katass
12.02.15, 09:04
To w sumie taki krzyk, bo chyba coraz gorzej sobie radzę ze sobą. Kryzys w moim małżeństwie jest ogromny, jest tak ogromny, że straciłem całą chęć do życia i jakąkolwiek radość.
Sam nie jestem bez winy, ale chłód i zachowanie żony odczuwam jako karę lub formę nienawiści. Kiedy tylko ona potrzebuje wsparcia i rozmowy, zawsze je ode mnie dostaje, staram się jak mogę - kiedy ja chcę rozmawiać o ratowaniu małżeństwa dostaję nienawiść, odpycha mnie i ignoruje. Nie raz to doprowadzało do awantur kiedy mnie zbywa, wyzywa od żenujących, mówi jak mnie nienawidzi, nie kocha i jak jestem zły. A ja tylko chciałem być mężem i ojcem, chciałem małżeństwa z ciepłem i bliskością ale życie z żoną, która nie potrafiła mnie nigdy nawet przytulić i pocałować spowodowało, że jest mi bardzo źle :(
Jestem chyba w fatalnym stanie, potrafię nie jeść po kilka dni, rano ledwo wstaje, szukam w domu zajęć byle nie kłaść się do łóżka.
Nawet dziś rano, poprosiłem "kochanie, 5 minut i wstaję" - nie byłem w stanie zwlec się z łóżka :( Dostałem awanturę, walenie szufladami i głośne na cały dom narzekanie na mnie przy dziecku jaki jestem zły i czego nie zrobiłem... Wstałem i przeprosiłem żonę, że nie mogłem wstać bo późno poszedłem spać
Od kilku miesięcy planuję samobójstwo. Wybrałem jak, ale czuję, że to jeszcze nie ten moment - mam wrażenie, że za bardzo kocham córeczkę żeby ją zostawić. Tylko to mnie trzyma. Całymi dniami potrafię siedzieć w internecie i szukać informacji jak to zrobić, potem siedzę i płaczę jak małe dziecko w tajemnicy przed żoną, jestem potwornie rozbity i czuję się opuszczony, niechciany i niekochany.
Zapisałem się do psychiatry, ale - co pomogą mi leki skoro w domu nic się nie zmieni :( Ja nie byłem idealny, ale wszystko dałoby się naprawić gdyby moja żona wykazała wolę rozmowy i WSPÓLNEJ naprawy, ja już tak bardzo się dla niej zmieniłem a ona wciąż traktuje mnie tak samo :(