borys314
07.05.14, 03:57
Jestem dość samoświadomy, ale to zjawisko nie do końca potrafię rozszyfrować, a jest dość dokuczliwe.
Jak w tytule - ciągle czuję się oceniany. I sam ciągle oceniam innych i siebie - podobno bardzo surowo (siebie surowiej). Bardzo dobrze znoszę krytykę, gdy wiem, że jest uzasadniona. Gdy w moim odczuciu jest nieuzasadniona, boli mnie i denerwuje. Nie mogę znieść myśli, że ktoś mógłby mnie negatywnie ocenić na podstawie jednej sytuacji, niepełnych informacji czy niesprawiedliwie. Ale gdy ktoś ocenia mnie negatywnie na podstawie realnej znajomości moich poglądów, wyborów itd., nie dotyka mnie to.
Podam 2 przykładowe sytuacje:
1) Mam w pracy bliskiego kolegę, którego szanuję i cenię zarówno zawodowo, jak i prywatnie (jesteśmy zaprzyjaźnieni). Kolega jest specem w branży - jest świetny merytorycznie, cały czas się dokształca, czyta czasopisma fachowe, praca jest jego pasją itd. Ja też kiedyś taki byłem, ale ze względu na różne kwestie nie byłem już w stanie tak się starać - i siłą rzeczy jakość mojej pracy na tym ucierpiała. I teraz ilekroć pracujemy nad czymś razem albo kolega ogląda efekty mojej pracy, myślę sobie, że pewnie myśli o mnie, że jestem mało zdolny, nieprofesjonalny, że pewnie nie mówi mi, że moja praca jest słaba, bo się przyjaźnimy, ale w głębi serca mnie zawodowo lekceważy. Niedawno szkoliłem nowego pracownika, po tym przeszkoleniu przeszedł pod skrzydła mojego kolegi. A ja sobie wyobrażałem, że pewnie mówi mu, że byłem nieprzygotowany, że go źle szkoliłem itd. Istotne informacje - szkolenie pracownika przypadło na moment dla mnie trudny i rzeczywiście średnio się do tego przykładałem, a nowy pracownik był bardzo lotny. Kolega i ja pracujemy na równorzędnych stanowiskach, nie jest i nigdy nie był moim przełożonym.
2) Wybierałem się z kobietą, z którą jestem, na imprezę. Wiedziałem, że będzie tam jej kolega, który jest nią zainteresowany (to fakt, nie moje domniemanie). Bardzo mi zależało, żeby się pokazać od dobrej strony, żeby niejako się "napuszyć" przed nim. Nie czuję się od niego gorszy pod żadnym względem, zresztą ledwie człowieka znam. Przed wyjściem długo dobierałem strój, starałem się dobrze wyglądać. Impreza była trochę nudna, więc piłem szybciej niż zwykle. Ów kolega przyszedł dość późno, byłem już trochę wstawiony (nie pijany). Trochę rozmawialiśmy i poruszyłem tematy, których nie chciałbym poruszyć, gdybym był zupełnie trzeźwy, nie od tej strony chciałbym się pokazać. Potem przez 3 dni rozpamiętywałem, co mogłem zrobić/powiedzieć lepiej (wtf?!) i to, że chcąc dobrze wypaść, zwróciłem uwagę na wygląd, a nie pomyślałem o tym, żeby ograniczyć picie.
Powiecie - silna potrzeba kontroli. Na pewno. Niskie poczucie własnej wartości? Może. Jedna z forumowiczek pisała niedawno, że ma zarazem poczucie wyższości i niższości. U mnie jest podobnie. Z jednej strony czuję się wyjątkowy, widzę, że mam mnóstwo zalet, doceniam siebie, z drugiej - co mogłoby spowodować taki lęk przed oceną, jeśli nie niskie poczucie własnej wartości? I dlaczego boli mnie tylko nieuzasadniona negatywna ocena? (czy choćby jej możliwość). Gdy ktoś wysuwa opinię na podstawie niepełnych danych, to źle świadczy o nim. Dlaczego więc obchodzi mnie jego opinia?
Mam nadzieję, że to jasno przedstawiłem. Będę wdzięczny za wszelkie komentarze.