Dodaj do ulubionych

świąteczny ZEN :)

21.01.17, 15:56
Dzień dobry, przepraszam Dziewczyny, które zaangażowały się w moje przedświąteczne dywagacje, że nie odpisałam na część postów. Faktycznie, kiedy wyjeżdżam z Wwy - złota rodzinna zasada : internet zostaje w Warszawie (no, może mąż trochę oszukuje), w czasie świąt nie miałam dostępu (i czasu), a po świętach zwaliły się na mnie zaległości pracowe na frontach wszelakich :)
Wigilia była jeszcze dziwniejsza niż zwykle, cóż, najwyraźniej życie pisze własne scenariusze.
Zaplanowaliśmy wigilię na 4 osoby. Siostra i mama powiadomione, coś tam podobno robiły u siebie. Wszystko gra i furczy. W sobotę rano Tata dostaje telefon - dzwoni mąż chrześnicy mojej Mamy (bardzo fajny odłam nieco dalszej i rzadko widywanej rodziny) - moja kuzynka (siostra cioteczna), trafiła do olsztyńskiego szpitala (ciąża zagrożona), jej mąż (który chce być przy niej), dzwoni z nieśmiałym pytaniem, czy może podrzucić nam na kilka godzin swoje córki (w wieku moich dzieci). Mieszkają w okolicy Rucianego-Nidy, więc kiepska sprawa. Moje dzieci - szał i radość, bo bardzo się z dziewczynami lubią, przynajmniej nie będą we własnym sosie - decyzja przywozić. Oczywiscie, poprosiliśmy też kuzyna, żeby potem podjechał na Wigilię, jeśli wszystko będzie ok i rano sobie wszyscy do mamy w 1 dzień świąt pojadą (a stamtąd do domu). OK. Ponieważ cała jestem wyrobiona, choinka sie pręży, wszystko działa, stół od rana rozłożony i nakryty, jadę więc dokupić stosowne prezenty dla moich małych kuzyneczek. W międzyczasie MÓJ OJCIEC, widząc zaangażowanie mojego męża w sprawy, nieśmiało pyta ile osób będzie na wigilii u mamy - okazuje się, że 2 plus dziecię siostry. Mój własny ojciec zatem zaprasza via mój mąż (ja na zakupach w tzw. mieście :) ) - rodzinę męża (żeby nie robić przykrości). Wracam do domu, stół rozjeżdża się do przepisowych 2 dostawek. OK. Wigilia zaczyna się o 17.00 (teoretycznie). Kuzyn przywozi dzieci (i - co miłe: upominki dla moich chłopaków), przyjeżdża Teściowa i Siostra z przychówkiem. Siadamy. Jest ok. Przy stole szaleją 3 Elzy, 2 Star Warsów, siostra męża wybitnie miła i rozmowna. Godzina 17.30 TELEFON. Uwaga!!! Okazuje się, że tadamtadamtadam teściowa ZAPOMNIAŁA, że jednak zaprosiła siostrę, jej syna, dziewczynę z dzieckiem na Wigilię. I oni stoją teraz pod drzwiami (z sałatką, pierogami, szarlotką, uszkami i paczkami), a tam nikogo nie ma. Mąż WY
LEW, ja WYLEW (opcja- wyrzucać teściową i siostrę i jedno niewinne bawiące się dziecko), decyzja: zaprosić. Stół się rozjeżdża, prezenty- modyfikacja (dobrze, że ja zawsze wszystkiego za dużo dzieciakom kupuję, więc jest jak podzielić): odstępuję nowoprzybyłym część prezentów przygotowanych dla szwagierki, siebie, męża..... Około 21. dojeżdża kuzyn. I nagle złapałam się na tym, że .... JEST FAJNIE. Że w domu latają 4 Elzy (jedna w wersji "wiosna") i jedna Anna, a chłopcy robią im zasadzki rodem ze SW, że ojciec rozkwitł w rozmowie z nowymi ludźmi (okazało się że dziewczyna jest lekarzem w poliklinice i tata mógł ze szczegółami wyżalić się na przebieg leczenia mamy), że mój starszy syn poznał lepiej kuzyna, który zaprosił go w wakacje na konie (mają gdzieś stadninę koło Kadzidłowa), żeby spróbował, czy mu się to podoba. Pierwszy raz miałam szansę na spokojną , uczciwą, głęboką rozmowę ze szwagierką. Śpiewaliśmy kolędy. Przypomniały mi się dawne wigilie, kiedy cały ten dom aż tętnił od gości, cała zastawa porcelanowa dostępowała zaszczytu goszczenia na stole...Kiedy bywało tak dużo ludzi. że dzieci, po uroczystej wspólnej częsci miały nakrywany oddzielny stół, bo się nie mieściliśmy.
Tata powiedział mi, że to były wspaniałe święta. Że dopiero odczuł, że to co go zawsze przerażało to to, że co roku coraz więcej krzeseł robi się pustych i że zawsze koncentrował się na wspomnieniach. A teraz poraz pierwszy zobaczył wokół siebie GWAR. Inny, ale ok.
Tylko teściowa niezmiennie nafumiona.... że jest tak fajnie i że nie ma jak narzekać. Ale ot i historia moich świąt: niezwykła DLA MNIE, bo zniknęło mi z oczu to, co zawsze mnie przytłaczało: praca, zmęczenie, obowiązek: była improwizacja, szaleństwo, było głośno, gwarno, nieplanowanie i ok.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: świąteczny ZEN :) 21.01.17, 16:28
      Bardzo fajnie, że tak się wszystko ułożyło i że daliście radę odpowiednio i z humorem zareagować na te nieoczekiwane sytuacje, niespodziewanych gości itp.. Trzymam kciuki aby następne Wasze święta też były fajne i bez wzajemnych dąsów :)
    • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 21.01.17, 17:50
      PS. Miało być 5 osób (z przyzwyczajenia piszę 4 w sensie ja mąż dzieci) - zatem doliczam Tatę :)
    • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 21.01.17, 19:43
      a-barbara napisał(a):

      > była improwizacja, szaleństwo, było głośno, gwarno, nieplanowanie i ok.

      Ależ historia...!
      Fajnie - i sto razy lepiej, niż ktokolwiek zdołałby zaplanować.
    • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 06:57
      Czyli teściowa nic nie mówiąc tobie, zaprosiła do domu twojego taty swoją rodzinę w postaci swego syna z dziewczyną oraz swoją siostrę. Przyszli nagle w wigilię z sałatkami, nic nie wiedzieli że to nie ty ich zaprosiłas i ty jak zwykle uratowałas to, co popsuła teściowa czyli miło zaprosiłas gości i oddałaś im cześć swoich prezentów. Czy dobrze zrozumiałam? Goście okazali się fajni i sympatyczni. Wigilia w wielkim gronie była miła i rodzinna. Znowu uratowałas teściową. Dobra, czepiam się może :)
      Dobrze że wszystko się ułożyło dobrze i sympatycznie :)
      Pozdrawiam serdecznie.
      • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 06:58
        *syna siostry
    • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 09:24
      Fajnie, ze jestes zadowolona, ale faktem jest, ze znowu Cie wykorzystali jak zwykle. No ale skoro sie cieszysz, to gratuluje tak czy owak.
      • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 10:45
        ada1214 napisała:

        > Fajnie, ze jestes zadowolona, ale faktem jest, ze znowu Cie wykorzystali jak zwykle.

        Niezupełnie tak, jak zwykle.
        Moim zdaniem tym razem nie wykorzystali jej "emocjonalnie", a "fizycznie" też nie musiała szykować więcej.
        Nie umiem lepiej napisać tego, o co mi chodzi, ale myślę, że to w miarę jasne.
        Najgorsze dla mnie byłoby przygotowywanie Wigilii z poczuciem, że znowu "muszę". "Przygotowania do niechcianego" i poczucie przymusu są nieznośne. A tutaj ich nie było.
        • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 11:39
          Nie musiała nic przygotowywać więcej, nie narobiła się jak zwykle w dwóch domach. Fakt. Ale teściowa postawiła na swoim. Zaprosiła nie do własnego domu ale do domu Ojca synowej, kilka osób ze swojej rodziny i zapomniała o tym poinformować gospodarzy. To Barbara musiała robić dobrą minę do złej gry i ich przyjąć oraz dać prezenty. Oni nic o braku zaproszenia nie wiedzieli. Przynieśli sałatki i pierogi. Okazali się sympatycznymi ludźmi i super. Tylko znowu teściowa postawiła na swoim a Barbara jej uległa bo jest miła i kulturalna.
          • gat45 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 11:54
            Jednak teściowa nie wygrała tym razem :)
            Wykonała ostatnią jazdę dla honoru, ale chyba nawet ona wie, że to koniec i że powrotu do statu quo ante nie ma. I o to szło. A że reszta okazała się bonusem, to jeszcze pogłębia jej porażkę.
            Jakoś nie mogę tylko sobie ustawić w rzeczywistości tego "zapomnienia" o zaproszonej siostrze z przyległościami. Szwagierka też zapomniała o gościach ? Czy może nic o nich nie wiedziała? Bardzo dziwne.
            • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:17
              gat45 napisała:

              > Jednak teściowa nie wygrała tym razem :)

              Alez wygrala. Wigilia w pelnym skladzie, jak zwykle, i nie ona sie przy niej narobila.


              > Wykonała ostatnią jazdę dla honoru, ale chyba nawet ona wie, że to koniec i że
              > powrotu do statu quo ante nie ma.

              Gatu, optymistko... Zaloze sie o dowolna rzecz, ze nie byla to jazda ostatnia. Ani nawet przedostatnia. Mozliwosci ma mrowie a mrowie. Wystarczy przed nastepnym swiatecznym spotkaniem - albo i w trakcie - telefon od siostry "mama upadla, lezy, a ja nie mam sily jej podniesc". Myslisz, ze maz Barbary i ona sama zdobeda sie na "dzwon na pogotowie" ? Ze nie pomkna tam od razu ?
              A pomyslowosc takich osob jest nieograniczona...
              • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:39

                >
                > Gatu, optymistko... Zaloze sie o dowolna rzecz, ze nie byla to jazda ostatnia.
                > Ani nawet przedostatnia. Mozliwosci ma mrowie a mrowie. Wystarczy przed nastepn
                > ym swiatecznym spotkaniem - albo i w trakcie - telefon od siostry "mama upadla
                > , lezy, a ja nie mam sily jej podniesc". Myslisz, ze maz Barbary i ona sama zdo
                > beda sie na "dzwon na pogotowie" ? Ze nie pomkna tam od razu ?
                > A pomyslowosc takich osob jest nieograniczona...

                Tu nawet nie trzeba jakiejś wielkiej pomysłowości, teatralnego padania na podłogę. Na razie wszystko jest zgodnie z życzeniem teściowej zeby jej nie było przykro.
          • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 11:59
            Tylko znowu teściowa postaw
            > iła na swoim a Barbara jej uległa bo jest miła i kulturalna

            Otoz to :)
            Barbara jest zadowolona bo ludzie byli fajni i atmosfera mila. Czyli de facto jej zadolowolenie jest kwestia przypadku, a nie wlasnych wyborow. To wlasnie mi zgrzyta.
          • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 12:02
            Nie, nie, tesciowa ich zaprosiła do swojego własnego domu tylko bidulka o tym ZAPOMNIAŁA jak Autorka wyraznie zaznacza. Zaprosiła te 4 osoby do siebie po czym przyjęła zaproszenie ojca Barbary nie uprzedzając o tym zaproszonych przez siebie gości. Co robi Barbara ? Zaprasza ich do siebie !!! Tesciowa zrobiła świństwo i jak zwykle uszło jej to na sucho.

            Barbaro, a czy w sprawach finansowych cos sie ruszyło czy po staremu " ogarniacie sprawy finansowe "?
            • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 19:56
              fusun1804 napisała:

              > Nie, nie, tesciowa ich zaprosiła do swojego własnego domu tylko bidulka o tym Z
              > APOMNIAŁA jak Autorka wyraznie zaznacza.

              Szwagierka tez ZAPOMNIALA ?
              Barbaro, ciesze sie bardzo, ze w sumie swieta okazaly sie udane, ze ludzie sympatyczni, ze ojcu bylo dobrze - ale wroce do tego, o czym byla mowa w poprzednim watku. Pisalas, ze nie umialabys zyc jak siostra meza, wiecznie zalezna, a ja probowalam Ci wytlumaczyc, ze ona nie ma poczucia zaleznosci, tylko sprawstwa. No bo ma, bo ma powody. Znowu bylo tak, jak chcialy ONE.
              • szpil1 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 21:26
                tt-tka napisała:

                Znowu bylo tak, jak chcialy ONE.

                Tylko ciekawe czy Barbara tego nie widzi czy nie chce widzieć i oszukuje samą siebie.
                • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 22:25
                  szpil1 napisała:

                  > Znowu bylo tak, jak chcialy ONE.

                  No ale to w takim razie powinna chyba mieć pretensje do taty - skoro to on chciał, żeby po nie zadzwonić?
                  Bo rozumiem, że jakieś pretensje do kogoś musi mieć, bez pretensji się nie obejdzie, nie ma mowy, żeby cieszyć się z całkiem w sumie zabawnej sytuacji, jaka wynikła z wigilijnego zamieszania - choć "zapomnienie" o gościach zaproszonych na Wigilię istotnie jest dość ryzykowne do obronienia.
                  A może.... to tato Barbary uknuł taki spisek z teściową, za Barbary plecami...?! Bo choćby nie wiem co - gdyby nie on - całego zamieszania by nie było.
                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 22:43
                    No ja tam widze elementy oszustwa z premedytacja. Obie panie zapomnialy o czworgu gosciach ? Ich goscie zjawili sie z salatka, pierogami i czym tam jeszcze, a one ? Bez niczego, choc podobno cos tam szykowaly ?

                    Nie wiadomo, co by bylo, gdyby nie ojciec Barbary. Moze maz by sie zlamal, moze matka dostalaby ataku i dramatyczny telefon "przyjezdzaj natychmiast", tego nie wiemy i nie dowiemy sie.
                    Mnie by ciekawilo, o czym byla ta szczera rozmowa ze szwagierka i jak wygladaly dwa swiateczne dni. Rodzinna idylla, wszyscy sie kochaja ? O tym, jak zorganizowac Wielkanoc juz ktos pomyslal ? Sorry za zgryzliwosc.
                    • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 22:57
                      Wlasnie. Zapomniałam zapytać. Jak wyglądały święta tzn 1 i 2 dzien świat ?
                      A jeszcze co do wigilii - tak logistycznie - kto podawał, kto zbierał talerze, kto zmywał ?
                      • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:10
                        fusun1804 napisała:
                        tak logistycznie - kto podawał, kto zbierał talerze,
                        > kto zmywał ?

                        Zaklad, ze Barbara ? Moze ewentualnie z pomoca dziewczyny syna siostry tesciowej... choc jesli ojciec Barbary konwersowal z nia z zainteresowaniem, to raczej nie.
                  • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:07
                    " A może.... to tato Barbary uknuł taki spisek z teściową, za Barbary plecami...?! Bo choćby nie wiem co - gdyby nie on - całego zamieszania by nie było."

                    Dlatego pytam kto smażył tego karpia, kto podawał jedzenie, kto zbierał talerze i kto zmywał.
                    Bo mam wrażenie ze tato zaprosił tesciowa i szwagierkę owszem, do swojego domu, ale kelnerami i kucharzami byli jak zwykle Barbara i jej mąż. Czyli tak jak zawsze, jedyna zmiana jest taka ze nie było 2 wigilii tylko wszyscy przy jednym stole.
                    I tesciowa była sfochowana bo nie było czego krytykowac. Co za ulga ........
                    • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:18
                      Powoli przywykłam juz ze posty Barbary musze czytać trzykrotnie zeby zorientować sie o co chodzi.
                      Ci zaproszeni przez tesciowa goście stali przed JEJ dzrwiami, drzwiami teściowej i zastali te drzwi zamknięte. Barbara pisze : " decyzja : zaprosić ". Kto te decyzje podjął i dlaczego ? Przeciez tesciowa ich zaprosiła do domu Barbary i jej ojca. Nalezalo teściowej pozostawić zmartwienie co zrobic z zaproszonymi i zapomnianymi gośćmi.
                      • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:33
                        fusun1804 napisała:


                        > Ci zaproszeni przez tesciowa goście stali przed JEJ dzrwiami, drzwiami teściowe
                        > j i zastali te drzwi zamknięte. Barbara pisze : " decyzja : zaprosić ". Kto te
                        > decyzje podjął i dlaczego ? Przeciez tesciowa ich zaprosiła do domu Barbary i j
                        > ej ojca.

                        Nie, nie, zrozumialam, ze tesciowa zaprosila DO SIEBIE.
                        Ojciec zaprosil "rodzine meza" przy wiedzy, ze sa to trzy osoby, nie siedem.

                        Czyli - tesciowa robi u siebie wigilie dla swojej rodziny (minus syn i synowa z progenitura), goscie maja dostarczyc czesc furazu. Zaproszenie od ojca po upewnieniu sie, ile osob bedzie na wigilii i po info, ze trzy - tesciowa, jej corka i wnucze. Siostra tesciowej z przyleglosciami nie byla wymieniona i uwzgledniona w zaproszeniu.
                        Ojciec rozmawial z tesciowa za posrednictwem meza Barbary - ktos naklamal, naplatal, zle zrozumial ?
                        No i faktycznie - kto podjal decyzje o doproszeniu ? Gospodarz czyli ojciec, Barbara, jej maz ? Jak wygladal proces decyzyjny ?
                        • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:43
                          Poprawiam sama siebie : tesciowa ich NIE zaprosiła do ojca Barbary. Ona ich zaprosiła do SIEBIE i o tym fakcie ZAPOMNIAŁA. Goście przyszli i zastali drzwi zamknięte. Zadzwonili ( do teściowej bo do kogóż by innego ?) o co chodzi. W tym momencie zapada decyzja - zaprosić. Zaprosic do domu ojca Barbary.

                          Kto te decyzje podjął ? Dlaczego tesciowa nie ponioslakonsekwencji ZAPOMNIENIA ?

                          Cytuje Barbare : " Stół sie rozjeżdża, prezenty - modyfikacja " .

                          Sam sie ten stół rozjechał czy Wy razem z męźem go rozstawiliscie ? A co do tych prezentów, czy dobrze rozumiem ze odebrałas czesc prezentów własnym dzieciom, mężowi i ojcu zeby dać tym obcym obcym ludziom ? Jak mniemam, zeby im nie było przykro ?
                        • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:47
                          Ja zrozumiałam, że ojciec Barbary w ostatniej chwili czyli na przykład w południe w wigilię zaprosił do siebie (poprzez męża Barbary) teściową, szwagierkę i dziecko.
                          A goście czyli rodzina teściowej, stali pod domem jej taty. Tam zatrzymała się na czas świąt Barbara i to ona przygotowywała wszystko.
                          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:51
                            Rodzina tesciowej stala pod drzwiami tesciowej. "Dzwonili, nikt nie otwieral". U ojca Barbary, sadze, ktos by otworzyl na dzwonek do drzwi.
                          • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:52
                            Nie, jednak stali pod domem teściowej. Zaprosiła ich i wyszła z domu.
                            Chyba teraz dobrze zrozumiałam
                            • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:56
                              Ja tez tak zrozumiałam. Tesciowa ich zaprosiła i o tym zapomniała. Tesciowa siedziała przy wigilijnym stole u ojca Barbary - dlatego drzwi były zamknięte. Wiec ci ludzie ( w sumie 4 osoby ) zostały doproszone.
                              Inaczej by im było przykro, prawda ?
                          • marusia.00 Re: świąteczny ZEN :) 22.01.17, 23:56
                            Najważniejsze, że Barbara jest szczęśliwa, jej się wydaje, że coś zmieniła w schemacie. Co tam 7 osób, co tam umilenie Wigilii nagłym gościom prezentami swoich dzieci, co tam smażenie, noszenie, sprzątanie znowu dla wszystkich. Czepiacie się. Niektóre kobiety tak lubią i już. ;)
    • jematkajakichmalo Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:02
      ale pokrecone ;) ale fajnie czytac takie historie.
      • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:22
        Kolejny raz przeczytałam post Barbary i kolejna perełka :

        "Mój własny ojciec zatem zaprasza via mój mąż (ja na zakupach w tzw. mieście :) ) - rodzinę męża (żeby nie robić przykrości). "
        czyli ojciec zaprosił tesciowa i szwagierkę za Twoimi plecami zeby nie robić przykrości IM natomiast bez problemu zrobił przykrość TOBIE. Tak doszło do zaproszenia teściowej i szwagierki z dzieckiem.

        " Wracam do domu, stół rozjeżdża się do przepisowych 2 dostawek."

        WY ten stół rozstawiliscie, WY do ciężkiej cholery !!! Jakie przepisowe 2 dostawki ? Co to za nowy przepis ?
        • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:52
          Mam jeszcze jedno, ostatnie pytanie.

          Piszesz :" Pierwszy raz miałam szansę na spokojną , uczciwą, głęboką rozmowę ze szwagierką "

          Czy mozesz jakos przybliżyć o czym była ta rozmowa i co ustaliliście ?
          • marusia.00 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 00:55
            Może Barbara w końcu dowiedziała się od niej dlaczego musi ją utrzymywać ;)
        • misseczka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 01:42
          Chwila, ale przecież Barbarze wcale przykro nie było. I jestem przekonana, że zarówno jej ojciec, jak i mąż wiedzieli, że zaproszenie teściowej i siostry wcale jej nie zmartwi. Zresztą myślę, że się odbyło za jej aprobatą - czyli po konsultacjach telefonicznych - wcale nie za jej plecami.

          Teściowa namieszała w sposób oczywisty, bo za nic nie wierzę, że zapomniała o zaproszeniu do siebie 4 osób. Może po prostu bała się przyznać, że teść zapraszając ją zaprasza nie 3, a 7 osób. Tak czy owak Barbara i jej rodzina zachowali się w jedyny możliwy w tej sytuacji sposób, zarówno biorąc pod uwagę odczucia tych ludzi pod drzwiami teściowej, jak i swoje własne. Oczywiście, można było teściową wraz ze szwagierką i jej dzieckiem wystawić za drzwi, albo odwieźć do domu, żeby się zajęli swymi gośćmi - tylko pewnie po czymś takim szlag by trafił całą świąteczną atmosferę. No, ale byłaby to postawa konsekwentna i można by się było pochwalić na forum, że się nie dało sprowadzić do roli służącej całej rodziny... Ciekawe tylko, kto z tego powodu byłby szczęśliwy. Bo raczej nie Barbara, nie jej rodzina, nie ojciec, który zdobył się na gest zaproszenia rodziny swego zięcia. Założę się o milion, że dzieci Barbary nie zauważyły nieco mniejszej ilości prezentów, za to cieszyły się gwarem i atmosferą:) Moje dzieci (już spore) za największą wartość świąt uważają spotkanie z rodziną, gwar, harmider, radość przy rozdawaniu prezentów, głupawkę przy karaoke; a to wszystko byłoby nie do osiągnięcia, gdyby do Wigilii zasiadały 4 osoby. I choć zdarzają się i u nas drobne napięcia, to gdzieś tam oko przymykamy, coś tam odpuszczamy czy przemilczamy - starając się nie kisić w sobie, tylko po prostu odpuścić. Naprawdę to jest możliwe:) A efekt wart starań.

          I wcale nie uważam, że u Barbary wszystko było jak zwykle - czyli ona skacząca wokół wszystkich i triumfująca teściowa. Właśnie nie - było jednak zupełnie inaczej, choć może i rewolucja to nie była. Ale czasem można efekt rewolucji uzyskać mniejszymi krokami i w gruncie rzeczy wszystkim to może odpowiadać. Uważam, że te święta to dobry punkt wyjścia do jakichś trwałych zmian - i z całego serca życzę Ci, Barbaro, żebyś poukładała wszystko w zgodzie ze sobą i z interesem Twojej rodziny. Pozdrawiam:)
          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 01:58
            "Ojciec za posrednictwem meza, ja bylam w miescie na zakupach" - skad wniosek, ze z Barbara to uzgodniono ?
            Nie wiemy, jak wygladaly nastepne dwa dni. Nie wiemy, czy ustalono, jak i w jakim skladzie beda nastepne swieta, Wielkanoc prawie za pasem.
            Wyglada na to, ze kucharzenie i kelnerowanie (tudziez sprzatanie po wszystkich zapewne) pozostalo domena Barbary i jej meza.
            No i nie zapominajmy, ze te swieta to byl wierzcholek gory lodowej, od nich sie zaczal poprzedni watek, a w miedzyczasie powychodzilo mnostwo nabrzmialych a niezalatwionych spraw. Jakos mam wrazenie, ze one nadal sa niezalatwione.
            • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 02:09

              Jedno pozostalo bez zmian na pewno - Barbara nadal podporzadkowuje sie faktom stworzonym przez kogo innego.
              Kto powiedzial "zaprosic !" tych koczujacych pod drzwiami tesciowej ? Byc moze bylo to wyjscie najlepsze, ale KTO to powiedzial ? Jesli Barbara, to kto na nia scedowal decyzje ?
              • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 13:04
                Mój Tata. Takie decyzje podejmuje gospodarz, a przyjmuje się, że jest to nestor rodziny, przynajmniej w mojej rodzinie.
                • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:38
                  No, nestor ..... ten nestor powinien jednak brać pod uwagę prawa i komfort pozostałych gości tzn Twoje, meza i Dzieci.
                  Raz piszesz ze tata jest gospodarzem i podejmuje decyzje , innym razem ze to TWOJ stół, TWOJA porcelana, bieliźniarka itd. No wiec czyje w koncu - Twoje czy jego ?

                  Nie, nie przyjmuje sie. Ty tak przyjęłaś ( i to oczywiście Twoja sprawa ) ze skoro to nestor rodziny to ma prawo podejmować za Twoimi plecami decyzje których konsekwencje ponosisz TY.
                  Ty naprawdę masz kobito 46 lat ?
                  • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:21


                    > Raz piszesz ze tata jest gospodarzem i podejmuje decyzje , innym razem ze to TW
                    > OJ stół, TWOJA porcelana, bieliźniarka itd. No wiec czyje w koncu - Twoje czy j
                    > ego ?


                    To jest chyba tak, że tata pozostał w domu, na Pomorzu czy gdzieś tam, w małym mieście, z którego pochodzi Barbara. To był i jest jej dom rodzinny, może nawet po dziadkach, tam mieszkała jako dziecko z rodzicami. Mama zmarła i tata został tam sam ale Barbara traktuje ten dom jako wspólny, co dla mnie jest jak najbardziej normalne. Ta porcelana i cała reszta to pamiątki rodzinne, po mamie pewnie a może i po babci. A tata jednak jest tam głównym gospodarzem bo przecież Barbara mieszka z mężem i dziećmi w Warszawie. Mnie akurat w ogóle nie dziwi to, że ona będąc u taty na wigilii, chciała uszanować uczucia starszego już pana. A może tu jest problem faktycznie, bo to tak na stałe jest dom taty i on może sobie zapraszać kogo chce. Z drugiej strony Barbara, gdy przyjeżdża tam to czuje się jak u siebie, no bo to jej dom, jej mamy nieżyjącej i taty. No nie wiem, nie mam czegoś takiego jak dom rodzinny, bo moi rodzice mieszkają w 3 miejscu a nawet z wynajęciem to w czwartym w swoim życiu i mieszkanie, w którym mieszkają obecnie, od prawie 20 lat, jest ich mieszkaniem, ja tam w ogóle nie mieszkałam bo wyprowadziłam się od nich wcześniej. Nie mam w ogóle poczucia, że jest moje i przychodzę do rodziców w gości. Tam jest pewnie inaczej, bo to ten sam dom i pewnie miłe wspomnienia, ja to rozumiem
                    • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:36
                      "A tata jednak jest tam głównym gospodarzem bo przecież Barbara mieszka z mężem i dziećmi w Warszawie. "

                      Tak , jest głównym gospodarzem i nestorem rodziny wiec to on zaprSza kogo chce i kiedy chce. I nie musi tego ustalać z Barbara. Ale w takim wypadku ON powinien ponieść konsekwencje zapraszania. A pniosla je Barbara - Barbara rozkładała stół, nakrywali do stołu, smażyła, sprzątała itd.
                      Podobnie tesciowa chlapnela o wigilii i zapomniała o chlapnieciu - konsekwencje poniosła Barbara i jest z obrotu sprawy bardzo zadowolona.
                      • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:41
                        Taty bym się nie czepiała mimo wszystko, nie wiadomo w jakim jest wieku i w jakim stanie zdrowotnym. Nie wiemy też czy trochę nie pomagał przy gotowaniu itp.
                        Ale teściowa mnie zadziwia, to fakt. Coś mi się wydaje, że my wszystkiego nie wiemy i niech tak zostanie ;)
                        • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:57
                          " Ale teściowa mnie zadziwia, to fakt. Coś mi się wydaje, że my wszystkiego nie wiemy i niech tak zostanie ;)"

                          A mnie sie coraz bardziej wydaje ze jednak większość faktów Barbara podała. Wydaje Ci sie nieprawdopodobne ze mozna sie nacwszystko ot tak zgadzać i jeszcze byc zadowolonym, prawda ?

                          A mnie sie wydaje ze Barbara została wytresowana do zaspokajania potrzeb innych - i to jest clou tej sprawy.
                          • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 18:10
                            Są takie kobiety i były dawniej też. To fakt.
                        • ewenny58 Re: świąteczny ZEN :) 24.01.17, 10:51
                          >Coś mi się wydaje, że my wszystkiego nie wiemy i niech tak zostanie ;) >

                          ja raczej stawiam na "Marysie", która służy u Państwa od 40 lat, tak samo jak jej matka i babka
                          nie pisze się o niej, bo jest jak ten stuletni stół z przystawkami, nie rzuca się w oczy i cichutko pracuje w kuchni, zrosła się z tłem
                      • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 24.01.17, 09:52
                        fusun1804 napisała:

                        > A pniosla je Barbara - Barbara rozkładała stół, nakrywali do stołu, smażyła, sprzątała itd.

                        funsun, cały czas skupiasz się właściwie wyłącznie na kwestiach "ciężkiej roboty" przy Wigilii. Jakby one były najważniejsze i kluczowe.
                        Przypuszczam, że byłaś wykorzystywana fizycznie do domowej harówy, stąd ta fiksacja.
                        Ale pamiętaj, że dla niektórych to nie jest wcale problem. Niektórzy wręcz lubią taką krzątaninę, cieszą się z niej, bo ona oznacza, że jest gwarno i wesoło - a to jest dla nich ważne, a nie to, że muszą coś z tej okazji porobić.
                        • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 18:51
                          ola_dom napisała:

                          > fusun1804 napisała:
                          >
                          > > A pniosla je Barbara - Barbara rozkładała stół, nakrywali do stołu, smaży
                          > ła, sprzątała itd.
                          >
                          > funsun, cały czas skupiasz się właściwie wyłącznie na kwestiach "ciężkiej robot
                          > y" przy Wigilii. Jakby one były najważniejsze i kluczowe.
                          > Przypuszczam, że byłaś wykorzystywana fizycznie do domowej harówy, stąd ta fiks
                          > acja.
                          > Ale pamiętaj, że dla niektórych to nie jest wcale problem. Niektórzy wręcz lubi
                          > ą taką krzątaninę, cieszą się z niej, bo ona oznacza, że jest gwarno i wesoło -
                          > a to jest dla nich ważne, a nie to, że muszą coś z tej okazji porobić.


                          Pudło !! Otóż w moim domu dzieci miały sie tylko i wylacznie uczyć i nie musiałam w domu prawie nic robić. Moje dzieciństwo to niewątpliwie koszmar emocjonalny ale harówy w nim nie było.
                          Dla mnie tez gotowanie i nakrywanie do stołu dlaludzi których lubie / cenie / szanuje i których sama zaprosiłam nie jest zadnym problemem. Nawet to bardzo lubie. Natomiast niewątpliwie problemem byłoby rozsuwanie stołu, podawanie, smażenie dlaniezaproszonych przeze mnie nielubianych osob.
                          • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 20:13
                            Ale te 4 osoby, ktore doszly(ciocia i jej syn) są lubiane!!!!
                    • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 20:12
                      Tata ma swój dom w miescie oddalonym o kilkanascie km. Dom jest jego rodzicow, ale odziedziczyłam go ja, wlascicielem ja, gospodarzem jestem ja i moj maz. Formalnie dom odziedziczyl tata, ale od razu chcial go na mnie przepisac, bo ma swoj wlasny i tak duzy dom-nie bylby w stanie utrzymac dwoch, z racji wieku i infrastruktury - woli na codzien mieszkac w mieście. Gdybysmy nie chcieli domu, trzeba by go bylo sprzedac. Tata, gdy jestesmy w domu, instaluje sie w nim na czas naszego pobytu-zeby spedzac ze sobą wiecej czasu. Na codzien sentymentalnie zajezdza tam i cos tam dlubnie w ziemi, cos przybije do plotu, ot tak, zeby wygladal na zamieszkany. Mimo to, ze prawnie jestem u siebie, zawsze - ze względu na wiek i starszeństwo, uznaję ojca za nestora i gospodarza głównego przy okazji świąt (taka tradycja :)) Na codzień panoszy się mąż :-)
          • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 10:07
            misseczka napisała:

            > No, ale byłaby to postawa konsekwentna i można by się było pochwalić na forum,
            > że się nie dało sprowadzić do roli służącej całej rodziny... Ciekawe tylko,
            > kto z tego powodu byłby szczęśliwy. Bo raczej nie Barbara, nie jej rodzina,
            > nie ojciec, który zdobył się na gest zaproszenia rodziny swego zięcia.

            To wszystko nieważne. FORUM byłoby szczęśliwe i pochwaliłoby, że taka jest dzielna, konsekwentna i niezłomna - co z tego, że całe święta spędziliby z zaciśniętymi szczękami - ale grunt, że się nie poddali!
            • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 10:24
              A niby dlaczego mieliby spędzić święta z zaciśniętymi szczękami ?

              A moze każdemu jest co innego potrzebne do szczęścia ? W innym wątku pani Kilop nie przeszkadza ze dzieli łazienkę z tesciowa i 2 szwagierkami a mnieby to bardzo krępowało.

              Mnie by trafił szlag gdyby ojciec ZA MOIMI PLACAMI zaprosił tesciowa i szwagierkę. Na pewno powiedziałabym zeby on ich teraz obsługiwał.
              • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 10:40
                fusun1804 napisała:

                > A moze każdemu jest co innego potrzebne do szczęścia ?
                > Mnie by trafił szlag gdyby ojciec ZA MOIMI PLACAMI zaprosił tesciowa i szwagierkę.

                No właśnie - każdemu co innego. Ciebie by trafił szlag - a Barbary nie trafił.
                O tym właśnie ciągle piszę - to, że forum byłoby wściekłe z takiego obrotu sprawy, poczuło się oszukane i wykorzystane - nie znaczy, że Barbara też musi tak się czuć. Bo DLA NIEJ co innego było najważniejsze - i to dostała.
                • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 11:02
                  Oczywiscie. Szczescie jest stanem ducha i nie zalezy od okolicznosci. Pisze bez ironii.
                  Polityka faktow dokonanych stosowana wobec Barbary nie zmienila sie, tylko zniknal jej dyskomfort z tego powodu. Mozna i tak.
                  Czy w tej atmosferze wzajemnego zrozumienia znikna takze przyczyny irytacji, ktorych wczesniejsze wigilie byly tylko uwienczeniem ? Zal do tesciowej, wscieklosc na nicnierobiaca szwagierke, kwestie finansowe ? Czy w imie dobrej atmosfery odpuscimy, a jesli tak, to kto poniesie emocjonalne koszta ?
                  Kracze, bo dobrze pamietam tamten watek i naprawde nie o Wigilie chodzilo tak naprawde, tylko o miedzyrodzinne stosunki.
                  • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 13:44
                    tt-tka napisała:

                    > Polityka faktow dokonanych stosowana wobec Barbary nie zmienila sie,
                    > tylko zniknal jej dyskomfort z tego powodu. Mozna i tak.

                    > Kracze, bo dobrze pamietam tamten watek i naprawde nie o Wigilie
                    > chodzilo tak naprawde, tylko o miedzyrodzinne stosunki.

                    I pewnie masz rację, jednak trudno sobie wyobrazić, żeby jedną kolacją wigilijną załatwić od razu i do końca dość skomplikowaną sprawę. Od czegoś trzeba zacząć - i chyba tak się właśnie stało. Teściowa wprawdzie "dostała" Wigilię, jednak nie do końca po swojej myśli - czemu dała wyraz, co zapewne było miło obserwować...:>

                    A - powtórzę to po raz setny - ojciec Barbary był zadowolony z takiego obrotu sprawy, i to wydaje mi się najważniejsze - jeśli chodzi o Wigilię.

                    A resztą spraw należy zająć się po kolei, niekoniecznie z udziałem taty, o ile go nie dotyczą. Wigilia go dotyczyła i doskonale rozumiem, że to on i jego zadowolenie były priorytetem. Niekoniecznie samej Barbary, i nie teściowej.
                    • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:17
                      " Teściowa wprawdzie "dostała" Wigilię, jednak nie do końca po swojej myśli - czemu dała wyraz, co zapewne było miło obserwować..."

                      Co było nie po mysli teściowej ? No co ?
                      Bo moim zdaniem wszystko było tak jak chciała wlasnie tesciowa. Tylko teatru szekspirowskiego nie było i nie została odwieziona wtedy kiedy chciała.
                      • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:24
                        fusun1804 napisała:

                        > Co było nie po mysli teściowej ? No co ?
                        > Bo moim zdaniem wszystko było tak jak chciała wlasnie tesciowa. Tylko teatru
                        > szekspirowskiego nie było i nie została odwieziona wtedy kiedy chciała.

                        No widzisz - dla Ciebie to "tylko", a dla osób pokroju teściowej to jest cała istota i sens istnienia i spotkań z ludźmi :).
                        Poza tym - nie dostała Wigilii do domu. Nie dostała pewności, jak Wigilia będzie wyglądać. To o wiele więcej niż obsługa okołogastronomiczna.

                        Przecież istotą sprawy NIE JEST to, czy i ile świątecznego jedzenia teściowa dostanie. To tylko pretekst.
                        • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:43
                          Raby boskie, kobiety. Przeciez te pokazowki tesciowej to byl srodek do celu, a nie cel. Celem bylo i jest podporzadkowanie sobie, by uzyskac upragnione korzysci. I to obie panie dostaly.
                          A teraz, niewykluczone, nastapi lekka modyfikacja strategii. To juz nie bedzie my dwie, matka i corka, porzucone przez niewdziecznego meza Barbary. Teraz beda one dwie, szwagierka i bratowa, wspolnie cierpiace przez te straszna kobiete, tesciowa.
                          Cel pozostanie niezmienny, maksimum korzysci. I wyglada na to, ze bedzie osiagniety :(
                          • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:54
                            tt-tka napisała:

                            > Raby boskie, kobiety. Przeciez te pokazowki tesciowej to byl srodek do celu, a
                            > nie cel. Celem bylo i jest podporzadkowanie sobie, by uzyskac upragnione korzys
                            > ci. I to obie panie dostaly.
                            > A teraz, niewykluczone, nastapi lekka modyfikacja strategii. To juz nie bedzie
                            > my dwie, matka i corka, porzucone przez niewdziecznego meza Barbary. Teraz beda
                            > one dwie, szwagierka i bratowa, wspolnie cierpiace przez te straszna kobiete,
                            > tesciowa.
                            > Cel pozostanie niezmienny, maksimum korzysci. I wyglada na to, ze bedzie osiagn
                            > iety :(

                            Barbara milczy w temacie rozmowy ze szwagierka. Wiemy tylko ze była to uczciwa i głęboka rozmowa. Poczekaj z wnioskami az sie wypowie.
                            • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 16:57
                              fusun1804 napisała:


                              > Barbara milczy w temacie rozmowy ze szwagierka. Wiemy tylko ze była to uczciwa
                              > i głęboka rozmowa.

                              Wiemy, ze za uczciwa i gleboka uznala ja Barbara.
                              Malo.
          • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 10:28
            wcale nie uważam, że u Barbary wszystko było jak zwykle - czyli ona skacząca
            > wokół wszystkich i triumfująca teściowa. Właśnie nie - było jednak zupełnie ina
            > czej,

            Inne byly tylko elementy dekoracji- nie na dwa domy tylko na jeden. Poza tym wszystko bylo tak samo lub prawie tak samo.

            Oczywiscie, ze najwazniejsze jest to, ze Barbara jest zadowolona. NIemniej jednak - o ile pamietam, bo czytalam pobieznie jej poprzedni watek- Barbara nie radzila sie w nim jak byc zadowolona z tlumu obcych tylko jak sie przeciwstawic robieniu za jelenia. Gdyby zatem jej celem bylo bycie zadowolona podczas swiat, to przedstawiony obrot sprawy mozna by uznac za sukces. Poniewaz jednak pragnieniem Barbary bylo juz ne robic za jelenia, to slusznie mozna uznac, ze znowu odniosla na tym polu porazke. A ze mimo wszystko jest zadowolona to oczywiscie bonus, ale nie wnoszacy zbyt wiele do podniesionego przez nia na samym poczatku meritum.
        • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 12:50
          No ja :) A kto miał rozstawiać MÓj przeszło 100letni stół???? I grzebać w mojej porcelanie?U mnie GOŚCIE nie mają statusu panoszenia się po szafkach i grzebania w mojej zastawie, bieliźniarce, serwantce. Stół zastawiam JA. Zresztą, jaki to w sumie problem, żeby rozstawić stół i donieść 4 nakrycia???
          "Przepisowe" 2 dostawki :))) to slang mojej rodziny :) W ten sposób oceniało się mniej więcej ilość gości: 2 dostawki, 3 dostawki, 4 dostawki .... Kojarzysz stare stoły - możesz je rozsuwać do różnych szerokości. Dla 6-8 osób można nie rozkładać, a potem spod blatu wyjmuje się dodatkowe "blaty".
          Przykrości zaproszeniem mi nie zrobił. Przypominam - mój przedświąteczny post wyrażał raczej to, że to tata nie chciał dodatkowych gości, a ja - choć logistycznie byłoby to dla mnie lepsze - nie chciałam mu robić przykrości.
    • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 10:36
      a-barbara napisał(a):

      > niezwykła DLA MNIE, bo zniknęło mi z oczu to, co zawsze mnie przytłaczało:
      > praca, zmęczenie, obowiązek

      To ja jeszcze raz wrócę do głównego postu - Barbara jasno pisze, co dla niej było najważniejsze i co ją zawsze najbardziej przygniatało - a tym razem tego wreszcie zabrakło. To mniej więcej chciałam wyrazić pisząc o "przygotowaniach" i "oczekiwaniu tego, co nieuchronne".
      W tej całej sytuacji naprawdę mało istotna zdaje mi się ciężka praca z rozkładaniem stołu, przemianowywaniem prezentów ("ograbianiem" z nich własnych dzieci - jak chcą niektórzy...), morderczym podawaniem i zbieraniem nakryć ze stołu, zmywaniem i sprzątaniem w pocie czoła i krwawicy, i tak dalej.

      Jedynie ciekawa jestem sprawy "zapomnienia" o zaproszonych gościach :)

      Ale doskonale rozumiem Barbarę, że cieszy się z całego obrotu sprawy - bo dzięki temu zobaczyła radość na twarzy swojego taty. Co było dla niej najważniejsze.
      A forum by chciało, żeby owszem - radość taty jak najbardziej, ale frajda teściowej i bratowej zupełnie ją dewaluują.
      Tak jakby Barbara miała się bardziej przejąć i skupić na tym, żeby teściowej było źle, niż na tym, żeby jej tacie było dobrze.
      Mam wrażenie, że "forum" trochę się zapędziło...
      • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 12:39
        Tak dokładnie było. Teściowa, córka z dzieckiem u nas. Goście pod drzwiami 15 km dalej :) . Dlaczego Teściowa zapomniała nas poinformować, że kogoś zaprosiła: pojęcia nie mam. Pewne jest, że szwagierka nie miała pojęcia o tym zaproszeniu: jak wcześniej pisałam, ma ona gen prezentowy (uwielbia przygotowywać paczki i paczuszki rozmaite - gdyby wiedziała o gościach na pewno miałaby przygotowane dla nich jakieś drobiazgi (te dla nas zabrała do nas na Wigilię. Sama zresztą "dorzuciła" coś od siebie do paczki dla niespodziewanego, małego gościa.). A co do kary dla Teściowej fusun - niezależnie od słuszności - oprócz ochrzanu dzień później np. - co można w takiej sytuacji zrobić: zadymę w środku katolickiego święta promującego miłosierdzie? W miejscu. gdzie są bawiące się dzieci?W sumie to inicjatywa zaproszenia wyszła od mojego ojca i to w dzień wigilii, więc nie mogła ukartować tego wcześniej.... (to był chyba spontaniczny happening ;-) ) Swoją drogą, miałam dodatkowy świąteczny bonus (kurdę, wyjdę na mściwą osobę, ale trudno!): w tak szerokim gronie, teściowa nie mogła ani rządzić, ani usiłować manipulować, ani odstawiać teatrów szekspirowskich (a ona czeka na taką publikę przez cały rok - przypominam). Chyba czuła, że się totalnie wygłupiła przed nieznanymi jej wcześniej ludźmi (narzeczoną siostrzeńca), no i przed własną rodziną, usiłowała przez moment wyżywać się na córce ("podaj mi kawy, natychmiast !!"! w chwili, gdy zaczynamy jeść świąteczną kolację), ale skutecznie to ucięłam ("mamo, kawa będzie do ciast, teraz będzie barszcz, na stole jest suszony kompot, mogę Ci nalać"), oraz moim mężu ("odwieź mnie natychmiast, bo nie moge już wytrzymać tych wrzasków") odpowiedź ("mamo, pojedziesz wtedy, gdy będę odwoził inne osoby, NIE CHCE mi się robić 30 km dodatkowo w środku kolacji). Noooo To był szok tysiąclecia. Mną się nie dało, ale tym razem obce osoby nie dały jej pomiatać własną córką i szantażować syna :) Teściowa z gwiazdy wieczoru, rozdającej razy, upokorzenia i koncentrującej na sobie całą uwagę, musiała zadowolić się rolą uczestnika wigilii, od którego wymaga się zachowania wynikającego z sytuacji i okazji.... :)))))
        • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 12:45
          No i dobrze :)

          Trochę wyjaśniłaś bo było tu sporo domysłów.

          Czy teściowa jakoś wyjaśniła, jak to się stało, że zaprosiła cztery osoby a potem wyszła z domu? Zwykła skleroza?
          • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 12:53
            Teściowa następnego dnia była obrażona, że wszyscy dobrze się bawili i jej w ogóle mogłoby tam nie być ... Bardziej dociekliwy mąż twierdzi, że tłumaczyła się, że może coś tam chlapnęła wcześniej, ale ciocia nie dzwoniła i nie potwierdzała tej wspólnej wigilii - aż do momentu znalezienia się pod jej drzwiami, więc uznała, że sprawa nieaktualna.
        • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 12:56
          Barbaro, sprecyzuj prosze. Czy to była inicjatywa zaproszenia czy ojciec zaprosił tesciowa i szwagierkę z dzieckiem za Twoimi plecami, bez pytania Cie o zdanie ?

          Mam nadzieje ze to jednak widzisz ze idealnym wyjściem jest jednak niezapraszanie teściowej.
          I chyba wiesz ze tesciowa NIE zapomniała o zaproszonych gościach. Identyczna sytuacja sie raczej nie powtórzy - myśle zexsyn z dziewczyna wiecej takiego " zaproszenia" do teściowej nie przyjmą, drugi raz stania pod drzwiami ryzykować nie bedą.

          A co na to wszystko Twoj mąż ?

          Ponawiam pytanie : kto smażył karpia, podawał potrawy, zmywał i sprzątał ?

          Czego dotyczyła głęboka i uczciwa rozmowa ze szwagierka ?
          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 13:21
            Dolaczam do pytan Fusun.

            I, Barbaro, NIE WIERZE, ze szwagierka nie wiedziala o gosciach, ktorzy bywaja tam na wigilii od lat. Argumentu, ze nie miala dla nich prezentow, nie moge potraktowac powaznie, wybacz - oczywiscie, ze miala, tylko nie brala ich ze soba. Po co, skoro przybycie gosci mialo byc zaskoczeniem ? Mialo, co nie znaczy bylo.
            Nie zebym chciala bawic sie w detektywa, ale ciekawe, CO tesciowa miala przygotowane na te wigilie ? Co na pozostale dni swiat ? I skad raptem ojcu przyszedl do glowy pomysl zaproszenia - nie bylo, przypadkiem oczywiscie, tak, ze maz westchnal, lirycznie albo z ulga, ze mama sama z siostra albo ze ktoras z nich zadzwonila do ojca z zyczeniami, ktore to zyczenia zlozyla glosem osamotnionym i zalosnym, dolaczajac zyczenia dla syna/brata z malzonka ?

            Ty uwazasz za swoje zwyciestwo i satysfakcje to, ze tesciowa nie mogla sie miotac jak zwykle. Czy ta serdeczna rozmowa ze szwagierka nie byla na temat, jaka to mama okropna i jak trudno z nia wytrzymac ? I umknelo, ze wcale wytrzymywac nie musi... za to narodzilo sie wspolczucie dla niej i powoli budzi sie poczucie, ze za te meki cos jej sie od zycia nalezy...od zycia, czyli konkretnie od Twojego meza (to nie zostalo powiedziane, ale jest oczywista oczywistoscia)...
            • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 13:32
              I skad raptem ojcu przyszedl
              > do glowy pomysl zaproszenia

              Prosze mnie poprawic, jesli sie myle, bo jak juz wspomnialam tamten watek czytalam tylko pobieznie- ale wydaje mi sie, ze ojciec Barbary nie kryl sie z faktem, ze nie lubi tesciowej? Tam chyba chodzilo o to, ze tesciowa nie umiala sie zachowac po smierci jego zony? Dobrze pamietam`?
              • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 13:49
                ada1214 napisała:

                > wydaje mi sie, ze ojciec Barbary nie kryl sie z faktem, ze nie lubi tesciowej?
                >Tam chyba chodzilo o to, ze tesciowa nie umiala sie zachowac po smierci jego zony?

                Tak było.
                I stąd wziął się tamten wątek - Barbara pytała, czy "ma prawo" tym razem nie zapraszać teściowej z bratową, skoro ich obecność na Wigilii sprawi tacie przykrość.
                • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 14:08
                  Jak kto nie pamieta - przypominam: tesciowa np. wyrywa dzieciom ofiarowane przez siebie prezenty z tekstem, ze od innych dostaja lepsze, wiec te moga wyrzucic do smieci. Grande kreacja na "jestem gorsza, biedniejsza, nie z tak swietnej rodziny itd, zatem mozna mnie lekcewazyc, mozna mna pogardzac, robcie to!". Tego roku nie bylo takich scen ? To milo.
                  I zawsze jest najbardziej chora i nieszczesliwa ze wszystkich, do tego stopnia, ze smierc matki Barbary zostala przemilczana, bo aktualne niedyspozycje tesciowej byly wazniejsze. Mniejsza z tym.

                  Barbaro, to nie tesciowa gra tu pierwsze skrzypce. Ona ma wlasne mieszkanie, jest przynajmniej teoretycznie samowystarczalna finansowo. Tu naprawde grozna jest szwagierka, ktora z wiszenia na matce zrobila sobie sposob na zycie. A gdy matki zabraknie, kto przejmie jej role, jak myslisz ? A Ty i ona juz pogadalyscie sobie otwarcie i serdecznie, wiez powstaje...
                  • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 24.01.17, 10:04
                    tt-tka napisała:

                    > Barbaro, to nie tesciowa gra tu pierwsze skrzypce. Ona ma wlasne mieszkanie,
                    > jest przynajmniej teoretycznie samowystarczalna finansowo. Tu naprawde grozna
                    > jest szwagierka, ktora z wiszenia na matce zrobila sobie sposob na zycie.
                    > A gdy matki zabraknie, kto przejmie jej role, jak myslisz ? A Ty i ona juz
                    > pogadalyscie sobie otwarcie i serdecznie, wiez powstaje...

                    tt-tko - skóra mi cierpnie, jak to czytam... Nie dlatego, że to demoniczne i niewiarygodne, ale prawdę mówiąc, nie przyszłoby mi do głowy, że można knuć tak przemyślne intrygi. Świadomie knuć. Chyba że to się dzieje nieświadomie, że "takie" osoby po prostu mają to we krwi?
                    Tak czy siak - włos się jeży.

                    Jednak ja uparcie będę powtarzać najistotniejszą z mojego punktu widzenia kwestię:
                    ważniejsze dla Barbary są uczucia jej ojca - jego zadowolenie i radość,
                    a nie uczucia teściowej i szwagierki - czy osiągnęły swój cel, i ich radość i satysfakcja w związku z tym.
                    Wigilia była ważna dla taty. I najważniejsze, że to jemu udało się sprawić radość.
                    I to jest jedyne istotne w całej tej sytuacji, a nie to, czy udało się, czy nie udało dopiec dwóm babiszonom.

                    A z paniami można - i pewnie należy - rozprawić się przy innej okazji.
                    • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 24.01.17, 10:17
                      Może i masz rację, nie wiem. Z drugiej strony, przeczytałam wczoraj dokładnie dwa wątki Barbary, historię o tym, że tacie było przykro, że teściowa nie przyszła na pogrzeb jego ukochanej żony a on sam wcześniej bardzo pomagał, gdy mąż teściowej chorował. Po co starszy pan chciał teraz zaprosić teściową na wigilię skoro w okolicach połowy grudnia bardzo nie chciał? W ogóle po przeczytaniu tych dwóch wątków naraz byłam w takim szoku, że już postanowiłam nic nie pisać. Ta sytuacja rodzinna jest dla mnie po prostu bardzo dziwna.
                    • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 17:11
                      ola_dom napisała:



                      > tt-tko - skóra mi cierpnie, jak to czytam... Nie dlatego, że to demoniczne i ni
                      > ewiarygodne, ale prawdę mówiąc, nie przyszłoby mi do głowy, że można knuć tak p
                      > rzemyślne intrygi. Świadomie knuć. Chyba że to się dzieje nieświadomie, że "tak
                      > ie" osoby po prostu mają to we krwi?

                      Co tu demonicznego, niewiarygodnego i knutego ? Po prostu bezwlad, bardzo skutecznie oplatujacy innych. Zwlaszczy gdy ci inni przywykli, ze pomoc trzeba. Bezwlad tylko skutecznie zwieksza zakres tej pomocy. Komus pomagasz sie podniesc z fotela, potem juz dzwigasz, potem przenosisz z fotela na lozko, tak to idzie.
                      A szwagierka mogla byc w tej rozmowie calkiem szczera i naturalnie serdeczna i to niczego nie stanowi. Kiedy matka lub ona beda czegos potrzebowac...


                      > Jednak ja uparcie będę powtarzać najistotniejszą z mojego punktu widzenia kwest
                      > ię:
                      > ważniejsze dla Barbary są uczucia jej ojca - jego zadowolenie i radość,
                      > a nie uczucia teściowej i szwagierki - czy osiągnęły swój cel, i ich radość i s
                      > atysfakcja w związku z tym.

                      Oczywiscie. Na teraz. Ale przeciez nie tylko stosunki ojca Barbary z rodzina jej meza byly problemem.
                      Celem obu pan imho nie byla i nie jest wigilia jako taka, tylko utrzymanie, ew. rozszerzenie status quo, czyli dla meza ich potrzeby, rzeczywiste i wydumane, niezbedne i zbedne sa bezdyskusyjnie do zaspokojenia. Przez niego.
                      • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 19:53
                        tt-tka napisała:

                        > Co tu demonicznego, niewiarygodnego i knutego ? Po prostu bezwlad,
                        > bardzo skutecznie oplatujacy innych. Zwlaszczy gdy ci inni przywykli, ze pomoc trzeba.

                        Demoniczne wydaje mi się planowanie i świadome zachowanie w taki sposób. Ale wygląda na to, że to "taka natura". Też skóra cierpnie, bo trudno mi się sobie wyobrazić, że można być AŻ TAKĄ przyssawką.
                        • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 20:28
                          ola_dom napisała:


                          > Demoniczne wydaje mi się planowanie i świadome zachowanie w taki sposób. Ale wy
                          > gląda na to, że to "taka natura". Też skóra cierpnie, bo trudno mi się sobie wy
                          > obrazić, że można być AŻ TAKĄ przyssawką.

                          Bywa, ze "taka natura", bywa, ze zachowanie wyuczone... jak to mowia, wrodzone to czy nabyte ?
                          To moze byc zupelnie instynktowne a. machinalne, bez zadnych makiawelicznych planowan. Ot np. (nie twierdze, ze tak bylo !) matka lub siostra dzwoni do meza Barbary smetnym glosem zlozyc zyczenia albo ze sztuczna wesoloscia powiedziec, ze sobie odpoczna, wreszcie nie bedzie tlumu i zamieszania... nawet bez podtekstow. A facetowi juz sie uruchamia poczucie winy i swiadomosc, ze cos z tym powinien zrobic, czy jakos zrekompensowac pozniej, czy jedno i drugie.

                          Pijawka, jako taka, nie jest zla, roszczeniowa czy niemoralna. Ona po prostu zyje ssac innych. Czysta natura.
                • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:25

                  > I stąd wziął się tamten wątek - Barbara pytała, czy "ma prawo" tym razem nie za
                  > praszać teściowej z bratową, skoro ich obecność na Wigilii sprawi tacie przykro
                  > ść.


                  A tu nagle to właśnie tata chce zaprosić teściową i bratową?
                  • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:30
                    chocolate_cake napisała:

                    >
                    > > I stąd wziął się tamten wątek - Barbara pytała, czy "ma prawo" tym razem
                    > nie za
                    > > praszać teściowej z bratową, skoro ich obecność na Wigilii sprawi tacie p
                    > rzykro
                    > > ść.
                    >
                    >
                    > A tu nagle to właśnie tata chce zaprosić teściową i bratową?

                    I to w ostatniej chwili .....w dzien wigilii.
                    • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:33
                      No pewnie mąż Barbary coś lekko napomknął ;)
            • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:09
              " Nie zebym chciala bawic sie w detektywa, ale ciekawe, CO tesciowa miala przygotowane na te wigilie ? Co na pozostale dni swiat ? I skad raptem ojcu przyszedl do glowy pomysl zaproszenia - nie bylo, przypadkiem oczywiscie, tak, ze maz westchnal, lirycznie albo z ulga, ze mama sama z siostra albo ze ktoras z nich zadzwonila do ojca z zyczeniami, ktore to zyczenia zlozyla glosem osamotnionym i zalosnym, dolaczajac zyczenia dla syna/brata z małżonka ?"

              Tesciowa NIC nie przygotowała na ta wigilie - Barbara odpowiedziała wyżej. Poza tym ona ich nie " zaprosiła ", ona tylko " chlapnęła " o wspólnej wigilii a skoro to było tylko chlapniecie to nie musi ponosić konsekwencji. Konsekwencje ponosi Barbara.
              Wierze ze szwagierka o tym zaproszeniu nic nie wiedziała ale moim zdaniem to nieistotne.

              Poza tym 46- letnia Barbara podporządkowuje sie decyzjom ojcabez szemrania - bo jest gospodarzem i nestorem rodziny. A ONA nie ma NIC do gadania i to jest dla niej oczywiste.
              • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 23.01.17, 17:32
                Różne są układy w rodzinach. Nas to kłuje w oczy a Barbara czuje się lepiej, bo dokonała małej zmiany. Myślę, że najważniejsze jest aby to ona była zadowolona a nie my ;)

                Mnie też bardzo dziwiły pewne układy finansowe w tej rodzinie. Utrzymywanie przez męża Barbary własnej, dorosłej i zdrowej siostry oraz matki, która ma przyzwoitą emeryturę. Ale to mąż Barbary zarabia kilka razy tyle, co ona (tak chyba pisała) i pewnie on decyduje. Nie wiem jak czuje się Barbara w tym wszystkim i dlaczego na to pozwala, pewnie jest coś, o czym nie musi nam mówić. Ludzie są różni i widocznie czasem im to przeszkadza, wtedy piszą na forum, a potem jednak jakoś z tym wszystkim żyją. Myślę, że teraz Barbara już nie oczekuje od nas rady ani rozwlekania wątku :)
    • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 14:58
      Wrócił wątek, najwyraźniej serwery forumowe (czy co tam mają) poszalały :)
      Ale już wracają do normalności, na szczęście.
    • szpil1 Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 17:34
      Ja myślę, że Barbara jest po prostu w euforii poświątecznej, bo jej się wydaje, ze się postawiła teściowej i szwagierce, chore sytuacje się naprostowały, a w ogóle od tej pory będzie tak jak ona chce. A ja myślę, ze nie będzie. Moim zdaniem teściowa i szwagierka będą stawiały na swoim, załatwiając sprawy nie bezpośrednio, ale za plecami Barbary. Nie wierzę, ze OBYDWIE zapomniały o zaproszonych gościach. Po prostu nie wierzę.
      • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 19:55
        Nie mogę zamoeszczać postów :( nie wiem czemu? Niektorym z Was odpowiadałam i za każdym razem pojawiała się ramka "za dużo cię kasujemy, poczytaj netykietę". Nie znam się na forach ale chyba to, co piszę, nikogo nie obraża?
        • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 20:04
          a-barbara napisał(a):

          > Nie mogę zamoeszczać postów :( nie wiem czemu? Niektorym z Was odpowiadałam i z
          > a każdym razem pojawiała się ramka "za dużo cię kasujemy, poczytaj netykietę".

          Coś się działo z forum i ten wątek wyleciał - wyjaśniałam to w sąsiednim wątku "Kolejny".
          Ale skoro piszesz, to już powinno być dobrze i działać.
    • nataasha Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 22:00
      Pomijam nieuzasadnione poczucie szczęśliwości, bo o tym wypowiedzieli się moi przedmówcy.
      Odniosę się o fragmencie o twoim tacie i lekarce - kobieto, nie czujesz tu nietaktu??
      • nataasha Re: świąteczny ZEN :) 25.01.17, 22:18
        Wcisnęłam enter za wcześnie. Rozumiem, że twój tata stracił bliską osobę, jest w żałobie, ciężko mu sobie z tym poradzić. Podejrzewam, że rozmówczyni też wzięła to pod uwagę i głupio jej było uciąć przedłużające się rozmowy argumentem, że nie jest u was służbowo itp. Z tego co napisałaś wnioskuję, że tato miał zastrzeżenia co do jakości leczenia (nie wchodzę w to, czy uzasadnione) - to naprawdę stawia w krępującej sytuacji, bo to nie ona popełniła te błędy, nie wie czy w ogóle popełniono błędy, ani przytakiwać, ani negować.
        Piszę pod wpływem humorystycznych i mniej humorystycznych relacji ze spotkań towarzysko-rodzinnych przyjaciółki lekarki (prezentowanie odparzeń na tyłku dziecka, wyjęcie protezy zębowej przy stole, dzwonienie o nieprawdopodobnych godzinach, opowieści o realnych i nierealnych błędach lekarskich) i przyjaciółki lekarki zwierząt - w sumie podobne ;D
        • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 12:40
          Jezu, o czym wy piszecie? Jakie przedluzajace sie rozmowy???Rozmawiali ale nie jakoś dlugo czy namolnie? Moj mąż jest prawnikiem i czasem też rozmawia podczas imprez o prawie, ja o swojej pracy. Gdzie napisałam, ze ojciec wyżalał się na caly Swiat godzinami i niemalze wyjmowal dokumentację? Normalna rozmowa i nikt nie czuł się niekomfortowo. Tata tęskni ale nie jest - jak chcecie to widziec- unurzany w obsesyjnym przezywaniu żałoby: normalnie funkcjonuje, pracuje, jeździ z nami i wnukami na wakacje, ma uniwerek 3 wieku .... ???
          • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 12:49
            Droga Barbaro, o tym napisała tylko jedna osoba, dla mnie to tez nieistotny szczegół.

            Skup sie na ważnych rzeczach i tym co Ci napisało chyba ponad 10 osob czyli obchodzeniu sie z tesciowa jak ze śmierdzącym jajkiem. No i szwagierka .......zdradzisz nam w koncu czego dotyczyła ta uczciwa i głęboka rozmowa czy nie ?
            • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:03
              Oj fusun-po prostu po raz pierwszy opowiedziala mi o tym, co stalo się z jej związkiem.Ponieważ to w zaufaniu, nie mogę tego upublicznić. nie dotyczylo to matki, finansow, pracy.
              • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:26
                Och. No wiec juz wiesz, jaka ona biedna i nieszczesliwa. Jak ja zawiodlo to, tamto i jeszcze owo, nie wyszlo, podlamalo, pozbawilo sil i tak dalej. jak mozna od tak doswiadczonej przez los osoby czegos wymagac, prawda ? Odmawiac jej pomocy, pociechy i swiadczen byloby okrucienstwem.
                • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:39
                  tt-tka napisała:

                  > jak mozna od tak doswiadczonej przez los osoby czegos wymagac, prawda ?
                  > Odmawiac jej pomocy, pociechy i swiadczen byloby okrucienstwem.

                  Nie no, powoli - gdyby zwierzenia miały na celu tylko i wyłącznie jedno, to profilaktycznie trzeba by uciekać od każdego, kto podzielił się z nami swoim zmartwieniem i kłopotem.
                  Na tę szwagierkę z całą pewnością trzeba uważać, ale trudno mieć od razu za złe, że pierwszy raz "przemówiła ludzkim głosem".
                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:46
                    Ola, ona pierwszy raz (od ilu lat ?) przemowila ludzkim glosem w okreslonej sytuacji. Nie miala wczesniej okazji ? Nie czula potrzeby ?
                    I zauwaz, ze wczesniej Barbara pisala o rozmowie. Rozmowa, czyli dialog. A wyglada na to, ze ta rozmowa dotyczyla tylko problemow szwagierki. Barbara nie miala okazji/odwagi/checi/inne opowiedziec o wlasnych klopotach, np tych z niekontrolowanym wyciekiem gotowki.
                    • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:53
                      tt-tka napisała:

                      > Ola, ona pierwszy raz (od ilu lat ?) przemowila ludzkim glosem w okreslonej
                      > sytuacji. Nie miala wczesniej okazji ? Nie czula potrzeby ?

                      Nie wiem, ale mogę uwierzyć, że nie miała okazji. Albo zaufania.
                      Choć tak jak pisałam - akurat w przypadku tej osoby warto zachować czujność. Ale właśnie czujność - a nie z automatu zakładać, że plecie sieć, żeby nas wykorzystać. A nawet jeśli plecie - nie trzeba od razu dać się w nią złapać, niech sobie próbuje pleść.
                    • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:02
                      Ola. Szczerze mówiąc, ja nie mam problemow. Tęsknię za mamą (ale nie mam potrzeby o tym mówić), ale poza tym.... zdrowie dopisuje, w pracy ok, finansowo ok, dzieci ok, szkola dzieci ok, małżeństwo po dwudziestu latach ok., fakt powolnego zbliżania sie do 50 i świadomość starzenia się ok., przyjaciele na stanie są.... więc hm. Jest ok?
                      • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:05
                        Przepraszam post byl do tt-ka.
                        • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:55
                          a-barbara napisał(a):

                          > Przepraszam post byl do tt-ka.

                          Ten post, ze nie masz problemow i jest ok ?
                          To super. Twoje watki wskazywaly, ze nic nie jest ok, ale moze to byla Twoja zla chwila, a mysmy blednie odczytaly.
                      • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:31
                        a-barbara napisał(a):

                        > Ola. Szczerze mówiąc, ja nie mam problemow. Tęsknię za mamą (ale nie mam potrze
                        > by o tym mówić), ale poza tym.... zdrowie dopisuje, w pracy ok, finansowo ok, d
                        > zieci ok, szkola dzieci ok, małżeństwo po dwudziestu latach ok., fakt powolnego
                        > zbliżania sie do 50 i świadomość starzenia się ok., przyjaciele na stanie są..
                        > .. więc hm. Jest ok?


                        Jeśli dla ciebie takie układy rodzinne są ok to nic nam do tego. To nie nasze życie.
                • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 13:54
                  Nie. Wręcz odwrotnie. Nie stawianie jej wymagań adekwatnych do wieku byłoby okrucieństwem, bo jednoznacznie wyrzuca ją to za społeczny nawias, w którym od lat tkwi, nie pozwalając na zbudowanie normalnych relacji rodzinnych (choćby w rolu matki), koleżeńskich (brak przyjaciol, znajomych), zawodowych. Ja to wiem równie dobrze jak Ty. Ale ten układ podtrzymuje jej finansująca ją matka, bo kupuje sobie za darmo rozrywkę manipulowania czyimś życiem. I g.... można zrobić. Jeśli mój mąż pomaga swojej matce- jak większość doroslych osob chyba swoim rodzicom- to postronnie układ jest prawidłowy w postrzeganiu społecznym. Dobrze zarabiamy, pomagamy rodzicom z obu stron, do czego tu się przyczepic, prawda? Ale i Ty i ja znamy mechanizm "oscylatora" i wiemy, że te pieniądze trafiają gdzie indziej. Tt-ko, bardzo trafnie odczytujesz to wszystko, naprawdę. Tylko ta diada jest kompletnie poza mną.
                  • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:26
                    a-barbara napisał(a):

                    > jak większość doroslych osob chyba swoim rodzi
                    > com

                    Czy ja wiem?
                    To jest typowe w Polsce?
                    • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:29
                      Coś chyba się nie pokazało. Czy większość ludzi w Polsce pomaga swoim rodzicom w tak wielkim wymiarze?
                      • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 15:03
                        chocolate_cake napisała:
                        Czy większość ludzi w Polsce pomaga swoim rodzicom
                        > w tak wielkim wymiarze?

                        Roznie bywa. Czy wiekszosc, nie odpowiem, bo nikt takich statystyk nie robil.
                        Ale sytuacja pogladowa - matka nie wstaje z lozka, mieszka z doroslym synem. Mieszkanie 3-pokojowe, jej.
                        Corka mieszka pod Warszawa, ma dom i dwoje dzieci w wieku szkolnym, pracuje w centrum Wawy. Godziny 9.00-17.00. Matka procz syna ma dochodzaca opiekunke. Opiekunki zmieniaja sie co dwa-trzy tygodnie, bo matka sobie tej pani nie zyczy, tamtej tez nie, i kolejnej. Ona da sie przewinac i umyc tylko corce, sniadanie i obiadokolacje zje, o ile bedzie zrobiona i podana przez corke. Jak nie, to glodowka.

                        Corka wymieka. Przed 7.00 wyjezdza z domu, bo toaleta matki to nie jest 5 minut, a na drodze do Wawy korki. Tlucze sie ze sloikami z obiadem robionym poprzedniego dnia wieczorem. Po pracy - znow do mamy, zmienic pampersa, podmyc, podac jesc. Przebrac na noc. Wychodzi roztrzesiona kazdorazowo, bo stale "juuuuz ? szkoda ci czasu dla matki". W domu jest po 20.00. Wlasne dzieci widzi akurat tyle czasu, zeby sprawdzic, czy umyly zeby. No i tak.
                        • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 15:43
                          Dziwi mnie, ze ta kobieta przedklada fanaberie swojej matki nad dobro wlasnych dzieci. Bo jak rozumiem ta starsza pani ma zapewniona opieke, ale upiera sie, ze obslugiwac ja musi koniecznie corka? W takim ukladzie powinna za ta opieke placic, wowczas ta umordowana kobieta moze moglaby pracowac na powiedzmy trzy czwarte etatu i miec rowniz czasem mozliwosc byc matka dla swoich dzieci.

                          BTW oftop. Przyjelo sie uwazac, ze obecnie ludzie dluzej zyja. Otoz wcale nie; po prostu wolniej umieraja.
                          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:08
                            Ona nie przedklada, po prostu - z cholernym poczuciem winy wobec wlasnych dzieci - i meza - nie potrafi sie odciac. Gdy probowala, zzeralo ja poczucie winy wobec matki. Bo matka naprawde nie dawala sie umyc, przebrac, nie jadla. Na sile nie mozna tego zrobic (tzn opiekunce nie wolno stosowac przymusu, ona miala i ma opieke, platna). I nie sa to zaburzenia w sensie, ze matka boi sie obcych - nie, ona po prostu chce corke i juz. Bo tak.
                            • miedzymorze Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:21
                              > Gdy probowala, zzeralo ja poczucie winy wobec matki.
                              Ale w zasadzie dlaczego ? Matka opiekę ma, a że woli szantażyki to już przecież nie jej wina.

                              >Bo matka naprawde nie dawala sie umyc, przebrac, nie jadla.
                              >Na sile nie mozna tego zrobic (tzn >opiekunce nie wolno stosowac przymusu, ona miala i ma opieke, platna). I nie sa to zaburzenia w >sensie, ze matka boi sie obcych - nie, ona po prostu chce corke i juz. Bo tak

                              Co za podła sucz...
                              Niech córka weźmie 3 tygodnie urlopu i wyjedzie z mężem i dziećmi gdzieś daleko, bez telefonu i możliwości kontaktu. Albo mamci wróci rozum, albo na złość wszystkim umrze i problem się rozwiąże.
                              A syn co ? stoi i się przygląda jak matuś szantazuje siostrę? Bardzo wygodne....
                              pozdr,
                              mi
                              • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 17:35
                                miedzymorze napisała:

                                > Niech córka weźmie 3 tygodnie urlopu i wyjedzie z mężem i dziećmi gdzieś daleko
                                > , bez telefonu i możliwości kontaktu. Albo mamci wróci rozum, albo na złość wsz
                                > ystkim umrze i problem się rozwiąże.

                                W trzy tygodnie nie umrze. Jesli zajdzie koniecznosc, wezma do szpitala pod kroplowke. A urlop corki kiedys sie skonczy...

                                > A syn co ? stoi i się przygląda jak matuś szantazuje siostrę? Bardzo wygodne...


                                Tak, mieszkajacy z matka/u matki syn stoi i patrzy. dlatego ten przyklad przywolalam.
                            • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 17:50
                              tt-tka napisała:

                              > Ona nie przedklada, po prostu - z cholernym poczuciem winy wobec wlasnych dziec
                              > i - i meza - nie potrafi sie odciac. Gdy probowala, zzeralo ja poczucie winy wo
                              > bec matki.

                              No jednak przedklada, skoro poczucie winy wobec matki z fanaberiami wazy wiecej niz poczucie winy wobec zupelnie zaniedbanych dzieci. O mezu juz nawet nie wspominam, co prawda tez ma prawo do uwagi i czasu zony ale zalozmy, ze jako dorosly, jakos to uniesie. Ale dzieci? Widziec matke tylko 5 minut miedzy umyciem zebow a zasnieciem? Bo matula ma egoistyczne widzimisie?
                              Jak dlugo to juz trwa? Jak dlugo potrwa? Bo jesli matula pozycje do doroslosci dzieci, to te kobiete ktos powinien jakos otrzezwic. Krzywdzi dzieci :/
                              • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 18:27
                                Nie wypytywalalm o jej uczucia. Tak jak zrozumialam, rachunek prosty - dzieci maja ojca, wiec nie sa zaniedbane w sensie nieumyte i glodne, a matka, o ile ona sie nie zjawi - tak.
                                Tu trzeba sie zdobyc na pewna doze okrucienstwa, a nie kazdy potrafi.
                                Dodam - pomoc nie mozna. Jesli dwie pelnoletnie i w pelni wladz umyslowych osoby nie chca/nie potrafia skorzystac z pomocy z zewnatrz, a poza emocjonalnymi nie maja innych zaburzen, nic sie nie da zrobic.
                                • miedzymorze Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 21:51
                                  >Nie wypytywalalm o jej uczucia. Tak jak zrozumialam, rachunek prosty - dzieci >maja ojca, wiec nie sa zaniedbane w sensie nieumyte i glodne, a matka, o ile >ona sie nie zjawi - tak.
                                  Ale mam nadzieję, że przynajmniej wytłumaczyłaś jej że to fałszywy rachunek ?
                                  dzieci może i głodne nie są, ale są przez nią olane, a mama nie jest głodna i nieumyta z braku córki tylko z własnego wyboru.

                                  >Tu trzeba sie zdobyc na pewna doze okrucienstwa, a nie kazdy potrafi.
                                  No jakoś wobec własnych dzieci przychodzi jej to bez problemu, wiec teoretycznie wystarczyłoby przekierować podejsćie na osobę która na to zasługuje
                                  >Dodam - pomoc nie mozna
                                  :(
                                  pozdr,
                                  mi
                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 22:09
                                    Nie tlumaczylam jej niczego, nie ten poziom znajomosci. Sprawa z sasiedztwa. Sasiedztwo z matka.
                                    • miedzymorze Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 22:19
                                      Ok, myślałam, że to jeden z tych przypadków z ktorymi się stykasz zawodowo
                                      pozdr,
                                      mi
                                      • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 22:37
                                        Zawodowo tez bym jej nic nie poradzila. Jak to sobie wyobrazasz - klientce, ktora przychodzi po kolejna opiekunke dla matki mam powiedziec, zeby przestala tam przychodzic codziennie ? Przeciez nie moge ograniczac kontaktow podopiecznej z rodzina, jesli rodzina sobie kontaktow zyczy !
                                        Wyrazic opinie moge zapytana o zdanie. Co babce po mojej opinii "mama nie potrzebuje opiekunczych swiadczen od pani, my to zapewniamy", skoro kazdy telefon matki stawia ja na bacznosc ? Slyszy "leze brudna, ta...nawet pieluchy nie potrafi zmienic" i babka nie wytrzymuje, bo wie, ze matka bedzie lezec w obs...pampersie az do jej przyjscia, nie pozwoli sie dotknac. Zapytana o rade moge powiedziec "niech pani ustali/stanowczo zapowie, ze wizyta raz w tygodniu, moze byc dluzsza", ale nic nie moge poradzic na to, ze pani po telefonie matki "zapowiedzialam tej fladrze, zeby mi sie talerza nie dotykala, przyjezdzaj, ktos mi musi dac jesc" leci w te pedy. Moge poradzic wsparcie psychologa, ale nie moge zmusic, zeby ona do tefgo psychologa poszla.
                                        Zreszta chyba czesciej mialam do czynienia z przypadkami odsuniecia sie rodziny az za daleko lub calkowicie. Ale te, gdy rodzina sie przysunela, byly wlasnie tego typu. Te, w ktorych zachowana zostala rownowaga, nie trafiaja do nas :)
                                        • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 11:16
                                          tt-tka napisała:

                                          > Wyrazic opinie moge zapytana o zdanie...
                                          > Zapytana o rade moge powiedziec...

                                          Wiele, nie policzę ile razy, miałam żal "do świata", że nikt mi nie powiedział, nie zasugerował w porę, że coś jest grubo nie halo w takiej relacji, jak moja z mamą. Nie wierzę, że nikt tego nie dostrzegał. Ale pewnie "nie chcieli się wtrącać".
                                          Dlaczego sama nie spytałam o zdanie? o radę? A SKĄD MIAŁAM WIEDZIEĆ, że to jest nienormalne? O co i jak pytać? Skąd miałam wiedzieć, że w ogóle MOGĘ pytać???

                                          Ale pamiętam za to wszystkie rozmowy i sugestie, które w końcu padały. I które były dla mnie kosmosem - bo mój świat był tak inny od tego, co mi wtedy mówiono, że nie byłam w stanie uwierzyć, że można "tak zrobić". Ale to dzięki nim zaczęłam w końcu pomalutku rozumieć i dostrzegać, że coś jest mocno nie tak i że może to wcale nie o moje dobro chodzi, mimo że mama wciąż tak utrzymuje. Owszem, to trwało sporo czasu, ale powtarzam - osoba w takiej sytuacji nie pyta o radę - bo nie wie, że w ogóle mogłaby zapytać. A co dopiero wiedzieć, o co pytać.
                                          Nie możesz nikogo zmusić, żeby coś zrobił i zmienił.
                                          Ale nie można mówić, że poradzisz dopiero, jak zostaniesz zapytana. To wykroczenie przez zaniechanie, czy jak to się inaczej nazywa ;)
                                          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 11:55
                                            Ola, rozumiem Twoje podejscie. Ale ja nie moge, nie chce i nie bede wtracac sie w zycie obcych doroslych ludzi niepytana i nieproszona. Po prostu dlatego, ze jednorazowe powiedzenie/zasugerowanie nie wystarczy, a akcje dlugofalowe wymagaja czasu, cierpliwosci i sil, zadnej z tych rzeczy nie mam w nadmiarze.
                                            Ktos, kto pyta - gotow jest na przyjecie pomocy czy przynajmniej rewizji pogladow. Kogos, kogo ze swymi spostrzezeniami musze gonic i wciskac je (te spostrzezenia) to wysilek, wybacz, zupelnie nieefektywny, koszty (moje) wieksze niz rezultaty (dla tej osoby). Spolecznie nieoplacalne, przepraszam, jesli zabrzmialo to okrutnie, ale wlasnie ta praca dala mi umiejetnosc odcinania sie.
                                            • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 12:05
                                              tt-tka napisała:

                                              > Kogos, kogo ze swymi spostrzezeniami musze gonic i wciskac je
                                              > (te spostrzezenia) to wysilek, wybacz, zupelnie nieefektywny,
                                              > koszty (moje) wieksze niz rezultaty (dla tej osoby).

                                              Zdziwienie się na głos, że ktoś nie postępuje normalnie i powiedzenie wprost, że jest zwyczajnie i bezczelnie wykorzystywany i manipulowany za pomocą poczucia winy - nie kosztuje chyba aż tak wiele?
                                              Nie miałam na myśli niczego innego. Tylko "zasianie ziarna".
                                              • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 12:39
                                                Ola - jak to sobie wyobrazasz ? Znajoma z widzenia (i ze slyszenia przez sciane) osobe lapie za rekaw na klatce schodowej i oswiadczam jej, ze jest bezczelnie wykorzystywana i manipulowana ? Glosno ubolewam nad jej nieszczesnymi dziecmi ?
                                                A nawet - hipotetycznie - pani wzdycha w biegu, ze znow musiala do mamy, a w domu dzieci czekaja, a ja oznajmiam, ze powinna poczekac mama i to do soboty, w tygodniu jest zaopiekowana - szczerze mowiac, na taka ciocie dobra rada osobiscie zareagowalabym z furia, na zasadzie co ci babo do tego.
                                                Tak siane ziarno zwykle jest odrzucane, nie wiesz ? Ile razy i ile osob Tobie musialo mowic, zanim cos zakielkowalo ?
                                                Chyba ze idzie o uspokojenie wlasnego sumienia, probowalam jej cos uswiadomic, no mowilam, co moge zrobic, skoro ona nie przyswaja... ale mnie to niepotrzebne. W takich sytuacjach nie mam sumienia.
                                                • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:18
                                                  tt-tka napisała:

                                                  > Ola - jak to sobie wyobrazasz ? Znajoma z widzenia (i ze slyszenia przez sciane)
                                                  > A nawet - hipotetycznie - pani wzdycha w biegu, ze znow musiala do mamy,
                                                  > a w domu dzieci czekaja

                                                  Podałaś tyle szczegółów, że myślałam, że były jakieś rozmowy z nią na ten temat, niekoniecznie w biegu.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:34
                                                    Ola, na zdrowy chlopski rozum - jesli babka ma do obskoczenia matke przed praca, do pracy musi zdazyc punktualnie, po pracy gna do matki i wszystko w biegu i jak na szpilkach, bo musi do domu - kiedy ona ma miec czas na rozmowy ? jest zaorana co do minuty.
                                                  • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:38
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Ola, na zdrowy chlopski rozum - jesli babka ma do obskoczenia matke przed praca
                                                    > , do pracy musi zdazyc punktualnie, po pracy gna do matki i wszystko w biegu i
                                                    > jak na szpilkach, bo musi do domu - kiedy ona ma miec czas na rozmowy ? jest za
                                                    > orana co do minuty.

                                                    Zwracasz sie do Oli, ale sie wtrącę.
                                                    Kim ta pani jest dla Ciebie ?
                                                    Tak pytam z ciekawości. Co do mnie, gdyby to była moja sąsiadka, nie wtracalabym sie. Ale gdyby to była przyjaciółka to juz tak.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:49
                                                    Ona byla dla mnie matka sasiadki. Z jej matka (i bratem) sasiadowalam przez okolo poltora roku.

                                                    Przywolalam ten przyklad niejako przez analogie do ukladow rodzinnych Barbary - na miejscu jest jedno dziecko, ale swiadczenia wymuszane sa na tym drugim, nieobecnym. Tym, ktore wyszlo z domu i ma / powinno miec wlasne zycie. Utrudnimy, przeszkodzimy, uniemozliwimy, co najmniej zatrujemy. Niektorzy musza sie specjalnie starac, innym samo wychodzi.

                                                    Z przyjaciolka pogadalabym. Nie raz, nie dwa, od tego ma sie przyjaciol. Tylko zwykle to nie moze skonczyc sie na pogadaniu w stylu "ona cie wykancza, nie mozesz i nie musisz dawac sie zaorac", za uwagami musi isc konkret - przykladowo, jesli mama nie daje sie myc nikomu innemu, sciagnij jej na glowe komisje sanitarna z zaleceniem umieszczenia w osrodku (straszak, ale czasem pomaga; czasem), z twoim poczuciem winy idz na terapie: i tak dalej. To dlugotrwaly proces.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:55
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Ona byla dla mnie matka sasiadki.

                                                    Boru, CORKA sasiadki oczywiscie.
                                          • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:03
                                            " Ale pamiętam za to wszystkie rozmowy i sugestie, które w końcu padały. I które były dla mnie kosmosem - bo mój świat był tak inny od tego, co mi wtedy mówiono, że nie byłam w stanie uwierzyć, że można "tak zrobić".

                                            Olu, czy mogłabyś podać jakieś przykłady osob ktore Ci dawały te wskazówki i sugerowały ze Twoja relacja z mama nie jest ok ? Kto to był ? Znajomi , sąsiedzi, dalsza rodzina ?
                                            • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:35
                                              fusun1804 napisała:

                                              > Olu, czy mogłabyś podać jakieś przykłady osob ktore Ci dawały te wskazówki
                                              > i sugerowały ze Twoja relacja z mama nie jest ok ? Kto to był ?
                                              > Znajomi , sąsiedzi, dalsza rodzina ?

                                              Nikt z rodziny.
                                              Niektórzy moi znajomi, jak już byłam całkiem dorosła.
                                              Lekarz internista, do którego poszłam z trzepoczącym sercem - po kilku moich słowach zapytał, czy u mnie aby na pewno wszystko dobrze w relacji z mamą - bo zaczęłam od tego, że "jak byłam u mamy..., mama się uparła, że mam iść do lekarza...", etc. - stara baba, którą mama wysłała do lekarza - uwierz, że ja nie widziałam w tym niczego dziwnego... Dopóki mi nie zwrócił na to uwagi.

                                              Tak sobie myślę, że jedna moja ciocia umarła za wcześnie - dla mnie, że tak powiem. Ona była osobą, która zwracała mi uwagę na różne ważne sprawy i przekazywała "mądre prawdy o życiu". Umarła, jak miałam 19 lat, a przedtem ciężko chorowała.
                                              • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 13:55
                                                ola_dom napisała:

                                                > fusun1804 napisała:
                                                >
                                                > > Olu, czy mogłabyś podać jakieś przykłady osob ktore Ci dawały te wskazówk
                                                > i
                                                > > i sugerowały ze Twoja relacja z mama nie jest ok ? Kto to był ?
                                                > > Znajomi , sąsiedzi, dalsza rodzina ?
                                                >
                                                > Nikt z rodziny.
                                                > Niektórzy moi znajomi, jak już byłam całkiem dorosła.
                                                > Lekarz internista, do którego poszłam z trzepoczącym sercem - po kilku moich sł
                                                > owach zapytał, czy u mnie aby na pewno wszystko dobrze w relacji z mamą - bo za
                                                > częłam od tego, że "jak byłam u mamy..., mama się uparła, że mam iść do leka
                                                > rza..."
                                                , etc. - stara baba, którą mama wysłała do lekarza - uwierz, że ja n
                                                > ie widziałam w tym niczego dziwnego... Dopóki mi nie zwrócił na to uwagi

                                                Nie wiem jak jest w rodzinie mojego meza. Ale wszyscy wiedza i widza ze świat jego siostry kręci sie wokół mamy. Każde zdanie zaczyna sie od mama chce / mama nie chce / mama sie uparła itd.
                                                Jak juz wspominałam, na początku studiów " chodziłam " z jedynakiem mieszkającym z mama. W niedziele kosciol,z mama, wieczorami i w weekendy telewizja z mama, mama mu prała, prasowała, szykowała posiłki itd. Nie wiem czy jego koledzy ze studiów o tym wiedzieli czy nie.
                                                W każdym razie byłam kiedyś na imprezie studenckiej zorganizowanej przez jego znajomych ze studiów i jedna z jego koleżanek, odrobine podpita, wykorzystała chwile sam na sam ze mna zeby mnie przed nim ostrzec. Opowiedziała mi ze facet przez jego związek z mamusia jest pośmiewiskiem kolegów, robią sobie z niego jaja. Powiedziała mi wprost " znajdź innego, normalnego faceta a z nim i z jego mamusia sie wykończysz ".

                                                Ja jej nie pytałam o zdanie, powiedziała to niepytana. To było dla mnie bardzo wazne, ja czułam podskórnie ze to jest nienormalne / chore i dobrze ze ktos to potwierdził.
                                                >
                                                • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:06
                                                  fusun1804 napisała:

                                                  > Ja jej nie pytałam o zdanie, powiedziała to niepytana. To było dla mnie bardzo
                                                  > wazne, ja czułam podskórnie ze to jest nienormalne / chore i dobrze ze ktos to
                                                  > potwierdził.

                                                  No właśnie - o tym piszę. Bo niemal w każdym uwikłanym gdzieś tam rodzi się poczucie, że coś chyba jest nie tak, jak powinno. Ale ono jest bardzo mocno tłumione i spychane do nieświadomości, bo nie pasuje do obrazu cudownej relacji. I po co komu takie poczucie, które rodzi tylko poczucie winy.
                                                  Ale jak ktoś patrzący z boku powie o tym, zwróci uwagę - to jakby legitymizuje nasze przypuszczenie - daje mu prawo (bo przecież sama w życiu nie dałabym sobie prawa do takich brzydkich myśli), sprawia, że przestajesz czuć się wielbłądem i zaczyna Ci świtać, że może coś jednak jest nie tak i że może jednak masz prawo tak o tym myśleć. I od tego się zaczyna.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:12
                                                    Warunek - to musi byc osoba, ktorej zdania wysluchasz. Lekarz-autorytet, kolezanka z tego samego kregu towarzyskiego, przyjaciolka zorientowana w Twoim zyciu na biezaco... Nie obcy. Chyba ze obcy jest specjalista, do ktorego poszlas po rade, ale to zwykle juz po kilku wstrzasach ma miejsce, nie wczesniej.
                                                  • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:28
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Warunek - to musi byc osoba, ktorej zdania wysluchasz. Lekarz-autorytet, koleza
                                                    > nka z tego samego kregu towarzyskiego, przyjaciolka zorientowana w Twoim zyciu
                                                    > na biezaco... Nie obcy. Chyba ze obcy jest specjalista, do ktorego poszlas po r
                                                    > ade, ale to zwykle juz po kilku wstrzasach ma miejsce, nie wczesniej.

                                                    W moim przypadku była to kompletnie obca osoba. Spotkałam ja ze dwa razy na jakis spotkaniach towarzyskich. Powiedziała to bo jej było mnie zwyczajnie , po ludzku żal.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:35
                                                    No, ale to byl uklad o wiele plytszy i latwiejszy do zerwania niz wieloletnie uwiklanie.
                                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:39
                                                    pardon, ucielo
                                                    ...zwlaszcza gdy strona opresjonowana nie chce albo nie czuje sie w prawie przeciac stosunkow, tylko ustawic je na zdrowych zasadach. Latwiej calkiem zostawic chlopaka, z ktorym jestes od, przypuscmy, roku niz swoja od czterdziestu z hakiem lat matke. Te matke chce sie miec i miec z nia kontakt, tylko zeby to nie bylo 14 razy w tygodniu...
                                                  • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:37
                                                    tt-tka napisała:

                                                    > Warunek - to musi byc osoba, ktorej zdania wysluchasz. Lekarz-autorytet,
                                                    > kolezanka z tego samego kregu towarzyskiego, przyjaciolka zorientowana
                                                    > w Twoim zyciu na biezaco... Nie obcy.

                                                    Właśnie niekoniecznie.
                                                    Może zadziałać mechanizm - że "skoro nawet ktoś obcy to dostrzega....".
                                                    Bo - jak pisałam - człowiek gdzieś podskórnie czuje, że coś jest źle, ale nie daje sobie prawa do tego uczucia i je spycha do nieświadomości, wstydzi się go.
                                                    Bo jeśli człowiek jest z tym pogodzony i czuje, że jemu to pasuje - to wiadomo, że taka uwaga nie trafi do niego. Ale jeśli nie jest - najpierw się zdziwi, a potem być może zacznie się przyglądać sprawie i drążyć.
                                                    Jak mi zwracały uwagę osoby, które widywałam 2-3 razy w roku - to dawało mi do myślenia.
                                                  • fusun1804 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:25
                                                    ola_dom napisała

                                                    > Ale jak ktoś patrzący z boku powie o tym, zwróci uwagę - to jakby legitymizuje
                                                    > nasze przypuszczenie - daje mu prawo (bo przecież sama w życiu nie dałabym sobi
                                                    > e prawa do takich brzydkich myśli), sprawia, że przestajesz czuć się wielbłądem
                                                    > i zaczyna Ci świtać, że może coś jednak jest nie tak i że może jednak masz pra
                                                    > wo tak o tym myśleć. I od tego się zaczyna.

                                                    Bardzo trafnie nazwałaś to " Legimityzowaniem przypuszczeń ". W moim przypadku była to raczej intuicja, poza tym byłam po prostu bardzo nieszczęśliwa i nie znosiłam tej matki, jej pieprzenia o zdrowymodzywianiu sie, gotowaniu, sprzątaniu i kościele. Miałam 20 lat, interesowałam sie językami, kinem i teatrem a nie gotowaniem i środkami czystości i tym co ksiądz mowil na kazaniu. I zdalam sobie sprawę ze jesli nie odejdę to będę tego słuchać dzien w dzien.
                                • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 11:16
                                  tt-tka napisała:

                                  > . Tak jak zrozumialam, rachunek prosty - dzieci m
                                  > aja ojca, wiec nie sa zaniedbane w sensie nieumyte i glodne, a matka, o ile ona
                                  > sie nie zjawi - tak.

                                  NA miejscu meza tej pani przeprowadzilabym zatem prosty eksperyment: zostawila dzieci nieumyte i glodne iles razy. W sumie bylaby to bardzo ciekawa i pouczajaca obserwacja: czy pani muszac wybierac miedzy glodna i obesrana matka a glodnymi i obesranymi dziecmi, kto bylby dla niej priorytetem? Bo jesli matka, to rozwiodla bym sie z pania raz dwa.

                                  A ciekawi mnie, co sie dzieje w sytuacji kiedy ta kobieta na przyklad jest chora? Ma grype, nie wstaje z lozka przez tydzien? Czy wowczas jej matka egoistka daje sie dotknac paniom opiekunkom?
                                  A jesli dzieci sa chore, czy ich mama z nimi zostaje, czy podrzuca je komus i sama jedzie do matki? Bo chyba ojciec nie za kazdym razem moze wziac wolne, przypuszczam?
                                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 11:44
                                    ada1214 napisała:

                                    > A ciekawi mnie, co sie dzieje w sytuacji kiedy ta kobieta na przyklad jest chor
                                    > a? Ma grype, nie wstaje z lozka przez tydzien?

                                    Nie chorowala albo jezdzila z grypa. Widywalam ja codziennie w okresie, gdy tam mieszkalam.

                                    > A jesli dzieci sa chore,

                                    Jak wyzej - albo dzieci zdrowe, albo zostawaly z kim innym, albo pani brala zwolnienie, obrabiala matke i wracala do domu zamiast jechac do pracy, nie wiem. Byla codziennie, dwa razy dziennie.

                                    Propozycja eksperymentu ciekawa, ale ja jej meza na oczy nie widzialam i dobrze. Brakowalo jeszcze tylko tego, zeby on przyjezdzal obrabiac tesciowa.
                                    • ada1214 Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 11:51
                                      > Propozycja eksperymentu ciekawa, ale ja jej meza na oczy nie widzialam i dobrze
                                      > . Brakowalo jeszcze tylko tego, zeby on przyjezdzal obrabiac tesciowa


                                      Obrabiac tesciow ;D :D
                                      Nie, no wiadomo, ze ja pisze tak sobie a muzom, nie zeby domagac sie realizacji moich propozycji :D
                                      Po prostu nie moge wyjsc ze zdumienia, ze ludzie moga sie na takie (i inne) rzeczy godzic, ze maja bielmo na oczach i nie widza, kto jest naprawde poszkodowany (dzieci), ze nie potrafia myslec perspektywicznie (ze zaniedbanie dzieci w ten sposob ta pani kiedys dostanie slony rachunek), ze sa pod dyktando czyichs fababerii ryzykujac rozpad rodziny, ze wreszcie nie potrafia sobie ustawic wlasciwej hierarchi tego co wazne, mniej wazne, niewazne itp.
                                      • salsa.lover Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 14:47
                                        ada1214 napisała:

                                        > (ze zaniedbanie dzieci w te
                                        > n sposob ta pani kiedys dostanie slony rachunek)

                                        Wiesz, obawiam się, że może być zgoła odwrotnie. Zaniedbane w ten sposób dzieci nauczą się, że ich potrzeby się nie liczą, że one się nie liczą. Że nie mają prawa do własnego życia, bo ważniejsze jest skakanie wokół rodziców. Czcij matkę i ojca swego ponad wszystko.
                                        Bardziej możliwe więc, że powielą ten sam model wobec swojej przyszłej rodziny, bo tak zostały nauczone. To akurat widzę na codzień. Syn, który kiedyś zarzucał swojej matce, że poświęciła swoje życie by skakać wokół toksycznej babki, teraz sam skacze wokół mamusi jak ta tylko kichnie i ma gigantyczne poczucie winy gdy nie daj boże wyda własne pieniądze na siebie.
                                • pade Re: świąteczny ZEN :) 27.01.17, 12:22
                                  Dozę okrucieństwa to ta kobieta ma wobec własnych dzieci.
                        • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 15:56
                          Ja rozumiem pomoc ludziom ciężko chorym. To jest oczywiste.
                          Czy jest tak, jak mówi Barbara, że większość osób mających rodzinę i dzieci, pomaga finansowo swoim starszym rodzicom, nie bardzo ciężko chorym i z własną emeryturą? Chodzi mi o tak duży zakres pomocy finansowej. Nie znam tego kompletnie ze swojego życia ani z innych relacji rodziny czy znajomych ale może tak jest, nie wiem. Chodzi mi cały czas o osoby zdrowe i z normalną emrtyturą, a nie ciężko chore, z najniższą emeryturą.
                          • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:06
                            chocolate_cake napisała:

                            > Chodzi mi cały czas o osoby zdrowe i z normalną emrtyturą, a nie ciężko chore, z najniższą emeryturą.

                            Zdrowe - na tyle, na ile jest zdrowa osoba 60+ (nadciśnienie, wieńcówka, etc. - leczenie niekosztowne), emerytura średnia, nie najniższa, do 3000 zł. hen, daleko!
                            Dom i samochód do utrzymania.
                            Nie wiem, czy to normalne, ale pomagam. Na pewno nie było normalne, jak jeszcze niedawno jako "pomoc" oddawałam mamie 1/3 mojej pensji. To się wreszcie unormowało, ale trudno byłoby mi nie pomóc jej w ogóle.
                            • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:27
                              ola_dom napisała:

                              > Nie wiem, czy to normalne, ale pomagam. Na pewno nie było normalne, jak jeszcze
                              > niedawno jako "pomoc" oddawałam mamie 1/3 mojej pensji. To się wreszcie unormo
                              > wało, ale trudno byłoby mi nie pomóc jej w ogóle.
                              >

                              A gdybyś sama miała trudną sytuację? Własny kredyt? Gdybyś nie miała na swoje wydatki?
                              Jak to się stało, że potem zaczęłaś mamie dawać mniej?

                              Mój tata jest po 70. Po zawale. Mama 70. Są w bardzo dobrym zdrowiu jak na ten wiek, mają niezłe emerytury, do tego kupili z oszczędności mieszkanie i je wynajmują. Oni nie potrafią przyjąć od nas nawet prezentu ;)
                              • ola_dom Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 19:21
                                chocolate_cake napisała:

                                > A gdybyś sama miała trudną sytuację? Własny kredyt? Gdybyś nie miała na swoje
                                > wydatki?

                                W ogóle nie było mowy o takiej sytuacji :)
                                Powtarzam - moja sytuacja była dalece nienormalna, ja płaciłam mamie dobrowolny "haracz" za to, że ją "porzuciłam". Poczucie winy działało niezawodnie.
                                Było tak, że kiedy mój związek się zawahał, poczułam się w potrzasku - z powodów finansowych - że nie ma mowy o powrocie do domu rodzinnego, a nie będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania, bo NAJPIERW MUSZĘ "pomóc" mamie.
                                A żeby było jasne - z mojej pensji byłabym spokojnie w stanie się utrzymać, bez szaleństw, ale na wynajęcie kawalerki byłoby mnie stać. Ale w ogóle nie brałam tej możliwości pod uwagę, pierwszy i najważniejszy wydatek to był haracz dla mamy, wszystko inne mogłam odpuścić - ale nie to.
                                Nie jestem w stanie teraz w to uwierzyć, jak to piszę - ale tak było. Taką miałam mgłę na mózgu z poczucia winy.

                                > Jak to się stało, że potem zaczęłaś mamie dawać mniej?

                                Otworzyły mi się oczy :). Najpierw na tym forum - zapytano mnie, czy mam mieszkanie, czy mam oszczędności (nie miałam, skądże. Wszelkie oszczędności i dodatkowa kasa szły na dom mamy - mój rodzinny, znaczy). Uświadomiono mi, że fakt, że jestem jedynaczką, wcale nie oznacza na 100%, że na pewno zawsze będę miała gdzie mieszkać, bo kiedyś odziedziczę dom. Bo bywa w życiu bardzo różnie i niestworzone historie, jakie się czasem słyszy, przeważnie dotyczą sytuacji, kiedy "po mojej matce NIGDY bym się nie spodziewał, to szok dla wszystkich, dla całej rodziny, etc.". Nadal uważam, że w przypadku mojej mamy nie mam powodów do podobnych obaw, ale sporo rzeczy sobie przy tej okazji uświadomiłam.
                                Do tego terapia - podczas której dopiero dotarło do mnie, że mama z moją comiesięczną "pomocą" ma w sumie tyle samo dochodu miesięcznego, co ja (najpierw miała więcej, bo przelewałam jej pół pensji przez kilka pierwszych miesięcy). I zaczęłam odczuwać pewną niesprawiedliwość. W dodatku - mimo że pomagałam mamie naprawdę w znaczny sposób - żałowałam sobie pieniędzy na wszystko, nie pozwalałam sobie na żadne wydatki poza niezbędnymi. Wszystko było okupione poczuciem winy - no bo jak na przykład mam sobie pozwolić na wizytę u kosmetyczki, skoro mama oszczędza na ogrzewaniu?
                                Żeby było jasne - moja mama nigdy nie poprosiła mnie wprost o pieniądze. Nigdy. Nigdy jednak nie powiedziała, żebym je sobie zatrzymała, albo że nie potrzebuje aż tyle (wiedziała, ile zarabiam).
                                Generalnie w ogóle nie poruszała tematu pieniędzy, poza sytuacjami, kiedy wyrzucała mi, że poświęcam jej za mało czasu i uwagi - "pieniądze to najłatwiej dać!".

                                Powtórzę - trudno mi uwierzyć, w jakim matriksie żyłam tyle lat. I piszę o tym ku przestrodze.
                                Bo kiedy zmniejszyłam pomoc dla mamy, zaczęłam odkładać oszczędności na własnym koncie - mama także zaczęła mieć oszczędności... I nie głoduje, chodzi do kina, teatru, kawiarni, jeździ na wycieczki - oczywiście szuka tańszych okazji, promocji dla seniorów, etc., ale nie jest tak, że liczy złotówki do pierwszego do pierwszego.
                                Więc wcale nie musi być tak, że bez naszej pomocy rodzic umrze z głodu. Wciąż uważam, że pomagać trzeba, jeśli jest taka konieczność. Ale warto się zastanowić i przyjrzeć, czy ta pomoc jest realnie potrzebna - w takiej wysokości i czy nie wynika głównie z poczucia winy.
                        • salsa.lover Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 21:21
                          tt-tka napisała:

                          > Roznie bywa. Czy wiekszosc, nie odpowiem, bo nikt takich statystyk nie robil.
                          > Ale sytuacja pogladowa - matka nie wstaje z lozka, mieszka z doroslym synem. Mi
                          > eszkanie 3-pokojowe, jej.
                          > Corka mieszka pod Warszawa, ma dom i dwoje dzieci w wieku szkolnym, pracuje w c
                          > entrum Wawy. Godziny 9.00-17.00. Matka procz syna ma dochodzaca opiekunke. Opie
                          > kunki zmieniaja sie co dwa-trzy tygodnie, bo matka sobie tej pani nie zyczy, ta
                          > mtej tez nie, i kolejnej. Ona da sie przewinac i umyc tylko corce, sniadanie i
                          > obiadokolacje zje, o ile bedzie zrobiona i podana przez corke. Jak nie, to glod
                          > owka.

                          Znam bardzo podobną sytuację. Dwoje dorosłych dzieci plus grubo opłacane najlepsze opiekunki/pielęgniarki. Ale to córka ma mamę karmić, ma z nią siedzieć, ma zostać na noc. "Bo od tego jest córka, żeby się matką zająć".
                          Przy opiekunkach mama potrafi się sama umyć, załatwić, nie ma problemu z jedzeniem.
                          Ale gdy przychodzi córka to nagle mamę trzeba do łazienki zanieść, umyć, nakarmić, wszystko trwa 5 razy dłużej niż z opiekunką.
                          I córka siedzi, jeździ, zostaje na noc a syn zwolniony jest ze wszystkich tych obowiązków. I tak od dziesięciu lat.
                          Córka ma własną rodzinę, nastoletnie już dzieci, dla których ma zero cierpliwości, małżeństwo na skraju rozwodu, bo po pracy zasuwa w swoim domu a na wieczór i noc idzie spać do mamy. Kobieta jest na skraju nerwowego wyczerpania bo mamusia ani myśli ustąpić ani odpuścić.
                  • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 14:34
                    Barbaro, postrzegasz to "matka kupuje sobie rozrywke manipulowania czyims zyciem". Tak widzialas to rowniez wczesniej czy ta perspektywa pojawila sie po rozmowie ze szwagierka ?
                    Bo wiesz, rownie dobrze mozna to widziec jako "dorosla baba pod pretekstem opieki nad matka (czego nie robi, vide ta opiekunka, ktora obsluguje w rezultacie takze szwagierke) mieszka, je i pali oskubujac matke, a przy okazji brata". Szwagierka bierze nie swiadczac nic, to juz nie przypuszczenia, pisze w oparciu o Twoja relacje.

                    Mozna uznac, ze diada maz-tesciowa jest poza Toba. Uwazam inaczej, ale to Ty w tym /obok tego zyjesz, okreslasz sie jako "poza", przyjmuje to. Tylko wiesz, tesciowa nie jest wieczna, a z jej smiercia odejda w niebyt takze jej trzy tysiace emerytury. Co wtedy ze szwagierka ? Czy diada moj maz-jego siostra rowniez bedzie poza Toba ?
                    • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 15:50
                      Tt-ko. Zawsze tak myślałam. Czy dobrze zrozumiałam, ze spotykasz się z podobnymi przypadkami zawodowo? Czy mogłabym skontaktować się z Tobą mailowo?


                      • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:00
                        a-barbara napisał(a):

                        > Tt-ko. Zawsze tak myślałam. Czy dobrze zrozumiałam, ze spotykasz się z podobny
                        > mi przypadkami zawodowo? Czy mogłabym skontaktować się z Tobą mailowo

                        Oczywiscie. Pisz na tt-tka@wp.pl
                        Jesli nie odpisze od razu, poczekaj, czasem mam problem z otworzeniem poczty. Ale odpowiem na pe :)
                        • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 28.01.17, 19:59
                          tt-tko dochodzą do Ciebie moje maile? Odbija mi mailer@demon
                          • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 28.01.17, 22:19
                            Nie, nic nie doszlo, sprawdzalam.
                            jeszcze raz
                            tt-tka@wp.pl
                            jesli odbije ponownie, sprobuj na gazetowa. Praktycznie z niej nie korzystam, ale moze tam dojdzie
                            • tt-tka Re: świąteczny ZEN :) 28.01.17, 22:39
                              Ledwo odpowiedzialam tutaj, a doszlo :)
                              Juz odpisalam
                    • a-barbara Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 15:57
                      Tak. Myślę, że będzie to poza mną. Nie mam pojęcia jak JA mogłabym to zmienić.
                      • miedzymorze Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 16:41
                        Żeby to zmienić to mąż musiałby zmienić sposób w jaki dysponuje waszymi pieniędzmi, a to jest ciężki temat ;/
                        pozdr,
                        mi
                        • chocolate_cake Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 17:12
                          Zaczynam myśleć, że mąż Barbary tak dużo zarabia, że te pieniądze to niewielki procent jego pensji. Dla niego to żaden problem, bo rodzina w sensie dzieci i żona, mają zaspokojone wszystkie potrzeby a pieniędzy nadal jest dużo. Nikt nie obejmuje dzieciom.
                          Tylko że w sumie nie o to chodzi. Chodzi o siostrę, która jest wykształcona ale nie chce podjąć pracy.
                  • salsa.lover Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 21:04
                    a-barbara napisał(a):

                    > pomaga swojej matce- jak większość doroslych osob chyba swoim rodzi
                    > com- to postronnie układ jest prawidłowy w postrzeganiu społecznym.

                    Nie byłabym taka pewna, że większość rozumie pomoc w ten sposób. Prawidłowe jest i owszem pomaganie rodzicom chorym, starszym, którzy już sobie nie radzą i którym brakuje własnych środków.
                    To co ma miejsce u Was daleko wykracza poza definicję normalnej, zdrowej pomocy.
                    • miedzymorze Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 21:13
                      Co prawda rzadko się w swoich opiniach łapię na większość, ale dla mnie pomoc w kwestiach w których ktoś sobie może poradzić, jest swego rodzaju okaleczeniem przez utrwalanie postawy 'ja sobie nie radzę'.
                      pozdr,
                      mi
    • nathasha Re: świąteczny ZEN :) 26.01.17, 18:17
      łezkę uroniłam jak to czytalam, naprawde fajnie sie wszystko potoczylo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka