viki0
19.07.20, 01:29
Witam,
jesteśmy małżeństwem już ok 16 lat, mamy dwójkę dzieci 12 i 6 lat. Już od dłuższego czasu czuję, że nasze życie rodzinne nie układa się tak jakbym tego chciała. Mąż nie jest alkoholikiem ani nie używa przemocy fizycznej. Dba o rodzinę materialnie, mamy czysty podział które z nas za co płaci i wychodzi to w miarę sprawiedliwe. Jednak poza stabilnością materialną i wspólnym dbaniem o dom nie wiele więcej nas łączy :-( mamy dwa zupełnie inne haraktery i inne oczekiwania co do życia. On jest prosty i mało inteligentny, pomaga w domu ale nie dlatego, że tak bardzo chce mi ulżyć ale dlatego że woli robić wszystko by tylko nie zająć się dziećmi. Woli ugotować np obiad niż przypilnować starszego z lekcjami lub zająć się młodszą córką. Nigdy nie zajął się dziećmi tak na 100%, zawsze to ja jestem od lekcji, od usypiania, od kąpania, od zabawy, od wszystkiego. A on nastawi np wielce ważną "zupę" i ma wszystko inne w dupie - w między czasie ma czas na obejżenie tv lub jakąś jedną tą samą grę na telefonie. Gdy dziecko poprosi go o cokolwiek to wieczne "zaraz", "nie teraz", "idź do matki"... Wiecznie jest bardziej zmęczony niż ja chociaż jego pracę zawsze kończy wcześniej odemnie, spać też chodzi wcześniej niż ja bo to ja użeram się z dziećmi do późnej nocy. Jego praca zawsze ważniejsza od mojej i potrafi mi przygadać, że on więcej zarabia. I wq... mnie tym bo faktycznie ma dużo mniej inteligentną robotę a więcej zarabia, a ja jestem po studiach i mam odpowiedzialną i wymagającą myślenia pracę, więcej godzin mi ona zajmuje niż jemu a mniej zarabiam. Nie denerwowałoby mnie to gdyby potrafił docenić mój wkład w zarabianiu na rodzinę. Różnimy się też bardzo w kwestii wychowywania dzieci i często się o to kłócimy. Mi zależy na tym by dzieciaki były inteligentne i szczęśliwe, mam do nich szacunek i zaufanie, patrafię wysłuchać, porozmawiać. On ma zupełnie w dupie co one czują, non stop tylko burczy i krzyczy, nie potrafi zrozumieć, że dzieci mają prawo do różnych zachowań i buntów bo tak się rozwija ich psychika. Nie raz podsyłałam mu różne artykuły o rozwoju dzieci itp, ale ma to w dupie i nawet nie przeczytał a jak próbuje coś wytłumaczyć to działa na 5 sekund a potem dalej robi jak robił. Efekt taki, że jego własne dzieci go nie lubią. Zawsze jak miały wybór to wolały wszystko zrobić ze mną niż z ojcem, bo on zupełnie je ignoruje. Poza wspólnym prowadzeniem domu, nie bardzo mam z nim o czym rozmawiać. On tylko jak już coś to gada o tym co na obiad ugotować lub lubi plotkować jak baba na temat innych. Ja lubię przeczytać dobrą książkę i mam różne głębokie przemyślenia na wiele tematów, ale z nim nawet nie mam jak rozmawiać bo on jest z zupełnie innej bajki. Męczy mnie taka sytuacja, czuję się nieszczęśliwa.