Dodaj do ulubionych

Trudny wybor.

16.09.07, 11:19
Nazywam sie Adriana i mam 27 lat. Urodzilam sie i do 20 roku zycia
mieszkalam w Gdansku. Jako 17-latka, na wakacjach w Hiszpanii,
poznalam pewnego Wlocha, w ktorym sie zakochalam. Nasza milosc
trwala 3 lata na odleglosc, po czym w 2000 roku postanowilam
wyprowadzic sie do niego do Rzymu. Podjelam te decyzje od razu i z
wielkim pragnieniem wyjazdu, miedzy innymi dla tego, ze chcialam
chyba "uciec" z domu od klotni mojej mamy ze mna i z moim tata. W
Rzymie zapisalam sie na studia wraz z Roberto, bo moje
wyksztalcenie jest dla mnie bardzo wazne. Po roku pobytu, w tym
wydajacym mi sie przypieknym miescie, Roberto wygral konkurs jako
oficer w lotnictwie i zostal wyslany na Sardynie. Ja oczywiscie
mialam do wyboru albo jechac za nim albo wrocic do Polski. No i
wybralam to drugie, bo nie chcialam przyzywac rozwodu moich
rodzicow i innych klopotow, a poza tym stracilabym kolejny rok
nauki. I tak na odleglosc bardzo zle znioslam ten okres, nawet
czesciowo wylysialam.
Zycie na Sardynii niezbyt nam sie obojgu podobalo, piekne morze,
ale bylismy tam sami, bez rodziny i jeszcze dalej od Gdanska.
Dlatego po 4 latch pobytu na tej wyspie tj. w 2005 roku, szczesliwi
wrocilismy do wloskiej stolicy, gdzie w koncu w zeszlym roku
skonczylismy pierwszy stopien studiow i stalismy sie inzynierami
elektroniki. Niestety wbrew moim oczekiwaniom zycie w tym miescie
nie podoba mi sie. Jest tu brudno, niebezpiecznie, malo zieleni, sa
ciagle korki, pelno emigrantow.
Moj maz jest dla mnie dobry, satra sie zadowalac mnie we wszystkim,
a czasem nawet nie odpowiada mi jego brak inicjatywy.
Jedyna jego wada jest, ze ma slaby kontakt z moja rodzina. Mowiac
troche po angielsku, niechetnie dialoguje z moja rodzina. Ale
glownym problemem jest moja 18-letnia siostra, o ktora jest
zazdrosny i ktorej nienawidzi. Ma z nia zero kontaktu, nigdy sie do
niej nie odzywa i denerwuje sie, gdy zbyt duzo ze mna rozmawia.
Ja nie moge sobie wyobrazic w przyszlosci, zeby bylo tak dalej, ze
gdybym miala dzieci nie moglabym wyjechac z nimi, z moim mezem i z
moja siostra razem na wczasy.
Co mam robic? Wiem, ze to troche pozno, bo 3 lata temu wzielismy
slub, ale ja nie wyobrazam sobie mojego dalszego zycia w Rzymie.
Nie podoba mi sie tu, latem jest tu zbyt goraco, zima w domu jest
15 C, osiedla sa brzydkie. Poza tym bede zawsze czuc sie
cudzoziemka, bo jezyka nigdy przeciez nie opanuje, ze mowic tak jak
rodowita Wloszka. Nie moge sobie wyobrazic, zeby moje dzieci nie
mowily dobrze po polsku i zeby nie mialy tu dziadkow i cioci z
mojej strony. Jestem w Polsce 3 razy w roku, ale te podroze mnie
mecza, odliczam tylko dni od jednego pobytu do drugiego i nie
wyobrazam sobie, zeby tak podrozowac przez cale zycie. Ja bardzo
bym chciala mieszkac w Gdansku.
Rozmawialam na ten temat z moim mezem, ale on powiedzial, zebysmy
dokonczyli studia (1,5 roku), a potem, jesli znajde mu prace w
Gdansku, to moze sie przeprowadzi. Ja szczerze mowiac w to nie
wierze. Powiedzial tak, bo mysli, ze zmienie zdanie. Wiem, ze
strasznie bym go zranila, ale wiem ze nigdy nie bede tu szczesliwa.
Czemu to wlasnie ja mam sie poswiecic?
Nie jestem tez przekonana czy kocham do konca mojego meza, bo od 2
lat chcialam go zdradzic i tego lata zrobilam to. Nie wiem czemu to
zrobilam, chyba szukalam jakiej zaczepki, zeby wrocic do Polski, a
moze po prostu nie jestem pewna moich uczuc do niego? Moze tesknota
za Polska wypalila we mnie milosc do niego?
Co mam robic z moim zyciem?
Mam sie poswiecic dla mojego meza i czuc sie przez cale zycie
nieszczesliwa? Jestem w strasznej rozterce, boje sie dokonac
niewlasciwego wyboru. Boje sie, ze los by sie na mnie zemscil i nie
ulozylabym sobie ponownie zycia. Brakuje mi strasznie mojej rodziny
i Gdanska, tego przepieknego miasta, tych spacerow wzdluz moza, tej
polskiej zieleni, sniegu, jedzenia itd. Wiem, ze to troche pozno na
takie zmiany, ale co ja mam poradzic, ze mi sie odwrocilo tak od 2
lat. Czy reszte mojego zycia mam cierpiec? Czy tesknota za
Gdanskiem do reszty ma wypalic milosc do mojego meza?
Jeszcze raz bardzo prosze o rade, jestem w strasznej rozterce i nie
wiem co mam robic. Wiem czego chce, ale boje sie podjac decyzje.
Obserwuj wątek
    • gooochab Re: Trudny wybor. 16.09.07, 11:38
      nie robiąc nic, tylko pogorszysz sytuację. Jeśli nie łączy Cię nic z mężem,
      "planowałaś" zdradę, to spróbuj wyobrazić sibie was za 30, 40 lat. Udało się?
      Chyba zdecydowałabym się na rozstanie. Tęsknota za krajem, konflikt kulturowy,
      inny temperament i mentalność zawsze będą problemem.
      Nie chcę nic radzić, ale ciężko mi wyobrazić sobie związek z kimś, bo "los się
      na mnie zemści"...
      Nie bój się decyzji, każda będzie lepsza od trwania w beznadziei, której nie
      widać końca.
      Pozdrawiam!!!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Trudny wybor. 21.09.07, 19:33
      Oczywiście jest tak,że małżeństwo z cudzoziemcem niesie ze sobą
      dodatkowe problemy. Niezależnie od stałej dynamiki pojawiającej się
      w każdym związku,dochodzą dotakowe problemy związane z różnicami
      kulturowymi, językiem , miejscem zamieszkania, odległością,
      kontaktami z rodziną itp. Nie będę tu rozwijać tego tematu, bo
      wydaje mi się jasny i powszechnie znany.
      Pewnie wiele Pani rozterek i niepewności wynika właśnie z decyzji o
      związku z cudzoziemcem. Ale w tym co Pani napisała dostrzegam
      jeszcze inny aspekt, który mógł skomplikować Pani sytuację.
      Otóż wydaje mi się, że decyzje o związku z mężem - cudzoziemcem nie
      podjęła Pani w oparciu o silne i mocne więzi z nim, ale bardziej
      dotyczyła ona Pani sytuacji rodzinnej. Czuła się Pani źle ze swoimi
      rodzicami, chciała odmiany, czuła presję i chę buntu. Można
      powiedzieć, że to naturalne uczucia w wieku 20 lat. Odciąć się od
      rodziców, wyjechać, zrobić coś po swojemu, najlepiej wbrew ich
      oczekiwanom i potrzebom. Cudzoziemski mąż był znakomitym pretekstem
      i jawił się jako świetna możliwość zmiany. Na fali tych uczuć
      związek we Włoszech dobrze funkcjonował przez jakiś czas. Kiedy
      jednak kurz bitewny separacji z rodzicami opadł, okazało się, że
      związek nie spełnia oczekiwań, bo też do czego innego miał on
      służyć i być może niezbyt dokładnie zbadała Pani sytuację. Miał
      być, być może, wehikułem, który miał wprowadzić Panią w dorosłość,
      a nie relacją w której będzie się Pani realizowała jako dorosła
      kobieta. Teraz została Pani z całą realnością sytuacji. Piękne i
      kuszące miasto Rzym okazało się nieprzyjazne, potrzeby konatku z
      rodziną zwiększyły się ( a wcześniej były niewielkie ), gdy nie
      wydaje się już ona taka groźna i nie rodzi różnych sprzeczynych
      uczuć, chętnie opuszczona Polska wydaje się znów atrakcyjna.
      Pytanie co robić dalej ? Ano trzeba wnikliwie spojrzeć na
      sytuację. Jeśli z ciepłych uczuć do męża nic już nie zostało, bo
      tak jak pisałam do czego innego ten zwiazek miał służyć, to trzeba
      podjć trud rozstania. Jeśli tak nie jest i istota związku została
      ochroniona, to trzeba podjąć inny trud. Trud budowania tej relacji
      na dojrzałych, dorosłych zasadach. Poważnie ustalić z mężem gdzie
      chcecie mieszakć . Mąż wydaje się w tym bardzo ugodowy i nie ma
      powodu mu nie wierzyć, ale nie można go szantażować swoim
      poświęceniem i ofiarnością. Tak rozumując to albo on , albo Pani
      będziecie ofiarami. To musi być wspólnie , ŚWIADOMIE, podjęta
      decyzja, mająca realne podstawy, uwzględaniająca Wasze indywiadualne
      możliwości i potrzeby. I tej decyzji należy się trzymać. Wokół niej
      organizować swoje życie ze wszystkimi konsekwencjami. Przed Panią
      być może pierwsza poważna decyzja, świadmomie podjęta. Powodzenia.
      Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka