a-barbara
21.01.17, 15:56
Dzień dobry, przepraszam Dziewczyny, które zaangażowały się w moje przedświąteczne dywagacje, że nie odpisałam na część postów. Faktycznie, kiedy wyjeżdżam z Wwy - złota rodzinna zasada : internet zostaje w Warszawie (no, może mąż trochę oszukuje), w czasie świąt nie miałam dostępu (i czasu), a po świętach zwaliły się na mnie zaległości pracowe na frontach wszelakich :)
Wigilia była jeszcze dziwniejsza niż zwykle, cóż, najwyraźniej życie pisze własne scenariusze.
Zaplanowaliśmy wigilię na 4 osoby. Siostra i mama powiadomione, coś tam podobno robiły u siebie. Wszystko gra i furczy. W sobotę rano Tata dostaje telefon - dzwoni mąż chrześnicy mojej Mamy (bardzo fajny odłam nieco dalszej i rzadko widywanej rodziny) - moja kuzynka (siostra cioteczna), trafiła do olsztyńskiego szpitala (ciąża zagrożona), jej mąż (który chce być przy niej), dzwoni z nieśmiałym pytaniem, czy może podrzucić nam na kilka godzin swoje córki (w wieku moich dzieci). Mieszkają w okolicy Rucianego-Nidy, więc kiepska sprawa. Moje dzieci - szał i radość, bo bardzo się z dziewczynami lubią, przynajmniej nie będą we własnym sosie - decyzja przywozić. Oczywiscie, poprosiliśmy też kuzyna, żeby potem podjechał na Wigilię, jeśli wszystko będzie ok i rano sobie wszyscy do mamy w 1 dzień świąt pojadą (a stamtąd do domu). OK. Ponieważ cała jestem wyrobiona, choinka sie pręży, wszystko działa, stół od rana rozłożony i nakryty, jadę więc dokupić stosowne prezenty dla moich małych kuzyneczek. W międzyczasie MÓJ OJCIEC, widząc zaangażowanie mojego męża w sprawy, nieśmiało pyta ile osób będzie na wigilii u mamy - okazuje się, że 2 plus dziecię siostry. Mój własny ojciec zatem zaprasza via mój mąż (ja na zakupach w tzw. mieście :) ) - rodzinę męża (żeby nie robić przykrości). Wracam do domu, stół rozjeżdża się do przepisowych 2 dostawek. OK. Wigilia zaczyna się o 17.00 (teoretycznie). Kuzyn przywozi dzieci (i - co miłe: upominki dla moich chłopaków), przyjeżdża Teściowa i Siostra z przychówkiem. Siadamy. Jest ok. Przy stole szaleją 3 Elzy, 2 Star Warsów, siostra męża wybitnie miła i rozmowna. Godzina 17.30 TELEFON. Uwaga!!! Okazuje się, że tadamtadamtadam teściowa ZAPOMNIAŁA, że jednak zaprosiła siostrę, jej syna, dziewczynę z dzieckiem na Wigilię. I oni stoją teraz pod drzwiami (z sałatką, pierogami, szarlotką, uszkami i paczkami), a tam nikogo nie ma. Mąż WY
LEW, ja WYLEW (opcja- wyrzucać teściową i siostrę i jedno niewinne bawiące się dziecko), decyzja: zaprosić. Stół się rozjeżdża, prezenty- modyfikacja (dobrze, że ja zawsze wszystkiego za dużo dzieciakom kupuję, więc jest jak podzielić): odstępuję nowoprzybyłym część prezentów przygotowanych dla szwagierki, siebie, męża..... Około 21. dojeżdża kuzyn. I nagle złapałam się na tym, że .... JEST FAJNIE. Że w domu latają 4 Elzy (jedna w wersji "wiosna") i jedna Anna, a chłopcy robią im zasadzki rodem ze SW, że ojciec rozkwitł w rozmowie z nowymi ludźmi (okazało się że dziewczyna jest lekarzem w poliklinice i tata mógł ze szczegółami wyżalić się na przebieg leczenia mamy), że mój starszy syn poznał lepiej kuzyna, który zaprosił go w wakacje na konie (mają gdzieś stadninę koło Kadzidłowa), żeby spróbował, czy mu się to podoba. Pierwszy raz miałam szansę na spokojną , uczciwą, głęboką rozmowę ze szwagierką. Śpiewaliśmy kolędy. Przypomniały mi się dawne wigilie, kiedy cały ten dom aż tętnił od gości, cała zastawa porcelanowa dostępowała zaszczytu goszczenia na stole...Kiedy bywało tak dużo ludzi. że dzieci, po uroczystej wspólnej częsci miały nakrywany oddzielny stół, bo się nie mieściliśmy.
Tata powiedział mi, że to były wspaniałe święta. Że dopiero odczuł, że to co go zawsze przerażało to to, że co roku coraz więcej krzeseł robi się pustych i że zawsze koncentrował się na wspomnieniach. A teraz poraz pierwszy zobaczył wokół siebie GWAR. Inny, ale ok.
Tylko teściowa niezmiennie nafumiona.... że jest tak fajnie i że nie ma jak narzekać. Ale ot i historia moich świąt: niezwykła DLA MNIE, bo zniknęło mi z oczu to, co zawsze mnie przytłaczało: praca, zmęczenie, obowiązek: była improwizacja, szaleństwo, było głośno, gwarno, nieplanowanie i ok.