manuskrypt
02.01.07, 22:21
Witajcie!
Długo szukałam i chyba znalazłam forum, gdzie można otrzymać trochę ciepła.
Mam na imię Anna i jestem mamą 3-letniej Zuzi. Prawie 7 miesięcy temu zmarł
mój mąż. Osoba, która sprawiała, że czułam się piękna, mądra. Nikt inny nie
dał mi w życiu tyle wsparcia ile On. I ktoś (coś) posatnowił Go zabrać. Ani
On, ani my nie byliśmy przygotowani na śmierć i to w takich męczarniach.
Dostaliśmy 19 dni umierania w mękach bólu (tyle minęło od diagnozy do
śmierci). Byłam z nim do końca. Uwierzcie nie było łatwo i nadal nie jest.
Zamiast 11 lat małżeństwa, widzę 19 dni odchodzenia. Zostałam ja i wówczas
2,5-letnia nasza córeczka dla której tatuś był najważniejszy w świecie. Poza
sobą świata nie widzieli (tylko mnie do niego wpuszczali). Dziś po 7
miesiącach nasz ból zamiast maleć wydaje się rosnąć. Działam jak automat.
Jestem, bo muszę dla Małej,ale czy dam radę? Boję się. Czy przyjmiecie mnie
do swego grona? Czy czasem tu jeszcze zaglądacie? Tak mało tu postów.
Dobrej nocy i spokojnych snów (wypłyńcie na oceany jasne) życzę wszystkim
cierpiącym po stracie.
Anna