Dodaj do ulubionych

samotne weekendy

09.08.08, 14:18
JEsteśmy razem od 5 lat. Mój partner po ślubie swojej siostry stał się bardzo
rodzinny- tzn. wyjezdza w kazdy weekend do rodzicow (mieszkamy w opolu a
rodzice w katowicach) zeby spedzic rodzinny weekend. Ja nie moge ruszyc sie z
domu bo mam umierającego psa. Jest to dla mnie wyczerpujacy okres w zyciu,
umiera moj ukochany pies, pracuje caly tydzien po godzinach(bo partner nie
moze znalesc pracy) i moje jedyne wolne dni- chcialabym spedzic rodzinnie- w
moim rozumieniu- z partnerem- tymczasem siedze sama. Boli mnie ze moj partner
nie traktuje mnie jako swojej najblizszej rodziny- nie chce spedzac ze mna
wolnego czasu. Jak sprawic,zeby to zmienic?
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: samotne weekendy 09.08.08, 14:35
      A może to samo, co tutaj napisałaś powiedzieć jemu?Rozmawiałaś o tym z nim?Jak tłumaczy?
      • majasafi Re: samotne weekendy 09.08.08, 14:52
        pewnie,ze tak,ale on w ogole tego nie slucha, uwaza,ze jak zwykle marudze. Nie
        rozumie- "przeciez mowilem ci,zebys ze mna jechala", a doskonale wie,ze nie mam
        jak jechac bo pies jest zbyt chory na podroz. Mowie,ze czuje sie samotnie a on
        "przeciez dzwonie do ciebie". Mowie,ze to mi ni ewystarcza, bo potrzebuje
        bliskosci, a on : przeciez bede w niedziele wieczorem. Zupelny brak zrozumienia.
    • basia2012 Re: samotne weekendy 09.08.08, 15:26
      nie zastanawiałaś nad tym że jest to tzw synek mamusi;który nie
      dorósł do roli męża ,bo jego rodzina jest zawsze najeażniejsza,a ty
      to może tylko dobry seks nic więcej,dobry mąż jest z żoną wkażdej
      sytuacji na dobre i złe ,a z twojego opisu wynika że chory pies to
      sprawa ponad jego siły,po co ci pomóc kiedy tam jest fajnie i bez
      problemu,czy też zostawi np;jak dzieciak będzie chory bo to też
      kłopot,albo ty.czy to mąż czy facet do seksu !!!!!!!BASIA
      • marzeka1 Re: samotne weekendy 09.08.08, 15:35
        Ale jak zrozumiałam, on chyba nie jest jej mężem,a raczej mieszkają ze sobą, dla mnie też dziwne,że facet każdy weekend spędza ze swoją rodziną.
        • majasafi Re: samotne weekendy 09.08.08, 15:56
          Tak nie jestesmy małżeństwem, ale mieszkamy ze sobą od 5 lat i planujemy razem
          dziecko. Dla mnie to też jest rodzina, nawet jesli bez slubu. Ale wlasnie w tym
          rzecz-czy jesli dziecko zachoruje tez pojedzie do mamy- a mnie powie- no
          przeciez tez mozecie jechac ze mna? Wydaje mi sie,ze maz/partner powinien byc
          przy mnie przede wsyztkim. Powodem tych wyjazdow jest zawsze "pomoc rodzicom"
          (pomaga np.w remoncie domu siostry) ale czy pomoc mnie- nie powinna byc na
          pierwszym miejscu? Dzis powiedzial mi: przyjechalbym do ciebie wczesnej,ale co
          powiem rodzicom- ze przyjechalem w piatek i w sobote wieczorem chce juz od nich
          wyjechac?". MAmy oboje po 27 i 29 lat i nie rozumiem w czym problem zeby
          powiedziec - "mamo, sory nie pomoge ci tym razem, jade bo Maja mnie potrzebuje".
          On tego nie potrafi powiedziec swojej mamie. Ale czy kiedykolwiek sie nauczy?
          • kicia031 bede brutalna 09.08.08, 17:15
            On tego nie potrafi powiedziec swojej mamie. Ale czy kiedykolwiek sie nauczy?

            On to swietnie umie, on po prostu nie chce.
            Dla ciebie to moze rodzina, i moze planujesz z nim dziecko, ale dla niego sprawy
            wygladaja zupelnie inaczej.

            Mezczyzni sa na ogol bardoz prosci - robia to co chcea robic, gdyby chcial byc
            zz toba, nic by go nie przekonalo do zmiany zdania, tak jak i teraz ty go nie
            przekonasz.

            Moja rada - zajmij sie soba i swoim zyciem, przestan mieszkac z panem, i zabacz,
            co sie stanie...
            • babetka_blue Re: bede brutalna 09.08.08, 19:22
              O twoim partnerze myślę podobnie jak kicia031.
              Napiszę tylko trzymaj się w opiece nad swoim psim przyjacielem. Wiem jakie to
              trudne, sama to przeżyłam kilka lat temu, pozdrawiam serdecznie.
              • majasafi Re: bede brutalna 09.08.08, 19:28
                Dzieki kochane..Trudno być silną i samą w takich chwilach, ale niestety dociera
                do mnie,ze macie racje. Potrzebuje partnera, który dla mnie rzuci wszystko i
                bedzie obok mnie, nie dlatego ze ja tak mu powiem,ale ze sam bedzie potrzebowal
                byc przy mnie.. Wiem,ze moj partner bardzo mnie kocha, ale jesli nie zrozumie,ze
                nie na tym polega zwiazek- bede musiala radzic sobie sama...
                • marzeka1 Re: bede brutalna 09.08.08, 19:55
                  "planujemy razem
                  dziecko"- wiesz, przy takim podejściu baaardzo nad tym zastanowiłabym się.Mąż/partner wcale nie musi rzucić dla nas wszystkiego, ale na pewno powinien być wsparciem.Jeśli 29--latek powinien umieć już odciąć pępowinę,ale przy tym wcale nie musi przecież zrywać kontaktu z rodzicami, tylko jakoś sensownie ustawić.
            • mama-cudownego-misia Kicia, zlituj się 09.08.08, 22:44
              Jak będziemy za każde potknięcie celnymi kopniakami w kuper wykopywać naszych
              panów za drzwi, to gatunek ludzki zginie (jedyna nadzieja w blondynkach, które
              będą za głupie, żeby się poznać na facetach zanim się z nimi rozmnożą ;-)...

              Jak rozumiem, gospodyni wątku przeżywa osobistą tragedię w postaci śmiertelnej
              choroby psa, i chciałaby, żeby jej partner trzymał ją w tym czasie za rączkę, bo
              jest z czworonogiem związana. Związanie z czworonogiem mogę zrozumieć, sama mam
              fizia na punkcie swych psów, kotów, królików, chomików, papużek i dzikiej polnej
              myszy za szafą. Pochowałam też w zeszłym tygodniu po długiej chorobie
              14-letniego psa, dwa miesiące temu kota, który wpadł pod samochód, a w zesżłym
              roku ukochanego królika i zadziobaną przez srokę papużkę.
              potrafię jednak zrozumieć, że mój mąż nie ma tak emocjonalnego nastawienia do
              naszych czworonogów, i nawet jak mu przykro i szkoda, to na dłuższą metę grobowa
              atmosfera w związku z rakiem psa może mu zacząć ciążyć. W związku z tym potrafię
              też zrozumieć, że chce się wyrwać z domu. Wreszcie, potrafię zrozumieć, że dla
              dorosłego normalnego faceta rodzice są na tyle ważni, żeby chciał ich odwiedzać,
              nawet co weekend, zważywszy, ze niedaleko mieszkają (może mama dobrze gotuje?
              Albo po prostu mu przyjemnie do nich przyjeżdżać? Też się to czasem zdarza)

              Myślę, że należy rozważyć hipotezę, iż problemem gospodyni wątku jest nie
              coweekendowa absencja partnera, a nie branie pod uwagę jego potrzeb, planów,
              przyzwyczajeń czy chęci. Może czuje się zazdrosna o jego rodziców, a może po
              prostu zbyt się skoncentrowała na swoim dramacie i nie dociera do niej, że mimo
              bliskości partner jest jednak odrębną osobą, której przeżycia, plany,
              światopogląd nie zawsze muszą być zbieżne.
              Rada: przede wszystkim przestać smęcić i mękolić (bo to nie jest rozmowa) oraz
              czuć się pokrzywdzoną w związku z tym, że partner korzysta z konstytucyjnie
              zagwarantowanego prawa do wolności, a zacząć negocjować, idąc na kompromisy,
              np.: w ten weekend jedziemy razem, a w przyszłym zostajemy w domu. I rozważyć
              uśpienie psa. Ludziom się wydaje, że przedłużając życie ciężko chorego
              zwierzęcia, stresując je wizytami u weterynarza, męcząc podawaniem leków
              wyświadczają mu jakąś przysługę, ale tak naprawdę boją się dać mu odejść. Sama
              przez ponad rok męczyłam kroplówkami (codziennymi!) kota z niewydolnością nerek,
              bo był ze mną od 18 lat i go kochałam. Tak sobie teraz myślę, że to było
              świństwo wobec niego...
              • majasafi Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 00:11
                W sumie wiele z tego co piszesz to bardzo cenne uwagi. Oczywiscie-jestem takze
                zazdrosna o czas jaki poswieca rodzicom-ale mysle,ze to naturalne-bo ja pracuje
                caly tydzien i wlasnie te wsplne weekendy to moje wymarzone sam na sam z
                partnerem. Jest mi smutno,że nie chce spędzać tych chwil ze mną. Jest mi także
                smutno, że wiedząc, że jestem uwiązana w domu- wykorzystuje to- jedzie do
                rodzicow, idzie z siostrą na koncert itp. Nie jestem w końcu jego przyjaciółką,
                ale partnerką i także bym chciała spędzać czas z nim na przyjemnościach- w
                tygodniu jedyną naszą wspolną przyjemnością są niestety zakupy w supermarkecie.
                Tymczasem mam wrażenie- że ucieka ode mnie i chorego psa, co jest mało
                atrakcyjne oczywiscie (ale przeciez zycie to nie tylko szereg atrakcji) i
                niestety mało ludzkie. Chciałabym żeby "trzymał się ze mną" na dobre i złe, a
                nie pakował walizki, kiedy dostarczam mu zbyt mało atrakcji..
                • mama-cudownego-misia Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 09:48
                  Widzisz, masz prawo żądać wsparcia, ale musisz też założyć, że dla niego ten
                  pies nie jest taki ważny, jak dla Ciebie. Może nawet uważać (chociaż nie powie
                  Ci tego pewnie wprost, jeśli szanuje Twoje uczucia), że wydziwiasz, przesadzasz,
                  że to przecież tylko pies, nie ojciec czy matka. Nie ma w tym nic złego, że Twój
                  facet Cię w takiej sytuacji nie do końca rozumie - on nie siedzi w Twojej
                  głowie, być może nigdy nie miał takiego hopla na punkcie zwierząt, i po prostu
                  nie wszystko jest w stanie zrozumieć. Tak samo Ty byś się pewnie wkurzała, jakby
                  całymi dniami z rozpaczą w oczach siedział nad prychającym gaźnikiem w swoim
                  aucie. Nie porównujemy oczywiście, ja wiem, jak to jest stracić ukochane
                  zwierzę, ale np. mój mąż nie wie, bo nigdy zwierzaka nie kochał, i nigdy tego
                  nie zrozumie. Może uprzejmie mi potowarzyszyć w żałobie (z nieobecną miną i
                  nosem wlepionym w komputer), ale w głębi duszy uważa, że mu baba wydziwia. Nie
                  oznacza to, że nie jest zdolny dać mi wsparcia - jak nasza mała walczyła o życie
                  w szpitalu, zachował się niesamowicie dojrzale, a jednocześnie dał mi tyle
                  oparcia, optymizmu i siły, ile tylko potrzebowałam. Myślę, że Twój partner też
                  niekoniecznie jest nieczułym draniem, po prostu może inaczej postrzegać świat i
                  nie być w stanie zrozumieć, ze coś, czego nie rozumie, jest dla Ciebie takie
                  ważne, i dlaczego tak przeszkadzają CI jego wyjazdy do rodziny.

                  Wreszcie, mam wrażenie, że wpadłaś w pułapkę, w którą wpada większość tutejszych
                  forumowiczów - chcą rozwiązań systemowych, oczekują inicjatywy od partnera, a
                  sami biernie pogrążają się w nieszczęściu, aż nie ma już z czego budować związku.
                  Jeśli chcesz rozrywki, to po prostu poproś go, żeby Cię gdzieś zabrał albo
                  chociaż kupił wino i wypożyczył film na DVD (ja zaznaczam też, ze nie mam czego
                  do wazonu włożyć :-p). Jeśli chcesz przytulenia, poproś, żeby przytulił. Jeśli
                  chcesz, żeby został na weekend, poproś go, żebyście wspólnie ułożyli jakiś fajny
                  plan, co chcecie wtedy robić. Jak już się umówił z rodzicami to ułóżcie plan na
                  weekend następny w kolejności. Ale razem, nie na zasadzie "ja muszę zostać z
                  psem, a Ty musisz zostać ze mną", bo przymus nie jest dobrą przyprawą związku.
                  Ale jeśli on Cię prosi, żebyś z nim pojechała, to spróbuj też rozważyć taką
                  opcję. Może to dla niego ważniejsze, niż Ty jesteś w stanie zrozumieć.
                  A jeśli chcesz go od rodziny trochę odciąć (co też bywa dobrym rozwiązaniem), to
                  też się da, ale nie awanturą i wyrzutami, tylko powoli, odzwyczajając go od
                  pewnych zachowań i przyzwyczajając do spędzania czasu z Tobą.
                  • majasafi Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 11:47
                    DZiekuje za rady, dzieki nim spojrzalam z dystansem na nasz zwiazek.
                    Prawdopodobnie za bardzo przyzwyczaiłam się, że zawsze byliśmy razem,
                    nierozłączni-że stawiał mnie na pierwszym miejscu. Od jakiegoś roku to się
                    zmieniło- od kiedy jego siostra zaczęła przygotowania do ślubu- to jej poświecał
                    cały swój czas, nawet do tego stopnia, że jechał na jej imieniny (siostra i ja
                    jestesmy imienniczkami i obchodzimy imieniny w ten sam dzien) a zapominał o
                    moich. U rodziców owszem- dużo przyjemności, bo każdy skacze koło niego i
                    podsuwa smakołyki, a w domu u nas- same obowiązki. Nie wiem czy jest sens z
                    czyms takim walczyć- mam rywalizować z jego mamą - która z nas zapewni mu lepsze
                    atrakcje- żeby został przy mnie? Kiedy on bronił swoją pracę mgr ja siedziałam
                    przy nim-mimo że miałam urlop i mogłam wyjechać do moich rodziców, brata,
                    koleżanki itp- zostałam przy nim, żeby być z nim w ważnym okresie w życiu. Dla
                    mnie na tym polega związek- na wzajemnym wspieraniu, przebywaniu ze sobą. Nie
                    wybieram tego gdzie chce być n azasadzie- gdzie więkdze fajerwerki-tam ja- ale
                    najpierw myślę o nas- czy nie powinnam być razem z nim, czy mnie nie potrzebuje
                    itp. Oczywioście, skorzystam z wielu rad, o któych pisałaś, bo chyba włąśnie tak
                    trzeba- czasem powstrzymac emocje, ale widzisz- mamy dziecko w planach- a dla
                    mnie moj partner nie wygląda na odpowiedzialną osobę- jeśli po urodzeniu dziecka
                    będzie jezdził do rodziców a nas zostawiał w domu- nie wiem czy chce takiego
                    zwiazku..
                    Czy oni przy dziecku dorośleją czy stają się jeszcze większymi dzieciakami...?
                    • twoj_aniol_stroz Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 12:33
                      Tak się zastanawiam nad całością i ciśnie mi się jedno pytanie: a co
                      Wy w weekend robiliście zazwyczaj i jak teraz wyobrażasz sobie taki
                      weekend we dwoje? To dość istotne i wcale u nie chodzi o rywalizację
                      z jego rodziną w konkurencji kto zorganizuje facetowi lepszą
                      rozrywkę, ale raczej o podejście do tejże rozrywki. Jeśli weekend ma
                      wyglądać na tej zasadzie, że Ty siedzisz ze smutną miną wpatrzona w
                      chorego psa a on siedzi obok wpatrzony w Twoje cierpienie to chyba
                      to nie jest w porządku. Inna kwestia to choroba psa... Jeśli pies
                      jest tak bardzo chory, że nie ma widoków na wyzdrowienie to ja
                      naprawdę nie widzę powodu dla którego on ma jeszcze się męczyć. Sama
                      przeżyłam śmierć dwóch psów: jeden zdechł jako szczeniak na nosówkę,
                      a drugi został uśpiony właśnie dlatego, że coraz bardziej się
                      męczył - a żeby mu złagodzić jeszcze bardziej chwilę odchodzenia,
                      przywieźliśmy panią weterynarz do naszego domu i tam najpierw sunia
                      dostała zastrzyk - narkozę, a dopiero potem pani doktor wkłuła się w
                      żyłę, żeby podać zastrzyk zatrzymujący pracę serca... Oczywiście, że
                      nie jest to czas łatwy dla właściciela, ale... niestety będąc
                      właścicielem zwierzęcia musimy liczyć się z tym, że oprócz pięknych
                      i radosnych chwil bedą też te smutne i w końcu nadejdzie czas
                      rozstania. I tak jak pies kiedyś dawał nam radość z bycia z nami, z
                      zabaw, tak teraz naszym obowiązkiem jest mu skrócić cierpienie
                      związane z chorobą, która i tak kiedyś skończy się śmiercią.
                      Tyle, że tu oprócz niewątpliwego bólu jaki towarzyszy człowiekowi w
                      chwili gdy jego pies jest usypiany jest jeszcze jedna kwestia, którą
                      warto zebyś przemyślała. Na ile ten pies i konieczność opieki nad
                      nim jest Twoim sposobem na wywieranie presji na partnerze? No bo
                      kiedy pies zdechnie to już nie bedzie przeszkód, żebyś Ty też
                      pojechała z nim do jego rodziców. I co wtedy? Warto żebyś się nad
                      tym także zastanowiła.
                      A dziecko? Powiem tak, z jednej strony może być tak jak piszesz, że
                      facet po prostu będzie nieodpowiedzialnym tatusiem, któremu
                      konieczność opieki nad Tobą i dzieckiem będzie zwisała, ale...
                      raczej dużo bardziej prawdopodobne, że bedzie się czuł dużo bardziej
                      związany z własnym dzieckiem niż z Twoim psem. W sumie z obserwacji
                      otoczenia w którym większość jest już od dawna dzieciata mogę Ci
                      powiedzieć, że wnioskowanie o odpowiedzialnym ojcostwie Twojego
                      partnera z jego obecnych zachowań jest trochę jak wróżenie z fusów -
                      wartość takiego wnioskowania jest żadna.
                      • majasafi Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 13:12
                        Zazwyczaj w weekendy jedziemy rowerami na wycieczke- 3/4 godzinną, potem wracamy
                        do psa- wyprowadzic, dać jeść, sami coś jemy, a wieczorem zazwyczaj wyskakujemy
                        do knajpki na drinka, także to nie jest tak,że smętnie siedzimy nad konającym
                        psem. Pies jest zbyt chory na podróże. Rozważam obecne uśpienie psa, ale samej
                        jest mi ciężko wydać taki wyrok- to kwestia mojego silnego przywiązania-i może
                        słabości- dlatego wolałabym, żeby patrtner pomógł mi- zadzwwonił po weterynarza
                        itp- żebym nie musiała przechodzić tego sama. W ciągu dnia jest ok, pies
                        najgorzej czuje się w nocy, kiedy nie może spać- a z nim i my. Też liczę na to,
                        że przy dziecku poczuje się odpowiedzialny za los dziecka- ale kto wie- może
                        przecież wcacle tak nie być. DLatego teraz chce rozwiazac wszelkie niejasnosci,
                        nauczyc sie radzic z nimi i zobaczyc czy są szanse naprawienia konfliktow- zeby
                        potem nie bidolic z dzieckiem na reku,ze siedze sama i czuje sie samotna. Teraz
                        jest na to jeszcze czas- a rady tych, które nie są związane emocjonalnie z moim
                        partnerem- są bardzo przydatne- ja jestem za pewne mało obiektywna..:)
                        • twoj_aniol_stroz Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 14:42
                          Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, żeby to Twój partner zajął się
                          szukaniem weterynarza. Myślę, że to Ty, będąc wrażliwą na potrzeby
                          swojego pupila najlepiej to zorganizujesz, Twojemu partnerowi bedzie
                          zwyczajnie obojetne, kto tego psa uśpi, bo on nie jest z nim w żaden
                          sposób blisko. Spróbuj postawić się w jego sytuacji i wyobrazić
                          sobie taką scenę: Twój facet ma motocykl, jego ogromną miłość (i nie
                          mów mi, że pies to co innego, bo akurat świat motocyklistów jest mi
                          dobrze znany i wiem, że niejeden gdyby mógł to by spał ze swoją
                          maszyną) i nagle okazuje się, że miał wypadek i jemu nic się nie
                          stało, ale motocykl nadaje się do totalnego remontu. Facet oczekuje,
                          że Ty mu znajdziesz idealnego mechanika, blacharza i elektryka w
                          jednym, który zaopiekuje się tym motocyklem, bo on jest tak załamany
                          i roztrzęsiony, że nie jest w stanie racjonalenie myśleć. Umiałabyś
                          to zrobić? Podejrzewam, że zadzwoniłabyś do pierwszego z brzegu
                          warsztatu, który jest najbliżej Waszego miejsca zamieszkania i po
                          krzyku :) No, on tego weterynarza załatwi dokładnie tak samo.
                          Myślę, że w tym wszystkim bardzo istotne jest zrozumienie
                          podstawowej kwestii, która jest charakterystyczna dla związku dwojga
                          ludzi: jest to związek dwojga wolnych ludzi, którzy mają swoje pasje
                          i warto, żeby tak to utrzymać. Nie zawsze trzeba robić wszystko
                          razem, czasem warto od siebie odpocząć po to by zatęsknic, po to by
                          móc wysłać SMS z tym wyznaniem tęsknoty. Ze związkiem jest jak z
                          mapą: kiedy patrzysz z bliska widzisz ogrom drobnych informacji,
                          nazw miast, rzek, drobne jeziorka itd, dopiero kiedy spojrzesz z
                          odległości mozesz zobaczyć podstawowe i najważniejsze informacje
                          jakie mapa przedstawia.
                          A to czy człowiek jest odpowiedzialny i dorósł do roli ojca tak
                          naprawdę nie da się określić na 100%.
                  • majasafi Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 12:30
                    mamo cudownego misia- :) właśnie twoje zdystansowane podejscie pomoglo mi
                    rozwiązać ten konflikt. Nie wiem czy dlugodystansowo, bo pewnie jeszcze wiele
                    pracy przed nami, ale przed chwilą zadzwoniłam do niego i zapytałam co słychać.
                    Powiedziałam, że chciałabym żebyśmy razem mieli wspólne ambicje- zamisat być
                    idealną córką, synem, siostrą, bratem- że teraz czas starać się być idealnym
                    partnerem/partenerką. Powiedział, że też mu na tym zależy- chyba udało mi się
                    uderzyć w jego czuły punkt- ambicje.. Powiedział, że teskni za mną i że musiał
                    pogadać z rodzicami, ze tez zalezy mu na naszym zwiazku.. Może moje milczenie go
                    wystraszyło i zatęsknił.. Nie lubie radykalnych rozwiązań w stylu- wyrzucić go
                    za drzwi- jestem raczej zwolenniczką- wyrzucic, jesli nie zalezy, ale jesli
                    zalezy mi na zwiazku- walczyc. Tylko najpierw- warto faktycznie pozbyc sie
                    negatywnych emocji- walczyc - ale rozsądnie, z dystansu.
                    • mama-cudownego-misia Re: Kicia, zlituj się 10.08.08, 21:09
                      Cieszę się. Wprawdzie nie wierzę w rozmowy (tj. wierzę, ale jako sposób
                      rozładowania emocji, bo zmiana w zachowaniu rodzi się z przyzwyczajenia, rozmowa
                      może tu tylko nadać kierunek), ale mam nadzieję, ze będzie dobrze :-)
                      A w kwestii usypiania chyba faktycznie też bym się zdała na małżonka, tj.
                      poprosiła go, żeby załatwił weta do domu i wszystko zorganizował. Jemu łatwiej.
              • kicia031 Kicia sie zlituje i wytlumaczy 10.08.08, 17:01
                Jak będziemy za każde potknięcie celnymi kopniakami w kuper wykopywać naszych
                > panów za drzwi, to gatunek ludzki zginie (jedyna nadzieja w blondynkach, które
                > będą za głupie, żeby się poznać na facetach zanim się z nimi rozmnożą ;-)...

                mam uszkodzona reke, i ciezko mi idzie stukanie, wiec staram sie wypowiadac
                skrotowo, ale widze, ze chyba za bardzo. Sprobuje zaczac od poczatku: nie jestem
                zwolennizka bez powodu wyrzucania partnera za drzwi. Ale - zobaczcie ci sie
                stalo - Maja milczala i facet zaniepokiol sie jej milczeniem, do tego stopnia,
                ze wykazal chec do ustepstw. jesli partner zaczynam sie nam wymykac, unikac
                naszego towarzystwa, ineresowac sie czyms innym - nie ma co na sile ciagnac go
                do nas, wrecz przeciwnie, trzba zajac sie swoimi sprawami i obserwowac - jesli
                mu zalezy, bedzie sie staral, jesli nie - no coz?

                I jeszcze jedno, nie jestem moherowym beretem, sama jestem w wieloletnim
                nieformalnym zwiazku - ale on jest nieformalny ze wzgledu na moj wybor, a nie na
                wybor faceta. To robi wielka, naprawde wielka roznice. generalnie, jesli chcemy
                miec rodzine, staly zwiazek, to nie warto godzic sie na mieszkanie razem,
                niestety, bo dajemy facetowi wiadomosc, ze moze nas miec bez zadnych zobowiazan
                ze swojej strony.

                Pisze to wszystko ze smutkiem, bo przez wiele lat wydawalo mi sie, ze liczy sie
                milosc, papier nie ma znaczenia, i jesli sie kochamy, to po co brac slub. Ale
                oceniajac zwiazki jakie widze wokol siebie - i swoj wlasny - powiem uczciwie -
                ta strona, ktora nie chce sie zecydowac na malzenstwo na ogol ma po temu powody,
                i jesli nie jedna noga, to chociaz jej czescia jest poza tym zwiazkiem.

                Stad moja rada, by rozwazyc nie rozstanie, tylko zaprzestanie mieszkania razem -
                po to, by obie strony mialy okazje zastanowic sie, co im daje ten zwiazek i czy
                sa gotowe podjac zobowiazanie na cale zycie.

                Nie wiem, czy jesno sie wypowiada, bo ciezko mi soie skupic wspolgotujac obiad i
                jednoczesnie bawiac sie w berka z trzylatkiem, ale mam nadzieje, ze moja mysl
                jest choc troche klarowna ;-))
                • mama-cudownego-misia Re: Kicia sie zlituje i wytlumaczy 10.08.08, 21:06
                  Kiciu, i teraz ja mam dylemat, czy się zlitować nad Twoją chora ręką i zabieganą
                  resztą, czy ciągnąć dalej interesującą wymianę postów z dyskutantem, którego
                  bardzo sobie cenię i nigdy o skłonność do moheru nie podejrzewałam :-)

                  Szczerze mówiąc nie jestem za próbą cementowania relacji przez zamieszkanie
                  osobno. Widzę w tym nie antrakt związku dwojga ludzi, a preludium rozstania -
                  oczywiście, że jeśli decydujemy się na taki krok w momencie spiętrzenia
                  konfliktów, to nagle się okaże, że nam lepiej osobno. Samotność zaczyna
                  człowiekowi doskwierać dopiero z czasem, gdy uczucie ulgi i uspokojenia
                  powszednieje, a zaczyna nam brakować silniejszych emocji i zaczynamy się
                  zastanawiać, czy życie nie przepływa nam przez palce.
                  Czasem taka separacja jest konieczna, ale nie z w końcu dość błahego powodu. Co
                  innego, jakby partner był np. alkoholikiem i musiał sobie uzmysłowić, że jego
                  choroba nieleczona rozwala rodzinę...

                  > mam uszkodzona reke, i ciezko mi idzie stukanie, wiec staram sie wypowiadac
                  > skrotowo, ale widze, ze chyba za bardzo.
                  Jeśli chodzi o skrótowe wypowiadanie dobrych rad, to tak mi się przypomniało, co
                  narozrabiała swego czasu moja mama. Miała otóż w dzikiej Afryce przyjaciółkę,
                  Czeszkę zasiedziałą na czarnym lądzie od lat nastu, która wybyła z ziemi ojców
                  po rozwodzie (mąż ją zamienił na inną babę, o 20 kg młodszą). Siedziały se nad
                  domowym likierkiem i topiły żale, a Czeszka wspominała i utyskiwała na
                  eks-małżonka, który ją był bardzo skrzywdził. Moja mamusia, nieźle już
                  podchmielona, stwierdziła żartem "a u nas w Polsce to się robi tak: bierze się
                  wałek do ciasta i po łbie!". Co zrobiła Czeszka? Wykupiła bilet do ojczyzny,
                  zakupiła solidny wałek i poszła sprać eksa. Potem tenże z wielkim limo pod okiem
                  gonił ją po chodniku autem (widać uczucie przez te naście lat nie wygasło po obu
                  stronach :-), oboje zgarnęła więc policja i przesiedzieli pewien niezbyt długi
                  czas w więzieniu. Z radami trzeba uważać, szczególnie w kwestii skrótów myślowych...
    • burza4 Re: samotne weekendy 10.08.08, 21:11
      jak dla mnie pierwszą myślą było to, że facet wcale nie jeździ do
      rodziny. Dorosły facet nagle zaczął co tydzień jeździć do mamusi?
      a może po prostu poznał kogoś, z kim przyjemniej spędza się czas?

      Jeśli nawet jeździ do rodziny - to ucieka z domu, bo jest znudzony,
      nie chce mu się wysilać, nie chce angażować się w opiekę i
      wysłuchiwanie cudzych problemów. Zacznie, jeśli pojawi się dziecko?
      bardzo, ale to bardzo wątpię, bo dziecko wymaga znacznie większych
      wyrzeczeń. Tym bardziej wygodniej pobyć u mamy, która podsuwa
      wszystko pod nos, dla której jest się królewiczem, i gdzie nikt
      niczego nie wymaga i nie oczekuje.

      zawsze zastanawia mnie skąd takie pomysly na życie pt "jesteśmy
      razem, planujemy dziecko", szczególnie w sytuacji kiedy coś
      szwankuje. Pomijam już fakt, że na takim modelu zawsze kobieta
      dostaje po tyłku, ale widać niektóre lubią życie z dreszczykiem
      ryzyka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka