym.
      Ale nie upieram sie przy tej ocenie bo wiem ze piszesz w trudnym momencie i bycmoze na codzien tak nie jest.

      I na koniec zycze powodzenia bo z twojego opisu wynika ze macie szanse ulepszyc zwiazek, tylko najpierw musicie nad nim popracowac.
      • posrednik2.0 Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 22:40
        sebalda 21.02.11, 12:55 Odpowiedz
        >pocieszające jest to że jak jest zazdrosna to cie kocha :-)

        " Niestety to wcale nie jest pewnik. Bezpodstawna zazdrośc jest z reguły wynikiem chęci dominacji, a jednocześnie własnych kompleksów, braku pewności siebie w związku. Zazdrość jest z reguły egoistyczna. Przemocowcy psychiczni często jej ulegają, wiążąc tym samym ze soba ofiarę, ktora objawy zazdrości trakuje jako dowód miłości. Wiem sporo na temat i uprzedzam, że to nie najlepiej rokuje. "

        Czytam z uwagą Wasze wszystkie posty ale wydaję mi się, że sebalda w tym poście chyba trafia najbliżej sedna sprawy. Proszę napisz coś więcej o tej zazdrości, jak z tym walczyć, co robić.

        Odpowiadając na niektóre posty powyżej, żony nie traktuję jak matki mojego dziecka, przyznałem się to jednej mojej słabości ale to nie znaczy, że ją zaniedbywałem. Pamiętam o każdej rocznicy, to ja organizuję wczasy, zachęcam do wspólnego spędzania czasu (basen, rower, spacer, wyjście na miasto) często jest to tylko zachęta bez efektu bo dla niej przeważnie ciekawsze jest siedzenie w domu lub latem przed domem. Jeżeli już uda się ją gdzieś wyciągnąć to jest naprawdę super, potrafimy sobie doskonałe zorganizować czas i każde te wspólne chwile uznajemy za udane. Często jej kupuję kwiaty czy jakieś drobne upominki, potrafię pierwszy wyciągnąć rękę na zgodę nawet gdy wina absolutnie nie leży po mojej stronie. Co do obietnic o których ktoś pisał wyżej nigdy takich nie składałem bo nie było takiej potrzeby, nie przechodziliśmy nigdy takiego kryzysu jak obecnie, nie ma podstaw mi nie wierzyć, nigdy w żadnej sprawie jej nie oszukałem i ona dobrze o tym wie.

        Mam po prostu wrażenie, że tylko mnie martwi ta cała sytuacja, że ona nie zauważa, że jest coraz gorzej, coraz trudniej nam się dogadać i za niedługo porozumienie się będzie w ogóle niemożliwe. Ja chcę to zmienić póki nie jest za późno, ona chyba widzi to w inny sposób (nie mówi mi o tym otwarcie) na razie pod jej wpływem (jej zazdrości) rezygnuję po kolei z tego na czym mi zależy czy też zależało. Szkoda, że niewinne osoby na tym muszą ucierpieć, nasz synek, pracownik dziewczyna z małym dzieckiem która straci pracę, mój ojciec który zachęcił mnie abym ją zatrudnił (jest to córka jego dobrego kolegi), kto jeszcze to się okaże.

        Proszę napisz coś więcej o tej bezpodstawnej zazdrości?
        • mozambique Re: Problem z nieufną żoną? 21.02.11, 23:17

          cos , kurcze, bardzo ci lezy na sercu los tej dziewczyny z dzieckiem, jzu ktorys raz o niej wspominasz z prawdziwa troską, o jej los i zycie
          troską wieksza niz troska o zone

          ciekawe czy tak samo troszczylbys sie o los pracownika - samotnego ojca z dzieckiem ????
          cos mi sie wydaje ze nei
    • eastern-strix Re: Problem z nieufną żoną? 22.02.11, 02:14
      Poneważ nic nie jest czarno-białe, oczywiste jest, że relacja żony wyglądałaby zupełnie inaczej. Natomiast ja mam zamiar się skupić na Twojej relacji, ostatecznie kiedy piszą tu kobiety, nikt im nie mówi, że 'nooo, nie wiem, bo nie znam relacji Twojego faceta', tylko zazwyczaj zaczyna się solidarne najeżdżanie na tzw. 'samca'.

      Mój mąż także dużo pracuje, 18-19 to jest norma, czasem wraca nawet później, więc wiem, co to znaczy. Nie da się (fizycznie) zarabiać pieniedzy, szczególnie prowadząc własną działalność i być w domu o 16 żeby zająć się dziećmi.

      Jeśli żona tego chce, to ceną będzie gorsza sytuacja materialna oraz małe szanse na wyprowadzkę od teściów. Twoje marzenia nie są wcale wybujałe, to nie jest zwykle korzystne kiedy małżeństwo mieszka z teściami. Zazwyczaj jedno z małżonków nie potrafi wyjść z roli 'dziecka' a drugie staje się rozdraznione, bo to przecież dwoje obcych dla niego ludzi. Owszem, są związki, którym świetnie się mieszka z teściami, ale z Twojego opisu wnoszę, że u Was jest inaczej. Inaczej, nie znaczy gorzej. Ja też bym nie chciała mieszkać z teściami.

      Jeśli Ty chcesz się wyproadzić a żona uważa, że jest super, to macie problem. Pomysł z psychoterapeutą jest świetny. Żona, gdyby jej na związku zależało, pewnie by się zgodziła. Ale myslę, że jest w fazie robienia Ci na złość na każdym kroku. Idź sam. To Ci na pewno pomoże, a żona może dołączy, choćby z ciekawości, o czym Wy tam gadacie :)

      Myślę, że żonie siadło poczucie własnej wartości i to już dawno temu. Pewnie wyobrażała sobie (nic w tym złego), rodzinkę jak z obrazka, zaś życie to zweryfikowało. Czasami tak jest, że ludzie, nawet dorośli, w pogoni za jakimś tam wzorcem czy scenariuszem życiowym tracą z oczu osobę, z którą chcą ten wzorzec realizować.

      Ta zazdrość o pracowniczkę (bo tak się to pisze w rodzaju żeńskim ;)) była nieuzasadniona - jeśli oczywiście piszesz prawdę. Przecież to właściwie super, że dałeś pracę samotnej mamie. Takie osoby zazwyczaj są dobrymi pracownikami, bo im na pracy bardzo zależy, więc myślę, że nie ponosiliście strat z powodu jej zatrudnienia (bo jeśli tak, to powód złości żony mógłby być inny).

      Myślę, że żona jest zgorzkniała i zazdrosna. Ale nie o kobietę a o styl życia. O to, że siedzisz w pracy, że nie pomagasz przy dzieciach tylko robisz coś interesującego. Myślę, że ona ma wrażenie, że jej zycie ją rozczarowało i Ciebie obarcza winą. Mało to sprawiedliwe, bo przecież na swoje życie największy wpływ ma ona sama.

      Myślę, że czas na pogawędkę z psychoterapeutą, choćby samemu. Żeby upuścić trochę ciśnienia i zastanowić się, jakie są w życiu priorytety.
    • demonsbaby jedynactwo to choroba 22.02.11, 09:02
      i mowie to z perspektywy wlasnego doswiadczenia jako jedynak. Postaram sie w miare przejrzyscie opisac mechanizm tej choroby. Centrum swiata dla twoich tesciow to bezwarunkowe szczescie twojej zony. I to jest punkt wyjsciowy rozwazan. Rodzice nieswiadomi konsekwencji zastosowali chwyt skutkujacy tym, ze twoja zona nie jest przystosowana do zycia. Co wiecej, wierze, ze to osobnik, ktorego nie mozna krytykowac poniewaz rodzice wyrobili w niej poczucie, ze wina zawsze lezy w okolicznosciach, a ona jest ofiara. Zatem jej zdanie musi bc ostateczne. Widzisz ten parasol ochronny nie zostal choc na chwile zlozony.
      Z wlasnej perspektywy, nie wiedziec ''dlaczego'' u mnie mechanizm przebudzenia zaczal sie poruszac kiedy bylam nastolatka. Trudny okres dla moich rodzicow, w koncu chcialam popelniac bledy, zeby umiec w przyszlosci ponosic konsekwencje (dzis tak to widze), wtedy chcialam byc niezalezna. W moim przypadku, role glowna gra ryzyko i rywalizacja. Zatem jednoosobowy oddzial RR wyznaczyl sobie terytorium. Owszem bylam, chocby w czesci finansowej zalezna od rodzicow. Jednak zycie bez ich kwokowania nauczylo mnie sztuki kompromisu i ustepowania, choc do dzis jestem czlowiekiem lekko wrazliwym na swoim punkcie, mimo ze teoretycznie umiem sie zdystansowac do siebie.
      Odgrywasz role jednostronna w kwestii partnerstwa i kompromisu, to ty jestes tym, ktory wiecznie ustepuje i przyznaje racje. Sytuacja z mieszkaniem i poddania sie w realizacji wlasnych ambicji jest chora. Mloda rozwodka z dzieckiem jest odbierana jako zagrozenie przez twoja zone, bo w jej mniemaniu, to ona ma byc twoim centrum swiata bez kompromisow. Rozumiesz? Jej zycie - twoim zyciem, jej zdanie - twoim zdaniem, nie mozesz wyrwac sie spod jej kontroli. Pytanie: co dalej? Poniewaz nie ty masz wplyw na jej zycie, ale jej rodzice. Mowisz, ze tesciowie graja fair play. Zagraj i ty. Porozmawiaj z nimi, skoro maja nadal wplyw na corke. Pokaz jak chory uklad tu panuje.
      • demonsbaby jest jeszcze druga strona mocy 22.02.11, 10:05
        oczywiscie moge tutaj za bardzo uderzac w osobiste wycieczki. Jak rozumiem zona pozostaje w roli gospodyni, ze wzgl. na male dziecko? A przed macierzynstwem w czym sie urzeczywistniala? Miala jakas odskocznię w postaci własnej pracy zawodowej? Plany na własny rozwoj? Oczywiscie sa kobiety stworzone na boginki ogniska domowego. Z drugiej strony, praca w domu i opieka nad malym dzieckiem do lekkich nie nalezy. Jej swiat to dom, twoj dzielisz jeszcze z praca, a w ciagu tygodnia nie masz sily na ten angaz w zycie domowe... Plus predyspozycje twojej zony, o których z mojej perspektywy pisalam wczesniej... Nie wiem, trąca trochę blędnym kolem. Macie jakies wspolne rozrywki? Zycie towarzyskie?
        • sebalda Re: jest jeszcze druga strona mocy 22.02.11, 11:26
          Zaczyna mi się wyłaniać pewien spójny obraz. Moim zdaniem największym problemem są rodzice żony. To znaczy ich nadopiekuńczość i sposób bycia wobec siebie. Demonsbaby dobrze pisała o tym parasolu ochronnym i problemie jedynaczki, choć chcę wyraźnie podkreślić, że nie wszyscy jedynacy tak mają. Wyrastanie w domu, gdzie sprawy załatwia się cichymi dniami jest bardzo przykre i bardzo rzutuje na nasze przyszłe postawy. I nawet jeśli pamiętamy jak to bolało, nie umiemy się temu przeciwstawić w dorosłym życiu. To trochę tak jak wiązanie się z alkoholikiem, mimo że się tyle wycierpialo w dziecinstwie z powodu alkoholizmu ojca. To podświadome wybory.
          Żonie prawdopodobnie brakuje pewnosci siebie, przez rodziców nie udalo jej się usamodzielnić, stać się jednostką samorządną i decydującą o swoim życiu bez niczyich rad. Jest też bardzo przywiązana do rodzinnego domu, jest domatorką, może trochę się boi nieznanego, dlatego tak kurczowo trzyma się domu. Ty jesteś zupełnie inny. Energiczny, zaradny, samodzielny, zaangażowany w różne działania, głównie poza domem (ale nie wbrew domowi, bo pracy czy urządzania wspólnego mieszkania nie można nazwać działaniami grożącymi domowi). Gdyby żona nie byla tak związana z rodzicami, może udałoby Ci się ją zarazić swoją energią, a tak, ona wciąż się kisi w swojej odrębności i niechęci do pewnych Twoich działań.
          Ja to widzę tak: Ty zmęczony jej byciem na nie (w sprawie mieszkania i jego urządzania) po urodzeniu się synka przelałeś uczucia na niego, odsunąłeś się od żony. To dla niej byl szok i ból. Jestem przekonana, że już wtedy zaczęła się zastanawiać, czy kogoś nie masz. I mam poważne podejrzenia, czy w tym nie bylo dużej zasługi teściowej. Potem niby się trochę unormowało, ale problem wrócil w momencie wejścia na scenę nowej pracownicy. Zazdrosć odżyła ze zdwojoną siłą. Stąd fakt, że żona nagle zaczęła przesiadywać częściej z Tobą, przestala siedzieć w papierach, jestem niemal na 100% pewna, że to rada teściów. Żaliła im się, a oni jej poradzili, żeby zaczęła Ci poświęcać więcej czasu i Cię dodatkowo pilnować. To są typowe rady osób postronnych. Ale ona, pilnując Ciebie, jednocześnie się boczy, bo cały czas myśli, że coś jest na rzeczy z tamtą rozwódką. Tu znowu wychodzą jej kompleksy, niestety. Zaniedbuje też pewnie nieco pracę, co też może jej ciążyć i podświadomie Ciebie tym obarcza.
          Moim zdaniem masz dwa rozwiązania. Pierwsze: to pójście na terapię, Twoje pójście, ktore z jednej strony okaże żonie, że się starasz, że Ci zależy, z drugiej może ją też zmobilizuje po pewnym czasie. Jej terapia przydałaby się bardzo.
          Drugie wyjście to postawienie sprawy stanowczo. Rzeczowa rozmowa, wyjaśnienie Twoich uczuć i niepokojów, prośba o rozpoczęcie od nowa, ale już samodzielnie, w Waszym mieszkaniu. Musisz postawić warunek, że chcesz mieszkać osobno. Nie najeżdżać na teściów, ale wyjaśnić, że to jest zdrowsze dla małżeństwa, bo jest! Może Twoja żona zareaguje na Twoją stanowczość. Może właśnie Twoja dotychczasowa uległość ją wzmacniała, może ona potrzebuje silniejszej ręki. Ale to jest rozwiązanie bardzo ryzykowne, bo ona może się wystraszyć albo obrazić, albo utwierdzić w przekonaniu, że jej nie szanujesz. Możesz zwyczajnie przegiąć i spowodować jej irracjonalne ruchy. Nie wiem, Ty może ją znasz lepiej.
          Twoją troskę o pracownicę rozumiem, taktuję jako zwykły ludzki odruch, ktory świadczy raczej na Twoją korzyść, a nie odwrotnie. Na Twoim miejscu nie poddawałabym się terrorowi żony, nie zamykala placówek. Jestem przekonana, że ta zazdrosć leży w charakterze żony, jej niepewności (do ktorej się po części przyczyniłeś po urodzeniu się synka) i jak pójdziesz do innej pracy, to zawsze znajdzie się jakaś pani Jola albo Zosia, ktora będzie zagrożeniem dla żony. W tym, na Twoim miejscu, bym nie ustępowała. Widać, że lubisz swoją pracę i gdy poddasz się żonie w tej kwestii, podświadomie będziesz ją tym obarczal, tym razem to Ty możesz zacząć się boczyć, a tego chyba nie chcesz.
          • demonsbaby autonomia gra kluczowa role 22.02.11, 11:58
            a z efektami jej braku, bedziesz sie zderzal autorze przy kazdej decyzji tzw. ''nie po mysli''. Oczywiscie sebalda, ze ten ''syndrom jedynactwa'' nie dotyczy wszystkich jedynakow. Jedynacy, maja cechy wspolne, to prawda jest nam w zyciu ciezej, ale choroba zaczyna sie tam, gdzie rodzice zastosowali calkiem bez premedytacji przemoc w bialych rekawiczkach, pt. Nadopiekunczosc.
            Zakladam, ze twoja zona tkwi w chorym ukladzie z rodzicami, nie dopuszczajac do siebie, ze ta choroba dotyczy relacji na linii dziecko - rodzice. Wierze, ze wraz z ich smiercia jej swiat tez umrze. To brutalne o czym pisze, ale to nie kwestia waszych problemow, ale jej problemow zaczyna burzyc spokoj w waszym zwiazku. Zakladam, ze zona nigdy nie skrytykowala rodzicow za jakiekolwiek dzialanie, a proba ich krytyki z zew odbijala sie o jej agresje, bo uznawala to za atak na wszechwiedzacych ludzi. Niestety czlowiek ma szanse przy takich relacjach utozsamiac sie z rodzicami jako jeden jednomyslny organizm. Wierze, ze poza buntem nastolatka, twoja zona nie podejmowala decyzji nie obarczonych doradztwem rodzicow.
            Wierze, ze to nie wam jako parze, ale jej indywidualna terapia stanowi klucz do ewentualnego powodzenia.
            Pytanie, kto ja przebudzi? Ty? Mozesz rownie dobrze stac sie najwiekszym wrogiem. Jesli to jest tak toksyczne jak mi sie wydaje, to niestety jesli padlby wybor ja albo rodzice, to przegrasz z nimi.
            • posrednik2.0 Re: autonomia gra kluczowa role 22.02.11, 13:36
              To jest wprost niewiarygodne jak potrafiłyście ocenić relacje panujące u nas w domu !!!!! Na prawdę brak mi słów. Napiszę wieczorem coś więcej, próbowam coś sklecić w wordzie ale to już prawie nieaktualne bo wszystko Wy opisałyście.
              Wiele rzeczy z Waszych opisów mnie wzruszyło (dosownie opisy naszego życia) ale i wiele spraw wprost przeraża.

              Wieczorem coś postaram się napisać. Pa
              • sebalda Re: autonomia gra kluczowa role 22.02.11, 13:53
                Zanim odpowiesz, chcę Ci przed czymś przestrzec. To, że piszemy o problemie czynników zewnętrznych, nadopiekuńczych rodziców, niesamodzielności żony, jej kompleksach i syndromie jedynaków, nie może Cię całkowicie zwolnić od odpowiedzialności. Wiele osób tak robi. Podam przykład. Moi rodzice się rozwiedli, nigdy za mojego życia praktycznie nie tworzyli rodziny, mialam wielki żal do ojca, bo zdradzał mamę, jego czynię odpowiedzialnym za rozpad malżeństwa, a dowodem na to są jego liczne zdrady także w drugim malżeństwie. I teraz co się dzieje, gdy w moim malżeństwie pojawiaja się problemy? A problemy są w każdym małżeństwie, większe i mniejsze. Otóż mój mąż w takich chwilach wyskakuje z tekstem: bo ty nienawidzisz wszystkich mężczyzn! Przez to, co przeszłas z ojcem! A to jest nieprawda, bo ja lubię facetów, niejednego nawet! Nie podejrzewam każdego o wiarołomstwo, na czele ze swoim mężem, do którego mam pełne zaufanie. ALe on moim dziecinstwem zakrywa swoje wady, swoje wyskoki. Bo to ja jestem wtedy przewrażliwiona, on tu nic nie zawinił. Rozumiesz o co mi chodzi? O to, żeby stosunki rodzinne Twojej żony nie byly takim wytrychem, ktrym będziesz wyważał wszystkie drzwi, ktorym będziesz tłumaczyl wszystkie nieporozumienia, w tym też, niestety, przez siebie zawinione także.
                Mamy taki sposób na samoobronę, my, zarówno kobiety, jak mężczyźni: to jej/jego wina, to wina jej/jego rodzicow, ona mnie nie rozumie, bo ją tak wychowano, nie skończyłem studiów, bo rodzice mnie nie dopingowali itd. Zawsze szukamy winy w innych i w okolicznościach zewnętrznych. A należałoby najpierw przyjrzeć się wnikliwie sobie, a dopiero potem szukać winy w innych.
        • eastern-strix Re: jest jeszcze druga strona mocy 22.02.11, 14:04
          >>>oczywiscie moge tutaj za bardzo uderzac w osobiste wycieczki. Jak rozumiem zona pozostaje w roli gospodyni, ze wzgl. na male dziecko? <<<

          W pierwszym zdaniu jest napisane 'oboje pracujemy'. ;)
      • eastern-strix Re: jedynactwo to choroba 22.02.11, 14:03
        Tu nie chodzi o jedynactwo ale o stosunek rodziców do dzieci.

        Ja jestem jedynaczką, od zawsze uczoną =, żeby wszystkich traktować sprawiedliwie i że nie jestem pępkiem świata. Podobnie mój mąż. Oboje pracujemy jako wolontariusze i nie mamy żadnych 'jedynackich' zapędów.

        Natomiast brak mojej najlepszej przyjaciółki był wychowywany tak, jak opisuje demonsbaby. Co z tego, że miał siostrę, skoro wszystko kręciło się i kręci wokół niego? Doszło do tego, że kiedy zmarł ojciec, matka bez wiedzy mojej przyjaciółki rozporządziła spadkiem tak, że ona nic nie dostała - mieszkanie zostało sprzedane a pieniądze jej i brata powędrowały na konto brata! 'Bo on taki biedny i sobie nie radzi'. Fakt, gość jest biedny, ale głównie dlatego, że ma fochy do całego świata, uczyć mu się nie chciało, ale pracować za 1500 zł też nie pójdzie.

        Masakra. Nie zwalałabym tu winy na jedynactwo tylko na stosunek rodziców do dzieci.
        • demonsbaby Re: jedynactwo to choroba 22.02.11, 15:10
          no ok. Nie doczytalam kwestii pracy. Tym bardziej bylaby niepokojaca ta ''zaborczosc'', a tak to widze. Bedac jedynakiem, widze cechy wspolne. Chocby w zdrowej rywalizacji i potrzeby troski tyt. Rodzenstwa (oczywiscie to moja wizja), no i fakt, ze przy wynaturzeniu ta inwestycja emocjonalna i finansowa w jedno dziecko, pozniej owocuje w nieudolnosc zyciowa.
          Ta wiez z rodzicami staje sie silniejsza i niezdrowa, kiedy inwestycja przerasta forme i rodzi sie wspoluzaleznienie. Wydaje mi sie, ze taki rodzic nie rozumie chyba rozmiaru zniszczen, bo boi sie (?) przyznac do bledu. Niepokoi w takich relacjach, jak opisuje autor, ze chyba zycie jego zony stalo sie zyciem rodzicow? Ktory rodzic chce zle dla dziecka i nie niepokoi sie o jego przyszlosc ... ale ktory rodzic wychowuje dziecko dla siebie? Ziec wykazal sie zaradnoscia zyciowa, zapewnia zonie standard zycia nie odbiegajacy chyba od wizji godnego zycia, a rodzice nawet nie motywuja doroslej kobiety i matki, ze czas gniazdko opuscic? Jak ona ma funkcjonowac, skoro nie od siebie, a nawet czesciowo od meza nie jest zalezna, tylko od rodzicow?
          • eastern-strix Re: jedynactwo to choroba 22.02.11, 23:10
            Moim zdaniem ona nie est zalezna od rodziców dlatego, że jest jedynaczką, tylko dlatego, że relacje w rodzinie prawdopodobnie są nie do końca takie, jakie być powinny. Tak samo może się zdarzyć w przypadku rodzeństwa.

            Rodzice rodzicami. pani jest dorosła i powinna mieć świadomość, że to jest jej dorosłe życie. Znam osoby, które skutecznie ukróciły zapędy nadopiekuńczych rodziców. Moim zdaniem warto się samemu wybrać na terapię. Najpierw będą krzyki i wyrzuty, ale bardzo prawdopodobne,że 'przyjdzie koza do woza'. ;)
    • sola00 Re: Problem z nieufną żoną? 23.02.11, 12:58
      pośrednik
      nie napisze nic nowego,wszsytko chyba dziewczyny napisaly juz,nic madrego nie wymysle ale chce Ci powiedziec,ze mocno trzymam kciuki za poprawe Twojej sytuacji i wierze,ze sie uda bo bardzo mocno tego chcesz. I Twoja zona tez, tylko przechodzicie teraz maly kryzys co jest niestety nieuniknione.jestes bardzo fajnym facetem :) (tak mysle po tym jak piszesz)
      pozdrawiam
      i pisz jak leci
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem z nieufną żoną? 25.02.11, 21:22
      W swoim opisie zawarł Pan dużo szczegółów. Na ich podstawie mogę wysunąć tezę, że sprawa nie jest związana z nieufnością żony, ale raczej z układu sił między Wami.
      Zachowania żony - podejrzliwość, milczenie, wymagania, wycofywanie się z relacji, pretensje, złe humory, brak zainteresowania Pana sprawami przetykane od czasu do czasu czułością , troską, sympatią, spełnianiem obowiązków domowych - mają obudzić w Panu najpierw niepewność co do swojego zachowania, a potem poczucie winy. Taka mieszanka Pana uczuć powoduje potrzebę naprawienia sytuacji . A tu nie da się nic naprawić, bo chodzi o to aby taki stan utrzymać. I traci Pan energię, zaczyna się stresować, myśleć o nieracjonalnych decyzjach, ale przede wszystkim, chcąc odmienić sytuację i zadowolić żonę, ustępuje Pan w przeświadczeniu, ze może rzeczywiście od Pana działania zalezy nastrój żony. Dzięki temu żona ma przewagę nad Panem i chce ją utrzymać, a do tego poczuła, że tak może. Jeśli jeszcze dodać,że żona nie wyprowadziła się z domu rodzinnego i cały czas jest na swoim terytorium, to ma większe poczucie siły, z którego może nawet nie zdaje sobie sprawy, bo na zewnątrz przyjęła pozycję ofiary, a Pan stał się jej prześladowcą. Działając w takim mechanizmie, te uczucia będą się pogłębiać. Pan będzie próbował znajdować rozmaite sposoby zmiany zachowania żony na przyjemniejsze, ona tym bardziej będzie niezadowolona.
      Warto w takich sytuacjach nie ulegać, włączyć racjonalne myślenie, zrozumieć swoje emocje i powiedzieć o tym żonie. Krótko mówiąc, na ile można zdestabilizować taki układ i nie pozwalać mu się rozprzestrzeniać. Wyjść z narzuconej roli prześladowcy, wtedy ofiara nie będzie miała co robić.
      Jeśli dobrze rozpoznałam sprawę, nie jest to łatwa psychologicznie sytuacja i trudno się przed nią bronić. Jeśli będzie się pogłębiać , spowoduje większy kryzys albo zdominuje na stałe Wasz związek. Trudno też będzie namówić Panu żonę na pomoc psychologiczną, bo ona sama z siebie nie ma motywów do zmiany sytuacji.
      A zatem trzeba się samemu zmagać z tym, powtarzając za każdym razem, to co napisałam wyżej. Jesteście młodzi i macie krótki staż małżeński, więc jest nadzieja, że zadziała i nie utrwali się ten niedobry rys. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sebalda Re: Problem z nieufną żoną? 26.02.11, 10:48
        Jednym słowem, nasza Pani ekspert rozpoznała przemoc psychiczną ze strony żony. Subtelną, wyrafinowaną, nieuświadamianą przez stosującą ją żonę. Z własnego doświadczenia powiem, że to bardzo poważny problem. Mam z nim do czynienia od ponad 20 lat i dopiero niedawno sama (z pomocą forumek, poradników, wreszcie terapii) rozpoznalam ten układ w moim domu. Wcześniej, rozumując jak Ty, starając się, uznając swoją częściową winę. Wszystko na próżno.
        To właśnie ta nasza niewiedza, nieznajomość mechanizmów, to nasze ustępowanie dla spokoju nakręca takie osoby jak mój mąż czy Twoja żona.
        I teraz ważna rzecz. W pierwszej fazie Twojego "stawiania się", czyli większej stanowczości i świadomości, spotkasz się z gwałtownym sprzeciwem. Żona może użyć całego arsenału złych zachowań. To bardzo gwałtowny i trudny okres. Ale jesteście bardzo jeszcze młodzi, macie szanse to wszystko zmienić. Idealnie by było, gdyby żona zgodziła się na terapię (nie od razu, nie na siłę), bo jeśli jest tak, jak pisze Pani Agnieszka, to ona ma poważny problem, nad ktorym należy pracować. Pamiętaj, że nie jest to wszystko przez nią zamierzone, nie stosuje tego wszystkiego z premedytacją, ona naprawdę nie ma pojęcia, jak i dlaczego reaguje.
        Gdybyś chciał się tutaj czasami pojawić i opisać, jakie macie postępy, byłoby świetnie. Może dałbyś jakąś nadzieję innym, ktorzy mają podobnie, bo to z tego, co tutaj czytam i obserwuję wokół, jest całkiem częsty problem.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia:)
        • niebieska.sofa Re: Problem z nieufną żoną? 22.03.11, 13:02
          i co tam slychac?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka