05.03.13, 15:54
Chciałabym sie poradzić czy to juz depresja czy chwilowy dołek. Otóż mam szcześliwa rodzinie, synek 2,5 l. Maz ma dobrze płatna prace i wlasna firme. Ja poszłam do pracy gdy maly mial 14 miesiecy. Praca byla fajna, blisko domu ale po 9 miesiacach dostalam wypowiedzenie. Malym zajmowala sie tesciowa, ktorej ciagle nie moglam dogodzic. W koncu doszlo miedzy nami do awantury, po ktorej relacje nie wrocily do normy. Uslyszalam, ze nie zajmuje sie dzieckiem, nie traktuje jej jak matki. Jestem beznadziejna żona i gdzie moj M miał oczy. Od wrzesnia synek poszedl do żlobka, ja do nowej pracy ponizej swoich oczekiwań. Zaczely sie schody bo nie ma miesiaca zeby maly nie byl chory, a ja na zwolnieniu. Praca wymaga dyspozycyjnosci, a ja biegeim lece zeby odebrac dziecko ze żłobka, ktore wychodzi ostatnie i przychodzi pierwsze. Do tego teraz ja sie rozchorowałam, tydzień siedze w domu. Spraw w robocie sie nagromadzilo a terminy gonia. Złapałam sie na tym, ze boje sie wrocic bo znowu uslysze kazanie od szefa. Boje sie ze nie wyrobie sie z robota. Poza tym czuje sie zupełnie niedoceniania i olewana w tej pracy, bo szef faworyzuje kolegów-mezczyzn. Moj M ciagle powtarza ze od mojej roboty nie zalezy nasze zycie i moge sie zwolnic. Owszem ale za chwile dodaje, ze ma zarobic na zlobek. Chodze do tej pracy po weekendzie z dusza na ramieniu. Nie wiem co zastane w emailach. Moj M jest zajety praca bo ktos musi zarobic na rodzine skoro ja nie potrafie. Od niedzieli dopadl mnie dól. W zlobku czepiaja sie ze specjalnie dla mojego dziecka zostaja dluzej. Ja zaczelam sie bac powrotu po zwolnieniu. wiem, ze odrazu wyladuje na dwyaniku u szefa. Zacznie sie stres jak codziennie. Wczoraj przepłakałam pol dnia. Żałuje, ze nie moge sie zwolnic bo dla mojego M nic nie bede znaczyc o ile cos wogóle znacze, bo nie zarabiam. Mialam luz w momencie kiedy zaszłam w ciaze ale straciłam to dziecko. Od tamtej pory licze na cud, ze sie uwlnie od tej roboty. Cud sie nie zdarzy drugi raz. Czy ja juz dobrnelam do granicy? czy nabilam sobie glowe glupotami?
Obserwuj wątek
    • julita165 Re: pomocy 05.03.13, 16:49
      Trzymaj się jednak pracy którą masz i szukaj lepszej. Moim zdaniem to nie jest dobry układ być na utrzymaniu męża. Ja za nic bym nie chciała. A poza tym wypadki chodzą po ludziach...tfu odpukać w niemalowane...ale jak byś musiała zacząć szukać pracy po kilkuletniej przerwie to pewnie byłoby jeszcze gorzej. Synek jest już duży, pewnie za pół roku pójdzie do przedszkola, może będzie lepiej.
      A co do pracy. Nie jestem zdania że należy kogoś faworyzować ale też nie można oczekiwać ekstra traktowania z powodu dziecka. Zastanów się czy na pewno jesteś traktowana gorzej niż inni czy może po prostu szef ma wobec Ciebie takie same wymagania jak wobec innych, ignorując że masz małe dziecko ale w końcu ma do tego prawo. Coś tam w świetle prawa Ci się należy z tego powodu że masz dziecko np. ekstra dwa wolne dni ale nic więcej, reszta to tylko dobra wola.
      Ja wróciłam do pracy jak synek miał 7,5 miesiąca. Moja sytuacja jest trochę inna bo mam bardzo samodzielną pracę i szef mi nad głową nie stoi ale za to jak coś "rypnie" to też nie będzie zmiłowania.
      • goska797 Re: pomocy 05.03.13, 18:11
        Wychodzi na to, że wymyslam problem i powinnam sie cieszyc ze mam jakąkolwiek pracę.
        • hatsu33 Re: pomocy 05.03.13, 18:23
          Nie, nie masz się cieszyć jakąkolwiek pracą - szukaj lepszej! Chodzi o to, że lepiej być niezależną, szczególnie jeśli Twój mąż tak postawił sprawę...Moim zdaniem mąż powinien się też angażować w wychowanie dziecka - w końcu oboje jesteście rodzicami, i wysokość jego zarobków nie ma tu znaczenia. Odpowiedzialność jest wspólna, a nie wyłącznie Twoja.
          Pomyśl też może o niani na godziny. Żeby odbierała ze żłobka i/albo zostawała z dzieckiem w czasie choroby, i w ogóle wtedy kiedy potrzebujesz.
          Pomyśl jak ułatwić sobie życie. Dziecko będzie chorowało, to normalne. A rzadko w której pracy można sobie pozwolić na tak częste zwolnienia lekarskie.
    • bez_przekazu Re: pomocy 05.03.13, 19:26
      1.kupic kwiaty i przeprosic tesciowa (8 marca bedzie dobrym pretekstem).
      2.prace szanowac,tzn. samej nie chorowac i nie chodzic na zwolnienia, a kiedy zachoruje dziecko pobyc z nim 2,3 dni i isc do pracy, a o opieke poprosic tesciowa (wczesniej przeproszona).
      3.pogadac powaznie z mezem, on tez moglby od czasu do czasu zaopiekowac si chorym dzieckiem , np. w ramach urlopu.
      i glowa do gory, nie Ty jedna masz male dziecko.za 20 lat bedziesz sie z tego smiala, jak ja teraz:)
      • aqua48 Re: pomocy 05.03.13, 20:09
        Dziecko niedługo przestanie łapać wszystkie choroby, może porozmawiaj z pediatrą na temat jakiegoś uodpornienia dodatkowego. Zatrudnijcie nianię, która zostanie z dzieckiem w czasie choroby i będzie odbierała je żebyś nie musiała gnać na złamanie karku i mogła dłużej zostawać w pracy jeśli będzie taka konieczność.
        A na razie odetchnij trochę, i nie zadręczaj się. Mąż powinien po połowie dzielić z Tobą obowiązki domowe i nie wykorzystywać faktu, że zarabia więcej. Porozmawiajcie na spokojnie jak można inaczej podzielić się obciążeniami, powiedz mu, że na chorobach dziecka cierpi Twoja praca.
        A teściowej nie zarzucaj kwiatami bo to osoba, która Cię nie szanuje. Mąż powinien stanąć po Twojej stronie i nie pozwalać matce na obrażanie żony.
        • sebalda Re: pomocy 05.03.13, 20:51
          >>Żałuje, ze nie moge sie zwolnic bo dla mojego M nic nie bede znaczyc o ile cos wogóle znacze, bo nie zarabiam

          Mnie najbardziej zaniepokoił ten fragment. Mam wrażenie, że jesteś na szarym końcu w łańcuchu pokarmowym tej rodziny, wybacz. Masz pracować, masz zajmować się dzieckiem na wyłączność, masz się starać, żeby być wartościowa. I to jest norma, że mąż może się wypiąć na opiekę nad dzieckiem, bo lepiej zarabia. A jak Ty masz lepiej zarabiać, skoro dziecko choruje i to jest wyłącznie Twoja sprawa???
          Uważam, że powinnaś się postawić. Albo pracujesz, rozwijasz się w pracy, ale wtedy mąż Ci pomaga: dzielicie się i albo on odprowadza dziecko do żłobka, a Ty odbierasz, albo odwrotnie, jeśli on dłużej pracuje. A przy niektórych chorobach dziecka on bierze urlop i zostaje z dzieckiem, żebyś Ty nie traciła pozycji w pracy. To jest Wasze wspólne dziecko, nie tylko Twoje. Jeśli on ma taką pracę, że nijak nie może sobie pozwolić na to, by pomóc przy dziecku, Ty szukaj pracy w domu albo na pół etatu, żebyś mogła normalnie funkcjonować z dzieckiem.
          Dziecko wkrótce się wychoruje, pójdzie do przedszkola, będzie lepiej, zobaczysz. Może wtedy znajdziesz lepszą pracę. A mężowi wytłumacz, że wartość człowieka nie polega tylko na tym, ile zarabia.
          • aqua48 Re: pomocy 05.03.13, 21:48
            sebalda napisała:

            > A mężowi wytłumacz, że wartość człowieka nie polega tylko na tym, ile zarabia.

            Autorka wątku Sebaldo nie ma tłumaczyć tego mężowi, ma to sama czuć i wiedzieć i czuć się wartościową i ważną osobą NIEZALEŻNIE od zdania męża czy teściowej. Czy jakiejkolwiek innej osoby. To ważne dla niej i dla dziecka.
            • zuzi.1 Re: pomocy 05.03.13, 22:46
              Autorka jest pod wyraźnym pantoflem męża i tesciowej.
              Za coś takiego:
              "W koncu doszlo miedzy nami do awantury, po ktorej relacje nie wrocily do normy. Uslyszalam, ze nie zajmuje sie dzieckiem, nie traktuje jej jak matki. Jestem beznadziejna żona i gdzie moj M miał oczy."
              to ja bym "mamusi" na pewno nie obłaskawiała jeszcze kwiatami, a wręcz przeciwnie, ograniczyłabym kontakty do minimum.

              Dziewczyno obudź się, Twój mąz Cię kompletnie nie szanuje i nie docenia, tesciowa równiez. Jak zareagował mąz na takie zachowanie własnej matki? To jest kluczowa sprawa.
              Jestes na dobrej drodze do tego, żeby pozwolic tej dwójce się zniszczyc psychicznie i fizycznie. Jadą po Tobie jak po łysej kobyle. Czy to wogóle jest mąz???? Ten człowiek chyba nie rozumie co to znaczy byc człowiekiem, ale widac przejął takie cechy po mamusi. Moim zdaniem tych dwoje ludzi (mąż i jego matka) są toksyczni i dlatego nie szanują i nie doceniają autorki wątku. Napiszę Ci jedno, tacy ludzie będą Cię szanowac dopiero wtedy, gdy będą czuli do Ciebie respekt, ale w Twojej sytuacji to daleka droga do tego. Musisz się zmienic wewn., wzmocnic swoje poczucie wartosci, postawic się męzowi i zacząc wymagac równego wkładu w obowiązki domowe i opiekę nad dzieckie, a gdy nie będzie się chciał tego podjąc, to powinnas domagac się kogos do opieki, kto wyręczy męża w jego obowiązkach. Dałas sobie wszystko na siebie zwalic, a jak widac, ani maz ani tesciowa nie mają dla Ciebie ani krzty litości. Zacznij kobieto o siebie dbac i zmieniac układ sił w tej rodzinie, bo inaczej ta dwójka toksyków Cię wykończy. Zrób to przede wszystkim dla własnego dobra i dla dziecka.
            • sebalda Re: pomocy 06.03.13, 10:06
              Masz rację, Aqua, fakt. Do męża i tak pewnie by nie dotarło. Ale jej samoocena jest tu kluczowa. Nie pomyślałam.
    • wies-baden Re: pomocy 05.03.13, 21:55
      Zaniepokoiłam się, gdy przeczytałam;> Mialam luz w momencie kiedy zaszłam w ciaze ale straciłam to dziecko , a później;> .....a bo dla mojego M nic nie bede znaczyc o ile cos wogóle znacze...<. Niepoukładane relacje z mężem i druga ciąża jako remedium na kłopoty w pracy?
      Nie idź tą drogą! Nie każdy musi pracować, nie każdy musi być świetnie zorganizowany...ale porozmawiaj z mężem otwarcie, powiedz, że bardzo źle się czujesz, że ocenia cię przez pryzmat twoich możliwości zarobkowych, że ta presja odbiera ci radość życia - zobaczysz jak on przyjmie twoje zwierzenia. Może ten doping wynika z jego słabości, bo czuje, że nie jest w stanie sam utrzymać rodziny na przyzwoitym poziomie. I pogódź się z teściową, choćby na jej warunkach - coś za coś - dzięki jej pomocy będzie logistycznie łatwiej.


    • milamala Re: pomocy 05.03.13, 23:25
      Piszesz , ze macie dobra sytuacje finansowa, maz dobrze zarabia, Ty zas pracujesz ponizej swoich kwalifikacji.
      Dlaczego nie zrezygnujesz z pracy tak po prostu? Masz male dziecko, ktore wcale jeszcze nie musi jeszcze isc do placowki oswiatowej. Zostan w domu z dzieckiem a w miedzy czasie szukaj sobie czegos na spokojnie.
    • danaide Re: pomocy 06.03.13, 01:06
      Przeczytaj co napisałaś:

      goska797 napisała:

      > boje sie wrocic bo znowu uslysze kazanie od szefa. Boje sie ze nie
      > wyrobie sie z robota. Poza tym czuje sie zupełnie niedoceniania i olewana
      > Chodze do tej pracy po weekendzie z dusza na ramieniu
      > ktos musi zarobic na rodzine skoro ja nie potrafie.
      > W zlobku czepiaja sie
      > Ja zaczelam sie bac powrotu po zwolnieniu. wiem, ze odrazu wyladuje na dwyaniku u szefa.
      > Zacznie się stres jak codziennie. Wczoraj przepłakałam pol dnia. Żałuje, ze nie moge sie zwo
      > lnic bo dla mojego M nic nie bede znaczyc o ile cos wogóle znacze, bo nie zarab
      > iam.
      > Mialam luz w momencie kiedy zaszłam w ciaze.
      > licze na cud, ze sie uwlnie od tej roboty.

      Dlaczego Cię ocenzurowałam? Żebyś lepiej zobaczyła co piszesz. Piszesz o lękach, o braku poczucia własnej wartości, o totalnym pogubieniu. Robisz coś na wariata, bo sądzisz, że tego się od Ciebie oczekuje. Może tak, może nie. Uciekasz w ciążę, bo przecież w ciąży mąż Cię nie zagoni do roboty, ale po ciąży już może, prawda? Na żłobek - chyba literówka - jak rozumiem, masz zarobić Ty. A mąż super zarabia, a w ogóle jesteście szczęśliwą rodziną.
      Wybacz - do d.u.p.y z takim szczęściem.

      Głupie pytanie - kiedy ostatni zaraz spytałeś samej siebie na co miałabyś ochotę? Latać do roboty czy siedzieć z dzieckiem w domu? Chodzić do fajnej roboty czy do roboty byle jakiej, byle by była, byleby mąż nie gadał?

      Ten mąż. Jest taka piosenka Happysad, którą uwielbiam, czym jest miłość. Że to nie róże, tylko "gdy jedno spada w dół drugie ciągnie je ku górze". Dla mnie w tych słowach zawiera się wszystko, bo gdy widzę związki jak Twój obecnie i mój w przeszłości, to nie mam nic więcej do dodania.

      Leć na terapię, przepracuj lęki, brak poczucia wartości, WSZYSTKO. Ja - ale to ja dziś, z tym co już wiem - pieprznęłabym głupią robotą, małego zabrała ze żłobka (chyba że jest sporo miejsc, to bym go posyłała na troszkę, aby zająć się SOBĄ), a mężowi wytłumaczyła na czym polega małżeństwo, skąd się biorą dzieci i jakie wiążą się z tym obowiązki (kodeks rodzinny). Czas to pieniądz, Twój również, wychowujesz dziecko, a on płaci. Osobiście nie widzę nic złego w byciu zależnym na czas odchowania dziecka. Mały podrośnie, pójdzie do przedszkola, hartuje się w żłobku to może będzie mniej chorował. A Ty na spokojnie znajdziesz pracę, w której się nie boisz.

      A tu masz linka do piosenki
      www.tekstowo.pl/piosenka,happysad,zanim_pojde.html
      • esencja08 OT 24.05.13, 00:26
        Też lubię Happysad, a co do piosenki, o której piszesz, najbardziej podoba mi się chyba teledysk i kociak z niego ;-)
    • lilith76 Re: pomocy 06.03.13, 11:53
      Jesteś przemęczona i dociskana z różnych frontów.
      Dla pocieszenia - sama wychowuję dziecko (ojciec kontaktowy) i także moja córka jako pierwsza przychodziła do żłobka, jako ostatnia była z niego odbierana (teraz w przedszkolu jest tak samo). Ja goniłam na trasie dom-żłobek-praca-żłobek-dom. Dziecko często chorowało, a ja by nie stracić pracy płaciłam prywatnym opiekunkom i jechałam na debetach, bo co zarobiłam to oddałam obcej kobiecie. Sama zarażałam się od dziecka i przychodziłam do pracy słaniając się na nogach, by jej nie stracić.
      Przetrwałam najgorszy pierwszy rok i zrobiło się lepiej. Dziecko już nie choruje, ja już nie choruję, staram się nie stresować pracą.
      Jak widzisz tak po prostu bywa. Inne kobiety miewają podobnie.
      Nie zwalniaj się, ale rozglądaj dyskretnie za inną pracą.

      Ale ja widzę, że paradoksalnie mam luz, bo nie mam:
      - dobijającego mnie męża
      - dobijającej mnie teściowej

      Kurcze, samotność miewa swoje plusy.
      • goska797 Re: pomocy 06.03.13, 16:19
        Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Chyba faktycznie zapateliłam sie, za duzo na siebie wziełam i nie wyrobiłam. Do tego nikt w domu mnie nie docenia. M zajety swoja robota, gada że jestem niedojrzala emocjonalnie bo poddaje sie na byle przeszkodzie, a mam kredyt do spłaty i dziecko na utrzynamiu.
        Fakt, że ja sie martwie wszystkim na zapas. Dzisiaj pół dnia straciłam na przejmowanie sie co zastane w robocie jutro, bo szef dzwonil, że szukam dokumentów, a które sa dla mnie ważne zebym ruszyla jutro z miejsca. Znajac zycie pewnie bede jutro ich szukac i sie wsciekac ze gdzies coś zapodział. Sama sie wykanczam.
        Gdzieś zapodziała sie moja pewność siebie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pomocy 10.03.13, 22:44
      Z opisu to nie wygląda na depresję.
      Natomiast niewątpliwie może się Pani źle czuć . Mała ( zagubiona czy też utrwalona ) pewność siebie wraz z naturalnym , ale okresowo trudnym okresem w życiu, może powodować pewną nadwrażliwość. Na krytykę innych, na drobne niepowodzenia, na codzienne bodźce.
      Nie wiem czy z tej perspektywy nie widzi Pani też męża, jako nieczułego, przywołującego do porządku, wymagającego. Może taki jest w rzeczywistości, wtedy trzeba postawić mu granice. A może teraz go Pani takiego widzi, co dodatkowo wzmaga negatywne przeżywanie codzienności. Warto na początek rozstrzygnąć ten dylemat. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • kol.3 Re: pomocy 24.05.13, 06:24
      Wg mnie powinnaś zorganizować kogoś kto zajmie się dzieckiem na czas jego choroby. Choćby to pochlaniało sporą część twojego zarobku. Częste L4 będą zawsze powodem zwolnień w pracy i twojego stresu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka