Dodaj do ulubionych

dużo trudnych rzeczy

11.12.16, 12:12
Potrzebuję się wygadać, opowiedzieć komuś to wszystko, bo juz nie daję rady. Tak bardzo nie ogarniam. Wiele trudnych sytuacji nakłada się na siebie.

Pochodzę ze zwykłej dobrej rodziny, jestem wrażliwa, inteligentna. Ale zawsze coś było nie tak. Coś mnie blokowało w relacjach z rówieśnikami, potem z facetami. Ogromna samotność, niepewność, kompleksy. Nie skończyłam żadnych studiów, choć podejmowałam próby. Racjonalnie chciałam i wiedzialam że to ważne, a koniec końców wszystko zawalałam. Mojego męża poznałam przez internet, już ponad 10 lat temu, na czacie erotycznym. Ma wiele zalet, ale też niestety tę wadę że tym czatowaniem, poznawaniem coraz to nowych kobiet zaspokaja całą swoją potrzebę bliskości. Oczywiście nie od razu to zrozumiałam. Poznaliśmy się jako bardzo młodzi dwudziestoparolatkowie. Na początku zafascynowani, zajęci tylko sobą. W trakcie trwania małżeństwa wyszło że są te inne kobiety, że ma stałe internetowe koleżanki do cyberseksu i ciągle poznaje nowe. Niezależnie od tego czy między nami w łóżku było ok, choć wiadomo że z czasem bywało coraz mniej ok.
Do moich własnych emocjonalnych problemów i bólów doszło jeszcze to. To mnie niszczyło dzień po dniu. Sprawdzałam go, błagałam, żądałam, żeby to zostawił, żeby poświęcił mi choć 10 minut swojej uwagi dziennie.

Apogeum mojego dramatu rozpoczęło się 3 lata temu i trwało około roku. Nie miałam wtedy pracy, żadnych znajomych. Miałam lęki przed wychodzeniem z domu. W nocy śniły mi się jakieś czarne mary. Oczywiście miałam mega poczucie winy że nie zarabiam, że taka jestem beznadziejna, że nie mogę mieć dzieci, że nie umiem zainteresować sobą męża. Za którymś razem gdy znów go sprawdziłam, coś we mnie pękło. Do był właściwy moment żeby po prostu odejść. Ale ja byłam na to zbyt bierna i niepewna. Postanowiłam się zemścić. Poszłam w internet, tak jak on. Tylko z premedytacją, żeby kogoś poznać i zdradzić. Bez uczuć, bo we mnie nie było wtedy żadnych. No więc poznałam, zdradziłam. Nie kryłam się z tym odpowiednio, więc sprawa szybko wyszła na jaw.

Wtedy zobaczyłam reakcję mojego męża, jego ból. To było straszne. Widok jego wtedy, to jedno z najstraszniejszych wspomnień w moim życiu. Myślałam że jest nieczułym potworem, że nic go nie ruszy. Ale go ruszyło.

Ja po tej zdradzie byłam wrakiem człowieka. Miałam wrażenie że cała moja osobowość, to czym byłam, wszystkie dobre rzeczy we mnie, to wszystko rozbiłam w drobny mak. Nie było co zbierać.
Resztką sił poszłam na terapię, która trwa do dziś, czyli prawie dwa lata.

Z mężem podejmowaliśmy jakąś tam próbę bycia razem, ale ani on nie ufa mi, ani ja jemu. Nigdy nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, więc jak tu cokolwiek odbudowywać. Mąż poszedł w wir imprez, jakichś przelotnych znajomości. Ja na jakiś czas się wyprowadziłam. Potem znów jego prośby żebym wróciła, kolejne próby bycia razem. Mieszkamy razem, ale daleko od siebie. Ja czasem podejmuję próby rozmowy, on się totalnie zamknął.

W trakcie trwania terapii, gdy zaczęłyśmy poruszać tematy mojej przeszłości, zrozumiałam że moja rodzina wcale nie była taka idealna. Przypomniałam sobie wiele rzeczy, które po prostu zarzuciłam, no bo było tak i już, co tu roztrząsać, myślałam że tak jest w każdej rodzinie. To że nikt mnie nigdy nie dotykał, nie przytulał, że czułam się jak trędowata, nikt nigdy nie powiedział mi 'kocham cie'. Że jako dziecko chciałam się zabić, albo chociaż uciec z domu. Nigdy nie czułam się kochana, nigdy, nie mam ani jednego takiego wspomnienia. Nieraz jako dziecko wyłam nocą do poduszki i zastanawiałam się dlaczego nikt mnie nie kocha. Miałam nadzieję że może jestem adoptowana, że może kiedyś znajdzie się prawdziwa rodzina która mnie chce.

Zrozumiałam z czasem że zachowuję się jak ofiara przemocy, i to jej konkretnej formy - przemocy seksualnej. Widziałam wiele symptomów, ale nie rozumiałam z czym to połączyć. Dopiero gdy pozwoliłam sobie o tym myśleć, wróciło obrzydzenie, wstręt, wstyd. To co pamiętam, myślałam że każdy ojciec tak okazuje czułość, tylko ze mną jest coś nie tak. No bo z jednej strony tak łaknęłam bliskości, a z drugiej jak już ktoś chciał mi ją dać, to nie umiałam jej przyjąć. To budzilo tylko wstręt, wstręt aż do wyrzygania.

Próbowałam zrozumieć te wspomnienia. Czy to ojciec robił coś złego, czy tylko ja wychowana przez oziębłą matkę tak to odbierałam. Cały czas nie wiedziałam, bo przecież tych wspomnień mam tak niewiele i są niekonkretne. Do dnia kiedy odezwała się moja sporo starsza siostra. Zupelnie niezależnie, napisała list do matki, w którym nazwała ojca pedofilem, opisała swoją traumę.

Próbuję to wszystko ogarnąć, poukładać. Choć cały czas nie mam prawie żadnych uczuć. Inni za mnie przeżywają wściekłość na moją bierną matkę, na mojego ojca, nienawiść itd. Ja to oglądam wszystko jak przez szybę.

To wszystko dzieje się teraz, dopiero otwierają się rany. Mam terapeutkę, ale tak naprawdę jestem z tym sama. Nie umiem przyjmować wsparcia, pomocy, bliskości. NIe wiem jak się to robi, nie czuję tego. Ktoś może być przy mnie a ja i tak będę czuła się sama. No ale nikogo nie ma. Mam paru bliskich znajomych. Ale przy całej ich życzliwości, to też są pokręcone osoby, z własną trudną historią.

Mój mąż w międzyczasie złożył pozew rozwodowy. Czekam na pierwszą rozprawę. W tym wszystkim jeszcze jest wiara, Bóg. Z jednej strony daje mi to jakieś podparcie. Z drugiej też poczucie winy że zepsułam, zawaliłam. Że nie mam prawa do nowego związku. Zresztą nawet go nie chcę, nie wyobrażam sobie siebie już z nikim.

Pewnie jakoś to przejdę, tak jak wszystko do tej pory. Ale czasem nie mam już sił. A może po prostu jestem przerażona tym co będzie dalej. Wzięłam pare dni wolnego w pracy, żeby się zregenerować, bo pracuje na półtora etatu. No właśnie ta praca też taka niepewna, powinnam teraz szukać nowej, ale kurcze za dużo, za dużo.
Przepraszam ze tak długo. Może ktoś dobrnął do końca. Po prostu dziękuję że mogłam to z siebie wyrzucić.
Obserwuj wątek
    • pade Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 12:45
      " Z drugiej też poczucie winy że zepsułam, zawaliłam. Że nie mam prawa do nowego związku. Zresztą nawet go nie chcę, nie wyobrażam sobie siebie już z nikim."
      Czyli chcesz się ukarać? Za co konkretnie? Za dzieciństwo czy za zdradę męża, który prowokował Cię do niej przez całe lata?
      Rozumiem, że potrzebujesz kogoś bliskiego. Ale sądzę, że powinnaś się teraz skupić na terapii i najpierw poradzić sobie z traumą, a dopiero potem myśleć o nowym związku.
      Nowej pracy na Twoim miejscu też bym nie szukała. Chyba, że sytuacja Cię zmusi.
      Przeraża Cię to, co będzie dalej czy to, co jest za szybą?
      Moim zdaniem troska o przyszłość to temat zastępczy, mechanizm obronny Ci się włączył.
      Zajmij się tym, co jest tuż pod powierzchnią. Powolutku, małymi kroczkami. I dbaj o siebie bardzo. Przytulaj się, kup sobie piękną miłą w dotyku piżamę, mięciutki koc, pachnące świeczki, coś dobrego do jedzenia, książkę. Zrób dla siebie to, co lubisz.
      Masz za sobą tragiczne przejścia. Nie da się tego przejść bez szwanku. Będzie Ci jeszcze nie raz ciężko, ale w końcu przez to przejdziesz, ból się stępi.
      Trzymaj się ciepło:)
      • paknaopak Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:18
        Chyba cały czas się karzę, dyscyplinuje i próbuję na coś zasługiwać. To z zasługiwaniem rozumiem z czego wynika, ale karanie nie. To ma związek nie tylko z mężem, ale właśnie z dzieciństwem. Nie rozumiem tego.

        O ewentualnym nowym związku napisałam w tym kontekście, że mówią o tym moi znajomi. W sensie: dobrze że się rozwiedziesz, za jakiś czas będziesz mogła sobie na nowo życie ułożyć. A ja mam poczucie że ten rozwód, zamknie moją ostatnią szansę na posiadanie rodziny.

        Przeraża mnie na pewno to co za szybą. Te wszystkie uczucia jeszcze do mnie nie dotarły. Ciągle jest tylko jakiś bliżej nieokreślony ból. Boję się co będzie, jak przestanę trzymać w kupie całą tę marną konstrukcję którą jestem.

        A przyszłość to swoją drogą. Rozwód, więc pewnie przeprowadzka, nie wiem dokąd. Poleganie tylko na sobie. Boję się tego.
        • pade Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:35
          Przyszłości nie ma. Jest dzisiaj, teraz.
          Skup się na tym co czujesz w danym momencie i przestań się straszyć.
          Dałaś radę do tej pory. Dasz radę i jutro.
    • iziula1 Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:01
      Tak, masz rację za dużo trudnych rzeczy cię spotkało. Za dużo, za bardzo bolesne i bardzo trudne. Nikt z takim nawałem nie byłby sobie w stanie poradzić.

      Mam tylko jedną radę byś nie skupiała się na uczuciach męża. Jego ból nie jest twoim bólem choć wynika z twego konkretnego postępowania. Ale powiedz szczerze czy kiedy on robił ci to samo, wielokrotnie, bez oporów, mając świadomość że cię rani nie był potworem?
      Więc nie żałuj potwora.
      Jesteś w trudnej sytuacji, musisz stawić czoła temu co cię spotkało w przeszłości. Ogranicz więc zmiany do minimum. skup się na tym na co masz wpływ, czyli swoją terapię. Jest trudna, bolesna ale ważna i za rok, dwa a może trzy będziesz już inną osobą.
      Rozwód - skup się na tym by był jak najmniej bolesny dla Ciebie. Jeśli nie czujesz się na siłach by przejść przez niego sama zwróć się o pomoc do prawnika.

      Co sprawia,że czujesz się lepiej? Bieganie, jazda na rowerze, czytanie, fitness, kino? Zacznij to robić, choć raz w tygodniu.
      Wyjdź na miasto, popatrz w niebo, na gwiazdy, ludzi - złap dystans do swoich problemów. Są ważne ale życie toczy się dalej więc i ty pójdziesz dalej.
      Jeśli jesteś typem samotnika nie zmuszaj się do kontaktu z innymi bo jeszcze bardziej się sfrustrujesz. Zastanów się jaka jesteś, co lubisz, co chcesz zmienić a co ci w tobie odpowiada. Nie walcz ze sobą, nie oceniaj siebie w negatywnych kategoriach. Działasz na zasadzie ogromnego poczucia winy za wszystko wokół.
      Pomału , małymi krokami wszystko się ułoży. Skup się teraz na sobie. Fakt,że nie masz dzieci to ogromny plus tej sytuacji, bo masz czas by zając się sobą - tym małym dzieckiem które jest spragnione miłości, uwagi i pieszczot. Od Ciebie :)
      Trzymam kciuki.
      • paknaopak Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:34
        Gdy jestem sama w domu, albo wśród ludzi z którymi nie jestem zbyt blisko, funkcjonuję na takim jakby znieczuleniu. Gadam, śmieję się, może mniej niż kiedyś, ale jest ok. Tak samo gdy jestem sama w domu. Oglądam filmy, czytam, rysuję. Ale ślizgam się po powierzchni.
        Wczoraj spotkałam się z takimi bliższymi osobami. I to wszystko ze mnie wylazło. Wróciłam do domu i przepłakałam pół nocy. Przy kimś kto trochę mnie zna i serio jest mi życzliwy, nie byłam w stanie utrzymać tej fasady że jakoś sobie radzę.
        I znów probem bo ja tego nikomu nie pokazuję, staram się nikogo nie obciążać. Ludzie mnie lubią, bo jestem wesoła, wygadana, pozytywna, nie narzekam. A tu zonk bo już nie umiem.
        • pade Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:39
          Uważasz, że ludzie tego oczekują od Ciebie (pokazywania, obciążania) czy męczy Cię udawanie?
          Jeśli to drugie to przestań. Powiedz, że przechodzisz trudny czas (sam rozwód to ogromny stres) i tyle. Nie musisz się tłumaczyć i masz prawo nie być duszą towarzystwa.
          • paknaopak Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:48
            Chyba boje się, że skoro nie jestem teraz duszą towarzystwa to przestaną mnie lubić i znów będę sama.
            • pade Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 13:53
              Tzn., że albo to są Twoje wyobrażenia, albo relacja jest słaba. Jeśli to drugie, to może dobrze, że zostanie zweryfikowana?
              Ja mam tylko jedną przyjaciółkę, znajomych też niewiele. A przyjaciółka jest przyjaciółką bo akceptuje i moje "mam totalnego doła, jestem marudna, wściekła, załamana" i moje "to co, idziemy się bawić?"
              Na "boję się" jest jedno lekarstwo - działanie. Spróbuj raz nie mieć humoru i zobacz jaka będzie reakcja. Może źle oceniłaś swoje towarzystwo?
            • tt-tka Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 14:13
              Odbudujesz relacje. Albo stworzysz nowe. Jak sie pozbierasz.
              Najpierw rzeczywiscie polub siebie, wybacz sobie (to, co zrobilas sobie, nie mezowi) i zadbaj o siebie. O wlasne zdrowie, przyjemnosci, odpoczynek.
              *niesmiala podpowiedz* - moze jakas grupa taneczna, relaksacja, joga, cos z tych rzeczy ? nawet bez zaglebiania sie w psyche i filozofie umiejetnosc koordynacji ruchow i oddechu bardzo pomaga sie pozbierac
            • zuzi.1 Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 16:16
              Strasznie mi przykro, ze Cie to wszystko w zyciu spotkalo, przytulam Cie mocno i będę trzymać za Ciebie kciuki. Wyjdziesz z tego, mocniejsza. I tak jak piszą dziewczyny, teraz skupienie tylko na sobie i na dniu dzisiejszym. Twój mąż to zaburzony facet,wiec nie ma kogo zalowac. Z nim nie da się stworzyć normalnej rodziny. Za jakiś czas będziesz sie cieszyć, ze nie jesteś juz z nim. Nie da się zyc z człowiekiem, który Cie ciągle rani i z ktorym nie da się stworzyć bliskości. Taki związek nie ma kompletnie sensu. Trzymaj sie paknaopak, małymi krokami, do przodu, wyjdziesz z tego.
    • agniesia331 Re: dużo trudnych rzeczy 11.12.16, 16:33
      Meza wyrzuc ze swojego zycia,pracy nie zmieniaj,w takiej sytuacji musisz miec cos stalego.bezrobocie i wycie do poduszki to zadne wyjscie
      • sebalda Re: dużo trudnych rzeczy 14.12.16, 13:42
        Przeczytałam ostatnio świetną książkę o mężczyźnie, który w dzieciństwie był wykorzystywany seksualnie, dotkliwie bity, kaleczony i trwało to latami. W dorosłym życiu odbił się od dna, był niezwykle uzdolniony i dzięki temu osiągnął wiele w życiu zawodowym, miał kochających przyjaciół, potem miłość swojego życia, milion dowodów na swoją wysoką wartość, mimo to nigdy nie potrafił nie gardzić sobą. Ofiara, która winę bierze na siebie. Ofiara, ktora ma się za tego najgorszego, choć przecież na to nie zasługuje w najmniejszym stopniu.
        Gdy się czyta tę książkę, w której wszystko krzyczy: człowieku, weź się w garść, to nie ty jesteś winny, masz prawo być kochany, trudno uwierzyć, że coś może być tak głęboko zakodowane w człowieku. Ktoś może uznać, że ta książka jest nierealna. Jak widać z tego wątku - jest aż za bardzo realna.
        Paknaopak! Zrób wszystko, by przerobić, a potem zostawić za sobą na zawsze przeszłość! Przemyśl sobie bardzo dokładnie to, czy za czyjeś potworne winy Ty chcesz płacić całe życie?!?
        I uznaj rozwód za błogosłowieństwo w tej sytuacji, to dla Ciebie naprawdę najlepsze rozwiązanie, choć wiem, że teraz boli.
        Trzymaj się, kochana! :)
        • paknaopak Re: dużo trudnych rzeczy 14.12.16, 22:33
          Dziękuję Ci za życzliwy post, ale nie rozumiem. W jaki sposób ja płacę za czyjeś winy?
          • sebalda Re: dużo trudnych rzeczy 15.12.16, 10:46
            >> Dziękuję Ci za życzliwy post, ale nie rozumiem. W jaki sposób ja płacę za czyjeś winy?

            Miałaś bardzo trudne dzieciństwo, wyrządzono Ci podwójną krzywdę ze strony ojca i matki, byłaś wykorzystywana, odtrącana. To oni są winni i jest to wina jedna z najgorszych, jakie mogą spotkać człowieka, bo rodzice mają nas bronić i kochać bezwarunkowo, a nie łamać nam życia. Bezbronnemu dziecku.
            Ty czujesz się całe życie niewarta miłości, troski, masz ogromne kompleksy, w dorosłym życiu pozwalasz się traktować tak jak w dzieciństwie, bo ciągle jesteś tym niekochanym i nic niewartym dzieckiem. I to jest ta wielka cena, jaką płacisz za niewybaczalne, niewyobrażalne winy Twoim rodziców. Jesteś ich niewinną ofiarą, a dźwigasz brzemię ich win, uważając się za kogoś bezwartościowego. I pewnie mimo dowodów sympatii i wsparcia bliskich znajomych, wciąż uważasz, że na to nie zasługujesz.
            No i to poczucie winy wobec męża. Przeczytaj sobie to, co napisałaś o Waszych relacjach i zastanów się, co byś pomyślała o autorce, gdybyś czytała to jako czyjąś opowieść? Czy uważałabyś, że wina leży po stronie autorki? Że ona faktycznie powinna mieć takie wielkie poczucie winy i tak się użalać nad mężem? Chyba nie.
            Do tego jeszcze wiara i poczucie winy za rozpad związku. Jaka wina? To Ty zdradzałaś wielokortnie, odrzucałaś, odsuwałaś się, lekceważyłaś? Ręczę Ci, że Bóg tak nie ocenia, jeśli wierzymy, że nas kocha (choć czasami dziwnie nas doświadcza, ale to inna sprawa).
            Tak, żebyś mogła wyjść z tego bagna, w pierwszej kolejności musisz sobie uświadomić, że To wszystko to nie Twoja wina!
        • fusun1804 Re: dużo trudnych rzeczy 15.12.16, 04:41
          Czy to moze " małe Zycie"?
        • fusun1804 Re: dużo trudnych rzeczy 15.12.16, 04:53
          Sebajdo, miałam bardzo trudne dziecinstwo. Czy to właściwa lektura dla mnie ?
          • sebalda Re: dużo trudnych rzeczy 15.12.16, 10:32
            Tak, to Małe życie. Nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie, Fusun, bo to jest bardzo przykra książka. Autorka nie oszczędza czytelnikowi szczegółów stosowanej przemocy, niektórzy nawet twierdzą, że nią epatuje, że korzysta z nośnego tematu, ale ja tego tak nie odebrałam, uważam, że te opisy są potrzebne, bo normalny człowiek nie uwierzyłby nigdy w to, że dzieciństwo może aż tak zaważyć na czyimś życiu. Dopiero jak się pozna dokładnie przeszłość głównego bohatera, można zrozumieć, dlaczego on sobie nie radzi (wewnętrznie) ze swoją traumą.
            Książka nie jest chyba dla bardzo wrażliwego odbiorcy, bo jest naprawdę bolesna. Jest przy tym też, moim zdaniem, bardzo piękna. Czytam bardzo dużo, jedną książkę za drugą, ale ta lektura siedzi ciągle we mnie, wciąż do mnie wraca.
            Ogólnie, jeśli jesteś odporna, silna mimo trudnego dzieciństwa, możesz przeczytać, jeśli jesteś wrażliwa - czuj się ostrzeżona.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka