10 letni agresor

03.05.09, 16:11
Witam,
mam 27 lat, mieszkam z mamą, siostrą, szwagrem i 10 letnim siostrzeńcem.
Chłopiec od małego nie ma zakazów, nakazów. Rodzice można rzec nie wychowują
go wcale. Moja siostra jest nadopiekuńcza, traktuje go jak małe dziecko, ale z
drugiej strony go wyzywa, on ją potrafi uderzyć, wtedy ona mu oddaje.
Siostrzeniec czasem dostaje od swojego ojca. Siostra jest osobą bardzo
toksyczną, pała zawiścią do całego świata, wyśmiewa wszystkich, myślę, że jest
sfrustrowana i nieszczęśliwa. Dawniej potrafiła mnie zwyzywać od c.., ponieważ
np. nie chciałam jej wpuścić do łazienki. Teraz bardziej stosuje niemy terror.
Jej syn, przede wszystkim w jej towarzystwie wyśmiewa mnie, wyzywa,
przedrzeźnia, czasem popycha, szturcha. Gy był mniejszy 2 razy uderzyłam go w
policzek, właśnie z powodu tego, że zaczynał ze mną (bił po tułowiu). Wiem, że
postąpiłam bardzo źle i do tej pory mam poczucie winy, że go uderzyłam w twarz.

Wczoraj mnie opluł. Przyszedł do łazienki gdzie myłam w wannie klatkę z
myszy, zaczął mówić jak to zwykle, że z myszy to najwięcej zarazków i żebym
myła ją w zlewie. Zapytałam go czy z jego kanarka nie ma zarazków? Powiedział,
że mysz ma najwięcej zarazków. To zapytałam, że może z Ciebie jest najwięcej?
Wtedy mnie właśnie opluł. Krzyknęłam wtedy do siostry: Zabierz go! Moja
siostra była wtedy metr dalej na korytarzu i nie zareagowała wcale.
Przedwczoraj poszłam siąść w ogródku na ławce to przeszedł za mną i zaczął
wyganiać, najpierw słownie, później zaczął mnie wypychać rękoma, nogami,
następnie poklepywał patykiem moje ramię. Broniłam się słownie, że mam prawo
tu siedzieć tak samo jak i on, ale po chwili wstałam i udałam się do domu.

Nie wiem jak mam reagować w takich sytuacjach. Próbowałam z nim rozmawiać
jak zdarzały się wcześniej sytuacje werbalne. Tłumaczyłam jak mi jest przykro
itd, że go kocham. Skutkował to tylko na niedługi czas. Wiem, że rozmowa z
siostrą nic nie da, bo ona się tylko cieszy z takiego obrotu sprawy. Ze
szwagrem boję się pogadać, bo nie chcę, żeby bił dzieciaka. Z moją mama
gadałam nie raz, ale ona mówi, że ja wszystko wyolbrzymiam, nie jest w stanie
zrozumieć tego jak czuję się upokorzona, zaszczuta miejscami i jaką agresją
zaczynam pałać do siostry i siostrzeńca. Boję się, że kiedyś wybuchnę i
dojdzie do tragedii.

Wiem, że siostrzeniec ma niełatwy żywot z takimi rodzicami, ale ja też
chciałabym żyć w tym domu godnie.

Nie wiem co robić, proszę o radę.

Pozdrawiam,
fusigi
    • nick_ze_hej Re: 10 letni agresor 03.05.09, 16:52
      fusigi napisała:

      > Witam,
      > mam 27 lat, mieszkam z mamą, siostrą, szwagrem i 10 letnim siostrzeńcem.

      Najwyższy czas się wyprowadzić.
      • nutka07 Re: 10 letni agresor 03.05.09, 17:01
        O rany faktycznie! Tak sie zaczytalam, ze umknal mi wiek. Myslalam, ze jestes
        niepelnoletnia.

        Co stoi na przeszkodzie wyprowadzki?
        • fusigi Re: 10 letni agresor 03.05.09, 19:03
          > Co stoi na przeszkodzie wyprowadzki?

          Nie mam pracy, ciężko mi skończyć studia. Nawet jakbym miała pracę, to sama się
          nie utrzymam, a nie mam nikogo z kim mogłabym mieszkać. Poza tym to mój dom
          rodzinny, gdyby nie oni to mi tu dobrze. Nie chcę też zostawiać mamy samej z
          nimi, bo ona tego nie chce.
          Rok temu przez parę lat leczyłam się na depresję. Nie czuję się na siłach by
          mieszkać sama. Boję się zostawać sama w domu, a co dopiero mieszkać samej.
      • fangora Re: 10 letni agresor 03.05.09, 17:05
        Jasne, najlepiej komuś doradzić, żeby się wyprowadził. Żyjemy w Polsce i nie
        każdy ma taką możliwość.
        Oczywiście jeśli autorka wątku ma taką możliwość, powinna z niej skorzystać. Nie
        ma nic gorszego niż tkwić w toksycznej rodzinie, szczególnie gdy ta rodzina nie
        jest najbliższa. Nikt nie powiedział, że musimy żyć życiem rodziców, rodzeństwa,
        ich małżonków, dzieci etc.
        Moim zdaniem dzieciaka należy jak najbardziej ignorować, w ogóle nie zwracać na
        niego uwagi i mocno oznaczyć swoje terytorium, konsekwentnie nie dopuszczać go
        do swoich spraw. Nawet się do niego nie odzywać na codzień. W końcu może zaczai
        że coś jest nie tak.
        No i broń boże bić.
        • fusigi dziękuję fangora za odzew.. 03.05.09, 19:06
          czekam na dalsze opinie
    • kicia031 Re: 10 letni agresor 03.05.09, 19:51
      Nie rozumiem, dlaczego tam mieszkasz.

      wolalabym isc do przytulku, niz kisisc sie w takich warunkach.
    • weronika.3 Re: 10 letni agresor 03.05.09, 19:55
      Napisałaś "Nie chcę też zostawiać mamy samej z nimi, bo ona tego nie chce."
      Wydaje mi się, że rozwiązanie problemów znajduje się w tym zdaniu. Skoro dom
      jest własnością mamy, ona właśnie powinna stanowczo nakreślić zasady zachowania
      się mieszkających w nim osób. Porozmawiaj z nią.
      Oczywiście najlepiej byś zrobiła wyprowadzając się "na swoje", ewentualnie gdyby
      mama tak zmodernizowała dom, aby każdy poruszał się po własnej przestrzeni.
      Wreszcie /jeśli rozmowa z mamą jest niemożliwa, lub nie przyniesie efektów/ w
      ostateczności musisz sama opracować własne zasady takiego postępowania, aby nie
      wchodzić w drogę przeszkadzającym Ci domownikom. Możesz zamykać drzwi od
      łazienki myjąc klatkę, więcej przebywać w swoim pokoju.
      Możesz/powinnaś także zmienić postępowanie wobec chłopca.Zainteresować się jego
      sprawami, z wroga stać się osobą życzliwą, kimś kto pomoże w lekcjach,
      porozmawia, wspólnie zagra w "Chińczyka", wysłucha jego paplaniny itp. itd.
      Jeśli następnym razem powie o tym, że myszy są brudne, powiedz: "Masz rację.
      Mądry z ciebie chłopak. Ale wiesz przecież, że najbrudniejsze są myszy żyjące w
      naturze. Ta, nie ma raczej możliwości roznoszenia zarazków." Dodaj, że właśnie
      po to by zarazków nie było, myjesz tą klatkę i że wannę później zdezynfekujesz.
      Zaproponuj, że później poczytacie coś o zwierzętach, albo pograjcie w piłkę
      /dzieci lubią zabawy ruchowe/. Najgorszą rzeczą , którą można zrobić jest
      "czepianie" się jego kanarka. Jeśli już, to pogadajcie o zwierzętach hodowlanych.

      "Wiem, że siostrzeniec ma niełatwy żywot z takimi rodzicami, ale ja też
      chciałabym żyć w tym domu godnie." Coś mi się wydaje, że on ma ciężki żywot nie
      tylko z rodzicami, ale i z Tobą. A jeśli chcesz żyć w tym domu godnie, to sama
      zachowuj się godnie.
      • fusigi Droga Weroniko.. 03.05.09, 20:24
        moja mama nie widzi większego problemu w zachowaniu wnuka. Godzi się na to by rodzina siostry żyła z nami tylko ze względu by mieć blisko siebie chłopca.

        Co do nie przeszkadzania domownikom.. chodzę wręcz na palcach, schodzę im z drogi, praktycznie non stop siedzę we własnym pokoju. Łazienkę - jeśli zamykam się na klucz - potrafią otworzyć śrubokrętem.
        Interesuję się sprawami siostrzeńca, pomagam w lekcjach gdy potrzebuje tego, słucham jego historii, doradzam, pocieszam. Gdy zostajemy sami jest przeważnie dobrze.
        Nie raz słyszałam od ludzi, że jestem za dobra dla siostry, szwagra, ich syna. Codziennie robię im obiady, sprzątam dom, pilnuję siostrzeńca gdy wraca ze szkoły lub choruje. Staram się być dobra bo nie chcę się zachowywać jak siostra, siostrzeniec, bo wiem, że przemocą nic nie zdziałam.
        • fangora Re: Droga Weroniko.. 03.05.09, 20:56
          Nie jesteś dobra, tylko zrobiłaś się dobrowolnie zostać czyjąś służącą. Wiesz
          ile takie usługi kosztują? Zapytaj tych, którzy zatrudniają opiekunki do dzieci
          i pomoce domowe. Opanuj się, bo jeszcze przez wiele lat nie wyjdziesz z
          usługiwania innym kosztem własnego życia.
        • makurokurosek Re: Droga Weroniko.. 03.05.09, 21:11
          Jesteś osobą dorosłą , przestań się zajmować sprawami ludzi którym nie zależy na
          poznaniu twoich problemów, traktuj siostrę i jej rodzinę jak sąsiadów. Nie
          interesuj sie ani sprawami siostry ani sprawami jej syna, nie gotuj dla nich
          obiadów, nie sprzątaj za nich, jeżeli ktokolwiek spróbuje następnym razem
          otworzyć drzwi pomimo że są zamknięte zrób taki raban żeby za drugim razem nikt
          więcej tego nie zrobił, jeżeli nie poskutkuje potraktuj rodzinkę tak samo.
          Jeżeli ty nie potrafisz szanować swojej intymności nikt jej nie uszanuje.
        • weronika.3 Re: Droga Weroniko.. 03.05.09, 21:31
          Robienie obiadów, sprzątanie po nich, to nie jest godne zachowanie. Tak długo
          jak nie będziesz szanować siebie inni Ciebie nie będą szanować.
          Omówcie sprawę podziału obowiązków.
    • nick_ze_hej Re: 10 letni agresor 03.05.09, 22:57
      10 letni agresor Cię poszturchuje, popycha i się z Tobą kłóci. Za kilka lat
      pośle Ci wiąchę bluzgów, walnie z liścia i skopie jak już padniesz na glebę.
      Chcesz na to czekać?
      • fusigi Re: 10 letni agresor 03.05.09, 23:04
        wiem, że będzie gorzej, dużo gorzej, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie wiem co
        robić..
        • amb25 Re: 10 letni agresor 04.05.09, 10:38
          A ja bym porozmawiala z jego ojcem jesli z matka nie mozna. Czy on w
          ogole zdjae sobie sprawe z tego jak zachowuje sie jego syn?
          Moze on doprowadzi go do porzadku. A wjaki sposob to ty sie tak
          bardzo nie przejmuj. nie jestes matka tego dziecka tylko obiektem
          jego agresji.
          Maly ma na pewno ciezkie zycie, ale z tego co piszesz wynikia, ze
          rosnie z niego jakis bandyta. Bicia i wyzywania kogokolwiek
          (wyjawszy samoobrone) nie mozna tolerowac.
          Oczywiscie mozna zastanawiac sie nad przyczynami ale bez wspracia
          wszystkich domownikow, a w szczegolnosci rodzicow niewiele
          poradzisz. Psycholog dzieciecy tez pewnie by Wam pomogl.
          Chlopak pewnie jest sfrustrowany i w ten sposob rozladowuje zlosc.
          Ale to jest 10 letnie dziecko, ktore rozumie co jest dobre a co zle,
          co wolno a czego niepowinno sie robic. Skoro jego matka cie wyzywa,
          to on po prostu robi to co ona i dla niego taki sposob wyrazania
          jest niejako normalny. Odziedziczony.
          Nie wiem jak, ale rzeczywiscie musialabys jakos wytyczyc swoje
          granice.
Pełna wersja