29.08.09, 00:59
mam straszne lęki. Mieszkam od kilku lat w USA i tu planowalismy zycie. Teraz
musze wracac bo bez meza moja sytuacja tu jest tragiczna. ma leki, że nie dam
rady w Polsce. W jednej chwili mowie sobie ze jestem silna ze dam rade. W
innej mam paralizujacy strach w srodku. mam tu tyle spraw do zalatwienia ze
jeszcze chyba sie nie naplakalam. Za 2 tygodnie zostane tu sama na ponad
miesiac. W duzym mieszkaniu sam na sam z urną. Boje sie ze wtedy dopadnie mnie
wszystko. Ale mamy synka - 18 miesiecy. Musze wierzyc dla niego. Kiedy bedzie
mi lzej???? Moj maz zmarl nagle. Nigdy nie chorowal. Pekl tetniak ale operacja
sie udala. Jednak najgorsze lekarz ostrzegal bylo potem. Czekalismy. I stalo
sie to co zdarza sie w 5% przypadkow. Wylew za wylewem. Boze - wybaczcie
chaotyczne pisanie. Nie potrafie ladnie dobierac slow i skladac zdan. Wiem ze
lekarze zrobili wszystko. To jeden z lepszych szpitali w USA - w NY na
Manhattanie. Ciesze sie tylko ze to sie stalo tutaj. Moglam byc z nim 14 na
dobe. Spalam w szpitalu przez te cale dlugie 2 tygodnie. Operacja jedna,
druga, trzecia, wylewy i mozg umieral. Mrzonki o rehabilitacji przeszly w
hospicjum az zmarl. Tego dnia kiedy wiedzialam juz ze to bedzie koniec.
Polozylam sie obok niego i powiedzialam ze jesli tak woli to pozwalam mu
odejsc. Usnelam obok i wtedy byl ostatni wylew. Ciesze sie tez bo tetniak nie
pekl podczas klotni jak to sie czesto zdarza. Kochalismy sie!! Tyle mi
zostalo. wspomnienia i male dziecko. Boli jak k....... Mam ochote wydzierac
sie albo zapasc sie i zniknac. Wiem, ze musze byc silna dla synka ale skad do
diabla brac sile, jak nie plakac aby maly nie widzial. jak wybaczyc Bogu ze
zrobil mi cos takiego??????? A wierzyc w niego musze - bo chce kiedys spotkac
jeszcze mojego meza. Byl ochrzczony w szpitalu wiec oczyszczono go ze
wszystkich grzechow. Boze - w srode byl pogrzeg w zakladzie pogr. a jutro
czyli w sobote jest msza i pogrzeb tu w kosciele - znajomi wszystko
zorganizowali. Wsparcie jest. Ale ja nie mam ochoty geba ruszac. Czasami idac
ulica marze aby wjechal we mnie samochod. Bylismny tak szczesliwi. nauczyl
mnie kochac. Moja mama go uwielbiala wiec wiecie jak to jest jak juz tesciowa
kocha ziecia. Boze!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: lęki 29.08.09, 09:43
      kasta4 rozumiem, co czujesz, ze ściśniętym gardłem czytałam Twoją
      wypowiedź, bo choc okoliczności inne i czasu już niby więcej(jutro 5
      miesięcy) to ból wciąż taki sam.I życ się nie chce.
      Jesteś jeszcze w szoku i pewnie jeszcze trochę to potrwa.Chciałabym
      napisac Ci coś dobrego, co Cię pocieszy...ale nie ma takich słów i
      cóż, no nie będzie łatwo.My tu wszystkie przeżywamy takie same lęki
      czy się uda,czy starczy pieniędzy, te które mają dzieci martwią się
      czy dadzą radę finansowo i w ogóle.Częśc z nas,łącznie ze mną,
      obawia się, że oszaleje z tego bólu i skończy w szpitalu.W tej
      rozpaczy trudno myślec o czymkolwiek,chciałby się człowiek zapaśc
      pod ziemię i miec święty spokój.Ja też mam takie mysli, żeby
      wreszcie umrzec z tej rozpaczy i nic nie czuc.Jest cholernie
      ciężko.Ale wszystkie jakoś dreptamy z dnia na dzien, padamy,
      wstajemy,idziemy przez chwilę, żeby za moment znowu upaśc,leżec i
      wyc.Jednym idzie lepiej innym gorzej,każda ma swój sposób na
      wyrażenie bólu.Nie ukrywaj łez przed synkiem, On i tak wie, a raczej
      czuje,że coś nie tak.Wypłacz się, to przyniesie Ci choc trochę ulgi
      i dziecko też poczuje tą ulgę.
      Przytulam ciepło i życzę z całego serca dużo siły do walki o siebie
      i o maleństwo.Wiem, nie czujesz tej siły teraz, ale ją masz.Ja od 5
      miesięcy dziwię się, że wstaję w ogóle z łóżka.Ale wstaję choc co
      chwile mam wrażenie, że nie wytarzymam ani dnia dłużej
      • wdowa120309 Re: lęki 29.08.09, 21:15
        kasta4...jest na pewno ciężko...i na pewno będzie dużo jeszcze lęków i obaw...ja
        już prawie pół roku jestem sama i tez stale się stresuję...stale coś mi zaprząta
        głowę...tez się bardzo boję...((((
        Nikt z nas nie jest w stanie zabrać od ciebie tych lęków i obaw ...ale pisz
        dużo...wypłakuj się jak tylko możesz a na pewno otrzymasz tu dobrą radę i
        ogromne wsparcie. Może jak wrócisz do Polski to nawiążesz przyjaźnie z
        dziewczynami z Warszawy ( bo chyba tam masz zamiar mieszkać jak dobrze zrozumiałam)
        Trzymam kciuki...za ciebie i za twojego synka....bo dla niego musisz byc silna i
        dasz radę na pewno..!!!
        Pozdrawiam ..Bea
    • madzik2-4 Re: lęki 29.08.09, 22:54
      kasta4 wypłacz się,wypłacz ile możesz...to wszystko jest trudne,nie pociesze
      Cię,ja już płacze pół roku.Znajdziesz siły dzięki synkowi,dasz radę,czeka Cie
      trudna próba,ale dla siebie i synka znajdziesz siły.Ja nadal czuję się jak w
      letargu jak w koszmarnym śnie ale staram się przetrwać kolejny i kolejny dzień i
      jak to napisała tilia7,"upadamy i wstajemy",ocieramy łzy i idziemy dalej chociaż
      to boli idziemy....bo tak musi być,bo życie toczy się dalej,bo mamy
      dzieci......boję się przyszłości,boje się kolejnego samotnego dnia,samotnej
      nocy,różne myśli kołatają się w głowie,ale patrze na moja śpiącą córkę,uśmiecham
      się.....tak mam dla kogo być.......
      Przytulam mocno,myślami i sercem jestem z Tobą i Twoim synkiem...tyle mogę...
      • wdowa120309 Re: lęki 29.08.09, 23:17
        kasta4...płacz, krzycz i wyrzuć to wszystko z siebie. Wiem jak w pierwszych
        dniach jest trudno, wiem ile myśli biega po głowie i jakie lęki szarpią naszym
        sercem.
        Wszystko jest jak zły sen...ja nadal tak myślę i czasami jeszcze czekam aż wróci
        Jarek do domu...((((

        Kasta4....piszesz że mieszkasz w USA ...dlaczego nie możesz tam zostać..przeciez
        tam od jakiegoś czasu już żyjesz???
        Przepraszam ale tez nie rozumiem co napisałaś Za 2 tygodnie zostane tu sama
        na ponad miesiac. W duzym mieszkaniu sam na sam z urną.

        A za chwilke piszesz.... Boze - w srode byl pogrzeg w zakladzie pogr. a jutro
        czyli w sobote jest msza i pogrzeb tu w kosciele

        Nie rozumiem...jak to zostaniesz sama z urną a potem piszesz o pogrzebie..????
        Może ja coś nie kumam...??? Czy jak wrócisz do Polski to zabierzesz ze sobą urnę
        i tu męża pochowasz..???
        Przepraszam za moja dociekliwość ale to wszystko takie chaotyczne.
        • kasta4 Re: lęki 30.08.09, 04:22
          wiem ze to dziwnie brzmi. Mielismy zwariowane zycie i taka smierc mial moj maz.
          Zmart we wtorek ale byl ponad 24 h podtrzymywany sztucznie bo wyrazilam zgode
          na pobranie organow. W ten sposob uratowal zycie conajmniej 5 osobow. Pogrzeb
          moj maz mial 26-go w zakladzie pogrzebowym - tutaj tak jest. Byl juz w urnie.
          Szef zakladu to przyjaciel meza. bardzo chcial tej uroczystosci. natomiast nasz
          szkola gdzie oboje chodzilismy zorganizowala dzis msze ze wszystkimi honorami.
          Czesc prochow chce rozsypac tutaj w NY ale wiekszosc zabiore do kraju. Za 2
          tygodnie moj tesc leci z synkiem do Polski. Ja wracam pod koniec pazdziernika.
          Po pierwsze chce pozegnac NY, po drugie wyremontowalismy dopiero co mieszkanie i
          nakupilismy mebli - musze to pozamykac, sprzedacv itd. Musze miec czas. A w dniu
          pogrzebu dokladnie i o tej samej godzinie mielismy miec wizyte u prawnika w
          sprawie rozpoczecia sprawy o papiery na legalny pobyt dla nas tutaj. Moze to
          znak - juz sama nie wiem. Niby tu w NY moge miec teraz darmowe mieszkanie,
          przedszkole od zaraz tez darmowe i okolo 300 dolarow niesiecznie zapomogi bo moj
          synek to obywatel. Ale ja tutaj nie mam nikogo z rodziny. I teraz kiedy ja np.
          sie rozchoruje to co????? Poza tym moj dyplom z Polski tutaj nic nie znaczy. A
          nie chce sprzatac czy bawic obce dzieci. Mam tego dosyc. Tu zeby wyjsc na kawe z
          kolezanka bede musiala brac inianie i placic jej. Jestem pewna ze w odwrotnej
          sytuacjo moj maz by wrocil. Sprawa o papiery yrwa 5 lat. Nie wiem - to za dlugo
          chyba dla samotnej matki z malym i bez rodziny. Nie potrafie plakac. Zawsze
          bylam beksa a teraz nie potrafie. Nie wiem co sie stalo. Mam wrazenie ze zabrano
          mnie z mojego zycia i wpier....... w jakies bagno. cvzyje ze to najgorsze
          jeszcze przyjdzie. Kiedy tesc poleci - ale chce tego. Chce byc sama i uporac sie
          z tym co siedzi w srodku.
          • ppieprz Re: lęki 30.08.09, 11:27
            kasta4
            jak dobrze cię rozumiem... mój mąz też zmarł nagle 8 tygodni temu. zostałam sama
            z córeczką (5 lat). musiałam wyprowdzić się z wynajmowanego mieszkania bo nie
            było mnie na nie stać i jakos zorganizować sobie dalsze życie, chociaż nie byłam
            w stanie myśleć nawet o najbliższej godzinie, a co mowa o całym dalszym zyciu...
            do teraz wcale się nie zorganizowałam... mieszkam "kątem" u teściów, za chwilę
            zaczyna się przedszkole a ja nie wiem nic...
            potrafię tylko myśleć o tym dlaczego nas to spotkało...?
            i też się boję. co teraz będzie? co będzie jeśli będę z córką sama i się
            rozchoruję, co jeśli ona się rozchoruje, jak mam sama spedzać tylko z nią
            weekendy, co ze świętami...? pomijam już strach przed tym gdzie będę mieszkała i
            jak sobie poradzę finansowo...
            wydaje mi się, że moje życie to jedna wielka czarna dziura...
            ale wierzę, że kiedyś będzie lepiej - MUSI BYĆ.
            pozdrawiam
            karolina
          • dario5555 Re: lęki 30.08.09, 12:56
            Kazdy z nas po straci bliskiej kochajacej i kochanej osoby ma leki
            obawy i czegos sie boi kontakt z ludzmi jest trudniejszy bo z
            regoly znajomi koledzy kolezanki przyjaciele nawet rodzina nie
            bardzo wie o czym z nami rozmawiac i wola sie odsunac niz przyjsc
            wypic kawe pojsc na glupi spacer popilnowac dziecka. Pozostajemy
            raczej sami sobie jednak z czase przychodzi chec na to by z kims
            pogadac tak o wszystkim i o niczym nieraz chce sie wyplakac komus w
            rekaw i sa ludzie moze nie Ci ktorych do tad znalismy uwazalismy za
            przyjaciol ale zupelnie nowo poznani moze tez z forum ktorzy to
            przeszli ktorzy wiedzxa co czujesz bo sami przez to przechodza lub
            przeszli pewien etap samotnosci po stracie bliskiej osoby i
            pomagaja poprzez rozmowe smsy tel rozmowe na skypie. W tym momencie
            moglbym podziekowac rowniez za wsparcie naszym kochanym mama i tata
            ktorzy wspieraja nieraz opierdziela i to porzadnie i wstaje sie i
            idzie dalej bo nie pozwola na to bys sobie polezal i sie cofal. Ja
            porownuje moje zmagania do tanca w kisielu bo co roz sie przewracam
            becze ale z drugiej strony ide dalej jest cholernie ciezko ale
            trzeba isc do przodu wierze ze z pomoca Boza i ludzi tu na ziemi
            jakos sie poskladam i zaczne normalnie funkcjonowac i Tobie i nam
            wszystkim tego z calego serducha zycze
            • kasta4 Re: lęki 30.08.09, 15:19
              tak znajomi wola nie wlazic w to - choc nie do konca. Siedze sama z tesciem z
              ktorym zamieniamy 3 slowa dziennie. nie potrafie ryczec. pale jak smok i
              zasypiam marzac zeby sie nie obudzic. boje sie swoich mysli
              • wiolawarszawa Re: lęki 30.08.09, 16:13

                kasta4- dobrze, że możesz spać! przynajmniej masz chwilę oddechu.
                • kasta4 Re: lęki 30.08.09, 16:35
                  spie tylko dzieki lekom - az sie boje mysliu ze kiedys je musze odstawic
                  • tilia7 Re: lęki 30.08.09, 21:29
                    Ja nie spałam przez prawie trzy miesiące.Przez pierwsze kilka dni to nawet bałam
                    się położyć.Siedziałam na brzegu łózka i się kiwałam jakbym miała chorobę
                    sierocą.Leki nie leki, nie było szans.Jak udało się na moment przysnąć to
                    budziłam się od razu spięta i spocona.Czasem jak już organizm naprawdę nie
                    wytrzymywał to przesypiałam kilka godzin - ale w dzień.W nocy nic nie
                    pomagało.Jak zaczęłam wreszcie spać to dopadły mnie sny, takie, że już się potem
                    wstać wcale nie chce.Teraz czasem też się zdarzają ale już rzadziej i często
                    udaje się przespać noc w miarę spokojnie a mimo to wciąż ze świadomością, co się
                    stało.Raz tylko jeden jedyny przez te 5 miesięcy usnęłam tak mocno, że jak się
                    obudziłam to przez chwilę wiedziałam, że stało się coś strasznego - ale nie
                    wiedziałam co.To było koszmarne uczucie-jakbym jeszcze raz się o tym "dopiero"
                    dowiedziała
          • tilia7 Re: lęki 30.08.09, 21:20
            To, że nie możesz płakać jest efektem szoku.Przyjdzie czas na łzy, jak wszystko
            załatwisz...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka