luciola9
06.07.08, 11:35
Jest niedziela, pewnie większość z Was zaczęła przygotowania do
rodzinnego obiadu lub szykuje się na wspólną wyprawę korzystając z
ładnej pogody i wolnego czasu. Ja niestety siedzię sama w domu...
miałam do wyboru isc do teściowej i wrócić ok 17 stej (jak co
niedziela) albo zostać w domu i użalać się nad sobą! Moj maż
posłusznie pojechał do mamy, bo jak wczoraj od niej wróciła nie miał
wyraźnej miny, zakłądam ze dostał "opr" za brak zainteresowania i
dziś chce jak najszybciej nadrobić straty.
Chodzi o to, ze teściowa ma kontuzję nogi a "my" nie zapewniliśmy
jej większej pomocy w domu i przy babci niż wcześniej. Wiem ,ze jest
rozżalona, że kazdy ma ją .... ze jest sama... ze nikt nie pomysli
zeby wyszła... żeby odpoczęła( opiekuje się swoją niedołężną matką).
Dziś umówiła się z koleżanką -idzie do niej na obiad.Ostatnie słowa
jakie mówił mąż, kiedy wychodził: "wrócę później albo za chwilę" co
nalezy rozumiec: "jeśli mama będzie kazała mi zostać -zostanę, jeśli
zaś rozgniewana każe iść czyt.wracaj do żony,wrócę".
Przerabiałam ten temat wielokrotnie, gniewałam się, płakałam,
próbowaam rozmawiać, pokazywałam przykłady, podsuwałam ksiązki-
próbowałam je nawet czytać na głos zeby zrozumiał, ale nie dało to
żadnego efektu. Przeciwnie odnosi to zupełnie inny skutek, wg niego
ja jestem bezwzględna, nie rozumiem trudnej sytuacji w jakiej jest
jego matka, jej przeżyć oraz nie potrafie okazać wdzięczności za jej
pomoc.
A ja wbrew temu co mówi mąż pamietam o jej pomocy i gdyby wyłączyć
jej nadopiekunczość wobec syna oraz cheć kierowania, sterownia,
narzucania, wtrącania, radzenia... byłyby fajną babką, nawet mogę
zaryzykowac stwierdzenie- dobrą teściową.