awaaawa
09.07.09, 13:11
Bardzo proszę o pomoc. Jestem 9 lat po ślubie, mamy troje dzieci,
piekne mieszkanie, dobrą poracę i zarobki. Ale między nami juz od
dawna sie nie układa i to pod każdym względem. Pewnie sie źle
dobraliśmy - mamy zupełnie inne priorytety i wyznajemy odmienne
wartości. Na początku wielka namiętność i zachłysnięcie się sobą
(choć chyba głównie z mojej strony) a po urodzeniu pierwsezgo
dziecka zaczęło sie psuć. Był lepszy okres, gdzy pierwsze dziecko
miało 2-4 lata, wtedy urodziło się drugie. I pewnie byśmy jakość
przetrwali, gdyby nie to, że jak nastolatkowie wpadlismy z trzecim.
Od tego czasu to już równia pochyła w dół. On ucieka w pracę, prawie
nigdy nie wraca przed 22, a potem zamyka się z komputerem w swoim
pokoju. Ja po pracy lecę do dzieci, ich oraz domu obsługa trwa tak
długo aż padnę wieczorem. On ma pretensje, że nim się nie zajmuję,
ja, że on nie zajmuje się dziećmi. A do tego jest dla mnie wulgarny
i szorstki, często zupełnie bezinteresownie (dla innych słodki jak
miód, wyjąwszy moją najbliższą rodzinę, która mu zawadza chociaż dla
mnie jej pomoc jest nieoceniona). Nie mamy o czym rozmawiać.
Wszystko robimy osobno, nawet jeśli gdzieś jedziemy niby razem to
każde swoim samochodem. Konta też mamy osobne. Dodam, że nie musi
tyle pracować oraz, że moglibyśmy podzielić się pracą i w niektóre
popołudnia mogłabym pracować ja z takim samym efektem finansowym
(no, tyle, że forsa spywałaby na moje konto...). Ale on uważa, że
jeśli chcę pracować to mam zatrudnic druga opiekunkę na popołudnia
(ja twierdzę, że powinny byc z któryms z rodziców). Jeśli któreś z
dzieci jest chore itp. to jest to tylko mój problem. On obserwuje
(jeśli akurat jest) z boku. Zauważyłam, że odżywam w obecności
innych ludzi, nawet w pracy, bo mogę z nimi porozmawiać o
czymkolwiek - a z nim nie. Ale te nieliczne chwile, które spędza z
dziećmi (niespecjalnie się nimi zajmując i przejmując, jeśli ma np.
zły humor, tylko po prostu będąc)sprawia, że jednak mają tatę.
Wprawdzie wolą spędzac czas ze zmna czy z dziadkami ale jednak mają
świadomość, że on jest. Więc zastanawiam się, czy stawiać na swoje
życie i wolność czy na ich poczucie bezpieczeństwa. Nie liczę na
jakieś układanie sobie życia od nowa - jestem realistką (40 lat, 3
dzieci), ale po prostu na święty spokój. Lecz wydaje mi się, że ich
potrzeby są ważniejsze. Więc czy dla nich lepiej, że ojciec jest a
matka się szarpie, żeby dla świętego spokoju spędzać także jego
organizacyjne oczekiwania i są wprawdzie awantury ale jednak... czy
może też lepszy byłby spokój i umówione z wyprzedzeniem wizyty
tatusia? Oczekuję obiektywnego spojrzenia z boku...