ba-7
04.01.13, 16:29
Może problem nie jest tak poważny jak większość tu poruszanych, ale częsty i piekący.
Chcę powiedzieć, że dotyczy on mnie i kilku zaprzyjaźnionych rodzin.
Małżeństwa z długoletnim stażem, lepsze, gorsze, ale weszły w okres "pustego gniazda", dzieci bywają, owszem, ale okolicznościowo.
Problem w panach, którzy nie zamierzają już nic dla domu z siebie dać, jedni jeszcze pracują, inni tylko dorabiają do wcześniejszych emerytur, bo do 65. to im wszystkim jeszcze daleko.
Wraca taki do domu i ... no właśnie, jak do hotelu. Zjeść, telewizja, książka, kanapa.
Propozycja prac dla domu natychmiast skutkuje atakiem na żonę i w efekcie awanturą, bywa, że pada wiele epitetów i atmosfera staje się nie do zniesienia na dłuższą metę. Rozmowy o problemie liczyć można na setki, jeśli odbywają się w czasie bez nawału prac, to łatwo się da porozumieć, padają zobowiązania, że owszem od dziś każda sobota będzie dla domu i jest ....jedna, potem wszystko wraca na stare tory.
Nie jest tak, że byli przyzwyczajeni, bo my też pracowałyśmy zawodowo i obowiązki spadały na nas dwoje, teraz owszem, nie pracujemy zawodowo, ale żeby służącą zostać.....no, nie.
Każda z nas trzech wypróbowała już sposób na 'przetrzymanie', nie dajemy rady, bo zapuszczenie domu, czy mieszkania nas nie urządza, więc dzwonimy po fachowca do zepsutego sprzętu, a inne prace, także w ogrodzie same wykonujemy, bo żal patrzeć jak wszystko niszczeje. Brak np.obiadu - kiedy się wkurzymy - panów nie wzrusza, sami coś pichcą urządzając taki bajzel w kuchni, że tylko ......, im to nie przeszkadza nawet przez tydzień - tyle ja wytrzymałam.
Próbowałam wyjechać na dłużej - po powrocie pantofle kleiły się do podłogi, wszystkie ciuchy były w koszu z brudami, nawet czyste, zmywarka cuchnęła, ale barek był pusty.
Nie zależy im, rozwodem przecież po 50. ich nie postraszymy, ale właściwie dlaczego nie?
Ewidentnie miłość zniknęła, a szacunek się nie pojawił, egoizm i wygodnictwo mamy pielęgnować?