Dodaj do ulubionych

Dom Wariatow

29.05.13, 22:17
Historia z dzisiaj, ale takich histori zdarza sie co tyedzien kilka.

Dzwoni do mnie do pracy chlop, ze jest juz w domu, moja ciotka juz poszla on sie bierze za robienie obiadu. Wiec mowie, ze nie ma duzo do roboty, bo jest duszony kurczak z wczoraj. Chlop sie zdziwil, stwierdzil, ze sie wlasnie zastanawial, jakie mieso zrobic, wytlumaczylam mu, gdzie kurczak jest, bo nie mogl znalezc, jeszcze chwile pogadalismy... Za 5 minut dzwoni moja ciotka: No A wrocil, wiec juz jestem w drodze do domu, pokazalam mu, gdzie jest ow duszony kurczak w lodowce...

Tak jakby kazde z nich zylo w jakims innym swiecie, ktory czesci wspolnych ze soba nie ma. Pol biedy kurczak, ale czasami jest tak, ze ich niedogadanie sie powoduje powazne problemy i kazde idzie w zaparte, ze przeciez mowilo, a drugie, ze pierwsze slyszy.

Powaznie rozwazam zamontowanie w domu systemu nagrywajacego.

Wiem, ze to problem smieszny w porownaniu z wieloma poruszanymi na tym forum, ale czasami mam ochote dac noge z tego domu wariatow.
Obserwuj wątek
    • quba Re: Dom Wariatow 29.05.13, 22:52
      Biedna.
      Współczuję Ci serdecznie.
      Wygląda na to, ze oni się wzajemnie lekceważą, dlatego jedno drugiego nie słucha.
      • aqua48 To nie lekceważenie to roztrzepanie 30.05.13, 10:25
        Mężczyźni lubią się wyłączać jak mówi do nich ktoś, kto na tę akurat chwilę (jak uważają) ględzi o czymś kompletnie nieważnym i nieistotnym gdy oni zbawiają świat. Mój osobisty mąż często zajęty jest sprawami "wyższej wagi" i w momencie kiedy mówię mu co na obiad patrzy na mnie nieco nieobecnym wzrokiem starannie potakując. Wtedy mówię do niego : powtórz co powiedziałam. Śmieje się wtedy, ale powtarza, albo nie. Ale zdarza się też, że powtarza a potem i tak dzwoni:to co jest na jarzynę do drugiego?
        Więc radzę niech ciocia stosuje zasadę: powtórz, albo niech pisze na kartce i zostawia kartkę na widoku w kuchni. Oni w tych sprawach są chyba niereformowalni.
        • edw-ina Re: To nie lekceważenie to roztrzepanie 30.05.13, 10:49
          Zgadzam się, że to może być zwykłe roztrzepanie. Być może połączone z tym, że niezbyt przepada za ciocią.
          • bez_przekazu Re: To nie lekceważenie to roztrzepanie 30.05.13, 10:52
            zloty chlop,tolerowac dwie baby pod jednym dachem i jeszcze im obiad gotowac!
            edw-ina napisała:

            > Zgadzam się, że to może być zwykłe roztrzepanie. Być może połączone z tym, że n
            > iezbyt przepada za ciocią.
      • bez_przekazu Re: Dom Wariatow 30.05.13, 10:28
        zartujesz?

        quba napisał:

        > Biedna.
        > Współczuję Ci serdecznie.
        > Wygląda na to, ze oni się wzajemnie lekceważą, dlatego jedno drugiego nie słuch
        > a.
        >
    • bez_przekazu Re: Dom Wariatow 30.05.13, 10:28
      dobrze,ze przynajmniej jedna normalna jest.
      • verdana Re: Dom Wariatow 30.05.13, 10:33
        Przeież pisałaś, ze maż ma problemy z pamięcią> Moze to nie nieuwaga, tylko po prostu zapomina?
        • yoma Re: Dom Wariatow 30.05.13, 22:07
          Możliwe tez, że ciocia gada do chłopa, kiedy ten akurat robi coś innego, choćby zakłada kapcie. Jak wiadomo, mężczyźni są organicznie niezdolni do koncentracji na dwóch rzeczach naraz.
    • pade Re: Dom Wariatow 30.05.13, 14:29
      Tully, a Ty nie masz czasem problemu z nadodpowiedzialnością?
      • igge Re: Dom Wariatow 30.05.13, 22:17
        ja bym się zgodziła z aqua. mój mąż nie ma problemów z ogarnięciem obiadu (chociaż ??) ale mój prawie 17letni syn dokłatnie ma takie problemy z obiadową koncentracją i już tego, że mial zjeść do obiadu przygotowaną w lodówce czekającą surówkę - nie ogarnia, mimo, że dostał smsa w tej sprawie. mąż za to wyłącza się i/lub potakuje w trakcie monologów mojej matki - a potem ciężko zdumiony, że coś jej obiecał i nie zrobił bo przecież on potakuje a i tak robi swoje. Ona mówi - on myślami gdzie indziej :)
        To drobiazgi ale jak słusznie Tully mówisz wprawiają w zdumienie, jeśli nie niecierpliwią zwyczajnie
      • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 09:34
        No masz. Chociaz moj chlop zapewne powiedzialby inaczej, bo w zestawieniu z jego obslugujaca wszystkich mamuska wypadam nader blado, a moja ambicja jest wypadac jeszcze bladziej ;-)

        Niestrty, mam faceta, ktory w wielu dziedzinach jest skrajnie nieodpowiedzialny i stad o zmiany jest trudno.
        • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:03
          Tully, ale oni się naprawdę wyłączają:) Mam w domu dwóch facetów i jeden z drugim ma to samo, taki pstryczek. Jak coś jest nudne, to się włącza. Dla Ciebie to jest ważne, dla niego nie. I nie ma w tym żadnej złosliwości z jego strony, po prostu to cecha osobnicza, tak ma i już.

          Tez mnie to wkurzało, nie powiem, ale przyzwyczaiłam się i teraz się śmieję. Po prostu pisze karteczki, mnie jest łatwiej, oni się nie czują jak głupki, i jest święty spokój.
          Pytałam o nadodpowiedzialność, bo warto, zebyś sobie trochę odpuściła. Przy trójce plus mąż jest ciężko, wiem, ale warto wyznaczyć sobie granice. Za co naprawdę jesteś odpowiedzialna i nad czym musisz mieć kontrolę, a za co nie.
          Inaczej się wypalisz. Właściwie to już się stało, prawda?
          • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:07
            O, ze sie wylaczaja, to wiem. Nie, z tym walczyc nie bede. Wyzale sie na forum.

            Natomiast reszta - z jednej strony wiem, ze swoja nadodpowiedzialnoscia napedzam nieodpowiedzialnosc mojego partnera. Z 2 strony, nie naraze np bezpieczenstwa finasowego swojego i dzieci w imie - no wlasnie, czego edukacji doroslego faceta?
            • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:18
              Ale obiad, to nie bezpieczeństwo finansowe.
              A Ty wolisz zaciskać zęby, dawać radę, zamiast tupnąć nogą i powiedzieć: idziemy na terapię, bo mam dość!
              Forum nie zaspokoi Twojej potrzeby bycia zrozumianą i wysłuchaną, nie tak, jakbys chciała. To jest miejsce, gdzie możesz sobie trochę ulzyć, ale tylko trochę. I zauważ, że nawet jak ulejesz trochę złości z dzbanka, za chwilę poziom się wyrównuje, albo jest nawet większy. Na dłuższą metę, to nie do wytrzymania.
              • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:27
                Bylismy na terapii, nawet kilka razy. Teraz wybieramy kolejny program terapeutyczny w zwiazku z ADHD Drugiego. Ja jestem raczej nastawiona na prace w kierunku ulozenia relacji rodzicielskich po rozstaniu, ale jestem troche w pacie, bo chlop nie chce sie ani rozstac, ani pracowac nad zwiazkiem. Tak czy inaczej, rozwiazanie tej sprawy, to kwestia miesiecy.
                • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:36
                  Rozmawiałysmy juz na ten temat. Skoro mąz nie chce się rozstać, można postawić warunek, terapia par. Nie w związku z ADHD, nie rodzinna, a par. Tylko, ze ona nie da efektów po kilku spotkaniach, w życiu, a na poczatku będzie jeszcze gorzej. To do Ciebie nalezy decyzja, czy chcesz w to inwestować, czy nie. Jesli nie, to rozstań się juz teraz, nie warto tego ciagnąć w nieskończoność. Bo ta sytuacja odbija się na dzieciach, negatywnie niestety.
                • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:45
                  I jeszcze jedno. Czy w realu też odpowiadasz tak wymijająco?:D
                  • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:04
                    Na niektore kwestie rzeczywiscie celowo odpowiadam wymijajaco, bo uwazam, ze publiczne forum nie jest miejscem na pisanie o pewnych szczegolach. Nie chcialabym, chociazby ze wzgledu na to, co tu pisze, by dzieciaki czy chlop mogli byc zidentyfikowani przez osoby postronne.
                    • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:19
                      Ja Cię o takie szczegóły nie pytałam:)
                      Niewazne, sama sobie odpowiesz na te pytania, albo i nie. Ty Tu uRządzisz:D
                      • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:37
                        Pytanie brzmi, czy na niektore pytania jest jasna odpowiedz. Bo czesc mojego bolu jest taka, ze chyba - przynajmniej poki co- nie ma.
            • aqua48 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 11:53
              tully.makker napisała:

              > Natomiast reszta - z jednej strony wiem, ze swoja nadodpowiedzialnoscia napedza
              > m nieodpowiedzialnosc mojego partnera. Z 2 strony, nie naraze np bezpieczenstwa
              > finasowego swojego i dzieci w imie - no wlasnie, czego edukacji doroslego face
              > ta?
              >
              No ale bezpieczeństwo finansowe rodziny to co innego niż to że chłop nie zje obiadu, bo nie słuchał co ma sobie na niego odgrzać...Dorosły nie powinien umrzeć z głodu, a jeśli ma dzieci nakarmić to niech przed nimi świeci oczami, że nie wie co jest do zjedzenia. Jakoś by sobie poradzili. Jeśli nie za pierwszym razem, to za dziesiątym lub dwudziestym. Na tym polega nauka.
              • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:02
                Chlop to dla mnie na spokojnie moze nie jesc. Wiem, ze nic mu nie bedzie. Martwie sie o Drugiego, ktory ma ciagle problemy z apetytem - na granicy zaburzen odzywiania, problemy z odpornoscia i zachowaniem wynikajace z braku wladicwych skladnikow odzywczych.
                Pisalam juz w watku o pamieci, ze chlop ostatnio zamiast dobrego jedzonka, ktore kiedys gotowal, przyrzadza jakies swinstwa wbrew wszelkim zasadom sztuki kulinarnej ( bo on sie do zadac nie bedzie stosowal) bo czym urzadza dzieciakowi awantury, ze nie chce tego jesc.
                • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:12
                  Dlatego lepiej będzie, w aktualnej sytuacji, jak osoba postronna wytłumaczy mu jego ekhm głupotę, a nie Ty. Jesteście w patowej sytuacji, bo jedno jest głuche na drugie i na odwrót. jedyne wyjście to szukać pomocy na zewnątrz.
                  • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:45
                    No ja sie staram nie byc glucha. Ale to, co slysze, nie napawa mnie optymizmem. Czasami jest mi naprawde trudno zrozumiec, jak naprawde bardoz inteligentny facet jest w stanie tak komplenie byc niezdolnym do zobaczneia lasu za pojedynczych drzew. I coraz bardziej mysle, ze na poczatku jechal na wiedzy i dyscyplinie myslowej wyniesionej ze szkoly i studiow, a teraz, w zwiazku z brakiem inwestycji w swoj intelekt, znalazl sie na rowni pochylej.
                    • zuzi.1 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 12:53
                      tully maker napisała:"Czasami jest mi naprawde trudno zrozumiec, jak naprawde bardoz inteligentny facet jest w stanie tak komplenie byc niezdolnym do zobaczneia lasu za pojedynczych drzew. I coraz bardziej mysle, ze na poczatku jechal na wiedzy i dyscyplinie myslowej wyniesionej ze szkoly i studiow, a teraz, w zwiazku z brakiem inwestycji w swoj intelekt, znalazl sie na rowni pochylej."

                      A może on ma już po czubek tych wszystkich konfliktów i problemów i zwyczajnie stosuje w związku z tym bierny opór we wszystkim, bo skoro piszesz, że jest inteligentny, ale nagle przestał myślec, to może coś w tym jest. Niektórzy Panowie tak się zachowują.
                      • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 13:03
                        No tak, stosuje bierny opor, oczywiscie. Czynny tez, w zaleznosci od nastroju. Zreszta facet w ogole ma problem z robieniem tego, o co ktos go prosi, bo uwaza to za zamach na swoja niezaleznosc. terror drodzicow, o ktorykm pisalam gdzie indziej ma tu na pewno cos do rzeczy.

                        Ale decline intelektualny niestety tez odnotowuje i smuci mnie to bardzo.
                        • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 14:11
                          I Ty naprawdę nie widzisz, w czym lezy problem?

                          Może powiem prosto z mostu: skoro masz faceta za głupka i dajesz mu to odczuć, on nigdy nie zrobi tego o co go prosisz, zawsze bedzie stosował bierny opór, i jego rodzina pochodzenia nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu się z tym pogódź.
                          To nie on ma się zmienić, to nie on ponosi winę za złą kondycję Waszego związku. Oboje się do tego przyczyniliscie. A Ty z uporem maniaka nie chcesz tego widzieć. Może on bardziej zawinił, może mniej się starał, może jest głupszy od Ciebie, może jest mniej odpowiedzialny, a Ty za bardzo. Pewnie jest tak jak piszesz. Tylko czego chcesz? Żeby się kajał? Żeby Cię przepraszał, za to, co robi, za to, że Twoim zdaniem jest głupi? W tej chwili wszystko, co mówisz i robisz dociera do niego przez filtr.
                          Filtr ma nazwę: ona ma mnie za głupka.
                          • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 14:41
                            Problem jest szerszy, poniewac filtr ma nazwe: wszyscy maja mnie za glupka. Ale w tym oczywiscie, jak nas poucza teoria mnogosci, miesci sie tez filtr Ona ma mnie za glupka

                            Szczerze mowiac, nie chce, zeby chlop sie kajal, bo co mi z tego przyjdzie? Chcialabym zeby podjal decyzje, ze che naprawic swoje zycie, po prostu zeby byc lepszym mi szczesliwszym czlowiekiem. I zeby poszly za tym dzialania w postaci terapii.

                            Co wiecej, akceptuje, ze efektem takiej terapii moze byc stwierdzenie, ze ten zwiazek nie jest dla niego,, albo ze utrudnia mu rozwoj, i ze byc moze bedzie to zmiana na lepsze, ale nie dla mnie. Szczerze i calkowiecie bezinteresownie zycze mu dobrze, bo zdaje soebie sprawe, ze w tym wszystkim jest czlowiekiem bardzo nieszczesliwym i pogubionym. Wiem tez, ze nic z tym nie moge zrobic, zreszta, nie chce. Ale niezaleznie od mojego chlodnego podejscia do niego teraz, przez lata byl mi najblizsza osoba, jest ojcem moich dzieci i mimo tego, co robil, zycze mu dobrze.
                            • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 14:53
                              ja Ci wierzę
                              Ale Ty nie jesteś od naprawiania go, od pouczania.
                              On musi chcieć sam, bez namawiania przez Ciebie.
                              I to jest problem, że wg Ciebie nie chce. To jest przykre. I Ty wiesz co należałoby zrobić lepiej, co poprawić, a on tego nie chce dostrzec, nie chce Twojej pomocy. To boli.
                              Ale to nie jest Twoja odpowiedzialność. Decyzja nalezy do niego.
                              Możesz zrobić tylko jedno, namówić go do chodzenia na terapię par dla dobra dzieci.
                              Resztę przemilcz.
                              • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 14:59
                                > Możesz zrobić tylko jedno, namówić go do chodzenia na terapię par dla dobra
                                > dzieci
                                .
                                > Resztę przemilcz.

                                Taktycznie tak byloby slusznie.
                                Mam jednak opor z punktu widzenia uczciwosci. Nie cche nim manipulowac korzystajac z tego, ze o temacie wiem wiecej niz on, zwlaszcza ze wiem, jak to destrukcyjnie dziala, kiedy wyjdzie jaw, bo w koncu nie raz mnie zmanipulowal w sprawach, na ktorych on sie lepiej zna i to jedna z przyczyn, dla ktorych stracilam do niego zaufanie.
                                • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:06
                                  No ale to jest przeciez prawda!
                                  Lepiej między wami, to lepiej dla dzieci, wszyscy na tym skorzystają.
                                  A zachowanie swoich nadziei dla siebie nie jest manipulacją.
                                  • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:14
                                    Prosze cie.

                                    Ja moge miec faceta a glupkja, ale na tle przecietnej dla populacji on wciaz jest bardzo inteligentny i kojarzy bezblednie.
                                    • pade Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:19
                                      No to się przyznaj:)
    • tully.makker Tak zeby byc fair 31.05.13, 12:40
      Dodam jeszce, ze moja ciotka tez ma od zawsze zwyczaj konfabulowac, a i zapominac jej sie tez zdarza (75 lat), nie mowiac o tym, ze zlosliwa tez potrafi bywac.
      Tak wiec nigdy nie wiem, czy to chlop nie sluchal, czy to ona nie mowila, czy tez moze oboje nie sluchali ;-(
      • aqua48 Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 13:11
        tully.makker napisała:

        > Dodam jeszce, ze moja ciotka tez ma od zawsze zwyczaj konfabulowac, a i zapomin
        > ac jej sie tez zdarza (75 lat), nie mowiac o tym, ze zlosliwa tez potrafi bywac

        Pewnie jak zazwyczaj prawda leży po środku - ona myślała, że powiedziała, a on i tak by jej nie słuchał...
        • tully.makker Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 13:27
          Powiedznie, ze prawda lezy posrodku (albo wina, labo cokolwiek innego) uwazam zea jedna z najbardziej szkodliwych bzdur w popularnej psychologii.

          Sorry.
          • aqua48 Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 14:10
            tully.makker napisała:

            > Powiedznie, ze prawda lezy posrodku (albo wina, labo cokolwiek innego) uwazam z
            > ea jedna z najbardziej szkodliwych bzdur w popularnej psychologii

            A ja uważam, że najczęściej obie strony nie są bez winy. Natomiast bardzo łatwo i miło otrzepać ręce i powiedzieć, no ja zrobiłam wszystko, a to, że coś nie wychodzi to wyłącznie wina tej drugiej strony. Tyle, że tak najczęściej nie jest. Nawet robiąc wszystko "na błysk" ryzykujemy że nasza doskonałość będzie odebrana jako trudny do zniesienia perfekcjonizm, przeciwko któremu tej drugiej stronie nóż się w kieszeni otwiera, bo wie, że choćby nie wiem jak się starał to i tak nam nie dorówna. Więc po co w ogóle się starać? Czy coś robi czy nie i tak obrywa, więc lepiej nie robić i obrywać, a obrywki puszczać mimo uszu..Tak to działa. W firmie, rodzinie, społeczeństwie. Wśród dorosłych i wśród dzieci.
            • pade Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 14:12
              Dokładnie:)
            • tully.makker Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 14:34
              A ja uważam, że najczęściej obie strony nie są bez winy.

              W wielu przypadkach rzeczywiscie tak jest. Co jednak nie oznacza, ze wina lezy posrodku, prawda? Moze sie dzielic w dowolnych stosunkach %, w zaleznosci od sytuacji.

              Na mnie to powiedzenie dziala jak plachta na byka, poniewaz jestem ofiara przemocy werbalnej w swoim zwiazku i stanowczo i zdecydowanie nie przyjme ani 1% odpowiedzialnosci za to, ze moj partner stosuje przemoc werbalna. Takie zachowanie jest jego wyborem w 100%.
              • aandzia43 Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 15:06
                Co jednak nie oznacza, ze wina lezy[
                > b] posrodku, [/b]prawda? Moze sie dzielic w dowolnych stosunkach %, w zaleznosc
                > i od sytuacji.

                Otóż to. Mnie to powiedzonko też denerwuje. Kiedyś nawet miałam sygnaturkę, cytat z Sisi:
                "Jestem zwolennikiem poglądu, że racja leży nie po jednej ani po drugiej stronie konfliktu, nie po środku, tylko tam, gdzie leży. A to miejsce można spróbować odnaleźć tylko wtedy, kiedy ma się umysł jako tako otwarty"
                Racja zamiast prawda, ale wydźwięk ten sam.
              • igge Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 15:43
                przemoc werbalna to coś czego na tej terapii twoj małż powinien się dawno oduczyć, jest niewybaczalne jeśli on nic z tym nie robi i nie stara sie przestać, takie odreagowywanie na kimś niszczy związek i on jest za to w pełni odpowiedzialny

                Tully, przepraszam jeśli Cię to ma urazić i może się mylę, ale jesteś chyba bardzo dominującą i rzeczywiście utrudniającą facetowi niezależność osobą, brzmisz jakbyś chciala nim nonstop kierować, nonstop chcesz, żeby zrobił coś wg Twoich słów i próśb i zaleceń a ty w nagrodę mu za to podziękujesz uprzejmie/serdecznie. W dodatku nawet jak wszyscy uważają go za głupka to w stosunku do własnego partnera jest to co najmniej nierozsądne jeśli nie okrutne, tak myśleć. W Twoich postach nie widać też miłości do męża, jakby coś się w Tobie wypaliło. Nie uważasz go juz za swojego ukochanego, najbliższego człowieka. Właściwie oczekujesz, że się całkowicie zmieni w człowieka, którym był na początku Waszego związku, a to przecież już minęło, ludzie się zmieniają, Ty na pewno też jesteś inna. Wg Ciebie Ty się rozwijasz on nie, wręcz się cofa.Wg Ciebie on zmienił się tylko na gorsze. Pamiętasz czasy kiedy było Wam dobrze i może to jest wartość, może warto przypomnieć sobie, że to nadal ten sam człowiek, w ktorym się zakochałaś i który był dobry i wystarczająco inteligentny dla Ciebie przez lata.
                • tully.makker Re: Tak zeby byc fair 31.05.13, 15:50
                  No rzeczywiscie nie kocham mojego partnera, a przynajmniej nie jakos szczegolnie bardzo.
                  Nawet abstrahujac od jego karygodnych zachowan, mam do tego prawo, prawda?

                  Pamietasz watek o tym, ze twoj maz ma dosc? Pamietasz, co ci dziewczyny napisaly - dlaczego ma dosc? Pomnoz to razy kilka i pewnie zrozumiesz, dlaczego ja mam dosc.
    • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:21
      Tully jak tak poczytuję sobie "wyrywki" z Twojego związku to czasami mam wrażenie jakbym czytała o sobie i swoim związku. I pewnie dlatego kompletnie nie wiem co Ci poradzić, za to rozumiem Cię doskonale. Mój mąż jest jednym z najinteligentniejszych , o ile nie najinteligentniejszym, mężczyzną jakiego znam. Jego wiedza i możliwości intelektualne mogą budzić szczery podziw i naprawdę imponuje mi pod tym względem, chociaż samej siebie za niedorozwiniętej nie uważam. Z drugiej strony tylko ja wiem ile razy patrząc na zachowanie mojego męża zastanawiałam się czy on do końca jest normalny(wiem, wiem jak to brzmi – to do pań oburzonych i próbujących przerzucić na mnie odpowiedzialność za jego zachowanie/reakcje)np. jestem świecie przekonana, ze wyszedł z domu, bo taki miał zamiar, tymczasem wychodzę z pokoju i widzę go stojącego przed wieszakiem w przedpokoju gapiącego się bóg raczy wiedzieć na co i gryzącego kostki własnych palców, albo znajduję rzeczy codziennego użytku w najbardziej absurdalnych miejscach jakie można sobie wymyślić. I żeby nie było, ze bidulek zestresowany – to nie zdarza się nagminnie, ale nie SA to też przypadki odosobnione. A są to tylko przykłady jego zachowań, które „na gorąco” przyszły mi do głowy. Nagminnie zapomina. Biorąc pod uwagę naszą sytuację rodzinną(dwójka chorych dzieci) i to, ze mój mąż jest jedynym żywicielem rodziny strach o przyszłość nie raz łapał mnie za gardło. Ponadto mój mąż wypełniony jest agresją począwszy od małego palca u nogi na czubku głowy skończywszy. Jest tzw. Agresorem biernym, praktycznie na każdym kroku sabotuje moje działania. Ponadto jest non stop zmęczony, zwłaszcza kiedy trzeba się zająć domem czy dziećmi, bo , oczywiście, nigdy nie jest aż tak zmęczony, żeby nie siedzieć godzinami, do późnej nocy najczęściej, przed komputerem, TV czy przy książce. Coraz bardziej dociera do mnie, ze ja z tym facetem do niczego nie dojdę, ale wyjścia typu rozwód nie widzę i to nie tylko ze względów ekonomicznym , ale logistycznych przede wszystkim. Jednak na myśl o przyszłości z tym facetem mam ochotę strzelić sobie w łeb. Ten post jest tylko i wyłącznie odpowiedzią dla tully, nie proszę o rady , mam sama z sobą wystarczająco dużo problemów, żeby chciało mi się niańczyć dorosłego faceta.
      • tully.makker Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:30
        Ano wlasnie. J aprzynajmniej widze swiatelko w tunelu, bo teraz chlop jest mi potrzebny ze wzgledow logistycznych, ale dzieci rosna. Ty nie masz nawet takiej nadziei, bo jak rozumiem, wasze dzieci beda na zawsze wymagac jakiegos waszego wsparcia.
        • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 15:42
          Dokladnie.
          Przed chwilą dopiero przeczytałam Twoje posty w wątku o braku emocji czy jakoś tak i od siebie mogę napisać, ze właściwie mogłybyśmy się zamienić nickami. A odnośnie głupich zachowań/wyborów męża - ja nie mam nic przeciwko jego głupocie tak długo jak długo to nie ja i dzieci mamy ponosić jej konsekwencje. A ,niestety, ze zrozumiałych wzgledów tak jest , ze ofiarą jego wyborów/decyzji/zachowań padam najczęściej ja.
          • paris-texas-warsaw Re: Dom Wariatow 31.05.13, 18:39
            A ja jak czytam sobie różne wątki Tullymaker, i te opisy, że facet jest (był?) bardzo inteligentny i jakieś tam zalety miał, bo związek zaistniał i Tullymaker jakoś dwójkę dzieci powiła a trzecie "naraziła" na obcowanie z tym facetem, a teraz to wciąż zachowuje się jak ledwo kumający facet przepełniony agresją bierną (kocham zresztą to określenie;)), to przychodzi mi na myśl taka analogia ze świata biznesu... Jak trafi się na fajnego, wykształconego, ambitnego pracownika, ale praca będzie poniżej jego kwalifikacji, to stanie się on jednym z najgorszych i najbardziej problemowych pracowników... Błędy będzie popełniał w najprostszych zadaniach, nie będzie chciał słuchać przełożonych, a do tego coraz częściej będzie wszystko sabotował... (dodam, że w mojej ocenie, to nie Tullym. jest tym wybitnym pracownikiem....).
            Poza tym zawsze rozumiałam, że na terapię idzie ten, kto widzi jej sens. Jak facet nie chce tam chodzić, to nie ma to raczej żadnego sensu. Terapii raczej wymaga ten, kto się w związku miota (może facet też jakoś tez ten związek poza nim odreagowuje, ale na razie to Tullym. zakłada milionowy wątek o beznadziei faceta/związku).
            • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 19:43
              Moj Boże jakie to proste, a ja durna jeszcze na to nie wpadłam - winnym jest ten kto się miota, kto szuka pomocy, kto chce partnerskiego związku ze wspólnie dzieloną odpowiedzialnością i kto nie chce ciągnąć przez resztę życia na oparach, zeby ta druga strona mogła się bujać do woli.
              • paris-texas-warsaw Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:02
                Ciekawa wypowiedź, bo porusza ważną kwestię - WINY... A jak w związkach międzyludzkich zaczyna badać się kwestię winy, to nic dobrego z tego nie wynika... Bo kwestia winy to domena przede wszystkim etyki, a nie psychologii... I mało się "ma" do codziennego życia rodzinnego/małżenskiego (przynajmniej wg mnie...)...
                Kto się miota, temu jest źle i ten musi szukać rozwiązan dla siebie... A kto jest ten "zły" ale dobrze się czuje, może nic nie robić i nadal dobrze sie czuć. I to jest jego prawo:)
                • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:05
                  A kto je
                  > st ten "zły" ale dobrze się czuje, może nic nie robić i nadal dobrze sie czuć.
                  > I to jest jego prawo:)
                  I tu pojawia się pytanie - PO CO wchodzimy w związki z innymi osobami?
                  • paris-texas-warsaw Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:11
                    To jest pytanie! Jak w związku jednej osobie jest źle, to może istnieje jakieś rozwiązanie, by faktycznie ten związek tak przeformatować i by i drugiej osobie zaczęło coś "uwierać" i chciała wspólnie coś zmienić, "zacząć od nowa". Ale jak to w praktyce w poszczególnych przypadkach miałoby wyglądać i czy w ogóle to możliwe, to jakaś baaardzo mądra głowa może wie... Mi się wydaje, że "źli" partnerzy jak i "toksyczni" rodzice nic nie zmienią póki im dany układ odpowiada. Wszak każdy żyje dla siebie i nie będzie dobrego zmieniał na nieznane...
                    • paris-texas-warsaw Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:15
                      Zresztą każdy żyje w kilku zazwyczaj układach - małżeństwie, związkach z przyjaciółmi, pracy, hobby, związkach pozamałżeńskich itd. I może być sytuacja, że dla żony najważniejszy układ, w którym ona funkcjonuje to małżenstwo, a dla jej męża to układ pod względem waźności np. ostatni... I wtedy jak coś nie gra w małżenstwie, to może być to trudno zmieniać, gdyz obie strony nie są tak samo zainteresowane... Ale czy to czyjaś wina? Takie życie zwyczajnie...
                      • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:24
                        Tylko po co tkwić w związku, który na naszej liscie zajmuje ostatnie miejsce? Czy żona dla której jej związek z partnerem jest priorytetem ma żyć złudzeniami, że coś drgnie, bo raz na jakiś czas mąż rzuci jakiś cieplejszy "ochłap" dający jej nadzieję? Mnie się wydaje, ze decydując się w sposób świadomy na związek mamy prawo oczekiwać/wymagać od drugiej strony(męża/żony) porównywalnego w niego wkładu. Pod każdym wzgledem.
                    • joanna35 Re: Dom Wariatow 31.05.13, 20:17
                      No wlaśnie, masz całkowitą rację, tylko ta bezsilność drugiej strony, która czuje, ze przy "odrobinie" wysiłku mogłoby być im OBOJGU tak samo dobrze:-( I dlaczego nie we wszystkich związkach zaznacza się taki nierówny podział "sił"?
    • pade Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 20:55
      1. Twój partner ma inną perspektywę, która jest ważna

      Ile czasu i energii trzeba poświęcić, żeby przekonać swojego partnera, że masz rację? Dużo. Większość ludzi w związkach jest zaangażowanych właśnie głównie w walkę o to, kto ma rację, a kto jej nie ma. Podczas tych starć połączenie między ludźmi zostaje przerwane. Zatem, wybieraj – czy wolisz mieć rację, czy być blisko swojego partnera, wolisz wygrać, czy być szczęśliwa? Krokiem w kierunku dojrzałego związku jest uznanie, że twój partner ma prawo do swojej perspektywy, która jest tak samo ważna jak twoja.

      2. W relacji nie otrzymasz wszystkiego, co chcesz

      Dokonałaś świadomego wyboru, by żyć z drugim człowiekiem. Ten człowiek jest odrębną osobą z oddzielnymi od twoich pragnieniami. One czasem pasują do twoich, a czasem nie. Może masz jakieś wyobrażenia o związku, które nie są po drodze z wyobrażeniami partnera. Może chcesz coś, czego on nie che ci dać. Jeśli masz oczekiwania, że partner i relacja coś ci zapewnią – bezpieczeństwo, pieniądze, ekscytację, trójkę rumianych dzieci – możesz doznać rozczarowania. Jeśli szukasz dopełnienia w drugim człowieku, najpierw znajdź pełnię w sobie.

      3. Twój partner nie jest twoim rodzicem

      Kiedy łączymy się z partnerem z miejsca psychicznego deficytu, żyjemy w iluzji, że jest on naszym rodzicem. Mamy nadzieję, że tak dobrym, jakim rodzic nigdy nie był. I że on zapewni nam bezwarunkową akceptację. Będzie bardziej tolerancyjny, wyrozumiały i kochający niż istota anielska. Nic z tych rzeczy – lepiej pogodzić się z tym, że nie otrzymasz już tego, czego zabrakło ci w dzieciństwie. Gdy się zaakceptujesz ten fakt, możesz zabrać się za tworzenie związku dwojga dorosłych ludzi. A warto, bo to dopiero prawdziwa przygoda.
      • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:08
        Mądre słowa. Kilka rad wydaje mi sIę jednak trudnych do wcielenia w życie. Czy wolęmieć rację czy być szczęśliwa. Oczywiście że to pierwsze, ale jak mam sama sobie okazać czułość i zainteresowanie. Bez tego czuje się samotna i porzucona.on nie ma takiej potrzeby bliskości i czułości i rozmów jak ja. Mogę to uszanować, ale długo nie wytrzymam i pójdę jej szukać gdzieindziej.
        • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:33
          Sorry za nieskladny wpis. Piszę z komórki. Chodziło mi wyżej że oczywiście wolę być szczęśliwa niż mieć rację...
          • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:35
            :D
            Z tą racją to jest tak, że tu wcale nie chodzi o ustępowanie, uległość. Chodzi o uznanie, że ta "druga połówka" mysli zupełnie inaczej niż my, a to wcale nie oznacza, że jej myslenie jest gorsze. Jest po prostu inne.
        • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:33
          Wolisz miec rację niż być szczęśliwa?
          To jest Twoja racja, mąż ma swoją. Ty masz swoje oczekiwania, mąż swoje. Znasz potrzeby i oczekiwania swojego męża?
          Może problemem jest to, że o takich rzeczach nie rozmawia się na poczatku związku, tylko kobiety wiją gniazdo, a mężczyźni lecą do pracy? Nie deprecjonuję tu, broń boże, pracy kobiet:D
          A potem, jak już rutyna wkracza do związku okazuje sie, że nie zna się tego człowieka, ktory spi obok, albo nie do końca się go zna, bo zdązył się zmienić w między czasie i jego potrzeby też się zmieniły.
          Rozumiem Twoją potrzebę bliskości, czułości, rozmów. Wcale nie musi być tak, ze mąz jej nie ma wcale, może miec trochę mniejszą niz Ty. Ale nie pokazuje tego, bo się między Wami nie układa.
          Byłabyś w stanie powiedziec mu: słuchaj kochanie, ostatnimi czasy jest mi źle, bardzo mi brakuje Twojej bliskości, mógłbyś mnie częściej przytulać? Potrzebuję rozmów, dzięki nim czuję się bliżej Ciebie, mógłbyś mnie wysłuchać?
          Tylko tyle i aż tyle.
          • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:50
            W tej kwestii mój mąż się zmienił. Wychodziłam za kogoś kogo nie bolało przytulanie i sam spontanicznie do niego dążył. Mówiłam mu co czuję, ale jego odp. Jest jedna. Jest zmęczony i przytłoczony naporem fizycznego kontraktu ze strony naszej trzylatki. WIeczorem chce odpocząć od bycia bombardowanym i nie czuję potrzeby bliskości fizycznej. A to że się nie układa to też ma dużo do rzeczy, choć kiedyś mu to nie przeszkadzało.
            • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 22:23
              Może naprawdę jest zmęczony? Niekoniecznie fizycznie?
              Może dałoby się młodą połozyć wcześniej spać? Może powiedzieć, ok, to ja się mała zajmę, ty sobie odpocznij godzinkę, a potem porozmawiamy? Innym razem on się zajmie a Ty sobie odpoczniesz?
              Im bardziej bedziesz naciskać, tym wiekszy będzie opór i zamknięcie się. Czasem warto na krótki czas odpuścić.
              • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 10:48
                Skoro mowi, ze jest to pewnie jest i raczej na pewno nie fizycznie tylko chyba wlasna egzystencja i moim "napieprzaniem". Trudno mi to zrozumiec i sobie wyobrazic.
                Co do wymiany opieka nad dzieckiem to nam wychodzi, ale rozmowa w zadnym wypadku nie. Nie ma godzinki/ tygodnia/ itp odpoczynku po ktorym nastapi jakakolwiek rozmowa. Wszystko co chce uslyszec jest zawsze wykrzyczane lub wypowiedziane w nerwach. Bo jego zdaniem mimo, ze ja sie staram odpuscic, to w efekcie i tak "napieprzam" tylko nieco mniej. A ja sie czuje odtracona. No ale skoro podjelam probe zmian a nie rozmowdu to moge jakos (nie wiem jeszcze jak) sporobowac mu dac ten spokoj o ktory prosi tyle lat. Ostatnio jak sie odsunelam od mojej rodziny i spotykamy sie sporadycznie to widze jacy oni sa meczcy i napastliwi. Jesli ja sie tak samo zachowuje to szczerze mezowi wspolczuje. Choc z drugiej strony on oczekuje zebym wyzbyla sie calej siebie w sensie sposobu bycia, myslenia i funkcjonowania na co dzien. To trudne.
                • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 11:17
                  A o jaki dokładnie spokój prosi?
                  Może non stop mówisz? "jojczysz", że to źle, tamto niedobrze, masz podniesiony ton głosu?
                  Jeśli tak, zacznij mówić o połowę mniej i zmień ton, na niższy i spokojniejszy.
                  Wyłączcie wszelkie zagłuszacze typu tv, radio. Po prostu zasmakujcie ciszy.

                  Mam w rodzinie osobę, która non stop mówi podniesionym tonem glosu, po dwóch godzinach pęka mi głowa, to jest strasznie męczące.

                  Mow tylko to, co ważne, spokojnie, bez pretensji. Wtedy on sie otworzy i zacznie mówić.

                  Może to Ci się przyda:
                  Dlaczego przestajemy ze sobą rozmawiać? Oto najczęstsze powody:

                  1. Monolog

                  Zdarza się, że jeden z partnerów tak bardzo potrzebuje koncentracji uwagi na sobie, że właściwie nie przestaje mówić. Najbardziej interesuje go to, co ma sam do powiedzenia. Tak bardzo, że nie ma już miejsca na dialog. Druga osoba jest publicznością, więc nie ma prawa głosu. Ona ma wyłącznie podziwiać. Takie warunki nie dają przestrzeni do zaistnienia rozmów, więc znika porozumienie ze wspólnego życia.

                  2. Krytyka

                  Przestajemy ze sobą rozmawiać, kiedy pojawia się między nami częsta krytyka. Może ona być bardziej lub mniej jawna, jednak wyczuwalna jest wrogość. Kiedy krytykujemy lub jesteśmy krytykowani, występuje brak prawdziwego zainteresowania drugą stroną. Intencją krytykanta jest obwinienie i zawstydzenie. Taka postawa nie prowadzi do dobrej komunikacji.

                  3. Przesłuchanie

                  Tak zachowują się kontrolerzy. Rozmowy wówczas przypominają przesłuchania i raportowania. Przez jakiś czas może się wydawać, że partner tak bardzo interesuje się nami i naszym życiem, bo nas kocha. Jednak potem tak jakoś się dzieje, że nie mamy już ochoty na rozmowy. Kontrola zawsze wynika z lęku.
                  • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 11:19
                    4. Sekrety

                    Trzymanie w tajemnicy innych relacji, spraw finansowych, własnych planów nie sprzyja budowaniu zaufania w związku. Oczywiście, nie ma obowiązku dzielenia się wszystkim, co przeżywamy i robimy. Jednak ważna jest szczerość. To ona jest fundamentem porozumienia.

                    5. Przemilczenia

                    Czyli sprawy zamiatane pod przysłowiowy dywan. Niewyrażone żale, stłumione uczucia, niepokazany gniew. One prowadzą do dużych zniszczeń w związku, do oddalenia, do frustracji. Wewnętrzne napięcie z nimi związane jest tak duże, że nie mamy już energii na rozmowę.

                    Jak na nowo zacząć ze sobą rozmawiać?

                    1. Zacznij od siebie

                    Zawsze warto zacząć od siebie. Mamy bowiem możliwość zmiany siebie, druga osoba jest oddzielnym światem, na który wpływu nie mamy, chociaż często tak nam się wydaje. Jeśli zauważyłaś u siebie jeden lub więcej z powyżej opisanych przyczyn braku porozumienia, wyjdź ze szkodliwego schematu. Zadaj sobie następujące pytania:

                    1. Czy mogę mówić w sposób, który sprawia, że mój partner chce mnie słuchać?
                    2. Czy mogę słuchać w sposób, który sprawia, że mój partner chce mówić?
                    3. Czy byłabym skłonna podzielić się moimi przemyśleniami z moim partnerem?
                    4. Czy byłabym skłonna prosić go o jakieś opinie?
                    5. Czy moje komunikaty niewerbalne (kontakt wzrokowy, dotyk, język ciała) zamykają nas na komunikację i bliskość?
                    6. Czy potrzebuję pomocy psychologa?

                    2. Wspólna nowa aktywność

                    Jeśli coś się między wami wypaliło i widać to w barku komunikacji, spróbujcie nowych aktywności. Lekcje tańca, podróż, nowy sposób zarabiania pieniędzy, nowi znajomi. W ten sposób dostarczycie sobie świeżych tematów do rozmów. Jeśli to zadziała, znaczyć będzie wpadliście w pułapkę zaniedbania sfery „my”. Jeśli nie uda się odnowić dawnej, dobrej komunikacji, macie głębszy problem, z którym warto zwrócić się o pomoc do specjalisty.
                  • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 17:51
                    Dzięki za te informacje. Niestety jestem miksem kilku z nich. Co do tonu to też wiele osób mi mówi że jest groźny i nieprzyjemny. Dużo pracy przede mną.
                • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 15:46
                  azalia30 napisała:

                  > Choc z drugiej strony
                  > on oczekuje zebym wyzbyla sie calej siebie w sensie sposobu bycia, myslenia i f
                  > unkcjonowania na co dzien. To trudne.

                  To jest ciekawa kwestia. Dotyka wielu osób, które zostały ukształtowane przez zaburzonych rodziców na przykład i w momencie kiedy orientują się, że żyły według tych zaburzonych schematów to perspektywa zmiany tego jest trochę przerażająca bo to tak jakby porzucić swoją tożsamość. Nie wiem Azalia czy Ty jesteś po terapii, przed czy pracujesz nad sobą czy w ogóle masz poczucie, że chcesz coś w sobie zmieniać ale tak mi się skojarzyło jak przeczytałam to zdanie.
                  Nie wiem czy tutaj Twój mąż występuje jako ten zdrowy, który widzi w Tobie zaburzoną i stąd jego pragnienie, żebyś Ty się w sumie cała zmieniła czy może Ty jesteś w porządku a mąż chce Cię zmieniać pod swoim kątem co z kolei jego stawia w roli zaburzonego;)
                  A poza tym-teraz chce, żebyś cała był inna a kiedyś? Co w Tobie pokochał, co mu imponowało, co w Tobie lubił? Od kiedy tak chce, żebyś była inna?

                  No i jeszcze jedna ważna rzecz o której tutaj chyba nikt nie napisał. Ludzie wiążą się ze sobą po deficytach i po wyrównaniu owych czasem po prostu formuła związku się wyczerpuje. Na przykład najpierw wybierzesz sobie spokojnego partnera bo taką będziesz mieć potrzebę na danym etapie życie a jak się tym spokojem nasycisz i jednocześnie zmienią Ci się potrzeby(bo na przykład jesteś starsza, dojrzalsza i masz w sobie większą odwagę do korzystania z życia) to nagle ten spokojny partner stanie się kimś nieatrakcyjnym. Wtedy możesz chcieć mężczyzny odważnego, który działa, z którym poczujesz, 'że żyjesz' a potem znowu coś innego na innym etapie życie.
                  Związek tworzą dwie osoby, niestety nie zawsze ich rozwój idzie w podobnym tempie. Nie zawsze też w tym samym tempie zmieniają się potrzeby, nie zawsze są to te same potrzeby. Wszystkie te rady tutaj są świetne i bardzo mądre ale trzeba też wziąć pod uwagę to, że czasem po prostu formuła związku się wyczerpuje i już. Przydaje się wtedy terapeuta, dzięki któremu można zrozumieć siebie bardziej-czy to chwilowy kryzys, czy jakaś głębsza zmiana i dalsze trwanie w relacji będzie prawie jak gwałt na sobie czy można jednak w tej relacji zostać, brać z niej to co najlepsze, jednocześnie realizując swoje nowe potrzeby poza związkiem. Nie mam tu na myśli kochanka ale inne historie mieszczące się w ramach związkowej lojalności;)
                  Oczywiście to wszystko co napisałam działa również w drugą stronę. To mąż może być tym, któremu żona już nie odpowiada.
                  • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 20:57
                    Mialam tu swoj watek nie tak dawno temu. Duzo w nim pisalysmy. Chodze na terapie, maz takze. Osobne terapie. Tak, chce w sobie duzo kwestii zmienic. Nie uwazam ze jestem bez winy ani doskonala. Moj maz jest jeszcze bardziej zaburzony niz ja, ale w nieco odrebnych kwestiach.

                    Musze isc. CDN :)
                    • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 21:33
                      Azalia, przepraszam, jakoś mi Twój nick wypadł z głowy. Jak już napisałaś to sobie przypomniałam i dla pewności jeszcze sprawdziłam czy dobrze pamiętam;)

                      Nie wiem czy dobrze trafię ale z tym spokojem to chyba rozumiem Twojego męża. Chodzi o to, że jak ktoś komuś tak gadał i gadał latami czy miesiącami(a jak krzyczał to już w ogóle) to potem chce się tego spokoju ale naprawdę spokoju. I to nie jest kwestia dwóch dni. To gadanie, czepianie się jest tak cholernie męczące, że zabiera siły do wszystkiego. Tu trzeba spokoju przez dłuższy czas non stop. Żeby głowa mogła wreszcie odpocząć. I nie na czas, nie w sekundę, nie z tym czekaniem ze strony partnerki(czyli Ciebie w tym przypadku), która myśli(bo to też się wyczuwa) czy mówi-' no co? przecież już tydzień jestem spokojna a ty dalej nic nie robisz!) i jazda zaczyna się od nowa. Tu trzeba spokoju w pewnym sensie już na stałe, zmienić w ogóle sposób mówienia, rozmawiania, zmniejszyć do minimum krytykę tak żeby głowa i serce wreszcie odpoczęło od tego ciągłego gadania, wymagania i krytykowania. I wtedy jak odpocznie, to myślę, że są duże szanse, że zacznie robić.
                      Ja naprawdę rozumiem, że Ty masz słuszne postulaty ale wiesz, tu są lata zaniedbań, jeszcze z dzieciństwa i tego nie naprawi się w sekudnę. A takie codziennie jazdy, sprzeczki, awantury są bardzo osłabiające.
                      • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 21:40
                        No wiem wiem. Ale ja dostrzeglam te wszystkie patologie w sobie dopiero nie dawno, jak odstawilam moja rodzina. Zupelnie odstawilam. Nawet nie odbieram telefonow. I zderzenie z nimi, w postaci 30 minutowego spotkania na lody uswiadomilo mi to wszystko.
                        Ja bylam wychowana w ciaglym opierd...alaniu mnie i zmuszaniu do robienia rzeczy ponad moje mozliwosci. Aprobaty zadnej. Nie umiem jeszcze inaczej. Wiem, ze dopiero jak sie zamkne na dobre to dopiero wtedy moze sie cos podziac. W tym sensie, ze albo maz wyciagnie reke albo sie rozejdziemy bo uznamy ze nie jestesmy dla siebie. Ale mnie jest trudno, bo nie bardzo wiem jak. Probuje rozne strategie, jest lepiej ale maz nadal nieusatysfakcjonowany :)
                        • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 02.06.13, 19:35
                          Rozumiem. Może w takich chwilach, jak Ci trudno to pomyśl sobie, że Wy przynajmniej idziecie do przodu. Bardzo dużo słychać narzekań(również tutaj na forum), że mąż/partner nie chce współpracować, iść na terapię, nie chce pracować nad tym, żeby się dogadać. Wy oboje pracujecie i to po prostu musi tak wyglądać, te tarcia, szukanie dobrej drogi dla obojga, osobiste zmagania ze zmianą, itd. ale najważniejsze, że oboje macie jeden, wspólny cel, żeby jednak się dogadać i żeby obojgu było dobrze. To super optymistyczne!;)
                          A co do tego spokoju, to rozumiem, że nie umiesz inaczej ale spokojnie(hehe), dasz radę, nauczysz się. To jest do zrobienia. Nie wiem czy dobrze rozumiem, że mąż chce inaczej ale nie wie jak czy mówi Ci konkretnie jak by to miało być, żeby był ustatysfakcjonowany ale Ty tego nie potrafisz zrobić? Na czym polega trudność?
                  • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 01.06.13, 21:34
                    blond_suflerka napisała:

                    > A poza tym-teraz chce, żebyś cała był inna a kiedyś?
                    Cala nie, ale w kwestii postrzegania swiata i reakcji na niego - tak. W tym sensie ze nie wszystko prowadzi do kataklizmow, nie wszystko warte jest sprzeczek i troski i nie wszystko warte jest rogryzania na czesci pierwsze. Czasem mozna podjac kiepskie decyzje i nic zlego sie nie dzieje z tego powodu. Poprostu wybor czegos byl zly innym razem bedzie lepszy.

                    > Co w Tobie pokochał, co mu
                    > imponowało, co w Tobie lubił?

                    Tego to juz nie wiem i w tej chwili sie nie wypytam. Za miesiac tez pewnie nie.

                    > Od kiedy tak chce, żebyś była inna?

                    W powyzszej kwestii od kilku lat.

                    > No i jeszcze jedna ważna rzecz o której tutaj chyba nikt nie napisał. Ludzie wi
                    > ążą się ze sobą po deficytach wilio wyrównaniu owych czasem po prostu formuła zw
                    > iązku się wyczerpuje.

                    Moj maz wypelnial moj decyfit pelnej akceptacji, adoracji, przytulania i bycia bez marudzenia. Poprostu byl. Zawsze wspieral, rozumial, potrafic okielznac moje nerwy. Tak sie stalo, ze nie robil tego z dobroci serca, lecz taka role mial wyuczona w domu - rozjemca i opiekun domowego spokoju.
                    Wiec to dobrze umial. Teraz nie chce juz w to grac, chce zyc jako partner dojrzalej partnerki. Tak sobie mysle, ze tak jest choc do konca tego nie wypowiedzial. Ale z tego co obserwuje jego zmiana idzie w tym kierunku.

                    > Nie mam tu na myśli kochanka ale inne historie mieszczące się w ramach związko
                    > wej lojalności;)

                    Hehe, jak on mnie nie zacznie przytulac, to ja sobie takiego pana do tulenia znajde :P Maz o tym wie.

                    > Oczywiście to wszystko co napisałam działa również w drugą stronę. To mąż może
                    > być tym, któremu żona już nie odpowiada.

                    Tego mi na razie nie sygnalizowal. Mysle ze to raczej kwestia porzucenia starych wzorow rodzinnych i wyuczenia sie nowych. A co bedzie dalej to zobaczymy. Narazie jestesmy na etapie szukania nowych siebie, uwzgledniajac potrzeby drugiej polowy. Co nie znaczy, ze maz mnie nie wkurza i nie sprawia ze czuje sie odtracona. :)
                    • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 02.06.13, 19:54
                      azalia30 napisała:

                      > Cala nie, ale w kwestii postrzegania swiata i reakcji na niego - tak. W tym sen
                      > sie ze nie wszystko prowadzi do kataklizmow, nie wszystko warte jest sprzeczek
                      > i troski i nie wszystko warte jest rogryzania na czesci pierwsze. Czasem mozna
                      > podjac kiepskie decyzje i nic zlego sie nie dzieje z tego powodu. Poprostu wybo
                      > r czegos byl zly innym razem bedzie lepszy.

                      No pięknie. Bardzo zdrowa postawa ale rozumiem, że jak ktoś był w domu 'wyszkolony' inaczej to to nie jest takie proste. Ja to odbieram jako takie wbudowanie w dziecko(a później dziecko staje się dorosłym) takiego stałego napięcia w głowie i w ciele. I jak się potem pracuje tylko na skutkach a nie na przyczynach to sobie znajdujesz kolejne powody do tego, żeby się poirytować, przestraszyć, zamartwiać. Tu chodzi o to, żeby wywalić to opragromowanie ciągłego napięcia, przewidywania katastrofy a to niestety dłuższy proces.

                      > > Co w Tobie pokochał, co mu
                      > > imponowało, co w Tobie lubił?
                      >
                      > Tego to juz nie wiem i w tej chwili sie nie wypytam. Za miesiac tez pewnie nie.

                      A można zapytać dlaczego?

                      > Moj maz wypelnial moj decyfit pelnej akceptacji, adoracji, przytulania i bycia
                      > bez marudzenia. Poprostu byl. Zawsze wspieral, rozumial, potrafic okielznac moj
                      > e nerwy. Tak sie stalo, ze nie robil tego z dobroci serca, lecz taka role mial
                      > wyuczona w domu - rozjemca i opiekun domowego spokoju.
                      > Wiec to dobrze umial. Teraz nie chce juz w to grac, chce zyc jako partner dojrz
                      > alej partnerki. Tak sobie mysle, ze tak jest choc do konca tego nie wypowiedzia
                      > l. Ale z tego co obserwuje jego zmiana idzie w tym kierunku.

                      A Ty nie jesteś jeszcze gotowa na taką zmianę?


                      > Hehe, jak on mnie nie zacznie przytulac, to ja sobie takiego pana do tulenia zn
                      > ajde :P Maz o tym wie.

                      :D

                      > Tego mi na razie nie sygnalizowal. Mysle ze to raczej kwestia porzucenia staryc
                      > h wzorow rodzinnych i wyuczenia sie nowych. A co bedzie dalej to zobaczymy. Nar
                      > azie jestesmy na etapie szukania nowych siebie, uwzgledniajac potrzeby drugiej
                      > polowy. Co nie znaczy, ze maz mnie nie wkurza i nie sprawia ze czuje sie odtrac
                      > ona. :)

                      Jasne, Wy oboje pracujecie na to, żeby się nie rozstać. Mi chodziło o sytuację kiedy to na przykład, tak jak wyżej pisałaś, mąż wyrósł z pewnych starych schematów a Ty nie chciałabyś podjąć pracy, żeby się zmienić. Wydaje mi się, że to częsty problem, jedna strona dorasta, dojrzewa, rozwija się a druga zostaje w tyle, chce zatrzymać status quo. I przychodzi moment kiedy ta rozbieżność jest tak duża, że w grę wchodzi tylko rozstanie. No albo trwanie ale głęboko unieszczęśliwiające(szczegółnie tę osobę dojrzalszą).

                      Co do poczucia odrzucenia to nie wiem czy do tego już doszłaś ale w takich sytuacjach warto spojrzeć na swoje uczucia z szerszej perspektywy. Kiedy w przeszłości(czy to w domu rodzinnym czy potem w ważnych relacjach) człowiek był odrzucany i nosi w sobie tę ranę to ona odzywa się przy okazji sytuacji, które mogą w jakiś sposób tamte sytuacje przypominać. Tyle tylko, że jak odzywa się ta stara rana to już się wszystko miesza i ludzie nieświadomi tego mechanizmu mają tylko poczucie, że czują się okropnie i winna jest ta konkretna sytuacja czyli że odrzucający tak strasznie zawinił. Rozumiesz? A kiedy na spokojnie przyjrzysz się tym uczuciom może się okazać, że jest Ci źle bo do głosu doszły te wszystkie nieprzepracowane uczucia z kiedyś. Wtedy łatwiej złapać prawdziwe proporcje i odnieść się(również uczuciowo) tylko do tej, konkretnej sytuacji i tylko do tego konkretnego człowieka.
                      Ten mechanizm dotyczy w ogóle trudnych uczuć jakie nosi się w sobie-odrzucenia, skrzywdzenia, cierpienia, itd.
                      • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 14:50
                        blond_suflerka napisała:

                        > Nie wiem czy dobrze rozumiem, że mąż chce inaczej, ale nie wie jak czy mówi Ci konkretnie jak by to miało być, żeby był ustatysfakcjonowany ale Ty tego nie potrafisz zrobić? Na czym polega trudność?

                        Dzięki za wsparcie w poprzednim wpisie :)
                        Mój mąż nie mówi o co mu chodzi, tzn jemu się zdaje że mówi i że tylko ja nie rozumiem. Hehe. Nie ma konkretów, przykładów "dobrej" reakcji która miałaby zastąpić tę niewłaściwą. No bo jak ja mam wcielić w życie "wyluzuj" albo "nie marudź". Albo wybuch pretensji za syf w kuchni, który zobowiązał się (sam z siebie) sprzątnąć 3 dni temu?
                        Choć muszę dodać, że pie...nik jest u nas w domu od ponad 3 tyg a ja jakoś nie drę się tak jak kiedyś. Czasem coś przebąknę i nie działa na mnie ten syf tak destrukcyjnie jak kiedyś. Faktycznie jest tak, jak zarzeka się mąż, że ubrania na podłodze nie gryzą, ale przyjemne też nie są.

                        > No pięknie. Bardzo zdrowa postawa ale rozumiem, że jak ktoś był w domu 'wyszkol
                        > ony' inaczej to to nie jest takie proste. Ja to odbieram jako takie wbudowanie
                        > w dziecko(a później dziecko staje się dorosłym) takiego stałego napięcia w głow
                        > ie i w ciele. I jak się potem pracuje tylko na skutkach a nie na przyczynach to
                        > sobie znajdujesz kolejne powody do tego, żeby się poirytować, przestraszyć, za
                        > martwiać. Tu chodzi o to, żeby wywalić to opragromowanie ciągłego napięcia, prz
                        > ewidywania katastrofy a to niestety dłuższy proces.

                        Dzięki za zrozumienie. Tak właśnie funkcjonuję. Ciągły stres, ból brzucha i inne symptomy fizyczno-gastryczne. To co dalej piszesz, też jest dla mnie przydatne o reakcji nie na konkretną sytuacjię tylko na przeszłość i jej projekcje na teraźniejszość.
                        Tak, to się właśnie dzieje.

                        > > Tego to juz nie wiem i w tej chwili sie nie wypytam. Za miesiac tez pewni
                        > e nie.
                        >
                        > A można zapytać dlaczego?

                        A no dlatego, że z nim się nie da od dłuższego czasu rozmawiać. Każde moje pytanie jest traktowane jako wymuszanie odpowiedzi/ reakcji, o której on albo nie ma zdania, albo o której nie chce mu się akurat rozmawiać. Często też mówi o poczuciu presji z mojej strony na robienie rzeczy, które ja uznam za słuszne (ostatnio dotyczyło to literatury związanej z wychowaniem dzieci i o związkach. On nie czyta książek i nie będzie robił tego co mu "karzę" w czasie, który ja narzucę. 4 tyg zaproponowałam mu 3 pozycje, zapytałam tylko czy do nich już zajrzał).

                        > A Ty nie jesteś jeszcze gotowa na taką zmianę?

                        Nie rozumiem. Czy nie jestem gotowa na moją zmianę czy na jego?
                        Jeśli na jego to nie mam wyjścia. Jeśli na moją, to jestem przecież chodzę na terapię i szwendam się po forum próbując różnych opcji w domu. Przyjęłam to jako założenie implicite wpisane w kontynuację psychoterapii :)


                        > Jasne, Wy oboje pracujecie na to, żeby się nie rozstać. Mi chodziło o sytuację
                        > kiedy to na przykład, tak jak wyżej pisałaś, mąż wyrósł z pewnych starych schem
                        > atów a Ty nie chciałabyś podjąć pracy, żeby się zmienić.

                        Dlaczego wnioskujesz, że nie chciałam podjąć pracy zmiany? Przecież o tym cały czas piszemy. Mnie się wydawało że cały czas sygnalizuję swój wysiłek w zmianę siebie.

                        • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 16:03
                          Azalia, jak długo Twó jmąż chodzi na terapię?

                          Pytam, bo to, co piszesz jest mi bardzo bliskie. Miałam podobny kryzys jakiś czas temu.
                          • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 18:34
                            Przepraszam:) Już wiem:)
                            Dopiero przed chwilą skojarzyłam Twój nick:D
                            • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 20:29
                              Spoko, spoko.wiem że dużo osób się tu przewija ;-)
                        • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 18:14
                          azalia30 napisała:

                          > Dzięki za wsparcie w poprzednim wpisie :)
                          > Mój mąż nie mówi o co mu chodzi, tzn jemu się zdaje że mówi i że tylko ja nie r
                          > ozumiem. Hehe. Nie ma konkretów, przykładów "dobrej" reakcji która miałaby zast
                          > ąpić tę niewłaściwą. No bo jak ja mam wcielić w życie "wyluzuj" albo "nie marud
                          > ź". Albo wybuch pretensji za syf w kuchni, który zobowiązał się (sam z siebie)
                          > sprzątnąć 3 dni temu?

                          Ha, szkoda, że on nie jest w stanie precyzyjnie powiedzieć jaka forma byłaby dla niego dobra. Może na przykład pisałabyś na kartce to co ma do wykonania, tak, żeby na jakiś czas w ogóle zaprzestać mówienia o obowiązkach. A potem w miarę możliwości nie kontrolowała go z tego co jest wykonane a co nie. Jak dla mnie to on może mieć już takie przewrażliwienie na tym punkcie, że na jakiś czas to chyba trzeba w ogóle odpuścić. Jak układ nerwowy mu się uspokoi i przestanie być nadwrażliwy to wtedy jakoś pomału w nowej formie mówić co i jak. Zaznaczam, że to tylko rada, nie wiem czy trafna.

                          > Choć muszę dodać, że pie...nik jest u nas w domu od ponad 3 tyg a ja jakoś nie
                          > drę się tak jak kiedyś. Czasem coś przebąknę i nie działa na mnie ten syf tak d
                          > estrukcyjnie jak kiedyś. Faktycznie jest tak, jak zarzeka się mąż, że ubrania n
                          > a podłodze nie gryzą, ale przyjemne też nie są.

                          Tu mam dwie refleksje. Nie wiem o jakim syfie piszesz bo dla niektórych syf to prawdziwy syf a dla niektórych syf to pare rzeczy nie na swoim miejscu;) No ale myślę, że prawdą jest, że bałagan odzwierciedla obraz nas samych i że w bałaganie gorzej się mieszka i żyje. Ten syf wcale nie jest dobry dla człowieka bo rozprasza, irytuje, zabiera energie. I myślę, że jak człowiek zaczyna porządkować siebie to też widać to w tym, że zaczyna dbać o przestrzeń wokół siebie.
                          Z drugiej jednak strony często jest tak, że człowiek z bałaganem w środku(w sensie w głowie) irytuje się z powodu bałaganu ale tak naprawdę nie o ten bałagan chodzi i to jest chyba Twój przypadek. I to chyba też oznaka postępów jakie robisz, że bałagan traktujesz po prostu jako bałagan, nie przerzucasz na niego całej swojej frustracji i nie wkurzasz się na to, że nie ma porządku. Tu trzeba pewnej równowagi. Z jednej strony zdrowo jest żyć w porządku, z drugiej dom jest dla człowieka a nie człowiek dla domu. I są ważniejsze sprawy niż bieganie z mopem czy prasowanie. I w normalnych sytuacjach rzeczy zostawione nie na swoim miejscu nie wywołują furii czy awantury.

                          > Dzięki za zrozumienie. Tak właśnie funkcjonuję. Ciągły stres, ból brzucha i inn
                          > e symptomy fizyczno-gastryczne. To co dalej piszesz, też jest dla mnie przydat
                          > ne o reakcji nie na konkretną sytuacjię tylko na przeszłość i jej projekcje na
                          > teraźniejszość.
                          > Tak, to się właśnie dzieje.

                          Może tutaj przydadzą się jakieś techniki relaksacyjne. Bo psychoterapia swoją drogą ale na uwalnianie nagromadzonego przez lata napięcia są też takie 'proste' sposoby jak wszelkie ćwiczenia, tańce, zajęcia manualne ale również siedzenie w ciszy.

                          > A no dlatego, że z nim się nie da od dłuższego czasu rozmawiać. Każde moje pyta
                          > nie jest traktowane jako wymuszanie odpowiedzi/ reakcji, o której on albo nie m
                          > a zdania, albo o której nie chce mu się akurat rozmawiać. Często też mówi o poc
                          > zuciu presji z mojej strony na robienie rzeczy, które ja uznam za słuszne (osta
                          > tnio dotyczyło to literatury związanej z wychowaniem dzieci i o związkach. On n
                          > ie czyta książek i nie będzie robił tego co mu "karzę" w czasie, który ja narzu
                          > cę. 4 tyg zaproponowałam mu 3 pozycje, zapytałam tylko czy do nich już zajrzał)
                          > .

                          Może taki moment w terapii. Wywala sobie cały nagromadzony bunt z czasów kiedy nie miał jak sie buntować albo wręcz nie wiedział, że ma do tego buntu i jakiejś wewnętrznej niezgody prawo. Może trzeba na ten moment wszystko odpuścić, nie naciskać na nic. Niech on sobie ten bunt dzięki terapii przerzuci na właściwych adresatów. Niech się z tym poboksuje i może wtedy 'wróci' do Ciebie z bardziej przyjaznymi reakcjami;)

                          > Nie rozumiem. Czy nie jestem gotowa na moją zmianę czy na jego?
                          > Jeśli na jego to nie mam wyjścia. Jeśli na moją, to jestem przecież chodzę na t
                          > erapię i szwendam się po forum próbując różnych opcji w domu. Przyjęłam to jako
                          > założenie implicite wpisane w kontynuację psychoterapii :)

                          Pytałam czy czujesz się już gotowa być tą dojrzałą patrtnerką o którą mu chodzi. Czy masz wrażenie, że on na przykład szybciej idzie w terapii? Bo pisałaś o tym wsparciu, które Ci dawał i jak rozumiem oboje świetnie wpasowywaliście się w swoje niedojrzałe potrzeby. On był tak nauczony w domu a Ty z kolei pewnie potrzebowałaś od niego takiej opieki rodzicielskiej. I teraz jak pisałaś, że on już nie chce w to grać to pytałam czy Ty już też rozumiesz, że dojrzałe partnerstwo trochę inaczej wygląda. I mam tu na myśli zrozumienie całą sobą, nie tylko w tej wersji logiki ale też serca, emocji.

                          > Dlaczego wnioskujesz, że nie chciałam podjąć pracy zmiany? Przecież o tym cały
                          > czas piszemy. Mnie się wydawało że cały czas sygnalizuję swój wysiłek w zmianę
                          > siebie.

                          Nie nie, absolutnie tak nie wnioskuje. Nie zrozumiałyśmy się. Zanim sobie przypomniałam, że Ty to Ty to pisałam o tym, że w związkach dojrzewanie często nie idzie jakoś równolegle(no przynajmniej mniej więcej równolegle) i wtedy jeden z partnerów decyduje się na odejście(przy założeniu, że druga strona nie chce podjąć pracy) I potem jakoś ten temat kontynuowałam ale nie w odniesieniu do Ciebie. To, że Ty pracujesz to ja wiem:)
                          • igge Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 18:30
                            blondsuflerko strasznie fajne i mądre rzeczy piszesz do azalii30, podczytałam bo mi to też bardzo pomaga co piszesz :)) dzięki i pozdr
                            • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 18:37
                              to prawda:)
                              i to jest własnie ta cała "praca nad sobą", którą trzeba wykonać
                              Blond, mogłaś to napisać rok temu, byłoby mi łatwiej:D
                              • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 23:58
                                pade napisała:

                                > to prawda:)
                                > i to jest własnie ta cała "praca nad sobą", którą trzeba wykonać
                                > Blond, mogłaś to napisać rok temu, byłoby mi łatwiej:D

                                Właśnie sobie próbuje przypomnieć co ja robiłam roku temu i nie pamiętam:D
                                A Ty pracujesz od roku i tak szybko się ze wszystkim uwinęłaś? Bo to przecież szybko! A co do 'łatwiej' to ja gdzieś przeczytałam, że zeby 'pojawił się' brylant to musi być tarcie(hehe) i jak mi ciężko bardzo to sobie to przypominam. Banalny tekst ale w trudnych chwilach to się człowiek czasem takich banałów chwyta, że hoho;)
                                • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 00:23
                                  Rok temu mogłabym robić za zawodową płaczkę:D
                                  Właściwie zaczęłam "pracę" w dniu moich urodzin:) na przełomie sierpnia i września.
                                  Tarcie było, oj było, i nadal jest, ale jest mi lżej, zdecydowanie, czasami jest mi wręcz lekko na duszy. Przyjemne uczucie:)
                                  • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 00:41
                                    Jesteś Panna? Skoro przełom sierpnia i września...Zgadnij kto też jest:P
                                    Co do płaczki to przeczytałam kiedyś taką rzecz o rzekomych wrażliwych czy nadwrażliwych, że tu wcale nie o wrażliwość chodzi ale o to, że wewnętrzne, skrzywdzone dziecko płacze za każdym razem jak widzi/słyszy krzywdę innych bo wtedy jakby przypomina sobie o swojej nieprzepracowanej, niezaopiekowanej. Jak ja zaczęłam nad sobą pracować stała się taka rzecz, że nie mogę do dziś słuchać jak dziecko płacze bo od razu ryczę też. Nawet jak przyjaciółka dzwoniła i akurat jej córka się uderzyła i zapłakała(ale lekko, nic się nie stało taki dziecięcy płacz na pare chwil) to ja w ryk:D
                                    Masz podobne odczucia?
                                    • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 09:38
                                      Panna:D
                                      <Zgadnij kto też jest:P
                                      Domyślam się, że Ty:D

                                      Bardzo podobne, od małego bolała mnie czyjaś krzywda.
                                      Wiesz, własnie teraz, jak to piszę, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zawsze płaczę na wszelakich uroczystosciach moich dzieci oraz gdy słyszę jak małe dzieci śpiewają. Sama jestem w stanie zaśpiewać pół zwrotki i koniec, łamie mi się głos.
                                      Dałaś mi do myślenia. Ale przerobię to wieczorem, bo teraz jestem w miejscu publicznym, głupio by było płakać do monitora:)
                                      • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 15:36
                                        pade napisała:

                                        > Domyślam się, że Ty:D

                                        Tak! Ej, a masz porządek w domu tak jak piszą o pannach? Bo ja w ogóle;)

                                        > Bardzo podobne, od małego bolała mnie czyjaś krzywda.
                                        > Wiesz, własnie teraz, jak to piszę, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zawsze p
                                        > łaczę na wszelakich uroczystosciach moich dzieci oraz gdy słyszę jak małe dziec
                                        > i śpiewają. Sama jestem w stanie zaśpiewać pół zwrotki i koniec, łamie mi się g
                                        > łos.
                                        > Dałaś mi do myślenia. Ale przerobię to wieczorem, bo teraz jestem w miejscu pub
                                        > licznym, głupio by było płakać do monitora:)

                                        Też tak mam, od małego bardzo wrażliwa i empatyczna. Szybko się wzruszam i to zarówno nad krzywdą czyjąś(wczoraj nie mogłam patrzeć na reportaż o wycinanych drzewach z dziuplami, mama ptak dolatywała do tej dziupli a tam jej dzieci, buce z urzędu nie widzieli problemu, ja płakałam przed telewizorem) jak i w sytuacjach o których piszesz. Na przykład śpiewanie z dziećmi(kolędy!) albo jakieś filmy familijne i hepiendy:D
                                        Ale na płacz i krzywdę dziecka stałam się szczególnie wrażliwa jak właśnie rozpoczęłam tę pracę nad sobą. Chyba moje uczucia zaczęły się rozmrażać i stąd te łzy.
                                        • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 16:04
                                          Tak:D Mam porządek, wszystko musi być poukładane i na swoim miejscu. Tylko przyczyna takiego stanu rzeczy się zmieniła. Kiedys był to brak poczucia bezpieczeństwa i potrzeba kontroli, teraz to jest potrzeba ładu, ukojenia:)
                                          Ostatnio zmieniłam wszystkie meble w naszej salono-sypialni:D Syn usiadl dzisiaj na nowej kanapie i mówi: mamo, jak tu jest przyjemnie, tak..tak..miło:) i o to chodziło. Od dłuższego czasu robię porządek w głowie, w związku z mężem, w relacji z dziećmi i nie będę udawać, momentami bolało okrutnie. Dlatego tak bardzo potrzebuję spokoju, wyciszenia, oazy...

                                          Co do porządku to.., moje dzieci też są pannami:D i nie mają zamiłowania do ładu, delikatnie mówiąc, tak więc różnie z tymi pannami bywa:D
                                          • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 19:54
                                            A to u mnie inaczej. Bałagan w głowie przenosił się na przestrzeń wokół a teraz jest porządek z tendencjami do bałganu;) Tzn. jest znacznie większy ład i moja potrzeba porządku(i przyjemność w tym odnajdywana) ale bez jazdy na zbytnią kontrolę. Także wydaje mi się, że jest ok.
                                            A co do panien to może o tyle ma to sens( mówię tu o przypisywanym pannie pedantyźmie), że faktycznie zawsze tak miałam i mam, że jak już sprzątam to lubię porządnie a nie tak po łebkach.
                                    • tully.makker Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 09:50
                                      Hmmm, ja tez rycze ciagle, zwlaszcza ostatnio, ale sadzilam ze to hormonalne rozchwianie podczas KP.

                                      Ciekawa teoria.
                                      • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 15:37
                                        tully.makker napisała:

                                        > Hmmm, ja tez rycze ciagle, zwlaszcza ostatnio, ale sadzilam ze to hormonalne ro
                                        > zchwianie podczas KP.
                                        >
                                        > Ciekawa teoria.

                                        A widzisz! To może przytul małą Tully, jak następnym razem będziesz płakać zamiast wmawiać jej zachwianie hormonalne;)
                                        • tully.makker Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 15:41
                                          Wiesz, ja bylam strasznie przytulasmym dzieckiem, moja rodzina tez byla przytulasna, wiec chyba nie mam w tej dziedzinie deficytow wyniesionych z dziecinstwa. Duzo bardziej mi tego brak teraz, ale z koleji do tych, ktorzy by mnie chcieli przytulac, ja nie mam ochoty sie przytulac.

                                          Najlepiej zdecydowanie przytula Trzeci, te malutkie cieplutkie lapki... rozmarzylam sie.
                                          • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 20:12
                                            tully.makker napisała:

                                            > Wiesz, ja bylam strasznie przytulasmym dzieckiem, moja rodzina tez byla przytul
                                            > asna, wiec chyba nie mam w tej dziedzinie deficytow wyniesionych z dziecinstwa.
                                            > Duzo bardziej mi tego brak teraz, ale z koleji do tych, ktorzy by mnie chcieli
                                            > przytulac, ja nie mam ochoty sie przytulac.

                                            Daleka jestem od wmawiania komuś deficytów jeśli ich nie ma ale to przytulenie potraktowałam jako synomim zaopiekowania się sobą. To nie musi być deficyt przytulenia ale na przykład deficyt wsparcia przy trudnościach, zauważania Ciebie również wtedy kiedy masz gorszy, słabszy dzień. Dużo na forum przewija się o tym jaka jesteś silna. Ciekawa jestem czy rodzice Twoi jakoś podświadomie nie premiowali Ciebie silnej a trochę nie dawali prawa do słabości. To takie luźne dywagacje.
                                            Zresztą, bardzo dokładnie Sorvina to opisała w Twoim wątku o agresywnym ojcu. Z jakiegoś powodu związałaś się ze swoim partnerem, ba! z jakiegoś powodu tkwisz w tym związku chociaż już długo nie jest dobrze. Może tu chodzi o jego słabość do której Ty nie dajesz sobie prawda? Może ten partner jest po to, żeby pozwolić Ci odkryć tę część Twojego Cienia?
                                            A może tu w ogóle nie chodzi o Twoje dzieciństwo ale o dorosłość. Skoro od dłuższego czasu Twoje potrzeby nie są zaspakajane, wszystko jest na Twojej głowie, do tego masz dość wyczerpującą codzienność to z tym płaczem wylewają się po prostu Twoje emocje-żal, smutek, bezradność, wściekłość, poczucie zawodu, rozczarowania, itd.

                                            > Najlepiej zdecydowanie przytula Trzeci, te malutkie cieplutkie lapki... rozmarz
                                            > ylam sie.

                                            :)
                                    • joanna35 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 10:24
                                      chodzi ale o to, że wewnętrzne, skrzywd
                                      > zone dziecko płacze za każdym razem jak widzi/słyszy krzywdę innych bo wtedy ja
                                      > kby przypomina sobie o swojej nieprzepracowanej, niezaopiekowanej.
                                      Usłyszałam to podczas terapii od mojej psycholozki, kiedy tłumaczyła dlaczego az tak bardzo pochylam i wzruszam nad losem bezbronnych - dzieci, staruszków i zwierząt, podczas gdy losem tzw. dorosłych już niekoniecznie az tak bardzo.
                                      • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 04.06.13, 15:39
                                        joanna35 napisała:

                                        > Usłyszałam to podczas terapii od mojej psycholozki, kiedy tłumaczyła dlaczego a
                                        > z tak bardzo pochylam i wzruszam nad losem bezbronnych - dzieci, staruszków i
                                        > zwierząt, podczas gdy losem tzw. dorosłych już niekoniecznie az tak bardzo.

                                        A tutaj muszę pomyśleć bo tak na szybko to nie wiem jak mam z dorosłymi.
                            • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 23:51
                              igge napisał:

                              > blondsuflerko strasznie fajne i mądre rzeczy piszesz do azalii30, podczytałam b
                              > o mi to też bardzo pomaga co piszesz :)) dzięki i pozdr

                              Dzięki Igge! Pozdrawiam też:)
                          • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 20:50
                            Próbowaliśmy pisania na kartkach. Irytuje mnie to. Mi mo, że nie muszę nic mówić to i tak stawia mknie tu w roli dyspozytora i komendanta. Ja nie chce tAkiej roli. Ja myślę że jestem nA etapie, w którym mogę odpuścić, tymbardziej że mam teraz swoje sprawy na głowie.
                            Jeśli chodzi o nasz bałagan to jest to prawdziwy syf. Wiele ludzi nie było w stanie uniknąć zdziwienia wchodząc do nas, a dziewczyna sprzątająca mówiła, że takiej skali nieładu jeszcze nie widziała. Teraz jest lepiej, ale dalej średnio ;-).
                            Ogrom naszego pie...ika był tak przytłaczający że prasowania oduczylam się zuPełnie- szkoda było czasu, a mopa używamy sporadycznie. Raz na 2-3 tyg. Żyjemy w nieładzie wyższego stopnia. Ale nie doprowadza mnie on do szału, traktuje to jako etap przejściowy, bo docelowo wierzę w to że się kiedyś ogarniemy.

                            Co do relaksu jest mi trudno, bo ja ten ból w brzuchu i stres narastający w Pewnych określonych syt. Uświadomiłam sobie niedawno. Od niedawna też wiem że towarzyszył mi od zawsze. To jest ścisk w brzuchu, lęk i jakiś taki bezład. Próbuje na razie z oddechem. Chodzę też na fitness, ale nic innego teraz nie wchodzi w grę. Muszę zająć się pracą koncepcyjna, siąść na tyłku,i to zrobić.
                            • azalia30 Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 03.06.13, 20:52
                              Resztę dopisze jak siade do kompa, bo z tel źle się piszę.
                            • blond_suflerka Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 05.06.13, 06:27
                              azalia30 napisała:

                              > Próbowaliśmy pisania na kartkach. Irytuje mnie to. Mi mo, że nie muszę nic mówi
                              > ć to i tak stawia mknie tu w roli dyspozytora i komendanta. Ja nie chce tAkiej
                              > roli. Ja myślę że jestem nA etapie, w którym mogę odpuścić, tymbardziej że mam
                              > teraz swoje sprawy na głowie.

                              Jeśli i tak i tak odpuszczasz to ok ale jeśli jednak byłyby sytuacje w których coś byś od niego chciała to mam taki pomysł, żebyś spróbowała zmienić interpretacje tych 'dyspozycji kartkowych'. Przecież to nie muszą być kartki jak od szefa do podwładnego czy asystenta. Być może w takiej roli zawsze wobec niego występowałaś i już też jesteś przewrażliwona. Przecież to może być normalna, partnerska umowa. Siadacie i piszecie-'ok, to ja biorę to, ty to', itd. Albo Ty piszesz sama-'dziś zajmuje się tym a tobie zostawiam tamto. milego dnia'. I ciekawi mnie czy jemu się te kartki podobały i to Ty nie wytrzymałaś czy oboje nie czuliście się w tym dobrze?
      • igge Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 21:50
        czy wolę mieć rację czy być szcześliwa. Oczywiście, że to drugie, wole byc szczęśliwa.
        Musiałam bardzo boleśnie to wybierać bo przez jakiś rok chciałam mieć rację i być szczęśliwa w związku z wyborem (?) rodzaju pracy wykonywanej przez mojego męża.

        Bardzo mądre choć tutaj akurat oczywiste rzeczy piszesz Pade. Nigdy dosyć powtarzania sobie tych trzech prawd do zaakceptowania w związku. Związek zawsze musi być przygodą i wyzwaniem.
        • pade Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 22:18
          Właśnie najbardziej oczywiste rzeczy są trudne do zaakceptowania:)
          • igge Re: Trzy prawdy do zaakceptowania w związkach 31.05.13, 22:52
            Pade, ja tę trzecią chyba prawdę znam w teorii a bardzo trudno czasem stosować ją w praktyce, ale robie co mogę :)) dzięki
    • mapewoj Re: Dom Wariatow 31.05.13, 21:35
      A malzonek nie ma przypadkiem zespolu aspergera? bo opis wydaje sie byc, dokladny..
      Bo jesli ma , i nie jest zdiagnozowany, to wasze problemy wynikaja nie z nie dogadywania sie ale z zaburzen jakie powoduje to schorzenie..
      • paris-texas-warsaw Re: Dom Wariatow 01.06.13, 11:01
        Fajny wątek, bo sama sobie myślę ile błędów popełniam i jak często męża obwiniam (za mało uczuć, brak komunikacji, "agresja bierna";))...
        Tak sobie tez przypomniałam o terapiach... Chyba w tamtym roku bardzo martwiłam pewnym problemem związanym z dzieckiem. Umówiłam się nawet jednego dnia do dwóch specjalistów - psychologów, jeździłam po Warszawie lekko skołowana, tak że w przerwie pomiędzy specjalistami musiałam wstąpić do jakiejś knajpki posilić się i oczywiście coś tam zostawiłam... Chciałam namówić męża na te eskapady, ale on powiedział "basta", chce posiedzieć w domu i się napić wina. I u drugiego psychologa usłyszałam, że pewne problemy dzieci mijają, jak matka jest wyluzowana, to jest najważniejsze. Więc jak wracałam po 21 h do domu, to postanowiłam tę prawdę objawioną wcielić w życie i podzielić się z nią mężem. Wracam do domu i poczułam się jak debil;) Mąż te prawdę już jakby znał;) Dziecko już spało, on w fotelu, muzyczka, winko i pełen luzik. Jak mu powiedziałam o radzie psychologa, to się razem uśmialiśmy, że jednak łatwiej coś przyjąć od obcych i zwłaszcza jak się troche kasy na to wyda;)
        To taka moja luźna inmpresja, przy dnia dziecka kilka ich mam;)
        • aqua48 Czwarta prawda 01.06.13, 12:21
          Dodałabym jeszcze do bardzo mądrych uwag Pade czwartą radę dla wszystkich, którzy w związkach tak bardzo po aptekarsku lubią się rozliczać na zasadzie on mi tyle, to ja mu ani odrobiny więcej, bo przecież będę stratna, lub obrzydliwie wykorzystana. Otóż dobro powraca. I nawet jeśli nie dostajemy go już, od razu, a nawet niekiedy od tego samego (!) człowieka, to jeśli dajemy całym sercem i bez oglądania się na ścisły rachunek to na pewno otrzymamy je z powrotem. Przekonałam się o tym wiele razy.
          • joanna35 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 15:26
            Aqua daję od 30 lat i nawet nie wiesz jak bym chciała też coś dostać, najchętniej wsparcie i zrozumienie.
            • aqua48 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 15:56
              joanna35 napisała:

              > Aqua daję od 30 lat i nawet nie wiesz jak bym chciała też coś dostać, najchętni
              > ej wsparcie i zrozumienie.

              To może jednak źle zainwestowałaś? Abstrahując od Twojego problemu na innym forum w jednym z wątków kobieta w ciąży opisuje jak to w przeddzień ślubu jej przyszły uchlał się z jej ojcem i jakimiś przypadkowymi "gośćmi" - okolicznymi menelami, poharatał sobie rękę o szkło rozbijane wokół aby zadość uczynić jakiejś tradycji bez względu na bawiące się tymi odłamkami dzieci, a ponieważ jest pijany nie chciał pojechać do lekarza, żeby zszyć ranę. W dzień ślubu panicz będzie mało przytomny, bo w najlepszym razie skacowany. Dziewczę niby widzi, że coś jest nie tak, ale dzielnie nie odwołuje imprezy i pakuje się w taką sytuację rodzinną.
              Ktoś przytomny napisał, że za parę lat wyląduje na forum z żalami na męża.

              Wybór współmałżonka lub choćby partnera i ojca dzieciom to nie jest wybór sukienki, czy torebki. Należy go dokładnie oglądnąć w rozmaitych sytuacjach.
              • joanna35 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 16:09
                Masz rację. Mój błąd, wszak powinnam wypozyczyć w stosownym czasie "od sióstr" jakąś biedną, niepełnosprawną i upośledzoną sierotkę:-(
                Ale tak się składa, że nie miałam na myśli tylko mojego męża, bo ja z dawaniem nie ograniczam się do męża i dzieci, więc wg. Twoich teorii dobro powinno spływać na mnie strumieniami.

                Aqua, tak z ciekawości, masz za sobą jakieś konkretne doświadczenia życiowe czy tylko się naczytałaś o tym jak powinno być? Widzisz, ja też dużo czytam; ba nawet próbuję wcielać rózne teorie w życie, tylko ....do tanga trzeba dwojga i dotyczy to każdej relacji, zeby można ją było nazwać wzajemność. Można się zastarać na śmierć i nic z tego nie wynika, a kiedy pod wpływem chwili słabości uleje Ci się na forum, jedna czy druga panna przemądrzalska, która guzik o Tobie wie, skomentuje Twoje wybory i dokona dołującej oceny. Oczywiście w imię powszechnie głoszonego dobra.
                • aqua48 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 16:29
                  joanna35 napisała:
                  >
                  > do tanga trzeba dwojga i dotyczy to każdej relacji, zeby można ją było nazwać wzajemność. Można się zastarać na śmierć i nic z tego nie wynika, a kiedy pod wpływem chwili słabości uleje Ci się na forum, jedna czy druga panna przemądrzalska, która guzik o Tobie wie, skomentuje Twoje wybory i dokona dołującej oceny.

                  Przecież pisałam, że abstrahuję od Twojej sytuacji. Nie oceniam Cię, bo nie mam do tego żadnych podstaw. I całkowicie się z Tobą zgadzam, że w związku potrzebne są DWIE zainteresowane osoby inaczej nie ma on żadnego sensu i staje się harówką. Ja celu w utrzymywaniu czegoś takiego nie widzę. Jednak są też nierzadkie sytuacje kiedy starają się obie strony, tylko nie z taką samą siłą, intensywnością, przekonaniem. O takiej sytuacji pisałam, że wtedy warto się trochę "poświęcić".

                  Czasami też człowiek, zwłaszcza psychopata potrafi się dłuższy czas świetnie maskować i ukrywać swoje skłonności potrafiąc omamić i omotać najsprytniejszą osobę.
                  I tu, kiedy widać gołym okiem, że związek jeszcze PRZED ślubem rokuje słabo, albo są jakieś symptomy, że z drugą stroną jest coś niehalo, mnóstwo (zazwyczaj jednak kobiet, choć i mężczyźni się zdarzają) pakuje się w taką imprezę z zamkniętymi oczami licząc no, na co, na cud? Na swoje zdolności wychowawcze? Dorosłego człowieka się nie zmieni diametralnie, nie wychowa, i nie przekształci nawet o milimetr, bez chęci z jego strony, a warto o tym pamiętać bierze się go "na złe i na dobre". No na CZYMŚ trzeba budować.
                  • joanna35 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 19:39
                    Aqua, przepraszam, że na Ciebie naskoczyłam.
                    • aqua48 Re: Czwarta prawda 01.06.13, 21:56
                      joanna35 napisała:

                      > Aqua, przepraszam, że na Ciebie naskoczyłam.

                      Nie ma za co :) Sądzę, że większość ludzi jednak nie chce ani Cię pouczać, ani dołować, życzę spokojnej niedzieli i będę o Tobie ciepło myśleć.
                      • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 10:51
                        Wczoraj miałam bardzo zły dzień, ale pisząc swój post nie do końca miałam na myśli siebie, mimo, że pisałam w pierwszej osobie, także tully. Popatrz , za każdym razem jak dziewczyna zaklada swój watek jest poddawana drobiazgowej analizie, rozkladowi na czynniki pierwsze, często ostrej krytyce i negatywnej ocenie. I szczerze mówiąc nie bardzo to rozumiem- mnie tully jawi się jako silna, konkretna babka z ogromną wiedzą, także na swój temat. Naprawdę szczerze wątpię, żeby tully nie wiedziała o tym wszystkim o czym piszecie, bo tego, ze z Waszych postow można sie wiele nauczyć, a przynajmniej sobie przemyśleć nie kwestionuję. Dla mnie jej posty to jedynie chęć wygadania się, bo dziewczyna ma dość odpowiedzialności za rodzinę pod każdym względem. Ja mam chore dziecko, ona też problematyczne - już to jedno potrafi dać w kość, wierz mi, a gdzie reszta życia? I, wierz mi, kiedy praktycznie 24 godziny na dobę pochylasz się nad dzieckiem, które pochłania dużo więcej twojej energii niż dziecko bezproblemowe to oczekujesz od męża, ze będzie zachowywał się jak DOROSŁY/DOJRZAŁY/ODPOWIEDZIALNY człowiek, którym przecież jest. Szacunku do męża, o czym tully pisze, nie traci się z dnia na dzień. To wypadkowa określonych zachowań połaczona z brakiem szacunku dla uczuć/oczekiwań drugiej strony. Popatrz nawet na tym forum - czy ktokolwiek kiedykolwiek powiedział tully, że z pewnością jeste zmęczona, że przy tak wypełnionym dniu ma prawo mieć dość i oczekiwać od partnera konkretnej pomocy, że biorąc pod uwagę jej problemy zdrowotne(depresja) doskonale sobie radzi. Ja nie pamiętam, za to non stop opiekuńczymi skrzydłami otacza się męża, o którym nie wiemy nic. A skoro nie wiemy nic to dlaczego nie przyjąć za pewnik, ze ona pisze prawdę, że nawet jeżeli jest upierdliwa to ma po temu realne powody, powtarzające się powody?
                        .
                        • aqua48 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 11:16
                          joanna35 napisała:

                          > oczekujesz
                          > od męża, ze będzie zachowywał się jak DOROSŁY/DOJRZAŁY/ODPOWIEDZIALNY człowiek
                          > którym przecież jest.

                          Z moich obserwacji wynika, że spora część mężczyzn wcale takimi NIE JEST.

                          >Szacunku do męża, o czym tully pisze, nie traci się z dnia na dzień.

                          Ale żeby coś stracić trzeba najpierw to mieć. A na szacunek trzeba również zasłużyć. Jakoś nie widzę tego, że ktoś zasługujący, załóżmy przez rok na szacunek troskliwy i godny zaufania, nagle staje się beztroską, egoistyczną świnią, mówi dość tego, zmienia się diametralnie i zaczyna dbać wyłącznie o siebie. Choć nie wykluczam tego, że może takie sytuacje się zdarzają, ale wydaje mi się to możliwe jedynie w przypadku rozwijającej się choroby psychicznej. Jestem naiwna?



                          • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 12:13
                            > Z moich obserwacji wynika, że spora część mężczyzn wcale takimi NIE JEST.
                            I to ich usprawiedliwia? Aqua nie wim, może źle myślę, ale myślę tak - pobiera się dwoje dorosłych ludzi, w praniu wychodzą rózne brudy tak z jednej jak z drugiej strony, ale dorasta w przyśpieszonym tempie prawie zawsze kobieta. Dlaczego? Bo jest społeczne przyzwolenie na bycie wiecznym chłopcem. Zauważ jak często pada " przecież to tylko facet", albo pobłażliwe" to taki duży chłopiec". Rozczulające i śmieszne dla wszystkich za wyjątkiem samej zainteresowanej dorośnięciem tego cudownego chłopca. Ciekawe, ze nigdy nie słyszałam, a żyję ponad 40 lat słów" to taka duża dziewczynka". Ty słyszałaś?
                            • aqua48 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 15:24
                              joanna35 napisała:

                              > > Z moich obserwacji wynika, że spora część mężczyzn wcale takimi NIE JEST.
                              > I to ich usprawiedliwia?

                              Wiesz, moim zdaniem to złe postawienie problemu. Oczekiwanie, że ktoś będzie inny niż jest jest nierealne.

                              > Zauważ jak często pada
                              > "przecież to tylko facet", albo pobłażliwe" to taki duży chłopiec". Roz
                              > czulające i śmieszne dla wszystkich za wyjątkiem samej zainteresowanej dorośnię
                              > ciem tego cudownego chłopca.

                              Wiesz ja po prostu omijam z daleka tych "dużych chłopców" i nie biorę ich poważnie. Nie są dla mnie rozczulający ani cudowni. Są niepoważni. Nie przyszłoby mi do głowy aby związać się z kimś takim i na dodatek oczekiwać jego "dorośnięcia". Równie dobrze mogłabym przygarnąć kotka i oczekiwać z niecierpliwością kiedy wreszcie wyrośnie z niego tygrys oraz mieć pretensję do kota, że wszystkie moje wysiłki w tym celu (faszerowanie witaminami, kursy dla tygrysów) idą na marne.

                              I jeszcze jedno, ja nie obdarzam nikogo szacunkiem na wyrost. To nie znaczy, że pogardzam ludźmi, lub nie traktuje ich grzecznie w codziennych kontaktach. Ja mam zasadę ograniczonego zaufania w stosunku do każdego, bo wiem że każdy jest w jakiś sposób ułomny. Może dzięki temu nie przeżywam jakiś niesamowitych rozczarowań. I zaskoczeń, że rzeczywistość odbiega od moich oczekiwań, a ludzie się nie podporządkowują mojej wizji, tylko robią po swojemu?
                              • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 15:43
                                Aquo droga , ja się z Tobą zgadzam, w calej rozciągłości, tylko ja nie pisałam z perspektywy dojrzałej kobiety z prawie dwudziestoletnim stażem małżeńskim. Większośc osób wchodzi w związki małżeńskie między 20a 30 rokiem życia, a wtedy nie ma się takiej wiedzy o jakiej piszesz ani o sobie ani tym bardziej o innych. No chyba, ze pochodzi się z domu, w którym nie było żadnych dysfuncji, ale śmiem twierdzić, ze to zdecydowana mniejszość. Prawda jest taka, ze ktoś kto ma problem z bliskością, a nie zdaje sobie z tego sprawy, będzie przyciągał i szukal osoby o podobnej konstrukcji psyhicznej.Poza tym weź pod uwagę, ze za czasów naszej wczesnej;-) młodości terapia psychologiczna nie była tak rozpowszechniona jak jest obecnie. To daje nadzieję na lepsze wybory dla młodych, ale....nie na darmo mówi się, ze miłośc jest ślepa, pojedyńcza jaskólka też wiosny nie czyni więc niekoniecznie jakieś pojedyńcze, odosobnione zachowania muszą budzić czujność. Wiesz co, mam bliskie rozwiedzione koleżanki i kiedy panowie znaleźli sobie nowsze modele obie były w szoku, jedno z małżeństw w ogóle uchodziło za idealne. Zdziwiłabyś się jakie rzeczy "zobaczyły" panie wswoich ponad dwudziestoletnich małżeństwach.
                                • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 15:44
                                  psyCHIcznej - przepraszam
                                • aqua48 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 16:04
                                  joanna35 napisała:

                                  > ja nie pisałam
                                  > z perspektywy dojrzałej kobiety z prawie dwudziestoletnim stażem małżeńskim. Wi
                                  > ększośc osób wchodzi w związki małżeńskie między 20a 30 rokiem życia, a wtedy n
                                  > ie ma się takiej wiedzy o jakiej piszesz ani o sobie ani tym bardziej o innych.

                                  Masz rację, dlatego uważam, że należy mówić o takich sprawach głośno, żeby kobiety były bardziej świadome, nie tylko na co się porywają, ale też jakie mają potem możliwości.

                                  >za czasów n
                                  > aszej wczesnej;-) młodości terapia psychologiczna nie była tak rozpowszechniona
                                  > jak jest obecnie. To daje nadzieję na lepsze wybory dla młodych, ale....nie na
                                  > darmo mówi się, ze miłośc jest ślepa,

                                  Za czasów mojej młodości (jestem chyba nieco starsza) terapia była wręcz czymś wstydliwym.
                                  Dlatego ja na przykład rozmawiam z moimi dziećmi o ich wyborach i mówię wprost, że wiążąc się kimś biorą sobie tę osobę wraz z ich rodziną i że to też trzeba brać poważnie pod uwagę, a nie tylko miłość i zauroczenie. Że dobrze jest jeśli rodziny są podobne i polubią się, że to lepiej rokuje na dłuższy związek jeśli para wywodzi się z podobnych społecznie środowisk, bo wtedy oczekiwania nie rozbiegają się tak straszliwie. A podobny status majątkowy pozwala na równiejszy start.

                                  > Wiesz co, mam bliskie rozwiedzione koleżanki i kiedy panowie znaleźli sob
                                  > ie nowsze modele obie były w szoku, jedno z małżeństw w ogóle uchodziło za idea
                                  > lne. Zdziwiłabyś się jakie rzeczy "zobaczyły" panie wswoich ponad dwudziestolet
                                  > nich małżeństwach.

                                  Mam podobnie, moje koleżanki po przeszło dwudziestu latach "idealnych" małżeństw obudziły się w związkach przemocowych. Jedna z ewidentnym psychopatą, świetnie ukrywającym się do końca przed opinią publiczną. Dobrze, że potrafiły z nich wyjść, choć nie bez szwanku dla dzieci niestety. I to jest najbardziej bolesne. Bo dorosły jakoś sobie da radę, lepiej lub gorzej ale próby wychowywanie dziecka w związku nie rokującym i niszczącym mu psychikę to już dramat. Zwłaszcza jak się słyszy: "zgadzałam się na to dla dobra dziecka".
                              • sanciasancia Re: Czwarta prawda 03.06.13, 22:56
                                > Wiesz ja po prostu omijam z daleka tych "dużych chłopców" i nie biorę ich poważ
                                > nie. Nie są dla mnie rozczulający ani cudowni. Są niepoważni. Nie przyszłoby mi
                                > do głowy aby związać się z kimś takim i na dodatek oczekiwać jego "dorośnięcia
                                > ". Równie dobrze mogłabym przygarnąć kotka i oczekiwać z niecierpliwością kiedy
                                > wreszcie wyrośnie z niego tygrys oraz mieć pretensję do kota, że wszystkie moj
                                > e wysiłki w tym celu (faszerowanie witaminami, kursy dla tygrysów) idą na marne
                                Ale przecież nawet jeżeli człowiek wydaje się być dorosły, nie masz pewności, jak zachowa się w sytuacji kryzysowej. Możesz mieć nadzieję, że zachowa się lepiej niż "duży chłopiec", ale nigdy pewności. I są rzeczy, które wychodzą w praniu.
                          • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 12:37
                            A co do szacunku to ja myślę tak- spotyka się dwoje ludzi, pojawia się zainteresowanie, zafascynowanie, zauroczenie, zakochanie i szacunek, moim zdaniem jest czymś co jest dane w pakiecie. Nie mówię tu o przypadkach patologicznych tylko takich jakich doświadczyłyśmy wszystkie. To najczęściej dopiero wtedy kiedy opadną różowe okulary okazuje się czy nie obdarzyłyśmy kogoś tym szacunkiem na wyrost. Może się mylę, ale myślę, ze w większości związków ten szacunek na "dzień dobry" jest, niestety, bardzo często est tak, ze partnerzy(znowu częściej panowie) uważają, ze im szacunek i miłość nalezy się tylko za to, że są. Gdzieś kiedyś przeczytałam, ze dziecko kocha się za to, ze jest dorosłego za to jakim jest.
                        • blond_suflerka Re: Czwarta prawda 02.06.13, 11:58
                          joanna35 napisała:

                          Popatrz nawet na tym forum - czy ktokolwiek k
                          > iedykolwiek powiedział tully, że z pewnością jeste zmęczona, że przy tak wypeł
                          > nionym dniu ma prawo mieć dość i oczekiwać od partnera konkretnej pomocy, że bi
                          > orąc pod uwagę jej problemy zdrowotne(depresja) doskonale sobie radzi. Ja nie p
                          > amiętam, za to non stop opiekuńczymi skrzydłami otacza się męża, o którym nie
                          > wiemy nic. A skoro nie wiemy nic to dlaczego nie przyjąć za pewnik, ze ona pisz
                          > e prawdę, że nawet jeżeli jest upierdliwa to ma po temu realne powody, powtarza
                          > jące się powody?
                          > .

                          Joanno, zwrócilaś uwagę na niezwykle cenną rzecz. I tak sobie myślę, że to jedna z fajniejszych spraw na forum, to, że wypowiadają się tu różne osoby i wypowiadają się z różnych perspektyw. I masz racje, że takich słów jest tu mało chociaż nie znaczy to, że nie ma ich w ogóle. W wątku o dziewczynie w ciąży z gruzinem było dużo słów wsparcia. Może dlatego, że dziewczyna pisała o naprawdę poważnych rzeczach(mam tu na myśli jakieś sugestie o skończeniu ze sobą) i to jakoś obudziło bardziej tę opcję wsparcia a nie rad. Może Twój post sprawi, że radzący(również ja) złapią większy balans pomiędzy radami i wsparciem?
                          Na usprawiedliwienie tego zjawiska powiem, że najpewniej wynika to z chęci pomocy a ta z kolei jest bardziej wymierna wtedy jeśli ktoś dostaje konkretne rady, jakieś narzędzia dzięki którym będzie mógł zmienić swoją sytuacją. Wsparcie w postaci słuchania czy mówienia 'rozumiem, że ci ciężko' też jest na pewno ważne ale zbyt często z tego wsparcia nic nie wynika. Bo to jest tak, że jak ktoś ma problem i idzie się wygadać to dostaje wsparcie na parę godzin czy dni. Trochę wyrzuci z siebie te nagromadzone emocje, trochę nakarmi się czyjąś siłą ale nie rozwiązując problemu za chwilę będzie dokładnie w tej samej sytuacji co przed wspierającą rozmową. Te wszystkie rady są pewnie po to, żeby uniknąć tego jałowego wsparcia a powiedzieć coś co może realnie przyczynić się do zmiany czyjejś trudnej sytuacji. Oczywiście jestem przeciwna jakiejś nagonce, braku empatii i tym podobnym rzeczom.
                          To forum też ma swoją specyfikę bo mam wrażenie, mniej jest taką wyżalnią a więcej tu fachowych porad ale na pewno są miejsca gdzie można się wyżalić, tak po prostu.
                          A co do sytuacji Tully czy Twojej czy każdej innej trudnej i takiej w której nie ma łatwych decyzji to wydaje mi się, że trzeba też pamiętać o instytucji psychoterapii bo forum nie jest w stanie wszystkiego załatwić. Nie bez powodu terapia trochę trwa. Dotrzeć do pewnych nieuświadominych mechanizmów a potem je zmienić, to wszystko zajmuje czas. Tu na forum coś może się ruszyć, coś można sobie uświadomić, można dostać właśnie wsparcie w postaci feedbacku, że dany problem jest poważny i dana osoba nie przesadza, można się czegoś dowiedzieć, itd no ale przy poważnych problemach to jednak trzeba pracy i czasu. Psychoterapia daje i wsparcie(nie w postaci klepania po ramieniu ale w innej) i jakieś fachowe ramy tej pracy.
                          I jeszcze jedna rzecz o której piszesz. Masz rację, czasem człowiek się trochę rozpędza z diagnozami, interpretacjami i pewnością, że ma rację. Tyle tylko, że to dotyczy wszystkich, nawet fachowców bo nawet lekarz czasem ulega rutynie i coś przeoczy. To jest chyba wpisane w dialog i relacje, jaka ona by nie była. Warto chyba wtedy po prostu zwrócić uwagę tej osobie a samemu posłuchać swojej intuicji.
                          • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 12:20
                            Blond zacznę od tego, ze jestem podogromnym wrażeniem wiedzy "sprzedawanej' na tym forum przez forumki. Sama z niej korzystałam i korzystam, nawet kiedy wątek nie dotyczył mnie. Może nawet bardziej niż kiedy dotyczył mnie, bo wtedy do głosu dochodzą emocje. Ja chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, ze czasami człowiek ma tak serdecznie dość, że nie chce żadnych rad, chce, zeby go ktoś przytulił(nawet wirtualnie), pogłaskał i powiedział, ze będzie dobrze. To przecież nic nie kosztuje, a jak bardzo zmienia odbiór ewentulanych rad, które się później pojawią. Słowa "wiem, ze ci cięzko, rozumiem cię, też tak miałam" na dzień dobry naprawdę potrafią zdziałać cuda, choć pewnie nie w każdym przypadku:-) Czy zastanawiałyście się kiedyś jak bardzo trzeba być samotnym w realu żeby szukać wsparcia w świecie wirtualnym?
                            • aqua48 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 15:29
                              joanna35 napisała:

                              Czy zas
                              > tanawiałyście się kiedyś jak bardzo trzeba być samotnym w realu żeby szukać wsp
                              > arcia w świecie wirtualnym?

                              Tak, masz rację, że poruszasz ten aspekt. Ja po prostu szukam tu odpowiedzi na rozmaite moje pytania i dowiaduję się często zaskakujących mnie rzeczy, co pomaga mi więcej i lepiej rozumieć w realu. Wsparcia raczej nie oczekuję, więc pewnie sama jestem zamknięta na dawanie go a to duży, duży błąd. Przepraszam i proszę o wybaczenie jeśli kogokolwiek uraziłam moimi wpisami. To co napisałaś jest bardzo mądre i głębokie.
                              • joanna35 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 15:48
                                Zawstydziłam się. Miło mi, ale nie zmienia to faktu, ze chylę czoła przed wiedzą Twoją i całego mnóstwa mądrych Forumek, które tu spotkałam. Po prostu czasami emocje biorą górę, niestety:-(
                                • zuzi.1 Re: Czwarta prawda 02.06.13, 22:56
                                  A ja b. lubię takie konkretne, inteligentne babki jak Tully. I wiem, że takie kobiety zazwyczaj nie mają łatwo w życiu rodzinnym z mężem. Może panowie cięzko znoszą takie silne osobowości...

                                  Poza tym czytając opis zachowań męża Tully, cały czas nasuwa mi się jedno nieodparte wrażenie, że ten człowiek zachowuje się tak, z uwagi na swoje wczesniejsze doświadczenia z dzieciństwa, tj. manipulacje i przemoc psych. Tully, proszę przeczytaj dokładnie od dechy do dechy jedną książkę "Mechanizmy przemocy w rodzinie z pokolenia na pokolenie" A. Widera Wysoczańska. Autorka jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą. Robi w tej książce w kilku rozdziałach rozbiór na czynniki pierwsze konsekwencji wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej, pod kątem zmian w mózgu i w systemie nerwowym takiego człowieka i ich wpływu na jego późniejsze zachowania w życiu dorosłym. Pisze m.in. o tym, iż takie długookresowe doświadczenia urazowe powodują zmiany w mózgu i w systemie nerwowym, które są podstawą nadmiernie biernych lub agresywnych zachowań. Pisze równiez o tym, iż takie osoby mają czesto problemy z pamięcią, obniżony poziom empatii, często słabo się realizują w życiu zawodowym i akceptują zawodowo pozycje znacznie niższe, niż normalnie powinny, są opozycyjne w związkach, mają zaburzenia nastroju itd. I że konsekwencje urazów chronicznych (tj. długotrwałej przemocy) mogą pojawic się dopiero w zyciu dorosłym, dluuuuuuugo po zakończeniu przemocy.
                                  • blond_suflerka Re: Czwarta prawda 02.06.13, 23:23
                                    O kurde Zuźka, to nam tu wkleiłaś bardzo optymistyczną wiadomość na koniec dnia;)
                                    Czytałam o tym już kiedyś ale mam jednak nadzieję, że tak samo jak przemoc 'robi' zmiany w mózgu tak samo można to odwrócić robiąc inne, dobre rzeczy. Zresztą to też udowodnione naukowo, że psychoterapia zmienia mózg tak samo jak farmakoterapia.
                                    • zuzi.1 Re: Czwarta prawda 03.06.13, 00:08
                                      Tully i jeszcze jedna ksiązka dla Ciebie do przeczytania koniecznie: "Życie w związku partnerskim po trudnym dzieciństwie" czyli jak życ z partnerem, który ponosi skutki dysfunkcyjnej rodziny aut. Albert M. Geelman
                                    • aandzia43 Re: Czwarta prawda 03.06.13, 20:57
                                      Zresztą
                                      > to też udowodnione naukowo, że psychoterapia zmienia mózg tak samo jak farmako
                                      > terapia.

                                      Nie poniósł cię entuzjazm nadmiernie? Chyba jednak nie "tak samo". Nie śpiewam hymnów pochwalnych nad żadną z form terapii, bo każda dobra, tylko każda na inną przypadłość i u konkretnego człowieka. Nie chciałabyś chyba być "leczona" w ostrym ataku manii czy w schizofrenii psychoterapią? W endogennej depresji czy w uszkodzeniach hipokampa w wyniku przewlekłego stresu też raczej wolałabyś wspomóc się lekami? Z drugiej strony w depresji sytuacyjnej wolałabyś pewnie poddać się psychoterapii, zamiast łykać latami piguły?
                                      • triss_merigold6 Re: Czwarta prawda 03.06.13, 21:30
                                        Poprawka drobna. W depresji sytuacyjnej z powodzeniem jest stosowana farmakologia, m.in. po to, żeby depresja nie przeszła w przewlekłą i nie rozwaliła przy okazji całej gospodarki hormonalnej organizmu. Sama brałam właśnie w sytuacyjnej, awaryjnie.
                                        • aandzia43 Re: Czwarta prawda 03.06.13, 21:44
                                          Zgadza się. Ja pozwoliłam sobie na grube uproszczenie dla wzmocnienia efektu :-)
                                      • sanciasancia Re: Czwarta prawda 03.06.13, 23:18
                                        > Nie poniósł cię entuzjazm nadmiernie? Chyba jednak nie "tak samo".
                                        Wydaje mi się, że tak samo odnosiło się do samego faktu zmiany.

                                        A poza tym, ciagle mało wiadomo. Nie do końca dobrze znamy mechanizmy działania leków (w mózgu). Nie wiemy za wiele na temat plastyczności mózgu oraz jej chemii. A chemia mózgu zmienia się pod wpływem bodźców i te zmiany mogą być długotrwałe.
                                        • blond_suflerka Re: Czwarta prawda 04.06.13, 00:13
                                          sanciasancia napisała:

                                          > A poza tym, ciagle mało wiadomo. Nie do końca dobrze znamy mechanizmy działania
                                          > leków (w mózgu). Nie wiemy za wiele na temat plastyczności mózgu oraz jej chem
                                          > ii. A chemia mózgu zmienia się pod wpływem bodźców i te zmiany mogą być długotr
                                          > wałe.

                                          Otóż to.
                                      • blond_suflerka Re: Czwarta prawda 04.06.13, 00:11
                                        aandzia43 napisała:

                                        > Nie poniósł cię entuzjazm nadmiernie? Chyba jednak nie "tak samo".

                                        Spokojnie;) Entuzjazm to dobra rzecz!
                                        Po pierwsze to pisałam szybko i krótko z żartobliwym wstępem do Zuzi bo już późno było.
                                        Po drugie mowa tu była o pewnych zaburzeniach a nie o poważnych chorobach psychicznych. Po trzecie badanie pokazują, że psychoterapia może działać tak samo jak leki więc czemu to 'tak samo ' Cię oburzyło(z zaznaczeniem, że sytuacja ta nie dotyczy każdej jednostki chorobowej).
                                        Po czwarte pozytywne wyniki badań sprawiają, że tych badań jest coraz więcej i dotyczą one coraz większej liczby jednostek chorobowych. Być może za jakiś czas okaże się, że nawet w tych poważnych rozpoznaniach psychopatologicznych, psychoterapia działa(badania dotyczą różnych technik, może to kwestia wyselekcjonowanie tej najwłaściwszej).
                                  • tully.makker Re: Czwarta prawda 03.06.13, 08:46
                                    To, co piszesz brzmi rzeczywiscie jak opis mojego partnera. Ktos wczesniej sugerowal ZA - nasza przyjaciolka (no dobra, moja przyjaciolka, jego znajoma LOL) ktora jest psychlozka i psychoterapeutka specjalizujaca sie wmiedzy innymi w ADHD doroslych twierdzi, ze chlop ma ADHD powiklane zaburzeniem opozycyjno buntowniczym.

                                    Co do przemocy - dzieci z ADHD czesto padaja ofiara przemocy, co wynika z duzej ilosci trudnosci wychowawczych. Przerabiam takie trudnosci na codzien w swoim domu, wiec w sumie moge doskonale zrozumiec ten mechanizm, sama czasem mam mysli mordercze. Od czasu do czasu slysze historie o laniu kablem, ale z 2 strony, 35 - 40 lat temu takie postepowanie wobec dzieci bylo norma, niestety. Ja tez pamietam, że ze 3 - 4 razy w dziecinstwie dostalam lanie, i ze to nie byl zaden ewenement na tle rowiesnikow (a mieszkalam w bardoz specyficznej, inleligenckiej okolicy, raczej bez zadnych specjalnych patologii).

                                    Zuzi, ja to wszystko rozumiem. Ale ja juz nie chce. dzisiejszy poranek po raz kolejny uswiadomil mi, ze to nie ma naj,mniejszego sensu. Szykujemy sie do pracy, Drugiego do szkoly. Chlop pyta cos o salami, odpowiadam, nie zdarzylam nawet wypowiedziec 2 zdan, a on patrzy na mnie z nienawiscia i syczy: a po co ten ślinotok

                                    Drugi nic nie rozumie, ale podchwytuje okazje do rozroby i zaczyna spiewac: mama jest slinotok, mama jest slinotok (bo nie zna slowa).

                                    To jest koooorwa ponad moja wytrzymalosc i nie obchodzi mie, czy facet byl czy nie byl ofiara przemocy. Ja nie mam zamiaru byc ofiara jego problemow psychicznych, i nie pozwole, zeby demoralizowal dzieci.
                                  • aandzia43 Re: Czwarta prawda 03.06.13, 20:50
                                    Pisze m.in. o tym, iż takie długookresowe
                                    > doświadczenia urazowe powodują zmiany w mózgu i w systemie nerwowym, które są p
                                    > odstawą nadmiernie biernych lub agresywnych zachowań. Pisze równiez o tym, iż t
                                    > akie osoby mają czesto problemy z pamięcią, obniżony poziom empatii, często sła
                                    > bo się realizują w życiu zawodowym i akceptują zawodowo pozycje znacznie niższe

                                    Wszystko prawda. Tej książki nie czytałam, ale temat z grubsza znam. Ale jest granica wytrzymałości (dla każdego pewnie inna), poza którą guzik nas obchodzi, co doprowadziło osobę robiącą nam kuku do tego, że nam to kuku robi. Im cieńszą ma się skórę, tym szybciej przestaje się drążyć temat w nieskończoność, tym szybciej włącza się instynkt samozachowawczy i tym szybciej robi się w tył zwrot. Tully ma siłę słonia i skórę słonia, więc dużo zniosła. Nie jako bezwolna ofiara i męczennica, tylko jako twarda, starająca się zbawić ode złego swojego ukochanego, kobieta. Ale jak widać i jej odporności nadszedł kres.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka