Dodaj do ulubionych

ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszko...

04.06.08, 00:09
5 rok po ślubie, synek 4latka, oboje pracujemy, generalnie niby ok, ale:
chociaz jakis czas temu problem(wg męża) tkwił w tym,ze się ciągle o wsztystko czepiam itd (tzn. ze mąż np. zrobił coś nie tak wg mnie, albo czegos nie zrobił, itd...takie...nieistotne) to od jakiegoś czasu tkwimy w martwym punkcie, i juz nie wiem, jak sie z niego wydostać, mianowicie chodzi o ....pieniądze, właściwie budżet doowy. i ..żeby było śmiesznie, nie jest to problem typu, -nie mamy, albo mamy mało i jak przeżyć, tylko......kto ma tym "zawiadywać" zarządzać, czyli generalnie kto ma trzymac te pieniądze w portfelu. zebym nie została źle zrozumiana- nie chodzi mi o to, ze mam ogołocić ojego męża, i chłop bez grosza a ja szastam na prawo i lewo. tylko o jakis sensowny rozdział obowiązków, czyli trzyma ten(wg mnie, tak ja to widze) kto "lepiej wydaje" albo panuje nad wszystkiwm. tak sie składa, ze do bodajże stycznia tamtego roku (tak, to juz tyle trwa) kasę trzymałąm ja, tzn. mąż dawał mi pewna sume, ja dokładałam, robiłam opłaty, zakupy, gotowałam obiady, panowałam bnad wszystkim, co kupić, czego brakuje, na co odłozyć itd......i było ok. tzn. mi się tak wydawało, ale kiedyś wpadłam w szał, bo zarzucił mi że niby źle gospodaruje ze chciał zapytac, ile mamy kasy na dany dzień, a ja nie powiedziałam(no ok może miał rację) i rzuciłam kase na stól, powiedziałam, ze ok, jak chce, niech sam wydaje. albo w ogóle osobno. byłam wierzcie mi wku....na, i nie panowałam nad nerwami. odłożyła na wycieczke i to nie bylejaką(wczasy na południu europy w ekskl. hotelu itd) dużo do domu rzeczy kupiłam itd...a on mi poeie, że źle gospodaruje. no i do sedna;od lutego tamtego roku, kilka m-cy żylismy jak pies z kotem, każdy sobie. aż wstyd o tym pisać, ale tak było-razem a jednak osobno. on kupował sobie ja sobie. mnie to trafiało, bo nie wiedziałam, co kupi, czego nie, potem wymówki kto ile więcje, co dla dziecka, czego mało a czego bez sensu. szok, po prostu szok. pod koniec roku doszliśmy jakims cudem do "ugody" powiedzmy, która jednak trwała 2, 3 m-ce, i od 2 mcy znowu żyjemy każdy sobie, juz mam dość. ugoda bowiem polegała na tym,że (to warunki męża, na które nie mogłam przystać juz opisuje) . ponieważ jego cały czas bolało niby to, ze oddawał mi kase, a jak chciał cos kupic do jedzenia sobie, np. bo gdzies był, to i tak musiał wydawać "swoje", albo robił zakupy a ja niby potem nie oddawałam-nie pamiętam, ale ok. nieistotne. mianowicie mąż wymyślił, ze bedzie zyi "na koperty"czyli każde daje ileś do koperty, przy czym wyglądało to tak, ze on załozył swoj a-podpisał:0 no to ja swoja. już i tak mnie to dobijao, bo w dobie kart i bankomatów mam zyc na koperte i jechac z nia na zakupy.... mał tego, nie raz, będąc przy kasie twierdził nagle, ze nie wziął kasy z koperty, a karta nie zapąłci, bo wszystko jest w kopercie. nosz......... jak mnie to dobiło. i zawsze cos nie tak, chciał "wydawac" ale myśleć o wszystkim musiałam ja. nie wiem, kto ma z nas racje. na pytanie, czy mi nie ufa, odpowiada: a Ty mi? ze niby ja miałabym np. jemu dawać pieniądze, i ok. o prowadzi dom tylko wierzcie mi, każde zakupy(jego) to jest dzwonienie do mnie po kilka razy co kupić, albo pisanie przeze mnie listy, więc mam to w nosie... nie wiem, co za parszywa pycha, duma czy co siedzi w tym facecie. ale oddalilismy sie tak od siebie strasznie, ze ja juz nawet nie umiem zyć z nim, dziecinada niby ale chyba poważna, bo spieramy sie juz o wszytsko. aha! w związku z absurdem widzianym przeze mnie(tego jego systemu na koperty) w kolejnym m-cu - atrze do koperty - nie włozył kasy,no to ja tez nie, wyszło, ze znowu nie ma wspólnych pieniędzy. reasumując, bo mogłabym piać i pisać.... albo mamy w domu 2 chleby i 4 mleka (dla dziecka), bo każde kupi, albo nie ma nic..i wtedy "problem"..kto pójdzie, on:"ja kupowałem" ostatnio, ja-: ja kupiłam co innego" i normalnie szopka taka, ze ja nie wiem, jak my jeszcze sie nie pozabijaliśy z tego wszystkiego. w lodówcxe każdy ma swoja półkę. ale najlepsze jest to, że mąż np. miewa "gest" i np. robi obiad....tak, gotuje owszem, ale chodzi o to, ze ja (kiedys codzinnie był obiad, teraz olałam, nie daje mi, nie robię) np. zjem w pracy, no bo coś muszę, synek w przedszkolu, wracam do domu, a tu mąż, ze obiad za chwile nas stole, i że on "mnie zaprasza"!!!! albo, zrobi cos, i tekst: możesz się poczęstować" itp..itd... juz łapiemy się na tym,--moje Twoje......wydaje mi sie ze juz inaczej chyba nawet nie bedziemy umieli zyć. ja mam swoje argumenty i nie popuszcze, zreszta-jakie rozwiązanie tu pasuje? ja lubie wiedziec, co mi potrzeba, co sie kończy planuje sobie itd... mąz wydaje pieniądze lekka ręką, mi to nie odpowiada. czy nagle okazuje się " że nie dorósł"...czy . chce się "odizolować" i dlatego nie inwestuje. nie radze sobie juz z tym czasami miewam nadzieje,ze bedzie ok, mąż widze, zamiata problemy pod dywan, nie rozmawiamy ze sobą,, jemu sie wydaje ze wszystko jest chyba ok, tu gada, tu obiadki tu cos tam, a we mnie za duzo rzeczy siedzi i nie umiem przejść tak po prostu do porządku dziennego. problem nib ta błahy, że aż szkoda gadać, ale u nas juz przybrał takie rozmiary, że czuje jak bym zyla z obcym facetem. niby razem a jednak osobno. rozmowy u nas krucho wypadają, krzyczymy juz teraz oboje, i na tym sie kończy, nie wiem, jak wyjść z całej tej chorej sytuacji, za niedugo urlop, i nie wiem, czy jest sens jechac razem, skoro jedno bedzie patrzec na drugie, przy kasie kto ma np. zapłacić. nie mieści mi się to wszystko w głowie, bo zauważyłam, ze stałam się przez to taką materialistka, ze wszystko juz wyliczam przeliczam, kto czego więcje itd.. przeciez nie tak zyje rodzina. ja to ugryźć. czy rozwieśc się z tego powodu, bo nie mozemy sie dogadać, czy co....brak słów i sił.....jak to wygląda z zewnątrz, przepraszam, pewnie troche chaosu nasiałam, ale tyle myśli, a niewiele czasu i miejsca, bo mogłabym pisac tomy na ten temat, a chciałam w miarę "po krótce"....wykańcza mnie ten absurd, i dziwie się, ze męża nie, albo jego tez, a żadne nie wie, co dalej...ja nawet mam wrazenie, ze jakby "zagadał" to tak jak bym prosiła go zeby mi łaskawie dał np. pieniądze, to dla mnie upokarzające, niby mój mąż....ehh
Obserwuj wątek
    • kicia031 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 10:10
      Pozwol mu prowadzic dom, telefonow nie odbieraj, list nie rob. Nie
      miej nigdy przy sobie pieniedzy - bo to on zarzadza budzetem. Niech
      wezmie odpowiedzialnosc i niech sie wykaze, a wtedy moze mu zaufasz.
      • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszko 11.06.08, 23:29
        cześć dziewczyny. chciałam podziękować wszystkim, które doradziły, "nakrzyczały", otworzyły oczy, pdpowiedziały co dalej itd.... Owoc tego taki, że dwa dni temu ZAINICJOWAŁAM rozmowę!!! nie chciałam od razu pisać, żeby niec chwalić dnia przed zachodem, i żeby nie zapeszyć, bo przeciez nigdy nie jest tak, że po takich problemach(u nas dużo i długo) nagle pstryk i z dnia na dzień sielanka. Już opisuję pokrótce, na co się zdobyłam. Tak-zdobyłam, i sama nie wierzę, widziałam tez "uznanie"(mże zad użo powiedziane, ale miał koparkę na parterze) w oczach męża. Mianowicie zaczęło się to tak,iż w pon. rano wychodziłam sobie do pracy, mąż z synkiem leżeli jeszcze (szli później), i tak jakos ubrałam się weszłam do pokoju, mąż jakby się wychylił (niby zobaczyć jak jestem ubrana chyba i że mi buty stukają---lubi mnie w szpilkach:)..powiedziałam ,że wychodze już, on na to"nie pocałuję synka??""" ja że tak, owszem, pocałowałam, po czym zapytałam się go(tak jakoś mi przyszło), czy jego tez mam pocałować,,,:) on, że tak, no więc w momencie serwowania mu buziaka, taką jak stałam(torebka, w butach, torba ddatkowa)....wpakował mnie do łóżka, i zaczął tulić, jak byśmy się z rok nie widzieli. No i ja, jak to ja (nie byłabym sobą, gdybym do czegos nie nawiązała) mówię,że musze iść do pracy, on---że chce się przytulić, i ja na to: "jak to wczoraj chciałeś iśc do sądu (wtajemniczone wiedzą o co chodzi-jeden z ostatnich postów bodajże), a teraz taki miły....? powtórzył że chce się przytulić, i młotek:) całował mnie po ciuchach nawet, a ja juz widziałam jak mi tramwaje do pracy odjeżdżają. synek dopiero sie zaczął przebudzać, a ja zachowując jednak trzeźwość ummysłu, mówię do męża, że nam na razie chyba nie przytulanie jest potrzebne (cos w tym stylu) tylko rozmowa.... on dalej swoje, ale cos tam burknął,że yhmmm.. ja konkretnie więc,że może wieczorem porozmawiamy....... on,że dobrze no i wyrwałam się z tych sideł. Jechałam z jakąś taką lekkością, aczkolwiek z obawą, co przyniesie rozmowa. Wysłałam mu smsa z tramwaju, żeby kupił wino - za SWOJE!! :), bo na trzeźwo tego nie ogarniemy. odp.-ok.
        w trakcie dnia robił zakupy, dzowni, cos tam konsultował....ale do rzeczy.
        Wróciłam, o chwili siadłam na sofie, on zaczał jakby się "miziać" no i przpomniałam mu o rozmowie.... No i zaczęliśmy (synek miał drzemkę). Właściwie produkowałam się jak psycholog: tego nie można, co widzi dziecko, co my robimy, cytowałam czasami Was (taaaak), co jest najważniejsze, czego on chce, czy w ogóle chce cos z tym robić, na odpowiedź: "tak", kontunuowałam. nie wiem, co mnie wzięło, ale: przyniosłam karteczki, mielismy wypisać, czego nie tolerujemy u siebie, co nam się podoba, i to w dwóch kwestiach :1.ogólnie, 2. sfera seksu(tak,żeby wiedzieć:)). zatem plusy i minusy w obu przypadkach. Urosłam,jak w kwestii seksu (jeśli chodzi o minusy) napisał "brak przeciwwskazań"...a ja cos tam płodziłam, w sumie bzdury... Potem naprodukowałam karteczki, na którcyh były najgrszze rzeczy kt. nas niszczyły: pycha, złośliwość, duma, wyzwiska..,itd... i po kolei je omawialiśmy i na koniec-porwaliśmy na drobny maczek. śmieszne to było, bo po godzienie mąż juz gałkami wywracał (nawet mecz przeoczył jakiś) że niby tak długo juz, a ja dopiero się rozkręcałam, bo miałam wszystko na kartce spisane. hihi. No i po kolei omawialismy kwestie różne itd itp...doszło do kasy, wytłumaczyłam, naświetliłam, że to co robimy jest głupie, ze mamy strzelac do jednej bramki itd... Przyniosłam czerwona puszeczkę, jakąś tam (wiadomość dla włamywaczy co..?):) i pokazałam swój wkład (od 10go co prawda, ale proporcjonalnie, chociaz mąż juz wrzucił swoje grosze, bo o ile zaproponowałam swoja kwotę, to on wymyślił o 100 zł mniejszą...bo juzniby stracił na zakupy).....ale dobra, kompromis. no i mąż miał dołożyć swoja część, i że będzie jedno miejsce, a nie-dwie koperty kt. niczego nie przyniosły. co prawda ta puszka tez mnie irytuje, bo jadąć na większe zakupy, trzeba pamiętać, zeby zabrać kasę (oby nie puszkę:), bo jak nie, to co...karta? skoro kasa w puszce. Może z czasem ten absurd się rozwiąże. W każdym bądź razie dalej gadaliśmy o wydawaniu kasy bo mąż dopytywał najbardziej. I wiecie co, rozwaliło mnie co powiedział... Bo ja zasugerwałam, ze dla dobra harmonii porządku itd.. lepiej jak by jedna osba robiła jakie szakupy, druga dokupywała ewentualnie, zeby sie nie dublowac chociażby albo nie czwonić co chwila:"hej, kupiłam pomidora, juz nie kupuj", albo"kupowałes już cebulę, bo nie wiem czy kupić" dla mnie to głupie, co myślicie? A jak komórka padnie..?Więc nie do końca to dogralimsy, ale padłam jak mąż powiedział, że eee, a, nie, on, lubi kupować, lubi iść do sklepu i wybierać np............... Sałatę !!!!!!!!!!!! rany, facet lubi wybierać sałatę, ogólnie warzywka to jego hobby. szok! Zostawiłam to tak sobie, może z czasem wyjdzie, jak cos nie będzie grało, może, nie wiem.. W każdym bądx razie jakby nie przyjmował do wiadomści, że musi (powinna-moim zdaniem) być jedna osoba, od takiego wiecie-zarządzania, decydowania, co ile, czego, jakis nadzór, czy starczy do 1gho, czy co można nadplanowego kupić..itd..ale mój mąż....aa tam, jaka kontrola, bedzie widać, on tez chce kupować i koniec. No ok, zostawiłam to, i powiem Wam, tak się jakoś dziwnie czułam wczoraj (dzien po) tzn. fajnie pierwszy raz od m-cy jechałam z uśmiechem na twarzy do pracy, potem szła mi ta praca jak nigdy, ba, nawet razem jechaliśmy(zapomniałam:), i z tego wszystkiego mąż musiał na drugim przystanku wysiąść i wrócić bo zapomniał portfela, biletów(zmienił spodnie:). trzymalismy się za rękę.....Wróciłam, normalny obiad, gadka szmatka, no i żeby nie było za dobrze, wyszła jakaś rozmowa o naszej pracy i o tym,że mój mąż ma zamiar wyjechać na kilka m-cy(służbowo, w ramach podnoszenia kwalifikacji, kariera itd...) No i tu mnie ruszyło, ale-ponieważ miało być spokojnie, bez wyzwisk, powiedziałam,że jest nie fair, że właściwie zamiast mnie zapytac, co ja na to czy sie zgodzę, itd..to mi tylko zakomunikował, czyli nie liczy się z moim zdaniem. Dodam tylko,że ja wiedziałam o takiej ewentualności, oboje mglibyśmy móc jechać, tylko mi jakos nie zalezy, dziecko itd... a jemu widac... zwis..No i co mnie zdenerw...? to,że on postanowił i koniec, bo niby ma nam sie polepszyć , bo chcę większe mieszkanie(nadmieniałam o tym w rozmowie..), bo to bo tamto (jakos w to nie mogłam uwierzyć, jak mówil, dotychczas wszystko moje-jego, a nagle martwi sie o nas...) . Chodził mi tylko o to,ze nie zapytał, co ja nato i wspólnie, tylo tak, jakby był sam. jedzie i już. Co myśłicie, przesadzam czy mam rację. On twierdzi,że jestem zaborcza. i koło sie zamyka każdy swoje widzi. Pszlismy spać, ale przyjęłam strategie,ze nie krzycze jak zagada, nie fukam, bom brażona Pani, tylko udawałam "smutną: dziś. zadziałało. Pyta:"co jest", czy--" co znowu"....cos takiego. a ja, że jestem zmęćzona, ze szkoda, ze nie zrozumiał o co chodzi z rozmowy itd..takie wiecie żale. on, ze jestem zaborcza, ze w sumie jeszcze nic pewnego z wyjazdem. I ja wtedy, ze właśnie nic pewnego a on juz dzieli skóre na niedźwiedziu, i kłótnia gotowa. i nawet udao mi sie na spokojnie powiedzieć tylko,ze jest mi przykro, ze sie ze mną nie skonsultował. I , kończąc, bo, chciałam w sumie opiac, ze jakoś cos zrobiłam w kńcu, tylko, teraz mam problem, bo...jestem jakaś "przygaszona", nie wiem, opadłam z sił, osiadłam, wtoczyłam głaz na górę, a on mi spadł (ten męża wyjazd i kolejen nieporozumienie), ale, ponieważ wyjasnilismy na poczekaniu, chodzi mi o to,że nie wiem, na ile starczy mi wytrwałości i sił, aby zachować obecną sytuację. Czyli: rozmawiać, nie puszyć się, i co najgorsze: podać znowu rękę mimo prażki jakiejś tam... Bo i tak wiele mnie kosztowała rozmowa, ta cała otoczka, aczkoliwek poczułam się jakby "mądrzejsza", natomiast jeśli mąz nie będzie robił nic, to boję się, że spasuję. kopać się z koniem..?? walczyć z wiatrakami?Co robić, żeby tkwić w tym ,mimo ewent.przeszkód?
        >>kochać to patrzeć w tym samym kierunk
    • amelkalexi Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 12:01
      Ale gmatwanina. No i takie zycie na dluzsza mete to nie zycie. Idz
      za rada Kici i oswiadcz mu, ze od teraz wszystkie rachunki, zakupy
      itd sa na jego glowie. Wyliczcie wspolnie, ile pieniedzy potrzeba w
      miesiacu na to wszystko, daj mu polowe i... obserwuj. Przypuszczam,
      ze szybko mu przejdzie ochota na zarzadzanie domowym budzetem.
      Co do urlopu, to ja pojechalabym tylko z dzieckiem... i najlepiej do
      rodziny, bo jak pojedziesz gdzies, gdzie "czeka" sporo pokus, to
      mozesz im ulec....w takim stanie ducha i z checi "dokopania"
      malzonkowi. Ale nie wyjezdzaj z nim, bo zamiast odpoczac, bedziesz
      sie uzerala o kazda zlotowke:-(
      Zycze powodzenia
      • womania Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 12:32
        iii, no dziecinada. choc bywa. ja bym wrocila do momentu kiedy ona
        zapytal ile wydajecie na dzien i dlaczego cie to zdenerwowalo. nie
        tylko on zamiata pod dywan. zastanow sie najpierw sama i pogrzeb w
        pamieci. dlaczego lubisz miec nad wszystkim kontrole i zareagowalas
        tak na probe dyskusji (czy nawet zakwestionowania twoich
        umiejetnosci).
        moze idzcie do mediatora - psychologa, niech wam pomoze. rozwodzic
        sie na pewno nie warto z tego powodu.
        • moreno68 Oko za oko... 04.06.08, 12:54
          Absurd..Obustronny bo każde z Was jest przekonane o swojej
          niomylności..Ty też..przeczytaj swój post, wszystko wiesz
          najlepiej.U nas finanse są wspólne, nie wyobrażam sobie takiej
          księgowości, u kloeżanek są oddzielne, też dobrze.Chodzi o co
          innego..trzeba się umiec dogadac a nie tylko forsowac swoje
          stanowisko.Można miec jedno wspólne konto i dwa osobiste, do jednego
          wspólnego kasa na życie i dwie karty.
          Ale czy tu chodzi tylko o kase czy też o władze i decyzyjnośc.Jedno
          pewne partnerstwo u Was w związku nie istnieje.Dla mnie dziecinada i
          żenada, do tego długo trwająca.
          A z tymi zakupami nie przesadzajmy..raz kupi żle..20 raz kupi żle i
          wkońcu się nauczy.Naprawdę musisz byc jego matką;)
          • beata_4 Re: Oko za oko... 04.06.08, 17:52
            U nas jest tak że mąż dostaje wypłatę "do ręki" i całość mi oddaje.
            Moja wypłata wpływa na nasze wspólne konto ( kartę noszę ja a
            podejrzewam że mąż nawet pinu nie zna ). Tak było chyba od początku
            naszego małżeństwa chociaż naprawdę nie pamiętam jak to było z tą
            piewrszą wypłatą. Przez 3 lata nie osiągałam dochodów ( byłam na
            wychowawczym ) ale to w niczym nie znieniło naszych budżetowych
            nawyków. Rachunki opłacam ja ( czasami ceduję to na męża daję mu
            wtedy rachunek i pieniąde ), codzienne zakupy robię ja a raz w
            tygodniu jedziemy na większe zakupy - każdy kupuje co ma ochotę,
            oczywiście widzimy co drugi włożył do koszyka więc się nie
            dublujemy ) Płacę ja jako że to ja mam pieniądze w portfelu. Mąż ma
            zawsze w portfelu kilka ( dosłownie ) kilka złotych gdyby chciał
            sobie coś kupić. Ale uparcie twierdzi że skoro do pracy bierze
            kanapki i butelkę wody mineralnej to nic już nie musi kupować.
            Benzyna też odpoada bo jeżdzi samochodem służbowym. Czasami to się
            aż zastanawiam czy mu nie głupio tak bez kasy hasać ale chyba nie.
            Zresztą tylko raz się zdarzyło że w pracy była zbiórka na prezent
            ślubny dla koleżanki a on oczywiście 2,50 zł w portlefu. Powiedział
            że nie ma - dołoży następnego dnia. Dodam że kilka razy próbowałam
            mu uświadomić korzyści z posiadania w portfełu tych bodajże 50 zł
            ale mąż nie ma takiej potrzeby.
            • ewa_m8 Re: Oko za oko... 08.06.08, 16:19
              Najważniejsze to sobie uświadomić, kto lepiej radzi sobie z
              organizacją i jest bardziej skrupulatny. U nas jest podobnie. W tej
              chwili tylko mąż pracuje, ale i tak oddaje mi wszystkie pieniądze z
              prostej przyczyny. On napewno by zapomnial, ze jest coś takiego jak
              prąd do zapłacenia czy rachunek za telefon :-) Ma też lekką rękę do
              wydawania i woli, zebym ja się tym zajęła i zaplanowała wydatki tak,
              aby było jak najlepiej. Od początku mamy jedno wspólne konto i obie
              pensje na nie wplywaly, gdy pracowałam. Nie sądzę by w grę wchodził
              podział władzy w rodzinie. Czasem bym chciała przerzucić na niego
              obowiązek pamiętania o wszystkim i decydowania co kupić i za ile.
              Fakt, ze wszystkie większe wydatki ZAWSZE uzgadniamy razem. I to
              jest chyba dobre.
            • anchella Re: Oko za oko... 08.06.08, 21:13
              To super masz faceta, tylko pozazdroscic:)
    • 0ttolina Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 21:14
      Prawdopodobnie wiecej aspektow w waszym malzenstwie tak wrogo funkcjonuje, a tylko na finansach sie to pokazuje. Przydalby sie porzadny psycholog.

      To tak, jak z wierzchu noga spuchnieta, a w srodku okazala sie zlamana.
      • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 22:22
        """""""Pozwol mu prowadzic dom, telefonow nie odbieraj, list nie rob. Nie
        miej nigdy przy sobie pieniedzy - bo to on zarzadza budzetem. Niech
        wezmie odpowiedzialnosc i niech sie wykaze, a wtedy moze mu zaufasz"""""""""

        oj kicia, za przeproszeniem-nie wiesz, co piszesz. nie zrozum mnie źle, ale to z góry jest przegrana. pewnie, mogłabym mu oddać kasę i niech chłop "prowadzi" dom. mam nie robic list, nie odbierać tele.itd... to tak jak bym olała, czy bedzie chleb w domu i mleko czy nie, bo albo zapomni albo kupi coś nie tak, już nie raz tak było, a jak nie odbiorę, jak zadzwni, to bedzie na mnie, ze nie kupił, bo nie odebrałam, nie powiedziałam, a on dzwonił itd...błędne koło. co do urlopu---mamy juz kurka rezerwacje nawet zadatek wpłacony termin ustalony, i to za 3 tygodnie, a ja nie wiem jak to bedzie-udręka...co do psychologa z kolei...tak...był(a) ale może niewystarczająco długo, jakoś teraz ucichło, on nie wypytuje mi juz czasami "wisi" ręcę opadają, jak mam ciągnąć osła za uszy, zero satysfakcji potem, jak na siłę, on musi sam coś chcieć zrobić, jakoś to próbować rozwikłać. porywa się z motyką na słońce(czy księżyc, jak tam było:) a nie ma zielonego pojęcia o niektórcyh rzeczach. nie wiem, czemu taki zawzięty, nie raz mi przyznawał (kiedyś) rację, ze ja sobie lepiej radze z tym i z tym, a tu ostatnio nie raczył wakacjo jakos załatwić tylko ja ale kasa na to była na jego koncie, chore. nawet kiedyś do mu sie do lekarza nie chciało zadzownić ja miałam go rejestrować. dzieciak jeden. normalnie jest ok, gdyby nie ten chory teraz układ, którego rozmiary i czas trwania mnie przerażają, ze to juz jest "nieodwrcalne" może, to byłoby ok--jest dobry, dba o synka, miewa "gesty"(kwiaty, prezenty, wino, wyjścia itd.....) ale co teraz sie porobiło. nie opanujemy tego. nie wiem, nawet myslałam, zeby uzyc jakiegos planu, takiego wiecie, ze mu sie odechce znudzi, że odpuści,ale..nie mam pomysłu. jestem wypalona juz. ran sie mizga, myśląc ze seksem wszystko załatwi, a mi to nie odpowiada: chwila przyjemności, a jak iskra sie zapali to cały dzień goryczy.... ojjjj
        • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 04.06.08, 22:36
          zapomniałam jeszcze dodać, bo może istotne,może nie, że do czasu, gdy zyjemy jak zyjemy, codziennie były obiaki, ciasta, ciasteczka, smakołyki, ulubione dania męża, jak szedł do pracy na duzo godzin-zupka w soik,żeby muł se odgrzał..... teraz nie ma, g..., i co.nie brakuje mu tego jaks, to mnie zadziwia. szpanuje, cuduje cos tam przy kuchni, fakt czasami cos dobrze zrobi, ale ja w swoim garnku, on w swoim, dzieck głupieje pewnie, dwa różne obiady. albo wcale. mały na szczęcie w p-olu. w weekend staram sie gotowac, zeby tez nie przeginać, t sie czai-dostanie czy nie...ja nie przesadzam z zapraszaniem jego(nie łoży, to co). on z kolei jak robi, to mnie "częstuje", ale ja wówczas ja odmawiam zeby nie wypominał potem. i tak sielankowo nam się wiedzie. nakręcamy się, chcę z tego wyjśc ale nie wiem jak, bo rozwiązanie takie ot po prostu, wieczorkiem szczera rozmowa, jakos mi nawet na myśl nie przychodzi, za dugo to trwa, zeby tak w sekunde , pstryk, i jest bosko...
          • ejkumkejkum2 to znowu ja 04.06.08, 22:40
            kurka, tipsy wbijają mi nie te litery co chce albo w ogóle nie wbijają. miało być w poprzednim wpisie: obiadki, nie oiaki, i zupka w słoik.... chodziło o to że o wszystko dbałam. teraz "cierię" bo nawet nie mogę się realizować jako kobieta-zakupy, gotowanie, co akurat lubię...
            • moreno68 przez żołądek do serca;) 05.06.08, 01:36
              Oj babo ;)skad tyle zaciętości.Dziewczyny próbują coś doradzić a Ty
              cały czas tylko psioczysz na faceta a sama to ideał.Bądż dla niego
              kobietą a nie tylko kucharko-służącą;).
        • kicia031 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 05.06.08, 10:03
          oj kicia, za przeproszeniem-nie wiesz, co piszesz. nie zrozum mnie
          źle, ale to
          > z góry jest przegrana. pewnie, mogłabym mu oddać kasę i niech
          chłop "prowadzi"
          > dom. mam nie robic list, nie odbierać tele.itd... to tak jak bym
          olała, czy bed
          > zie chleb w domu i mleko czy nie, bo albo zapomni albo kupi coś
          nie tak, już ni
          > e raz tak było, a jak nie odbiorę, jak zadzwni, to bedzie na mnie,
          ze nie kupił
          > , bo nie odebrałam, nie powiedziałam, a on dzwonił itd...błędne
          koło.

          A czy ty jak idziesz na zakupy to dzwonisz do meza z pytaniem, co
          kupoic? Pewnie nie, wiec mu zapowiedz, ze on musi sobie dsam z tym
          radzic, tak jak ty sobie radzialas. A jesli zapomni cos kupic, to
          bedzie musial isc do sklepu jeszcze raz, by naprawic swoj blad. na
          tym polega doroslosc i odpowiedzialnosc, ktorej twoj maz tak bardzo
          pozada. Daj mu ja.
          • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 05.06.08, 17:56
            >>>>>A jesli zapomni cos kupic, to
            > bedzie musial isc do sklepu jeszcze raz, by naprawic swoj blad. na
            > tym polega doroslosc i odpowiedzialnosc, <<<<<<

            już widzę, jak bedzie leciał po cos co zapomni, w zyciu, albo poleci ale kosztem czasu, który możnaby użyc na co innego, ewentualnie powie, ze dokupi przy okazji, a mnie bedzie szlag trafiał, ze czegos nie ma..... no i najwazniejsze w tym--nie sąszę ,zeby po miesiącu "odpuscił" jak to któraś z Was zasugerowała, ze odechce mu sie itd... wręcz przeciwnie, to byłoby przegraną jego, porażka itdd. więc bedzie ciągnłą pewnie na siłę, az go zatłukę, bo czasami ma na kartce i wraca ze sklepu bez tego czegoś, a ja mam (miałam) wszystko zawsze obcykane, zapasy porobione itd.... spróbować mogłabym, ale ile to nerwów przyniesie....
            • moreno68 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 05.06.08, 19:32
              Czytałaś kiedyś taką nowelkę,,Nasza Szkapa,,...tak jakoś mi się
              skojarzyła.Wybacz, ale czytając Twoje emaile mam wrażenie,że masz
              klapki na oczach.We wszystkim co dotyczy domu jesteś najmądrzejsza i
              niezastąpiona , problem braku przykładowego mleka u Ciebie robi się
              problemem globalnym.i nie tylko Twój mąż nie odpuszcza(wcale go nie
              usprawiedliwiam)ale tak samo w tym wszystkim Ty jesteś
              uparta ..wybacz szczerośc do upierdliwości.Nic dziwnego że się nie
              dogadujecie wzajemnie.
            • kicia031 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 05.06.08, 20:18
              No to zryjcie sie dalej.
            • 0ttolina Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 05.06.08, 21:26
              ejkumkejkum2 napisała:

              > zapomnialam jeszcze dodac, bo moze istotne, moze nie, ze do czasu,
              > gdy zyjemy jak zyjemy, codziennie byly obiadki, ciasta, ciasteczka, >
              smakolyki, ulubione dania meza, jak szedl do pracy na duzo
              > godzin-zupka w sloik...


              > czasami ma na kartce i wraca ze sklepu bez tego czegos, a ja mam
              > (mialam) wszystko zawsze obcykane, zapasy porobione itd....


              Jezeli prowadzilas gospodarstwo domowe z takim zapalem, dobra organizacja,
              lubisz i umiesz prowadzic dom, a mimo to, maz cie odsunal od tego zadania, to
              widac, ze raczej twoj maz ma powazny psychologiczny problem.

              Sa odwrotne sytuacje: maz przychodzi z pracy, a zona ciagle w szlafroku, w
              nieposprzatanym mieszkaniu i obiadu ani sladu.

              Twoj maz ma jakis problem z konkurowaniem z toba akurat na polu prowadzenia
              gospodarstwa domowego. Ciebie wygryzl z tego stanowiska, mimo, ze nie dorasta ci
              do piet w tym zadaniu, a ty bolejesz, ze nie mozesz tego robic w czym jestes
              bardzo dobra i co lubisz. Zamiast ciebie, on to robi mimo, ze wszystko mu z rak
              wypada.

              Taka sytuacja w rodzinie jest okrutna dla ciebie, twego meza i waszego dziecka.

              Szukajcie psychologa zanim sobie glow nie pourywacie z frustracji.
              • ejkumkejkum2 szkoda,że Pani Psycholog nie znajdzie chwilki... 06.06.08, 20:53
                ..żeby cos napisać...
            • osa551 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 15:14
              ejkumkejkum2, zwykle staję po stronie kobiet, ale jakbym była facetem, to bym
              się z Tobą rozwiodła. Sprawdź czy nie masz nadczynności tarczycy, bo coś nie tak
              z Tobą. Naprawdę z każdym Twoim postem coraz bardziej żałuję Twojego męża.
              • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 18:21

    • 4-mexx Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 07.06.08, 07:17
      Nie wiem jak to wszystko obrac w slowa co chce Ci przekazac, ale sluchaj:
      pierwsza rzecz to dobry psycholog!!!
      My tu wszystko czytamy tylko od Twojej strony, ale posluchaj---NIE ZMIENISZ MEZA
      A TYMBARDZIEJ JEGO ZACHOWANIA---zacznij od zmiany samej siebie, inaczej nic z
      tego nie bedzie.To co Ty opisujesz jest niewyobrazalne w malzenstwie--2
      obiady????Co obserwuje Wasze dziecko????Ja juz nie pamietam co Ty pisalas, bo
      duzo tego, ale jestescie oboje uparci.Byc moze Ty lepiej zarzadzasz domem, albo
      moze jest cos jeszcze, za co Twoj maz zachowuje sie tak a nie inaczej.A jesli
      cala wina tkwi w nim, to nie ma innego wyjscia jak odpuscic---2 mleka, 2 chleby,
      trudno--Ty nie kupuj
      Zawile to wszystko i nienormalne(wspolne-niewspolne pieniadze chociazby) zacznij
      od siebie ale punkt glowny to DOBRY psycholog
      co to za zycie, ktore Wy prowadzicie???
      -
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 00:57
      Z jednej strony sprawa rozgrywa się o pieniądze czyli, można
      powiedzieć, o władzę. Z drugiej większość kłopotów wynikających z
      tej walki dotyczy obszaru jedzenia a więc problematyki troski,
      opieki, karmienia ale także przyjemności i zmysłowości. Czy to,
      Pani zdaniem, ma jakieś znaczenie?Wyraźną figurą jest też w tej
      sprawie nieustępliwość warta lepszej sprawy. Agnieszka Iwasziewwicz

      • myroad Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 18:23
        U mnie mąż trzyma cała kase ( tylko on pracuje ) ja zajmuje sie
        dzieckiem a co z a tym idzie robi opłaty , płaci za wspolne zakupy ,
        benzyne . Gdy mam jakies wydatki mówie mu że potrzebne sa mi wieksze
        pieniadze i on mi po prostu je daje. Są też w mieszkaniu odłozone
        pieniadze na nieprzewidziane wydatki gdyby cos wystapiło pilnego.
        Nie czuje sie zle gdy mówie mu żeby dał mi na fryzjera , kosmetczke
        itd.. ot po prostu
        Jak możecie sie tak kłocic o pieniadze ??
        Pieniadze raz sa raz ich nie ma a rodzina bedzie zawsze , pod
        warunkiem że przetrwa w tym " absurdzie"
        Musicie miec we dwoje bardzo silne i niestety podobne do siebie
        charaktery. Coś złego dzieje sie w waszych relacjach , wydaje mi sie
        że problem wydawania pieniedzy jest tylko pretekstem.
        Nakreciliscie sie tak bardzo że chociaz chcecie to nie potraficie
        tego odkrecic. Ty nie wyciagniesz reki na zgode , co Cie naprawde
        tak w nim wkurza?? jaka cecha charakteru ?? gapowatosc ?
        zapominalstwo ? egoizm ?
        Wydaje mi sie że bardzo krytycznie patrzysz na swojego partnera. "
        Nie umie zrobic głupich zakupów" " Ciągle musze mu coś
        przypomniać" " Gdyby nie ja wszystko by runeło " itd itd...
        To jak sie ma czuc Twój mąz ??? Jak facet ?? troche go sproawdzasz
        do roli nieudacznika a tego nie lubi nikt wiec on może sie broni w
        jakis sposob żeby pokazac ci że tak nie jest.
        Czy ty w ogole go chwalisz i doceniasz ? Czy według Ciebie wszystko
        robi nie tak jak powinien ?
        Jeżeli Ci sie jeszcze chce ( a tego nie jestem pewna) sprobuj sie
        zmienic ( tylko nie mysl dlaczego ja mam sie zmieniac skoro on jest
        winien) zrob to na probe i dla swojego dziecka które jest tutaj
        pominiete a napewno odbija sie ta sytuacja na jego uczuciach.
        Usiadz z nim na spokojnie ,porozmawiajcie na spokojnie ( tylko nie
        irytuj sie kazdym słowem które on według ciebie powie zle) badz
        otwarta na krytyke jego, a swoja ubierz w delikatne słowa.
        Ustalcie jak maja wygladac wasze wydatki i wszystko co z nimi
        zwiazne. Poinformuj go co zamierzasz kupic w najblizszym czasie,
        zapytaj sie o czym on marzy. Pozniej porozmawiajcie koniecznie co
        wam w sobie nie pasuje , możecie to napisac na kartkach którymi sie
        pozniej wyminiecie i głosno omowcie kazda ceche charakteru. Pożniej
        napiszcie za co sie kochacie z tym powinno pojsc lepiej a twoj maz
        pewnie dowie sie wielu dobrych rzeczy na swoj temat :) i zoabczy ze
        jednak doceniasz go za cos:)
        Pozdrawiam
    • bozenna1979 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 11:28
      1-idzcie do psychologa. moze cudow nie zdziala,ale pomoze Wam siebie zrozumiec. postawa "to moje nie ruszaj" w malzenstwie to cos najgorszego. mielismy troche podobna sytuacje,ale tylko kiedy sie poklocilismy. pieniadze tez wkladamy do koperty na wydatki,ale nie ma problemu jak w sklepie zaplacimy ze swoich osobistych. jak mi braknie,to udaje sie do meza i bez szemrania wyjmuje z portwela i tak powinno byc. nie ma ze cos jest moje-teraz jest WSPOLNE.
      2-badz madrzejsza i zacznij TY wychodzic z inicjatywa,zebyscie sie znowu do sieie zblizyli. Choc to trudne,bo honor i duma nie pozawalaja zrob kiedys mezowi niespodzianke,ugotuj pyszny obiad,powiedz ze zrobilas go dla Was i nie chcesz nic w zamian. moze go to ruszy,moze zmieknie? porozmawiajacie szczerze, na spokojnie. to kobieta powinna dbac o domowe ognisko, rozpalaj zar, skoro mezowi to zle idzie, naucz go jak ma sie zachowywac,ale przede wszystkim Ty zachowuj sie dobrze,bez zlosliwoci i nerwow,bez wypominania. moze Twoja postawa sie mu udzieli? mow tez jesli on Ci cos wypomina,ze Cie to zabolalo. mow mu wszystko co czujesz,ale nie oskarzaj go. faceci to tepe strzaly,i nieraz trzeba im powtarzac cos 1ootys razy a i tak nie dociera. badz cierpliwa.
      napweno maz tez ma po dziurki w nosie tej sytuacji,napieta atmosfera wykonczy nawet twardziela,tylko Ciebie zdecydowanie szybciej. dlatego nie czekaj az stanie sie cud i maz sie zmieni,tylko zaczij dzialac juz teraz. zobaczysz jak pokazesz mu dobroc to i on sie zacznie troche bardziej starac. i nie krepuj sie go prosic o pieniadze, w koncu tworzycie rodzine to wydatki dzielicie na dwoje.
      tyle z wlasnego doswiadczenia.
      • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 13:06
        szkoda, że Pani Agnieszka nie rozwinęła bardziej swoich myśłi, bo w sumie to niewiele zrozumiałam z jej postu, jakieś stwierdzenie tylko i tyle.
        Bożenno, bardzo Ci dziękuję za to co napisałaś, tylko, kurka, ja juz tak męża nie cierpię a to co robi, że nie mam chyba juz siły nawet na pokorę. chciałabym miec tyle mądrości życiowej i pokory co Ty. nie wiem, może to mój charakter, i tak mnie blokuje. chyba juz nic nam nie pomoże. bo psycholog.........był , w sumie najpierw poszlismy do takiego faceta, byliśmy mocno skłóceni i u niego też nerwy puściły kłóciliśy się, a on na to: "jeśli macie się kłócić, to ja moge sobie pójść na herbatę....." otumaniałam słuchjcie, moim zdaniem brak profesjonalizmu, bo jeśli ja bymsię nie kłóciła z mężem, to bym do niego nie musiała chodzić. i wyszliśy po chwili bo powiedział, ze jak zastanowimy sie czego naprawdę chcemy to wtedy możemy się zapisać. a my jak obcy sobie zupełnie, wiadomo, wyszliśmy i żadne ani słowem nie burknęło, coś tam tylko, ze facet dupa nie psycholog. potem była kobieta, niby fajna, 2, 3 razy byliśmy razem, potem każde osobno, i niby jakis czas było ok, niby, ale może za szybko przerwana terapia, a może mój mąż nie akceptuje rad, sugestii psycholog, bo to kobieta..nie wiem, ale wiem, ze wiele rzeczy któe nam mówiła, jak byiśmy razem, ..olał, po prostu. dodam, ze wszystkie inicjatywy wizyt ja podejmowałam-zapisy, rejetracje, telefony itd..... raz nawet pojechaliśy dwoma autami, bo wyszliśy a na sam koniec kłótnia. tak,że same widzicie. teraz ryczec mi się chce, bo sobota chciałam iść na zakupy, i mówie gadowi, ze trzeba dziecku wiele rzeczy, co z kasą, on,zebym sie ubrała i idziemy, no i ja, ze mam juz dość szopek przy kasie, ale nie upierałam sie tylko ze stał nade mna i ze mam iść, a ja nie uszykowana, to mnie wkurzyo(pan zadecydował i idę). kupił małemu jakąś koszulke na mecz i to wszystko, ale kupił podkreślił. olał mnie wyszedł, ale chciałam zeby synek wrócił, bo musze iść z nim poprzymierząc trzeba dużo rzeczy i prawie na korytarzu sie pobiliśy, i łzy mi stanęły w czach nie dlatego, ale dlatego ze synek na to spuścił głowę i struchlał........... serce boli. . . ja juz nie mam siły na pokorę nawet, tak go nienawidzę. i wiecie co, chciałabym go zostawić wyjechac gdzieś, ale tęsknoty za małym bym nie zniosła, a znim nie mam gdzie jechać. błędne koło. juz powiedziałam gnojowi nawet, ze zadzwonie chyba do jego matki, zeby przysłała trochę kasy na wnuka bo tatuś nie poczuwa się do obowiązku(tak w nerwach powiedziałam, nie wiem, czy cos bym tym wskurała, wtedy wyszłoby wszystko....). to gnój powiedział, ze on zadzowni do mojej mamy i powie jaka jestem. no i taka gadka. na noże prawie. co ja mam robić.....
        tak sobie myślę, że aaaaaaaaa, wierzcie mi, zeby cos zrobić, w sensie jakoś załagodzić, cos ustalić, to jednak fala starych spraw mówi mi, ze nie ma co. bo nawet jak rozwiąże się sprawa finansów, to są inne, i myśląc o nich, myślę: eee, tego to on nie zrozumie, aaa, tamtego nie zrobi, z tym się nie zgodzi, na to nie przystanie, o tym nie bedzie chciał słyszeć. ... np. nawet drań nie rozumie, że ja np. twarożek to lubię czasami na słodko. wg niego--jak można na słodko...dosłownie mówię, on tylko na słono.. dziewczyny, czy to pierdoły sa. czy jednak obraz powaznych różnic, których nie da sie nijak posklejać.tracę grunt słuchajcie, dzisiaj mało sie nie pobiliśmy i serce mnie boli, bo synek skulił wtedy główkę(na klatce to było, bo wychodzili), i struchlał biedak, to najbardziej boli..............ponieważ wrócili i tatus jednak nic nie kupił(mówiłam Wam), bo: kapcie nowe do p-ola-nie było rozmiaru. kur..jak bysmy na wsi mieszkali, spodenki--nie wiedział jakie..itd..... więc za chwilę ja wyszłam z synkiem i pytam ostatni raz, czy zamierza cos dać(czyt kasa) czy nie raczy, bo potrzeby do domu tez, sa to sie kończy to sie kończy. na to on: nie da mi, sam bedzie kupował. nosz.............słuchajcie ręce opadają. jak mam wyluzować? ok, któraś napisała, kupuj sama, co uważasz. jasne nie ma problemu, tylko wiecie co, on to jak kupuje to prawie na pokaz, podkresla to itd... i dam przykład: ostatnio przez 3 dni kupował mlek, powiezmy wyniosło go to 10 zł, i pyta mnie w jakiejś kłótni, a ja kupiłam mleko???? a ja słuchajcie tylko za jedną butelkę bnabłyszczacza do zmywarki zapłaciłam 20 zł, plus do tego mleko plus coś tam.. ja kupie a on i tak powie, ze co tam ja kupuje, jego zakupy sa najważniejsze, mimo, ze zero konkretów. nie wpadłybyście w szał? jest drań strasznie wyrachowany i symetryczny teraz, ze działa na zasadzie, ja zrobiłam/kupiłam, to on też ja nie to on tez nie. albo-on kupił, to ja tez musze, i tyle samo, musi byc po równo, musi sie zgadzać. kuuu..z kim ja żyję.........i nawet miałam taką wizję dzisiaj, desperacja mnie wzięła po prostu, że: ja odpuszczam, daję mu całą kasę, podpowiadam co ma kupowac, własciwie jestem jego asystentka doradczynia, zona kochanka, gotuję sprzątam, i co..... w momencie jak by do mnie sie zbliżył, no bo przecież juz wszystko cacy, sielanka......chyba bym zwymiotowała. dlaczego? dlatego, że juz bym nie potrafiła być sobą, bo byłoby "ok" dlatego, ze ja "coś" zrobiłam, ba, nawret pewne upokorzenie bym poczuła. nie wiem, może skrzyczycie mnie, ale taka juz jestem, jak cos na siłę, to bez satysfkci potem. i co jeszcze.....chyba na razie to tyle. Wasze zdrowie, piąta lampka wina, bo co tu robić samotnej-mężatce....
        • bozenna1979 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 16:10
          Madrosci zyciowej to ja wlasnie za wiele nie mam;) nabywam ja na podstawie wlsnych doswiadczen w malzenstwie.i dlatego tez chodze do psychologa. a poza tym wiesz jak to jest: jak sie u kogos widzi jakis problem, to masz gotowe rady w glowie,a jak cos takiego masz w domu,to nerwy nieraz ponosza i sie nie mysli racjonalnie. nie rezygnuj jeszcze z wizyt u psychologa, ja tez meza musze podstepem brac zeby ze mna poszedl (racja,ze mezowie powinni sami tego chciec) ale jak juz wczesniej napisalam,moze cos do nich dotrze? nawet jak pojda nie majac ochoty:) nasz psycholog sympatyczna babka smieje sie gdy my zaczynamy licytacje tzn "ja sprzatam ciagle, ja ugotowalem obiad,ja zrobilam zakupy, ja juz 5razy z rzedu cos tam itd...." ona ma wtedy ubaw i suma sumarum smiejemy sie wszyscy,bo jak sie na takie sprzeczki o pierdoly spojrzy z boku to az wstyd ze dorosli ludzie sie o to kloca. ale niestety czasem sie kloca. nie wierze ze jest calkowicie zgodne malzenstwo, chyba ze jedna za stron jest ulegla i na wszystko mowi "tak". bo jak sie spotkaja 2 silne charaktery jak u Was i u nas,to nie ma przepros zawsze ktores chce dominowac. i wlasnie trzeba sie tej pokory i madrosci nauczyc i nie walczyc z wiatrakami.
          udowodniliscie sobie juz nie raz ze jestescie rownymi partnerami do walki i pewnie powiedzieliscie sobie juz wszystkie mozliwe przykrosci, to starczy tej walki,bo dalsze scieranie sie juz nic nowego nie wniesie. nastepny krok to bojki,o ile juz sie to nie zdarzylo. czas to zatrzymac.
          sprobuj byc mila przez tydzien choc, powiedz "kochanie daj pieniazki bo musze dzieku kupic ..., albo ma cos innego" sensownie to udokumentuj,moze on uwaza ze wydajesz kase na pierdoly? no i pogadaj z nim kobieto, wytlumacz ze gracie do jednej bramki a nie do dwoch roznych, bez emocji, rzeczowo,konkrety,postaw na piedestale wspolny cel-wychowanie syna,to powinno Was laczyc. choc to,a zepsute relacje da sie odbudowac,narazie negartywne emocje przyslaniaja Ci milosc do meza,ale napewno cos tam jeszcze do siebie czujecie oprocz nienawisci. zreszta od nienawisci do milosci cienka linia,trzeba tylko popracowac nad zwiazkiem. zaproponuj wspoly wieczor, dziecko oddaj do babci/cioci/kuzynki. zapytaj czy moze Cie zaprosic do kina, na kolacje? szkoda zebyscie sie meczyli dalej i dziecko na to patrzylo,wezcie sie za swoj zwiazek i zreformujcie go. dobrze jakby maz to tez zrozumial. tlumacz i badz cierpliwa. a nie mozesz isc do pracy zeby troche swoich pieniazkow miec?
          • martas29 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 18:20
            Tak szybko to przeczytałam że nie wiem czy dobrze rozumiem :
            kłócicie się o pieniądze, tak? Nie macie pieniędzy i kłocicie się o
            ich brak? Oboje zarabiacie? Kto wiecej? Bo jeżeli po równo to może
            Ty kupuj produkty codziennego użytku a mąż niech np reguluje
            rachunki. Wiem że to nie idealne rozwiązanie ale może podzielcie się
            rachunkami i niech każdy dba o swoje
            • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 18:48
              wyjasniam Bożence i Marcie, napisałam zresztą w pierwszym poście- oboje pracujemy, zarabiamy nienajgorzej, często jakieś "dodatki" nam wpadają. więc nie jest to problem braku kasy tylko ich dystrybucji. boli mnie to, że mąż nie dąży i nie dążył raczej nigdy do tergo, ażeby było coś na czarna godzinę, tylko ja. i od razu prostuję, nie chodzi mi o to żeby mnie za to gloryfikować, mi jest po prostu przykro, że mąż tego nie docenia i jeszcze nie chce abym to ja sterowała budżetem(uważam ze jak dwoje to robi, jest bałagan i dubluje się wiele rzeczy). boli to ze mi nie ufa, i widze, ze jemu chyba lepiej jak każdy "na swoim zyje", bo jak były "wspólne" to to co zostawało, szło do koperty, a teraz nawet jak zostaje, nie idzie nic, ma dla siebie, bo ja w każdej chwili mogę włozyć do koperty, i zresztą wkładam. dlatgo myślę, ze on tak po prostu luzacko podchodzi do zycia, dziś jest, jutro tez bedzie, ja-zapobiegawczo. to mi zalezy zeby było: na to, na tamto, zycie tego mnie nauczyło-oszczędności i nie szastania pieniędzmi. i to ze nie musi teraz nic odkładać , powiedzmy "ze swoich", to chyba mu pasuje, i dlatego nie chce , nie dąży do wspólnej ugody pod tym kontem. więcej mu zostanie, tak ja myślę. dużo innych kwestii mnie boli, i może dlatego się nakręcam, nie myślę trzeźwo. chocby ostatnia rzecz, sprzed tygodnia,która mi leży na sercu, i zakrywa sens dalszej walki, bo uświadomiła mi, że zycie z moim mężem kilka lat, to mogło być jedno wielkie kłamstwo. mianowicie jakis czas temu(m-c, dwa może) wzięłam się za siebie, zapisałam na siłkę treningi aerobik itd.... no i po jakims czasie mąż stwierdził, że mam jakby ładniejszą pupę, że schudłam itd... miłe to było co powiedział. z tydzień może temu zbierałam się do wyjścia na spinning, oczywiście jakaś kłótnia o coś(zawsze jest o co, ale podszyte problemem finansów) i on w drzwiach mi rzucił: idź, idź, i tak nie schudniesz..... na to ja;jak to przeciez sam mi powiedziałeś że schudłąm ostatnio. wiecie co odpowiedział??? : "KŁAMAŁEM"!!!!!!!!!!!!!! nic tak mnie dawno nie dotknęło, jak to, bo tzn. że gra z moimi uczuciami i w nic mu juz nie uwierzę, chociaż wylewny to nigdy nie był, ale lepiej niech mi nic juz nie mówi, bo wszstko może byc kłamstwem. lekko się obruszyłam, chociaż w środku się gotowałam, to on zaczął coś, że wszyscy faceci tak mówia, zeby laskom było miło....... rany boskie, co za obłuda. a ja sądziłam, ze on szczerze zauważył moje starania, ćwiczenia itd... ze mnie wspiera, a tu taki tekst. i na odchodnbe powiedziałm mu, ze faceci którzy kłamia, to dla mnie nie faceci tylko pi..y, a on tez mi rzucił w dzrzwi: "idx idź ku...ć się, mimo,że wiedział, ze na trening. tak więc, z jednego bagna w drugie, a ja to juz wynajduje wszedzie, przyznam się, bo już sie nie pilnuje z emocjami przez to ze taki chaos teraz mamy.
    • myroad Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 18:58
      Po przeczytaniu jeszcze jednej Twojej wypowiedzi zastanwiam sie czy
      znajdziecie siłe żeby zaczac patrzec w ta samą strone...
      Kurde jestescie rodzina !! macie udane odchowane dziecko ,
      pieniadze , prace , mieszkanie czego Wy w ogole chcecie ???
      Może innych partnerów ? Pewnie już zaczełas myslec ze gdybys była z
      kims innym było by lepiej , on pewnie podobnie .
      Tylko że na poczatku w kazdym zwiazku jest pieknie i kolorowo po
      paru latach ideał zamienia sie w osobe z która trzeba sie
      dogadac ,czasem ustapic.
      Jeżeli chcesz walczyc w wasze małzenstwo musisz sie zmienic !
      przestan zrzedzic , wypominac kazde zdarzenie i słowo . Przekresl to
      co było zapomnij o niecheci i nienawisci.
      Zaskocz meza pozytywna przemiana , spokojnym powortem do domu , gdy
      czegos nie kupił nie dawaj sie wciagnac w głupia dyskusje , ubierz
      sie i kup to co potrzebne. Gdy macie w domu 4 litry mleka wez go na
      spacer i oddajcie 3 litry na zbiorke zywnosci dla potrzebujacych
      może do dojmu dziecka , biednej sasiadzce . Tam na pewno sie
      przydadza a nie beda kolejnym powodem do głupiej kłotni , gdy on
      bedzie sie wymadrzac powiedz spokojnym tonem i usmiechem że jak juz
      macie nadwyzke to lepiej zeby sie nie zmarnowała i zmien temat na
      neutralny. Rob tak ze wszystkim czego macie za duzo z powodu błedów
      zakupowych.
      Wspolne zakupy ? idzice razem bez dziecka , łaczcie czasem z kawa w
      miłej restauracji. Pytaj sie go co sadzi o takim i takim produkcie
      itd itd. niech sie poczuje waznym nawet w sprawie głupiej czekaldy.
      Gdy Ty zmienisz taktyke jemu bedzie głupio byc takim samym chamem
      jak przestem i bedzie sie starał zeby nie wyszło że to on wszystko
      nakreca.
      Wtedy co sie o mało nie pobiliscie...czy nie mogłas zdobyc sie na
      miły ton głosu i poprosic o 15 minut na ubranie sie i umalowanie ?
      Pytanie połaczone z " chce sie podobac mojemu mezowi" które moze
      torche sztuczne brzmi na pewno rozładowało by spirale agresji.
      Ty musisz sie zmienic, jestes choleryczka , kazde słowo moze
      spowodowac u Ciebie lawine złosliwosci , On nie jest dłuzny i
      oddaje. Pozniej to juz sie kreci własnym zyciem.
      Powtorze jeszcze raz zmien taktyke, pokonaj go spokojem a wygracie
      razem.
      Sprawy łozkowe tez u was kuleja , no to zdobadz sie na czułe
      przytulenie , głaskanie za uszkiem itd...nie musi byc od razu sex ,
      nawet gdyby on zesztywniał ( bez skojarzen :) ) i nie wiedział co
      robic ( czułosci pewnie sie nie spodziewa) to powiedz mu że go
      kochasz i chcesz by było tak jak dawniej. Co wieczor poswiec mu
      pare chwil uwagi , przytul sie do niego , przypomnij sobie jak było
      dawniej , że masz z nim synka i na pewno przezyłas mnostwo dobrych
      chwil.
      Mysle ze macie jeszcze szanse ale osoba która musi sie zmienic
      jestes Ty .
      Dlaczego rzuciłas wtedy kasa na stół i odeszłas obrazona czy po co
      ta duma ?? Pewnie nawet nie dałas mu szansy wytłuamczyc sie dlaczego
      uwaza ze zle wydajesz pieniadze. Pewnie nie wiedział ile kosztuja
      pieluchy itd..tylko gdybys mu o tym powiedziała na spokojnie on by
      zrozumiał a tak rzuciłas fochem , zrobiłas teatralny gest i on dalej
      nie widział o co chodzi.
      • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 20:41
        MYROAD: przeczytałam 3 razy TWOJE SŁOWA, i będę czytac je codziennie, po prostu jestem w szoku, pełna uznania, zazdrości dla Twojej postawy, dobroci, pokory, załatwiania spraw "na spokojnie". naprawdę chyba Ty mnie uszczypnęłaś. widać tez, że mimo, iz nasiałam chaosu w postach, to Ty jedna z nielicznych z całym szacunkiem, dogłębnie mnie przeczytałaś, zrozumiałaś, świadczy o tym fakt, ile kwestii przytoczyłas i do czego się odniosłaś. nie pisałam o tym bo po co, ale nie moge, mimo, iz próbuje pokonać w sobie tej takiej "zawiści" pamiętliwości wszystkiego, rozpamietywania każdego złego od męża słowa, konieczności proszenia czasem a czasem przepraszania, braku spokoju kiedy trzeba i pokory. tata mój zmarl, kiedy miałam 5 lat, i od 10roku życia miałam ojczyma, który (jakos tak wyszło, mama tez chyba troszke oślepła, ale tudno, było minęło, tylko na mnie sie odbiło) znęcał się nade mną psychicznie, o wszystko się zawsze czepiał, to źle, to nie tak, zero praw, same obowiązki, o wszystko prosić za wszystko przepraszać. często łapię się na tym ze zachowuję się tak jak on. nie usprawiedliwiam się, ale jest mi z tym cięzko. charakter mam tez nie łatwy, ale czy tzn. że tylko mi się wydaje, że robiłam dobrze/chciałam dobrze..i to moja teraz wszystkiego wina.....
        odniosę się tylko do fragmentu Twojej wypowiedzi:

        ///Wtedy co sie o mało nie pobiliscie...czy nie mogłas zdobyc sie na miły ton głosu i poprosic o 15 minut na ubranie sie i umalowanie ?

        no właśnie, nie, bo ta blokada, która we mnie siedzi, nie pozoliła mi trzeźwo myśleć. a po części to też, że wiedziałam, jaki bedzie przebnieg naszych zakupów. gdyby dal mi kase, kupiłabym co dziecku trzeba nawet z paragonami do wglądu. a wyjście z nim bez "wspólnoty"...juz widziałam szopki przy kasach, w momencie zapłaty on by wyliczał ze swoich połowe, natychmiast przy każdej rzeczy nie na koniec, po bilansie, albo "płacił" ale "oczekiał" aż ja zaraz na gorąco zwróce, i tak od sklepu do sklepu..ja juznie mam na to siły. to tyle. i bardzo bardzo dzięuję za wnikliwe "odczytanie" mojego problemu. i bardzo mądre rady. tylko...żebym potrafiła coś z nimi zrobić, wcielić je w zycie. jak raz ostatnio chciałam podjąć rozmowe, to usłyszałam: z Toba rozmowa...?ty potrafisz rozmawiac, tylko drzesz pape itd...albo mowie, :"z toba nawrt nie da sie pogadać", to on:"a próbowałaś"... drwina męża...mimo, ze to i tak duzy wysiłek na razie inicjatywa moja, podaje rękę to jeszcze ją odrzuca. w listopadzie przysłał mi smsa, pewnie był pijany, bo nie wciela go w zycie, cytuje: "jeszcze bedzie dobrze, zobaczysz, musimy tylko spokojnie usiąść i porozmawiać"...i na tym smsie sie skońćzyło. wróciłam do domu i nic cisza, jak cos , to tylko w smsach albo telefonicznie ze mna załatwiał, rozmawiał.....wiem, co myslicie niektóre: nie pasujemy do siebie, ale jak słusznie napisała myroad...z nastepnym moze byc tak, ze bedzie dawał kasę, a bedzie pił, inny--zdradzał, jeszcze inny.... okaże się homo..... ja jestem bardzo monogamiczna, nie wyobrażam sobie innego faceta, a zwłaszcza pytań dziecka, gdzie tatus i ta cała otoczka porozwodowa. tylko...czy pokonam te przepaść. czy znowu jak wyciągnę rękę, a zostanie odrzucona starczy sił żeby wyciągnąć raz jeszcze....... czy duma, nie weźmie góry....
        >>kochać to patrzeć w tym samym kierunku<<
      • martas29 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 20:50
        no więc ja też lubię mieć coś na "czarną godzinę" a mąż został
        wychowany troszkę inaczej ( teściowe pomimo tego że całkiem wysokie
        mają emerytury to ciągle jadą na debecie bo sporo wydają ) A jaka
        kwota miesięcznie zadowalałaby Ciebie? Może nie odkładacie bo to
        wiązałoby się z ograniczeniem przyjemności do minumum? A jak Wy
        wogóle spędzacie wolny czas np dzisiejszą niedzielę bo jakoś Was
        wogóle nie widzę razem
        • ejkumkejkum2 Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 08.06.08, 21:29
          martas29 napisała:

          > no więc ja też lubię mieć coś na "czarną godzinę" a mąż został
          > wychowany troszkę inaczej ( teściowe pomimo tego że całkiem wysokie
          > mają emerytury to ciągle jadą na debecie bo sporo wydają )


          więc pewnie mnie rozumiesz, mój mąz miał kilka kilometrów na uczelnię, ale miał akademik, kupe kieszonkowego, wszystko zawsze mamusia przygotowywała, ja musiałam oszczedzać juz z renty rodzinnej od 17go roku zycia, bo ojczym z domu wygonił (tzn. odeszłam sama, bo juz "musiałam" nie zniosłam sytuacji, mieszkałam u chłopaka), mama w butach przynosiła troszkę pieniążków, ja, wiedząc ze moge tylko na siebie liczyc jak by co, nawet 8 zł odkłądałam sobie jak mi zostało w m-cu, mieszkałam w internacie w mieście, w którym mama z ojczymem, pare metrów dalej(z chłopakiem potem, po maturze dopiero)... wypracowałam system "zycia" od lat, i teraz mam z tego zrezygnować....bo mąż tak chce, ... Sama do wszystiego doszłam, pracą oszczędnością (mieszkanie, auto, dobre studia, dobra praca).. i to mój błąd...???


          A jaka
          > kwota miesięcznie zadowalałaby Ciebie? Może nie odkładacie bo to
          > wiązałoby się z ograniczeniem przyjemności do minumum?

          skądże, kasa jest, nigdy nie brakowało, jesli się rozsądnie wydawało. zawsze (jak ja "rządziam" ) były wyjścia, obiady w knajpkach, jakies winka na wieczór, przyjemności inne..


          A jak Wy
          > wogóle spędzacie wolny czas np dzisiejszą niedzielę bo jakoś Was
          > wogóle nie widzę razem


          no własnie, ponieważ zapytałaś o akurat dzisiaj, cóż, od rana były licytację...i dodam, ze to mąż zaczął ( to może dla Osy, której go "szkoda") leżę sobie i słysze...ojciec do małego:" to gdzie chcesz dziś synku iść? tu? tam? synek-tu i tu. tatuś:"dobrze, to pójdziez z tatusiem"... czyli juz podział eliminacja mnie, jak po rozwodzie, dzielimy sie kto kiedy idzie z synkiem gdzieś, nie-całą rodzina, jak kiedyś, kiedyś pilnował jakby tego(do kościoła-razem, mimo, ze obiad na kuchni, na spacer-razem..). przykro mi się zrobiło, powiedziałm synkowi, ze moge tez z nim pojechac, może nad jezioro np. ale ucięłam po chwili, bo mały przeciez zgłupieje. poszłam na aerobik(tam zapominam chociaz na chwile, wyżywam sie) w drodze do domu miałam wizje, ze wchodze pytam:"no to, chłopaki gdzie jedziemy, chciałbym razem, nad wode, grilla, cos tam.." wchodze do domu, a synek juz ubrany, tatus tez, i tylko informacja ze ida na spacer, pytam czy synek nie chce nad jezioro, on tak,że chce, mąż się kręci, raz ściąga raz zakłąda buty, synek z kaskiem na głowie, bo rowerem miał jechać, ja spocona nie jestem gotowa, bo wiadomo: prysznic, ubranie...zresztą nawet nie pyta mąz czy idę, z tego wszystkiego musiałam iść do łazienki :) nerwy puściły. i po prostu widząc synka w tym kasu, zdobyłam się na jedno:"dobrze, kochanie to idź z tatą, kiedy indziej pojedziemy nad jezioro....taka niedziela.
          a, dodam ze wczoraj zrobiłam obiad, zastawa na 3 osoby, wołałam 3 razy, synek po drugima razie przyszedł, mąż stwierdził po jakims czasie tylko(jak wszedł do kuchni, bo byl w pokoju cały czas), ze owsze ładny obiad, ale szkoda ze nie może zjeść, b go brzuch boli... pewnie z nerwów, przeze mnie. i obiad został na dziś, wiedział o tym, a rano, patrze wyciąga z zamrażarki udka: 3, bo tyle zamroził, ale juz szykuje drugi obiad... no...nie mam siły wszystkiego forsować. wrócili, powiedziałam zeby zjadł, bo cały (mój) obiad był gotowy, on dopiero wstawił te swoje giry, a dzieck głodne, więc, jak mu się juz te kopyta udusiły, rzekł: możesz zjeść moją"" nogę. .....!!!!! że niby sie odwdzięcza??czujecie... i udaje głupa bo wie, ze juz jadłam, i nie jadam dwóch obiadów. teraz ogląda mecz, i drze papę, że jeszcze nie ma gola, ale juz mnie to bawi nawet.
          • ejkumkejkum2 to tu miało być, dam drugi raz.. 08.06.08, 21:48
            jeszcze chciałam dodać, że nie jestem az TAKA zawzięta, że po mału bo po mału ale ucze się kompromisu, juz daję przykład:
            ja nie że skarżę, ja to rozumiem, że to facet, że zakupy-cos zapomni, potrzebne rzeczy dziecku-nie ma pojęcia,ale czemu do jasnej cholery nie da mi nad tym panować, wykazać się,??!!! czemu nie moge realizować się jako kobieta, co lubię. i przykład, mojego "odpuszczenia" w pewnej kwestii :
            ostatnio słuchajcie kupowaliśmy monitor, mi sie podobał niepanoramiczny, jemu-panramiczny, bylismy w dwóch sklepach cos tam mi nie pasiło, nie kupiliśmy mimo ze jeszcze w trzecim mogliśmy. w samochodzie mi wysypał tekst: kurka, jakat y jestes, do wszystkiego musisz sie wtrącać(nie pamietam, ale mniej więcej takie sedno sprawy) nawet komputer musisz wybierac, a to sprawy męskie...) i wiecie co zrobiłam? 3 sekundy myślenia, i w czwartej juz zawracałam do tego trzeciego sklepu, podwiozłam go, i tylko powiedziałam, że czekam na dole, i zeby sie pośpieszył. i kupił "se" panoramiczny. więc wiem, co to kompromis i dałam temu wyraz. a on---
    • zona_mi wklejone przez moderatora: 08.06.08, 22:10
      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
      fajka7 08.06.08, 13:13 Odpowiedz W tamtym watku bylo kilka
      rozsadych wypowiedzi, ale Ty ich chyba nie
      przyjmujesz po prostu. Wyglada na to, ze perfekcyjne prowadzenie
      domu stalo sie dla Ciebie wartoscia nadrzedna i nie zrezygnujesz z
      niego za nic, chocby Ci sie mial zwiazek rozwalic. Nie dajesz mezowi
      prawa do popelniania bledow, do poniesienia ich konsekwencji,
      reagujesz agresywnie (trafia Cie szlag, wpadasz w szał). Wiesz
      wszystko najlepiej, w domu robisz wszystko najlepiej, a maz jest
      wlasciwie ubezwlasnowolniony jako nieudolny muł w tych sprawach.
      Bardzo mozliwe, ze jestes rzeczywiscie sprawniejsza, chodzi tylko o
      to, ze ta sprawnosc jesli jest za wszelka cene realizowana prowadzi
      wlasnie do takiego cyrku jak widzisz. Bo maz chcial sprobowac
      inaczej, ale z Toba sie nie da. Bo bylo dobrze tak jak bylo. Ale
      komu bylo dobrze? Jemu widocznie nie, z jakichs powodow, ktorym nie
      poswiecilas chwili zastanowienia, nie byly dla Ciebie tego warte.
      Z tego jak opisujesz poczatek tej afery wynika, ze maz zadal Ci
      proste pytanie. A w Ciebie wstapila furia, bo smial Ci zarzucic
      niegospodarnosc. Szczerze mowiac nie do konca wierze w prawdziwosc
      tego zarzutu, raczej sadze, ze maz sie zainteresowal jak sa wydawane
      Wasze pieniadze, bo na codzien nie ma stycznosc z tematem i jego
      zadaniem jest nie wnikac tylko Ci ufac.
      Widac, ze Twoje reakcje sa bardzo impulsywne, a to z czegos musi
      wynikac, wiec do tego psychologa, o ktorym piszesz warto by sie
      wybrac osobiscie- o ile w ogole dostrzegasz problem oczywiscie.
      Przykro mi, ale nie jestem w stanie napisac Ci, ze zrobienie mezowi
      listy zakupow to skandal. Ja mam wrazenie, ze maz odebral Ci
      kontrole (czyli jak w tym watku ktos napisal- wladze) i ciezko to
      znosisz po prostu.


      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
      osa551 08.06.08, 15:07 Odpowiedz to nie problem pieniędzy tylko
      walka o dominację w domu, żadne z was nie
      akceptuje zasad partnera i nie ma zaufania do drugiej strony. To
      raczej się
      nadaje do terapii rodzinnej.

      Ja mam wspólne konto z mężem, zakupy robi ten kto ma czas, jak robi
      mąż to mu
      daję listę albo robimy wspólnie. Każde z nas ma kartę do tego konta
      i zaufanie
      do drugiej strony, że zanim kupi coś drogiego to zadzwoni i
      poinformuje.

      Grube wydatki typu remonty planujemy wspólnie. Nie wiem w czym
      problem?


      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
      katrio_na 08.06.08, 15:31 Odpowiedz A nie mozecie miec wspolnego
      konta na ktore splywa wszystko? Na
      rachunki zrobic zlecenia stale? Zakupy robic wspolnie? Albo jak
      jestes w sklepie zadzownic do meza z pytaniem co juz kupil aby sie
      nie dublowac?

      Ja osobiscie od zawsze robie mezowi liste (cholernie szczegolowa,
      nawet z opcja wyboru innego produktu), faceci juz tak maja, ze
      kompletnie nie wiedza jakie mleko sie pija...

      Obiektywnie to uwazam, ze brakuje miedzy wami komunikacji.




      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
      ik_ecc 08.06.08, 16:17 Odpowiedz Trudno przeczytac - warto
      zaprzyjaznic sie z wielka litera i uzywac
      jej na poczatku zdan. Jakiestam rozbicie na paragrafy tez pomaga w
      zrozumieniu.

      Dostalas tam kilka dobrych odpowiedzi, ale widze ze ciagle masz
      nadzieje, ze ktos cie zmiesza z blotem meza... Zawzieta jestes, tyle
      ja wyczytalam.

      Nie rozumiem jaki problem zrobic liste zakupow i dzwonic do domu w
      razie czego. My z reguly mamy liste (zazwyczaj jest to inicjatywa
      meza) i nierzadko dzwonimy do domu dopytac sie o pewne rzeczy.
      Czesto tez zapominamy cos kupic albo kupujemy pomimo ze mamy. Jaki
      problem?

      Jesli koniecznie chcecie osobno a problem jest dziecka, nie mozecie
      rozdzielic sie np tygodniami czy produktami?

      Dziecinada, tak generalnie, oboje jestescie siebie warci.


      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
      qunegunda 08.06.08, 16:59 Odpowiedz U nas jak gotuje, więc ja
      robie zakupy zywnościowe.
      Małż robi wszystko inne, więc on kupuje proszki, płyny, nawóz do
      kwiatków, i inne tego typu pierdoły oraz żarcie dla zwierząt.
      Ciuchy i kosmetyki każdy sobie sam kupuje.

      Oczywiście, że ja wydaję więcej, zwłaszcza że robię też wszystkie
      opłaty (małż płaci tylko za swoją komórkę i paliwo), ale on tylko ze
      swojej pensji finansuje budowę naszego (działka jest wspólna) domu.

      Nie jest to może sprawiedliwe, to ja zapewniam bazę i tzw. start
      naszemu związkowi, w znacznej mierzedzięki pomocy moich rodziców,
      ale życie to nie apteka i nie da się tak ustawić relacji, żeby
      wszyscy mieli po równo.


      Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat tosina
      08.06.08, 17:48 Odpowiedz hm.. Podobnoie jak jedna z mam zauwaze ze
      w tamtym watku napisano
      sporo prawdy.

      Twoj post a raczej dwa sa bardzo chaotyczne.Rozumiem emocje ale
      zauwazylam ze ty w kolko pisalas o tym jaka to TY jestes rozgarnieta
      zorganizowana a maz flejta i niezgula. Proponowalabym sepracje.Bo w
      zwiasku malzenskiego vel rodziny to wy juz nie tworzycie wcale i
      pewnie oddawna.Moze to wam pozwoli zdecydowac sie czy lepiej razem
      czy jednak osobno. Nie zauwazylam w Tobie zadnej checi zrozumienia
      meza badz dobrej woli ,pojscia na ustepstwa.Ma byc jedynie tak jak
      Ty chesz .I tylko to jestes wstanie za akceptowac.

      Meza posadzasz o wszelkie zlo.Nie traktujesz go nawet po
      ludzku ,badz przyjacielsku .
      Masz racje zapetliliscie sie alenie ma przytczka ktory pozwoliby wam
      cofnac sie w czasie by bylo jak kiedys albo zaczac od nowa.
      Napisac ze CI tak zle z tym lub owym to jedynie malenki kroczek bo z
      tego co wyczytalam z tego slowotoku to zla jestes na meza i nie
      odpuscisz.

      Widzisz u nas w domu mamy dwa konta.zarabiam mniej niz maz wiec co
      jakis czas on mi przelewa cos badz place karta kredytowa przypisana
      do jego konta.
      Ale dla swojego spokoju zalozylam sobie program i zapisuje co kupuje
      i ileplace.W sumie to dla siebie ale dzieki temu tez gdy maz zadalby
      mi takie pytanie jak Twoj to dostalby wydruk na co ile w okresie
      ostatnich miesiecy wydalam.I wiem ze gdyby zapytal to nawet jesli
      zadziornie to czarnona bialym mialby wykaz ile kosztuje zycie jakie
      prowadzimy.A kasa jest tez jego i ma prawo wiedziec na co ja wydaje.

      No coz nie sadze byscie sobie poradzili z ta sytuacja.Zbyt duzo JA,
      ja, ja.. A on wszelkie zlo.
      • ejkumkejkum2 cd.. 08.06.08, 22:12
        >>>> Czy to warte dla tych paru złotych oszczędności?<<<<

        tylko w dwóch zdaniach, bo ja juz wiem wiele, bardzo cenne sa Wasze uwagi, wszystkie analizuję dokładnie, chociaż ciężko się teraz skupić, jak za mną siedzi 30 letni kibic z chusta na głowie, macha flagą i drze się, że któryś tam krzywo strzela:)
        :pewnie nie warte, ale czy wystarczy,jak tylko ja to zrozumiem? i jak znowu miałabym podjąć próbę rozmowy z m. to mi sie przypomina kolejny "cios" w moja stronę od męża-jak byliśmy u psychologa, to powiedział: "bo wie pan, moja żona jest gadułą, i ja nie raz nie musze o wszystkiem(nie chce) wiedzieć.." owszem, mam temperament, ale z kim sory mam gadać jak nie z nim. mam sobie znaleźć "słuchacza"? powiernika? spoko, na siłowni jest kilku..(żartowałam)
        • tosina Re: cd.. 08.06.08, 22:13
          NApisalam ci w watku na mamie co bym na twoim miejscy zrobila ale
          ktos wycial watek .Dlaczego:((
          • ejkumkejkum2 do tosiny 08.06.08, 22:22
            no włansie, cos się stało i juz sie pogubiłam, czytam wszystkie na bieżąco od jakiegos czasu, ale juz mi umknęła treść "Twojego" :((( buu
            • tosina Re: do tosiny/ no to ci wkleje :)) 08.06.08, 22:28
              Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat tosina
              08.06.08, 21:54 Odpowiedz NApisz mu to. NApisz to ostatnie zdanie.Ze
              nie masz juz sil tak zyc,
              ze masz dosc ze albo sie zmieni albo pora na rozstanie.Ze moze jemu
              tak dobrze ale Tobie nie!!Za masz dosc myslenia moje twoje jej
              nasze. ze jesli sie nie obudzi to Ty odchodzisz.

              Bo dla ciebie takie zycie nie ma sensu.

              NApisz i daj mu niech czyta . Moze wtedy dotrze .

              Sluchaj rozumiem sporo miedzy wami zostalo powiedziane i to
              zlego.Sporo pochopnych zarzutow,bezsensownych tekstow i docinek. Ale
              rozpamietywanie niczego nie zmieni.

              Ustalcie wspolny wklad na poczatku kazdego mc. ile na oplaty ile na
              jedzenie ile na dziecko i np. po 200zł na czarna H. Z reszty ktora
              wam zostaje oplacacie nswoje widzimisie czyli-ubrania wyjazdy do
              mamusi. Nie ma moja twoja rodzina. Jesli wesele u moich/twoich to
              planujemy razm i idzie z wspolnej kasy podobnie z wszystkimi innymi
              imprezkami.

              Jesli sie nie uda. No sorki ja bym tak nie mogla i nie chciala
              zyc.Wiec pora pozyc osobno.Ze Ty sie kobieto nie pogubisz w tych
              kopertach i roznych kasach co z czego na co..szok:)).
      • zona_mi Re: wklejone przez moderatora: 08.06.08, 22:13
        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        jogo2 08.06.08, 19:42 Odpowiedz Piszę tylko dlatego, bo prawie
        wszyscy Cię krytykują. Rozumiem Ciebie, mimo
        braku nieskazitelnej interpunkcji i podziału na akapity. Wolę to niż
        dekold i
        szlak w prawie każdej wypowiedzi.
        No tak, tylko pytanie dlaczego ten akurat problem tak się pogłębił.
        Rozumiem, że
        od dłuższego czasu strasznie się nie dogadujecie w sprawie forsy,
        ale ludzi
        często też łączą inne rzeczy. Są jakieś rzeczy, które razem lubicie
        robić? (nie
        mówię o seksie, bo seks to barometr).
        Zwykle wtedy urazy roztapiają się najłatwiej. Myślę, że bez jakiegoś
        dobrego
        terapeuty trudno będzie Wam ten problem rozwiązać samym, chociaż
        może. Warunkiem
        jest dobra wola obu stron i za wszelką cenę nie dać się wyprowadzić
        z równowagi.
        Taka rozmowa może potrwać nawet i kilka dni. Myślę, że nie warto
        kontynuować
        przedstawiania swoich argumentów w chwili gdy drugą stronę ogarniają
        emocje.
        Jest kilka zasad prowadzenia rzeczowej rozmowy, których koniecznie
        trzeba
        przestrzegać, żeby to się udało. Istnieje też instytucja negocjacji
        rodzinnych.
        W Warszawie przy ul. Klonowej jest taka placówka. Biorą wprawdzie za
        godzinę
        słono i nie zapewniają żadnej ze stron "wsparcia", ale może warto
        spróbować,
        zobaczyć błędy swoje i drugiej osoby, żeby rozmowa była
        konstruktywna a nie
        zamieniła się w pyskówę.

        Zgadzam się, że chowanie do koperty jest w dzisiejszych czasach
        anachroniczne
        kompletnie i nie wytrzymałabym takiego systemu przez 1 tydzień. Z
        drugiej strony
        należy wierzyć, iż mąż zaproponował ten system w dobrej wierze i
        przekonać go
        można (a siebie co do dobrej woli męża) skrupulatnie prowadzonymi
        rachunkami,
        chociaż przez 1 miesiąc (np. jak nagle w sklepie stwierdza, że on
        już "wydał" ze
        swoich to dobrodusznie dołożyć ze swoich, ale wszystko notować - na
        koniec
        miesiąca powinno okazać się np. że Ty dołożyłaś 150% a on 50%,
        powinien
        zrozumieć - taką należy mieć nadzieję), bo jak rozumiem, dobrą wolę
        ma i kwestia
        jest "porządku" w wydawaniu pieniędzy, a nie pozbawiania dziecka i
        Ciebie dóbr,
        co do których istnieje porozumienie, że są potrzebne.

        Rozumiem emocje i samej byłoby mi ciężko, ale jak się nie chce
        rozwodu, to
        faktycznie emocje co do rozwiązań i zachowań odłożyć na bok. Na
        wakacje
        zaproponowałabym wyjazd pod gruszę widząc jak mężowi leży na sercu
        oszczędność,
        inna sprawa, że mi by taki wyjazd nic nie przeszkadzał, tj. nie
        byłabym
        nieszczęśliwa, że nie jestem w Egipcie. Faktycznie nie wyobrażam
        sobie kłócenia
        się o pieniądze w obcym kraju, za granicą jest inaczej, choćby nie
        można
        spakować walizek i powiedzieć wracam do domu.


        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        luxure 08.06.08, 19:19 Odpowiedz Pani psycholog przeczytała Twój
        wątek, ja też, choć przyznam że nie bez
        trudności. Za bardzo to wszystko chaotyczne, interpunkcja i składnia
        dużo do
        życzenia pozostawia. Opinie były, na emamie również jest kilka
        takich nad
        którymi powinnaś się zastanowić.
        Co ja uważam? Ano tylko tyle i aż tyle, że tak to się właśnie kończy
        jak się
        przykłada niewłaściwą wagę do rzeczy. Zbyt dużo piszesz o
        pieniądzach, zbyt
        bardzo Cię one pochłaniają. Zresztą z tego co napisałaś wnioskuję,
        że trafił
        swój na swego. Jednym słowem chytry na chciwego. Obydwoje jesteście
        siebie warci
        i tu tkwi problem.
        Nie wiem czym jest dla Was małżeństwo? Czego się po nim
        spodziewaliście? Kto
        będzie miał więcej? Kto kupi więcej? Kto więcej zarobi i drugiemu
        więcej da?
        Do tego to sprowadziliście. Dla mnie to jakiś chory układ. Czy wy
        jesteście dla
        siebie wsparciem? Przyjaciółmi? Czy zależy wam na sobie? Czy tylko
        jedno liczy
        że dzięki drugiemu będzie "na plusie".
        Sama nie wiem co ci doradzić, bo dla mnie to rzeczywiście absurd.
        Może
        rozwiązaniem będzie, że raz płaci jedno raz drugie, jedno za
        rachunki drugie za
        zakupy? Nie wiem...u mnie tak to wygląda, nikt nikogo nie rozlicza,
        nikt nikomu
        nie wypomina.
        Ale jak się to u was skończy obawiam się że łatwo przewidzieć. Jedno
        będzie
        drugie z kalkulatorem w łapie pilnowało czy aby za mało nie "dał" .
        Nie lubicie
        się, a żeby tworzyć dobre małżeństwo przede wszystkim trzeba się
        lubić, trzeba
        być dla drugiego przyjacielem. U was tego brakuje. Jak budować
        małżeństwo bez
        przyjaźni i zaufania? Nie pytaj mnie nie wiem. Ale myślę że to jest
        punkt od
        którego powinnaś zacząć.
      • zona_mi Re: wklejone przez moderatora: 08.06.08, 22:16
        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        ejkumkejkum2 08.06.08, 20:12 Odpowiedz nie, tosina niczego nie
        udowadniam, opisuję fakty, dla swobodnej oceny i t jak
        najprawdziwsze bo kłamanie nie miałoby tu sensu, skoro liczę
        na "pomoc". to od męża w ciągu tylko ostatniego tygodnia słyszałam:
        jak skóńczyła mi się woda mineralna, chciałam jechac do sklepu , to
        usłyszałam: "weź moją", nie-tu jest napij się, tylko "weź moja". jak
        żylismy na dwie koperty (dlaczego w ogóle dwie, czemu nawet podpisał
        się imieniem pod "swoja" to słyszałam, że w "jego kopercie" juz jest
        tylko tyle, może ja tez bym coś kupowała....mimo, ze kupowałam,
        słuchajcie, z tych co miałam w portfelu i akurat jak
        mnie "sprawdził", nie potrąciłam z koperty. bo mnie to męczyło,
        pilnowanie się, koperta-portfel-przegródka w porfelu iście moja(na
        moje wydatki), iście domowa....szok. a juz dobiło mnie(boszzzz ile
        ja mam tych "historii" jak w kwietniu zostało 200zł z "mojej
        koperty" i 180 z "jego", i był problem, bo ustaliliśmy(tak mie
        wydawało, ale serio-ustaLALIŚMY!, ze te moje 200 pójdzie na paliwo
        (w maju jechalismy na wesele) a te "jego" 180 do koperty(w sensie ze
        na odłożenie). i to własnie rozpętało problem, bo nie było tak,że
        było 380 i połowa na wydatek połowa odłozone(tak by było, jak by
        była chociaż jedna koperta) tylko ze ja "swoje" wydałam na maj (kasa
        z kwietnia) to czemu on ma odkładać. i co zrobił? ..kupił jakies
        pierdoły, zabawke na dzień dziecka, lampke do domu, tak rozłozył, ze
        roztrwonił. walczyłam z tym, ze tak to my niczego sie nie dorobimy,
        ze na zabake to juz był czerwiec i z inna kasa na to powinna iść, na
        lampki iine wydatki to tez z bieżących pieniędzy powinno być. to to
        on mi nato, ze ja na paliwo tez z majowych powinnam wziąć, (mimo, ze
        wczesniej mówiliśy jak to bedzie), aaa ,,, i co jeszcze...ze to do
        mojej rodziny jechaliśy ... no brak słów, to są wymówki dorosłego
        faceta(30 lat). aaa, Tosina pytała, jak było kiedys, otóż mąż
        oddawał mi swoja działkę dawaliśy po równo, każde mioało oprócz tego
        swoje na swoje wydatki, nie dawał mi całej pensji. i: ja robiłam
        opłaty, kupowałam wszystko, jak nie miałam czasu dawałam rachunek i
        kasę jemu i płacił, ale jemu nie pasowało, bo dwa, 5 razy cos miał
        kupic, i nie miał niby za co, bo potem musiał sie upomiać, zebym
        mu "oddała" z życiowych, i takie tam, w sumie to juz nie pamiętam,
        jak to minęło, zarzucił mi w końcu ze źle było, bo raz chciał jechać
        do swoich rodziców, i nagle miałam znaleźć 200 zł(tyle mniej więcje
        kosztuje wyjazd) z dnia na dzień, bo on chciał. jak to może byc, że
        on daje, a nie ma za co jechać. i owszem, były odłożone, ale sposób
        w jaki to załatwił, tak na łapu capu, bo on musi jechać "naładować
        baterię do mamusi", nieważne, czy mam na to, czy nie. za pyszny był,
        zeby sfinansowac taki nagły wyjazd ze "swoich" kieszonkowych, bo
        akurat te życiowe(wówczas) były tak na styk, odkładałam tylko dzięki
        temu, ze rozsądnie gospodarowałam i robiłam zakupy "ekonomicznie".
        tyle
        >>kochać to patrzeć w tym samym kierunku<<


        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        qunegunda 08.06.08, 20:26 Odpowiedz Ja tu widze 2 problemy:

        1. Zbyt dużo emocji
        2. Zbyt mało pieniędzy

        kłocic sie o głupie 2 stówy, dramat

        rozumiem gdyby małż samowolnie nowe BMW kupił, albo chociaż plazmę,
        ale o wode mineralna drzeć koty???? koszmar


        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        osa551 08.06.08, 20:46 Odpowiedz To super, że rozsądnie
        gospodarowałaś, ale uważasz, że całe życie z kimś polega
        tylko na rozsądnym gospodarowaniu? Pozwól mężowi pogospodarować i
        jak mu sie
        skończy kasa w środku miesiąca dopiero się go zapytaj czy na pewno
        chce to dalej
        robić. Nie rozumiem tego zacięcia z Twojej strony. Mąż Ci oddaje
        pięknym za
        nadobne, ale jak czytam Twoje posty to mam wrażenie, że został
        sprowokowany.

        Mój mąż nie ma pojęcia jakie rachunki płacimy i ile na to wychodzi
        pieniędzy bo
        od 11 lat ja rozpakowuję koperty i płacę. Nie mam pojęcia czyimi
        pieniędzmi, bo
        mamy wspólne konto. Gdyby do mnie jutro przyszedł i powiedział, że
        chce się tym
        zajmować jeszcze bym go pobłogosławiła.

        Ja mam wgląd we wszystkie transakcje, które robi swoja kartą. Jak
        się go pytam
        na co wydał, to nie po to, żeby mieć do niego pretensje, tylko chcę
        sprawdzić,
        czy mu ktoś nie zeskanował karty i nie robi transakcji na jego
        konto. Jeśli Twój
        mąż nie jest hazardzistą ani alkoholikiem to chyba należy mu się
        minimum
        zaufania od Ciebie. Jak uważasz, że jest taki beznadziejny to się z
        nim rozwiedź
        a nie zatruwaj facetowi życie.

        Już napisałam w innym wątku - rzadko biorę stronę faceta, ale z
        każdym Twoim
        postem rośnie mój podziw dla Twojego męża i coraz bardziej mi go
        szkoda. Ja na
        jego miejscu bym Cię wogóle olała i wysłała po wodę do supermarketu.

        Jak można kłócić się o 200 zł? Nie macie innych problemów. 4 letnie
        dziecko już
        wiele rozumie, zdajesz sobie sprawę jaka krzywdę robisz temu małemu
        człowiekowi?
        Ludzie idźcie po rozum do głowy, zastosujcie politykę grubej kreski
        i zacznijcie
        cieszyć się życiem.
      • zona_mi Re: wklejone przez moderatora: 08.06.08, 22:17
        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        ejkumkejkum2 08.06.08, 21:06 Odpowiedz osa551 napisała:
        Osa, Ty tylko mnie obwiniasz- kłócić się o głupie dwie stówy,ale czy
        przeczytałas, o co chodziło? bo chyba nie zrozumiałaś. mąż uznał, że
        ja swoje roztrwoniłam, mimo ze gadalisy o tym-on nigdy jakby nie
        pamięta potem- i był to wspólny wyjazd, on 180zł-wydał na to, na co
        powinny iść inne pieniądze. nie odłozył do koperty, tak, jakby to
        były nie dla nas, tylko ujma z jego budżetu, z jego koperty.
        > Pozwól mężowi pogospodarować i jak mu sie
        > skończy kasa w środku miesiąca dopiero się go zapytaj czy na pewno
        chce to dalej> robić.<<

        juz chyba pisałam w którymś poście
      • zona_mi Re: wklejone przez moderatora: 08.06.08, 22:18

        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        osa551 08.06.08, 21:54 Odpowiedz i był to wspólny wy
        > jazd, on 180zł-wydał na to, na co powinny iść inne pieniądze. nie
        odłozył do ko
        > perty, tak, jakby to były nie dla nas, tylko ujma z jego budżetu,
        z jego kopert
        > y.

        Przepraszam, nie rozumiem, dla mnie wspólne wyjazdy są od tego, żeby
        mieć z nich
        przyjemność a nie od liczenia ile kto wydał z czyjej koperty.

        widziałam paragony, i aż płaka
        > łam prawie ile przepłacał, albo jak "go oszukiwali"--w marketach
        tak robia czas
        > ami pewnie wiecie,

        Nie masz innych problemów w życiu, tylko te parę złotych
        przepłaconych?

        > Mój mąż nie ma pojęcia jakie rachunki płacimy i ile na to wychodzi
        pienię
        > dzy
        > >
        > >i co - uważasz, że mój po prostu mi nie ufa,bo..nie wiem,
        czemu... i że to
        > moja wina?

        Nic nie uważam, napisałam to po prostu w kontekście tego, że jakby
        mój mąż
        chciał ze mnie zdjąć działkę pt. "płacenie rachunków" to bym nie
        oponowała.

        > czemu Ci go szkoda?? przeciez Twój mąż niczym się nie interesuje
        podbno ( w sen
        > sie wydatków).

        Ja nie mam pretensji do mojego męża, że nie interesuje się płaceniem
        rachunków.
        Ktoś to musi robić i robię to ja, zajmuje mi to góra godzinę
        miesięcznie. Mój
        mąż interesuje sie wieloma aspektami naszego życia. Pieniądze i
        płacenie
        rachunków to nie wszystko. Uznał, że skoro jestem księgową to sobie
        z tym
        poradzę a dla mnie nie jest to uciążliwe. Mój mąż interesuje się
        naszymi
        dziećmi, tym jak spędzimy weekend, czyta córce książeczki i gra z
        nią w różne
        gry, kąpie wieczorem syna, jak gdzieś jedzie moim samochodem i
        kończy się
        benzyna to go tankuje nawet mi nie mówiąc. I to dla mnie jest
        ważniejsze niż to,
        czy on wie ile płacimy za gaz albo za wodę. Pieniądze są ważne, ale
        w życiu i
        małżeństwie nie są najważniejsze. Tracisz życie zajmując się
        duperelami, tym kto
        co włożył i do której koperty. Doszukujesz się drugiego dna, tam
        gdzie go pewnie
        nie ma. Po co? To przekłada się negatywnie na Twoje małżeństwo i
        Twój mąż nie
        pozostaje Ci dłużny. Tak strasznie go krytykujesz, że mam wrażenie,
        że jest to
        dla Ciebie już obca osoba. Czy to warte dla tych paru złotych
        oszczędności?


        Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
        marsjanka1999 08.06.08, 22:03 Odpowiedz Za dużo w tym emocji i
        zaciekłości z Twojej strony.
        A im więcej jej, tym więcej zaciekłości ze strony Twojego męża.
        Akcja rodzi reakcję.
        I nie chodzi o RACJĘ, ani o to KTO ją MA.
        Tu chodzi o Was, Wasze małżeństwo, Wasze dziecko.
        Nie ma sensu "spalać się" kwestią zakupów, "płakać" nad
        niegospodarnością.
        Doszliście do takiego etapu - że w tym co piszesz nie widać Was jako
        małżeństwa
        - widać każde z Was oddzielnie.
        Albo jesteście małżeństwem, kochacie się, zależy wam i ratujecie
        swoje relacje i
        związek... albo nie. I wtedy to zakończcie. A rozliczeń dokonacie w
        sądzie w
        kwestii alimentów.
        Ale proszę, nie fundujcie dłużej dziecku takiego dzieciństwa.
        • ejkumkejkum2 do marsjanki 08.06.08, 22:39
          ..bo Twój pst jak ostatni wkleiła zonami:

          piszesz, albo albo.... i że dziecko. wszystko wiem, ale wiesz, to jest taki martwy punkt, bo my niby jestesmy razem, a jednak nie, ale jednak mieszkamy razem, i ja juznie wiem, czy zmierzamy ku dobru czy ku końcowi. b jak w kłótniach dochodzi do słów"rozwód", wyprowadzka, mąż mówi,że na razie (tak mówi od m-cy) sie nie wyprowadzi, ze mieszka bo tu mieszka jego dziecko, ja--nie ma dokąd, zresztą kupiłam to mieszkanie przed łsubem, gszie mam iść, pisałam,jakie miałam dzieciństwo:( czyli, sądząc ze słów męża, nas juz nie ma, zyjemy jak po rozodzie nawet, tylko nie mamy podziału..? jakos trzeba egzystować, a my mamy bałagan..bo on się nie wyprwadzi bo "na razie nie"(tak "obiecuje"), czyli juz nas skreślił? czy czeka na cud? ale tylko działanie z mojej strony? z wiatrakami mam walczyć? on jest czasami jak lord, trzeba skakać koło niego...bo pan i władca dupki nie podniesie, jak coś trzeba zrobić. zbieram cóż, żniwo wychowania-beztroskie życie miał, to wiem. i jest guła, to też prawda, któraś zarzuciła że sie czepiam, a co powiecie na to:
          kiedyś nazbierałam całą siatę ciuchw po synku, dla synka szwagra(męża brata) i miał je zawieźć. wychodząc, zabrał tez w drugiej siatce smieci. nie uwierzycie co się stało. pojechał na nocke do pracy, rano do brata, wyciąga z bagaznika siatkę, i co sie okazuje..? to były śmieci!!!!! a tę z ciuszkami(najlepsze, jakie zostawiłam "na zaś") wyrzucił so smieci!!!!!!!!!!!! jak to zrozumieć.. nie zajrzał nawet, co wyrzuca, nie sprawdzi, taki osiołek, ba, na drugi dzień, owsze napisał, niby skruche wykazał, ale ja próbując to ratować (nie on) dzwoniłam po śmietnikach (tzn firmach, które to "usuwają:))), czy juz wywieźli czy może jeszcze nie, bo bym nawet z pracy się zwolniła i jechała szukac, no bo mąz gdzie tam... a ja jestem,że jak cos chcę, się uprę, zalezy mi, ---dopne swego...
          • marsjanka1999 Re: do marsjanki 08.06.08, 22:59
            Wiesz... małżeństwo to kompromis... z obu stron...
            to dawanie i branie... i musi być równowaga, bo inaczej się wszystko wali, jak
            domek z kart.

            Na Twoim miejscu poszłabym do psychologa. Sama, bez męża. To powinno pomóc
            spojrzeć na siebie i swoje pragnienia i oczekiwania.
            I wtedy zdecydujesz. Bo w takiej "szarpaninie" nie da się żyć na dłuższą metę.
            Dla własnego zdrowia musisz przestać się nakręcać i upierać przy swoim.

            Może dla Was lepszym wyjściem okaże sie psycholog/mediator... a może
            separacja/rozwód i alimenty... nie wiem. Ale wiem, że dorosłego człowieka nie
            zmienisz na siłe... możesz zmienić siebie, swoje podejście do tematu, Twój mąż
            może się zmienić tylko jeśli sam będzie tego chciał.

            I jeszcze jedno rzuciło mi się w Twoim opisie. Ty go nie szanujesz. Nie
            akceptujesz. Nie traktujesz go poważnie. I on odpłaca Ci tym samym. Akcja -
            reakcja. I nie wnikam przy tym kto ma tzw. "rację".

            Gdzieś się w tym swoim "mam rację", "dopnę swego" zagubiłaś. I gdzieś tam
            zagubiło się Twoje małżeństwo. Przemyśl to.
            • ejkumkejkum2 Re: do marsjanki 08.06.08, 23:47
              I jeszcze jedno rzuciło mi się w Twoim opisie. Ty go nie szanujesz. Nie
              > akceptujesz. Nie traktujesz go poważnie. I on odpłaca Ci tym samym.


              aha, czyli gra w odbijanie piłeczki. a może to ja odpłacam pięknym za nadobne, bo mąż mnie nie szanuje. kurka, może jak by mój mąz napisał ten wątek, to może ja bym była jednak "ta lepsza". ja nie szanuję męża...ok, może to jest wynikiem jego stosunku do mnie. przykłady:

              1. juz pisałam, ale nie wiem gdzie gubię się, jeszcze mnie usunęli.a więc: lubie czasami zjeść twarożek na słosko, czasem na słono, i powinien się z tym liczyć, rozumiec, ba, może nawet czasem sam mi zrobić i przynieść, bo ja mu wrzucam cebulkę do placków ziemniaczanych mimo ze jem bez(robie wtedy na 2 miski), to on co? oburzenie: "jak mozna jeść na słodko...." bo robił akurat raz śniadanie i musiałby w 2 miseczkach rozrabiac twaróg. miłe, nie.?

              2.na półeczce w łazience, pod lustrem mam swoje cienie, tusze, przybory do malowania, poustawiane, poukładane. i kiedyś malowałam się, wim, jak zostawiłam, wyszłam, siedze w pokoju, słyszę: brzęk, cos leci, jakis zsuw czegoś. ok, mąż był w łazience. wychodzi ja wchodze po nim, i co widzę: wszystkie, ale to wszystkie cienie, błyszczyki itdd.. leżą jeden na drugim, gnojek zwalił i widział to i nie raczył nawet poprawić..wiedząc, że będę oburzona jak to zobaczę
              3. to moze cos naświetli. Aż boę się kiedy synek miałby zachorować, bo wtedy mimo,ze mąz miałby np. wolne, to ja z pracy dzwonie rejestruje synka, mąz idzie w końcu do lekarza(liczy sie czas) jakby z łachy, chociaż staram sie rejestrowac na po mojej pracy,lekarka przepisuje załóżmy syrop, podam przykład syropu bo ten temat nawet u psychologa był wałkowany. i teraz co. przez tydzien kiedy ja wychodze do pracy synek dostaje tylko rano, jak ja mu dam, specjalnie, chociaz jedną dawkę, bo wracam z pracy pytam czy podał dziecku syrop, i...?:"no, zapomniałem, albo, --jeszcze nie" zupełna lekceważka. a juz wtedy zwłaszcza, gdy mały miał dostawac syrop uodparniający i to przez dłuższy czas. wierzcie mi, nie mogam być spokojna, chciałam, ale nie, bo codziennie z pracy dzwoniłam pytałam czy przyjął dawkę,(jak akurat mąz był w domu), zawsze było coś, a juz tłumaczenie,że "to tylko syrop" mnie dobijało. ja juz miałam traune na punkcie tego syropu, bo byam tydzien na wyjeździe(służbowo) i 100ml, butelecka, 3 razy po 5 ml dziennie, to powinno starczyć na 6 dni, a ja przyjeżdżam po pięciu dniach, a tam...pół butelki jeszcze!! a wiem, kiedy zaczął przyjmowac (powinien) i kiedy skończyć. i znowu: "się czepiam" w tak ważnej kwestii!! bo to "tylko syrop". i psycholog(bylismy akurat razem) wzięła moją steronę, powidział: niech pan pda ten syrop, chociażby dlatego, ze to jest dla żony WAŻNE. ze chce byc spokjna itd... ale co...wrócilismy do domu, syrop miał być podawany dalej, a ja wiedziałm,że zapomina, albop nie pilnuje godzin/dawek.4.
              4.
              5.
              6.
              .....
              enta potęga przykładów

              ale on jest "najmądrzejszy" a ja źle sobie ze wszystkim radzę!!!!!
              >
              >>kochać to patrzeć w tym samym kierunku<<
              • marsjanka1999 Re: do marsjanki 09.06.08, 08:33
                Ja nie nie wiem które z Was rozpoczęło grę w "odbijanie piłeczki" - ale przecież
                to już nie jest ważne. Zapędziliście się oboje.
                To wy musicie sobie odpowiedzieć na pytanie czy dalej RAZEM czy OSOBNO...

                Kompromis to nie jest umartwianie ani poświęcanie się...

                Ja lubię gotować dla męża, bo sprawia mi przyjemność sprawianie mu przyjemności.
                Jeśli miałabym to robić "na siłę", żeby pokazać jaka ja jestem dobra, to
                dałabym sobie spokój. Mówiłam - ważna jest równowaga. Jeśli dajesz, dajesz i
                dajesz - ale nie otrzymujesz nic w zamian - przestań dawać. Dawanie ma sprawiać
                przyjemność, to nie pańszczyzna. Inaczej to nie ma sensu.
        • kicia031 Droga moderatorko 08.06.08, 22:50
          Wybacz, ale tego, co raczylas laskawie wkleic, nie da sie czytac w ogole, nie
          mozna bylo zlinkowac watku na emamie? Dyslusja jest ciekawa i wciagajaca, i
          odnosi sie do problemow bardzo waznych dla wielu par, ale przekopywanie sie
          przez cos takiego jest po prostu nie do wytrzymania:

          zona_mi napisała:

          >
          > Re: Ja i mąż-jedenAbsurd.CzyJESTjeszcze jakiś rat
          > osa551 08.06.08, 21:54 Odpowiedz i był to wspólny wy
          > > jazd, on 180zł-wydał na to, na co powinny iść inne pieniądze. nie
          > odłozył do ko
          > > perty, tak, jakby to były nie dla nas, tylko ujma z jego budżetu,
          > z jego kopert
          > > y.
          >
          > Przepraszam, nie rozumiem, dla mnie wspólne wyjazdy są od tego, żeby
          > mieć z nich
          > przyjemność a nie od liczenia ile kto wydał z czyjej koperty.
          >
          > widziałam paragony, i aż płaka
          > > łam prawie ile przepłacał, albo jak "go oszukiwali"--w marketach
          > tak robia czas
          > > ami pewnie wiecie,
          >

          To tylko mala probka, tego, co w swej uprzejmosci zaczylas zrobic z watku.
          Naprawde nie da sie okazac troche szacunku uzytkownikom forum i umozliwic im
          normalna lekture?
          • ejkumkejkum2 Re: Droga moderatorko 08.06.08, 23:00
            dokładnie, dopiero co napisałam maila do moderatorki, podałam tylko linka, i zostałam usunięta, a na emamie przynajmniej był "odzew". strasznie się czyta te wklejanki zony_mi, juznic nie moge odnaleźć. widcznie wyczerpałam swój limit. mam teznadzieję, że - to do kici, Ty nie bawisz się moim "nieszczęściem", bo tak to teraz moge ująć.
          • zona_mi Droga użytkowniczko 08.06.08, 23:06
            Może faktycznie byłoby lepiej, gdyby wątek z emamy nie został tu
            skopiowany - wówczas nie byłoby wcale problemów z jego czytaniem.

            Zasady są jasne, wątków się nie dubluje, a jeśli już, to moderatory
            mają obowiązek je usunąć. Ale widzę, że dobra wola i skopiowanie
            usuniętego wątku tutaj, to za mało - wybaczcie, że nie miałam czasu
            i ochoty zająć się składem tekstu, aby był bardziej czytelny...
            • tosina Porzadek ponad wszystko-sarkazm 08.06.08, 23:07

              • ejkumkejkum2 z ostatniej chwili 09.06.08, 00:04
                to juz pewnie dziecinada, powiecie, ale moze to juz konkluzja wszystkiego...pisze sobie i popijam winko, bo cóż robić samtnej-mężatce, mąż ma swoje piwko(kibicwa, machał flagą dzielnie, tylko, że nic nie wymachał:)i juz po prostu nie widze liter po mału, bo nie chce mi się wstac zapalic lampki ( :) ), i zteg wszystkieg co 8 sekund śmieję się sama do siebie,no i (do sedna) w pewnej chwili mąż (lezy juz obok na łózku, tez lekko zważony, więc pewnie dlatego odwazny") bierze mnie spo kompa i rzuca niemalże na łóżko i ...wiadomo....ale...spoko spoko, chile sie "tarzamy" śmiejemy, ale chiałam kliknąć "wyś;ij" tylko, naprawde i siadłam, to oburzony, jak by nie wiem co, no i ja zachowując resztki trzeźwego umysłu, mówię, ze chwila, chwila, minuta uniesienia, ale nam chyba potrzebna jest rozmowa....? a on mi nato,że "rozmowa to będzie w sądzie." zatkało mnie!! pytam, aha, to chcesz iść do sądu, ale tez chcesz się ze mną kochać? jak to widzisz? " powiecie ze jestem moze sztywna, no, ale ze zbliżeń moga być konsekwencje, tak (np. ciąża), a mamy iść przeciez do sądu....i on na to, że , czy ja wierzę że będziemy razem za 20 lat..... bo on nie wierzy ( w sumie to tez mnie takie myśli czesto nachodziły, czy my/brak nas to tylko nie kwestia czasu). no coś tam cos tam i sie obrócił , śpi. na gazie, to nie pogadam.
                • ejkumkejkum2 rany 09.06.08, 00:09
                  chyba zapalę jdnak t światło, i w ogóle to jz pójde spać, bo przeczytałam poprzedni swój post i nawet sama nie zrozumiałam, o co w nim chodzi, starczy na dziś. w pewnym momencie miało być : " kliknęłam wyślij" w sensie że do was, posta, zeby się nie "zmarnowało" pisanie i chciałam do niego "wrócić" ale jak mi walnął, ze rozmawiac to będziemy w sądzie. widzę, czuję, że dla niego to tylko ja bym musiała się zmienić. tylko ja. On we wszystkim jest cacy. . . dobranoc :(
            • ejkumkejkum2 Re: Droga zona_mi 08.06.08, 23:54
              to dlaczego kasujesz nawet link do wątku???
            • kicia031 Re: Droga użytkowniczko 09.06.08, 07:44
              > Zasady są jasne, wątków się nie dubluje, a jeśli już, to
              moderatory
              > mają obowiązek je usunąć. Ale widzę, że dobra wola i skopiowanie
              > usuniętego wątku tutaj, to za mało - wybaczcie, że nie miałam
              czasu
              > i ochoty zająć się składem tekstu, aby był bardziej czytelny...

              Watkow sie nie dubluje, ale mozna podac link do watku z innego
              forum, czytam ze tak zrobila autorka. Rozne fora maja roznych
              uzytkownikow i nie ma nic zlego w pragnieniu zasiegniecia opinii
              tych roznych grup.

              Wiesz co jest najgorsze? Nie to, ze popelnilas blad, tylko ze do
              tego bledu nie chcesz sie za wszelka cene przyznac, stawiajac
              sztywne zasady - ktore powstaly dla dobra uzytkownikow - ponad
              sensownosc dzialania forum, ktore wlasnie sluzy wymianie opinii.
              Smutny przyklad osobowosci autorytatnej.
              • zona_mi Re: Droga użytkowniczko 09.06.08, 09:25
                > Watkow sie nie dubluje, ale mozna podac link do watku z innego
                > forum, czytam ze tak zrobila autorka.

                Źle zrobiła, bo nie ma znaczenia, czy post się skopiuje, czy poda
                link, na jedno wychodzi - jedyna możliwość, aby uzyskać odpowiedź na
                kilku forach, to przenosić wątek - nie ma innego wyjścia. Można się
                z tym zwrócić do moderatora, a nie kombinować, spamować i jeszcze
                się dąsać.
                Netykieta jest czytelna i proszę o zakończenie już dyskusji o
                usuwaniu na forum, bo eksperckie nie służy rozpatrywaniu spraw
                moderatorskich.
                Dziękuję za uwagę, z problemami zapraszam na priv.
                • ejkumkejkum2 Małe "konkrety" 11.06.08, 23:30
                  cześć dziewczyny. chciałam podziękować wszystkim, które doradziły, "nakrzyczały", otworzyły oczy, pdpowiedziały co dalej itd.... Owoc tego taki, że dwa dni temu ZAINICJOWAŁAM rozmowę!!! nie chciałam od razu pisać, żeby niec chwalić dnia przed zachodem, i żeby nie zapeszyć, bo przeciez nigdy nie jest tak, że po takich problemach(u nas dużo i długo) nagle pstryk i z dnia na dzień sielanka. Już opisuję pokrótce, na co się zdobyłam. Tak-zdobyłam, i sama nie wierzę, widziałam tez "uznanie"(mże zad użo powiedziane, ale miał koparkę na parterze) w oczach męża. Mianowicie zaczęło się to tak,iż w pon. rano wychodziłam sobie do pracy, mąż z synkiem leżeli jeszcze (szli później), i tak jakos ubrałam się weszłam do pokoju, mąż jakby się wychylił (niby zobaczyć jak jestem ubrana chyba i że mi buty stukają---lubi mnie w szpilkach:)..powiedziałam ,że wychodze już, on na to"nie pocałuję synka??""" ja że tak, owszem, pocałowałam, po czym zapytałam się go(tak jakoś mi przyszło), czy jego tez mam pocałować,,,:) on, że tak, no więc w momencie serwowania mu buziaka, taką jak stałam(torebka, w butach, torba ddatkowa)....wpakował mnie do łóżka, i zaczął tulić, jak byśmy się z rok nie widzieli. No i ja, jak to ja (nie byłabym sobą, gdybym do czegos nie nawiązała) mówię,że musze iść do pracy, on---że chce się przytulić, i ja na to: "jak to wczoraj chciałeś iśc do sądu (wtajemniczone wiedzą o co chodzi-jeden z ostatnich postów bodajże), a teraz taki miły....? powtórzył że chce się przytulić, i młotek:) całował mnie po ciuchach nawet, a ja juz widziałam jak mi tramwaje do pracy odjeżdżają. synek dopiero sie zaczął przebudzać, a ja zachowując jednak trzeźwość ummysłu, mówię do męża, że nam na razie chyba nie przytulanie jest potrzebne (cos w tym stylu) tylko rozmowa.... on dalej swoje, ale cos tam burknął,że yhmmm.. ja konkretnie więc,że może wieczorem porozmawiamy....... on,że dobrze no i wyrwałam się z tych sideł. Jechałam z jakąś taką lekkością, aczkolwiek z obawą, co przyniesie rozmowa. Wysłałam mu smsa z tramwaju, żeby kupił wino - za SWOJE!! :), bo na trzeźwo tego nie ogarniemy. odp.-ok.
                  w trakcie dnia robił zakupy, dzowni, cos tam konsultował....ale do rzeczy.
                  Wróciłam, o chwili siadłam na sofie, on zaczał jakby się "miziać" no i przpomniałam mu o rozmowie.... No i zaczęliśmy (synek miał drzemkę). Właściwie produkowałam się jak psycholog: tego nie można, co widzi dziecko, co my robimy, cytowałam czasami Was (taaaak), co jest najważniejsze, czego on chce, czy w ogóle chce cos z tym robić, na odpowiedź: "tak", kontunuowałam. nie wiem, co mnie wzięło, ale: przyniosłam karteczki, mielismy wypisać, czego nie tolerujemy u siebie, co nam się podoba, i to w dwóch kwestiach :1.ogólnie, 2. sfera seksu(tak,żeby wiedzieć:)). zatem plusy i minusy w obu przypadkach. Urosłam,jak w kwestii seksu (jeśli chodzi o minusy) napisał "brak przeciwwskazań"...a ja cos tam płodziłam, w sumie bzdury... Potem naprodukowałam karteczki, na którcyh były najgrszze rzeczy kt. nas niszczyły: pycha, złośliwość, duma, wyzwiska..,itd... i po kolei je omawialiśmy i na koniec-porwaliśmy na drobny maczek. śmieszne to było, bo po godzienie mąż juz gałkami wywracał (nawet mecz przeoczył jakiś) że niby tak długo juz, a ja dopiero się rozkręcałam, bo miałam wszystko na kartce spisane. hihi. No i po kolei omawialismy kwestie różne itd itp...doszło do kasy, wytłumaczyłam, naświetliłam, że to co robimy jest głupie, ze mamy strzelac do jednej bramki itd... Przyniosłam czerwona puszeczkę, jakąś tam (wiadomość dla włamywaczy co..?):) i pokazałam swój wkład (od 10go co prawda, ale proporcjonalnie, chociaz mąż juz wrzucił swoje grosze, bo o ile zaproponowałam swoja kwotę, to on wymyślił o 100 zł mniejszą...bo juzniby stracił na zakupy).....ale dobra, kompromis. no i mąż miał dołożyć swoja część, i że będzie jedno miejsce, a nie-dwie koperty kt. niczego nie przyniosły. co prawda ta puszka tez mnie irytuje, bo jadąć na większe zakupy, trzeba pamiętać, zeby zabrać kasę (oby nie puszkę:), bo jak nie, to co...karta? skoro kasa w puszce. Może z czasem ten absurd się rozwiąże. W każdym bądź razie dalej gadaliśmy o wydawaniu kasy bo mąż dopytywał najbardziej. I wiecie co, rozwaliło mnie co powiedział... Bo ja zasugerwałam, ze dla dobra harmonii porządku itd.. lepiej jak by jedna osba robiła jakie szakupy, druga dokupywała ewentualnie, zeby sie nie dublowac chociażby albo nie czwonić co chwila:"hej, kupiłam pomidora, juz nie kupuj", albo"kupowałes już cebulę, bo nie wiem czy kupić" dla mnie to głupie, co myślicie? A jak komórka padnie..?Więc nie do końca to dogralimsy, ale padłam jak mąż powiedział, że eee, a, nie, on, lubi kupować, lubi iść do sklepu i wybierać np............... Sałatę !!!!!!!!!!!! rany, facet lubi wybierać sałatę, ogólnie warzywka to jego hobby. szok! Zostawiłam to tak sobie, może z czasem wyjdzie, jak cos nie będzie grało, może, nie wiem.. W każdym bądx razie jakby nie przyjmował do wiadomści, że musi (powinna-moim zdaniem) być jedna osoba, od takiego wiecie-zarządzania, decydowania, co ile, czego, jakis nadzór, czy starczy do 1gho, czy co można nadplanowego kupić..itd..ale mój mąż....aa tam, jaka kontrola, bedzie widać, on tez chce kupować i koniec. No ok, zostawiłam to, i powiem Wam, tak się jakoś dziwnie czułam wczoraj (dzien po) tzn. fajnie pierwszy raz od m-cy jechałam z uśmiechem na twarzy do pracy, potem szła mi ta praca jak nigdy, ba, nawet razem jechaliśmy(zapomniałam:), i z tego wszystkiego mąż musiał na drugim przystanku wysiąść i wrócić bo zapomniał portfela, biletów(zmienił spodnie:). trzymalismy się za rękę.....Wróciłam, normalny obiad, gadka szmatka, no i żeby nie było za dobrze, wyszła jakaś rozmowa o naszej pracy i o tym,że mój mąż ma zamiar wyjechać na kilka m-cy(służbowo, w ramach podnoszenia kwalifikacji, kariera itd...) No i tu mnie ruszyło, ale-ponieważ miało być spokojnie, bez wyzwisk, powiedziałam,że jest nie fair, że właściwie zamiast mnie zapytac, co ja na to czy sie zgodzę, itd..to mi tylko zakomunikował, czyli nie liczy się z moim zdaniem. Dodam tylko,że ja wiedziałam o takiej ewentualności, oboje mglibyśmy móc jechać, tylko mi jakos nie zalezy, dziecko itd... a jemu widac... zwis..No i co mnie zdenerw...? to,że on postanowił i koniec, bo niby ma nam sie polepszyć , bo chcę większe mieszkanie(nadmieniałam o tym w rozmowie..), bo to bo tamto (jakos w to nie mogłam uwierzyć, jak mówil, dotychczas wszystko moje-jego, a nagle martwi sie o nas...) . Chodził mi tylko o to,ze nie zapytał, co ja nato i wspólnie, tylo tak, jakby był sam. jedzie i już. Co myśłicie, przesadzam czy mam rację. On twierdzi,że jestem zaborcza. i koło sie zamyka każdy swoje widzi. Pszlismy spać, ale przyjęłam strategie,ze nie krzycze jak zagada, nie fukam, bom brażona Pani, tylko udawałam "smutną: dziś. zadziałało. Pyta:"co jest", czy--" co znowu"....cos takiego. a ja, że jestem zmęćzona, ze szkoda, ze nie zrozumiał o co chodzi z rozmowy itd..takie wiecie żale. on, ze jestem zaborcza, ze w sumie jeszcze nic pewnego z wyjazdem. I ja wtedy, ze właśnie nic pewnego a on juz dzieli skóre na niedźwiedziu, i kłótnia gotowa. i nawet udao mi sie na spokojnie powiedzieć tylko,ze jest mi przykro, ze sie ze mną nie skonsultował. I , kończąc, bo, chciałam w sumie opiac, ze jakoś cos zrobiłam w kńcu, tylko, teraz mam problem, bo...jestem jakaś "przygaszona", nie wiem, opadłam z sił, osiadłam, wtoczyłam głaz na górę, a on mi spadł (ten męża wyjazd i kolejen nieporozumienie), ale, ponieważ wyjasnilismy na poczekaniu, chodzi mi o to,że nie wiem, na ile starczy mi wytrwałości i sił, aby zachować obecną sytuację. Czyli: rozmawiać, nie puszyć się, i co najgorsze: podać znowu rękę mimo prażki jakiejś tam... Bo i tak wiele mnie kosztowała rozmowa, ta cała otoczka, aczkoliwek poczułam się jakby "mądrzejsza", natomiast jeśli mąz nie będzie robił nic, to boję się, że spasuję. kopać się z koniem..?? walczyć z wiatrakami?Co robić, żeby tkwić w tym ,mimo ewent.przeszkód?
                  • martas29 Re: Małe "konkrety" 12.06.08, 08:49
                    Gdzie wyjeżdza? Daleko? Będzie wracał na weekendy? I na jak długo? W
                    sumie to u mnie taka samowola jest nie do pomyslenia. I to zarówno z
                    mojej jak i z męża strony. Każdy oczywiście ma prawo do rozwoju
                    zawodowego ale takie decyzje podejmujemy wspólnie chociażby dlatego
                    że wyjazd jednej osoby pparaliżuje nasze życie rodzinne. Ostatnio
                    nawet miałam podobną sytuację - mieliśmy jechać na wakacje ale
                    okazło się że zmieniam pracę i nie mogę ppo tygodniu pracy iść na
                    urlop. Proponowałam by mąż jechał sam ale stwierdził że nie chodzi
                    mu o smaotny pobyt na wczasach tylko o to że chciał ten czas spędzić
                    z nami. Spędzimy go więc w domu a po powrocie z pracy będziemy
                    starali się maxymalnie wykorzystać
                  • osa551 Re: Małe "konkrety" 12.06.08, 18:01
                    No to super, faktycznie duży postęp, bo wyglądało na to, że sobie nie odpuścisz.
                    Bądź dobrą żoną - pozwól mężowi jechać bez fochów, bo jest szansa, że na
                    odległość lepiej sobie wszystko ułożycie i jak wróci to będzie tylko lepiej :).

                    Jak nie było jeszcze dzieci ja wyjechałam na półtora roku "w sprawie kariery" -
                    związek kwitł.
                    • ejkumkejkum2 Re: Małe "konkrety" 13.06.08, 18:48
                      dzięki dziewczyny, jeśli chodzi o wyjazd, to jeszcze(na razie) nic pewnego... i tez niewiadomo czy na 8 czy mniej m-cy, i generalnie z weekendami wolnymi ale daleko(ok. 400km od naszego miasta). ale chodzi głównie o to, że, jak napisała Martas, to ta samowola, nieliczenie się z moim zdaniem(tak do odebrałam) najbardziej mnie "ruszyła". oczywiście, jak na spokojnie wytłumaczyłam mężowi,ze źle, ze sam jakby ustala, a co ze mną, z nami itd...to wtedy owszem, jakby się ostudził, i powiedział ze bedziemy rozmawiać, gdy sprawa bedzie aktualna. i ja to podkreśliłam,że wtedy a nie teraz, że poco dzielić skórę na niedźwiedziu, kiedy to tylko skutkuje kłótnią, w dodatku nie potrzebną. na razie jakoś trwam w tej "odmianie", po rozmowie, która zainicjowałam, mąż też jest miły, wczoraj dostałam bukiet białych róż (zapytałam, czy to znak że mniw zdradził:) bo niby białe to zdrada...ale nie załapał, że bie wiedział niby....). wakacje mamy juz obgadane, fundusze w jednej puszeczce, zakupy juz rozdzieliłam(kto co) na najbliższe dni... no i starczy, bo boję się, że stracę zapał i silną wolę i co wtedy. na razie mamy oczyszczony grunt pod nogami, byleby nic znowu nie zamieść pod dywan....zobaczymy. polecam rozmowy, szczere, spokjne, powiedziałam mężowi tez, że co tydzień bedziemy "obgadywać" dany tydzień, na bieżąco, zeby nic gdzies nie ugrzęzło, co nam sie podobało w tym tygodniu, a co zrobilismy nie "tak"... ojej!! sama w to nie wierzę.
                      pozdrawiam.
                      • e-lolka Re: Małe "konkrety" 15.06.08, 22:26
                        Przypadkowo jestem na tym forum, muszę Ci powiedziec ejkumkejkum, że uważam Cię
                        za wartościową dziewczynę, która jest też świadoma humorystycznej strony tej
                        tragifarsy.Myślę, że Twój mąż został wychowany na lekkoducha jak wielu naszych
                        mężów i niestety trudno dorosłych maminsynków reedukowac.Swego synka wychowaj na
                        odpowiedzialnego człowieka. Życzę powodzenia.
                        • ejkumkejkum2 Re: Małe "konkrety" 16.06.08, 18:30
                          e-lolka napisała:

                          > Swego synka wychowaj n
                          > a
                          > odpowiedzialnego człowieka. Życzę powodzenia.


                          dziękuję, chciałabym oczywiście, ale musiałabym wychowywac go.......chyba sama:) Bo jak widzi,kiedy tatuś rozrzuca skarpety po pokoju, albo co innego robi "nie tak", to on tez tak może robić. Na moje uwagi do męża słyszę:" przestań zrzędzić" Czy Ty zdajesz sobie sprawę jak to może wyprowadzić z równowagi.... A jak bym nie "zrzędziła" skakalibyśmy przez płotki zmontowane z męża skarpetek tudzież innych. Z tym mam głównie problem. Długo mieszkałam sama, wszystko na miejscu wiesz, poukładane, ..teraz nie raz długopisu zeby spisac nr tel. szukam 5 minut. Wrrrrrrrrrr!!!!!!
                          • osa551 Re: Małe "konkrety" 16.06.08, 21:28
                            ejkumkejkum, zrzędzenie w domu doprowadza tylko mężów do znudzenia. U nas
                            zmywarka pojawiła sie nie po 2 latach mojego zrzędzenia, tylko jak w końcu
                            przestałam zrzędzić i równocześnie myc naczynia. Po 2 tygodniach skończyły się w
                            domu szklanki, kubki i wszystko w czym można się napić, a za to na tych na samym
                            dole zlewu pojawił sie już osad. Metoda cud, od tego czasu przeprowadziłam się
                            już dwa razy i za każdym razem dla męża podstawowym wyposażeniem nowej kuchni
                            jest ZMYWARKA :)

                            Jak rozrzuca po domu skarpetki to ich nie zbieraj i nie pierz. To proste - jak
                            mu się skończą (a kiedyś to nastąpi) i zapyta czy są wyprane to powiedz, że
                            pierzesz tylko to co ląduje w koszu z praniem a skarpetek tam nie znalazłaś :),
                            najlepiej mu trochę "pomóż" w rozrzucaniu to szybciej zapyta.

                            Ja też czasem zrzędzę, ale to z przyzwyczajenia - bo to po prostu nic nie daje.

                            • kicia031 Re: Małe "konkrety" 23.06.08, 09:48
                              > Jak rozrzuca po domu skarpetki to ich nie zbieraj i nie pierz. To
                              proste - jak
                              > mu się skończą (a kiedyś to nastąpi) i zapyta czy są wyprane to
                              powiedz, że
                              > pierzesz tylko to co ląduje w koszu z praniem a skarpetek tam nie
                              znalazłaś :),
                              > najlepiej mu trochę "pomóż" w rozrzucaniu to szybciej zapyta

                              hehe, ja zastosowalam jeszcze drastyczniejsza metode - poniewaz nie
                              bawia mnie brudne skarpetki walalajace sie po domu, zapowiedzialam,
                              ze cokolwiek bedzie sie wlalac, wyrzuce przez okno. A ze chlop mial
                              juz trenig, odkad to niepozmywane naczynia wstawilam mu do szuflady
                              z bielizna, wiec juz wie, ze nie zartuje i teraz zmywa i odnosi
                              brudne rzecyz do lazienki jak ta lala ;-))
                              • ejkumkejkum2 Re: Małe "konkrety" 23.06.08, 17:54
                                kicia031 napisała:

                                > >
                                > hehe, ja zastosowalam jeszcze drastyczniejsza metode - poniewaz nie
                                > bawia mnie brudne skarpetki walalajace sie po domu, zapowiedzialam,
                                > ze cokolwiek bedzie sie wlalac, wyrzuce przez okno. A ze chlop mial
                                > juz trenig, odkad to niepozmywane naczynia wstawilam mu do szuflady
                                > z bielizna, wiec juz wie, ze nie zartuje i teraz zmywa i odnosi
                                > brudne rzecyz do lazienki jak ta lala ;-))

                                ło matko, Ty to dopiero jesteś...... co do garów na szczęście mam zmywarkę, a co do skarpetek...hm, pomyślę, może będę wkładać do...,jego teczki/dyplomatki z dokumentami..? :)
    • zanota Re: ja i mąż- jeden Absurd, co robić, P.Agnieszk 23.06.08, 00:20
      Rany boskie..i co na to Pani agnieszka?
      Jestem tu nowicjuszka, ale ciesze się, bo widze, że niedorozwinięci
      mężowie to nie izolowany przypadek.....
      Ech....kazałam mojemu placić wszystkie rachunki/a i tak odlączyli
      nam prąd, bo "zapomnial zrobić przelewu"/,opiekunke a reszta należy
      do mnie..../więcej zarabiam, o zgrozo-słony haracz za frustracje
      męża/ zobaczymy czy to wypali...
      ps.Lew Starowicz ponoć powiedział, że osobne konta to początek do
      rozwodu...chyba ma rację
      Pozdrawiam, Z
      • ejkumkejkum2 Niestety, Pani Agnieszka nie odniosła się .... 23.06.08, 18:03
        ...konkretnie i rzeczowo do mojego wątku, tak, jak to czyni w wielu innych przypadkach. :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka