dario5555
06.04.09, 10:51
Dziś mija pół roku (6 m-c) mojej właściwie naszej samotności. Jest
oczywiście ciężko dlaczego bo samotnie najgorsze są w dalszym ciągu
wieczory i noce kiedy to dziecko smacznie śpi, a w kolo cisza i
spokój i wszystko Ci przypomina ze tak niedawno był tu ktoś a
właściwie jest nadal bo czuje się obecność ukochanej.
Co zrobiłem ze sobą otóż chodzę do hospicjum do psychologa nieraz
rozmawiam z księdzem czy to wystarczy raczej nie ale mnie pomaga
pomimo przygnębienia niechęci do jakiegoś energicznego życia jest
to pomoc jak również pomocą jesteście Wy, Wasze historie i wasze
wypowiedzi tak podobne a jakże różne. Postanowiłem i zapisałem się
do szkoły nawet po ogromnej niechęci poszedłem na zajęcie zapytacie
po co juz odpowiadam po to by chociaż na chwile co 2 weekend wyjść
do ludzi zmienić otoczenie mieć jakiś kontakt.Rodzina i najbliżsi
odsunęli się od nas nie dzwonią, nie odwiedzają nas może nie umieją
sobie tez z tym poradzić może nie umieją rozmawiać może boja się
nie wiem.
Nie zamierzam się poddawać będę walczył o lepsze jutro pomimo tego
ze moje ruchy są jak mumii i nic mi się nieraz nie chce będę
walczył szedł jak ślimak mówił jak anemik ale brną do przodu z Boża
pomocą wierze iż mi się uda zbudować w miarę normalne życie