Emigracja na tle rodzinnym

22.06.15, 13:45
Zakładam nowy wątek zainspirowana watkami o parentyfikacji i dzieciach " klapsowanych" i zastraszanych i niemożności sprzeciwienia sie " bo to przecież rodzina".

Gdy czytałam wątek o parentyfikacji i dzieciach - domyślam sie dzisiaj juz osobach w wieku dojrzałym - spełniających wszystkie zachcianki i fochy rodziców to aż mnie ciarki przechodziły.

Tak sobie pomyslałam ze gdybyśmy wszyscy żyli dokładnie tak jak żyli nasi rodzice lub dziadkowie to świat by sie w ogóle nie posuwał do przodu.

Mieszkam za granica juz 17 lat i widziałam mnóstwo osób ktore uciekły przed Polska mentalnością, zwłaszcza przed obowiązkami wobec rodziców polegającymi na organizowaniu im życia towarzyskiego, spędzaniu z nimi każdego weekendu " bo przecież mamy samej nie zostawię" , " opiekowaniu sie " absolutnie sprawnymi i zdrowymi rodzicami " bo tak trzeba".
Te osoby założyły własne rodziny, maja mężów/ zony i dzieci co w Polsce byłoby niemożliwe. W ramach urlopu podróżują co tez bylobyniemozliwe - nie można podróżować - trzeba sie zajmować matka. W Polsce im wyraźnie powiedziano " masz sie zajmować matka !!!!!".

W znanej mi rodzinie obecne pokolenie wnuków ( 3 osoby) totalnie odcięło sie od rodziny. Nie przyjeżdzają, nie odwiedzaja, nie dzwonią. Chcą żyć życiem wykształconych młodych ludzi , chodzić do kina, teatru, czytać, rozwijać sie intelektualnie i zawodowo. Natomiast wyłamały sie spod brutalnej dyktatury dziadków. W tej samej rodzinie pokolenie dzieci ( 50 - 62 lata) spełnia wszystkie zachcianki i kaprysy ojca i matki. Rodzice , jak ktos juz wczesniej wspomniał, nie sa żadna podpora. Gdy jedno z tych dzieci straciło prace, musiało to ukrywać przed rodzicami - No bo czym by sie chwalili ?
    • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 13:49
      Jak byłam przez chwilę na forum "Toksyczni rodzice", to uderzyło mnie, jak wiele osób tam pisało z zagranicy. Przynajmniej połowa...
    • paris-texas-warsaw Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 13:57
      W takim opisie, to ci ludzie uciekli przed własna słabością nie pozwalajacą im żyć po swojemu. Odległośc pozwoliła im na nieprzejmowanie się oczekiwaniami bliskich osób, bo np. nie mogli do nich przychodzić, dzwonić tak często etc., ale dokładnie to samo mogli zrobić na miejscu, tylko musieliby nie poddawać się wysuwanym wobec nich oczekiwaniom, ustawić te relacje wg pasującego im wzorca, jawnie powiedzieć, czego chca, nic nie mówić i robić po swojemu, etc.
      • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 14:15
        No wlasnie, gfdziekolwiek jedziesz, zabierasz ze soba samą siebie.

        Inna sprawa, czy mozemy wymagac heroizmu w walce z toksyną, czy tez kazdy mma prawo radzic sobie, jak tylko moze.
      • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 14:20
        W większości ci uciekinierzy pochodzą z małych miast. Spotkaliby sie z odrzuceniem se strony całego miasteczka. Ułatwili sobie zycie wyjeżdżając. Żyją po swojemu dzięki wyjazdowi.
        Ale mam tez koleżankę mieszkająca w niewielkim mieście ktora ma w d* szacunek rozumiany jako absolutne posłuszeństwo, żyje swoim życiem pomimo tego ze rodzice mieszkają na tym samym osiedlu a teściowie na tej samej ulicy co ona.
        • paris-texas-warsaw Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 14:32
          "Spotkaliby sie z odrzuceniem se strony całego miasteczka."

          Cięzko mi sobie to odrzucenie całego miasteczka wyobrazić, a Polskę kilka lat znam:) Zabrzmiało dla mnie jak o Jagnie wywożonej na wozie ze wsi:) Chyba ci rodzice by musieli w niedzielę z ambony mówić, że dzieci je zwyzywały, okradły i wyrzuciły z mieszkania, a i wtedy nie wszystkich by to ruszyło, bo nie wszyscy na tę msze by dotarli:)
        • asia_i_p Re: Emigracja na tle rodzinnym 29.06.15, 09:26
          Małe miasteczko to ile?
          Bo ja mieszkam w 12 tys. i już widzę, jak mnie całe miasteczko odrzuca za niejeżdżenie na obiad do ojca.
    • tully.makker Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie... 22.06.15, 14:19
      Nie zetknelam sie nigdy w zyciu realnym z osoba, ktora nie jest w stanie zyc normalnie ze wzgledu na wymaganie dotyczace zajmowania sie rodzicami. I jestem ciekawa, na ile jest to sprawa kulturowa, pojawiajaca sie w pewnych srodowiskach/regional kraju, a na ile rzeczywiscie porblem ogolnopolski - ciekawa jestem bardzo waszych opinii.

      PS a nie, sorry zetknelam sie, w pewnym sensie.. Moja babcia ze storny ojca wyobrazala sobie, ze obaj synowie z rodzinami zamieszkaja z nia w jej jednopokojowym mieszkaniu. Ale synowie nie mieli cienia zamiaru, by sie zastosowac i babcia przezyla reszte zycia w nienawisci do synowych, ktore jej zabraly synkow. To byla sytuacja, kiedy byla presja ze storony rodzica, ale dzieci nie mialy cienia zamiaru jej ulegac.
      • solaris_1971 Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 14:30
        Ja jestem ciekawa ROzWiAZAN,

        W całym wątku o parentyfikacji były opisy toksycznych zachowań rodziców niszczących zycie dzieci, zawłaszczających sobie dzieci, uzurpujących sobiexsprawy do decydowania o zyciu dzieci.
        Dodam ze jak dla mnie słowo " toksyczny " w tym wypadku jest synonimem słowa chamski/ wredny/ ohydny.

        Zapytam jeszcze w tym samym wątku : jak teraz młodzi ludzie zwracają sie do teściów ? Czy ciagle mama i tata i 3 osoba liczby pojedynczej ? " czy mama była u lekarza ? Czy tacie smakowała zupa ?"
        To jest na pewno polska specjalność.
        We Francji mówi sie do teściów po imieniu przy czym następnie używa sie formy " vous". W Niemczech i w Szwajcarii mówi sie na " ty".
        • paris-texas-warsaw Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 14:36
          W Polsce tak można pytać, bo analogicznie używa się słowa "Pan", "Pani" i do tego też stosowana jest 3 os. l.p., czyli np. "czy pan może...". Chociaz ja w mowie u ludzi do rodziców tego typu zwrotów juz nie zauważam. We Francji jest 2 os. l.mn., więc też nie wprost. W Anglii 2 os. l.p. i l.mn. jest taka sama, więc pewien aspekt w ogóle umyka.

        • solaris_1971 Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 14:38
          Dodam jeszcze ze to zajmowanie sie rodzicami i rodzina, cokolwiek sie rozumie przez słowo zajmowanie sie , jest powszechne w Afryce. Tam nie iistnieją kasy chorych, nie istnieje pojęcie ubezpieczeń społecznych wiec ludzie po to maja dzieci żeby najpierw robiły w polu jako tania siła robocza a potem sie nimi na starość zajmowały. Zapobiegliwość nakazuje miec tych dzieci minimumczworo, tak na wszelki wypadek.
        • tully.makker Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 15:24
          > Zapytam jeszcze w tym samym wątku : jak teraz młodzi ludzie zwracają sie do teś
          > ciów ? Czy ciagle mama i tata i 3 osoba liczby pojedynczej ? " czy mama była u
          > lekarza ? Czy tacie smakowała zupa ?"
          > To jest na pewno polska specjalność.
          > We Francji mówi sie do teściów po imieniu przy czym następnie używa sie formy "
          > vous". W Niemczech i w Szwajcarii mówi sie na " ty".

          Na ty, lub na pani. Forma trzecioosobowa w stosunku czy to do rodzicow, czy to do teściow jest IMHO na wymarciu.
      • ola_dom Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 14:41
        tully.makker napisała:

        > Nie zetknelam sie nigdy w zyciu realnym z osoba, ktora nie jest w stanie zyc normalnie ze
        > wzgledu na wymaganie dotyczace zajmowania sie rodzicami.

        Ja jestem jak najbardziej realna, a swoją niezależność od matki muszę niemal wyszarpywać. Bo nie jest w stanie jej znieść. Totalna symbioza - to jest jej ideał w relacji z córką. I tak, moje życie nie było normalne (choć z wierzchu niektórym tak mogło się czasem wydawać, ba! - spotkałam się nawet z zazdrością, że "mam takie fajne relacje z mamą"), teraz tej normalności się uczę.
        A dobrze wiem, przez jak wiele wiele osób takie chore relacje wcale nie są postrzegane jako chore (choć nie wszystkie, i jak niedawno od starego znajomego usłyszałam: "wiesz Olu, Twoja relacja z mamą zawsze była trudna" - to mnie zatkało) - więc być może znasz takie osoby, ale nie wiesz, jak relacja z rodzicami je męczy. Bo nie siedzisz w ich głowie, a ci się przeważnie nie skarżą. Bo jak się zaczynają skarżyć - to znaczy, że sobie już uświadomili to i owo. A to jest pierwszy krok, żeby coś pozmieniać. Ale niestety ludzie często nie zdają sobie sprawy, że przez rodziców żyją nienormalnie - bo to jest ich "norma" - jedyna, jaką znają.

        > I jestem ciekawa, na ile jest to sprawa kulturowa, pojawiajaca sie w pewnych
        > środowiskach/regional kraju, a na ile rzeczywiscie porblem ogolnopolski - ciekawa jestem
        > bardzo waszych opinii.

        Nie wydaje mi się, żeby to było jakieś regionalne. I raczej nie dotyczy wyłącznie małych miasteczek i obawy przed ostracyzmem środowiska. Opinię środowiska akurat mam dość głęboko w d... . Ale opinia mojej matki, jak się okazało, dźwięczała w mojej głowie ważniejsza od wszystkiego. A na pewno od mojej własnej opinii i zdania na ten temat.
        Aha - mieszkam w "Warszawie i okolicach".
        • tully.makker Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 15:22
          więc być może znasz takie osoby, ale nie wiesz, jak relacja z rodzicami je męczy. Bo nie siedzisz w ich głowie, a ci się przeważnie nie skarżą.

          Masz racje, wielu rzeczy nie wiem. Ale w poscie zalozycielskim byly opisane konkterne sytuacje, np dotyczace spedzania wakacji albo poswiecania calego wolnego czasu rodzicom, badz niemoznosci zalozenia wlasnej rodziny. Z takimi sytuacjami sie nie zetknelam, choc nie wykluczam, ze takie oczekiwania mogly byc ze strony rodzicow, Natonmiast fakty wskazują, ze dzieci daly temu czyny badz bierny, ale skuteczny odpor.
          • ola_dom Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 22.06.15, 15:32
            tully.makker napisała:

            > w poscie zalozycielskim byly opisane konkterne sytuacje, np dotyczace spedzania wakacji albo
            > poswiecania calego wolnego czasu rodzicom, badz niemoznosci zalozenia wlasnej rodziny. Z
            > takimi sytuacjami sie nie zetknelam, choc nie wykluczam, ze takie oczekiwania mogly byc ze
            > strony rodzicow, Natonmiast fakty wskazują, ze dzieci daly temu czyny badz bierny, ale
            > skuteczny odpor.

            No tak :).
            Oczekiwania rodziców to jedno, a ich spełnianie to drugie.
            Natomiast niespełniane oczekiwania i wzbudzane przez to poczucie winy także bywa bardzo trujące - jak właśnie sobie pomyślałam. Ale to już głębsze kwestie i je czasem trudno na pierwszy rzut oka zauważyć - nawet samym zainteresowanym.
      • sanciasancia Re: Czytam takie watki na forum i zastanawiam sie 23.06.15, 20:45
        Ja nie wyrabiałam na tyle, że wyemigrowałam na kilka lat. U mnie doszło do tego, że jak wspominałam, że się z kimś spotkałam, kto nie był moją rodziną (moją, bo męża była na cenzurowanym), były obrzydliwe komentarze o tym, że jestem złym człowiekiem.
        Za kilka lat wracam, ciekawe, co mnie czeka.
    • natka-79 Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:23
      Jak ja to rozumiem! Mam 36 lat i swoją rodzinę, a prawie w każdą niedzielę muszę jechać z rodzicami do kościoła, choć nie cierpię tego. Czasami tylko ich zawiozę, wracam do domu, a po mszy jadę po nich, żeby ich przywieźć, ale wtedy patrzą na mnie z takim potępieniem... :) Wb święta nie mogę wyjechać, no bo co to za święta poza domem, trzeba gotować, ugaszczać rodzinkę a potem sprzątać, na długi weekend nie mogę wyjechać, bo w środku wypada jakieś arcy ważne święto kościelne i trzeba zawieźć rodziców. Dodam, że reszta rodzeństwa żyje na boku swoim życiem, a ja jako najmłodsza muszę. Ja też zamierzam wreszcie wyprowadzić się na swoje i pewnie będę miała wyrzuty sumienia, że starych schorowanych rodziców zostawiłam, że nie chcieliśmy z mężem remontować domu, który jest wspólny dla nich, dla nas i rodzeństwa. Taka jestem okropna i nierodzinna, a przez wiele lat byłam posłuszną córką, tylko zachciało mi się za mąż wychodzić no i mąż nie pozwolił teściom, żeby mu rządzili i go ustawiali. Czasami marzę, zeby się odciąć od rodzinki całkiem i postawić na małą grupkę sprawdzonych przyjaciół, a generalnie mieć wszystkich w d...
      • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:26
        Kochanie, nie musisz.
        Czas spedzony na naginaniu sie do woli rodzicow proponuje poswiecic na terapie. I nie jest to zlosliwa, tylko z dobroci serca dana rada.
        • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:39
          tully.makker napisała:

          > Kochanie, nie musisz.
          > Czas spedzony na naginaniu sie do woli rodzicow proponuje poswiecic na terapie.
          > I nie jest to zlosliwa, tylko z dobroci serca dana rada.


          Tak, ja też polecam - rodzice do kościoła, a Ty na terapię. Każdemu, co mu potrzebne.
      • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:40
        Ależ widzisz... nic nie musisz. Ale jeśli od tylu lat swoim zachowaniem pokazujesz, że CHCESZ ? to do kogo pretensje? ;) tylko do rodziców? a do siebie ani hu hu ? z tego co mowisz spod władzy rodziców możesz przejść pod podobną władzę męża i tyle będzie pięknej historii, jeśli nie zrozumiesz na czas z czym w sobie masz problem.
        Dom rodzinny jest waszą współwłasnością? Czy jednak formalnie jest rodziców?




        • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:51
          Natko, nie musisz. Powiedz wyraźnie NIE.
          • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 15:59
            Natko, a co by sie stało gdybys wyraźnie powiedziała Nie ?
            Napisałaś ze masz swoją rodzine, domniemywam ze to maz i dzieci. Wg mnie to wobec dzieci masz obowiązki / zobowiązania. Natomiast nie masz obowiązku wożenia rodziców do kościoła. W tym samym czasie powinnaś sie opiekować własnymi dziećmi.
            Dziwie sie ze Twoj maz to znosi.
            • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 22.06.15, 16:53
              Tak samo rodzice nie mają obowiązku dawania jej i mężowi dachu nad głową i znoszenia ich rządzenia się w ich własnym zapewne domu.
              Zasadne pytanie kto u kogo mieszka. Kto komu płaci za wynajem. Jeśli rodzina autorki jest u siebie a nie u rodziców to ok, oni rodzice roszczeniowe potwory. Z dużym prawdopodobieństwem jednak to autorka zamiast co najmniej 10 lat temu iść na swoje to korzysta z domu rodzicow, a ma do nich pretensje, że każą się odwdzięczać i mają jakieś życzenia wobec niej :P. Czyż to nie nader częsty obrazek?;)


              • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:09
                Pozwolenie komus na zamieszkiwanie u siebie nie oznacza, ze sie tego kogos kupilo jako niewolnika, niemajacego prawa do wlasnego zdania i wlasnego zycia.
                • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:14
                  tully.makker napisała:

                  > Pozwolenie komus na zamieszkiwanie u siebie nie oznacza, ze sie tego kogos kupilo jako
                  > niewolnika, niemajacego prawa do wlasnego zdania i wlasnego zycia.

                  Poza tym - nie mamy pewności, że to rodzice "pozwalają łaskawie" mieszkać u siebie. Często jest tak, jak jest postawiony dawno temu spory dom, że któreś dziecko musi zostać w nim z rodzicami - bo tak sobie życzą. Więc robienie łaski akurat idzie niekoniecznie ze strony rodziców, jeśli już chcemy to tak formułować.
                  • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:30
                    Żadne dziecko nie musi jeśli nie chce. Na ogół to dziecko które godzi się zostać bierze konkretny majątek na własność w zamian za... więc ma w akcie notarialnym w zamian za co. Łaski nie robi. Może wyjechać, wtedy rodzice swoim majątkiem rozdysponują inaczej.

                    Niewolnikiem ta córka jest tylko w swojej głowie. Bo równolegle to rodzice sa takimi-samymi jej niewolnikami, nie mogą dysponowac dowolnie swoją własnością bo corka..., do sąsiadów po podwiezienie nie pójdą bo co ludzie powiedzą że córka w domu ma samochód a oni się obcych proszą, itd itp.

                    Wyrośnięte "dzieciątka" tkwiące przy rodzicach wcale nie są takie bezradne i takie niewinne i takie "chodzące uciśnione dobro" jak to się na tym forum promuje.

                    • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:37
                      A, i jak najbardziej dla wielu "uwikłanych w uzależnienie emocjonalne" zdrowsze by było, gdyby rodzice dziecku 20 letniemu mowili : jesteś dorosły, tam są drzwi , żyj jak chcesz. A nie troszczyli się czy ma gdzie mieszkać, co jeść, itd, znosili jego obecność u siebie, fochy, pretensje o słuchanie radia maryja, a do tego gotowali obiadki by dziecię wracając z pracy miało co ciepłego zjeść. Dzieciaka by wychowało życie i obcy, że musi całkowicie sam na siebie zarobić a nie oglądać się na rodziców, a rodzice by wiedzieli, że jak sobie samochodu nie sprawią to do kościoła nie dojadą.
                    • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:51
                      angiz napisała:

                      > Żadne dziecko nie musi jeśli nie chce. Na ogół to dziecko które
                      > godzi się zostać bierze konkretny majątek na własność w zamian za... więc ma
                      > w akcie notarialnym w zamian za co. Łaski nie robi.

                      Czyżby?
                      Trzy córki dostają sutą wyprawkę na własne mieszkania, a czwarta ma zostać i mieszkać z matką - bo ulubiona córka się wypięła i powiedziała, że ma swoje życie i z matką mieszkać nie będzie. Ale na kasę na mieszkanie się nie wypięła.
                      Na przykład.
                      • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:59
                        To twój przypadek? Czy wymyślony?
                        Z jakiego powodu trzecia corka zostaje?
                        Co tym u siebie zaspakaja jeśli uważa, że to niesprawiedliwe- ale i tak mamy nie opuści?
                        Może lubi widzieć siebie w roli "tej która się dla innych poświęca" lub boi się samotnego życia?
                        A matki mieszkanie to kto dostanie jeśli córka w nim będzie mieszkać? Jeszcze ktoś inny ?
                        Może gdyby trzecia się wyprowadziła to też by wyprawkę na mieszkanie dostała, nie dostaje wyprawki, bo dostanie gotowe mieszkanie matki, jako jedyna będzie bez kredytu na głowie. Więc o co chodzi?

                        • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:00
                          czwarta.
                          • berber_rock Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:21
                            To w obecnych czasach jeszcze funkcjonuje wycug???

                            Serio? W PL takie kwestie ustala sie w akcie notarialnym?
                            - rodzice dziecku mieszkanie
                            - dziecko rodzicom: wikt, opierunek, 10 wizyt lekarskich w roku, podwozki do kosciola, 3 metry kartofli i co tam jeszcze?
                            • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:29
                              A co takiego dziwnego że ludzie się umawiają na to na co chcą?
                              Bywają umowy dożywocia zawarte z kimkolwiek z rodziny lub obcym, a bywa że ktoś woli "kredyt odwrocony" w banku, gdzie bank kasę na opiekę wykłada a dostaje mieszkanie, albo ktoś spienięża swój majątek i sam funduje sobie dom starców żeby wrażliwe na swoim punkcie dzieciątka nie musiały mieszkać ze staruchem albo uciekac za granicę i zjawiać się dopiero na otwarcie testamentu :P
                        • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:02
                          angiz napisała:

                          > To twój przypadek? Czy wymyślony?

                          Przypadek z rodziny.
                          Żadna z córek nie brała żadnych kredytów, nie były w żadnym razie pokrzywdzone.
                          • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:13
                            czyli docelowo wszystkie cztery mają mieszkania, w tym czwarta ma mamę na codzien ale jeśli mamę stac było na zasponsorowanie pozostałym dzieciom 3 mieszkań to znaczy, że ma tyle kasy, że córka która z nią jest będzie miala sporą "górkę" finansową i dokładać do niej nie będzie, bo mama się sama utrzyma i dom opłaci. Gdzie widzisz problem?
                            Córka która nie chciała z matką mieszkać -nie mieszka a i tak matka nie potraktowała jej gorzej niż pozostałych, córka która zdecydowała się zostac z matką, zostaje i przejmie jej mieszkanie.
                            • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:17
                              angiz napisała:

                              > czyli docelowo wszystkie cztery mają mieszkania, w tym czwarta ma mamę na codzien ale jeśli
                              > mamę stac było na zasponsorowanie pozostałym dzieciom 3 mieszkań to znaczy, że ma tyle
                              > kasy, że córka która z nią jest będzie miala sporą "górkę" finansową i dokładać do niej nie
                              > będzie, bo mama się sama utrzyma i dom opłaci

                              Nie.
                              Ale jestem pod wrażeniem, jak ładnie wszystko sobie zaocznie tłumaczysz :)
                              • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:25
                                Ja zaś jestem pod wrażeniem jak bardzo niektórzy nienawidzą swoich rodziców równocześnie uparcie siedząc im na karku,
                                jakiekolwiek bycie z rodzicami uważają za samo "zuło"
                                spędzają święta z rodziną twierdząc że to pod przymusem
                                fakt mieszkania w domu rodzinnym gdzie ci wredni rodzice jeszcze ciągle bezczelnie żyją uważają za wielką krzywdę dla siebie,
                                zaś fakt odwiezienia rodzica czasem do kościoła bywa powodem spazmow.

                                Pozostaje życzyć żeby rodzice szybko poumierali jeśli są takim strasznym ciężarem dla tak wrażliwych starych-dzieci.
                                • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:32
                                  Wydaje mi sie, ze nie rozumiesz. ja spedzam ze swoimi rodziciami i innymi czlonkami rodziny sporo czasu. Ale nie dlatego,z e ktos wprawia mnie w poczucie winy, tylko dlatego, ze wszystkie zainteresowane strony chca. Jak ktos nie ma ochoty, to nie ma przymusu. Od paru lat moi rodzice postanowili nie obchodzic swiat. Nie urzadaja u siebie i odpowiadaja odmownie na zaproszenia. Stwierdzili, ze im sie nie chce. I co? Spoko.
                                  • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:37
                                    tully.makker napisała:

                                    > Wydaje mi sie, ze nie rozumiesz.

                                    Mylisz się. Rozumie wszystko. Lepiej niż inni i jeszcze inni razem wzięci.
                                    To Ty nic nie rozumiesz.
                                    • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 16:37
                                      Mylisz się. Rozumie wszystko. Lepiej niż inni i jeszcze inni razem wzięci.
                                      To Ty nic nie rozumiesz.

                                      ???????????????????????????????????????????????????
                                  • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 15:55
                                    Doskonale rozumiem, ale śmieszą mnie 30-40-50 letnie córki i synowie, dorośli, zarabiający, z własną kasą , wykształceni, którzy siedzą w domu rodzinnym i twierdzą, że robią to "pod przymusem". Jak alkoholicy ktorzy twierdzą, ze piją tylko dlatego że nie mogą odmowić jak ktoś częstuje, i trzymają się uparcie tych którzy częstują.
                                    Pobudka! Wolna droga- tam są drzwi do wolności, ale też do...samodzielności i odpowiedzialności za swoje własne czyny.
                                    Własna niedojrzałość emocjonalna to nie wina tylko rodziców. Choćby rodzice chcieli cudów, i próbowali szantażować rozmaicie, to jak dorosłe dziecko zdecydowanie powie "nie" to rodzice nic nie zrobią.
                                    Opowieści 36letniej panny która twierdzi że musi spędzać święta z rodziną, są opowieścią o jej problemach emocjonalnych z sobą a nie o złych rodzicach. Ma męża, wykupują wycieczkę, oświadczają reszcie rodziny że wtedy wyjeżdżają więc niech się reszta sama zorganizuje na święta wokoło rodziców i tyle. Rodzina by była 1 raz w konsternacji, na każdy kolejny raz by to zaczęło wchodzić jako norma, a za 5 razem sami by zatęsknili za rodzinnymi świętami.
                                    A nie robić z siebie pokrzywdzone ofiary. Pokrzywdzone własnym strachem przed niezależnym życiem i najważniejszym w świecie "co ludzie powiedzą". Głupio przyznać się samemu przed sobą, że się jest już prawie starym a emocjonalnie ciągle dzieciątkiem uzależnionym od mamusi, ktore "woli" taki układ bo wtedy łatwo jest wskazać "winnego"- rodziców, a siebie rozgrzeszyć. Za 15-20 lat przyjdzie refleksja, ze zamiast z życzliwością korzystać z tego co tej z rodziny można bylo wziac dobrego - to się większośc życia spędziło na nienawiści i szukaniu powodow do kłótni.
                                    Rozumiem, że ktoś jest na tyle chory w swoim negatywnym uzależnieniu od rodziny, że sobie w kontaktach z nią nie radzi. Więc powinien odejść od nich z domu. Dla dobra wszystkich. Chyba, ze oczekuje, że to rodzice się ze swojego domu wyprowadzą żeby stare dziecię traumy z ich obecnością związanej nie miało.. Bo tak też bywa.
                                    • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 16:12
                                      angiz napisała:

                                      > oświadczają reszcie rodziny że wtedy wyjeżdżają

                                      I wtedy słyszą od rozszlochanej matki: "przecież wiesz, że jak Wigilia, to tylko z Tobą, albo wcale!!!"
                                      I żadna "pozostała" rodzina nie ma szans nawet jej zaprosić na Święta - bo NIE! Nie chce, nie pójdzie, zamknie się domu i wyłączy telefon.
                                      Jasne, matka jest dorosła i powinna sama sobie umieć radzić ze swoimi emocjami.
                                    • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 16:46
                                      Ja tez dlugo nie rozumialam, jak mozna nie moc po prostu powiedziec - bardzo zaluje, ze jest ci przykro, ale niestety te swieta spedzam w gorach i nastepnie spokojnie w te gory pojechac. Co wynika z kombinacji naturalnej odpornosci na szantaz emocjoinalny, polaczonej z umiarkowanym stosowaniem tego srodka w mojej rodzinie.

                                      Nie wiec nie kumalam, dopoki nie zobaczylam manipulanta emocjonalnego (ojca moich mlodszych dzieci) w akcji. Teraz juz wiem, ze takie pranie mozgu od dziecinstwa powoduje, ze taka osoba nie ma szans na samodzielne myslenie w tym temacie, o ile nie otrzyma odpowiedniego wsparcia. Moje dzieci maja to szczescie, ze zawsze aktywnie przciwstawiam sie manipulacjom emocjonalnym ich ojca, komunikujac im, ze maja prawo spedzac czas z koelgami, maja prawo do wlasnego zdania, i ze nie ma powodu, by czuly z tego powodu poczucie winy. Ale czy to pomoze? Nie wiem. Moja pasierbica, dorosla juz osoba, wyzwala sie powoli z manipulacji ojca - przynajmniej je widzi, to juz krok w dobra strone.

                                      Uwazam, ze slabe jest najpierw zrycie dziecku psychiki, a potem mowienie, ze wystarczy powiedziec NIE, przeciez cie Kasiu do niczego nie zmuszamy. jes mnostwo literatu psychologicznej pokazujacej konsekwencji przemocy mocjonalnej i szantazu emocjonalnego na osoby wydawalo by sie racjonalne i odporne, by wiedziec, ze powiedzenie nie nie zawsze jest mozliwe, a nawet gry jest, to czesto okupione jest cierpieniem ofiary.
                                      • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 17:39
                                        Świat się rozwija, bardzo często "ryją psychikę" swoim dzieciom ci rodzice, ktorym zryło psychikę wcześniej poprzednie pokolenie, a jeszcze wcześniejsze było obciążone wojną. (Choć jest odsetek osob zwyczajnie zaburzonych psychicznie). Psychologia, terapie, teraz nie są niczym wstydliwym. W każdym mieście do wyboru do koloru. Przy urzędach gmin wszędzie ośrodki poradnictwa. Świat otwarty, cała literatura szkoleniowo doradcza dostępna na kilka kliknięc myszką. NIGDY wcześniej nie było tak łatwo się zajmować swoimi wnętrznościami. Poprzednie pokolenia w dużej masie nie miały na to szans by dostać pomoc z zewnątrz. Teraz jest na wyciągnięcie ręki dla każdego.
                                        Też znam pana manipulanta, nastoletnie dzieci szybko go sprowadziły do parteru co myślą o jego zagrywkach. Płacą za takiego rodzica emocjonalnie, a jakże, ale nie są ślepe ani posłuszne.

                                        • tully.makker tak w kwestii dostepnosci terapii 23.06.15, 19:10
                                          Ja na swoja czekalam 17 miesiecy. Bylam na fast tracku.
                                          Naprawde sadzisz, ze to tak jak pstryknac? Drugi problem do dostepnosc terapeutow majacych jakoakolwiek wiedze o przemocy, nawet fizycznej, juz nawet nie wspominajac emocjonalnej. Pisalam na tym forum, ze pani terapeutka wysluchala mojej opowiesci, jak to moj partner lecial do mnie przez cala mieszkanie, krzyczac ze mi przypie..., bo czym stwierdzila " no ale nie uderzyl pani". No nie, wiec to spoko. Nic sie nie stalo, normalka.
                                          Twoje przekonamnie, ze kazdy moze swoje problemy rozwiazac na pstrykniecie, tylko zapewne nie chce, jest wybacz, troce smieszne i na pewno pozbawione realizmu i glebszej wiedzy o mechanizmach przemocy i manipulacji.
                                        • sanciasancia Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 20:42
                                          To jest myślenie życzeniowe. Terapia prywatna jest bardzo droga, a na finansowaną przez państwo trzeba czekać miesiącami.
                                      • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 10:09
                                        tully.makker napisała:

                                        > Ja tez dlugo nie rozumialam, jak mozna nie moc po prostu powiedziec - bardzo
                                        > zaluje, ze jest ci przykro, ale niestety te swieta spedzam w gorach
                                        i nastepnie spokojnie w te
                                        > gory pojechac. Co wynika z kombinacji naturalnej odpornosci na szantaz emocjoinalny,
                                        > polaczonej z umiarkowanym stosowaniem tego srodka w mojej rodzinie.

                                        Ktoś mi mądrze napisał, że takie zachowanie jest chore. No bo jest - to jest choroba, a jak się czuje człowiek na nią chory, wie tylko ten, kto sam chorował. Ktoś, kto się nie zetknął z taką samą czy choć podobną sytuacją, nie będzie miał pojęcia, jak to jest i nie będzie w stanie tego zrozumieć. Tyle że niektórzy mogą choć próbować, a inni wolą mieć to gdzieś - no bo co to takiego powiedzieć wprost, że się nie chce, nie....? Każdy głupi potrafi, prawda.
      • alinawk Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 10:55
        > Jak ja to rozumiem! Mam 36 lat i swoją rodzinę, a prawie w każdą niedzielę musz
        > ę jechać z rodzicami do kościoła, choć nie cierpię tego. Czasami tylko ich zawi
        > ozę, wracam do domu, a po mszy jadę po nich, żeby ich przywieźć, ale wtedy patr
        > zą na mnie z takim potępieniem... :)

        Ja musiałam z synem jeździć na korepetycje. Nieraz bywało czekałam w aucie pod blokiem dwie godziny bo mi było szkoda paliwa żeby jeździć tam i z powrotem a to było daleko bo mieszkam na zadupiu. Nie wspomnę już o wyjazdach na kursy pływania, dwa razy w tygodniu, dla jednego i drugiego, angielski itp. Też trzeba było podwozić. Ciekawe czy jak będę już niedołężna to im przyjdzie do głowy mnie podwieźć gdzieś do lekarza czy do kościoła, czy dojdą do wniosku że toksycznej roszczeniowej matce się nic nie należy :P
        A co do wyjazdów to jeśli ty się boisz to czy mąż nie może powiedzieć że zapłacił za wyjazd i jedziecie na wypoczynek np. na długi weekend? Zapłacone i koniec, musicie jechac. Przyspawali Cię tam do tego domu czy trzymają w kajdanach?
        • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:19
          alinawk napisała:

          > Ciekawe czy jak będę już niedołężna to im przyjdzie do głowy mnie podwieźć gdzieś do lekarza
          > czy do kościoła, czy dojdą do wniosku że toksycznej roszczeniowej matce się nic nie należy :P

          Ale autorka chyba nie ma nic przeciwko podwożeniu rodziców (nie napisała, że są niedołężni) do kościoła, tylko niekoniecznie chce siedzieć w tym kościele razem z nimi - co spotyka się z potępieniem z ich strony. To gruba różnica.
          • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:35
            Dla mnie w poście Natko jest wiele niejasności. Ale Natka juz sie po raz kolejny nie odezwała.

            Pisała kilkakrotnie " musze" w tym sensie ze nie moze poradzić sobie z presja jaka rodzice na nią wywierają i z potępieniem z jakim sie spotyka w przypadku odmowy. To taki rodzaj emocjonalnych kajdanów.
            • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:48
              Rodzice też muszą ją znosić. Tego się nie bierze pod uwagę, że wiecznie skrzywiona sfochowana córka, niezadowolona, że muuusi z nimi spędzac święta (bo tak sobie wymyślila), że muuusi siedzieć trzy dni w domu wkurzona z cierpiętniczą miną, żeby rodziców gdzieś trzeciego dnia zawieźć ... przeciez dla rodziców jej niedojrzałe zachowanie również jest obciążeniem. Jak wkońcu pójdzie na swoje to rodzice odetchną, choć im na pewno przez jakiś czas będzie ciężko się zorganizowac na nowo jeśli sami nie mają samochodu, itd. Ale emocjonalnie na pewno w domu będą mieli większy spokój, niż z naburmuszoną corką ktora "się strasznie poświęca" zawożąc ich do kościoła i zięciem który się wprowadził do ich domu i się rządzi.
              Takie historie nie są czarno białe, na ogół obie strony sa tak samo odpowiedzialne za złą atmosferę. A takie "muszę" często jest stosowane jako wymówka żeby nie brać odpowiedzialności indywidualnej za swoje własne wybory. Uchodzi i usprawiedliwia ludzi tak do 25 roku życia maksymalnie, ale nie starych koni uczepionych domu rodziców, narzekających jaaaacy to ci rodzice straszni są.

              Rodzice mają prawo do swoich przekonań. Nawet jeśli są kościółkowe. Nie musi im się podobać że córka się od kościoła odwróciła. Czy w związku z tym wyrzucili ją z domu, zamknęli w więzieniu, odbierają wypłatę i głodzą ? Nie jest w żaden sposób od nich zależna, może żyć oddzielnie, ale z jakichś jej indywidualnych względów tego nie chciała przez lata zrobić. Bo też zyskiwała na tym układzie. Tylko o tym zapomina.
              Jeśli winą rodziców jest że "patrzą z potępieniem" no to sorry..... Ciekawe jak ona patrzy na nich , obawiam się że jeszcze bardziej potępiająco, wszak tacy wredni i kościółkowi niepostępowi :P




        • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:14
          Opieka nad dzieckiem, ktore sie na swiat nie prosilo, jest psim obowiazkiem rodzicow. Zdecydowalas sie miec dzieci, to trzeba brac na klate, ze dzieci to obowiazki i czasami niedogogodnosci , a nie tylko rozowe slodkie bobaski grzecznie spiace w lozeczku.

          Dzieci takiego wyboru nie mialy.
          • alinawk Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:30
            Taa, jasne, ja się na świat nie prosiłem... Durny argument na poziomie gimnazjalisty. Jak takie coś słyszę to mnie śmiech ogarnia.
            • berber_rock Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 14:59
              Nie mozna dzieciom narzucac obowiazku splaty dlugu i wdziecznosci w zamian za sam akt splodzenia.
              Z jakiego niby powodu mialyby splacac cos, na co nie mialy wplywu?
              • alinawk Re: Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 15:43
                Znaczy się jak syna poproszę za powiedzmy dwadzieścia lat żeby mnie gdzieś podwiózł, bo sama już nie dam rady prowadzić auta, to będzie to znaczyć że domagam się spłaty długu za to że go urodziłam? Dobrze żeś mnie oświeciła bo tego nie wiedziałam.
                • ola_dom Re: Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 15:47
                  alinawk napisała:

                  > Znaczy się jak syna poproszę za powiedzmy dwadzieścia lat żeby mnie gdzieś podwiózł, bo
                  > sama już nie dam rady prowadzić auta, to będzie to znaczyć że domagam się spłaty długu za
                  > to że go urodziłam?

                  No jeśli będziesz się tego od niego domagać za to, że go urodziłaś, wychowałaś - zamiast oddać do przytułku - to tak.
                  • alinawk Re: Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 16:01
                    No, a skąd wzięłaś słówko domagać? Ja chyba napisałam poprosić? Zaczyna się odwracanie kota ogonem. Widzę że już masz gotowy schemacik i wizje ci się snują jakies po główce: sierociniec, przytułek, no napisz jeszcze że się znęcałam i byłam roszczeniowa oraz toksyczna, będzie komplet :P
                    • ola_dom Re: Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 16:06
                      alinawk napisała:

                      > No, a skąd wzięłaś słówko domagać?

                      "Jeśli domagać" - tak napisałam.

                      Owszem, jestem przeczulona na punkcie próśb-którym-nie-można-odmówić. I nie chodzi o kwestie realnej pomocy, bo to jest akurat dla mnie sprawa oczywista.
                • berber_rock Re: Jest to jak najbardziej sluszny argument 23.06.15, 15:57
                  Ja tego nie powiedzialam.

                  Wydawalo mi sie, ze to raczej Twoj tok rozumowania: skoro teraz podwoze go na basen i karate, to w przyszlosci oczekuje ze ...

                  Nie wiem, co to bedzie oznaczalo w Twojej rodzinie.
                  W mojej postaram sie wychowac dzieci tak, aby nie czuly obowiazku pomagania, ale robily to z naturalnej potrzeby. Jak nie beda chcialy - trudno. Zapewnie sobie to sama.
            • milamala Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 21:06
              alinawk napisała:

              > Taa, jasne, ja się na świat nie prosiłem... Durny argument na poziomie gimnazja
              > listy. Jak takie coś słyszę to mnie śmiech ogarnia.

              A prosily sie?
              Znasz chocby jedno takie?
        • sanciasancia Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 20:40
          Opieka nad dzieckiem jest psim obowiązkiem rodzica. Jeżeli rodziłaś je po to, żeby "ktoś ci podał szklankę wody", lepiej jest odkładać na opiekunkę.
          • alinawk Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 10:27
            Jeżeli rodziłaś je po to, ż
            > eby "ktoś ci podał szklankę wody", lepiej jest odkładać na opiekunkę.

            Czyli Twoi rodzice nie mogą liczyć nawet na "szklankę wody'' z Twojej strony i muszą odkładać na opiekunkę? W sumie przykre.
            Ja skromnie napiszę, że jako dobry kochający rodzic liczę na coś więcej niż szklanka wody. A mianowicie że gdy będę w potrzebie to mnie potraktują jak członka rodziny a nie niepotrzebnego śmiecia od którego już nic nie można zabrać i nadaje się tylko na śmietnik.
            Tak samo jak moi rodzice mogli liczyć na mnie.
            • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 10:45
              alinawk napisała:

              > Czyli Twoi rodzice nie mogą liczyć nawet na "szklankę wody'' z Twojej strony i
              > muszą odkładać na opiekunkę? W sumie przykre.

              A tego nie wiemy. Bo sanciasancia nie napisała, jaki cel mieli rodzice w sprowadzeniu jej na świat.
              Ale soczyście zmanipulowany komentarz - zawsze cenny, wiadomo.
            • sanciasancia Re: Emigracja na tle rodzinnym 25.06.15, 14:39
              Oceniasz ludzi po sobie?
        • milamala Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 20:59
          alinawk napisała:

          "Nie wspomnę już o wyjazdach na kursy pływ
          > ania, dwa razy w tygodniu, dla jednego i drugiego, angielski itp. Też trzeba by
          > ło podwozić. Ciekawe czy jak będę już niedołężna to im przyjdzie do głowy mnie
          > podwieźć gdzieś do lekarza czy do kościoła, czy dojdą do wniosku że toksycznej
          > roszczeniowej matce się nic nie należy :P"

          Tak po prawdzie to dzieci sie nie ma po to abym nam sie odwdzieczaly za nasza dobroc wszelaka. To my chcemy miec dzieci, majac je spelniamy nasze potrzeby ich posiadania. A opiekujac sie nimi (odwozac na zajecia) spelniamy nasz obowiazek, a nie liczymy, ze nam sie tym samym odwdziecza.
          One sie owszem odwdziecza, ale opiekujac sie wlasnymi dziecmi.


          • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 09:30
            > Tak po prawdzie to dzieci sie nie ma po to abym nam sie odwdzieczaly za nasza d
            > obroc wszelaka. To my chcemy miec dzieci, majac je spelniamy nasze potrzeby ich
            > posiadania. A opiekujac sie nimi (odwozac na zajecia) spelniamy nasz obowiazek
            > , a nie liczymy, ze nam sie tym samym odwdziecza.
            > One sie owszem odwdziecza, ale opiekujac sie wlasnymi dziecmi.

            Tez tak uwazam.
          • napis_z_obrazka Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:08
            milamala napisała:

            > alinawk napisała:
            >
            > "Nie wspomnę już o wyjazdach na kursy pływ
            > > ania, dwa razy w tygodniu, dla jednego i drugiego, angielski itp. Też trz
            > eba by
            > > ło podwozić. Ciekawe czy jak będę już niedołężna to im przyjdzie do głowy
            > mnie
            > > podwieźć gdzieś do lekarza czy do kościoła, czy dojdą do wniosku że toksy
            > cznej
            > > roszczeniowej matce się nic nie należy :P"
            >
            > Tak po prawdzie to
            Sa 3 prawdy podobno;-)

            dzieci sie nie ma po to abym nam sie odwdzieczaly za nasza dobroc wszelaka.
            Moim zdaniem lepsza milosc z wzajemnosc niz nieszczesliwa, bez wzajemnosci.

            To my chcemy miec dzieci, majac je spelniamy nasze potrzeby ich posiadania.

            Potrzeba posiadania dzieci? Jak rozumiec posiadanie dzieci? Czy chodzi tez o wychowanie przyzwoitego czlowieka?

            A opiekujac sie nimi (odwozac na zajecia) spelniamy nasz obowiazek, a nie liczymy, ze nam sie tym samym odwdziecza.
            Jest milosc z wzajemnoscia (szczesliwa) i bez wzajemnosci. (nieszczesliwa).

            > One sie owszem odwdziecza, ale opiekujac sie wlasnymi dziecmi.
            Czyli musza miec potrzebe posiadania dzieci, bo Ty masz potrzebe posiadania wnukow?

            Jakis czas temu pisala tu sfrustwowana mloda mezatka, ze jej tesciowie tracac cierpliwosc w oczekiwaniu na wnuka z najlepszymi zyczeniami z okazji jakijs okazji wreczyli pokazna kwote na spelnienie marzenia mlodych. Darczyncy mieli na mysli kuracje in vitro a mlodzi pojechali w podroz dookola swiata. Oboje juz wczesniej zdecydowali, ze nie chca miec dzieci, synowa nie czula powolania do macierzynstwa.

            Czy syn z synowa sa niewdzieczni??? Wiekszosc na Forum trzymala strone mlodych. Mnie sie ´dostalo´, bo probowalam zrozumiec tesciow, te ich chec posiadania wnukow wlasnie.
            W tamtej rodzinie akurat drugi syn mial dwoje dzieci, wiec rodzice pewnie jakos sie pogodza, ze sa dziadkami tylko;-) dwojga wnuczat.
            Jesli jest jedynak albo jedynaczka z planem nieposiadania;-) dzieci moze byc trudniej.

            Nie chodzilo mi tylko o lapanie;-) za slowka, ale Twoja zyciowa kalkulacja moze jednak przynies inne od planowanych rezultaty.

            • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:13
              napis_z_obrazka napisała:

              > > One sie owszem odwdziecza, ale opiekujac sie wlasnymi dziecmi.
              > Czyli musza miec potrzebe posiadania dzieci, bo Ty masz potrzebe posiadania wnukow?

              No właśnie.... Nie wszyscy mają dzieci, więc ci, co ich nie mają, jak i komu mają się odwdzięczać? Skoro - jak widać - odwdzięczać się trzeba, tu czy tam...?
    • jesienna.nuta Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:32
      A ja napiszę z tej drugiej strony. I nie tylko dlatego, że moi rodzice wcześnie zmarli, więc nie musiałam długo się nimi zajmować/opiekować/pomagać finansowo.

      Wprawdzie nie mam dzieci, ale mój mąż ma dorosłą dziś córkę, mocno po trzydziestce z własnym loverem i własną córką. Piszę loverem, bo nie wiemy, czy się pobrali i do niczego nam ta wiadomość nie jest potrzebna.

      Mąż - po latach hodowli córki, zaspakajania jej potrzeb i włażenia jej w odwłok - dość długo łasił się do pani bardzo już dorosłej próbując mnie zaprzęgnąć do tego cyrku. I im bardziej się łasił, tym bardziej pani traktowała ojca z buta.
      Się odcięłam i zagroziłam, że pójdę sobie w jasną cholerę, jak mnie mąż w spokoju nie zostawi.

      Mąż zrozumiał, wystraszył się, bo mnie zna i wie, że nie rzucam słów na wiatr.

      Łasił się nadal przez parę lat z takim samym skutkiem co zawsze, aż NAGLE - przeszło mu.
      Przestał pisać na Berdyczów (córcia rzadko reagowała na czułe listy), dzwonić i nagrywać się na sekretarkę (córcia z zasady połączenia odrzucała), a nawet - przestał mnie zmuszać do zakupu BARDZO drogich prezentów (bo on się nie zna, ja zresztą też nie) dla jego wnuczki - więc nie kupuję ŻADNYCH.

      I co? Po około 6 miesiącach mail od córuni i FOCH.
      Że co to, że DLACZEGO, że mała ma jakieś tam urodziny i GDZIE prezent?
      A mąż - NIC.

      I czeka na rozwój sytuacji.

      Ja jestem zadowolona, nawet na to konto kupiłam sobie parę drogich torebek.
      I mam w nosie, co z tamta rodziną, nie interesuje mnie, niech sami o siebie zadbają.

      A I MY ZADBAMY I O SIEBIE SAMI.
      Jak zawsze.
      • tully.makker Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 14:11
        Kiedy czytam taka wiadomosc ze stony macochy, to zawsze mnie ogarnia niesmak i poczucie niestosownosci.
        • jesienna.nuta Re: Emigracja na tle rodzinnym 25.06.15, 12:14
          kiciu, kiedy czytam ciebie, robi mi się naprawdę słabo.
          Jesteś zarozumiałym koszmarem ze zrujnowanym życiem, ale za to pouczasz WSZYSTKICH.
    • danaide Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:35
      Już nie wiem czy w końcu wpisałam się w wątek o rodzinie. Ale w sumie powtarzałabym to samo co zawsze.
      Ja jestem osobą na permanentnej emigracji od 19. roku życia. Czasem Polska, czasem zagranica. Wcześniej - im dalej tym lepiej. Kiedyś usłyszałam takie zdanie: "Jeśli chcesz zmienić to, co Cię trapi, trzeba być kimś innym, nie gdzie indziej." Kolejne lata zastanawiałam się co to oznacza. Od kilku lat odległość w sumie jakieś 300 km, ale emocjonalnie - tak daleko jak się dało.
      Wymogu chodzenia do kościoła nie było. Ale życie podług tego co rodzinie wydawało się za pożądane. Lekarstwo na wszystkie problemy, niepowodzenia życiowe, porażki i odchodzenie od normy - wracaj do..., pomagaj w prowadzeniu rodzinnej firmy! Do szantażu włącznie.
      • angiz Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:57
        Moja znajoma uciekła za granicę z całą swoją rodziną żeby być dalej od swojej matki z którą ma silną negatywną zaburzoną więź.
        Niby jest lepiej, lata minęły, ale... są telefony, samoloty... i znajoma w wakacje nadal chce się spotkać z mamą, choć na tydzień ale obowiązkowo.. albo zaprosi do siebie i po kilku dniach ma taką nerwicę że zawozi na lotnisko, a za jakiś czas znowu spotkanko..

        No więc...
        Jak najbardziej trzeba się w niektorych przypadkach oddalić, żeby złapać dystans i zdrowszą perspektywę, ale samo oddalenie nie rozwiąże problemów indywidualnych z samym sobą i z relacją w jaką się wchodzi wobec niektorych osob z rodziny..
        • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 12:02
          angiz napisała:

          > Jak najbardziej trzeba się w niektorych przypadkach oddalić, żeby złapać dystans i zdrowszą
          > perspektywę, ale samo oddalenie nie rozwiąże problemów indywidualnych z samym sobą i z
          > relacją w jaką się wchodzi wobec niektorych osob z rodziny..

          To jasne. Ale tu chyba bardziej chodzi o symptom - że ludzie ratując własne życie uciekają jak najdalej. Wiadomo, że to nie są kajdany fizyczne (albo rzadko), tylko emocjonalne i nawet na drugim kontynencie mogą nas dusić. Ale ja w tym widzę rozpaczliwą próbę uwolnienia się. I ona się czasem udaje - właśnie dlatego, że pozwala złapać dystans, pomaga jakkolwiek rozpocząć proces oddzielania się. Więc w takim rozumieniu może być pomocne. Jako początek.
      • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 11:58
        Absolutnie sie zgadzam z Danaide. Ja wyjechałam za granice głownie dlatego żeby sie odciąć od rodziny i żyć swoim życiem a nie spełnianiem chorych oczekiwań rodziny.
        • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 12:01
          Czy ktos mógłby mi podać linka do forum Toksyczni Rodzice ?
          Ja tego forum nie znalazłam, tylko watki na tym forum i Forum Psychologia.
          • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 23.06.15, 12:03
            solaris_1971 napisała:

            > Czy ktos mógłby mi podać linka do forum Toksyczni Rodzice ?

            Bardzo proszę:
            forum.gazeta.pl/forum/f,86615,Toksyczni_rodzice_.html?podpowiedzi
    • napis_z_obrazka Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 00:19
      solaris_1971 napisała:

      >
      > W znanej mi rodzinie obecne pokolenie wnuków ( 3 osoby) totalnie odcięło sie od
      > rodziny. Nie przyjeżdzają, nie odwiedzaja, nie dzwonią. Chcą żyć życiem wykszt
      > ałconych młodych ludzi , chodzić do kina, teatru, czytać, rozwijać sie intelekt
      > ualnie i zawodowo. Natomiast wyłamały sie spod brutalnej dyktatury dziadków. W
      > tej samej rodzinie pokolenie dzieci ( 50 - 62 lata) spełnia wszystkie zachciank
      > i i kaprysy ojca i matki. Rodzice , jak ktos juz wczesniej wspomniał, nie sa ża
      > dna podpora. Gdy jedno z tych dzieci straciło prace, musiało to ukrywać przed r
      > odzicami - No bo czym by sie chwalili ?

      1. A nie moze byc cos ´´pomiedzy´´? Moim zdaniem, nawet jesli dziadkowie oczekuja ``nadopiekunczosci´´ ( bo np. sami tacy byli wobec swoich rodzicow), nie znaczy ze idealem jest totalne (sic!) zerwanie kontaktow z rodzina pochodzenia, jaka serwuja ich wnuki.

      2. Jesli wczesniej nie wyslalam do rodzicow lub dziadkow chociaz kartki z podrozy, to konsekwentnie ``nie chwale sie`` tez utrata pracy czy innymi klopotami. Tak zanika tzw. bliskosc, nie tylko miedzypokoleniowa, w kazdej relacji.

      3. Bardzo mnie zaciekawilo, jakiez to ksiazki czytaja ci mlodzi ludzie, ze takie efekty;-)
      Chca chodzic do teatru czy chodza...










      • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 10:05
        napis_z_obrazka napisała:

        > 1. A nie moze byc cos ´´pomiedzy´´? Moim zdaniem, nawet jesli dziadkowie oczekuja
        > ``nadopiekunczosci´´ ( bo np. sami tacy byli wobec swoich rodzicow), nie znaczy ze idealem
        > jest totalne (sic!) zerwanie kontaktow z rodzina pochodzenia, jaka serwuja ich wnuki.

        No właśnie w tym cały problem - że nie może być nic "pomiędzy". Że musi być wszystko albo nic - gdyby nie to, to nie byłoby problemu w ogóle.
        Mojej mamie nie wystarcza, że odwiedzam ją co drugi weekend - bo ona by chciała co weekend na cały weekend,
        nie wystarcza, że rozmawiamy przez telefon kilka razy w tygodniu, bo mama by chciała, żebym dzwoniła (konkretnie - telefony tylko w jedną stronę, to ja mam dzwonić) trzy razy dziennie. A przynajmniej dwa razy, jeśli mam dużo pracy w pracy i mogę nie mieć czasu - ale pierwszy telefon najpóźniej do 11:00, bo potem awantura, że "dopiero sobie o matce przypomniałam!!!",
        i tak dalej.
        Tu nie mówimy o zdrowych rodzinach, gdzie rodzice oczywiście chcą mieć kontakt z dziećmi jak najczęstszy, ale rozumieją, że nie zawsze jest to możliwe. Tylko o takich, które chcą mieć dzieci na wyłączność - nawet jeśli już pójdzie mieszkać z tym chłopem, no to trudno - wiadomo, że bzykać się trzeba, z tego także dzieci są, więc jest to jakaś tam konieczność - no ale to mamusia ma pozostać najważniejszą osobą w sercu i życiu córki, panować w nim niepodzielnie i życie emocjonalne ma być nadal z nią związane nierozerwalnie.
        To są rodzice, którzy nie są w stanie oddać pola partnerowi dziecka. Zrozumieć, że życie się zmienia, dziecko się zmienia, jego potrzeby i priorytety także.
        Moja mama, kiedy próbowałam rozluźnić kontakt i trwałam uparcie w tym, że nie będę jednak jej odwiedzać co weekend, a także zdarzało mi się nie zadzwonić codziennie (ona do mnie nie dzwoni, o nie!), wpadła w taką wściekłość, że wykrzyczała mi, że mam już do niej nie dzwonić, bo ona już nie ma nerwów ze mną rozmawiać!
        Więc jeśli próbujesz coś wypośrodkować pomiędzy, to niestety zdarza się, że jesteś atakowany i bombardowany tak, że po prostu nie masz już w końcu siły tego znosić. I czasem wyjeżdżasz.
        Przy czym wyjazd nie oznacza od razu totalnego zerwania kontaktów. Możesz je zerwać także jak mieszkacie w jednym mieście. Ale przynajmniej choć trochę można się uwolnić, a kontakty podtrzymać.
        • differentview Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 10:54
          > Moja mama, kiedy próbowałam rozluźnić kontakt i trwałam uparcie w tym, że nie b
          > ędę jednak jej odwiedzać co weekend, a także zdarzało mi się nie zadzwonić codz
          > iennie (ona do mnie nie dzwoni, o nie!), wpadła w taką wściekłość, że wykrzycza
          > ła mi, że mam już do niej nie dzwonić, bo ona już nie ma nerwów ze mną rozmawia
          > ć!

          no ale jednak nie ugielas sie, matka ochlonela i udalo sie wyposrodkowac, czyz nie?
          • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:10
            differentview napisała:

            > no ale jednak nie ugielas sie, matka ochlonela i udalo sie wyposrodkowac, czyz nie?

            Tak i nie :).
            Co jakiś czas mam "akcję foch", "akcję rozpacz", "akcję wściek".
            Trudno powiedzieć, że mama "ochłonęła". Raczej zacięła się i czeka na lepszą sposobność - jak to widzę ;). Teraz całą swoją złość i nienawiść przekierowała na mojego faceta.
            Dlatego nie mogę powiedzieć, że sprawa jest załatwiona i zamknięta. Nie mogę tracić czujności, o nie.
            • napis_z_obrazka Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:15
              Ola!
              A Ty masz dzieci? Wiekszosc matek musi poradzic sobie z akcja wlasnych dzieci: wsciek, foch, rozpacz.
              Byc moze Twoja Mama cierpi na ostry syndrom pustego gniazda. Gdzies o tym czytalam;-)
              • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:20
                napis_z_obrazka napisała:

                > Ola!
                > A Ty masz dzieci? Wiekszosc matek musi poradzic sobie z akcja wlasnych dzieci:
                > wsciek, foch, rozpacz.

                Nie mam.

                > Byc moze Twoja Mama cierpi na ostry syndrom pustego gniazda.

                Na to też :). Ale to nie tylko to.
            • differentview Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:19
              ola_dom napisała:

              > Dlatego nie mogę powiedzieć, że sprawa jest załatwiona i zamknięta. Nie mogę tr
              > acić czujności, o nie.

              nie??? no tak, mamunia znow moze sie tak strasznie " wsciec i sfochowac", ze Ola w ataku paniki i przerazenie, zapominajac o tym, ze to manipulacja znow bedzie jak w zegarku dzwonic i skladac raporty ze swojego zycia 3 razy dziennie i kazdy weekend pelnowymiarowo z mamusia spedzac i cala wczesniejsza swiadomosc i rozumienie diabli wezma;)

              • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:25
                differentview napisała:

                > nie??? no tak, mamunia znow moze sie tak strasznie " wsciec i sfochowac", ze Ola w ataku
                > paniki i przerazenie, zapominajac o tym, ze to manipulacja znow bedzie jak w zegarku dzwonic i
                > skladac raporty ze swojego zycia 3 razy dziennie i kazdy weekend pelnowymiarowo z mamusia
                > spedzac i cala wczesniejsza swiadomosc i rozumienie diabli wezma;)

                Nie, different, nie.
                Ola nie będzie dzwonić i składać raportów ani spędzać z mamusią weekendów, Ola nie zamierza rezygnować z dotychczasowych "osiągnięć", tylko je poszerzać.
                Ciekawa jestem, skąd taki w ogóle pomysł?
                Ola nie będzie już panikować w przerażeniu, tylko będzie co najwyżej wściekać się na sytuację bardziej, niż by chciała. I to ją głównie teraz martwi.
                • differentview Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:34
                  ola_dom napisała:

                  > Nie, different, nie.
                  > Ola nie będzie dzwonić i składać raportów ani spędzać z mamusią weekendów, Ola
                  > nie zamierza rezygnować z dotychczasowych "osiągnięć", tylko je poszerzać.
                  > Ciekawa jestem, skąd taki w ogóle pomysł?
                  > Ola nie będzie już panikować w przerażeniu, tylko będzie co najwyżej wściekać s
                  > ię na sytuację bardziej, niż by chciała. I to ją głównie teraz martwi.

                  to nie zaden pomysl tylko mala prowokacja( sorki) zeby Ci uswiadomic, ze jestes juz w innym miejscu a czasem znow piszesz jakbys byla w samym srodku tego uwiklania
                  a wsciekac sie na chore sytuacje mozna i nawet nalezy- tylko wazne by bez poczucia winy;)
                  • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:39
                    differentview napisała:


                    > to nie zaden pomysl tylko mala prowokacja( sorki) zeby Ci uswiadomic, ze jestes
                    > juz w innym miejscu a czasem znow piszesz jakbys byla w samym srodku tego uwiklania

                    O.K., rozumiem :)
                    Dobrze wiem, że jestem w innym miejscu, i czuję, że przeszłam taki kawał drogi przez ostatni rok, że aż muszę sobie przypominać, że to minął ledwie rok - bo mam wrażenie, że już kilka.
                    A piszę o tym w taki sposób, żeby uświadomić osobom nieznającym problemu, JAK on może wyglądać. Bo póki co wciąż dobrze pamiętam tamten stan. Stąd taka "retoryka" :).

                    > a wsciekac sie na chore sytuacje mozna i nawet nalezy- tylko wazne by bez poczucia winy;)

                    No tak, ale wolałabym wzruszyć ramionami i wrócić do swoich spraw. A złość zabiera mi za dużo energii i myśli - choć to i tak lepsze od zamartwiania się i poczucia winy, wiadomo.
                    • pade Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 12:45
                      Ola, martwi Cię ta złość?
                      Moim zdaniem wybudowałaś mur między sobą a mamą i robisz za strażnika. Tzn pilnujesz, żeby Ci mama czegoś przez ten mur nie przerzuciła, albo podkopu nie zrobiła.
                      Przyjdzie czas, bo to się nie dzieje tak od razu, że złość Ci minie. Włączy Ci się ignor na zagrywki mamusi, aż w końcu staną się śmieszne. I wtedy, gdy Ty odpuścisz, mama też to zrobi.
                      Na razie widzi, że jej strategia działa. Wzbudza w Tobie jakieś emocje. Lepsza złość niż obojętność.
                      • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 12:52
                        pade napisała:

                        > Przyjdzie czas, bo to się nie dzieje tak od razu, że złość Ci minie. Włączy Ci
                        > się ignor na zagrywki mamusi, aż w końcu staną się śmieszne. I wtedy, gdy Ty odpuścisz,
                        > mama też to zrobi.
                        > Na razie widzi, że jej strategia działa. Wzbudza w Tobie jakieś emocje. Lepsza
                        > złość niż obojętność.

                        Nie, nie - mama nie widzi :). Wobec niej jestem oazą spokoju i nie daję się prowokować. Złoszczę się w środku i nie przy niej. Zresztą z reguły potrzebuję dystansu, żeby dostrzec absurd jej żądań, więc złość przychodzi później.
                        A mur? Tak, to trafne porównanie. Czuję, że muszę mieć ten mur - w ramach granicy, której dla niej nie miałam.
        • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:27
          Napis z obrazka mnie złe zrozumiała.

          Kompletnie kontakt zerwały wnuki. Z tego co wiem to gdy wnukowi sie urodziło dziecko to przysłał informacje o tym fakcie i zdjęcie dziecka. Natomiast nie przyjeżdzają, nie dzwonią, nie piszą.

          Ci rodzice kompletnie zawłaszczyli zycie dzieci. To jedno z tych dzieci - jedyny syn i najmłodsze dziecko - ma obowiązek dostarczania pieniedzy na wszelkie zachcianki rodziców i powodów do chwalenia sie. Nie ma prawa byc bezrobotny - bo czym by sie uciec chwalił ?

          Słusznie postawiłaś pytanie : czy musi byc wszystko albo nic ? Tak, w tej rodzinie tak. Jesli sie da palec wezmą cała rękę. Rodzice przeprowadzili sie jakieś 8 lat temu do miasta w którym mieszkają ich 2 córki.
          Jedna stawia granice - na wyraźne życzenie meza. Zapraszają rodziców raz na jakis czas, ona do nich przychodzi żeby im pomoc w gotowaniu czy sprzątaniu. Najeżdżają na nią potwornie. Jaka to straszna z niej egoistka.
          U drugiej córki rodzice siedzą non- stop . Przychodzą na cały weekend, oczywiście nocują. Ta córka ma dom letniskowy, oczywiście w lecie zabiera ich na cały weekend. Własna córkę straciła - wiele lat temu wyjechała za granice. Zreszta jako dziecko cały czas słyszała jak to ona nie jest żadna rodzina, ze rodzina to rodzice i rodzeństwo. Swojego meza ta córka ignoruje.
          To co występuje u tej córki to nie jest parentyfikacja tylko stawianie najwyżej potrzeb całej rodziny. Albo wręcz utożsamianie sie z rodzina w tak wysokim stopniu ze uniemożliwia to założenie własnej rodziny.

          Co do lektur o ktore pytałaś. Jeden z tych wnuków czyta współczesne powieści , wnuczka szczególnie interesuje sie literatura iberoamerykańską i malarstwem. Duzo czyta o malarstwie, oglada albumy co wzbudzało szczególna wsciekłość jej babki - " cooo ? Znowu jakis album ?? Wzięłoby sie toto do jakijs porządnej roboty, naczynia niepozmywane a toto obrazki se ogłada !!!!"
          • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:33
            Dodam jeszcze dla jasności ze dzieci ńie były przez rodziców wożone na tenisa czy karate, nie było prywatnych lekcji jezykow. Nie istniało pojęcie wakacji. W wolnym czasie tzn po szkole i w czasie wakacji dzieci zapieprzaly w polu.
            Ojciec miał dobra pensje ale był peerelowskim playboyem, chodził z imprezy na imprezę , dzieci olewał, zonie wydzielał pieniądze. W tej chwili oboje domagają sie żeby wszystko kręciło sie wokół nich, oni sa w centrum uwagi, matka jest wozona codziennie na akupunkturę , do masażysty i do 3 lekarzy tygodniowo.
            • alsk9 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 11:52
              Opisujesz relacje w jakich jest wyraźna przemoc emocjonalna. Równie częste w relacjach dzieci z rodzicami jak i kogoś z dysfunkcyjnym partnerem w małżeństwie. Toczka w toczkę związek znajomych, gdzie pani jest chora psychicznie a cała rodzina (a w szczególności mąż) zmanipulowana i podporządkowa jej pwymysłom, nie traktująca jej jako chorej.

              W ogóle większość wątków na tym forum jawi się jako dylemat temat jeden
              "Czy rodzinie mamy prawo pozwalać na to, na co nie pozwolimy obcemu. Czy rodzina ma prawo wobec nas stosować różnego rodzaju zachowania naganne jeśli za takie samo zachowanie ze zwykłym znajomym byśmy zerwali kontakt. "
              Jak na razie w teorii odpowiedzi proste, w praktyce różnie bywa.
              • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 12:15
                Słowo " rodzina" w polskim kontekście aż mnie mierzi.
                Rodzina to wlasnie grupa ludzi bezkarnych, ignorujących wszelkie normy prawne i społeczne. " bo to przecież rodzina ".

                Moja siostra pozwala na to żeby jej córka jeździła samochodem który prowadzi jej pijany ojciec.
                Bo to przecież rodzina.........

                W rodzinie mojej koleżanki ( mieszkającej za granica, od tejże rodziny daleko ) opowiedziała mi wstrząsająca sytuacje. Otóż jej siostrzenica została pogryziona przez psa. Właściciele psa powiedzieli ze to ona tego psa sprowokowała. Nie było żadnych przeprosin ani propozycji odszkodowania. Matka pogryzionego dziewczynki chciała tych ludzi podać do sadu ale spotkała sie z oporem rodziny " No wiesz, to przecież rodzina, rodzine chcesz podać do sadu ?!!"
                • alsk9 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 12:51
                  Ja nie mam problemu ze słowem rodzina, z częścią kuzynów nie utrzymujemy kontaktów bo ktoś kiedyś o coś się pokłócił i nikt tego specjalnie nie przeżywa.
                  Podobne hasła funkcjonują ciągle, jest przemoc w rodzinie ale hasło "przeciw mężowi chcesz wystąpić?" "małżeństwo chcesz rozbić?", dziecko jest uzależnione a matka daje mu kasę pomagając tym kontynuować nałóg, to hasło "dziecku mam odmówić?", ktoś na stanowisku molestuje dzieci "jak śmiecie oskarżać tak ważną osobę!", ksiądz kradnie pieniądze parafianów ze składek na kościół "księdza będziesz oczerniał? przeciw kościołowi występujesz? przecież to kapłan, nie wypada!", dawniej ważny był też wiek, że to starszych się słucha a dzieci nie mają prawa głosu, albo płeć, więcej mógł mężczyzna niż kobieta.
                  Może masz osobiste akurat przeżywanie kwestii rodziny, wydaje mi się jednak, że to dużo szerszy kontekst społeczny, cały system tak działa w ramach wielowiekowego schematu, że niektórym wolno więcej niż innym. Zmiany są powolne i też nieidealne.

                  • solaris_1971 Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 13:12
                    Idealnie to ujęłaś. " wiem lepiej bo jestem starsza " - któż z nas tego nie usłyszał ?
                    Starszych należy sie słuchać. Rodziców należy sie słuchać. A juz starzy rodzice to święte krowy.

                    Chyba najlepszym przykładem nabierania szczególnych przywilejów to teściowa. Z chwila zostania teściowa nabywa praw do bezkarnego ubliżania synowej. A synowa często słyszy " wszystkie teściowe takie sa " albo " ty o masz dobrze, moja jest znacznie gorsza".

                    Nie mieszkam w Polsce juz od 17 lat. Piszesz ze sa zmiany. Jesli tak to jakie ? Co sie zmieniło ?
                    Czy pokolenie ludzi ok 25 żyje inaczej ?
          • napis_z_obrazka Re: Emigracja na tle rodzinnym 24.06.15, 14:42
            solaris_1971 napisała:

            > Napis z obrazka mnie złe zrozumiała.
            > Moze tak byc;-) Moim zdaniem robimy tu magiel, bo nie o wlasnych problemach lub propozycjach pomocy dla kogos w trudnej sytuacji rodzinnej, rozprawiamy ´´co jedna pani powiedziala drugiej pani´´. To tez polska mentalnosc czy raczej ludzie tak maja?

            > Kompletnie kontakt zerwały wnuki. Z tego co wiem to gdy wnukowi sie urodziło d
            > ziecko to przysłał informacje o tym fakcie i zdjęcie dziecka. Natomiast nie pr
            > zyjeżdzają, nie dzwonią, nie piszą.
            >
            Nie rozumiem:-) Wnuki zerwaly kontakt z dziadkami a ze swoimi rodzicami wnuko/dzieci utrzymuja kontakt?

            > Ci rodzice kompletnie zawłaszczyli zycie dzieci. To jedno z tych dzieci - jedyn
            > y syn i najmłodsze dziecko - ma obowiązek dostarczania pieniedzy na wszelkie za
            > chcianki rodziców i powodów do chwalenia sie. Nie ma prawa byc bezrobotny - bo
            > czym by sie uciec chwalił ?
            [b]Jasne, ze jest mu przykro, jesli tak czuje. Ale syn tez ma Problem. Moze za bardzo zalezy mu na pochwalach? Myslalas o tym? Te prezenty daje, bo widzi potrzebe pomocy rodzinie, czy bardziej potrzebne mu te glaski... Roztropnie jest sobie tez zostawic cos na czarna godzine /b]
            >
            > Słusznie postawiłaś pytanie : czy musi byc wszystko albo nic ? Tak, w tej rodzi
            > nie tak. Jesli sie da palec wezmą cała rękę. Rodzice przeprowadzili sie jakieś
            > 8 lat temu do miasta w którym mieszkają ich 2 córki.
            > Jedna stawia granice - na wyraźne życzenie meza. Zapraszają rodziców raz na jak
            > is czas, ona do nich przychodzi żeby im pomoc w gotowaniu czy sprzątaniu. Najeż
            > dżają na nią potwornie. Jaka to straszna z niej egoistka.
            > U drugiej córki rodzice siedzą non- stop . Przychodzą na cały weekend, oczywiśc
            > ie nocują. Ta córka ma dom letniskowy, oczywiście w lecie zabiera ich na cały w
            > eekend. Własna córkę straciła - wiele lat temu wyjechała za granice. Zreszta ja
            > ko dziecko cały czas słyszała jak to ona nie jest żadna rodzina, ze rodzina to
            > rodzice i rodzeństwo. Swojego meza ta córka ignoruje.
            > To co występuje u tej córki to nie jest parentyfikacja tylko stawianie najwyżej
            > potrzeb całej rodziny. Albo wręcz utożsamianie sie z rodzina w tak wysokim sto
            > pniu ze uniemożliwia to założenie własnej rodziny.
            >
            Przeciez nie siedzimy w glowach tych kobiet. Moze jedna chce byc dobra zona... albo musi;-) A druga tak czy siak,nie bedzie nigdy dobra zona ani matka, to chociaz dobra corka.
            > Co do lektur o ktore pytałaś. Jeden z tych wnuków czyta współczesne powieści ,
            > wnuczka szczególnie interesuje sie literatura iberoamerykańską i malarstwem. Du
            > zo czyta o malarstwie, oglada albumy co wzbudzało szczególna wsciekłość jej bab
            > ki - " cooo ? Znowu jakis album ?? Wzięłoby sie toto do jakijs porządnej robot
            > y, naczynia niepozmywane a toto obrazki se ogłada !!!!"

            Odpowiem tak. Ja bylam w 2 pracowniach malarskich. Ku mojemu oniemieniu;-) panowal idealny porzadek. Pedzelki pomyte;-) Troszke zartuje.
            No coz, Babka sie wkurzyla, a jak zachowala sie wtedy Twoja kolezanka? Moze Babcia tez estetka i nie spocznie, poki nie ma ladu wokol siebie. A kto gotowal obiad?
            Ja mieszkalam w Holandii. Bylam zaproszona z rodzina do sasiadow na urodziny. Bylo pare osob. Pod koniec imprezy powiedziano nam, ze w Holandii jest zwyczaj: gospodarze przygotowuja poczestunek, goscie sprzataja. Oczywiscie dolaczylismy do wszystkich gosci. Natychmiast!

            A propos, w tych powiesciach to idealnie miedzy ludzmi w rodzinie czy roznie?

            W Zachodniej Europie, gdzie ludzie w dostatku coraz dluzej zyja, jest problem z seniorami. Sa akcje edukacyjne, jak chronic sie przed demencja, jak dbac o sprawnosc fizyczna itd itp Ale przychodzi czas, ze jesli stac, to ktos musi zorganizowac dom seniora, zdecydowac czy juz, rozmawiac o tym. Jesli pieniedzy mniej lub woli sie zostac w swoim domu, to opiekunka sama nie przyjdzie. Ktos musi zadbac o to i ´´dogladac´´. Miec przyzwoite dzieci w ´´pieknym wieku´´ to tylko marzenie?

            Z mojej orientacj, np. w Niemczech dziecko ( praktycznie ca 60plus!), ktore wezmie do siebie swojego rodzica-seniora (ca 80plus!) otrzymuje doplate. Jest to jakas zacheta ze strony panstwa do takiej wlasnie mentalnosci;-)


        • asia_i_p Re: Emigracja na tle rodzinnym 29.06.15, 09:34
          Ola, mojej teściowej też nie starcza, że odwiedzamy ją co drugi/ trzeci weekend i też chciałaby co weekend. My odwiedzamy, jak możemy - to od nas zależy, kiedy przyjedziemy prawda? Też chciałaby telefonów codziennych, dzwonimy, kiedy widzimy potrzebę. Ale nie odcinamy się całkowicie. Da się, tylko trzeba się trochę odciąć emocjonalnie w niektórych momentach i nie pozwalać w sobie wzbudzać poczucia winy.

          Natomiast brat męża mieszkał z matką do 35 roku życia, a potem wyjechał do Wielkiej Brytanii.

          Więc to nie jest tak, że jak jedna strona jest toksyczna, to drugiej pozostaje zero-jedynkowy wybór wszystko albo nic. Da się wypracować kompromis, tylko on wymaga więcej pracy niż w przypadku nietoksycznych rodziców.
          • ola_dom Re: Emigracja na tle rodzinnym 29.06.15, 09:58
            asia_i_p napisała:

            > Więc to nie jest tak, że jak jedna strona jest toksyczna, to drugiej pozostaje
            > zero-jedynkowy wybór wszystko albo nic. Da się wypracować kompromis, tylko on wymaga
            > więcej pracy niż w przypadku nietoksycznych rodziców.

            No tak. Ale to moja mama zaczyna się zachowywać jak "alkoholik miłości" - wszystko albo nic. Nie umie dozować kontaktów - jak jest mniej i rzadziej, niż ona by chciała - to zaczyna się histeria.
            Chyba już pisałam - w którymś momencie wykrzyczała, żebym już w ogóle do niej nie dzwoniła, bo ona nie może już tego (?) znieść. Bo telefon raz-dwa razy dziennie to było za mało.

            Oczywiście, że da się wypracować kompromis, jak się ma nietoksycznych rodziców. Tylko że od nietoksycznych nie uciekasz na antypody. Bo właśnie DA SIĘ wypracować rozsądne rozwiązanie.
            I owszem - mama czy teściowa może być smutna, że widzicie się za rzadko, ale nie zarzuca Cię histerią, nie wymyśla kolejnych problemów, powodów, nie manipuluje poczuciem winy, nie straszy samobójstwem z rozpaczy - bo "się nią nie interesujesz", etc.

            Ja teraz przerabiam etap "zaklęcia i zaczarowania" - dosłownie. Bo przecież sama z siebie w życiu bym się tak nie zachowywała wobec matki, więc zostałam zaklęta przez szpetuchę. To przecież oczywiste, skoro mój facet pochodzi spod ukraińskiej granicy - nawet nie za bardzo się trzeba zastanawiać, nie...? A jak powiedziałam, że owszem, niewykluczone, że zostałam zaczarowana, ale bardzo mi się to podoba - to sprawa była jasna: "no bo MUSI mi się podobać! Tak to ma właśnie działać!"... Nie będę podawać szczegółów, bo to normalnie wstyd, ale niemal czekam, co kolejnego moja matka wymyśli.

            I wierz mi - nie uciekłam przed nią, NIGDY nie zerwałam z nią kontaktów - to ona dwa razy krzyczała, że mam już do niej nie dzwonić (a potem żaliła się naokoło, że "no jak to tak można - nawet do matki nie zadzwonić...."), naprawdę bardzo bym chciała wypracować z nią normalną relację, ale wierz mi - tracę nadzieję, że to w ogóle jest możliwe.
            I jestem pewna, że nigdy nie dojdzie do tego, że będę chciała zerwać z nią kontakt z mojej własnej inicjatywy, ale nie wykluczam, że może się znowu tak stać po kolejnej "akcji".

            Więc naprawdę rozumiem, że są rodzice, przed którymi nie ma innej ucieczki, jak ta za granicę.
Pełna wersja