abckontogazeta
29.08.24, 21:27
Mnie uczono w dzieciństwie, że inteligencja to umiejętność dostosowywania się do nowych zmiennych waruków.
Kupiłam ten pogląd.
Czyli kupiłam fakt, że mam się dostosować, bo tak jest inteligentnie.
Dostosować się, znaczy realnie, w cywilizowanym społeczeństwie, podpożądkować, niestety często głupocie.
Jeśli już nie podpożądkować, to minimum zaakceptować, tolerować, głupotę oczywiście.
Jak nie to cię zamkną tu lub tam.
Wynika, z tego, że zgodnie z definicją inteligencji podaną na wstępie, inteligent jest niczym, jest biernym śmieciem, jak nie jest, znaczy niedostosowany, znaczy przygłup.
Według tej definicji wszyscy kratorzy zmian to orzygłupy, przecież się nie dostosowali.