wj_2000
11.12.06, 22:25
"Jak się teraz okazuje, femme fatale Samoobrony od początku nie była pewna,
kto jest ojcem jej najmłodszej córki. Składając zeznania w prokuraturze, jak
mówi jej pani adwokat, wskazywała dwóch potencjalnych ojców - Łyżwińskiego i
Leppera."
Nie, nie! Twardo upierała się przy Łyżwińskim! W szpitalu podała imię ojca
(ale bez nazwiska) Stanisław! A nie Andrzej.
Jej sąsiadka, starsza Pani działająca z nią w SO, wyznawała bardzo
wiarygodnie, iż od czasów ciąży zwierzała sie jej ze to Łyżwiński.
Gdy się okazało że nie, przeżyła szok.
Całość zachowań jej i Łyżwińskiego można logicznie wytłumaczyć przyjmując
założenie (wielce zwyczajne) iż pani Aneta, zostawszy kochanką Łyżwińskiego,
co rozpoczęło jej karierę w SO i znakomicie poprawiło sytuację finansową,
zdawała sobie sprawę, że to nie będzie wieczne! Żądze u Łyżwińskiego się
skończą i trzeba będzie wrócić do życia z zasiłku (I z trudem wyszarpywanych
alimentów od byłego męża).
W tej sytuacji (nie będąc przecież panną, a rozwódką z dwójką gąb do
wykarmienia), TRZECIE dziecko nie byłoby specjalną katastrofą, a gdyby to
było dziecko PROMINENTA, mogłoby stanowić kapitał zapasowy, polisę
ubezpieczeniową na wypadek końca koniunktury utrzymankowo-politycznej.
Jeśli już, to najkorzystniej złapać na ojca samego Leppera. W świetle zeznań,
książek wejścia do Sejmu, etc. wydaje się, że (nie bez pewnej, relatywnej
obojętności Leppera)udał się jej wejść do jego łóżka.
Po dwóch tygodniach PRZYPADEK, zawsze niezbędny do tego by wydarzyła się
spektakularna katastrofa "na własne życzenie", przypadek w postaci upławu z
pochwy, wyglądającego JAK miesiączka, spowodował, że uznała próbę złowienia
Leppera na ojca własnego dziecka uznała za chybioną i zdecydowała się na
złowienie na ojca VICEszefa SO. Ten chętnie z nią sypiał. Twierdząc że jest
zabezpieczona, sprowokowała go do nieuzywania prezerwatywy i poszła z nim do
łóżka w okresie największej płodności. Za kolejne dwa tygodnie
rzekoma "miesiączka" już się nie powtórzyła (rzadki przypadek zdarza się
raz!).
Wniosek dla naszej "bohaterki" był oczywisty. Jest ciąża z ŁYŻWIŃSKIM.
I w takim przekonaniu żyła do ostatniej soboty.
Rzekome wczesniactwo jej córki było tylko 1-miesięcznym błędem w ocenie
początku ciąży.
Lepper powinien być w strachu!
Oczywiście wszystko to jest zgodne z przypuszczeniem (oczywistym od początku
dla każdego bezstronnego obserwatora - mówił dzisiaj o tym profesor
Chrzanowski w Kropce nad i), że Aneta K. to intrygantka, bez żadnego
kręgosłupa moralnego, a nie "ofiara".
To, że Gazeta jej zawierzyła prezentując rozczulający obrazek, dowodzi tylko
myślenia życzeniowego (jeśli nie cynizmu) dziennikarza.