Dodaj do ulubionych

Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t...

    • leser.1 Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 13:27
      Ani praktyki, ani teorii...
      W jednym z ZOD-ów owej Uczelni miałem okazję być świadkiem zażartej dyskusji studentów III roku Wydziału Elektrycznego na temat tożsamości watta i volto-ampera.
      Nie dopiłem kawy, żeby nie parsknąć śmiechem.
      Wyszedłem.
    • zdzislawzakalec Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 13:28
      Moglibyście nie zamieszczać listów od studentów nieudaczników bez pomysłów na życie.
    • wwwagent Niepraktyczne, a do tego religijne 16.09.12, 13:34
      Pół biedy, że nasze uczelnie są zdominowane badaniami niepraktycznymi – najgorsze są religijne uprzedzenia. Nie "wierzysz" w ewolucję – jesteś głąb. Nauka dla Naukowców, wiara dla nieuków
    • sestri Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 13:41
      Pan student ma kiepskie rozeznanie, ale prawdą jest, że uczelnie powinny i mogłyby realizować projekty wspólnie z przemysłem. W Stanach tak jest. Najlepsze uczelnie np MIT praktycznie z tego właśnie żyje tylko..... no właśnie z czego żyje? Z projektów dla armii USA. Tworzenie najnowszych technologii, wielomiliardowe granty, itp a to o dziwo są pieniądze państwowe! w dużo mniejszej proporcji prywatne, choć to zależy od gałęzi nauki (chemia - więcej korporacji medycznych) U nas, budujemy te cholerne autostrady i nie było żadnego grantu ofsetowego dla uczelni technicznych nakierowanych na tworzenie nowych nawierzchni i innych materiałów. To tak się tworzy innowacje. Nikt tego za friko i dla chwały nie będzie robił bo to ciężka praca. A studencik niech zmyka do pracy i tam się jeszcze poduczy :)
    • zero_bezrobocia Studiowałem na polibudzie warszawskiej - porażka 16.09.12, 13:45
      Byłem przez rok na warszawskiej polibudzie - to jest klub leśnych dziadków z pożółkłymi kartkami sprzed 20 lat. Przeniosłem się do Monachium i skończyłem normalną uczelnię. Nie wiem, czy wszystkie uczelnie w Polsce są takie dziadowskie, ale PW od polibudy monachijskiej dzielą lata świetlne rozwoju
      • lucyperek2 No właśnie, chyba już nic z tego nie będzie 16.09.12, 14:06
        Bo jak zahamować ten ciąg : marne społeczeństwo --> marne wykształcenie --> marne kadry --> marni następcy --> marne perspektywy --> lepsi wyjeżdżają --> procentowy wzrost populacji debila --> marne społeczeństwo....... ?

        Niech ostatni zgasi światło !
        • zero_bezrobocia Ja po studiach wróciłem 16.09.12, 15:00
          W Polsce nie jest tak źle, gospodarka prze do przodu i można dostać ciekawą pracę, której Polak nigdy w Niemczech nie dostanie, bo... jest Polakiem, niestety. Warto wracać. Tylko nasze uczelnie są do bani i lepiej studiować za granicą.
          • mbpro07 Re: Ja po studiach wróciłem 16.09.12, 15:10
            Gospodarka sie rozwija, tylko ludzie nie. Chamstwo, zlosc, frustracje, wiecznie krzywe miny, agresja, gnojenie innych. Ja nie wracam.
            • lucyperek2 Re: Ja po studiach wróciłem 16.09.12, 15:54
              No cóż, tu po prostu zabrakło inteligenckich genów bo je wybito w swoim czasie. Przyjedź do Polandu autem i zobacz co się dzieje. Każdy cham to jaśniepan odreagowujący swoje korzenne kompleksy, a jego pas ruchu to miedza. Ojce uczyli, że miedza rzecz święta, więc spróbuj np. zmienić pas ruchu. Zobaczysz co będzie się działo. Tak, najgorszą rzeczą tutaj, jest ten ekstremalny prymityw ludzki. I na zmianę szans już nie ma. Nie wracaj.

              PS. Niedawno spędziłem trochę czasu w Peru. Kraj wielokrotnie biedniejszy od Polski, zero emerytur, zero opieki socjalnej, dżungla niemal. I co ? Wszyscy się uśmiechają, pozdrawiają, są pogodni. Zrozumiałem że można nawet żyć o wiele biedniej i jakość tego życia może być setki razy wyższa gdy wokół ludzie są pogodni i nieagresywni.
          • lucyperek2 Re: Ja po studiach wróciłem 16.09.12, 15:44
            > W Polsce nie jest tak źle, gospodarka prze do przodu i można dostać ciekawą pra
            > cę, której Polak nigdy w Niemczech nie dostanie, bo... jest Polakiem

            A ja mam dość identyczne obserwacje stąd. Wprawdzie to ja daję pracę, ale w jakichkolwiek rozmowach z "inwestorami" gdy patrzą na nasze propozycje technologiczne i designerskie mówią "o.... hiszpańskie ?", "nie ? no to włoskie?" . I dalej już nie wyprowadzam bałwanów z błędu. Choć to siestujący śródziemnomorcy mogą sobie do nas chodzić na korepetycje, my jako polska firma nie mamy tu ŻADNYCH szans. Musimy udawać jakichś niedorobionych włoskich dupków. Wtedy polaczek skacze z radości jak pajacyk że ma "zachodnie".
            Nie warto tu wracać. Szczerze doradzam każdemu, kto ma jakikolwiek wybór.
      • mamula66 Re: Studiowałem na polibudzie warszawskiej - pora 17.09.12, 19:21
        zero_bezrobocia napisał:

        > Byłem przez rok na warszawskiej polibudzie -

        Cale szczescie ze nie dluzej
    • ga_kin Zobacz studencie czego ucza na MIT 16.09.12, 14:04
      Zamiast wymyslac proch, bic piane moze nalezaloby zajrzec do programu studiow na porzadnej uczelni? Polecam Koledze Studentowi MIT - Massachusetts Institute of Technology, w przypadku techniki. Niech Pan Student zobaczy co tam jest wykladane w ramach wykladu o zblizonym profilu (sa liczne, darmowe, ogolnie dostepne kursy), a pozniej dopiero daje rady i bredzi cos na cala Polske przez Gazete Wyborcza. Calkowicie zgadzam sie z wypowiedzia mamula66 - nic dodac, nic ujac.
      • lucyperek2 OK, ale chyba chodzi o coś innego, 16.09.12, 14:24
        to może nie do końca kwestia przedmiotów potrzebnych czy niepotrzebnych.. W zasadzie wszystko się kiedyś może przydać, nawet dobra znajomość wykonania polowej tracheotomii czy dogłębne zrozumienie funkcjonowania pęczka Hisa i jego odnóg by inżynier od łączności satelitarnej pomógł niedouczonemu kardiologowi zinterpretować wyniki badań (a jakże, sam to ćwiczyłem). Tylko czy to jest clue problemu ? Na elektronice jakiś nadambitny skatował nas obliczeniami faz liquidus/solidus bo kochał technologię stopów, inny kazał obliczać wytrzymałość naprężonej belki wsadzonej jedną stroną w sztywną ścianę (nie, nie pomyliłem wydziałów). Natomiast gość od teorii obwodów przynosił na wykłady dla całego roku epidiaskop i wsadzał tam swoją książkę mówiąc "mata i przepisujta" a koleś od .....układów elektronicznych nie znał angielskiego więc cała jego wiedza pochodziła z ruskich książek z lat 40 i 50.
        Był natomiast jeden, jedyny facet, spec od układów impulsowych, który nie tylko że był czynnym konstruktorem, miał po prostu fenomenalny talent dydaktyczny. Na zajęcia z nim przychodził komplet. On po prostu rozumiał posiadaną przez siebie wiedzę.

        A wystarczyłoby zastosować prostą zasadę : wymagasz od innych ? To wpierw zacznij wymagać od siebie i postaw sobie wyższą poprzeczkę.
    • nosorozecwlochaty Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 14:08
      Generalnie zgadzam się z artykułem.

      To że jakiś kierunek jest ciężko zaliczyć wcale nie oznacza że uczą tam wartościowych i przydatnych rzeczy.

      Studiowałem informatykę. Prawie 50% programu to zagadnienia matematyczne - macierze, różniczki, całki, równania różniczkowe, geometria, metody numeryczne. W większości do niczego później nie potrzebne, zwłaszcza gdy student chce zostać sieciowcem czy bazodanowcem.

      Oczywiście na każdym roku były zajęcie z jakimś dziadem dobiegającym siedemdziesiątki który niby "uczył" wspomnianych rzeczy. W większości przypadków uczył beznadziejnie - nic nie tłumaczył, spieszył się, zapisywał tablicę wzorkami które studenci przepisywali bez zrozumienia "na małpę" bo na zastanowienie nie było czasu. Potem przychodził egzamin i oczywiście była rzeźnia bo zdawało jakieś 20% albo mniej ludzi. No i obowiązkowe teksty jacy to studenci są dziś głupi.

      I to ma być ten wysoki poziom? Z tego co słyszałem, to w wielu krajach taki rzeźnik by długo nie popracował na uczelni bo kilka skarg że źle uczy a wymaga załatwiłoby sprawę. U nas oczywiście jest nie do ruszenia. Władze uczelni wręcz się cieszą bo studenci będą płacić za poprawki.

      Uważam że na wielu kierunkach wspomniane całki itp. powinny być przedmiotem fakultatywnym, a nie najważniejszym przedmiotem na roku od którego zależy przetrwanie studenta.
      • lucyperek2 A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 14:26
        > zwłaszcza gdy student chce zostać
        > sieciowcem czy bazodanowcem.

        by opanować pamięciowo książkę telefoniczną studiowanie nie jest potrzebne
        • bleman Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 15:55
          Ale pracodawca chcący zatrudnić programistę albo bazodanowca będzie wymagał ukończenia studiów.

          Zobacz jak wyglądają oferty pracy dla programistów, w większości z nich podstawowym wymogiem jest ukończenie studiów lub bycie studentem kierunku informatycznego/technicznego.
          • lucyperek2 Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 16:24
            Ależ jasne. Klasyczny polski pracodawczyna pokroju geniusza biznesu niejakiego Marcina P. działa blichtrowato po prostu. Więc nie żadne studia tylko "studia" a właściwie kursa sprzedające coś zwanego "dyplomem" są wystarczające. W końcu takim P. nie jest potrzebny realny fachowiec bo nie na tym robi się pieniądze. Potrzebny jest wyszczekany bubek co szybko wkręci się gdzie trzeba i stworzy kolesi.
          • epieniek Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 17:16

            > Zobacz jak wyglądają oferty pracy dla programistów, w większości z nich podstaw
            > owym wymogiem jest ukończenie studiów lub bycie studentem kierunku informatyczn
            > ego/technicznego.

            W większości przypadków niestety to pozorne wymaganie, tak samo jak R&D potrzebne do ulg podatkowych a de facto będące implementacja bazki i stronki. Wymaganie tylko odsiewa część kandydatów do zespołu Highly Trained Monkeys.

            Nie zawsze oczywiście., ale to dość popularne użycie tego wymagania.
          • mamula66 Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 17:26
            Umiec nic nie trzeba?
            • lucyperek2 Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 17:55
              > Umiec nic nie trzeba?

              Trzeba !

              a. zlokalizować kandydata na kolesia
              b. zaciągnąć go na wódkę
              c. wsunąć w kieszeń tzw. współczynnik przyjaźni

              Do osiągnięcia sukcesu ŻADNA wiedza poza umiejętnością powyższą potrzebna nie jest.
            • bleman Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 19:16
              Umieć trzeba, ale prawda jest taka, że kandydat po technikum który dobrze programuje, przegra ze studentem lub absolwentem informatyki który jest programista przeciętnym. Przegra na etapie odsiewania CV, bo... nie ma ukończonych studiów.

              Po prostu w Polsce jest kult tyt. magistra, czy ogólnie studiów, i na każde stanowisko, nawet nie wymagające w praktyce wiedzy ze studiów, wymaga się dyplomu.
              Przecież w Polsce nawet na stanowiska sekretarek lub pracowników od najprostszej kwitologii wymagają studiów!
              • the_michael Re: A ja się z Tobą nie zgodzę 16.09.12, 21:03
                "kandydat po technikum który dobrze programuje, przegra ze studentem lub absolwentem informatyki który jest programista przeciętnym."

                Jest dokładnie odwrotnie, byłem świadkiem rekrutacji na programistę jakiś miesiąc temu. Ja akurat pracuję dla tej firmy jako grafik. Firma ponad 20 osób. W d:.:pie mieli studia. Każdy kandydat dostał 3 proste pytania-zadania. Okazało się, że żaden nie był w stanie odpowiedzieć na wszystkie :) Ale i tak wybrali tego który najlepiej kombinował. Życiorysem za bardzo sie nie przejmowali. Koleś obecnie pracuje miesiąc i sie dotarł.
    • calkiemserio Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 14:09
      a ja myślę , że obu Panów dzieli kilkanaście lat na polskich uczelniach i te kilkanaście lat to właśnie problem, tyle zmieniło się na gorsze. Proszę podejść do dowolnej katedry i przeczytać nazwiska - prawie wszędzie rodziny, ok ojciec był wybitnym naukowcem , ale banda dzieci i synowych już niekoniecznie...itp...
    • wwwagent Religia na uczelniach – won! 16.09.12, 14:29
      To, że programy naukowe są w większości niepraktyczne to jeszcze półbiedy. Najgorsze, że są religijne. Nie wierzysz w ewolucję - jesteś nieuk.
      Polecam to: Nauka dla Naukowców, wiara dla nieuków
    • maj16 Potrzebna akcja "uczelnia z klasą" 16.09.12, 16:01
      Po wprowadzeniu obowiązkowej matury z matematyki uczelnie techniczne mamiły maturzystów by śmiało wstępowali w ich progi. W prasie były wypowiedzi profesorów, jak to każdy przeciętniak jest w stanie ukończyć politechnikę. Że gdy zaliczy się matematykę to z resztą przedmiotów nie będzie miał kłopotów. Okazuje się, że zaliczenie matematyki to mały pikuś w porównaniu z tym jakie schody zaczynają się później. Inne przedmioty może i byłyby do zaliczenia, ale jak pisano wcześniej na forum, są wykładowcy, którzy potrafią po mistrzowsku zabić w studencie pasję do przedmiotu. Zamiast wyjaśniać, komplikują, albo w najbardziej zawikłanych momentach mówią: "nie ma tu czego tłumaczyć, to jest trywialne, proste jak budowa cepa". Ktoś napisał, że tacy wykładowcy na Zachodzie długo by nie popracowali. U nas mają bezpieczną, ciepłą posadę i żadne anonimowe ankiety studentów tego stanu rzeczy nie zmieniają.

      Jedyną szansę na zmianę widzę w ewentualnej akcji Wyborczej, coś w rodzaju: "Uczelnia z klasą".
      Jeśli nie ma nacisku prasy, to żadna siła nie jest w stanie zmienić mentalności urzędników, nauczycieli, lekarzy, czy również kadry akademickiej.
      • lucyperek2 Re: Potrzebna akcja "uczelnia z klasą" 16.09.12, 16:38
        > żadna siła nie jest w stanie zmienić mentalności
        > urzędników, nauczycieli, lekarzy, czy również kadry akademickiej.

        bingo !
    • lech-123 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 17:53
      To z mojej wypowiedzi pochodzi cytat, który sprowokował kolegę z PWr, więc odpowiadam. "Uczelnie powinny współpracować z przemysłem...". Z jakim przemysłem, pytam? Gdzie jest przemysł, którego interesuje współpraca naukowa i rozwijanie własnych technologii? Pojedyńcze firmy, w dodatku o mocno niszowym charakterze, bez kapitału na badania. Brawo, świetnie Panie i Panowie, ściskam za Was kciuki, jesteście moją nadzieją, ale póki co dominują firmy międzynarodowe, które swoje technologie przywożą ze sobą.
      Od inżyniera należy wymagać elementarnej wiedzy, chyba że PWr ma zostać wyższą szkołą zawodową, kształcącą inżynierów od których wymaga się by zapamiętali kolejność naciskania 3 guzików i telefon do nadzoru w Niemczech, gdzie trzeba zadzwonić jeśli czerwona lampka nadal się pali.
      Kolego, jeśli masz kłopoty z równaniami różniczkowymi, zapraszam na khanacademy.org, tam znajdziesz dział Differential equations. Obejrzyj sobie te filmy. Jeśli, jak przypuszczam, nie znasz angielskiego, wejdź na www.pl.euhou.net . Tam znajdziesz listę filmów KhanAcademy z polskimi napisami, wśród nich jest kilka z działu Równania różniczkowe. Dla Ciebie i Twoich kolegów, którzy jak widać nie potrafią się samodzielnie uczyć, przygotowujemy kolejne filmy z polskimi napisami, daj nam tylko trochę czasu. Jeśli chcesz, żebyśmy przetłumaczyli w pierwszej kolejności jakiś konkretny dział, napisz do mnie.

      Pozdrawiam serdecznie

      Lech Mankiewicz
      • lech-123 Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 18:25
        W niektórych sprawach Kolega (Autor artykułu) ma rację. Rzeczywiście, na uczelniach technicznych nie uczy się praktyki, wyłącznie modelowania, nie robi się projektów, za które studenci ponosiliby odpowiedzialność. Bo kosztują. Wykształcenie dobrego inżyniera, który już na uczelni, w czasie studiów, uczył się bojem realizacji konkretnych, praktycznych projektów, jest kosztowne. A kolejne rządy RP traktowały wyższe uczelnie jako przechowalnie bezrobotnych, nie jako kuźnie talentów.
        Rząd spełnia popularne życzenie wyborców, każdy może dostać dyplom inżyniera. To jaki ma być poziom studiów? Czy to wina pracowników uczelni, że się dostosowali do zmian w systemie? Moim zdaniem, raczej wykazali się inteligencją.
        W każdej gazecie można przeczytać, w każdej stacji radiowej usłyszeć, że oto ktoś chwali się, że miał dwóję z matmy i w ogóle z przedmiotów ścisłych jest bęcwałem, ale zrobił wielką karierę jako wielki dziennikarz. Redaktorzy GW też się wypowiadali w tym duchu. No to studenci politechniki myślą, że żeby zostać inżynierem, wystarczy tabliczka mnożenia i jest olbrzymi nacisk na personel dydaktyczny, żeby przepuszczali dalej bęcwałów, bo uczelnia bierze za nich pieniądze... I kółko się zamyka.
        Póki nie pojawi się odważny polityk, który głośno powie to, o czym wszyscy wiedzą, że obecny system jest g...no wart, będziemy tonąc nadal.

        Pozdrawiam serdecznie

        Lech Mankiewicz
        • epieniek Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 19:10
          lech-123 napisał:

          > W niektórych sprawach Kolega (Autor artykułu) ma rację. Rzeczywiście, na uczeln
          > iach technicznych nie uczy się praktyki, wyłącznie modelowania, nie robi się pr
          > ojektów, za które studenci ponosiliby odpowiedzialność

          Na tym możnaby poprzestać.

          . Bo kosztują. Wykształce
          > nie dobrego inżyniera, który już na uczelni, w czasie studiów, uczył się bojem
          > realizacji konkretnych, praktycznych projektów, jest kosztowne.

          Kosztowne? Student jest najtańszą siłą roboczą. Raczej sama organizacja kosztuje. Trzeba też się przełamać i dopuścić studenta pierwszego roku do Projektu. Co to tak naprawdę kosztuje? Przy PiOTS pracują studenci pierwszych lat?

          A kolejne rządy
          > RP traktowały wyższe uczelnie jako przechowalnie bezrobotnych, nie jako kuźnie
          > talentów.
          > Rząd spełnia popularne życzenie wyborców, każdy może dostać dyplom inżyniera. T
          > o jaki ma być poziom studiów? Czy to wina pracowników uczelni, że się dostosowa
          > li do zmian w systemie? Moim zdaniem, raczej wykazali się inteligencją.

          Racjonalizacja i dorabianie filozofii, imo.

          > W każdej gazecie można przeczytać, w każdej stacji radiowej usłyszeć, że oto kt
          > oś chwali się, że miał dwóję z matmy i w ogóle z przedmiotów ścisłych jest bęcw
          > ałem, ale zrobił wielką karierę jako wielki dziennikarz. Redaktorzy GW też się
          > wypowiadali w tym duchu.

          Humaniści tak mają. Nie ma się czym przejmować tak bardzo.

          No to studenci politechniki myślą, że żeby zostać inży
          > nierem, wystarczy tabliczka mnożenia i jest olbrzymi nacisk na personel dydakty
          > czny, żeby przepuszczali dalej bęcwałów, bo uczelnia bierze za nich pieniądze.
          > .. I kółko się zamyka.
          > Póki nie pojawi się odważny polityk, który głośno powie to, o czym wszyscy wied
          > zą, że obecny system jest g...no wart, będziemy tonąc nadal.

          Taak, to przez politykę. Kto wyrwał większość zębów drobnej reformie?

          >
          > Pozdrawiam serdecznie

          Pozdrawiam
          "pieniek"
      • epieniek Chamstwo 16.09.12, 18:39
        Wychodzę na ostatniego chama w tym wątku. Chciałbym myśleć, że dopasowuje się do argumentów typu "studenci to prawdziwe wieprze" czy że nie chce im się uczyć matematyki.

        > Od inżyniera należy wymagać elementarnej wiedzy, chyba że PWr ma zostać wyższą
        > szkołą zawodową, kształcącą inżynierów od których wymaga się by zapamiętali kol
        > ejność naciskania 3 guzików i telefon do nadzoru w Niemczech, gdzie trzeba zadz
        > wonić jeśli czerwona lampka nadal się pali.

        Ok, kogo teraz uczelnie kształcą? Ludzkie kalkulatory calek i rozniczek? Wow, szkoda że te chodzace kalkulatora nawet nie nadają się do pilnowania czerwonej lampki. Raz na rok ktoś im schowa narzędzia, poprosi o pomoc z algorytmem a potem poklepie po plecach, good lad! A teraz szlifuj wg. specyfikacji.

        Będzie można dalej snuć legendy anegdotyczne o Poziomie Zagrożonym Zmianami.

        > Kolego, jeśli masz kłopoty z równaniami różniczkowymi, zapraszam na khanacademy
        > .org, tam znajdziesz dział Differential equations. Obejrzyj sobie te filmy. Jeś

        Ok, może za mało staram się być chamem.
        • lech-123 Re: Chamstwo 16.09.12, 19:05
          Z chamstwem to chyba nie ma nic wspólnego? Zgoda, jest poważny problem. Technologie bardzo szybko ewoluują, wprawdzie następna wynika jakoś z poprzedniej, ale postęp jest błyskawiczny. A psucie zabawek kosztuje - choć nikt jeszcze nie nauczył się budowy i obsługi urządzeń w teorii. W czasie Powstania Warszawskiego moja drużyna harcerska, XXI WDH, miała obsługiwać zdobytą na Niemcach artylerię przeciwlotniczą. Wkuwali przez całą wojnę wykradzione niemieckie instrukcje, dział nigdy nie zdobyli...
          Różniczkowanie i całkowanie jest proste, trzeba rozumieć pojęcie granicy funkcji, znowu odsyłam do Khana, naprawdę dobrze to tłumaczy, w razie czego są filmy z polskimi napisami. Powinieneś Kolego mieć to w małym palcu, a potem zabrać się za programowanie uprocesorów i kontrolerów. Znowu odsyłam do Khana i do labu automatyki, gdzie studenci budują i programują inteligentne systemy quadrokopterów. Piękny film. Dlaczego na PW albo na PWr nie można zacząć budować takiego labu? Bo jest drogi, a rząd uważa, że uczelnie mają mieć sukcesy dydaktyczne za darmo, bez pieniędzy.
          Wierzę, Kolego, że dasz sobie radę. Khan po polsku to jest jakaś forma pomocy, robimy co możemy. Ale i tak wszystko zależy od Ciebie.

          Pozdrawiam serdecznie

          Lech Mankiewicz
          • epieniek Re: Chamstwo 16.09.12, 20:51
            lech-123 napisał:

            > Z chamstwem to chyba nie ma nic wspólnego? Zgoda, jest poważny problem.
            > Różniczkowanie i całkowanie jest proste,

            Dostrzegam chęć pokazania, gdzie jest miejsce studenta. Ma zobaczyć naukę na filmie. Gdybym studentem, forma byłaby obraźliwa.

            , gdzie studenci budują i programują inteligentne systemy quadrokopte
            > rów. Piękny film. Dlaczego na PW albo na PWr nie można zacząć budować takiego l
            > abu? Bo jest drogi, a rząd uważa, że uczelnie mają mieć sukcesy dydaktyczne za
            > darmo, bez pieniędzy.

            Pieniądze na pewno by się przydały, ale tego fragmentu nie rozumiem. Pamiętam profesorów robiących roboty z zepsuty walkmanow i innego drobnego sprzętu, ale nie o to mi chodzi. Czy nie wystarczyłoby, żeby studenci brali udział we wszystkim, co robi uczelnia? Za wynagrodzeniem w ramach oferty dla studentów, zainstalowaliby profesorowi system, zrobili stronę www, a tak naprawdę byliby blisko pracy asystentów i w miarę możliwości wykonywali proste pracę przy projekcie tylko po to, żeby mieć jakiś kontakt z prawdziwym projektem. Niektórzy nawet by co nieco przy tym zrozumieli, dostali kieszonkowe, zamiast stypendium danego w celu czytanią książek. Ile by to faktycznie kosztowało?

            Jak uczelnia akurat nie robi niż z tymi czterosmiglowych, po co komu akurat to


            > Wierzę, Kolego, że dasz sobie radę. Khan po polsku to jest jakaś forma pomocy,
            > robimy co możemy. Ale i tak wszystko zależy od Ciebie.

            Chciałbym żeby było inaczej, ale nie jestemkolega po fachu. Khana obiecuję oblookać.
    • walkaklas Zawoddu to w zawodówkach i techniakch uczono 16.09.12, 19:17
      studia były zawsze aby kształcić twórców - elitę, nie wyrobników ! niestety idioci z S nawet to spiep....
    • losiu4 Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 19:36
      a co ten gość piszacy słowa:
      "może potrzebna 20-30 lat temu, ale nie w dzisiejszym skomputeryzowanym świecie."

      zamierza w dzisiejszym skomputeryzowanym świecie robić? Młotkiem blachę klepać? Ciekawe co on by na tych komputerach policzył jeśli zabrakłoby mu wiedzy co właściwie robi i co chce uzyskać. Chyba ile to jest jeden komputer dodać dwa komputery. Niezbyt to dobrze świadczy o studentach PWr, przynajmniej o tych na automatyce.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • walkaklas W sumie jaki ma być poziom kiedy każdego 16.09.12, 19:46
      pacana przyjmują, takiego co kiedyś miałby problemy ze skonczeniem podstawówki :-)
    • aekielski Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 20:29
      Rzeczywiście, brak jest uczelni technicznych kształcących specjalistów w jakiejś określonej, wąskiej dziedzinie. Zakres zdobywanej wiedzy jest ogromny lecz nie ukierunkowany. Można po studiach być dobrym urzędnikiem w spółce skarbu państwa, ale o pracy twórczej można zapomnieć. Jedynym sposobem realizacji się jest praca za granicą. Proszę sobie wyobrazić Instytut Piko Technologii. Największe firmy świata zabiegały by o naszą myśl techniczną.
    • kot789 Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. t... 16.09.12, 20:35
      Zeby miec dobre oceny na uczelni technicznej, trzeba w nauke wlozyc wiekszosc czasu. Na tzw. zycie zostaje go niewiele, poza tym czlowiek zmeczony od tych wszystkich sprawozdan i wejsciowek. Ciezko wiec o praktyke tzw. normalnego zycia. A potem doktorat zostaje jako jedyna opcja, bo bez odpowiedniej praktyki czlowiek jest zyciowo nieogarniety. Tylko nikt o tym nie informuje na pierwszym roku...
      • the_michael Re: Uczelnie techniczne: zero praktyki, 100 proc. 16.09.12, 21:14
        Dokładnie. Pamiętam laborki z drgań. Myśle sobie, nawet to ciekawe, ale ja chciałbym mieć taką wiedze , że nie tylko umiem policzyć 2-3 modelowe układy na te laborki, ale np. sam poradze sobie z problemem typu : gdzie dołożyć ciężarek , żeby zminimalizować drgania w dowolnym prostym układzie. Znalazłem nawet taką książke w bibliotece. Było tam ok. 200 ćwiczeń z drgań. Myśle sobie, przerobie taką książke to na pewno swobodniej poczuje się w temacie. Zrobiłem może ze 2 ( stara książka , jednostki siły jeszcze w dynach, ale chyba jedyna praktyczna którą spotkałem). Po prostu brakowało na taką zabawe czasu, bo kolejne sprawozdania, laborki, ciśnienie przed egzaminami. Pamiętam że na 3 roku mało spałem przez studia, włożyłem w to serce i dzisiaj wiem , że lepiej bym zrobił gdybym poszedł do wojska na ten 1 rok.
    • mamula66 Co jest w Polsce wazne? 16.09.12, 22:22
      I nad czym my sie tu zastanawiamy?

      Jak podaje prasa, budzet IPN wynosi 220 milionow a budzet PAN 80 milionow. To pokazuje co w Polsce jest najwazniejsze. I co bedzie najwazniejsze
      • mistrzu_2 Re: Co jest w Polsce wazne? 16.09.12, 23:18
        Podstawowym pytaniem jest czy uczelnia wyższa ma przygotowywać do zawodu czy tez nie. Moim zdaniem nie. Od przygotowywania do zawodu są szkoły zawodowe. W Polsce tzw. zawodówki, technika i (czy jeszcze one są) szkoły pomaturalne. Tutaj w USA znakomicie robią to dwuletnie community colleges (znane taż jako technical colleges lub junior colleges).

        Mimo wszystko pracodawcy w USA preferują absolwentów szkół wyższych. Statystyczny absolwent 4-letniego uniwersytetu zarabia ok $10K więcej rocznie od absolwenta 2-letniej szkoły zawodowej.




        • lucyperek2 Zaraz,zaraz uporządkujmy 16.09.12, 23:45
          co to w ogóle znaczy "przygotowanie do zawodu" ? Jeśli facet kończy specjalizację "konstrukcje mostów wiszących" to jest czy nie jest przygotowany ? No bo jeśli nie jest to kto i kiedy ma go przygotować ? Bredzisz koleś trzy po trzy. Facet może nie być zaznajomiony z najnowszymi trendami w kwestii nowej generacji lin, które do mostów takich właśnie weszły. OK, w biurze konstrukcyjnym on się szybko doszlifuje, ale do licha podstawowe rzeczy wytrzymałościowe musi umieć policzyć.
          Chcesz powiedzieć, że w USA biorą do pracy faceta np. po akademii medycznej, który ma jakiś dyplom i bardzo chce być chirurgiem, ale nie bardzo wie jak wygląda skalpel ? Hmm, jeśli tak to ja już wolę być krojony w Polsce.
        • mamula66 Re: Co jest w Polsce wazne? 17.09.12, 00:59
          mistrzu_2 napisał:

          > >
          > Mimo wszystko pracodawcy w USA preferują absolwentów szkół wyższych. Statystycz
          > ny absolwent 4-letniego uniwersytetu zarabia ok $10K więcej rocznie od absolwe
          > nta 2-letniej szkoły zawodowej.

          Nie, nie preferuja. Tutaj (USA) istnieje pojecie bycia "overqualified", to znaczy posiadanie wyksztalcenia lepszego niz potzrebne do wykonywanej pracy. Zaden pracodawca nie zatrudni nikogo kto jest "overqualified".

          A abslwenci uniwersytetow zarabiaja wiecej niz ci nie posiadajacy wyksztalcenia, bo wykonyja prace wymagajaca owego wyksztalcenia. Nikt tu nie placi za fakt posiadanai dyplomu. Tu sie placi za umiejetnosci, zdolnosci i przydatnosc w firmie. Z czego z kolei wynika wprost ze zdolny facet bez dyplomu moze zarabiac wiecej on niezdolnego z dyplomem
      • lucyperek2 Re: Co jest w Polsce wazne? 16.09.12, 23:53
        To jest mniej więcej sedno tego o czym pisałem gdzieś tam powyżej. W postchłopskim kraju mózg, inteligencja i zdolności zawsze utoną w pogardzie i nienawiści. Słynny pisowski "wykształciuch" nie wziął się z próżni.

        W latach '70 Andrzej Mleczko popełnił taką historyjkę obrazkową :
        budowa, dwóch roboli siedzi na glebie z piwem, trzeci stoi oparty o łopatę i mówi :
        "boże jak sobie pomyślę, że mogłem skończyć podstawówkę....
        pójść do liceum i zrobić maturę....
        ukończyć jakieś studia a potem obronić doktorat....
        dopełnić go habilitacją...
        i wszyscy robiliby sobie ze mnie jaja, to aż mnie ciarki przechodzą."
        • mamula66 Re: Co jest w Polsce wazne? 17.09.12, 01:01
          lucyperek2 napisał:
          > i wszyscy robiliby sobie ze mnie jaja, to aż mnie ciarki przechodzą."


          Czy tez slynne dowcipy o hydraulikach ktorzy "tez brali 20 zlotych za godzine jak robili za profesorow" :)
      • mamula66 Re: Co jest w Polsce wazne? 17.09.12, 17:27
        mamula66 napisał:

        > I nad czym my sie tu zastanawiamy?
        >
        > Jak podaje prasa, budzet IPN wynosi 220 milionow a budzet PAN 80 milionow. To p
        > okazuje co w Polsce jest najwazniejsze. I co bedzie najwazniejsze

        Zapomnialem dodac: nauczanie religii w szkolach: 1 miliard 300 milionow
    • frozentime Ja studiowałem na Politechnice Gdańskiej 17.09.12, 12:38
      w latach 1988-1993. Studia były zdecydowanie przeteoretyzowane. Rozumiem, że student musi posiąść pewną wiedzę teoretyczną, ale zdecydowanie za małą uwagę zwracano na laboratoria i projekty. Można było wykuć wiele zagadnień na pamięć (np. z tzw. "standardów Niedźwiedzia") i zdać egzamin niewiele z tego rozumiejąc.

      Tak naprawdę, nie powinno być zaliczeń semestralnych z danego przedmiotu (np. z układów nieliniowych), ale powinien być projekt, którym zaliczałoby się dany przedmiot. Podczas obrony projektu można by przecież odpytać studenta, dlaczego wybrał to a nie inne rozwiązanie i sprawdzić jego wiedzę teoretyczną.
    • frozentime Ja też nigdy nie miałem problemów z pracą, ale 17.09.12, 21:09
      PG na pewno nie nauczyła mnie myśleć po inżyniersku. Mam wrażenie, że tamtejsi wykładowcy (nie wszyscy na szczęście) chcieli z każdego studenta zrobić naukowca a nie inżyniera.

      Dlatego jestem za podziałem studiów technicznych - najpierw inżynier, potem ci najlepsi mogą zrobić mgr. Inżynier do pracy w przemyśle z reguły wystarcza.

      Na szczęście, będąc absolwentem technikum potrafiłem myśleć "technicznie".
    • mieszaniec-zopola niektórym młodym ludziom wydaje się, że 19.09.12, 19:01
      pozjadali wszystkie rozumy. Nie mam ochoty na ustosunkowanie się do wszystkiego, nie znam też sytuacji na uczelni, bo sam pracuję jako konstruktor i liczę od cholery i za sukces uważam potwierdzenie wyników eksperymentem. Nie unikam symulacji, ale staram się z góry szacować jej wynik, a tam, gdzie wystarczy liczenie, nie robię symulacji w ogóle. Jak czytam, że liczenie nikomu nie jest potrzebne, to rzygać mi się chce. Przychodzą potem takie debilne sieroty, które biegle posługują się programami symulacyjnymi, ale nie bardzo wiedzą, co robią, zafascynowani prostotą i brakiem wymogu myślenia i wyobraźni. Potem takiemu w najlepszym wypadku iteracja zawiesza się, temperatury poniżej zera bezwzględnego, sprawność powyżej 100%, tranzystor przełącza się 2 minuty, zaś najmniejsze kółko przekładni ma jeden ząb.
      Co bardziej zdolni udowadniają, że w starciu skrzydła tutki z brzozą skrzydło tnie pień jak masło , zaś samolot dalej porusza się po niezmienionym torze.
      Narzędzia komputerowe są po to, aby z nich korzystać, ale jak się nie umie liczyć na piechotę i nie wie co liczy, to lepiej sobie dać siana z posługiwaniem się programami komputerowymi.
      Inżynier musi umieć liczyć i o ile suwak logarytmiczny odszedł do lamusa, o tyle kartka, ołówek i dobry kalkulator jeszcze długo będą pożyteczne.
      A, że politechniki źle uczą,to prawda. Sądzę, że to dlatego, że nie ma tam pasjonatów dydaktyki. Studenci są uważani przez pracowników za takie niepotrzebne coś, co się pęta po uczelni i tylko przeszkadza. Że doktoraty robią parciarze , to też prawda. Wiele innych rzeczy to też prawda. Na przykład to, że wszyscy się starzejemy. A temu zarozumialcowi wydaje się, że będzie wiecznie młody.
      Szkoda, że nie mam czasu, napisałbym wam o innych herezjach autora, n.p. o współpracy z przemysłem. Ja już tam wolę, żeby uczelnia trzymała się od moich projektów z daleka.
      • maj16 Re: niektórym młodym ludziom wydaje się, że 21.09.12, 00:42
        A, że politechniki źle uczą,to prawda. Sądzę, że to dlatego, że nie ma tam pasjonatów dydaktyki. Studenci są uważani przez pracowników za takie niepotrzebne coś, co się pęta po uczelni i tylko przeszkadza. Że doktoraty robią parciarze ,to też prawda

        I o to zapewne chodzi autorowi listu. Nie tyle, że liczenie nikomu niepotrzebne, tylko, że panowie profesorowie nijak nie potrafią wyjaśnić studentom, do czego ta umiejętność im się przyda. "Zero praktyki, 100 procent teorii". Laboratoria, owszem są, ale najczęściej studenci nie mają pojęcia jak obsługiwać przyrządy, które widzą po raz pierwszy w życiu, nie wiedzą co mają robić i w jakim celu. Pisanie potem sprawozdania z takich zajęć to prawdziwe wyzwanie. I nie można za ten stan rzeczy winić studentów, skoro prowadzącym zajęcia zwyczajnie nie chce się niczego wyjaśniać - wychodzą z założenia, że student przeczytawszy instrukcję powinien migiem, bez błędów i głupich pytań poradzić sobie z zadaniem. Jak tu się dziwić, że studenci kończąc politechnikę nie umieją zastosować teorii w praktyce?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka