babyjoda38
04.12.19, 20:34
Witam,
Być może nie ten czas i nie to miejsce żeby tutaj pisać. Druga rzecz, że jestem facetem a raczej udzielają się tu same Panie.
Tak czy inaczej może, któraś z Was coś mi poradzi obiektywnie. Szczerość mile widziana.
Jestem z partnerką już 7 lat. Jesteśmy w wieku 36-38 lat. Mieszkamy razem z jej dwójka dzieci, chłopak 17 lat i dziewczyna 19 lat. Oboje pracujemy, ona po 12h czasem 2 dni w tygodniu a czasem 4 (godziny ustawowe w miesiącu się zgadzają - 168), ja po 8h od pn do pt, czasem trzeba zostać dłużej. Żadne z nas nie siedzi za biurkiem. Główny problem polega na tym, że nie potrafię już sobie poradzić. Ciągle pretensje, wszystko robię źle, za nic nie płacę, urojenia że ją zdradza, itd. Opłacam w całości czynsz, prąd, ubezpieczenie mieszkania, jej córce telefon. Włożyłem dużo pieniędzy w mieszkanie, które należy do niej, zrobiłem ogrzewanie w domu, pomogłem spłacić długi, wyprostować wiele formalnych zaniedbań. Kiedy proszę, że trzeba się dołożyć do samochodu (ubezpieczenie, paliwo) słyszę pretensje, że nie ma, że jej nie stać na samochód. To samo tyczy się mieszkania. Ledwo co z pretensjami wykrzyczała mi, że woli dać dzieciom niż włożyć w mieszkanie cokolwiek. Każda moja próba rozmowy o pieniądzach kończy się wielką kłótnią. Już boję się poruszać ten temat. Także sam jeszcze utrzymuję samochód. Jej wypłata +alimenty i inne dodatki przekraczają moją wypłatę chociaż nie zarabiam najgorzej. Wymyśla sztuczne problemy, że ja zdradzam, nie toleruje jej dzieci (chociaż to kompletne lenie - żaden z nich nic nie robi, nie pomaga w domu. Przychodzą i leżą w łóżkach.), że się nie dokładam do niczego, że to co robię w domu to ona tego nie chciała bo ją na to nie stać. Ostatnio wyrzuciła mi ubrania z szafy na podłogę że mam się pakować, ma mnie dość, itp.
Nie jestem idealny, mam swoje wady. Czasem jestem uparty, marudny czy mam gorszy dzień. Nie ma u nas patologii, alkoholu. Normalny związek.
Ale nie daje rady z ciągłym obrażaniem się, fochami, pretensjami, co chwila wyrzucaniem mnie (słyszę to często, że jak mi nie pasuje to mam się wyprowadzić). Jak trzeba pomóc rodzinie mojej, że muszę jechać coś pomóc to są pretensje.
Teraz kazała mi się samemu żywić, że dla mnie obiadów nie będzie, mam sobie sam kupować jedzenie i żywić.
Pomożecie? Odpowiem na pytania uzupełniające chętnie.