igge
08.12.13, 12:31
Zaczynam terapię, chciałam i ucieszyłam się z takiej możliwości bo generalnie jestem kłębkiem problemów i złych nawyków i rodzina ze śmiechem ale jednak mnie non-stop koryguje. Ale, hmmm... zaskoczyło mnie pierwsze pytanie psychologa. Czy sama czuję się ze sobą dobrze? Bez namysłu odpowiedziałam, że tak. Czy chciałabym coś w sobie zmienić? Zamilkłam bo nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wydaje mi się, że całę życie próbuję być lepszym człowiekiem, zmieniać się. Tu i teraz, na chwilę obecną czuję się dobrze sama ze sobą, niespecjalnie coś chcę w sobie zasadniczo zmieniać, a jeżeli juz to prawie wszystko i to bez przekonania, raczej nie dla siebie ale dlatego, żeby mężowi było ze mną łatwiej, ( często narzeka, marudzi, że wszystko robię inaczej niż on) bo sama wypracowałam sobie zadowolenie z życia takiego jakie mam i jestem szczęśliwa.
Oczywiście mogłabym np popracować serio nad swoją otyłością i objadaniem się, nad samodyscypliną (nie uprawiam żadnego sportu poza okazjonalnymi spacerami z psem), nad tym, że czasami np wypożyczam niemal sto książek z biblioteki i czytam dziesięć na raz itp
Ale z drugiej strony moje zdrowie niespecjalnie jest dla mnie ważne, wyglądam ok i podobam się sobie, zamiast biegać po lesie wolę posiedzieć z książką na kanapie, mam co robic, mam dobry nastrój, mam swoje małe sukcesy, radości, przyjaciół, kontakty towarzyskie. Właściwie niczego mi do szczęścia nie potrzeba, nauczyłam się sama wychodzić wieczorami i w weekendy z domu, żeby dać troche przestrzeni partnerowi i nie zawracać głowy swoimi zainteresowaniami mężowi i dzieciom (choć czasami mi towarzyszą bo lubimy tez razem spędzać czas). Kiedyś robiliśmy latami zawsze i wszystko razem. Kiedyś umierałam z tęsknoty jak mąż wyjeżdżał do pracy i utrudniała mi ta tęsknota normalne funkcjonowanie ale jakoś ostatnio poradziłam sobie z nią i bez psychologa. Tęsknię, ale ogarniam to co trzeba, obowiązki, i zachowuję dobry humor, kiedyś bez męża wpadałam w depresję. Czy z powodu marudzenia męża, że nie wycieram zlewu do sucha, czy karmię psy przy stole (ucząc je żebrania) itp drobiazgów warto rozpoczynać terapię? Męża drażni nadmierna liczba książek w domu i ,cytuję, chaos jaki wprowadzam w dom i w życie (np chcąc częściej odwiedzać teściową, kupując trzeci płyn do kąpieli, nie chcąc wyrzucać ubrań, które są na mnie przyciasne lub które rzadko noszę). Może powinnam psychologowi powiedzieć, że mam 45 lat i pora wreszcie zacząć przypominać inne 45latki tzn nauczyć się być dojrzałą pania w średnim wieku i odpowiednim poważnym zachowaniem i wykorzenić z siebie wygłupiającą się dzidzię piernik ? Nie wiem. Zycie, małżeństwo, dzieci moje są ok. Warto niewątpliwie skorzystać z terapii, do doskonałości mi daleko aczkolwiek małż twierdzi, że generalny remont żony mu nie jest potrzebny (ale przecież czasami traci cierpliwość i denerwują go całkiem często, od ponad roku moje zachowania, moje chyba wady) Czy psycholog sam może stwierdzić co mi dolega i sam zasugerować nad czym będziemy pracować, co sama powinnam w sobie zmienić? Układy z matką i z teściową mam teraz wzorowe, dające dużo radości. Z mężem w sumie też. Z dziećmi. Psycholog zasugerował tzn zapytał delikatnie czy przypadkiem sama sobą nie jestem czasami zmęczona? :))) Mam wrażenie, że ta możliwość terapii przyszła do mnie za późno, wtedy kiedy największe problemy ze sobą i z rodziną zostały rozwiązane. Mam nadzieję, że na dobre, a nie tylko tymczasowo. Moja przyjaciółka, która rok chodziła prywatnie do psychologa stwierdziła, że każdy raz w roku dla higieny psychicznej powinien być przebadany przez takiego specjalistę, to jak obowiązkowa kontrolna wizyta u dentysty, jej ten rok pomógł i nie żałuje wydanych niemałych pieniędzy na terapię.