posrednik2.0
20.02.11, 23:20
Jesteśmy małżeństwem od 6 lat mamy 2 letniego synka, oboje pracujemy. Mieszkamy wspólnie z rodzicami żony mimo, że przed ślubem kupiłem mieszkanie, stoi puste czasem tam przenocujemy ale generalnie miejsce stałego pobytu do dom teściów. Sytuacja ta wynika z tego, że żona jest jedynaczką, jak ja to mówię ktoś zapomniał odciąć jej pępowinę i bez mamusi niestety ani rusz, wiele razy dochodziło do kłótni ile dni w tygodniu zostajemy na swoim ile jedziemy do teściów (o całkowitej przeprowadzce nie było mowy) ale widząc, że żonę ciągnie cały czas do domu po prostu odpuściłem, nie uszczęśliwię na siłę. Akurat tutaj muszę dodać, że do teściów nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń, przez cały okres małżeństwa nigdy się nie wtrącili, nie czepiali, dużo pomogą przy synku.
Problem pojawił się w okresie ostatnich 2 -3 miesięcy gdy byłem zmuszony zreorganizować swoją działalność gospodarczą. Opiszę może swoją sytuację zawodową, dotychczas pracowałem na samodzielnym stanowisku, na swoim, bez żadnych uzależnień od innych no może od firmy pod którym logo pracuję i tu właśnie pojawił się w/w problem reorganizacji. W ostatnim czasie poszerzyłem swoją działalność tzn na dotychczasowym stawisku zatrudniłem pracownika, kobietę (córkę znajomych) w podobnym jak my z żoną wieku, ja przeszedłem do innej placówki gdzie odgórnie jestem zobligowany do zatrudnienia kolejnego pracownika, z racji, że będzie to pół etatu a praca raczej dla kobiety to też taką zatrudniam (dopiero zacznie pracować, obecnie odbywa szkolenia)
Problem w naszym małżeństwie pojawił się tak jak wspominałem od jakieś 2-3 miesięcy tzn okresu gdy dużo czasu musiałem poświęcić na remont, sprawy organizacyjne itp. Wracałem do domu bardzo późno (po pracy jeździłem na remont, droga do domu to ok 1,5 godz.), po powrocie byłem zwyczajnie zmęczony, rozmowa z mojej strony była na temat tego co robiłem czyli tylko praca i praca bo o czym ja miałem mówić jak w tym okresie tylko tym żyłem żeby wszystko to miało jakoś ręce i nogi. Wszystko to tak trwało aż do momentu zatrudnienia 1 pracownika tutaj zaczęło się najgorsze, kłótnie, czepianie się o wszystko, ciche dni. Nigdy nie dałem żonie żadnego powodu do zazdrości ale ona po prostu stała się nieufna, awanturuję się o byle co, zarzuca mi, że dla rodziny nic nie zrobię za to jeżeli pracownica coś potrzebuję to jestem jak na zawołanie co jest oczywiście nieprawdą. Jako przełożony przygotowałem pracownika wyłącznie do zawodu poprzez szkolenia a obecnie ze względu odległe miejsca 2 placówek utrzymuję z pracownikiem wyłącznie kontakt telefoniczny.
Niestety z żoną jest z dnia na dzień coraz trudniej, każdy powrót do domu wywołuje u mnie ogromy stres, często się kłócimy w sprawach o których moglibyśmy naprawdę spokojnie rozmawiać, staram się ostatnio żonie okazywać więcej czułości (nie należę do osób zbyt okazujących uczucia), nie drażnić jej, spokojnie wszystko tłumaczyć. Niestety ostatnio aby unikać kłótni po prostu coraz mniej rozmawiamy, o swojej pracy w ogóle nie mówię (z jej życzeniem) tak więc mało tematów nam zostało praktycznie wcale, próbuje zagadywać o byle czym ale żona szybko rozmowę ucina i znowu brak tematu do rozmowy. Z pracy wracam ok godz. 18-19 ze względu na długi dojazd (pracuję tylko 7,5h do tego dojazdy), weekendy nie pracuję, jak się urodził nam syn to podjąłem taką decyzję, żeby więcej czasu poświęcić rodzinie, dużo czasu spędzam z synkiem tzn tyle ile idzie po przyjeździe z pracy, w weekendy prawie całe dni, chodzimy na spacery, na place zabaw niestety sami, żona nie daje się namówić na wspólne spędzenie czasu.
Kocham nad życie swojego syna, żonę również chociaż jak jej kiedyś powiedziałem, ona ma 2 oblicza, potrafi być kochającą, troskliwą żoną ale potrafi być okropna, opryskliwa, humorzasta, obrażalska takiej jej nienawidzę ostatnio prawie jest cały czas taka.
Sprawa jest o tyle poważna, że aktualnie jestem na etapie podjęcia decyzji o zamknięciu 1 placówki i zwolnieniu pracownika (dodam, że jest to rozwódka z małym dzieckiem, tak jak wspomniałem córka znajomych) Gdy próbuję dociec o co chodzi żonie, czemu tak się zachowuje mówi, że o nic jej nie chodzi, nic się nie stało, niczego ode mnie nie chce i tak w koło po czym ciche dni i co 2 dzień awantura oczywiście oczywiście o podłoży mojej działalności.
Ostatnio zapytałem czego chce czy mam zamknąć 2 placówkę, odpowiedziała, że tak (wyłożyłem na nią 50 tys kredytu) Gdybym to zrobił będę zmuszony sprzedać mieszkanie na pokrycie długu. Przez żonę zrezygnowałem z marzeń o własnym domu (w pełnym tego słowa znaczeniu), powoli mam dość swojej pracy którą zawsze lubiłem, co będzie dalej? bo nie wydaję mi się, że na tym się skończy? Tłumaczę jej, że jak pójdę robić do kogoś to nie będę miał wyboru z kim pracuję i ile, czy wtedy też będzie mieszać.
Zagadywałem, żonę aby skorzystać z pomocy psychoterapeuty rodzinnego, ale ona nie czuje potrzeby, namawiam na jakiś wspólny wypad, ona na to, że już nie ma ochoty, ze mną nigdzie jechać, zaręcza mnie, że między nami się popsuło i tak już zostanie, nic nie daję od siebie jakieś najdrobniejszej chęci, żeby coś naprawić, zmienić. Pytałem czego oczekuje, czy mam się wyprowadzić, czy mnie już nie kocha? Oczywiście mówi, że kocha ale myślę, że to tylko słowa.
Jak to mówi często mój teściu, kto ma miękkie serce musi mieć twardą d..., idealnie pasuje do mojej osoby.
Proszę Was powiedzcie co mam robić, jak dotrzeć do żony, jak znaleźć sedno tej całej chorej sytuacji bo naprawdę sam nie wiem o co tutaj chodzi, na pewno ma to związek z brakiem zaufania ale czy tylko?