Dodaj do ulubionych

Czy PiS zagraża gospodarce?

    • a_weasley Rząd czy delegatura KE na Kraj Nadwiślański? 20.03.06, 12:57
      "Co wówczas zrobi rząd? Czy podporządkuje się decyzji, czy też uzna, że polskie
      prawo i polski "interes narodowy" mają pierwszeństwo nad prawem unijnym?"

      Dobre pytanie. Czy Polska jest państwem niepodległym?
      Jeśli tak, to jakie prawo jest wążniejsze - Rzeczypospolitej Polskiej czy
      Związku Demokratycznych Republik Europejskich?
      Kogo ten rząd ma reprezentować - Polskę w Brukseli czy Unię we Warszawie?
    • 1europejczyk Polska-Wlochy 20.03.06, 13:25
      Ogranicze sie tylko do rozdzialu: Polska to nie Wlochy

      Nie znam cytowanej obiegowej madrosci. Wiem, ze porownanie do Wloch, ktorym
      posluguje sie pan Gadomski jest nie tylko falszywym uproszczeniem ale po prostu
      propagandowym klamliwym narzedziem prowadzacym do prawdziwej konkluzji:

      "To byl skutek zlej polityki, która w koncu zaszkodzila preznej gospodarce
      wloskiej."

      Ta zla polityka polegajaca na braku jakiejkolwiek panstwowej kontroli wolnego
      rynku doprowadzila do niespotykanej w Europie korupcji, ktora zawladnela nie
      tylko sektorem gospodarczym ale ogarnela wladze administracyjne, sadowe i
      polityczne z najwyzszymi wlacznie. Doprowadzila do sytuacji w ktorej mafia
      wloska miala duzy wplyw na zycie polityczne Wloch siejac strach zamachami
      bombowymi na tych co z nia walczyli jak rowniez na przywodcow politycznych
      najwyzszego szczebla ktorzy jej nie ulegli.
      Doprowadzajac do krytycznej sytuacji, w ktorej byly Prezydent Wloch oskarzony o
      wspolprace z mafia do tej pory scigany listem gonczym ukrywa sie w jednym z
      krajow afrykanskich!

      Ta "prezna gospodarka" charakteryzowala sie najwyzszym udzialem "szarego
      sektora" w gospodarce Wloch w odniesieniu do wszystkich krajow europejskich.

      << Polska nie ma tych atutów, co Włosi >>

      Poki co, ale kontynujac dotychczasowe kierunki "rozwoju" polskiej gospodarki i
      polskiego "wolnego" rynku mozemy bardzo szybko przescignac cytowane Wlochy i
      zyskac "atuty" o ktorych nie pisze pan Gadomski!!!!

      Tyle warta jest propagandowa pisanina pana Gadomskiego !
      Biorac pod uwage "wartosc" poznawcza tego akapitu czytanie reszty jest po
      prostu tylko i wylacznie strata czasu !!!


    • alexfryd1 Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 13:38
      Balcerowicz - największy polityk Unii Demokratycznej i Unii Wolności,
      wicepremier rządu postkomunistycznego - stale ma usta pełne frazesów o
      niezależności Banku od elit politycznych. Kimże jest ten Balcerowicz jeśli nie
      politykiem? Może redaktor Gadomski coś na ten temat napisze?
      • sam_sob Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 13:52
        Prawda jest taka, że Gadomski z Balcerowicz wspomaganym przez Ziemkiewicza nie
        są wstanie zagrozić polskiej gospodarce z tego powodu, że jest ona kierowana
        przez zaprawione w boju doświadczone osoby, z odpowiednim przygotowaniem i
        praktyką zawodową. Nie radzą sobie jedynie niedoświadczeni redaktorzy i
        prawnicy, którym nawet korporacje nie są wstanie skutecznie pomóc. Z tego
        wniosek, że pisaniem, ani "duchem prawa" nie da się ich zastraszyć.
        • ali47 Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 15:18
          www.naszawitryna.pl/ksiazki_140.html
          Geniusz czy pilny uczeń?

          Być może jednak Leszek Balcerowicz nie był aż tak genialny i nie odkrył niczego
          nowego. Może po prostu był pilnym uczniem i zastosował sposoby już gdzie
          indziej sprawdzone? Oto fragmenty artykułu Dariusza Witolda Kulczyńskiego,
          inżyniera kanadyjskiego. Opublikowano go w piśmie Nowy Kurier w Kanadzie, na
          przełomie maja i czerwca 1991, pt.

          Nie szukaj mnie w Argentynie, czyli nasza apokalipsa

          W latach siedemdziesiątych w Argentynie rządziła junta militar. Rządy
          pułkowników były gorąco wspierane przez Stany Zjednoczone, rzekomo z powodów
          politycznych tj. aby nie powtórzył się tam jakiś nowy Allende - marksista. Poza
          kilkudziesięcioma lub kilkuset tysiącami "disaparecidos" (tych, którzy zniknęli
          tj. osób zamordowanych w więzieniach politycznych) z Argentyny zniknęło 25
          miliardów dolarów USA - tyle właśnie wynosił dług Argentyny po
          zakończeniu "rządów pułkowników". Mimo wysiłków Alfonsina, a potem Menema, dług
          Argentyny wzrósł do 40 miliardów na skutek hiperinflacji i niemożności
          spłacenia odsetek. Dlaczego Argentyna, w latach pięćdziesiątych jeden z
          zamożniejszych krajów świata, nie była w stanie spłacić długu? Przede wszystkim
          dlatego, że w latach siedemdziesiątych stanęło mnóstwo fabryk i produkcja
          rodzima została zastąpiona importem. Zbankrutowała fabryka argentyńskiego fiata
          125, bo taniej było sprzedawać fordy i mercedesy. Na wolnym rynku wymiany walut
          w Argentynie, na skutek ogromnej podaży, dolar amerykański osiągnął bardzo
          niska cenę. Było to wynikiem bardzo wysokiego procentu bankowego (rzędu 30-40%
          w skali rocznej) na argentyńskie PESO w bankach argentyńskich. Tak wysoki
          procent uniemożliwiał firmom argentyńskim zaciąganie kredytu inwestycyjnego.
          Wysoki procent bankowy, który miał ograniczyć szalejąca inflację zamiast
          normalnej działalności inwestycyjnej i produkcyjnej pobudził zupełnie inny
          rodzaj aktywności gospodarczej. Całymi wagonami (w przenośni, oczywiście)
          przywożono do Argentyny dolary, wymieniano na PESO, wpłacano do banku, po
          pewnym czasie podejmowano wkład i zarobione odsetki, kupowano dolary i wywożono
          z Argentyny. Był to "wspaniały okres". Rynek argentyński był otwarty
          dla "inwestorów" zza granicy. W warunkach silnej recesji każdy, kto chciał
          założyć firmę w Argentynie, był witany jak przysłowiowy król. Powstało więc
          szereg firm, których jedyna działalnością była spekulacja i jej legalizacja.
          Legalizacja polegała na zwolnieniu zysku bankowego od podatku, który i tak był
          niski, oraz załatwieniu transferu zysku za granicę. Często zysk dolarowy był za
          granica wymieniany na towary, których cena wskutek wysokiej inflacji połączonej
          ze stałą wartością dolara, była w Argentynie kilkakrotnie wyższa. Zysk dolarowy
          również "inwestowano" w Argentynie, kupując za dolary nieruchomości od tych,
          którzy wiedzieli, że jak najbardziej wolnorynkowa cena dolara jest sytuacją
          sztuczną, spowodowaną przejściowo wysokim oprocentowaniem Peso. Ludzie ci
          wiedzieli, że kiedy zacznie się obniżać procent bankowy, aby umożliwić
          zaciąganie normalnych kredytów na cele inwestycyjne przez przedsiębiorstwa, to
          spadnie podaż dolara i jego cena gwałtownie wzrośnie, i wszystko się
          sprawdziło. Kiedy obniżono procent bankowy, Argentyna była
          całkowicie "odciągnięta" z dewiz, nastąpił ogromny skok wartości dolara, co w
          gospodarce tak bardzo uzależnionej od importu spowodowało z kolei
          hiperinflację. 40 miliardów dolarów długu przypomina Argentynie do dziś o
          latach siedemdziesiątych. Peso zastąpiono nową walutą Australem (Austral-
          południowy), lecz inflacja postępuje nadal. Warto zauważyć, że
          powyższy "przypadek Argentyny" wydarzył się w normalnej, niegdyś kwitnącej
          gospodarce kapitalistycznej.

          A w Polsce ...?

          Według Planu Balcerowicza cena dolara wynosi od stycznia 1990 około 10 000 zł.
          Procent bankowy wahał się od 40% do 80% rocznie w różnych okresach. Pytania,
          które chcielibyśmy postawić ministrowi finansów;

          l. Ile złotych wypłaciły polskie banki jako procent od stycznia 1990 do chwili
          obecnej? (Suma ta podzielona przez 10 000 wyznaczy górna granicę ilości
          dolarów, które Polska straciła w tym okresie i która odzwierciedli się w
          postaci wzrostu zadłużenia, wzrostu ceny dolara i wzrostu stopy inflacji po
          zakończeniu utrzymywania wysokiego procentu bankowego).

          2. Jaka będzie stopa opodatkowania zysku bankowego? (Wysoka stopa podatkowa na
          dochód bankowy z procentu mogłaby zapobiec "scenariuszowi argentyńskiemu").

          3. Jaka była kontrola graniczna (Która mogłaby ograniczyć wywóz
          dolarów "wprost" przez prymitywnych "drobnych inwestorów" lub "turystów" z
          Zachodu)? Co miało zapobiec potencjalnemu wywozowi pieniędzy? Kto mógł zarobić
          na wysokim procencie bankowym i niskim kursie dolara?

          Odpowiedź brzmi: absolutnie każdy, w praktyce ten, kto miał pieniądze.
          Najbardziej zaś zarobić mogli ci, którzy wiedzieli, że procent w bankach
          polskich w danym okresie pozostanie wysoki. Gdyby na przykład taki pan Jeffrey
          Sachs nie miał skrupułów, to przyjeżdżając do Polski i inwestując na wysoki
          procent w złotówce, a potem realizując zysk w dolarach mógłby stać się
          milionerem. Ja nie mam podstaw, żeby twierdzić, że ktoś o znanym nazwisku
          zarobił w Polsce na spekulacji walutowej, ale pytania do ministra finansów,
          które podałem powyżej pozwolą ustalić rozmiar ewentualnej straty oraz
          mechanizmy, które takiej stracie miały zapobiec.

          Scenariusz argentyński udoskonalony

          Oczywiście, nie możemy podejrzewać, żeby dr Leszek Balcerowicz, uczony z
          Harvardu, i jego jeszcze bardziej uczony kolega, prof. Jeffrey Sachs nie
          wiedzieli o "scenariuszu argentyńskim"! Oni go tylko nieco udoskonalili, aby
          rabunek Polski był szybszy i bardziej efektywny. Jak pisze p. Kulczyński, w
          Argentynie procent bankowy wahał się od 30 - 40%. W znowelizowanej metodzie
          Balcerowicz - Sachs procent ten podniesiono do 80%, a nawet więcej. Nie wiemy
          też niczego o tym, żeby istniała w Argentynie równie "poręczna" instytucja jak
          FOZZ. Dlatego dopóki nie odkryjemy jakiegoś zagranicznego pierwowzoru FOZZ, to
          będziemy uważali, że jest to oryginalny "polski" wkład do znanych gdzie indziej
          technik zorganizowanego ograbiania bezbronnych społeczeństw i krajów. W wolnym
          polskim parlamencie, przy trzecim już naszym niekomunistycznym rządzie, nie
          toczy się debata nad katastrofalnymi skutkami zastosowania Scenariusza
          argentyńskiego w warunkach polskich. Sprawy, które dla zwykłego przechodnia na
          ulicy są widoczne gołym okiem, jakoś umykają uwadze naszych posłów i senatorów.
          Zadajemy sobie pytanie: Wiedza? Zdają sobie sprawę? Czy też zajęci walką o e
          t o s nie maja o niczym pojęcia? Jako prawdziwi humaniści nie maja głowy do
          rachunków?

          Niech nam nie mówią, że nie wiedzieli

          • tadluzny Dariusz W. Kulczyński, inżynier kanadyjski... 20.03.06, 20:44
            Jak to fajnie brzmi "inżynier kanadyjski". A jakze, pan Kulczynski dostal sie
            do pracy w elektrowni atomowej w Pickering, a wiec ma dobrze platna prace w
            firmie panstwowej i nie musi sie bac ze ja straci. Jak ja mu zazdroszcze!
            Pan Kulczynski jest tez redaktorem i chyba wydawca polsko-jezycznej
            gazetki "Nowy Kurier". Gazetka ta jest jedna z kilku dostepnych za darmo w
            poludniwym Ontario i mozna ja sobie wziazc w polskich sklepach i instytucjach.
            Gazetka ta to w zasadzie reklamy roznych firm do ktorych autor doklada wypociny
            swoje i innych osob pragnacych pewnego dnia pisac dla, powiedzmy, "Newsweeka".
            Linia programowa pisemka to jakby skondensowane poglady Uni Pracy i PPS Piotra
            Ikonowicza. Poziom i poglady autorow tego pisemka sa - dla mnie osobiscie - na
            zenujacym poziomie, populizm bardzo irytujacy. Jedynym powodem dla ktorego
            czasem biore ten szmatlawiec jest dzial sprzedazy i kupna. W ostatnim np.
            numerze jest wywiad z Maciejem Plazynskim przeprowadzony przez pana
            Kulczynskiego. Wywiad polega na tym ze pytajacy zanim zada pytanie to najpierw
            prezentuje swoje stanowisko po czym zadaje pytanie na ktore jest krotka
            odpowiedz Plazynskiego i tak dalej. Efekt koncowy wyglada jak samopromocja
            Kulczynskiego jako meza stanu albo jakby to Plazynski przeprowadzal wywiad
            poniewaz wywody Kulczynskiego sa dwa razy dluzsze! Pan Kulczynski bywa tez
            czasami zapraszany do dyskusji politycznych w polskiej TV zeby zaprezentowac
            poglady lewej nogi (jakby to powiedzial Walesa).
            Reasumujac kolego, gazetka to szmatlawiec nie wart cytowania. Pozdro.
    • qva Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 15:36
      nie no niewierze co ten gosc tu napisal. ty on jest psychcznie chory a moze ja
      jestem.mam nadzieje ze nie ma takich ludzi w polsce.
    • ali47 Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 16:01

      > Bronisław Geremek, Lidia Geringer de Oedenberg, Genowefa Grabowska, Jan
      > Kułakowski, Janusz Onyszkiewicz, Józef Pinior, Dariusz Rosati, Grażyna
      > Staniszewska, posłowie do Parlamentu Europejskiego
      >
      > W obronie Leszka Balcerowicza
      >

      Nie publikowane fragmenty wywiadu z Bronisławem Geremkiem

      Prawdziwe nazwisko - Berele Lewartow
      ( Zaangażowany komunista.

      Odegrał ogromną rolę w zablokowaniu autentycznego rozliczenia z komunizmem i
      utrzymaniu polityki grubej kreski. Ponosi szczególną odpowiedzialność za
      narzucenie OKP antynarodowego planu gospodarczego Sorosa i Sachsa.

      W swych wystąpieniach za granicą niejednokrotnie występował ze swego
      rodzaju "donosami na Polskę", skrajnie eksponując rzekome
      niebezpieczeństwa "antysemityzmu", "nacjonalizmu" i "populizmu"; skrajny
      manipulator - znany jest z niezwykle rozwiniętych umiejętności rozmijania się
      z prawdą.

      Jest wynalazcą nowego typu dezinformacji, zwanego faktem prasowym, [chodzi o
      zdarzenie, które nigdy nie zaistniało w rzeczywistości, ale stało się
      wiarygodne, bo napisano o nim w prasie!!].)


      /Wywiad przeprowadzony przez Hanne Krall do wybiórczego opublikowania w
      tygodniku "POLITYKA" w 1981 roku/

      Wywiad z Bronisławem Geremkiem, przewodniczacym Rady Programowej przy
      KKP "Solidarnosc" a także kierownikiem Pracowni Historii Kultury
      Sredniowiecza PAN byl gotowy do druku w czerwcu 1981 roku.
      "POLITYKA" oglosila go w dniu 8 sierpnia 1981 roku, Redakcja "POLITYKI"
      zmienila tytul, który brzmial: "Historia nie zwalnia biegu" i wylaczyla
      najważniejszy dla Polaków fragment.

      Zapis magnetofonowy dokonany przez ekipe Radia i Telewizji KKP
      NSZZ "Solidarnosc"


      Podajemy w calosci fragment wywiadu wylaczony z druku przez "Polityke", a
      wydrukowany w powielaczowym periodycznym wydawnictwie pod
      tytulem "Solidarnosc Radia i Telewizji" /biuletyn wylaczne do uzytku
      wewnetrznego/.

      Tekst danego wywiadu poza tym odbito w 33 scisle numerowanych egzemplarzach i
      przekazane nastepujacym osobom: Edwardowi Ochabowi, Janowi Karolowi Wende,
      Leonowi Chainowi, i calemu kahalowi czyli zarzadowi gminy zydowskiej.
      Otrzymala poza tym centrala propagandowa gminy: Jerzy Morawski, Wladyslaw
      Matwin, Artur Starewicz, Michal Brodzki, Adam Schaff. Równiez wszyscy
      przewodniczacy zespolów I, II, III, i IV oraz kierownicy sekcji Radia i
      Telewizji: Gdansk, Wroclaw, Lódz, Kraków, Katowice, Lublin, Szczecin,
      Olsztyn, Poznan, Rzeszów, Bialystok, Kielce.

      Niżej zamieszczamy ów niepublikowany w "Polityce" fragment.

      Hanna Krall: Panie profesorze...


      Bronisław Geremek: Ten tytuł należy mi się już od dawna, ale niech go pani
      nie używa, ciągle jestem tylko docentem.

      Hanna Krall: Ale przecież otrzyma pan godnosć profesora, musi pan ją
      otrzymać.
      Bronisław Geremek: To prawda i chyba już niedługo. Teraz kiedy Geysztor jest
      Prezesem PAN, Madejczyk nie odważy się przeciwstawiać wnioskowi o wystąpienie
      do Rady Panstwa o profesurę dla mnie.

      Hanna Krall: No to ja będę mówila: panie Profesorze, a w tym co bedzie szlo
      do druku zmienimy na: panie Docencie. A wiec, panie Profesorze, musze
      powiedziec, ze mojemu szefowi redakcyjnemu ogromnie zalezy na tym wywiadzie,
      a scisle mówiac na tym, aby zapewnic pana wybór do Komisji Krajowej na
      Zjezdzie w Gdansku.

      Bronisław Geremek: Wiem sam dobrze, że coraz więcej delegatów patrzy nam na
      ręce coraz to z większą nieufnoscią. Muszę przyznac, że nie wiem, czy
      Rakowski dobrze robi inspirując ten wywiad, mogą się ludzie zorientowac, że
      ja i Rakowski gramy tę samą melodię, tylko na innych fortepianach i w innych
      salach koncertowych... Przepraszam, kto tu zagladal?



      Hanna Krall: Nikt wazny. To Bijak. Zastepca Rakowskiego.

      Bronisław Geremek: Musicie go tutaj trzymać? Przecież to...
      Hanna Krall: Jeden Polak musi tu być. Zdarza sie, że przychodzi to redakcji
      ksiadz. Kto ma wówczas z nim rozmawiac? Może Passant? Jeżeli taki ksiadz
      dobrze pamieta lata 1949-1956, to moze sie zdarzyc, że w areszcie albo na
      holdowniczym zebraniu ksiezy-patriotów przesluchiwal go Roman Zambrowski. A
      przeciez Danek kubek w kubek podobny do swego wujka. Jego matka to rodzona
      siostra Romana.

      Bronisław Geremek: Wszystko jedno, w takiej redakcji jak "Polityka" to ja bym
      byl bardziej ostrożny. Poklóci się o wierszówkę, a potem opisze was
      w "Rzeczywistosci".

      Hanna Krall: Nie pan wypluje to slowo, takie brzydkie, niech pan lepiej
      powie, profesorze, do czego mamy się przygotowac w gazecie - strategicznie i
      taktycznie.

      Bronisław Geremek: O samym zjezdzie gdanskim nie będę pani mówil, bo Marta
      Wesolowska zrobi to genialnie. Ostatecznie od dawna siedzi w KOR i zna
      dokladnie wszystkie niuanse. Ale trzeba dac cale wsparcie ogniowe kilku
      niezwykle waznym sprawom:

      Ustawie o Samorzadzie Spolecznym, o spolecznej kontroli nad radiem i
      telewizja, a i nad prasa takze. Ustawa o samorzadzie przedsiebiorstw
      otwierajaca mozliwosci tworzenia spólek polsko-zagranicznych, socjalistyczno-
      kapitalistycznych ma tutaj wezlowe znaczenie. To jest wprawdzie glówne
      zadanie dla Andrzeja Krzysztofa Wróblewskiego, który ten problem postawil
      mocno zaraz po Nadzwyczajnym Zjezdzie Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy
      Polskich w pazdzierniku ubieglego roku, ale to musicie Wy wszyscy, bo to jest
      nakaz Gminy, polozyc jak najwiekszy nacisk. Równoczesnie trzeba wysunac takze
      na glówny plan projekt ustawy o podwójnym obywatelstwie dla wszystkich,
      którzy kiedykolwiek na terytorium Polski mieszkali i obojetnie gdzie
      przebywaja dzis, i ich prawni nastepcy równiez.



      Hanna Krall: Nie chwycilam jeszcze, czemu to takie wazne juz w tej chwili.

      Bronisław Geremek: Bo kuc zelazo trzeba wtedy kiedy jest gorace, a historia
      nie zwalnia biegu, kiedy się ja kijem pogania. Znala pani profesora Wyke?



      Hanna Krall: Tak, poznalam go osobiscie w Krakowie, a poza tym czytalam
      wszystko co napisal w ksiazkach i periodykach.

      Bronislaw Geremek: Wszystko? Naprawdę wszystko? A jego rozmowę historyczo-
      socjalistyczna pod tytulem "Gospodarka wylaczona" tez pani zna?



      Hanna Krall: "Gospodarka wylaczona"? Przeciez on nie zajmowal sie nigdy
      historia gospodarcza!

      Bronisław Geremek: Ale się na tym znal, zreszta rozmowę napisal z osobistej
      inspiracji Jakuba Bermana i Romana Zambrowskiego, ogloszona w pierwszym
      numerze miesiecznika "Twórczosc" z 1945r. Wyka byl zreszta naczelnym
      redaktorem tego miesiecznika. Nie bede pani odsylal do biblioteki na Foksal.
      Mam ten numer przy sobie, bo jest mi bardzo potrzebny do opracowania
      memorialu dla kilku osób z najwyzszego kregu wladzy, a i dla tych kilkunastu,
      którzy stoja ponad oficjalnym kregiem wladzy ludowej w Polsce. Trzeba
      obejmowac wszystkich i to wszystkich.
      Poszukajmy, poszukajmy! Jest: strona 156, 157 i 158. Rozdzial: "Zydzi i
      handel polski". Centralnym faktem psychogospodarczym lat okupacji jest na
      pewno znikniecie z handlu i posrednictwa milionowej masy zydowskiej.
      Znikniecie, kiedy dzisiaj liczyc trzeba niedobitków, definitywnie i
      ostatecznie. Natomiast faktem mniej znanym, chociaz równie waznym, jest próba
      inercyjnego i automatycznego wejscia zywiolu polskiego na miejsce opuszczone
      przez Zydów. Dlatego nazywam to wejsciem inercyjnym i automatycznym, poniewaz
      caly ten proces, mówiac krótko i brutalnie, mial ze strony wchodzacych na
      puste miejsce taki obraz: na miejsce nieochrzczonych ochrzczeni, ale z cala
      ohyda psychologiczna: kanciarze, handlarze, wyzyskiwacze. Psychologia
      zwiazana z funkcja spoleczna, a nie przynaleznoscia narodowa. Cala
      radosc "trzeciego stanu" sprowadza sie wlasciwie do nadziei: nie ma Zydów,
      wejdziemy na ich miejsce niczego nie zmieniajac, a wszystko dziedziczac z
      nalogów, które narodowi moralisci uwazali za typowe dla psychiki zydowskiej,
      ale tym razem bedzie to narodowe. Cechy cacy i tabu. Pominie tu pani ten
      fragment wywodów
      • ali47 Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 16:10
        Cechy cacy i tabu. Pominie tu pani ten
        fragment wywodów Kazimierza Wyki, gdzie zawarta jest obrona zydowskiego stanu
        posiadania w ekonomice dawnej i przedwojennej Polski. Czytajmy na stronie
        157. Powiedzmy wyraznie: nieszczesciem polskiego zycia gospodarczego nie bylo
        to, ze wszedzie, od straganu po najwiekszy bank, przodowali w nim Zydzi.
        Nieszczesciem bylo to, ze procesa gospodarczo-handlowe byly u nas wylaczone z
        normalnej tkaniny zycia panstwowego. Kontaktowaly z nia tylko podatkiem,
        wymykaly cyganstwem oraz przekupstwem.



        Hanna Krall: A nie sadzi pan, panie profesorze, ze ten wlasnie dystans od
        tego co pan nazwal "tkanina moralna zycia panstwowego" byl wlasnie na reke
        tym wszystkim, którzy w Polsce wladali "od straganu az do najwiekszego
        banku".

        Bronisław Geremek: Podzielam pani poglad, ale ja referowalem poglad Wyki,
        który w interesujacej nas materii przechodzi na stronie 158 do sedna swego
        wywodu, bynajmniej nie o teoretycznym znaczeniu. Potepia mocno Polaków, ze
        siegneli po spadek po wymordowanych Zydach, acz w potepieniu tym jest
        ogromna przesada, bo mienie Zydów zrabowali Niemcy, a Polacy, jesli którys to
        potrafil czy tez musial, zajeli sie jedynie handlem, bez którego zycie nie
        moglo przeciez istniec. Nie nasza jednak sprawa wydawanie dobrego swiadectwa
        Polakom. Wyka tez pisze dla naszych zydowskich interesów prawidlowo i
        korzystnie. Wiadomo, ze do kosci zbieraja sie zawsze hieny, nigdy lwy.



        Hanna Krall: Jakie to ladne. Musze sobie to zapisac. Moze sie przydac.

        Bronisław Geremek: I dalej nieoceniony Kazimierz Wyka, ale pytanie znacznie
        donioslejsze, czy formy w jakich sie ta eliminacja dokonala i sposób w jaki
        spoleczenstwo nasze pragnelo i pragnie ja zdyskontowac byly moralne i
        rzeczowo do przyjecia?

        Otóz chociazbym tylko za siebie odpowiadal i nie znalazl nikogo kto by mi
        zawtórowal, bede powtarzal nie, po stokroc nie. Te formy i nadzieje byly
        haniebne, demoralizujace i niskie. Skrót bowiem gospodarczo-moralnego
        stanowiska przecietnego Polaka wobec tragedii Zydów wyglada tak: Niemcy
        mordujac Zydów popelnili straszliwa zbrodnie. My bysmy tego nie zrobili. Za
        te zbrodnie Niemcy poniosa kare. Niemcy splamili swoje sumienie, ale my - my
        juz teraz mamy korzysci i w przyszlosci bedziemy miec same duze korzysci, nie
        plamiac sumienia, nie plamiac dloni krwia. Trudno o paskudniejszy przyklad
        moralnosci murzynskiej, jak takie rozumowanie naszego spoleczenstwa.



        Hanna Krall: Panie profesorze, alez Wyka nie ma racji. Przeciez spoleczenstwo
        polskie w calej swojej masie wspólczuje Zydom, a i w miare mozliwosci
        pomagalo Zydom z narazeniem wlasnego zycia.

        Bronisław Geremek: Nie jest wazne co bylo, ale jest wazne co ma byc. Czytajmy
        wiec z jubilerska wprost precyzja profesora Kazimierza Wyki, który dane mu
        przez Bermana zamówienie wykonywal z arcykunsztownie i w nakazanym terminie.
        Juz w pierwszym numerze "Twórczosci" formy jakimi Niemcy likwidowali Zydów
        spadaja na ich sumienie. Zloty zab wydarty trupowi bedzie zawsze krwawil,
        chocby nikt nie zapamietal jego pochodzenia. Dlatego nie wolno nam dozwolic
        by taka reakcja byla zapomniana lub utrwalana inna, bo jest w niej malostkowe
        tchnienie nekrofilii. Mówiac prosciej, ze jezeli tak juz sie stalo, ze nie ma
        Zydów w gospodarczym zyciu polskim, to nie bedzie ciagnac korzysci warstwa
        ochrzczonych sklepikarzy. Prawo do korzysci posiada caly naród i panstwo. Na
        miejsce zlikwidowanego handlu zydowskiego nie moze wejsc identyczny i
        strukturalnie psychologiczny handel polski, bo wtedy caly proces nie
        posiadalby najmniejszego sensu. W okresie prowizorium okupacyjnego szedl zas
        taki handel i sadzi, ze juz sie rozsiadl na wieczne wieki.



        Hanna Krall: To teraz dopiero rozumiem, dlaczego to w 1948 roku oglosil
        Hilary Mina "Bitwe o handel" i najpierw z torbami puscily polskich kupców i
        rzemieslników przy pomocy domiarów podatkowych, a nastepnie upanstwowily
        wszystko, spóldzielnie praktycznie takze, by Polacy nigdy nie handlowali po
        wieki wieków.

        Bronisław Geremek: Tego pani nie moze pamietac. Jest pani przeciez za młoda.



        Hanna Krall: Wtedy w 1948 roku bylam mala dziewczynka, ale o bitwie pana
        Minca o handel slyszalam wiele razy.

        Bronisław Geremek: No to teraz uslyszy pani znowu, ale o tym nikomu i nigdy
        nie bedzie pani opowiadac. To jest najwieksza tajemnica. W najblizszym czasie
        nasi powróca do handlu i produkcji w Polsce.



        Hanna Krall: Skad pan wezmie tylu Zydów? Kto im da przedsiebiorstwa? Kto da
        pieniadze?

        Bronisław Geremek: O naszej "Solidarnosci" to juz pani zapomniala? Jeszcze
        beda prosic zeby Zydzi brali te przedsiebiorstwa.



        Hanna Krall: Jeszcze nie obejmuje mysla i wzrokiem duszy tej operacji, ale
        juz cieszy mnie ona ogromnie.

        Bronisław Geremek: Jest ustawa o samorzadzie przedsiebiorstwa? Jest? Mogla
        byc dla nas jeszcze lepsza, ale i to wystarczy. Przewiduje ona, ze moga byc
        tworzone spólki prywatno-samorzadowe i spólki prywatno-panstwowe. Przewiduje.
        Co jest potrzebne na rozruch takiej spólki? My wiemy dobrze. Pieniadze! A kto
        ma dzis pieniadze na takie interesy? Moze Polacy? Nie, ja Polaków w tym
        interesie jako udzialowców nie widze. Pieniadze dadza Zydzi! Glowe do
        interesu tez Zydzi i pytala pani: "skad wezme tylu Zydów?" A no na szczescie
        ludu Izraela, juz sa. Przez 38 lat populacja odrodzila sie: w Izraelu,
        Europie Zachodniej, Zwiazku Radzieckim. Kiedy tylko uchwalimy ustawe o
        podwójnym obywatelstwie i prawie swobodnego wyboru miejsca zamieszkania oraz
        podrózowania do Polski tam i spowrotem - w zaleznosci wylacznie od checi
        zainteresowanego takiego z podwójnym obywatelstwem polskim. Z kadrami do
        zreprywatyzowanego przemyslu, rzemiosla i handlu nie mamy najmniejszego
        klopotu. A warsztaty pracy stoja otworem, a nawet i puste. Oplacilo sie nam
        doprowadzic je do takiego stanu, do takiej zalosnej ruiny. W takim stanie
        beda dawac je nam za darmo i jeszcze calowac w reke, aby byla praca dla
        Polaków i troche na rynek.



        Hanna Krall: Dlaczego tylko troche na rynek wewnetrzny?

        Bronisław Geremek: Bo te zaklady beda produkowac na eksport, a nie na rynek.



        Hanna Krall: A jak "Solidarnosc" bedzie ta produkcje wysylana na eksport
        zatrzymywac na granicy albo w portach?

        Bronisław Geremek: Jaka "Solidarnosc"? Jak to wszystko sie nam uda,
        to "Solidarnosc" bedzie kijem naganiala swoich czlonków i partyjnych tez do
        ostrej i wytezonej pracy w nadziei, ze samorzad zblizy ja do zysków na
        horyzoncie. Te zyski beda, ale jak peczek marchwi przed lbem osla aby stale
        ciagnal ten nasz ciezki wóz.



        Hanna Krall: Panie profesorze, wydaje mi sie, ze pan niezbyt lubi Polaków!



        Bronisław Geremek: Niezbyt lubie? Takie określenie jest niezbyt ścisle!

        Ja ich po prostu nienawidzę.

        Tak nienawidzę, że nie wiem jak to wyrazić słowami
    • ironlord Re: Czy PiS zagraża gospodarce? 20.03.06, 16:10
      buahahaha, co za dowcip....
    • japoeta1 Re: Czy Balcerowicz zagraża gospodarce? 20.03.06, 16:33
      Od kilkunastu lat Balcerowicz przoduje w rankingach najmniej popularnych
      polityków: zmieniali się tylko ci, którzy z nim sąsiadowali: raz Lech Wałęsa,
      raz Józef Oleksy. Społeczeństwo postrzega byłego potrójnego wicepremiera przez
      pryzmat pieniędzy, które wyjęto mu z kieszeni w pierwszych latach transformacji
      ustrojowej. Balcerowicz był autorem "popiwku", podatku od ponadnormatywnych
      wynagrodzeń, który wprawdzie zdusił inflację, ale przyczynił się do zubożenia
      społeczeństwa. Za jego reformy sklepy wypełniły się towarami, rozwinął się
      handel uliczny (z łóżek polowych i "szczęk"), a narodowa waluta została
      ustabilizowana i stała się wymienialna, ale w 1990 r. płace realne według GUS
      spadły w stosunku do roku poprzedniego o 23,9 proc., zaś produkcja - o 24,2
      proc. Po pierwszym roku reformy bezrobocie sięgnęło 1,1 mln, po drugim już 2,2 mln.
      • poszi Re: Czy Balcerowicz zagraża gospodarce? 20.03.06, 17:05
        > ustrojowej. Balcerowicz był autorem "popiwku", podatku od ponadnormatywnych

        Balcerowicz to typowy kozioł ofiarny. Objawia sie to całą masą mitów na temat
        planu Balcerowicza i jego osoby. Balcerowicz nie jest żadnym autorem popiwku.
        Popiwek obowiązywał już w połowie lat osiemdziesiątych.
        www.mf.gov.pl/dokument.php?dzial=155&id=12091 oraz
        pl.wikipedia.org/wiki/Popiwek
        Dzięki skutecznej propagandzie Leppera i jemu podobnych Balcerowicz odpowiada
        nawet za "trzęsienia ziemi, gradobicie i koklusz".
        • sam_sob Re: Czy Balcerowicz zagraża gospodarce? 20.03.06, 18:30
          poszi napisała:

          >
          > Balcerowicz to typowy kozioł ofiarny. Objawia sie to całą masą mitów na temat
          > planu Balcerowicza i jego osoby. Balcerowicz nie jest żadnym autorem popiwku.

          Myślę, że porównanie z kozłem osłabia jego poczucie wyższości i symbol elit,
          które go wypromowały i postawiły na czele UW, jako mało znanego kozła, któremu
          wówczas "babka na dwoje wróżyła". Z tego powodu obrana może być odczytana
          dwuznacznie, czy o to chodziło?
          • ali47 Re: Czy Balcerowicz zagraża gospodarce? 20.03.06, 20:18
            Na świecie jakby odwilż w głowach ekonomistów, a polską myśl ekonomiczną
            opanowali ludzie zacofani; świat mówi o kapitalizmie moralnym, uważniej
            słucha społecznej nauki Kościoła, natomiast w Polsce szaleje dziki
            kapitalizm wspierany ideologią neoliberalizmu, głoszoną przez tysiące
            niedouczonych albo cynicznych ekonomistów pracujących dla banków i
            wielkiego biznesu. Wspierają ich użyteczni idioci. Instytucja tych
            ostatnich znana jest od dawna; pamiętamy jak wielu intelektualistów
            Zachodu i krajów podbitych przez Stalina wygłaszało peany na jego cześć
            i słowa podziwu dla Kraju Rad, "nadziei ludzkości". Kompromitacja utopii
            komunistycznej sprzyjała powstaniu nowej wspólnoty użytecznych idiotów -
            tym razem entuzjastów globalizmu i liberalizmu gospodarczego, nowej
            "nadziei świata". W III RP tych głupio-mądrych fanatyków jest wyjątkowo
            dużo; wielu artystów, myślicieli i polityków na drodze do sławy uważało
            i uważa za swój obowiązek wyrazić podziw dla Leszka Balcerowicza i
            wypowiedzieć swoje pryncypialne poglądy w sprawach biznesu i ekonomii.
            Z drugiej strony tysiące ekonomistów poważnie traktujących uprawianą
            naukę, przekazuje studentom solidną wiedzę, którą trzeba wyławiać z
            morza pseudonaukowej literatury. Ale ludzie nie mają szans, aby zetknąć
            się z tą wiedzą w mediach. Natomiast tysiące dyletantów snują rozważania
            np. na temat: co jest gorsze, inflacja czy deflacja, czyli jakby
            stawiając problem, przegrzać gospodarkę czy ją zamrozić.

            Miałeś chamie czapkę z piór
            Regulowanie poziomu stóp procentowych stanowi złoty klucz do
            optymalizacji rozwoju gospodarczego; umożliwia maksymalizację wzrostu
            gospodarczego w granicach dostępnych środków produkcji i użytecznych
            technologii z wykorzystaniem możliwości współpracy z zagranicą. Gdyby
            polityka pieniężna ten cel uwzględniała, to stopa wzrostu gospodarczego
            przez wszystkie lata III RP byłaby zapewne dwukrotnie wyższa. Do takiej
            oceny upoważniają fakty; większość państw wstępujących do UE po otwarciu
            rynku na kraje Wspólnoty notuje wzrost gospodarczy rzędu 8-12 proc.
            przez wiele lat. Tymczasem my wleczemy się w ogonie państw rozwijających
            się, ponieważ NBP uporczywie budował rynek finansowy, którego związek z
            polską ekonomią wyznacza jeden tylko parametr - stopa inflacji. W
            rezultacie rynek finansowy Balcerowicza to budowla na fundamentach z
            lodu. Oparcie go na kapitale spekulacyjnym i na praniu brudnych
            pieniędzy to sprawa niesłychanie ryzykowna. W ostatnich latach
            przekonały się o tym miedzy innymi Argentyna i Turcja.

            Parodoks Balcerowicza
            Keynes i Friedman to bezspornie najwybitniejsi przedstawiciele nauki
            ekonomii w XX wieku, ale wielkość tego drugiego wcale nie polega na tym,
            że krytykował swojego sławnego kolegę. Friedman jest geniuszem ekonomii
            z innego powodu - jasno sformułował teorię monetaryzmu, która uczy jak
            zapobiegać ostrym kryzysom w przebiegu cyklu koniunkturalnego i osiągać
            możliwie duży wzrost gospodarczy. Kluczem do realizacji tych celów nie
            jest niska inflacja, ale optymalna podaż pieniądza na rynek. Friedman
            inflację traktował jako zjawisko pieniężne, jako wskazówkę do
            optymalizacji podaży pieniądza. W praktyce oznacza to, że kiedy inflacja
            rośnie zbyt szybko, podaż pieniądza należy zmniejszać, a więc podnosić
            stopy procentowe banku centralnego co powinno wywoływać umocnienie
            złotówki. Gdy zaś inflacja niepokojąco maleje i rysuje się stagnacja,
            podaż pieniądza należy zwiększać, obniżając stopy procentowe co winno
            skutkować osłabieniem złotówki. Wszyscy, którzy interesują się ekonomią,
            mogą tę szkolną wiedzę z zakresu teorii monetaryzmu znaleźć w
            podstawowych podręcznikach ekonomii i encyklopediach. Wszyscy, którzy w
            ostatnich ośmiu latach choć trochę śledzili ruch stóp procentowych i
            zmiany wartości złotówki powinni zauważyć, że ten mechanizm nie działał.
            Na ogół obniżaniu stóp towarzyszyło umocnienie złotówki, co stanowi
            "paradoks Balcerowicza". Oznacza to, że nasz rozwój gospodarczy nie
            przebiegał po ścieżce optymalnego wzrostu, a kapitaliści zamiast
            inwestować w gospodarkę i ponosić pewne ryzyko, które stanowi esencję
            wolnorynkowego kapitalizmu, wybierali rentę od kapitału w postaci
            wysokich odsetek. Balcerowicz pozwalał kapitalistom-rentierom zarabiać
            krocie i zadbał, aby nie ponosili żadnego ryzyka. Żeby było skąd na to
            brać, państwo musiało się gwałtownie zadłużać.
            Na temat tych absurdów pisałem już cztery lata temu w artykule "Jaki
            kapitalizm, taka gospodarka" ("Nowe Państwo" 5/2002). Wielkie "wolne"
            media nie chciały artykułu drukować (dla "Newsweeka" był "zbyt
            naukowy"), zaś liderzy ugrupowań parlamentarnych zignorowali przesłane
            materiały. A może wszyscy wiedzieli, czym grozi polityka Balcerowicza,
            ale woleli nie wybiegać myślami w przyszłość? Wszak zarabianie na
            absurdalnie wysokim oprocentowaniu depozytów jest tak wciągające jak
            ruletka w Monte Carlo.

            z tygodnika "Solidarność "


    • ak813 Smrodliwy Michnik i GWno zagrazaja Polsce. 20.03.06, 20:41
      • kelowna Smrodliwy to jestes TY - PiS napewno zagraza 20.03.06, 21:12
        gospodarce. PiS razem z SO to juz bedzie super zagrozenie.
      • ariam7 Re: Smrodliwy Michnik???? 21.03.06, 01:26
        czy ty człowieku widzisz i rozumiesz co robi pis? a pamiętasz kulturalne
        wejścia i odejścia poprzedników, nawet ich było stać na jakiś minimalny poziom
        przyzwoitości i inteligencji. a obecna władza sklonowana niby wykształcona, ale
        co się dziwić, z głupim narodem można wszystko.
    • mammamia6 UniCredit a nie UniCredito 20.03.06, 21:56
      Czy mogłabym poprosić, aby Gazeta nauczyła się, że UCI to UNICREDIT a nie
      Unicredito. Mała różnica, a świadczy o profesjonalizmie lub jego braku. Powtórzę
      - Unicredit. A zatem Premier rozmawiał z prezesem Unicredit, fuzja
      Unicredit, itd.
    • solar.storm Kapitalizm zagraza zyciu, a wiec i gosopodarce 21.03.06, 03:21
      wszedzie.
    • 3m05 Noz w plecy 22.03.06, 22:29
      "Ostatni tydzień poświęciłem promocji Polski jako miejsca inwestycji, a teraz
      wygląda to tak, jakby wbito mi nóż w plecy" - powiedział agencji Reuters Roman
      Rewald, szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Warszawie",

      No prosze. Pan Rewald caly tydzien poswiecil promocji Polski i juz sie zniechecil.
      Na szczescie Polska dokonala zakupu amerykanskich F-16 za jedne 6 miliardow
      dolarow co na wiele lat poprawi statystyki wymiany handlowej z USA.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka