Dodaj do ulubionych

czy ktos wrocil po okresie probnym?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 13:55
czy ktos po odbyciu okresu probnego postanowil wrocic do PL? A jesli tak, to
dlaczego?
Obserwuj wątek
    • Gość: szymbi Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.cec.eu.int 26.01.06, 14:00
      Tak, był niedawno taki przypadek wśród tłumaczy w Luksemburgu, ale nie znam
      szczegółów. W każdym razie powrót był z inicjatywy delikwenta i chyba nawet
      miesiąc czy dwa przed końcem okresu próbnego.
      • Gość: asiunia Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.europarl.eu.int 26.01.06, 14:11
        Tak, odszedl z wlasnej woli jeszcze zanim skonczyl mu sie okres probny.
        Spotkalam go kiedys w biurze podrozy i zapytalam dlaczego odchodzi, wiec mi
        doslownie odpowiedzial "Daj spokoj, ja pier*** taka robote....!" ;)
        • Gość: ~zatrudniony Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 14:39
          > Tak, odszedl z wlasnej woli jeszcze zanim skonczyl mu sie okres probny.
          > Spotkalam go kiedys w biurze podrozy i zapytalam dlaczego odchodzi, wiec mi
          > doslownie odpowiedzial "Daj spokoj, ja pier*** taka robote....!" ;)

          nie wiem dlaczego, moze ktos wyjasni co mu nie lezalo.
          • Gość: asiunia Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.pt.lu 26.01.06, 16:36
            > moze ktos wyjasni co mu nie lezalo

            Ja Ci nie wyjasnie bo to nie mi o szczegolach tutaj pisac.
        • hydromanekin Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 26.01.06, 14:50
          Moze dlatego, ze ktos mu powiedzial ze w stolowce, zamiast ketchupu, podaja
          zrecyklingowany czerwony lakier z poloneza? :)))))
          • Gość: ~zatrudniony Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 14:53
            fajnie. a tak na powaznie?
        • tomi_22 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 26.01.06, 14:59
          Powaznie on tak powiedzial? Hmmm, jak go poznalem mial problem ze zrozumieniem
          tzw rozmowy rodem z baru ;))) Jesli wiesz co mam na mysli ;)
          • Gość: byly_eurokrata Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.netcologne.de 26.01.06, 19:42
            Ja sobie moge wyobrazic, dlaczego ktos wrocil w czasie/po okresie probnym. Juz
            raz troche ten temat tu poruszalem: dla niektorych rodakow w kontekscie pracy
            nie liczy sie pensja itd. tylko mozliwosc szpanowania w stosunku do otoczenia.
            Czyli jak mam samochod sluzbowy, jakis tytlu w stylu senior manager, chief cos
            tam albo przynajmniej glowny specjalista do, poza tym stac mnie na cos, na co
            innych nie stac, to jestem gosc i codziennie widze te pelne zazdrosci/podziwu
            spojrzenia szarakow, ktorym sie tak nie powodzi jak mnie.
            Przyjezdza teraz taki nowobogacki japiszon do takiego lukesmurga, trafia w
            otoczenie, gdzie wszyscy sa majetni i praktycznie rowni, tylu nie ma, bo jest
            takims samym "agentem kategorii A" jak cala rzesza innych, jego praca na nikim
            nie robi wrazenia, nie ma zadnych samochodow sluzbowych, sluzbowych komorek,
            sluzbowych pseudonkferencji (=popijaw w jakis kurortach nazywanych
            szkoleniami). I taki gosc sie czuje jak rekin wrzucony do akwarium
            • tomi_22 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 26.01.06, 19:52
              Nie ten gosc nie byl bogaty ani nawet z takiej rodziny. Wrecz przeciwnie, ale
              nie bede sie tu o tym rozpisywal.

              Ogolnie to nie podobala mu sie praca i tyle.
              • Gość: ~zatrudniony Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.06, 20:15
                nic nie dowiem sie chyba. czy nadgodziny nie odp. czy jak. bo o forse chyba nie
                chodzilo.
                pytam bo dost. oferte na kat. c. 2 lata temu zdalem konkurs i mialem kilka
                rozmow we wrzesniu w brux i luks. badam czy warto
                • Gość: byly_eurokrata Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.netcologne.de 26.01.06, 20:25
                  ok, startowales w konkursie chyba z jakiegos powodu. Z reguly tym powodem sa
                  zle zarobki w Polsce albo zbyt duzy stress w pracy.
                  Ile bedziesz zarabiac na C w Luksemburgu chyba wiesz, jakie sa koszty
                  utrzymania w LUX tez chyba sie troche orientujesz. Praca jest napewno
                  bezstresowa, ale moze byc monotonna. Ale koniec koncow to Ty musisz sie
                  zdecydowac, jakie masz priorytety w zyciu
                • Gość: Ekonomist(k)a Moze sie nie zaaklimatyzował, nie widział się ... IP: *.upc.chello.be 26.01.06, 20:25
                  ... w pracy tłumacza do końca zycia czy nie pasowało mu zycie w małym
                  miasteczku, jakim w koncu jest Luksemburg. Każdy ma swoje indywidualne
                  preferencje i wśród kilkuset zatrudnionych na pewno znajdują się ludzie, ktorym
                  praca w instytucjach - jak się okazuje - nie odpowiada. W żaden sposób nie musi
                  to oznaczac, że Ty - czy ktokolwiek inny - nie będzie zadowolony.
                  • naughtyangel Re: Moze sie nie zaaklimatyzował, nie widział się 27.01.06, 09:02
                    Znam dwie Wegierki, ktore wrocily bo nie odpowiadala im praca (zbyt monotonna)
                    Jedna z nich wrocila do swojej poprzedniej pracy na Wegrzech, co oznaczalo
                    mniej ciekawe zarobki ale za to wieksze wyzwania (musze dodac ze to byla
                    specyficzna branza i w sumie jej sie nie dziwie) a druga dostala jakies
                    stypendium naukowe na uczelni i wybrala rozwoj od siedzenia za biurkiem.
    • maggreally Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 26.01.06, 22:49
      przepraszam za ewentalna niewiedze - nie sledzilem jakis czas wszystkich
      watkow, ale przy okazji narodzilo mi sie inne pytanie:

      ilu po okresie probnym wrocilo poniewaz im nie przedluzono i z jakich
      ewentualnie powodow

      jezeli watek sie niedawno perzewijal prosze o ew. linka :-))))
      • Gość: Aines Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.Red-80-35-37.staticIP.rima-tde.net 27.01.06, 10:54
        Chociaz startuje w konkursie na tlumacza jestem w stanie wyobrazic sobie
        dlaczego mozna zostawic te prace. Wbrew temu co sie moze wydawac to nie jest
        najatrakcyjniejsza praca dla ambitnego czlowieka. Robie konkurs, pzeszlam
        preselekcje i jesli udaloby mi sie dostac na liste i pozniej oferte, z
        pewnoscia nie spalabym po nocach myslac co robic. Bo wcale nie jestem taka
        pewna czy bym tam chciala pracowac. I pewnie skonczyloby sie na tym, ze
        pojechalabym na rok zeby zaliczyc okres probny a potem sie zobaczy.

        Glowne powody:

        -monotonia pracy
        -mieszkanie w Luksemburgu (jak jade tam na tydzien juz wariuje a co dopiero
        mieszkanie na codzien)
        -pracowanie w gronie Polaków (i nie mam nic przeciwko rodakom, ale tyle gadania
        o umiejetnosci przystosowania sie do miedzynarodowego wielokulturowego
        srodowiska a potem i tak caly dzien z Polakami i po polsku)
        -ewentualne konsekwencje w zyciu osobistym (bezrobotne polowki epsów, ktore sie
        nudza i frustruja). Wedlug mnie zadne pieniadze i zadna praca tego nie
        rekompensuje.

        I ja jestem osoba mieszkajaca zagranica, moje wiezi z Polska sa znikome, nie
        tesknie za krajem ani nic w tym stylu. Ale nie wszyscy tacy sa. Przeciez byli
        tacy co na Ersamusa nie jechali bo za dlugo poza domem albo jechali i potem
        tesknili i wydzwaniali. I wszystko w porzadku tylko ten typ nie nadaje sie za
        bardzo do takiej pracy.

        Chociaz pozytywne strony tez ma, np. praca bezstresowa (jesli rzeczywiscie tak
        jest) i ta pensja (ale to tez zalezy od indywidualnej sytuacji). Ale
        najbardziej atrakcyjnym aspektem tej pracy jest dla mnie pewnosc zatrudnienia.
        To ze mozesz spokojnie robic plany na przyszlosc bardziej odlegla niz za rok
        czy dwa. Z polskiej perspektywy musi to byc bardzo wazne.

        Mnie dziwi, ze tak malo osob wraca. Ale moze za kilka lat jak juz sie "dorobia"
        beda zwiewac.


      • Gość: mczapl Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: 212.190.72.* 27.01.06, 11:00
        Chyba juz wspominalem o tym na forum jakis czas temu.

        Znam jeden przypadek kiedy dziewczynie na okresie probnym podziekowano po tym
        jak napadla na kolege z pracy. Bili sie o okno, ktore on chcial otworzyc, a jej
        bylo zimno. Podrapany do krwi kolega zostal odstawiony do lekarza. Ja pozniej
        tez wyslano, ale do psychologa.

        Na marginesie dodam, ze nie byli to Polacy.
        • adm-adm Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 27.01.06, 11:09
          ty to masz przygody... kurcze ze tu nigdy sie cos takiego nie dzieje:-))
          nawet w OO
          • ella111 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 27.01.06, 11:29
            A ja znam kogos kto odszedl, na razie na bezterminowy urlop, bo mial ogolne
            problemy depresyjne.

            Znam tez osoby ktore najpierw mowily ze tylko przyjechaly zobaczyc, maksimum na
            dwa lata, a siedza od 5 lat i nie zamierzaja nigdzie wyjezdzac. Przewaznie
            zmienily po prostu podejscie do pracy, realizuja sie nie w pracy ale poza nia.
            • sil.bi Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 27.01.06, 11:44
              No wlasnie, a czy ktos z Was planuje po kilku latach odejsc z pracy i wrocic do
              Polski? Przewaznie spotykam sie z postawa odwrotna, a wiec checia pracy tu jak
              najdluzej, planami zakupu nieruchomosci i generalnego 'zainstalowania sie' w
              Belgii. Czy sa ludzie, ktorzy maja inne plany?
              • Gość: Sofi Wiesz nigdy IP: *.cec.eu.int 27.01.06, 12:12
                nie mowie nigdy, tylko czemu akurat do Polski.

                Nie tam to raczej nie planuje ...
                • sil.bi Re: Wiesz nigdy 27.01.06, 12:25
                  Pytam wlasnie o Polske, bo ciekawi mnie, czy ktos doszedl do wniosku, ze jednak
                  tam bedzie mu lepiej.
                • Gość: xxx Re: Wiesz nigdy IP: *.cec.eu.int 27.01.06, 17:31
                  Wiesz Sofi, jak bys zaczela uzywac znakow interpunkcyjnych, Twoje wypowiedzi
                  bylyby o wiele bardziej zrozumiale.
                  Sorry za OFF Topic
              • Gość: oley11 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: 80.246.106.* 27.01.06, 13:52
                zamiast odchodzic polecam raczej odejsc na "cogne de convenance personnalle"
                (czy jak to sie tam pisze). max 15 lat urlopu bezplatnego. a jak sie odwidzi w
                polsce (czy gdzies indziej) to zawsze mozna wrocic. :-)
              • Gość: Bruxa ja chcialabym wrocic... IP: *.217.157.124.coditel.net 28.01.06, 00:49
                telepie sie po europie od kilku ladnych lat i stwierdzam, ze wszedzie fajnie, ale serce ciagnie. Wiec, jesli to mozliwe to chcialabym. Po ostatnich wyborach zaczynam sie mocno zastanawiac, czy to wogole ma sens.
                powyjemy, zobaczymy...
              • Gość: byly_eurokrata Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.netcologne.de 28.01.06, 11:16
                sil.bi napisała:

                > No wlasnie, a czy ktos z Was planuje po kilku latach odejsc z pracy i wrocic
                do Polski?

                Sil.bi, ja sie akurat od kilkunastu lat interesuje tym zagadnieniem i z moich
                obserwacji (podobnie jak zreszta z badan socjologicznych) wynika, ze albo sie
                maksymalnie oszczedza pieniadze i wraca po 2-3 latach albo sie nie wraca w
                ogole. Ludzie, ktorzy po 10 latach pobytu za granica ciagle jeszcze mysla o
                powrocie, zyja z reguly do konca zycia na walizkach i nigdzie nie sa u siebie,
                ani w krajuz rezydencji ani w Polsce.
                Poza tym te kwestie nalzey rozpatrzyc moze konkretnie: ktos jest na stanowisko
                A 5, po 5 latach w instycjach ma przynajmniej 4.500 euro na reke. Realistycznie
                odpowiada to 10.000 zl w polsce. Takie pensje w polsce oczywiscie jak
                najbardziej sa, tyle ze w Polsce na takie pieniadze trzeba o wiele
                dlujez/wiecej pracowac i jest sie narazonym w kazdej chwili na zawisc kolego i
                brak stabilizacji (=wymowienie pod byle pozorem). To jest chyba tylko opca dla
                osob naprawde codziennie usychajacych z tesknoty za krajem. Dla innych raczej
                nie, bo oni sie po 5 latach przyzwyczaja do ustabilizowanego, bezsstresowego i
                latwego zycia, jakiego w polsce jeszcze przez dlugi czas nie bedzie.
          • tomi_22 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 27.01.06, 11:49
            Nie dzieje sie w OO? A co bedzie jak ja wpadne? Nie zostane utopiony w kiblu
            tudziez pobity?
            • Gość: te koop Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.01.06, 21:11
              Znam dziewczyne ktora byla auxi i przerwala, i mimo duzej wiedzy nie
              podchodzila w ogole do konkursow, powod - maz i pojawienie sie dziecka (maz nie
              chcial sie przeniesc, a w PL niezle zyli z konsultingu...)
              • tomi_22 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 27.01.06, 21:18
                Jako auxi predzej czy pozniej i tak by kontrakt sie skonczyl i by musiala
                wracac.
                • Gość: anbxl Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.242.81.adsl.skynet.be 28.01.06, 20:06
                  Tomi masz zle info-znam tempo pracujacych juz nawet po kilkanascie lat,a nawet
                  jedna Francuske z 20 letnim stazem i chyba 12 oblanych egzaminach i ....dalej
                  jest i bedzie
                  • Gość: byly_eurokrata Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? IP: *.netcologne.de 28.01.06, 20:27
                    anbxl, ty ciagle wskazujesz na BARDZO sporadyczne przypadki. W Polsce jeden
                    elektryk tez zostal prezydentem, ale to nie znaczy, ze kazdy inny elektryk ma
                    teraz realne szanse na ten urzad.
            • jakubsky Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 28.01.06, 00:51
              1. a kto cie rozpozna, tomi?;)))
              bedziesz mial koszulke z napisem "tomi to ja"? to zrobie ci te przyjemnosc;)))

              2. ale jesli bedziesz mial cos do rozowej torebki, to nie recze za siebie;))))
          • jakubsky Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 28.01.06, 00:46
            wiesz, wystarczy miec troszke w czubie i rozowa torebke;)))
            i nie ma mocnych !!!
            • tomi_22 Re: czy ktos wrocil po okresie probnym? 28.01.06, 10:42
              Hmmm ;P
    • tomi_22 do Bylego_eurokraty 28.01.06, 11:31
      Z tym wracaniem wiesz to kiepsko bywa. Popracujesz tu, popracujesz tam, w PL
      ludzie mysla ze niewiadomo ile masz na koncie. Potem wracasz na starosc,
      kupujesz to i owo, prowadzisz normalne zycie, ktore w PL jest oznaka niewiadomo
      jakiego luksusu. I pewnego dnia przychodza do ciebie panowie "w dresach" - bez
      aluzji do twojego wypadu do Wawy ;P - i zadaja kasy bo jak nie to... Noi czesto
      taki konczy z ucietym lbem lub w krzakach. Ale kto wie, moze za te X lat w PL
      tez to co normalne bedzie za takie uznawane. Ja osobiscie do PL to sie moge
      wybrac na swieta lub krotki wypad, a na emeryturke polecam jakis "spokojny"
      kraj o "przyjaznym" klimacie, nie tylko spolecznym, ale takim naprawde :) bez
      mrozow :)))
      • Gość: byly_eurokrata Re: do Bylego_eurokraty IP: *.netcologne.de 28.01.06, 12:07
        Tomi, ja jestem absolutnie tego samego zdania, co Ty. Ale bardzo czesto
        obserwuje, ze niektorzy z polskich "emigrantow" bardzo sie
        emocjonalnie "miotaja". Jest to jak najbardziej do zrozumienia. Ale jest to
        stare filozficzne porzekadlo, ze nigdy nie wchodzi sie drugi raz do tej samej
        rzeki. Jak ktos pomieszkal przez pare lat za granica, zyjac w stabilnych i
        komfortowych warunkach, to po powrocie do kraju ta Polska nie bedzie nawet dla
        strasznego patrioty ta sama Polska, co przed wyjazdem. Wiele rzeczy, ktore byly
        dla niego przed wyjazdem niezauwazalne, beda go teraz denerwowac itd.
        Ja mialem akurat rzadka okazje, ze po kilkunastu latach "emoigracji" mialem
        okazje wrocic do Polski zawodowo na kilka lat. Mimo idealnych warunkow
        materialnych (pensja netto porownywalna z A5 w instytucjach, ale polskie koszty
        utrzymania!) juz po kilku miesiach doszedlem do wniosku, ze za zadne skarby nie
        chcialbym sie ponownie osiedlic w Polsce. Ale coz, te decyzje kazdy musi podjac
        sam dla siebie
        • Gość: Ala Re: do Bylego_eurokraty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 12:50
          A może nazwałbyś te rzeczy po imieniu? Ja osobiście ciągle jeszcze jestem w PL,
          ale od długiego już czasu łamię sobie głowę, czy wyjeżdżać. Sytuacja rodzinna
          jak najbardziej mi na to pozwala. Na 1000% byłabym w stanie żyć gdzieś tam -
          jestem niepoprawną kosmopolitką. Myślę, że najbardziej w tym zastanawianiu się
          chodzi mi o kwestię budowania sobie gdzieś tam tego nowego świata, tzn. o tę
          konieczność - no a przecież tu już istnieje jakiś mój prywatny świat, w którego
          budowanie włożyłam mnóstwo czasu i pracy... No i teraz to po prostu rzucać
          i "zaczynać wszystko od nowa"? No nie wiem, naprawdę nie wiem. Dlatego pytam,
          co konkretnie tak cię obecnie irytuje w PL, że wolisz nie wracać. Czy to są
          tylko te sprawy typu ogólne chamstwo na codzień na każdym kroku, niekompetencja
          w urzędach, ta słynna typowo polska przypadłość pt"zawiść" wobec każdego, kto
          ma lepiej niż ja? Poziom kultury politycznej? Co jeszcze, były_eurokrato, tak
          skutecznie odstręcza cię od PL?
          • Gość: byly_eurokrata Re: do ali IP: *.netcologne.de 28.01.06, 13:28
            Ala, to akurat kazdy innaczej odbiera. Podam ci tylko dwa glowne argumenty,
            ktore byly wazne dla mnie:
            - obyczyjowa hipokryzja w Polsce (potwierdzajace sie w triumfie moherowych
            beretow na obecnej scenie politycznej)
            - brakuje mi jakiegos jednoznacznego rzeczownika, wiec musze opisowo:
            pracowalem poza warszawa, ale w nowym miescie wojewodzkim, gdzie nie ma az tylu
            lokali, zeby ciagle nie spotykac tych samych osob. Po pewnym czasie, jak
            sie "wydalo", gdzie pracuje, zaczelo sie mna naraz interesowac szereg osob, ale
            nie dlatego, ze ja taki fajny facet czy kumpel, ale dlatego, ze "gosc ma kase i
            jest ustawiony, moze sie przydac". Dla mnie osobiscie to bylo najbardziej
            meczace, bo nigdy przedtem (w niemczech gdzie mieszkam) nie zdarzylo mi sie,
            zeby ktos usilowal zblizyc sie do mnie ze wzgledow finansowych. I co bardziej
            gorzkie, nawet osoby, ktore uwazalem za dobrych bezintersownych znajomych,
            predzej czy pozniej chcialy ze mna zrobic jakis interes. Dlatego wole byc takim
            zwyklym szarakiem w Niemczech czy nieco lepszym szarakiem w Brukseli.
            - do balaganu, marazmu itd. mozna sie przyzwyczaic. W Belgii panuje podobny
            marazm, co w Polsce. Chamstwo tez mozna jakos scierpiec, w koncu ani w
            Niemczech ani w Brukseli po ulicach nie chodzi zadna arystokracja.
            - co do rzeczywistosci w pracy zawodowej nie moge nic powiedziec, nigdy nie
            pracowalem w polskiej firmie/instytucji, wiec nie moglem zaznac zawisci itd.
            Znam to tylko z obserwacji znajomych.
            • Gość: Ala Re: do ali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.06, 16:12
              Ha, no i wychodzi na to, że wszystko tłumaczą pieniądze, tzn. ich powszechny
              niedobór w kieszeniach Polaków i całkiem przyzwoite ilości w kieszeniach
              Europejczyków z Old Member States. A to jest akurat taka sytuacja, że żadna ze
              stron jakoś specjalnie sobie nie zasłużyła na taką właśnie ilość pieniędzy,
              jakimi dysponuje - po prostu z powodów historycznych tu jest tak, a tam inaczej
              i przecież jeszcze przez ładnych parę dekad tak będzie. Sama nie należę do tej
              przytłaczającej większości, dla której nadrzędną ideologią życiową jest tzw.
              dążenie do pieniądza, ale mam trochę takiego zupełnie logicznego zrozumienia
              dla rodaków (choć to zrozumienie nie oznacza sympatii czy poparcia), dla
              których nic innego w życiu się nie liczy, no i AKURAT TEGO tak bardzo nie mogą
              zdobyć - no i zachowują się tak jak się zachowują. Abstrahuję tu oczywiście
              zupełnie od tego, że pewna ilość pieniędzy jest k a ż d e m u niezbędna do
              przeżycia i trudno mu się dziwić, że posuwa się do najróżniejszych czynów, żeby
              sobie to minimum zapewnić. All in all, w tym poście chodzi mi o to, że pewną
              hipokryzją wydaje mi się dziwienie się, że Polacy - ci, których wrodzoną
              życiową dominantą są pieniądze, czyli (zupełnie zresztą jak w przypadku każdej
              innej zbiorowości ludzkiej) ich ogromna większość - tak bardzo "lgną" do
              wszelkich przejawów lepszego (!) zachodniego świata... Bez przyzwoitych
              pieniędzy nie da się po ludzku żyć. Dziś czytałam w gazecie, że w Polsce
              mnóstwo nauczycieli zatrudnia się po godzinach na kasach w supermarketach. No i
              co ma taki nauczyciel zrobić, jak trafi mu się przy tej kasie uczeń? Chodzi mi
              o to, żeby tak nie mieszać z błotem Polaków za te ich zachowania, które tak
              naprawdę są typowo ludzkie, a nie typowo polskie; przecież to historia tak ich
              urządziła, no a permanentny brak pieniędzy potwornie ludzi upokarza.
              O moherowych beretach jakoś nie chce mi się zupełnie pisać; nie mam już do nich
              siły.
              Co do rzeczywistości w pracy zawodowej to dzieją się tu rzeczy przedziwne.
              Najbardziej niepojęta jest logika, według której przyjmuje się ludzi do pracy
              (to może raczej "specjalność" sektora państwowego) i przydziela się zakres
              obowiazków. Może się na przykład zdarzyć, że działkę "współpraca zagraniczna"
              dostaje osoba, która nie zna żadnego foreign language, zaś osoba, która zna ich
              dwa czy trzy, nudzi się w pracy jak mops, bo wpisali jej jakieś zupełne głupoty
              do zakresu - rzeczy, których w ogóle się w tej instytucji nie robi.
              Dla mnie chyba rzeczą najbardziej nie do zniesienia w tym kraju są właśnie
              takie kwiatki. I dlatego spokoju nie daje mi kwestia wyjazdu.
              • Gość: Pep Re: do ali IP: *.241.81.adsl.skynet.be 28.01.06, 21:46
                Wspaniale wypracowanie. Piatka, Alu, piatka z plusem ;)
              • Gość: byly_eurokrata Re: do ali IP: *.netcologne.de 28.01.06, 23:01
                ala, jak wspomnialem, temat ciekawi mnie od lat. Ty przedstawilas tutaj dosyc
                rozpowszechniona teze, ktora nazwe "darwinistyczna", ktora to mowi, ze
                polak/wschodnioeuropejczyk jest jaki jest, bo byc taki musi, jako ze tak
                uformowaly go obiektywne warunki materialne/zewnetrzne.
                Teza ta jest co prawda po czesci sluszna, ma jednak wiele slabosci:
                - wiele z osob, ktore traktowaly mnie z wyrachowaniem, nie nalezalo akurat do
                najubozszych warstw spoleczenstwa, wrecz przeciwnie. Szczegolnie utrwalila mi
                sie taka sytuacja z kolezanka w pracy, wlascicielka willi i mezem na dobrej
                posadzie. Bylismy na zakupach, wychodzimy z galerii, leje jak z cebra,
                podjezdza taksowka, mowie: to wsiadziemy razem, podwiezesz mnie troche (ona
                mieszkala dalej). Ona na to: no wiesz, moze poczekasz na swoja takstowke, bo to
                dla mnie bedzie naokolo (= ok. 2 zl wiecej). Szczeka mi opadla i to na dlusza
                chwile.
                - mam akurat dobre rozeznanie w sytuacji w Berlinie, miescie z ponad 20-
                procentowym bezrobociem, czyli wyzszym od bezrobocia w wielu regionach Polski.
                Gdy szedlem na piwo do knajpy w berlinie z jakimis tam dalszymi znajomymi-
                bezrobotnymi, to oni przyjmowali ode mnie najwyzej 1 piwo, mowiac, ze glupio
                sie czuja, ze nie beda sie mogli zrewanzowac. W Polsce bylo zupelnie odwrotnie:
                tacy ludzie wrecz uwazaja, ze im sie to nalezy, bo przeciez ja mam, a oni nie,
                to ja MUSZE im fundowac. I to nie chodzi o te pare zlotych, bo to smieszne
                pieniedza, chodzi o slynne roszczeniowe nastawienie.
                Poza tym jako tlumacz jestem czuly na rowzoj jezyka. Po mojej przejsciowej
                repatriacji najbardziej zwrocilem uwage na nastepujace sformulowania:
                - kasa: slowo, ktore bylo za moich czasow uzywane co najwyzej przez jakis zuli
                czy tzw. element gosci teraz na ustach elit przy kazdej okazji;
                - nieprzetlumaczalny, przynajmniej na niemiecki, idiom "ustawic sie w zyciu".
                Poczatkowo mialem ogromne klopoty ze zrozumieniem, o co tu chodzi. Az raz jeden
                z takich znajomych poprosil mnie o znalezienie lepiej platnej pracy, bo
                zarabial marne 700 zl. Rzeczywiscie znalazlem mu wakat za dokladnie 2 razy
                wiecej. Wiesz jaka byla jego odpowiedz: "Mnie sie nie oplaca, bo ja u siebie w
                pracy przez pol dnia nic nie robie i sobie na internecie moge siedziec, a u was
                musialbym rzeczywiscie caly dzien pracowac. Ja bym sie chcial tak ustawic w
                zyciu jak ty (=w jego wyobrazeniu nic nie robic i zarabiac mnostwo kasy). "
                Nota bene koles pracowal w firmie prywatnej, gdzie niby wszystko jest takie
                bezwgzlendne i zorientowane na sukces i zysk.
                Koniec koncow troche sie zrazilem do kontaktow socjalnych w Polsce i glownie
                dlatego nie wyobrazam sobie powrotu do kraju.
                No i oczywiscie niestety to nagminne zlodziejstwo i gotowsc do oszukiwania na
                kazdym kroku, nawet jesli chodzi o smieszne sumy. I tu podam przyklad:
                kupowalem na dworcu butelke wody minerlanej i prince polo. Jestem roztrzepany
                wiec wyszedlem ze sklepu tylko z woda. Ale po chwilil sie zorientowalem,
                wracam, na ladzie prince polo juz nie lezy. Pytam sie kobiety: Czy Pani nie
                mogla mi zwrocic uwagi,ze zapomnialem? Nie wstyd Pani okradac drugiego
                czlowieka o nedzne 1,20 zl? Ona na to, nawet nie czerwieniejac: sam sobie pan
                winny, jak pan sie o swoje zakupy nie troszczy. Sorry, ale w Niemczech cos
                takiego raczej by mi sie nie zdarzylo.
                No dobra, strasznie sie rozpisalem. Ale sama chcialas ;-)
                • essere1 Re: do ali i bylego 29.01.06, 12:41
                  Gość portalu: byly_eurokrata napisał(a):

                  > ala, jak wspomnialem, temat ciekawi mnie od lat. Ty przedstawilas tutaj dosyc
                  > rozpowszechniona teze, ktora nazwe "darwinistyczna", ktora to mowi, ze
                  > polak/wschodnioeuropejczyk jest jaki jest, bo byc taki musi, jako ze tak
                  > uformowaly go obiektywne warunki materialne/zewnetrzne.

                  Czesc:)

                  Bardzo ciekawie piszecie i generalnie mysle w sposob zblizony.
                  Chce tylko dodac, ze rowniez sie glowilem, skad u nas dzieje sie to, o czym
                  piszecie i dlaczego w krajach zachodnich przecietny poziom kultury i
                  przyzwoitosci jest wyzszy (no np., ze nie dostaje sie ot tak w morde:)). Ciekawy
                  wniosek znalazlem w ksiazce Ziemkiewicza "Polactwo". Generalnie Ziemkiewicz
                  pluje tam jadem i endecko-prawicowa nienawiscia do wszystkiego, co smie byc
                  inne, niz pan Ziemkiewicz uwaza, ze byc powinno, ALE pomijajac te batalie
                  pogardy i hienopiastowego zarozumialstwa jest troche ciekawych wnioskow, ktore
                  do mnie na tyle przemowily, jako trafne, ze zamknalem temat rozwazan na temat
                  Waszej dyskusji. Sorki, ze nie opisuje, o co dokladnie chodzi, ale juz mi sie
                  znudzily agresywne, chamskie i debilno-maniakalne zaczepki na poglady inne, niz
                  mieszczace sie ramach pieniackiej poprawnosci bigoteryjno-wielkonarodowej.
                  Polecam lekture tej "ksiazki"
                  ;-)
                  • tomi_22 Re: do ali i bylego 29.01.06, 13:58
                    O masz racje Essere, na zachodzie w morde zawsze dostaje sie za cos... ;P
                    • essere1 Re: do tomi 29.01.06, 18:37
                      tomi_22 napisał:

                      > O masz racje Essere, na zachodzie w morde zawsze dostaje sie za cos... ;P

                      Jeden kumpel powiedzial kiedy, ze Europa konczy sie w miejscu, gdzie wchodzac do
                      knajpki, tubylcy juz nie witaja przybysza z usmiechem na twarzy, zapraszajac na
                      piwko, tylko...
                      Troche ostatnio zagladalem do prasy w Polsce i poruszyla mnie agresja, zaczepki,
                      brak merytorycznego poziomu dyskusji, jednym slowem prasowe "mordobicie"
                      niektorych mediow, az strach miec inne, "nieprawomyslne" zdanie:( Az zal bierze.
                • Gość: octi Re: do byly IP: *.49-201-80.adsl.skynet.be 29.01.06, 14:56
                  bardzo ciekawe wszystko co opisales,
                  za grosz ludzie potrafia otwarcie oszukac tracac z usmiechem twarz ...
                  lepiej im nie zwracac uwagi na to bo sa gotowi z ciebie zrobic nieudacznika ...
                • Gość: Ala do byłego_eurokraty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.06, 20:12
                  Wielkie dzięki za tak obszerną reakcję na mój post; wiedzę, że nie chciałeś być
                  gorszy ode mnie pod tym względem - no i oczywiście wygrałeś!
                  Wracając do meritum: zgadza się, tu bywa tak, jak to opisałeś, a
                  sformułowania "kasa" i "ustawić się w życiu" zrobiły w tym kraju w ostatnich
                  latach zawrotną wręcz karierę i nieźle poskrzywiały to społeczeństwo
                  psychicznie (polecam odwiedzić wątek "Rocznik 1975. Pora na bilans" na
                  forum "Praca" na stronie GW). No ale tak jest on the whole - jest tu trochę
                  chlubnych wyjątków, wierz mi - i to bynajmniej nie jest jakiś 1 promil, słowo
                  honoru. Ja sie zawsze burzę, jak czytam, że tacy są dzisiejsi Polacy, bo ja
                  sama taka zupełnie nie jestem, no a przecież nolens volens zaliczam się do tych
                  dzisiejszych Polaków i znam wcale nie tak mało osób, które również takie
                  poskrzywiane nie są. To pewnie jest tak, że osoba, która od dawna tu nie jest
                  non-stop, zauważa na pierwszym miejscu inne rzeczy niż ktoś, kto cały czas tu
                  mieszka. Cóż ja tu jeszcze mogę dodać? Ten kraj jest jaki jest, no ale chyba
                  nie jest jeszcze jakimś zupełnym piekłem na ziemi. Ludzie są po prostu różni -
                  tak jak wszędzie. Zapewniam cię, że dla takich osób jak ja (one jeszcze na
                  ziemi polskiej żyją, słowo honoru, że nie wymarły) opisane przez ciebie
                  sytuacje wydają się równie chore jak tobie (w tą z taksówką trudno mi wręcz
                  uwierzyć!). Wydaje mi się, że masz bardzo fragmentaryczny ogląd sytuacji. No
                  ale tak już jest, że najbardziej widać ekstremy i tych, którzy krzyczą. Ja bym
                  ci zaordynowała podwójną dawkę wyrozumiałości dla rodaków i ich motywów. I
                  przede wszystkim zrozumienia, że czymś nierozsądnym jest wrzucanie tych 38
                  milionów do jednego worka, jak to z uporem i upodobaniem czynisz.
                  Pozdrawiam.
                  • Gość: byly_eurokrata Re: do byłego_eurokraty IP: *.netcologne.de 29.01.06, 20:46
                    Nie jest absolutnie moim zamiarem dyfamowanie calego spoleczenstwa polskiego.
                    Sam sie przeciez urodzilem w Polsce i tam wychowalem do matury a to jest okres,
                    ktory czlowieka chyba najbardziej ksztaltuje. Nie moge wiec teraz stawac
                    zupelnie z boku i twierdzic, ze ja "z tymi Polakami" nie mam nic wspolnego.
                    Prosilas o konretne argumenty. Ja moglem podac tylko przykladowo pewne
                    sytuacje, ktore najbardziej negatywnie zapadly mi w pamieci. Tematem tego watku
                    jest wracac do Polski, tak czy nie i ew. dlaczego tak a dlaczego nie. Tutaj
                    kazdy musi zrobic ze swojego subiektywnego punktu widzenia bilans plusow i
                    minusow. Jesli minusy emigracji przewazaja, powinien wrocic, jesli minusy zycia
                    w kraju przewazaja, powinien wyjechac.
                    I zeby nie bylo tak negatywnie. Sporadycznie ciagle jeszcze spotyka sie w
                    Polsce zachowania, ktorymi Polacy sie tradycjnie chlubia - goscinnosc. Pamietam
                    moja pierwsza noc w Polsce po ponownym przyjezdzie do Polski. Mialem
                    zalatwianoa na poczatek taka sluzbowke w pewnym internacie. Przyjedzam w
                    niedziele wieczorem, internat na odludziu, zadnego sklepu w okolicach. Obieram
                    klucz na portierni, ide to pokoju, 5 min. pozniej ktos puka: kobieta z
                    portierni: "Pan pewnie glodny z podrozy a tu kantyna zamknieta. Pan wstapi do
                    mnie jak ma ochote, ogorkowa domowa mam, poczestuje Pana." )I to sa sytuacje,
                    do ktorych chcialoby sie wracac pamiecia myslac o Polsce. Niestety coraz
                    rzadsze, ale jak najbardziej sa.
                    Aha, i wracajac do kumpli od piwa. Jedynym, ktory nigdy nic ode mnie nie
                    oczekiwal, byl taki wychowanek domu dziecka, biedny jak mysz koscielna.
                    Pamietam raz jak przyniosl mi pol szklanki piwa mowiac, ze kupil jedno, bo na
                    wiecej go nie stac, ale nie chce byc egoisa, wiec pol mi odlal, bo ja tez
                    zawsze o nim mysle, jak zamawiam. U tych bogatszych takiego zachowania raczej
                    prozno by bylo szukac.

                    • Gość: Ala Re: do byłego_eurokraty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.06, 21:34
                      No i widzisz, jak tu czasem pięknie może być? Dlatego uważam, że jako człowiek
                      światowy powinieneś częściej wypowiadać się na niwie publicznej właśnie w takim
                      tonie o naszym kraju, a nie opisywać wyłącznie przypadki kliniczne (patrz ten z
                      taksówką) i to w sposób sugerujący, że to one są normą. Ja tam mam wciąż
                      jeszcze jakąś słabość do tego kraju, choć wiele razy tutejsza rzeczywistość
                      dała mi nieźle w kość. No ale nie mogę nic poradzić na to, że wszędzie za
                      granicą brak mi jakiejś głębszej refleksyjności, jakiegoś autentycznego życia
                      duchowego - tam jest tylko zarabianie pieniędzy, drugi czy trzeci samochód,
                      Sommerferien co roku koniecznie w innym zakątku świata. Geld, Geld, Geld - a
                      dalej nie ma tam już nic.
                      • Gość: byly_eurokrata Re: do ali IP: *.netcologne.de 29.01.06, 21:44
                        Gość portalu: Ala napisał(a):

                        > No i widzisz, jak tu czasem pięknie może być? Dlatego uważam, że jako
                        człowiek światowy powinieneś częściej wypowiadać się na niwie publicznej
                        właśnie w takim tonie o naszym kraju, a nie opisywać wyłącznie przypadki
                        kliniczne.

                        ala, marudzic to ja marudze tutaj na naszym polskim forum, czyli we wlasnym
                        grajdolku. Na zewnatrz to zaden niemiec nie probuje nawet robic wobec mnie
                        glupawych uwag na temat polakow, bo go z reguly niszcze ich moimi cynicznymi
                        argumentami. Nauczylem sie tego juz na studiach tutaj, w czasach, kiedy polska
                        matura byla tutaj jeszcze nieuznawana. Jak na seminarium jako jedyny bylem w
                        stanie odpowiedziec na pare pytan profesora pod rzad i na przerwie inni zaczeli
                        sie mnie pytac, skad ja wiem to czy tamto, rzucilem haslo: "A bo mam mature
                        polska, ktora w tym kraju jest nieuznawana, bo niby waszego poziomu nie siega".
                        Od tego momentu przez cale studia nikt mi nic glupiego nie powiedzial ;-).
                        A historie o ogorkowej opowiedzialem zaraz po powrocie do niemiec, jak kolega
                        pracujacy wraz z zona na caly etat na stanowisku typu A w unii zaczal sie
                        uzalac, ze on sobie nie moze pozwolic na wyslanie dzieci na studia, bo go nie
                        stac....;-).
                        Nie zmienia to faktu, ze we wlasnym gronie kilka uwag krytycznych mozna rzucic.
                        bo jak sama zauwazylas, czlowiek ktory od lat mieszka za granica ostrzej widzi
                        pewne rzeczy niz osoby, ktore niezauwazalnie sie do nich przyzwyczaily.
                        • Gość: Alicja Re: do bylego IP: *.cec.eu.int 30.01.06, 08:50
                          Bardzo ciekawe rozwazania.

                          Byly eurokrato mam dosc podobne doswiadczenia jak ty.
                          14 lat na emigracji potem powrot do Polski na 10 miesiecy, dobra praca, kasa na
                          A6 x 2. Wydatki male. Wlasnie tak jak opisujesz. A po 5 miesiacach ku
                          ogoromnemu zdziwieniu znajomych i rodziny decyzja wyjazdu i to jak najszybciej.

                          Powody:
                          1. Totalne chamstwo na codzien np w sklepie , w urzedzie , w prywatnym banku. W
                          zasadzie kazda okazja kiedy obsluga zachowala sie milo to bylo cos co nalezalo
                          specjalnie uczcic. (Czesto poruszalam sie taksowkami na mniej wiecej tej samej
                          trasie z tego na powiedzmy 15 przejazdow w tygodniu bylam oszukiwana mniej
                          wiecej 10 razy). Meza w jednym supermarketow zaciagnieto na rewizje osobista bo
                          mial w torbie pieczywo z naszej ulubionej piekarni co im powiedzial juw na
                          poczatku. Po przeanalmizowaniu pieczywa doszli do wniosku ze to nie ich i nawet
                          przepraszam nie powiedzieli.

                          2. Jak obywatele wyczuja ze zyje sie za wiecej niz 1000 zl od razu zaczyna sie
                          naciaganie, zadanie wiecej za jakies tam uslugi itp. (Chodzil ksiadz po
                          koledzie i opiekun bloku zapytal sie czy my chcemy ksiedza czy nie. Ja mowie
                          nie ma probmlemu moze sobie wpasc i porozmawiac tylko ze ja nie mam zadnego
                          sprzetu do tej koledy bo nie mialam czasu o tym pomyslec. Ksiadz przyszedl
                          pobyl 5 minut, wzial 100 zl. Ani nie poswiecil, ani nie przezegnal sie, ani
                          zadnej innej modlitwy nie bylo. Ani nawet nie spytal sie dziecka o nic. Tylko
                          sobie wpadl wzial "kase" i wypadl.

                          3. Caly czas proby ze strony znajomych i rodziny oszacowania mojego stanu
                          majatkowego. Kazda rozmowa i dyskusja wczsniej czy pozniej prowadzi do pytan o
                          pieniadze, inwestycje, oszczednosci, i zarobki. I oczywiscie tylko to jest
                          miara wartosci czlowieka.
                          Zachowanie typu ze ktos bierze urlop bezplatny na caly rok po to zeby zrobic
                          cos dla celow nie materialnych poprostu nie miesci sie w granicach normalnego
                          rowumowania albo wrecz jest przejawem choroby psychicznej.

                          4. Totalnie chora sluzba zdrowia. Fakt jest ze prywatne kliniki juz sa i
                          niektore nawet robia dobra robote ale nadal przy powazniejszych problemach
                          trzeba polagac na totalnie chorym systemie szpitalnym i bawic sie w dziwne gry
                          lapowkowo dziekczynne. Dla mnie to jest poprostu nie do zaakceptowania.

                          I pewnie wiele innych rzeczy.

                          Ale w sumie zasada jest taka. Jak sie nie podoba to wynocha. Co tez zrobilam.:)
                          Mimo to i tak jestem straszna patriotka i nie raz mi sie za ta postawe dostalo.
                          W pracy jest kilu bardzo sympatycznych ludzi z Polski i w Polsce tez znalam
                          wiele fajnych osob. Tyle ze to byly raczej wyjatki.
                          • Gość: byly_eurokrata Sluzba zdrowia IP: *.netcologne.de 31.01.06, 06:41
                            Gość portalu: Alicja napisał(a):

                            4. Totalnie chora sluzba zdrowia. Fakt jest ze prywatne kliniki juz sa i
                            > niektore nawet robia dobra robote ale nadal przy powazniejszych problemach
                            > trzeba polagac na totalnie chorym systemie szpitalnym i bawic sie w dziwne
                            gry
                            > lapowkowo dziekczynne. Dla mnie to jest poprostu nie do zaakceptowania.

                            Masz zupelnie racje, o tym zapomnialem. Prywatne przychodnie sa w kazdym
                            miescie, prywatne kliniki w wiekszych miastach, ale to nie to. Ich z reguly nie
                            stac na bardzo drogi sprzet i mialem dokladnie takie same doswiadczenia z
                            kardiologiem i dentysta: idziesz na prywatna wizyte, okazuje sie ze trzeba
                            zrobic badania na specjalistycznym sprzecie, musisz isc W CIAGU DNIA do
                            szpitala, gdzie dany lekarz pracuje i jakos pollegalnie robic po partyzancku te
                            badania. U dentysty to samo, trzeba zrobic przeswietlenie, wysylaja cie jakies
                            innej przychodni. W Niemczech kazdy dentysta ma wlasnego rentgena, lepsi maja
                            rentgena cyfrowego, nawet z fotela sie nie musisz ruszac, bo tak ci zrobia
                            zdjecie.
                            No i jesli chodzi o warunki w szpitalach to koszmar. Lekarze polscy sa jak
                            najbardziej ok, ale te sale, jedzenie itd. I nawet jakby czlowiek chcial
                            zaplacic, to w szpitalu panstwowym nie ma mozliwosci zakwaterowania w pokoju
                            jednoosobowym z telewizorem i telefonem + jedzeniem a la carte, co jest
                            standardem (dla chetnych z "kasa" oczywiscie) w szpitalach zachodnich
                            • Gość: Gribouille Re: Sluzba zdrowia IP: *.esc.eu.int 31.01.06, 11:53
                              Fakt publiczna sluzba zdrowia w Polsce jest na bardzo marnym poziomie, ale
                              jesli chodzi o prywatne przychodnie i kliniki to mam zupelnie inne
                              doswiadczenia. Gabinet mojego dentysty w Warszawie jest o niebo lepiej
                              wyposazony niz ten ktory odwiedzilam tutaj w Brukseli. Tutaj w centrum
                              dentystyczny, aby umowic sie na wizyte (telefon albo zajety albo nikt nie
                              odbiera) musialam czekac, az pacjent wyjdzie z gabinetu i dentysta bedzie
                              wolny, w Warszawie jest recepcjonistka...Dlatego czasem straszliwie denerwuja
                              mnie te Wasze krytyczne uwagi. Odkad jestem w Brukseli w wielu sytuacjach
                              tesknie za nasza polska elastycznoscia w uslugach. Dentysta, ktory przyjmuje o
                              20.00 lub w sobote nietrudno takiego znalezc w Warszawie, w Brukseli troche
                              ciezej...

                              Zreszta beda w ostatni week-end w Warszawie ze zdziwieniem dla samej siebie
                              zauwazylam, ze kasjerki w hipermarkecie lub ekspedientki w Galerii Mokotow sa o
                              wiele milsze niz w brukselskich sklepach, w ktorych za kazdym razem jak ide tam
                              tuz przed zamknieciem, godziny pracy nie pozwalaja na zakupy o 17.00, boje sie,
                              ze zostane zamknieta w srodku bo panie ekspendientki juz 15 minut przed godzina
                              spuszczaja rolety. Mialam rowniez te same doswiadczenia w muzeum...

                              Troche wiecej obiektywizmu w ocenie naszego kraju wiec zycze.
                              • Gość: a Re: Sluzba zdrowia IP: *.europarl.eu.int 31.01.06, 12:15
                                > Odkad jestem w Brukseli w wielu sytuacjach
                                > tesknie za nasza polska elastycznoscia w uslugach. Dentysta, ktory przyjmuje o
                                > 20.00 lub w sobote nietrudno takiego znalezc w Warszawie, w Brukseli troche
                                ciezej...

                                Ha, to nazywasz elastycznosia? Myslisz, ze lakarz, ktory przyjmuje po 20.00 to
                                tak robi to z przyjemnosci, bo tak strasznie lubi, bo mu sie nudzi??
                                Mi sie wydaje, ze taki lekarz jest do tego zmuszony chcac zyc w miare
                                przyzwoicie. Podejrzewam, ze 8 godzin pracy dziennie nie zapewnilyby mu w
                                Polsce beztroskiego zycia. Stad ta "elastycznosc" ;)
                                • Gość: mczapl Elastycznosc IP: 212.190.72.* 31.01.06, 12:21
                                  Elastycznosc to mozliwosc dostosowania serwowania uslug do potrzeb klienta, a
                                  nie podawanie ich tylko w godzinach pracy urzedow.
                                  Elastycznosc rozumiem jako mozliwosc dostosowania sie dentysty i przyjmowania
                                  np. 2 razy w tygodniu do 21.00, ale za to od 13.00. Dalej jest 8 godzin, ale
                                  jest duzo elastyczniej.
                                  Tutaj tak elastycznosc jest rzadko spotykana.
                                  • Gość: a Re: Elastycznosc IP: *.europarl.eu.int 31.01.06, 12:32
                                    Jasne, to jest elastycznosc, ale czy znasz lekarzy w PL, ktorzy do 13.00 spia?
                                    Tak czy siak uwazam, ze 8 godzin pracy nie pozwoli lekarzowi w Pl na przyzwoite
                                    zycie.
                                    • essere1 Re: Elastycznosc 31.01.06, 13:46
                                      Gość portalu: a napisał(a):

                                      > Jasne, to jest elastycznosc, ale czy znasz lekarzy w PL, ktorzy do 13.00 spia?
                                      > Tak czy siak uwazam, ze 8 godzin pracy nie pozwoli lekarzowi w Pl na przyzwoite
                                      >
                                      > zycie.

                                      Ojej, poruszasz gniazdo szerszeni, bo przeciez "kazdy" wie, ze lekarz w Polsce
                                      to lapowkarz i konowal i ze leza na forsie:):) Tak pisze w Faktach. Aha i
                                      podobno nie ma "przyzwolenia spolecznego" (uwielbiam to haslo) na podwyzszenie
                                      ich zebraczych pensji.
                                      A tak na serio, to uwazam, ze pensje lekarzy w Polsce to jest skandal i
                                      patalogia, wiec juz za niedlugo niech sie pacjenci ucza ukrainskiegi i
                                      bialoruskiego:)
                                      • puks01 Re: Elastycznosc 31.01.06, 14:04
                                        Przy okazji komentarzy polskiej telewizji do niedawnych przepychanek z
                                        lekarzami, ktorzy nie chcieli leczyc, padla kwota 1 zl od przyjmowanego
                                        pacjenta, przekladajaca sie na 6 tys. miesiecznie na lekarza w przychodni. Do
                                        czego dodam relacje najblizszych ze sciany wschodniej, ktorzy jadac do lekarza
                                        rejonowego musza dac mu 50 zl w lape od osoby, zeby zechcial ich chocby
                                        osluchac. Biedne lapiduchy, ostrzejsze od Robin Hooda...
                                        • essere1 Re: Elastycznosc 31.01.06, 14:26
                                          puks01 napisała:
                                          <Biedne lapiduchy, ostrzejsze od Robin Hooda...

                                          Sama widzisz, ze pozostaje nauka bialoruskiego i ukrainskiego, bo mlodzi lekarze
                                          juz glosuja nogami majac alternatywe pensji nizszej od niewykwalifikowanego
                                          robotnika za harowe, nauke i stres igrajac z ludzkim zyciem.
                                          W tych "przepychankach" nikt, ale to nikt sie nie zajaknal, ze za te 6zl lekarz
                                          ma GWARANTOWAC leczenie wraz z kosztami, wiec jak wynegocjuje za malo to doplaci
                                          z wlasnej kieszeni albo wytocza mu proces. Ale "opinia publiczna" karmiona
                                          wiarygodnymi "Faktami" i tak wie swoje.
                                    • Gość: Gribouille Re: Elastycznosc IP: *.cor.eu.int 31.01.06, 13:53
                                      Byc moze nie pozwoli, ale ja nie o tym pisalam. Przedstawilam punkt widzenia
                                      klienta. Na pewno pod tym wzgledem wygodniej mi bylo w Polsce. Przynajmniej tam
                                      nie musialam brac urlopu kiedy przychodzili zakladac mi kablowke, a i mniej
                                      wiecej potrafili okreslic godzine o ktorej beda, a nie "dans la matinée" tzn.
                                      miedzy 8.00 a 12.00 i to do konca nie wiadomo.
                                      Poczta w Warszawie tez do 20.00 byla, a tutaj jeszcz nie mialam okazji wyslac
                                      listu bo zamykaja o 16.30, a ja koncze prace o 18.00. Oczywiscie zgodze sie, ze
                                      tutaj robi sie to po to aby chronic pracownikow, u nas czesto wyciska sie z
                                      nich ostatnie soki, ale zadne skrajnosci nie sa dobre, bo tutaj odbywa sie to
                                      kosztem klienta a i czasem zdrowego rozsadku. I nie mozna jednoznacznie
                                      okreslic, ze tutaj to jest super a w Polsce nie da sie zyc.
                                      • brooxelka Sklonnosc do porwnan... 31.01.06, 14:33
                                        ... jest zapewne cecha wlasciwa wszystkim ludziom - sama lapie sie na tym "a w
                                        Polsce to...".
                                        Mysle, ze zaden z krajow - nasz rodzimy i nasz adoptowany - Belgia- nie jest
                                        bez wad. Kazdy z nich ma po prostu inne. Pamietajcie, ze narazeni jestesmy na
                                        bledy w postrzeganiu - ci, ktorzy tesknia na podswiadoma idealizacje, ci,
                                        ktorzy ciesza sie, ze uciekli przed tym, czy tamtym - na czarnowidztwo.
                                        Bardzo podoba mi sie postawa bylego eurokraty, ktora zreszta podswiadomie sama
                                        takze przyjelam- obrona naszego kraju przed czasami bezpodstawnym i po prostu
                                        mijajacym sie z prawda sadem - o tym, ze Polska, te wschodnie rubieze to osada
                                        dzikusow...
                                        Nie ma jednej prawdy, bo nie ma jednej Polski. Z jednej strony sa to male
                                        miejscowosci i wsie, ktore faktycznie przypominaja poczatek tego wieku, babiny
                                        w chustach i post PRL-owskie przychodnie, z drugiej jednak to nowoczesne centra
                                        handlowe, nowoczesne szpitale o wysokim stopniu specjalizacji i fachowosci, czy
                                        zamozni ludzie prowadzacy dobrze prosperujace firmy. Jest jeszcze wiele do
                                        zrobienia i to normalne, ze po drodze zdarzaja sie wypaczenia, a takze, ze
                                        ulegaja im niektorzy ludzie. Spojrzcie jednak na to z innej strony... Jak wiele
                                        w Polsce sie zmienilo przez ostatnie dwie dekady! Teraz staramy sie porownywac
                                        nasz kraj z dawniej zupelnie nieosiagalnym "Zachodem"! Kiedys nie bylo czego
                                        porownywac- bo to byly po prostu dwa rozne swiaty!
                                        Dziwne jak szybko sie o tym zapomina, prawda?
                                        • sil.bi Re: Sklonnosc do porwnan... 31.01.06, 15:32
                                          Brooxelka, bardzo trafna wypowiedz:-)!
                                  • Gość: byly_eurokrata Re: Elastycznosc IP: *.netcologne.de 31.01.06, 20:19
                                    Gość portalu: mczapl napisał(a):
                                    > Elastycznosc to mozliwosc dostosowania serwowania uslug do potrzeb klienta, a
                                    > nie podawanie ich tylko w godzinach pracy urzedow.
                                    > Elastycznosc rozumiem jako mozliwosc dostosowania sie dentysty i przyjmowania
                                    > np. 2 razy w tygodniu do 21.00, ale za to od 13.00.

                                    Bylem raz u dentysty w Brukseli i potwierdze, ze jest to raczej beznadzieja.
                                    Ale bylem kilka razy w duzej stomatologicznej przychodni prywatnej w polsce i
                                    tez powiem, ze jest beznadzieja. O rentgenie juz pisalem. Co mi z tego, ze
                                    dentysta przyjmuje do 21.00, jak mi rozwierci zeba i wysle do rentegna na
                                    nastepny dzien, bo on wlasnego nie ma.
                                    Poza tym raz dostalem jakiegos paskudnego zapalenia dziasla. Pani dr. habil.
                                    wreczyla mi recepte na jakas specjalna masc z antybiotykiem o przedluzonym
                                    dzialaniu oraz oznajmila mi, ze
                                    a) masc musze kupic w niemczech, bo jej w polsce nie ma
                                    b) oprocz masci musze kupic specjalna strzykawe do jej aplikowania, bo takich w
                                    polsce tez nie ma.
                                    To tyle dla zwolennikow tezy, ze prywatne polskie przychodnie wszystko maja dla
                                    wygody klienta
                                    W Kolonii gdzie mieszkam, jest kilka prywatnych klinik stomatologicznych, jedna
                                    mam pod nosem, otwarta CODZIENNIE do godz. 20.00, poza tym w soboty tez a i w
                                    niedziele w razie potrzeby przyjda na telefon na dyzur.
                                    Kto tu poza tym pisal o lepszej obsludze w polsce i dluszych godzinach
                                    otwarcia. No coz, to tez jest bardzo relatywne. W listopadzie bylem w
                                    Warszawie, wybralem sie w ciagu tygodnia o godz. 10.00 rano do pasazu Blue
                                    City. Na co trzecim (!!!) sklepie byla recznie wypisana kartka "zaraz wracam".
                                    Skansen socjalizmu po prostu. Szanowne panie ekspedientki siedzialy na zewnatrz
                                    na krzeselkach kampingowych, pily sobie kawke i wymienialy plotki, Bo przeciez
                                    za te nedzne pieniadze, ktore one w tym sklepie zarabiaja, to one tak od rana
                                    nie beda tyrac. To tez jest polska kultura obslugi klienta.
                                    • essere1 Re: Elastycznosc 31.01.06, 20:33
                                      Gość portalu: byly_eurokrata napisał(a):

                                      > Gość portalu: mczapl napisał(a):
                                      > > Elastycznosc to mozliwosc dostosowania serwowania uslug do potrzeb klient
                                      > a, a
                                      > > nie podawanie ich tylko w godzinach pracy urzedow.
                                      > > Elastycznosc rozumiem jako mozliwosc dostosowania sie dentysty i przyjmow
                                      > ania
                                      > > np. 2 razy w tygodniu do 21.00, ale za to od 13.00.
                                      >
                                      > Bylem raz u dentysty w Brukseli i potwierdze, ze jest to raczej beznadzieja.
                                      > Ale bylem kilka razy w duzej stomatologicznej przychodni prywatnej w polsce i
                                      > tez powiem, ze jest beznadzieja. O rentgenie juz pisalem. Co mi z tego, ze
                                      > dentysta przyjmuje do 21.00, jak mi rozwierci zeba i wysle do rentegna na
                                      > nastepny dzien, bo on wlasnego nie ma.
                                      > Poza tym raz dostalem jakiegos paskudnego zapalenia dziasla. Pani dr. habil.
                                      > wreczyla mi recepte na jakas specjalna masc z antybiotykiem o przedluzonym
                                      > dzialaniu oraz oznajmila mi, ze
                                      > a) masc musze kupic w niemczech, bo jej w polsce nie ma
                                      > b) oprocz masci musze kupic specjalna strzykawe do jej aplikowania, bo takich w
                                      >
                                      > polsce tez nie ma.
                                      > To tyle dla zwolennikow tezy, ze prywatne polskie przychodnie wszystko maja dla
                                      >
                                      > wygody klienta


                                      Dla rownowagi dodam, ze majac w Niemczech prywatne ubezpieczenie zdrowotne,
                                      zaczalem chodzic tez do tamtejszego dentysty. Mam ten malutki komfort, ze
                                      prpozycje roznorakich uslug medycznych moge przewaznie szybko skonfrontowac ze
                                      specjalista z Polski. Okazalo sie, ze chcial mnie naciagnac na zbedne i drogie
                                      uslugi kosztem moich zebow. Inny specjalista chcial mi zrobic zabieg, ktory po
                                      konsultacji z zaprzyjaznionym lekarzem krajowym okazal sie zbednym ryzykiem.
                                      Cel? FORSA i wyludzenie.
                                      No, ale w gwoli prawdy trudno mi cos powiedziec o normalnej, publicznej opiece
                                      medycznej w Polsce. Probuje tylko powiedziec, ze nie wszystko zloto, co sie swieci.


                                      > W Kolonii gdzie mieszkam, jest kilka prywatnych klinik stomatologicznych, jedna
                                      >
                                      > mam pod nosem, otwarta CODZIENNIE do godz. 20.00, poza tym w soboty tez a i w
                                      > niedziele w razie potrzeby przyjda na telefon na dyzur.
                                      > Kto tu poza tym pisal o lepszej obsludze w polsce i dluszych godzinach
                                      > otwarcia. No coz, to tez jest bardzo relatywne.

                                      No wlasnie, relatywne. Wlasnie to zrelatywizowalem:)


                                    • sil.bi Re: Elastycznosc 01.02.06, 11:15
                                      >To tez jest polska kultura obslugi klienta.

                                      Oj, Byly, Ty chyba dawno juz w Brukseli nie byles skoro narzekasz na polska
                                      obsluge klienta;-).
                                    • ella111 Re: Elastycznosc 01.02.06, 11:29
                                      A moja belgijska dentystka nie wiem jak teraz ale jakis czas temu przyjmowala
                                      ktoregos dnia wieczorem oraz w soboty rano.
                                      I przynajmniej jedna poczta (no wiem ze to niewiele...) jest czynna chyba 24
                                      godz./24 (na Gare du Midi). Niektore sa tez czynne w soboty (np. w City 2). ;-))
                                    • Gość: Gribouille Re: Elastycznosc IP: *.cor.eu.int 01.02.06, 12:05
                                      Odnosze wrazenie, ze albo miales pecha, albo zle wybierasz. Bleu City to nie
                                      najlepsze centrum handlowe w Warszawie, powiedzialaby ze to raczej niewypal
                                      inwestorow, sa duzo lepsze i w porownaniu z Bruksela jest ich znacznie wiecej.
                                      Co do dentysty to, byc moze trafilam na wyjatek;-) ale moj dentysta w Warszawie
                                      ma rentgen wiec nie zostawia mnie z rozwierconym zebem na noc...A Twoja pani
                                      dentystka chyba wiedziala, ze mieszkasz w Niemczech, bo nie sadze, zeby
                                      pacjentow z Polski wysylala po masci za zachodnia granice. A tak swoja droga to
                                      wlasnie tutaj w Brukseli zdarzylo mi sie, ze nie mieli w aptece leku, ktory w
                                      Polsce znajdowalam nawet w "prowincjonalnych aptekach". Owszem mogli mi go
                                      zamowic, ale za 3 dni bo to akurat bylo w przeddzien przedluzonego week-endu.
                                      Teraz juz wiem, ze tutaj niczego nie mozna robic na ostatnia chwile, wszystko
                                      musi byc zaplanowane. Moze to i dobrze.

                                      I rozumiem, ze wolisz zyc za granicami Polski, ale nie rozumiem tej ciaglej
                                      krytyki wlasnego kraju, moze gdybys pomieszkal tam dluzej kraju to przekonalbys
                                      sie, ze wiele sie zmienilo w tak krotkim czasie i co sama z zdziwieniem, ale i
                                      radoscia stwierdzam sa juz rzeczy, ktorych powinni sie uczyc od nas Ci ze
                                      starej pietnastki.
                                      • Gość: była_eurokratka złota klatka IP: *.chello.pl 03.02.06, 09:40
                                        Nawiązując do tych, którzy wracają i zostają...
                                        Podczas pobytu w mieście B. i pracy w instytucji miałam okazję porozmawiać z wieloma urzędnikami starej daty i spotkałam się z opinią, że praca TAM to często taka złota klatka - buduje się dzień po dniu zintegrowaną, wspólną, solidarną, wielokulturową Europę (kto o tym w ogóle myśli tak naprawdę pijąc tysięczną kawę)i tak jakoś leci, jest raczej miło, spokojnie, ciepło i wygodnie i ze zwykłego lenistwa nie chce się nikomu z tego rezygnować na rzecz budowania życia (zwłaszcza zawodowego) od nowa, zastanawianie się czy zostanie się zwolnionym czy nie, walkę o wyniki jakieś, dylematy czy urodzić dzieci czy nie. Po prostu część problemów przyziemnych odpada na zawsze.
                                        Ale pojawiają się inne - monotonny kraj, praca bez wielkich wyzwań (przynajmniej w przypadku tłumaczy), tęsknota i inne takie.
                                        To dobre miejsce dla tych, którzy w Polsce przez wiele już lat prowadzili nieustanną walkę o przetrwanie albo oddawali duszę korporacjom i są kompletnie wypaleni. Bo ma się możliwość prowadzenia ustabilizowanego życia i czas na rozwój osobisty, a przede wszystkim środki na to, żeby realizować cele niezawodowe. Urzędnicy często angażują się w różne przedsięwzięcia na zewnątrz.
                                        Gorzej z super ambitnymi osobami nastawionymi na ciągła realizację i dążenie do wielkich celów.
                                        Paradoksalnie, jak pisała chyba Aines, w przypadku tłumaczy pracuje się ze swoimi, i języki obce w mowie często podupadają wbrew pozorom.
                                        Ja pobyłam, ale nie wiem do końca czy chcę tam wrócić.
                                        Nigdzie idealnie nie jest. Na pewno warto spróbować i odczuć europejski kożuszek na własnej skórze, a jeśli nie będzie uwierał to czemu nie zostać...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka