tadeusz.4
13.06.11, 12:45
Tragiczne, ale prawdziwe.
1) znajomy ostatnio nie był w stanie wyegzekwować od grupy na filologii obcej (II rok, dwudziestojednolatkowie, matura 2009), co to jest symbolizm jako kierunek w literaturze;
2) studenci rusycystyki nie mają pojęcia o dacie wybuchu rewolucji bolszewickiej - na zajęciach sprawiają wrażenie, że nigdy o niej nie słyszeli;
3) studenci kulturoznawstwa po wizytach studyjnych w cerkwi prawosławnej i greckokatolickiej (spotkania po półtorej godziny, możliwość zadawania pytań duchownymdanego wyznania) nadal nie odróżniają grekokatolików od prawosławnych;
4) proszeni o przygotowanie krótkich informacji w języku obcym o scenie muzycznej kraju, którego język poznają (nawet na bazie Wikipedii - byleby w języku obcym), studenci w grupie na filologii obcej radzą sobie z tym zadaniem w 15% - pozostałe 85% nie jest w stanie w ciągu tygodnia wykonać takiego zadania (po 3 semestrach uczenia się języka).
Kogo kształcimy? Półmózgowych debili, którzy będą (po medycynie) zdolni tylko do zaordynowania eutanazji (bo diagnostyka przekracza ich możliwości intelektualne) oraz do pracy przy taśmie montażowej (po politechnice, bowiem obliczenia matematyczne i myśl konstrukcyjna to rzeczy dla nich nieosiągalne).