martinez-77
31.08.07, 01:14
Mam taki problem. Powinno się wydawać, że jest wszystko ok, ale nie jest.
Poznałem dziewczynę i moi rodzice jej nie akceptują. Największą bolączką dla
nich jest to, że ona nie ma zrobionej matury. Ja skończyłem studia. Uważają że
ona nie jest dla mnie. Ja się zakochałem i cierpię, bo oni mnie w ogóle nie
rozumieją. Nie rozumieją że mam prawo sam żyć po swojemu i pokierować swoim
życiem tak, jak uważam to za stosowne. Dodam, że świetnie się z nią dogaduję,
bardzo mi się podoba i układa mi się z nią wprost rewelacyjnie. Czuję jednak,
że moi rodzice nie spoczną nim nie rozwalą naszego związku. Czy najważniejsze
jest wykształcenie, tylko po to, żeby dwoje ludzi mogło być razem. Przecież to
jest paranoja. Moi rodzice nigdy mnie nie rozumieli i nigdy w tych sprawach
nie miałem w nich żadnego oparcia. Przecież nie ma ludzi idealnych a oni by
chcieli, żebym miał najlepszą, wg nich, partnerkę życiową. Ja się jednak
kieruję głosem serca. Wczesniej miałem dziewczynę po studiach i też im nie
pasowała. Znaleźli coś co im się nie podobało i rozbili nasz związek. Jak
byłem sam to też im to nie pasowało. Wiecznie mają jakieś pretensje o wszystko
a ja po prostu chcę być szczęsliwy. Czy ja tak wiele wymagam? Co mam zrobić
żeby ich przekonać do mojej dziewczyny. Brakuje mi już po prostu sił i czasem
żałuję że się w ogóle urodziłem. Skoro mam być nieszczęśliwy i w psychicznej
niewoli to po co w ogóle żyć?