kompleksy....? generalnie dół

04.09.09, 09:05
witam,

proszę o obiektywną rade i może wsparcie i/lub życzliwą krytykę?

otóż posłałam dziecko do przedszkola-sama wszystko załatwiłam,
wystarałam się, wychodziłam...bo to państwowe przedszkole.
Otrzymałam nawet dofinansowanie. Teraz próbujew wrócić do swojej
pracy, która nie jest szczytem moich marzeń a raczej frustracji i
nerwów zarobki też dużo poniżej średniej krajowej i wiem, że raczej
trudno w moim zawodzie i w tej instytucji zrobiż kariere poza tym
mam mase wątpliwości czy to jest to a tu tatuś synka zaczyna robić
kariere pomimo że prace po znajomości po latach bezrobocia i
zaczynają się pretensje bo po co starałaś się o to dofinansowanie
teraz mnie będzie stać etc.... czuje się jak śmieć wykorzystany
upokorzony i choć powinnam olać czlowieka to chciał nie chciał to
tatuś z którym styczność ma dziecko ryczałam i nic nie pomaga czuje
się beznadziejnie nawet myślałam o ostatecznym rozwiązaniu

sorry za chaos może ktoś zrozumie ale tak mi serce dyktuje i
depresyjne emocje
    • justyna080108 Re: kompleksy....? generalnie dół 04.09.09, 09:59
      ,,Kobieta ma tyle siły, że zadziwia mężczyzn. Dzwiga ciężary losu,
      rozwiązuje problemy, jest pełna miłości , radości i mądrości.
      Uśmiecha się gdy chce krzyczeć, śpiewa gdy chce jej się płakać,
      płacze gdy się cieszy i śmieje się gdy się boi. Jej miłość jest
      niekontrolowana. Jedyna niesłuszna w niej rzecz to to, że często
      zapomina ile jest warta..."
      Trzymaj się. Pozdrawiam.
      • mamakrzysia4 dziękuję justyno :) 04.09.09, 19:38

    • freederike Re: kompleksy....? generalnie dół 04.09.09, 12:37
      Z Twojego opisu bije wielkie rozczarowanie postawą męża, a może on
      próbuje Ci udowodnić, że też potrafi zarobić na rodzinę? A praca Was
      dwojga jest nie do pogodzenia? Wydaje mi się, że tu chodzi o coś
      więcej niż tylko ustalenie grafiku odbioru dziecka z przedszkola.
      Tak sobie myślę, że może mąż poczuł się upokorzony tym
      dofinansowaniem, może coś do niego dotarło i postanowił wziać się z
      życiem za bary. Inna sprawa, że piszesz, że czujesz się upokorzona i
      wykorzystana, bo postarałaś się o dofinansowanie do pzedszkola, a
      mąż ma o to pretensje - tego nie rozumiem. Powiedz mu, że jak
      zacznie zarabiać prawdziwe pieniądze, bo o ile zrozumiałam pierwszej
      pensji jeszcze nie przyniósł to i dofinansowanie zniknie, bo nie
      będzie się Wam należeć. Wiem, że nie znam Waszej sytuacji, więc
      cokolwiek napiszę będzie brzmiało śmiesznie, ale spróbuj nabrać
      dystansu do sprawy. Złe emocje nie są dobrym sprzymierzeńcem, nawet
      jeśli myślisz o rozwodzie, a nie porozumieniu - bo w rozwodzie
      widzisz ostateczne rozwiązanie, prawda?
      • mamakrzysia4 Re: kompleksy....? generalnie dół 04.09.09, 19:40
        to nie mąż to tylko (aż? i dlaczego? byłam taka głupia żeby był?)
        ojciec dzieci ;(
        • freederike Re: kompleksy....? generalnie dół 05.09.09, 14:07
          mąż, nie mąż, masz z nim dzieci, tworzycie rodzinę i od Was zależy
          jaka ta rodzina będzie. Ja w związku stawiam na szczerość, jeżeli
          obydwoje chcecie ten związek utrzymać pogadajcie szczerze, powiedz
          partnerowi co Cię boli, drażni i jeżeli nie zostaniesz zrozumiana,
          wtedy podejmij decyzję. Dajcie sobie jeszcze szansę. Ludzka rzecz
          upadać, szatańska w upadku trwać. Z Twoich słów bije taka gorycz, że
          serce ściska. Dziecko - myślałam, że jest jedno, teraz
          piszesz "dzieci" rośnie/rosną, niedługo, jeżeli już tak sie nie
          stało, wychwycą atmosferę w domu, nie warto tworzyć im piekła na
          ziemi - to wiem z własnego doświadczenia. Pozdrawiam Cię ciepło i do
          dzieła kobieto :) Masz przecież dla kogo walczyć o lepszy los.
          • annb Re: kompleksy....? generalnie dół 05.09.09, 14:42
            czytanie ze zrozumieniem sie klania?
            • freederike why? 05.09.09, 15:15
              opisałam, jak ja widzę jej sytuację, jak interpretuję jej
              wypowiedzi. Nie jestem z tych, co będą się łączyć w bólu i...
              właśnie, co dalej? Najgorzej wmówić sobie lub słyszeć od innych, że
              jest się "matką Teresą".
              • annb Re: why? 05.09.09, 15:33
                załozyłas ze są w zwiazku
                • freederike Re: why? 05.09.09, 15:38
                  faktycznie, tak wynika z wcześniejszych wypowiedzi Mamy Krzysia,
                  wynika z nich nawet, że są małżeństwem, długo starali się o dzieci.
                  Moim zdaniem nie ma na co czekać, albo jest co ratować, albo trza
                  uciekać.
    • annb Re: kompleksy....? generalnie dół 05.09.09, 14:51
      Mamokryzsia-wdech i wydech.To ze ojciec twojego synka
      cię "umniejsza" to chyba zadna nowina, prawda?
      Zrobilas duzo, wychodzilas przedszkole i dofinansowanie a pan mowi
      to po to, aby cie dobic.przeciez nie wiesz czy by placil i ile by
      placil i jak szybko by mu to przeszlo.
      • mamakrzysia4 Re: kompleksy....? generalnie dół 05.09.09, 16:59
        dziś po raz 3 w przeciągu 2 dni prosiłam tatusia o rozmowe rzekł
        jedynie NIE i tyle zupełnie nie wiem na czym stoje tzn przeczuwam,
        że znów chce zrobić super unik finansowy i jeszcze mnie wpędził w
        poczucie winy

        najgorsze w tym jest to że na zewnątrz struga takiego super hiper
        tatusia a to ja jestem do niczego z każdego punktu widzenia w każdym
        względzie i w oczach każdego fakt przyjaciół nie mam poza tym nawet
        gdybym pracowała dniam i nocami nie zarobie tyle żeby kompletnie
        olać jego kase i do jadnej ciasnej toż on jest też ojcem i powinnien
        poczuwać się ale poczuwa się w taki sposób ze ja dno jestem bo musze
        od niego brać kase i prosić o dołożenie się do butów, kurtek etc....
        a do tego to makabryczne poczucie samotności
        • phantomka Re: kompleksy....? generalnie dół 05.09.09, 21:14
          Czy Ty chodzisz na jakas terapie? Bo jest Ci to na pewno potrzebne.
          Z postow widac, ze jestes madra i wartosciowa osoba, a mimo tego
          ciagle czujesz sie gorsza. To ewidentny efekt problemow, ktore
          powinnas rozwiazac z lekarzem. Naprawde po kilku m-cach zobaczysz,
          ze pesrpektywa patrzenia na swiat zmieni sie o 180 stopni.
          Poza tym nie wierz w ojca dzieci, tylko rob swoje. Jezeli potrzebna
          jest Ci dotacja, to ja bierz (w koncu jej nie przepijasz, tylko
          wydajesz na dzieci) Po drugie, jezeli masz okazje pojsc do pracy, to
          idz, bo bedzie to odbicie sie od poczucia beznadziejnosci. Nie licz
          na ludzi, ktorzy zawiedli, bo w taki sposob pograzasz tez siebie,
          ciagle obwiniajac sie o wszystko.
    • bas-122 Re: kompleksy....? generalnie dół 06.09.09, 17:06
      Prawdopodobnie z jednego trudnego okresu jakim było bezrobocie męża/ojca
      dziecka, wchodzicie w drugi , równie trudny okres, i jest nim "robienie kariery"
      przez męża/ojca dziecka.
      Oczywiście, że bardzo dobrze robisz. Mądra była decyzja o powrocie do pracy i
      skorzystaniu z dofinansowania do przedszkola. Tak trzymaj. Za pracę może i nie
      otrzymasz wielkich pieniędzy, ale będą to Twoje pieniądze. Dadzą Ci pewną
      swobodę i niezależność od męża. A jemu świadomość, że musi się z Tobą również
      liczyć. Przede wszystkim jednak, będziesz wśród ludzi i nie zamienisz się w
      jakąś "kurę domową". A jeśli chodzi o dofinansowanie, skoro istnieje i spełniłaś
      warunki by je otrzymać, to głupotą byłoby o nie się nie starać. Jeśli sytuacja
      materialna Wam się poprawi, to następnego dofinansowania nie otrzymacie. Proste.

      I jeszcze radzę. Staraj się nadal oszczędzać, np. odkładać pokaźną część
      własnych zarobków. Mój Mąż też swego czasu "robił karierę" i wiara w tę karierę
      okazała się na wyrost. Krótko ujmując: lepiej poprawiać własną sytuację
      materialno - bytową i nadal być oszczędnym.
      • bas-122 Re: kompleksy....? generalnie dół 06.09.09, 17:24
        Teraz dopiero przeczytałam wszystkie wypowiedzi i uświadomiłam sobie, że i ja
        błędnie wywnioskowałam, że jesteście małżeństwem. Przepraszam:)))
        Nic to jednak nie zmienia w moim widzeniu sprawy. Robisz dobrze. I nie przejmuj
        się, tym, że on nie chce z Tobą porozmawiać. Nie widzi potrzeby poważnego
        traktowania Twojej prośby, trudno. Więcej na Twoim miejscu o rozmowę bym nie
        zabiegała. Przyjdzie czas, sam o rozmowę poprosi.
        Napisałaś: "najgorsze w tym jest to że na zewnątrz struga takiego super hiper
        tatusia a to ja jestem do niczego z każdego punktu widzenia w każdym względzie i
        w oczach każdego fakt przyjaciół nie mam poza tym nawet gdybym pracowała dniam i
        nocami nie zarobie tyle żeby kompletnie olać jego kase i do jadnej ciasnej toż
        on jest też ojcem i powinien poczuwać się ale poczuwa się w taki sposób ze ja
        dno jestem bo musze od niego brać kase i prosić o dołożenie się do butów, kurtek
        etc.... a do tego to makabryczne poczucie samotności " No i na wszystko to co
        napisałaś, doskonałym lekarstwem będzie pójście do pracy. Zobaczysz, przekonasz
        się, że podjęcie pracy to doskonała decyzja.
Pełna wersja