Dodaj do ulubionych

moje pół roku

06.04.09, 10:51
Dziś mija pół roku (6 m-c) mojej właściwie naszej samotności. Jest
oczywiście ciężko dlaczego bo samotnie najgorsze są w dalszym ciągu
wieczory i noce kiedy to dziecko smacznie śpi, a w kolo cisza i
spokój i wszystko Ci przypomina ze tak niedawno był tu ktoś a
właściwie jest nadal bo czuje się obecność ukochanej.
Co zrobiłem ze sobą otóż chodzę do hospicjum do psychologa nieraz
rozmawiam z księdzem czy to wystarczy raczej nie ale mnie pomaga
pomimo przygnębienia niechęci do jakiegoś energicznego życia jest
to pomoc jak również pomocą jesteście Wy, Wasze historie i wasze
wypowiedzi tak podobne a jakże różne. Postanowiłem i zapisałem się
do szkoły nawet po ogromnej niechęci poszedłem na zajęcie zapytacie
po co juz odpowiadam po to by chociaż na chwile co 2 weekend wyjść
do ludzi zmienić otoczenie mieć jakiś kontakt.Rodzina i najbliżsi
odsunęli się od nas nie dzwonią, nie odwiedzają nas może nie umieją
sobie tez z tym poradzić może nie umieją rozmawiać może boja się
nie wiem.

Nie zamierzam się poddawać będę walczył o lepsze jutro pomimo tego
ze moje ruchy są jak mumii i nic mi się nieraz nie chce będę
walczył szedł jak ślimak mówił jak anemik ale brną do przodu z Boża
pomocą wierze iż mi się uda zbudować w miarę normalne życie
Obserwuj wątek
    • kasik2222 Re: moje pół roku 06.04.09, 11:24
      AMEN - nic dodać nic ując... trzymaj się
      • dakam751 Re: moje pół roku 06.04.09, 11:39

    • gosiula74 Re: moje pół roku 06.04.09, 12:00
      Takie to niby wszystko normalne - wyjść do ludzi ,żyć ,pracować ,no i wychowywać
      dzieci -tylko dlaczego to takie trudne.
      Psychiatra ,do której chodziłam ,stwierdziła ,że mam bardzo silny charakter
      ,wiec się nie dam.Ale czasami mam dosc tego bycia silną ,siadam wtedy w kącie i
      wyję .

      Staram sie realizować wszystko co było zaplanowane ,tylko że nie widzę w tym
      sensu ,większość rzeczy robię dla dzieci .Kupiłam juz bilety na samolot ( na
      urlop) ,ale jak pomyślę ,że to będą wakacje tylko we troje to wcale nie chce mi
      sie nigdzie wyjeżdżać .wiem jednak ,ze potrzebuję dużo ruchu ,bo najgorsze - to
      usiąść w miejscu( można sie nie podnieść już potem) .Wcale nie cieszy mnie
      słońce ,ani ładna pogoda. Własciwie to poza wygłupami mojej córki -nic mnie nie
      rozśmiesza ,a poza ocenami syna- nic nie cieszy.
      Aha ,córcia obudziła mni dziś o 2-giej w nocy i pyta -mamo ,co robisz? .No i jak
      tu sie nie uśmiechnąć :)
    • constelacja Re: moje pół roku 06.04.09, 13:57
      pół roku po śmierci Mirka napisałam :

      Szukam Ciebie .. ciągle
      Poszukiwania nie przyniosły rezultatu.
      Szukałam Ciebie wszędzie - nie spotkałam nigdzie.
      W żadnym z miejsc, w których bywalismy wspólnie - nie został ani
      jeden Twój ślad.
      Zaglądam nawet do "kurnika" żeby sprawdzić czy czasem nie grasz w
      literaki. Przecież spędzałeś tam całe wieczory ... trochę to dziwne,
      że potrafisz się bez tego obyć. Moze zmieniłeś nik, żebym nie mogła
      Cię rozpoznać...
      Chociaz wiem, że to niemożliwe, żebym spotkała Cię spacerujacego
      zwyczajnie po ulicy..zaglądam ludziom w twarze.. Kiedy widzę kogoś,
      kto wygląda choć odrobinę podobnie do Ciebie na moment staje mi
      serce.. a potem spuszczam oczy, żeby nie patrzeć w twarz temu
      komuś.. Boję się , że wyczytał by w moich oczach nienawiść do
      niego o to, że nie jest Tobą.
      Twoi znajomi unikają już rozmów o Tobie.Czasem tylko ktoś jeszcze
      o Ciebie zapyta .. i to raczej z ciekawości jak radzę sobie w tej
      nowej , trudnej sytuacji .. niż z troski o Ciebie.
      Nasz syn za to bardzo tęskni,... nie ma dnia, zeby o Tobie nie
      mówił, zeby nie wspominał...
      Wiem , że nie możesz zadzwonić ani napisać.. wiem .. bo przecież
      gdybyś mógł napewno zrobiłbyś to ...
      Wiem, że tam gdzie jesteś nie ma telefonu, poczty, internetu... bo
      przecież gdyby były to dawno dałbyś znak.. Wiem to..
      Minęło pół roku bez Ciebie ...
      Straszne pół roku.
      Ostatni raz widziałam Cię rano 21 lipca 2005 r.
      Ostani raz dotykałam Twojej dłoni, ostatni raz Cię pocałowałam.
      Życie ze świadomością, że nigdy już Ciebie nie zobaczę, że nasz syn
      będzie wychowywał sie bez Ojca , a w końcu swiadomość tego , ze nie
      żyjesz, że to nad Twoim grobem staję .. przerasta mnie..
      Z kawałeczków rozbitego na 1000 czesci świata staram sie budować
      jakąś przyszłość..przyszłość dla nas dwojga... juz bez Ciebie.
      Jeszcze się gubię , jeszcze nie umiem.. jeszcze cie wolam na każdym
      kroku.Nie umiem jeszcze zrozumieć, ze w zasadzie nie powinnam juz
      marzyć, bo marzenia o przyszłości w której Ciebie nie ma - są jakby
      świetokradztwem . Tak więc wołam Ciebie ciągle, rano i w nocy ,..
      Wzywam do każdego głupstwa.. proszę o pomoc.. tylko po to , by tak
      jak co wieczór wysyłać cicha modlitwę o Twój spokój..

      Śpij spokojnie .. ja i tak zawsze będę Cię kochać



      a za chwilę będzie cztry lata !!!! Damy radę, zobaczycie !!!
      • majka.1984 Re: moje pół roku 07.04.09, 08:24
        u mnie mineło 15 miesiecy i ciągle mam tak jak CONSTLACJA
        napisała... ciagle szukam i czekam... wpatruję się w ludzi... i
        zastanawiam się dlaczego nie wraca... sądzę, że to normalne, bo nie
        chcę do siebie dopuścić myśli, że to naprawdę się stało... że już go
        nie będzie... że go nie dotknę, nie ucałuję i nie przytule...

        zstanawiam się kiedy ten ból minie... chyba nigdy... bo gdy
        prawdziewie się kogoś kochało, to nie może byc inaczej...

        Trzymajcie się cieplutko...
        • justynakm1 Re: moje pół roku 07.04.09, 09:36
          a u mnie mija miesiac i tydzien, dzis w nocy, z wt na srode o 4
          rano... i uznalam, ze musze isc do psychiatry bo zwariuje. a wiem,
          ze najgrosze dopiero przede mna, ze im pozniej, tym trudniej.
          usciski dla Was
          J
          • kasik2222 Re: moje pół roku 07.04.09, 10:02
            Justynko, nie zastanawiaj się, idź do psychiatry. Jak trafisz na
            dobrego, to pomoże Ci przetrwać. Bólu nie zabierze, ale pomoże żyć,
            bo żyć musimy...
          • dario5555 Re: moje pół roku 07.04.09, 10:18
            Justyna tak jak wspominala Kasia jesli chcesz to idz do psychiatry
            ja nie skorzystalem ze wzgledu na to iz jak wziolem raz to nie
            slyszalem w nocy synka jak plakal jednak chodze do psychologa mi
            pomaga jak chcesz mozesz z nami porozmawiac czy to tu na forum czy
            odnalezc nas na NK czy wieczorami na chcacie czesto ktos bywa ja
            osobiscie potrzebuje troche rozmowy i z tego korzystam wiec rowniez
            polecam
            • justynakm1 Re: moje pół roku 08.04.09, 14:20
              Jutro ide do psychologa, przyjaciolka mnie umowila i wypycha. wiem,
              ze musze bo mysl, ze Kubusia nie ma na tym naszym, ziemskim swecie
              jest porazajaca. Nie wiem czy psycholog mi pomoze, w sumie taka jego
              rola, podziele sie doswiadczeniem. Boje sie, bo moje najlepsze
              przyjaciolki to leki uspokjajajace i nasenne, a to moze byc droga
              donikad... to forum jest cudnowna terapią, tyle tu zyczliwosci i
              ciepla. dziekuje Wam za to. i za to, ze Wasze zycie z czasem nabiera
              kolorow- to te nasze Aniolki chca nas uszczesliwic.
              uściski
    • marika16_09 Re: moje pół roku 07.04.09, 20:42
      Moje pół roku ...........łzy ból i ta ogromna tęsknota, towarzyszy mi od 7.10.2008r. Ja wiem a może "półtora" kiedy patrzyłam jak odchodzi! Jak choroba zabierała mi szczęście i miłość-JEGO. Wyrywałam chwile "nasze chwile". Tak bardzo wierzyłam, że wyjdziemy z tego-kolejny zakręt! Widziałam jak gaśnie w moich i własnych oczach. Nie chciał żyć tak dłużej! Zostawił NAS............
      Teraz umiem żyć dla Małej. Patrzę na nią i widzę Jego! walczę o każdą chwilę szczęścia, choć myślałam,że już nie mam prawa do Niego. Radość to Ona- moja Marika, mój Gałganek! Może kiedyś będę umiała żyć dla siebie?!

      • jucha32 Re: moje pół roku 07.04.09, 21:09
        U mnie 18 maja o g.18:18 minie rok. Rok od momentu śmierci Adama.
        A ja wciąż nie mogę uwierzyć, że jego już nie ma. Że już nigdy
        więcej nie przytuli, ani mnie, ani chłopców. Wciąż zadaje sobie
        pytanie jak to się mogło stać?
        Życie biegnie do przodu. Dzień po dniu. Nawet się śmieję i to
        często, ale to już nie śmiech płynący z serca. Dostosowuję się do
        danej sytuacji, bo inni na to liczą.
        To też jest życie, ale jakieś inne i dziwne.
        Tak bardzo mi Go brakuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka