nick3
06.01.08, 03:18
"Działanie państwa nie może w swym efekcie stanowić sygnału, iż
państwo akceptuje lub odrzuca religię." (sędzia O'Connor)
I tak właśnie jest fair.
A inaczej nie jest fair.
Jeśli to, co piszę, to jest "fundamentalizm sekularny" (tak
fundamentaliści nieuczciwie nazywają właściwy demokracji laicyzm),
to należy być "fundamentalistą sekularnym" (de facto: przeciwnikiem
różnicowania praw obywateli ze względu na światopogląd).
Dlaczego należy? Bo równości wobec prawa stopniować się nie da. Jest
albo jej nie ma.
A jeśli jej nie ma, nic nie uzasadnia tolerowania nielubianych
mniejszości (oczywiście ich członkowie i tak będą - jak wiadomo -
"zupełnie bezpieczni", ponieważ Religia Panująca jest Religią
Pokoju:) "Nikt dobrej woli w to nie wątpi." N'est-ce pas?:)))
Dworkin dobrze pokazuje dlaczego "świecko-tolerancyjność" jest
jedyną tolerancyjnością autentyczną i że nawet w społeczeństwie,
które uważa samo siebie za "religijno-tolerancyjne", to jej
("świecko-tolerancyjności") pozostałości w myśleniu zbiorowym są tym
czynnikiem, który faktycznie utrzymuje przy życiu praktykę
tolerowania odmienności.
Fragment z artykułu:
Amerykanie akceptują tolerancję dla ateistów - i to nie tylko z
konieczności, ale także jako kwestię zasad. Nie da się jednak -
dowodzi Dworkin - uzasadnić takiej tolerancji w ramach modelu
religijno-tolerancyjnego, który uznaje specjalną wartość religii w
życiu publicznym. Trzeba odwołać się do bardziej fundamentalnego
wymiaru wolności - uznać prawo wolnego wyboru w kwestiach etycznych
za nadrzędną zasadę konstytucyjną. To zaś, jak widzieliśmy, wskazuje
na wyższość modelu świecko-tolerancyjnego.
Koniec cytatu.
Tak właśnie chyba jest:)
Czego i Polsce życzę...