Dodaj do ulubionych

Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko...

    • lucasart Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 15.02.08, 14:45
      na UMCSie w Lublinie jest TO SAMO !!!!
      nie wspominająć już o innych "przekrętach"....
      a niedowiarków zapraszam...
    • fluor Logika stosowana wg prof. Barbary Kudryckiej 15.02.08, 15:27
      Fragment wywiadu Pani Minister Szkolnictwaq Wyzszego:

      Zmieni pani ścieżkę kariery naukowej?
      - Nie chodzi o to, żeby ją zmieniać. Masowość studiowania obniżyła
      poziom doktoratów, więc habilitacja nadal jest pierwszym poziomem,
      który wskazuje na samodzielność naukową pracownika.

      Przyznam, ze nie rozumiem, pewnie potrzebna jest do tego habilitacja.
    • zuzana3 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 15.02.08, 15:38
      wyborcza produkuje artykuly wedlug aktualnego zapotrzebowania
      politycznego. Pomysl PO - pieniadze tylko dla najlepszych uczelni.
      Nastepnego dnia artykul w wyborczej - jakie to straszne sa
      niewielkie uniwersytety. porazka...
      • hollowcat też mam takie odczucie :/ 15.02.08, 18:57
    • toporowa anty-habilitacyjne lobby ruszyło do boju 15.02.08, 17:53
      W wielu wypowiedziach na niniejszym forum proponowana jest kuracja ozdrowiencza
      opierająca się na wzajemnie wykluczających się działaniach. Postuluje się zatem:
      1. zniesienie habilitacji
      aby w nastepnym zdaniu przedstawić postulat:
      2. zwiększenia wymagań stawianych nauczycielom akademickim.
      Szczególną delikatność zademonstrował dyskutant, ktory twierdzi, że habilitacja
      jest upokarzająca dla habilitanta.

      • dizzy_miss_lizzy Re: anty-habilitacyjne lobby ruszyło do boju 15.02.08, 19:25
        Nie bardzo widzę w tym sprzeczność. Habilitacja to relikt minionego
        systemu, natomiast ocena dorobku pracowników naukowych jest
        absolutnie konieczna. Oto krótki spis elementów tej oceny:
        1.artykuły z czasopism peer review plus impact factor plus indeks
        cytowań, 2.pozostałe artykuły, 3.udział w konferencjach
        zagranicznych i/lub krajowych, 4.zdobyte granty międzynarodowe i
        krajowe, 5.recenzje, etc etc. W imię czego utrzymywać habilitację?

        toporowa napisał:

        > W wielu wypowiedziach na niniejszym forum proponowana jest kuracja
        ozdrowiencza
        > opierająca się na wzajemnie wykluczających się działaniach.
        Postuluje się zatem
        > :
        > 1. zniesienie habilitacji
        > aby w nastepnym zdaniu przedstawić postulat:
        > 2. zwiększenia wymagań stawianych nauczycielom akademickim.
        • dalatata Re: anty-habilitacyjne lobby ruszyło do boju 15.02.08, 19:30
          kurde no DML, kit wychodzi z tego postu no! habilitacja rowniez
          polega na takiej ocenie. tyle ze jeszcze ksiazke habilitacyjna
          trzeba napsiac. recenzja habilitacyjna musi zawierac ocene calego
          dorobku kandydata. to nie 'tylko' ksiazka. ksiazka 'tez' jest
          czescia tego dorobku.
          • dizzy_miss_lizzy o rany,no! 15.02.08, 19:36
            Ale dlaczego, dlaczego ja muszę jeszcze raz napisać to co już
            napisałam, albo dopisać to czego jeszcze nie opublikowałam plus
            dopisac to co juz inni napisali w tej dziedzinie? Dlaczego muszę
            pisać upokarzające listy do współautorów z prośbą o procenty?
            Komu potrzebna jest książka której nikt nie przeczyta poza grupką
            recenzentów? Zamiast tracić rok na pisanie ponowne po polsku tego co
            już napisano/napisałam/napiszę - wolę zrobić listę (!!!!) kolejnych
            punktów i dać to komuś do oceny! Dlaczego mam pisać książkę, do
            licha?
            • dalatata to po co pisac doktorat? 15.02.08, 19:41
              glupawe listy do wspolautorow pisze tez brytyksi naukowiec, ktory
              jest umieszczony w Research Assessment Exercise. to wielbione UK
              rowniez ma takie jaja.

              a argumenty o ksiazce odrzucam. to trzeba napisac interesujaca
              ksiazke i wydac ja po angieslku w porzadnym wydawnictwie. nawet
              polonisci moga to robic.

              kurde, a po co pisac doktorat no? nie lepiej zebrac pare artykulow i
              ocenic dorobek?
              • dizzy_miss_lizzy Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 19:45
                Bo doktorant nie publikuje tak jak postdoc. I nie ma innej szansy na
                udowodnienie, co jest wart.
                • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 19:52
                  sprytna wolta, ale ja juz mowilem ze nie jestem polgramotny.dlaczego
                  nie zlikwidowac dokotratu i nie kazac magsistrowi publikowac tylko?
                  tez nie bedzie musial pisac nudnych ksiazek. w tym wypadku nawet nie
                  ksiazki - pracy, ktora przeczytaja tylko recenzenci. bo nawet nie
                  garstka zainteresowanych.

                  po drugie, moi dokotranci publikuja przed doktoratem.
                  • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 20:02
                    Habilitacja to obowiazek napisania drugiej rozprawy. Ogolna zasada jest taka, ze
                    ma byc jak w doktoracie, tylko na "wyzszym" poziomie. W praktyce to oznacza, ze
                    ma byc po prostu grubsze niz doktorat. Po co? Rozprawy habilitacyjne w formie
                    takiej, jaka jest wymagana, sa niepublikowalne, dlatego wydaje sie te makulature
                    w uczelnianych wydawnictwach. Istnieje okreslony rynek miedzynarodowy publikacji
                    naukowych. Monografie habilitacyjne wymagan takiego rynku nie spelniaja. Traci
                    sie rok na wyprodukowanie czegos, co jest zbedne z punktu widzenia rozwoju
                    naukowego. Ta ksiazeczka naprawde uziemia i nigdzie poza Polska nie bedzie sie
                    liczyc.
                    • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 20:17
                      tak, tylko ze ja nie o tym.

                      ja rozumiem, ale zdaje sie ze wreszcie znalazlem sposob na argumenty
                      przecie habilitacji. ze tego nikt nie czyta, ze nudne, ze po co. te
                      wszystkie krytyki mozna wyglosic wobec doktoratu i jakos nikt tego
                      nie robi. bo na 'zachodzie' maja?

                      latwo jest wykazac, ze doktorat opoznia publikacje, ze jest
                      zawalidroga itd itd (i jeszcze nie tak dawno traktowany byl z epwna
                      rezerwa w UK - znam wybitnych naukowcow bez dokotratu).

                      zacznijmy krytykowac doktorat!
                      • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 20:29
                        Po co pisac doktorat dwa razy? Bo habilitacja jest takim drugim doktoratem.

                        Mozemy zaczac krytykowac prace magisterskie. Powaznie. Swoim studentom od tego
                        roku nakazalama pisanie pracy magisterskiej od ostatniego rozdzialu. Zatwierdze
                        ostatni rozdzial, to moze pisac reszte rozprawki. Nie zatwierdze ostatniego
                        rozdzialu, to nie ma pracy. Liczy sie tylko ostatni rozdzial, reszta jest
                        dodatkiem wymaganym przez przepisy, ale mniej waznym.
                        • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:46
                          to moze lepiej juz tylko byc perypatetykiem. :-)
                          • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:57
                            Alez to nie sa rozprawy filozoficzne, tylko prace eksperymentalne :-)

                            Profesjonalny opis eksperymentu to ok. 10 tys. slow, z przedstawieniem stanu
                            badan, wnioskow, etc., a wydzial wymaga minimum 60 stron. Wiec w pierwszych
                            rozdzialach pisza wszystko, co wiedza na temat i co luzno zwiazane z tematem...
                            Do produkowania makulatury przyucza sie u nas wczesnie...
                            • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:09
                              kurde Humanisiu no! nie chrzan! dwie z ksiazek ktore napisalem w
                              ostatnich latach sa oparte na grantach badawczych. w przywoitych
                              wydawnictwach wydalem.

                              nie myl raportow badan z ksiazkami. to jest taka dyskusja - ja wam
                              udowodnie ze sie nie da. no pewnie mozna tylko po co?

                              ja bym sie staral z systemu wyciagnac cos pozytywnego dla siebie.
                              skoro juz musze to napisac, to jak napisac tak zeby bylo jak
                              najlepiej dla mnie. no ale to ja.
                              • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:32
                                Qurde, no, nie bierz mnie pod wlos, bo mam grant na napisanie ksiazki, wiec ja
                                napisze najlepiej, jak potrafie, wiec ktos mi juz pozytywnie zrecenzowal sam
                                projekt. Tylko rzecz polega na tym, ze wszyscy gramy w te bezsensowna gre. Jest
                                obowiazek pisania ksiazki, wiec sama nie utracilabym grantu na ksiazke, nawet
                                jezeli uwazam, ze pisanie takiej ksiazki jest pozbawione sensu.

                                Nie pisze o raportach z badan, tylko o "pelnometrazowych" artykulach.
                                Przedstawia sie hipoteze, przeprowadza eksperyment i na tej podstawie konstruuje
                                sie model. I najczesciej cytowane modele przedstawione zostaly wlasnie w
                                artykulach, a nie w ksiazkach. W ksiazkach to sa rozdzialy monograficzne, a
                                prawdziwe monografie badawcze to rzadkosc. Tak to wyglada w mojej konkretnej
                                dziedzinie na swiecie. Kropka. Pisanie ksiazki mnie cofa w rozwoju, choc i tak
                                to zrobie jak najlepiej, etc.
                                • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:37
                                  to my widocznie o innych grantach mowimy. ja nie slyszalem o grancie
                                  na napisanie ksiazki.

                                  wiele osob pisze ksiazki z grantow badawczych. to normalne tutaj.
                                  • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:01
                                    We wnioskuy grantowym jest rubryka: przewidywany sposob prezentacji wynikow badan.
                                    • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:04
                                      i ja w niektorych grantach pisze: ksiazka. to nie jest karalne :-)

                                      humanistka-pl napisała:

                                      > We wnioskuy grantowym jest rubryka: przewidywany sposob
                                      prezentacji wynikow bad
                                      > an.
                • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 21:22
                  dizzy_miss_lizzy, najwyraźniej masz słabe pojęcie o tym, co to jest
                  habilitacja. Mr dalatata, humanista, pisze tu słuszne i prawdziwe
                  rzeczy, chciałem go poprzeć z innej flanki. Jestem fizykiem i też
                  uważam, że habilitacja ma sens. Rozprawa habilitacyjna nie musi
                  wcale być książką. Można zebrać kilka opublikowanych prac o
                  pokrewnych tematach, dopisać do nich krótki przewodnik objaśniający,
                  w jaki sposób wiążą się one ze sobą i podsumowujący wyniki - i
                  rozprawa habilitacyjna sama wychodzi, przy niewielkim dodatkowym
                  wysiłku, na podstawie prac, które zostały już przedtem opublikowane.
                  Habilitacja jest w gruncie rzeczy podobna do doktoratu . Jaki jest
                  jej sens? Habilitant nie ma opiekuna - temat musi sobie wymyślić i
                  zrealizować sam. W ten sposób udowadnia swoją dojrzałość do
                  samodzielności naukowej. Doktorat takim dowodem nie jest, bo temat
                  doktoratu "zadaje" promotor i służy konsultacjami podczas jego
                  pisania.
                  • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:31
                    1. Rozprawa doktorska, przygotowywana pod opiek promotora, powinna stanowi
                    oryginalne rozwizanie problemu
                    naukowego lub artystycznego oraz wykazywa ogóln wiedz teoretyczn kandydata w
                    danej dyscyplinie naukowej lub
                    artystycznej, a take uUMIEJETNOSC SAMODZIELNEGO PROWADZENIA PRACY NAUKOWEJlub
                    artystycznej.
                    Ustawa o tytule i stopniach naukowych z 14 marca 2003

                    Dojrzalosc do samodzielnej pracy naukowej zgodnie z ustawa potwierdza DOKTORAT.
                    Czy "samodzielnosc naukowa" to jest cos innego niz "samodzielne prowadzenie
                    pracy naukowej"?

                    Prosze mi jeszcze wytlumaczyc taka rzecz: Jezeli samodzielnie zdobywam granty i
                    samodzielnie dobieram wspolpracownikow i wykonawcow do tych grantow, to czy
                    jestem osoba "samodzielna naukowo", czy tylko "samodzielnie prowadze badania"?

                    • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:31
                      Ustawa stanowi dalej:

                      "Do przewodu habilitacyjnego moe by dopuszczona osoba, która posiada stopie
                      doktora i uzyskała znaczny dorobek
                      naukowy lub artystyczny, a ponadto przedstawiła rozpraw habilitacyjn."

                      Na moim wydziale za rozprawe habilitacyjna uznaje sie TYLKO I WYLACZNIE ksiazke.
                      Po co jest ta rozprawa i co ona ma stwierdzac? Ze potrafie zapelnic 30 arkuszy
                      wydawniczych sensownym tekstem? Potrafie, ale nadal NIE ROZUMIEM, po co
                      produkuje te makulature!!!
                      • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:54
                        > Na moim wydziale za rozprawe habilitacyjna uznaje sie TYLKO I
                        WYLACZNIE ksiazke

                        To jest specyfika Twojego wydziału, a może całej humanistyki. Jak
                        jest na wydziałach fizyki napisałem wyżej. Rozumiem, że
                        odpowiedziałaś na mój post, więc wiesz, co tam było napisane.

                        > Czy "samodzielnosc naukowa" to jest cos innego niz "samodzielne
                        prowadzenie pracy naukowej"?

                        To jest to samo - ale trzeba formalnie udowodnić dojrzałość do
                        samodzielnej pracy i rozprawa habilitacyjna jest właśnie takim
                        dowodem, podsumowującym wcześniejszą działalność. Możesz przyjąć, że
                        piszesz ją dla wygody recenzentów, bo inaczej musieli by przeczytać
                        dokumenty Twoich grantów. Zanim recenzenci ocenią Twój dorobek,
                        tylko Ty sama wiesz, jaka jesteś dobra.

                        > Prosze mi jeszcze wytlumaczyc taka rzecz: Jezeli samodzielnie
                        zdobywam granty i
                        > samodzielnie dobieram wspolpracownikow i wykonawcow do tych
                        grantow, to czy
                        > jestem osoba "samodzielna naukowo", czy tylko "samodzielnie
                        prowadze badania"?

                        Patrz wyżej - jesteś samodzielna, ale musisz to UDOWODNIĆ zgodnie z
                        pewnymi regułami. Inaczej nikt oprócz Ciebie nie wie o stopniu
                        Twojej samodzielności.
                        • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:05
                          Krecimy sie jak pies wokol wlasnego ogona. Jezeli doktorat jest potwierdzeniem
                          samodzielnosci, to habilitacja jako kolejne potwierdzenie samodzielnosci nie ma
                          najmniejszego sensu. Natomiast faktycznie dopiero habilitacja pozwala na
                          zatrudnienie na samodzielnym stanowisku. Przykro mi, ale zgodnie z zasadami
                          mojej humanistycznej logiki jest to pozbawione sensu. Jezeli doktorat (A) jest
                          dowodem na czyjas samodzielnosc (B), to po co habilitacja (C), ktora ma byc
                          rowniez dowodem na B.

                          Po drugie, i o tym caly czas mowimy, potrzebna jest ocena dorobku, ale nie ma
                          najmniejszego sensu rozprawa habilitacyjna. Nie wymagam od recenzentow, by
                          czytali moje wnioski grantowe, umowy i sprawozdania. Wystarczy, jezeli zapoznaja
                          sie z publikacjami, ktore dzieki temu finansowaniu powstaly, a jest to tak czy
                          inaczej ich obowiazek.
                          • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:10
                            komentaotr4 wyjasnil roznice miedzy habilitacja i doktoratem. i ja
                            sie z tym zgadzam. roznica jest krucjalna :-). doktorat psize sie z
                            promotorem, habilitacje nie.

                            wlasnei daltego usa ma tenure. zeby zobaczyc jak sobie delikwent
                            radzi samodzielnie
                            • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:36
                              Ale do tenutry nie pisze sie ksiazek. Naprawde nie kazdy jezykoznawca jest Chomskim.
                              • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:38
                                jeszcze raz: nie ma wymogu. jednak slysalem to od koilku znajomych.

                                jednak to co przytaczalas z ustawy jest udzo blizsza tenurdze niz
                                sadzilem.
                          • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:14
                            Doktorat NIE JEST potwierdzeniem samodzielności, tylko
                            potwierdzeniem umiejętności rozwiązywania zadań, postawionych przez
                            kogoś innego.

                            > Po drugie, i o tym caly czas mowimy, potrzebna jest ocena dorobku,
                            ale nie ma
                            > najmniejszego sensu rozprawa habilitacyjna. Nie wymagam od
                            recenzentow, by
                            > czytali moje wnioski grantowe, umowy i sprawozdania. Wystarczy,
                            jezeli zapoznaja
                            > sie z publikacjami, ktore dzieki temu finansowaniu powstaly, a
                            jest to tak czy
                            > inaczej ich obowiazek.

                            Czyj obowiązek? Zanim recenzenci zostaną wyznaczeni do recenzji, nie
                            mają obowiązku czytać Twojej twórczości. Niby odpowiadasz na moje
                            posty, ale wybierasz z nich jedne zdania, a inne ignorujesz.
                            Rozprawa habilitacyjna na wydziale fizyki składa się ze zbioru
                            publikacji + krótkiego przewodnika po ich treści. Tylko ten
                            przewodnik jest pisany specjalnie dla procedury habilitacyjnej,
                            reszta to prace już opublikowane. Może on być całkiem krótki, może
                            nawet ograniczać się do spisu prac składających się na rozprawę.
                            Pisze się go po to, żeby recenzenci wiedzieli, co dokładnie mają
                            przeczytać i ocenić - bo rozprawa, na którą się te prace składają
                            jest najczęściej tylko fragmentem dorobku habilitanta. Jak inaczej
                            sobie wyobrażasz ocenę dorobku, której potrzeby, jeśli dobrze
                            rozumiem Twoją humanistyczną logikę, nie negujesz?
                            • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:45
                              > Doktorat NIE JEST potwierdzeniem samodzielności, tylko
                              > potwierdzeniem umiejętności rozwiązywania zadań, postawionych przez
                              > kogoś innego.

                              Jeszcze raz powtorze: Zgodnie z ustawa o tytule i stopniach doktorat swiadczy o
                              umiejetnosci samodzielnego prowadzenia pracy naukowej. Nie ma tam slowa o tym,
                              ze doktorant rozwiazuje zadania postawione przez kogos innego.

                              W kwestii habilitacji ustawa stanowi jasno: dorobek i rozprawa. "i" oznacza
                              koniunkcje logiczna: nie moze byc rozprawy bez dorobku i nie moze byc dorobku
                              bez rozprawy. Nie ma u nas zwyczaju pisania przewodnika do opublikowanych
                              artykulow, zaklada sie, ze recenzent rozumie, co czyta. Do obowiazkow recenzenta
                              nalezy zapoznanie sie z rozprawa i z caloscia dorobku habilitanta. Recenzent
                              zapoznaje sie z jednym i z drugim w ramach obowiazkow, ktore przyjmuje na siebie
                              w przewodzie habilitacyjnym.
                      • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:59
                        Humanistko droga, jesli na twoim wydziale habilitacja to tylko i
                        wylacznie ksiazka, to nalezy zadenunjcowac go do CK. bo habilitacja
                        nidgy nie byla i nie powinna byc TYLKO ksiazka. moje recenzje
                        haibilitacyjne byly przegladowe - od pierwszych artykulow, do
                        ksiazki. zobaczysz ze twoje tez beda. inaczej nie moze byc.

                        co ciekawe ustawa nie mowi o ksiazce. nawiasme mowiac, podobnie jest
                        tzw 'ksiazka profesorska' - chetni ja pisza, jednak nie ma czegos
                        takiego w ustawie.
                        • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:08
                          No way, Dalatato. Do habilitacji wymagany jest dorobek i rozprawa, a wydzial ma
                          prawo okreslic, co uzna za rozprawe, a czego nie, byle by sie to miscilo w
                          ustawowych granicach.

                          Skreslic wymog przedstawiania rozprawy i zostawic sam dorobek i bedzie OK. Prawie.
                          • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:14
                            no w ustawie jest dosc wyaznie napisane o dorobku. sama cytowalas
                            • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:06
                              No ale po co jeszcze rozprawa? Powinien wystarczyc sam dorobek! W konkursach na
                              stanowiska profesorskie w Wielkiej Brytanii (nie pytaj, skad wiem ;-)) sa bardzo
                              szczegolowo sprecyzowane wymagania wobec kandydatow, ale nie ma tam slowa o
                              jakiejkolwiek rozprawie czy ksiazce. Nie kazdy profesor pisze ksiazki, nawet w
                              Wielkiej Brytanii :-)
                              • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:19
                                to prawda. jednak nie znam profesora w Wielkiej Brytanii w naukach
                                spolecznych i humanistycznych, ktory nie ma kilku ksiazek na koncie.
                                one nie sa obowiazkowe, jednak sa. my piszemy ksiazki, nawet w UK. i
                                raczej wyjatki nie pisza, czy przestaly pisac. znam rowniez
                                stosunkowo niedawnego profesora, ktoreog ksiazki sa strasze i teraz
                                raczej redaguje je i pisze artykuly. jednak on ma polska
                                habilitacje :-)
                                • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:30
                                  Jedni pisza ksiazki, inni wydaja ksiazki. Im bardziej drazysz temat, tym wiecej
                                  osob mi sie przypomina, ktore pierwsze samodzielnie napisane ksiazki wydaly po
                                  uzyskaniu tenury. Brytyjski profesor, ktorego najczesciej cytuje napisal trzy
                                  podreczniki, wydal dwa tomy artykulow, a dopiero na emeryturze wlasciwie napisal
                                  dwie monografie.
                                  • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:46
                                    teraz to ja draze. ja nie draze. ja mowie, ze ludzie pisza ksiazki.
                                    rowniez tu. i sa tacy ktorzy nie pisza, jednak wiekszosc pisze, nie
                                    mam zadych watpliwosci.

                                    i ja nie widze wikeszych problemow z ahbilitacja. problem jest
                                    raczej w rzetelnej ocenie,a nie w habilitacji.
                    • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:54
                      wymiekam.....mysle ze sie nie zgodzimy nigdy.

                      humanisci w USA pisze ksiazke na ocene dorobku na tenure - bo jet
                      mile widziana. i to jest fajne bo to jest w Ameryce? to sa podwojne
                      standardy.

                      mi sie podoba komentarz komentatora. habilitacja jest czyms co
                      robisz calkiem sam. zdobywasz granty? swietnie, wykorzystaj jeden do
                      napisania ksiazki.

                      ja wieloktornie powtarzam ludziom piszacym doktoraty i habiltcacje.
                      piszcie ksiazke ktora potem bedzie habilitacja. robice badania ktore
                      was interesuja. ja nigdy nie robilem habilitacji. ja napisalem
                      ksiazke. przy odrobienie szczescia wydaelm ja w Sage i stwierdzilem
                      ze moze byc moja habilitacja. i byla.

                      ja caly czas uwazam, ze tu sa odwrocone priorytety. ja mam zawsze
                      wrazenie, ze ludzie robicay habiltacje nie cierpia robiac badania i
                      piszac o tym. moze jestem wyjatkiem, ale ja naprawde lubie to co
                      robie.
                      • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:13
                        dalatata napisał:

                        > wymiekam.....mysle ze sie nie zgodzimy nigdy.
                        >
                        > humanisci w USA pisze ksiazke na ocene dorobku na tenure - bo jet
                        > mile widziana.

                        Nieprawda!!! Nie w mojej dziedzinie. Jezeli cos jest mile widziane, to nie
                        zanczy, ze jest obowiazkowe. Sluze nazwiskami humanistow, ktorzy uzyskali tenure
                        bez ksiazki. Na maila.

                        > ja caly czas uwazam, ze tu sa odwrocone priorytety. ja mam zawsze
                        > wrazenie, ze ludzie robicay habiltacje nie cierpia robiac badania i
                        > piszac o tym. moze jestem wyjatkiem, ale ja naprawde lubie to co
                        > robie.

                        Priorytety sa odwrocone w naukach eksperymentalnych, a takie rowniez zaliczaja
                        sie do humanistyki!!! Wyniki eksperymentow publikuje sie w czasopismach, a nie w
                        ksiazkach!!! Pisanie ksiazki, by opisac eksperyment, albo nawet cykl
                        eksperymentow jest BZDURA!!! , niespotykana na swiecie.
                        • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:18
                          kurde no. Humanisia mnie wkurza!!!

                          po pierwsze nie powiedzialem ze musi byc, tylko ze mile widziana. na
                          penwo sa tacy ktorzy nie maja, jelsi maja dorobek znaczny.

                          ja nie mowie ze nie mozna w artykulach. ale zaraz uslysze ze ksiazki
                          to tak naprawde tylko podreczniki i nie ma mmonografii badawczych.
                          sa. zalezy co sie chce napisac. za chwile uslyszeymy ze pisanie
                          ksiazki w dzidziie Humanistki-pl jest przestepstem karanym
                          wiezieniem. :-)
                          • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:17
                            Dalatato! We wciaz powstajacej bibliografii mojej ksiazki (sic!) naliczylam piec
                            ksiazek na pierwszych dwoch stronach, w tym dwa podreczniki, jedna ksiazka
                            wydana w 1933 roku. Reszta to artykuly! Poniewaz na drugiej stronie jest dopiero
                            litera B, dalej nie bede liczyc!
                            • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:21
                              Humanistko-pl! no to sie wszystko zgadza. bedziesz miala ze 100
                              ksiazek w bibliografii. no to sie ich rzeczywiscie nie pisze :-)
                              • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:36
                                Kurde, no, Chomsky chyba w ogole nie pisal artykulow, poza jedna recenzja - to
                                jest dowod na to, ze sie nie oplaca artykulow publikowac? NIe bede miec dwustu
                                ksiazek w bibliografii, bo juz wszystkich mozliwych klasykow zacytowalam :-)
                                • dalatata Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 00:48
                                  Ty Humanistka! ja nie powiedzialem 200, tylko 100. i bedziesz miala.
                                  mozemy sie zalozyc :-)
                    • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 22:57
                      > Dojrzalosc do samodzielnej pracy naukowej zgodnie z ustawa
                      potwierdza DOKTORAT.

                      Nieprawda - doktorat pisze się na temat zadany przez promotora.
                      Samodzielny pracownik naukowy musi udowodnić, ze nie tylko potrafi
                      rozwiązać problem postawiony przez kogoś innego, ale też że potrafi
                      sensowny i warty dogłębnego zbadania problem samodzielnie znaleźć.
                      • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:20
                        > Nieprawda - doktorat pisze się na temat zadany przez promotora.

                        A bardzo przepraszam, ale nie. Nikt mi zadnego tematu nie zadawal i nie wydaje
                        mi sie, by sensowna opieka promotorska na tym wlasnie polegala.

                        "Zadawac" tematy mozna magistrantom, a co bystrzejsi potrafia je znalezc sami.
                        Od promotora zalezy, czy temat zaakceptuje. Do obowiazkow promotora nalezy zas
                        nauczenie warsztatu.
                        • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:30
                          No to znowu jest jakaś osobliwość Twojego wydziału. Może się zdarzyć
                          wszędzie, że kandydat na doktora sam wymyśli sobie temat, ale to są
                          wyjątki. Człowiek po studiach jest do takiego samodzielnego wyboru
                          zupełnie nieprzygotowany - przecież to musi być problem, którego
                          nikt przed nim nie rozwiązał! Od promotora oczekuje się, że będzie
                          wiedział, które problemy są jeszcze nierozwiązane i warte doktoratu,
                          ale początkujący doktorant tego prawie nigdy nie wie, bo jest w
                          swojej dziedzinie nowicjuszem.

                          Ale nawet przyjmując Twój punkt widzenia, przeczysz sama sobie.
                          Piszesz, że "Do obowiazkow promotora nalezy nauczenie warsztatu." -
                          czyli sama widzisz, że doktorant nie jest samodzielny i potrzebuje
                          opiekuna. Przy habilitacji musi udowodnić, że ten warsztat już
                          opanował.
                          • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 15.02.08, 23:59
                            > Ale nawet przyjmując Twój punkt widzenia, przeczysz sama sobie.
                            > Piszesz, że "Do obowiazkow promotora nalezy nauczenie warsztatu." -
                            > czyli sama widzisz, że doktorant nie jest samodzielny i potrzebuje
                            > opiekuna. Przy habilitacji musi udowodnić, że ten warsztat już
                            > opanował.

                            Prosze wybaczyc, ale... Na swiecie jest tak, ze najpierw robi sie licencjat,
                            potem robi sie magisterium na innej uczelni, a potem jeszcze u kogo innego robi
                            sie doktorat. Po doktoracie zazwyczaj jest postdoc, tez jeszcze zupelnie gdzie
                            indziej i w kazdym z tych kolejnych miejsc poczatkujacy naukowiec uczy sie
                            jakiegos warsztatu, z reguly sa to zupelnie inne metody prowadzenia badan. W
                            kazdym z tych miejsc ma tez swojego opiekuna, ktory musi napisac jakies
                            sprawozdanie z jego postepow i z czegos jest rozliczany.

                            Warsztat jako umiejetnosc redagowania tekstow akademickich to jest cos czego
                            uczy sie juz na studiach magisterskich. Studia doktoranckie wszedzie trwaja 4
                            lata, albo dluzej. To jest dosc czasu, by pod opieka promotora zapoznac sie z
                            aktualnym stanem badan w danej dziedzinie i nauczyc sie wyszukiwac problemy,
                            ktore sa w niej do rozwiazania. Studia doktoranckie maja m. in. nauczyc
                            samodzielnosci naukowej. Jezeli tego nie ucza, to znaczy, ze nie spelniaja
                            swojej roli. Jezeli wyobrazasz sobie opieke nad doktorantem jako prowadzenie
                            biednej zagubionej owieczki na sznurku, to chyba cos jest nie tak.

                            Poza tym, w dobrze prowadzonych labach doktorant uczy sie warsztatu jednoczesnie
                            uczeestniczac w badaniach prowadzonych przez promotora i prowadzac wlasne
                            badania. Tak jest przynajmniej w laboratoriach psychologicznych.
                            • komentator4 Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 09:59
                              humanistko, udowodniłaś tu tylko jedno - potrafisz zagadać
                              dyskutanta na śmierć. To może jest dobra metoda działania w Twojej
                              psychologii, ale w ten sposób można przeciwnika co najwyżej zanudzić
                              i zmusić do zaniechania rozmowy; nie przekonać. Z uroczym wdziękiem
                              wybierasz pojedyncze punkty z cudzych wypowiedzi i polemizujesz z
                              nimi do upadłego, powtarzając się wielokrotnie, a inne ignorujesz.
                              Wydaje Ci się, że zjawiska specyficzne dla Twojego wydziału lub
                              Twojej dziedziny są uniwersalne i nie przyjmujesz do wiadomości,
                              kiedy przedstawiciel innej dziedziny mówi Ci, że się mylisz.

                              W fizyce, matematyce, chemii, poza BARDZO rzadkimi wyjątkami (ja
                              takiego jeszcze nie spotkałem), nie zdarza się, żeby absolwent
                              studiów startujący do doktoratu sam umiał sobie sformułować sensowny
                              temat. Aby to zrobić, trzeba mieć rozeznanie w tematach już
                              zrobionych, nie tylko tych najnowszych. Promotor takie rozeznanie
                              musi mieć i ma. Doktorant nie ma. Jeśli by sam sobie wybrał temat,
                              byłoby bardzo duże prawdopodobieństwo, że ktoś już ten problem
                              rozwiązał, a doktorat ma być oryginalny, nie może być powtórzeniem
                              znanych wyników. Podejrzewam, że w Twojej psychologii ten wymóg nie
                              jest stawiany, albo stawiany w pokrętny sposób, na przykład: to
                              badanie zrobiono już w Warszawie, ale w Poznaniu jeszcze nie. Fizyk
                              albo chemik mówiący takie rzeczy zostałby wyśmiany. Przyjmij do
                              wiadomości: doktorat pisze się na temat wybrany przez promotora, a
                              promotor ma obowiązek służyć swojemu doktorantowi konsultacjami, na
                              przykład podpowiadać literaturę albo dyskutować z nim o
                              pojawiających się po drodze problemach i sugerować sposoby ich
                              rozwiązania. Habilitant takiej pomocy nie ma i nie ma prawa jej
                              oczekiwać. Dlatego właśnie dopiero habilitacja jest dowodem
                              prawdziwej samodzielności. Dla kogoś, kto jest aktywny naukowo,
                              habilitacja sama wychodzi jako produkt uboczny pisania publikacji.
                              Wymóg napisania książki habilitacyjnej to jest specyfika Twojego
                              wydziału, a nie uniwersalna reguła.
                              • humanistka-pl Re: to po co pisac doktorat? 16.02.08, 12:07
                                Komentatorze, nie polemizuje z zasady z argumentami ad personam.

                                > Wydaje Ci się, że zjawiska specyficzne dla Twojego wydziału lub
                                > Twojej dziedziny są uniwersalne i nie przyjmujesz do wiadomości,
                                > kiedy przedstawiciel innej dziedziny mówi Ci, że się mylisz.

                                Ten argument ma takie samo zastosowanie do mnie, jak i do Ciebie. Przeczytaj to
                                tak, jakbym ja to napisala.

                                > Podejrzewam, że w Twojej psychologii ten wymóg nie
                                > jest stawiany, albo stawiany w pokrętny sposób, na przykład: to
                                > badanie zrobiono już w Warszawie, ale w Poznaniu jeszcze nie.

                                Owszem, w naukach eksperymentalnych replikuje sie wyniki badan, jezeli czemus to
                                sluzy (i ta kwalifikacja jest istotna). Poza tym nie jestem psychologiem.

                                Przyjmij do
                                > wiadomości: doktorat pisze się na temat wybrany przez promotora, a
                                > promotor ma obowiązek służyć swojemu doktorantowi konsultacjami, na
                                > przykład podpowiadać literaturę albo dyskutować z nim o
                                > pojawiających się po drodze problemach i sugerować sposoby ich
                                > rozwiązania. Habilitant takiej pomocy nie ma i nie ma prawa jej
                                > oczekiwać. Dlatego właśnie dopiero habilitacja jest dowodem
                                > prawdziwej samodzielności.

                                Przyjmuje do wiadomosci. Przekonales mnie, ze habilitacja jest niezbedna w
                                fizyce, matematyce i chemii. W innych dziedzinach jest strata czasu.

                                Dla kogoś, kto jest aktywny naukowo,
                                > habilitacja sama wychodzi jako produkt uboczny pisania publikacji.

                                Jestem osoba aktywna naukowo, ale habilitacja nie jest dla mnie produktem
                                ubocznym pisania publikacji. Habilitacja wrecz odciaga mnie od innych form
                                aktywnosci naukowej, ktorym wolalabym poswiecic wiecej czasu.

                                > Wymóg napisania książki habilitacyjnej to jest specyfika Twojego
                                > wydziału, a nie uniwersalna reguła.

                                Ten argument tez mozna odwrocic: Brak wymogu pisania ksiazki habilitacyjnej jest
                                specyfika matematyki, fizyki i chemii, a nie uniwersalna regula.
    • fation Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 17:57
      niestety artykuł to prawda... kto studiuje u wykładowców któzy zdobyli tytuł za
      PRL ciągle słyszy porównania, opisy mimo że nie tyczą się one wykładu... chore
      chore ale co pączkom zrobisz?
    • ewarest Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 15.02.08, 18:57
      Straszna sytuacja panuje na WSP obecnej AJD w Świętym Mieście, a szczególnie na
      pewnym wydziale gdzie rządzi prawie mafia rodzinna pan dziekan i jego wierne
      pieski "przydupasy"- to im załatwia się tytuły naukowe,rządzi na tym wydziale
      kolesiostwo,kumoterstwo , załatwianie akredytacji, według znajomości nadawane
      awanse starszego wykładowcy, emeryci magistrowie starsi wykładowcy dalej
      kierownikami pracowni. I wiele innych nieprawidłowości, ta uczelnia powinna
      zostać sprawdzona bardzo dokładnie za marnotrawienie pieniedzy !
    • endlessday Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 15.02.08, 20:20
      cudowny artykuł Emili Iwanciw, która jest córką magistra pracującego na UKW

      tatusiowi się coś nie spodobało i córce nagadał ???

      dla mnie to żenada dziennikarska, nie podważam, że takie sytuacje mają miejsce,
      mają na pewno i to wszędzie, ale tak bezczelnie jednostronny artykuł jest
      uwłaczający
      • sanmartino Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 22:21
        Nie mam niestety pojęcia jak wygląda sytuacja w UKW w Bydgoszczy ale
        niewątpliwie system studiów w Polsce jest bardzo niewydolny i nieefektywny -
        mówię o naukach humanistycznych. Jestem też faktem, że cześć z dobrych
        doktorantów szuka możliwości za granicą (i to nie tylko z powodu zarobków), bo w
        Polsce osoby ambitne naukowo często uważane są przez starsze kadry za
        zagrożenie. Oczywiście są chlubne przypadki, doskonale zarządzane instytuty ale
        niestety to rzadkość. Wracając do habilitacji. Te często mają charakter
        wyłącznie rozgrywek wewnątrz-wydziałowych, które nic nie wnoszą. Nielubianym
        doktorom się blokuje kwestionuje przyjęcie habilitacji, zaś często za bardzo
        kiepskie książeczki przyznaje się tytuły. Kwestie subiektywne grają na
        wydziałach humanistycznych niestety wciąż bardzo poważną rolę...
        A fakt, że często po habilitacji (przeprowadzonej w ostatniej możliwej) chwili
        ma się do emeryturki spokój - nie ulega wątpliwości. Potem można ten sam wykład
        po 100 razy powtarzać i nikt się nie dziwi.
    • toporowa zniesienie habilitacji jako lekarstwo dla nauki? 16.02.08, 00:17
      Przeciwnicy habilitacji są w istocie przeciwnikami książki habilitacyjnej.
      Uwazają, że pisanie takiej książki jest stratą czasu i nie wnosi niczego do tzw.
      rozwoju nauki.
      Uwagi tego rodzaju są niewątpliwie słuszne, ale wyłącznie w odniesieniu do złych
      książek habilitacyjnych, a takich nie powinno się brać pod uwagę w przewodzie
      habilitacyjnym.
      To oczywiste.
      Warto przy okazji przypomnieć, że publikowanie wyników badań naukowych JEST
      OBOWIAZKIEM pracownika nauki, ale nie formą pańszczyzny.
      Jeśli zatem ktoś uważa, że pisanie rozpraw naukowych nadmiernie go męczy, a
      nawet uwłacza jego godności, to powinien po prostu wybrać zawód, ktory nie
      wymaga tego rodzaju "ofiar".
      Ale książka habilitacyjna wcale nie jest "grubszym doktoratem" jak sugeruje pani
      Humanistka-pl. Na wydziale gdzie pracowałam przed emeryturą przestrzegana była
      zasada, że (w uproszczeniu): doktorat jest pracą dowodzącą umiejętności
      dokonania przez naukowca ANALIZY wybranego zagadnienia. Rozprawa habilitacyjna
      jest w większym stopniu SYNTEZĄ, ale co najważniejsze, powinna ona umożliwić
      określenie pozycji habilitanta w środowisku uczonych zajmujących się daną
      dziedziną nauki, określenie jego potencjału twórczego, umiejętności
      dydaktycznych (wykład habilitacyjny)itd.
      Pytanie jakiego nie można uniknąć oceniająć pracę habilitacyjną i wszelaki
      dorobek habilitanta brzmi: co nowego wniósł on do uprawianej dziedziny?
      Pytanie jakie stawia się przy ocenie doktoratu: czy doktorant posiadł
      umiejętność posługiwania się warsztatem naukowym?
      Habilitacja jest (w dobrych uczelniach) potwierdzeniem mistrzostwa.
      Doktorat jest egzaminem czeladniczym.
      Dlatego zniesienie habilitacji sprawi, że nauką będą się zajmowali w Polsce
      głównie partacze.
      • dalatata Re: zniesienie habilitacji jako lekarstwo dla nau 16.02.08, 00:24
        KOlezanka Toporowa przjaskrawia wedlug mnie,jednak z wymowa
        wypowiedzi sie zgadzam.
      • humanistka-pl Re: zniesienie habilitacji jako lekarstwo dla nau 16.02.08, 14:26
        Mam wrazenie, ze kolejna osoba ocenia mnie na podstawie wypowiedzi na forum.

        Mysle, ze najwyzszy czas odrzucic spory ideowe i kwestie emocjonalne i zaczac
        sie powaznie zastanawiac nad tym, czym habilitacja, czy jakkolwiek to ma sie
        nazywac, powinna byc, a czym nie. W tej chwili takich kryteriow brak i
        przerzucamy sie argumentami, ktore nijak maja sie do istoty rzeczy.

        > Jeśli zatem ktoś uważa, że pisanie rozpraw naukowych nadmiernie go męczy, a
        > nawet uwłacza jego godności, to powinien po prostu wybrać zawód, ktory nie
        > wymaga tego rodzaju "ofiar".

        Rozprawy naukowe pisalo sie w XIX wieku i w pierwszej polowie XX, kiedy uczonych
        bylo malo. W sredniowieczu pisano nawet traktaty naukowe i byla to powszechnie
        przyjeta forma dzialalnosci naukowej.

        > Humanistka-pl. Na wydziale gdzie pracowałam przed emeryturą przestrzegana była
        > zasada, że (w uproszczeniu): doktorat jest pracą dowodzącą umiejętności
        > dokonania przez naukowca ANALIZY wybranego zagadnienia. Rozprawa habilitacyjna
        > jest w większym stopniu SYNTEZĄ, ale co najważniejsze, powinna ona umożliwić
        > określenie pozycji habilitanta w środowisku uczonych zajmujących się daną
        > dziedziną nauki, określenie jego potencjału twórczego, umiejętności
        > dydaktycznych (wykład habilitacyjny)itd.

        Zgadzam sie z tym, ze rozprawa habilitacyjna powinna miec charakter syntetyczny.
        Wiecej, nawet odczuwam potrzebe dokonania takiej syntezy - na jakies 60-80 stron
        maszynopisu. Z tabelami, wykresami itp. - moze do 120 stron. Chyba jednak nie
        odwaze sie takiej rozprawy przedstawic w sytuacji, gdy rozprawy habilitacyjne
        licza 30 arkuszy wydawniczych i z roku na rok sa coraz grubsze! Zawartosci
        pozwole sobie tutaj nie recenzowac. To nie jest sprawa wydzialu takiego czy
        innego, bo przeciez recenzentow powoluje sie spoza wydzialu.

        Przestanmy moze wieszczyc kres nauki w Polsce, jezeli zniesiona zostanie
        habilitacja, zacznijmy powaznie rozmawiac istocie wymogow, ktore winien spelnic
        kandydat na samodzielne stanowisko naukowe. Jezeli te wymogi uda sie
        sprecyzowac, to kwestia habilitacji sie sama rozwiaze.
        • nfa05 Re: zniesienie habilitacji jako lekarstwo dla nau 16.02.08, 15:07
          Zniesienie samej hab nie jest lekarstwem
          trzeba zmienić system:
          www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=460
          Postulaty zmian w systemie nauki w Polsce
          www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=2486
          Petycja Niezależnego Forum Akademickiego do Sejmu i Rządu RP w
          sprawie dyskryminacji obywateli polskich przy rekrutacji pracowników
          naukowych
          www.nfa.alfadent.pl/news.php?id=5587
          habilitacyjna dyskryminacja obywateli polskich przy zatrudnianiu na
          stanowiskach naukowych
        • dizzy_miss_lizzy Humanistko-pl, dziękuję! 17.02.08, 09:23
          Nie było mnie w sieci przez prawie 2 dni, stąd nie mogłam
          uczestniczyć w pasjonującej dyskusji. Bardzo dziękuję za wsparcie,
          zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Tak myślę sobie czsem, że
          może jednak warto zacisnąć zęby, poświęcić rok życia i przepchnąć
          się przez system. A jak już dołączymy do tych "nietykalnych"...
          • dalatata Re: Humanistko-pl, dziękuję! 17.02.08, 11:46
            DML: a ja zycze wam/nam, zebysmy przestali byc nietykalni!
            • dizzy_miss_lizzy chwileczkę... 17.02.08, 12:07
              Drogi Profesorze-Belwederski-itd.itp, czy to nie Pan własnie
              napomknął w jednym ze swoich postów, ze na całym swiecie
              profesorowie są nietykalni? Skąd ta nagła zmiana przekonań?
              • dalatata Re: chwileczkę... 17.02.08, 12:18
                DML, noooooo. zostalem zlapane we wlasne sidla.posypuje glowe
                popiolem....dawno mi sie nie to nie zdarzylo :-)
                ale wam do profesury jeszcze brakuje :-).

                tak sie zastanawiam, co by zrobil moj uniwerystet gdybym przez
                najblizsze 20 lat nie wykazal sienajmniejsza aktuwnscia. niedawno
                bylem na zebraniu na ktorym to omawiano, tak powaznie mowiac.
                prawnicze pole minowe.....
      • zkoza Re: zniesienie habilitacji jako lekarstwo dla nau 17.02.08, 22:13
        > Przeciwnicy habilitacji są w istocie przeciwnikami książki habilitacyjnej.

        I znowu okazuje się, że w różnych "działkach" habilitacja wygląda inaczej. Moja
        składała się z czegoś w rodzaju wstępu/omówienia (chyba coś około 40 stron) oraz
        kopii oryginalnych prac badawczych o z grubsza podobnej tematyce. Jest to
        powszechna forma prac habilitacyjnych w naukach ścisłych. Napisanie tego wstępu
        zajęło mi miesiąc, w związku z czym nie wspominam tego jako jakiegoś koszmarnego
        obowiązku.
        Ale przed tym "miesiącem" było z 8 lat systematycznej pracy...


        • dizzy_miss_lizzy zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 01:01
          Ja też jestem przyrodnikiem (przyrodniczką?) i mam wielu znajomych,
          kolegów i przyjaciół fizyków, chemików, biologów, geologów,
          geografów płci obojga. Większość z tych habilitowanych pisała jednak
          książkę, a nie robiła tzw "składanki" o której piszesz.
          Interesujące, dlaczego tak jest, ale nie o tym chciałam pisać.
          Przekonaj mnie, proszę, dlaczego nie wystarczyłaby lista Twoich
          artykułów odpowiednio posegregowanych, bez wstępu, bez kopiowania,
          za to z dołączoną listą pozostałych osiągnięć - czyli krótko mówiąc
          cv. Bez konieczności listowania, jaki był Twój udział w
          poszczególnych pracach. Tak przedstawiony dorobek też może być
          poddany recenzji, prawda? Ja uważam habilitację za patologię
          ponieważ widzę jak jest wykorzystywana przeciwko nieposłusznym
          adiunktom. Groźba rotacji bez habilitacji powoduje, ze patologia
          jest utrwalana, bo adiunkt wie, ze jaka jest "kolejność dziobania" i
          jesli chce doczekać swojej, musi być pokorny. Ja wiem, ze istnieją
          instytuty, gdzie ludzie są normalni, szefowie też, ale mam też
          przyjaciół, którzy nie mieli takiego szczęścia...
          • komentator4 Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 10:43
            dizzy_miss_lizzy, oczywiście istnieją nadużycia przy habilitacjach.
            Ale to te nadużycia są wykroczeniami przeciwko zasadom, a czasem
            wręcz przestępstwami. Nie zlikwidujesz patologii zmieniając dobre, w
            zasadzie, reguły pod naciskiem cwaniaków. Nadal będą promować
            kolesiów, innym sposobem, a bez habilitacji będzie to jeszcze
            łatwiejsze. Trzeba wytępić cwaniaków. Nie wiem, jak to zrobić, ale
            ja ich też nienawidzę, więc jeśli wynajdziesz skuteczny sposób, to
            chętnie się od Ciebie nauczę.
            • dizzy_miss_lizzy Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 11:00
              Nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania, chociaż chciałabym.
              Obserwuję ze smutkiem, jak z uczelni usuwani są ludzie zdolni,
              mówiący językami, zorientowani w programach europejskich, których
              jedyną winą było to, że trafili na złych szefów. Wydaje mi się, ze
              można stworzyć system, który uwolni system oceny dzialalnosci
              naukowej pracownika od samowoli i bezkarności tych, którzy "maja
              waadze, bo maja ciastka" (czyli habilitacje). Niemcy pozbywają się
              habilitacji i nie wygląda na to, że ich kondycja naukowa jakoś się
              załamała...
            • humanistka-pl Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 11:02
              dizzy_miss_lizzy napisala:

              "Przekonaj mnie, proszę, dlaczego nie wystarczyłaby lista Twoich
              artykułów odpowiednio posegregowanych, bez wstępu, bez kopiowania,
              za to z dołączoną listą pozostałych osiągnięć - czyli krótko mówiąc
              cv. Bez konieczności listowania, jaki był Twój udział w
              poszczególnych pracach. Tak przedstawiony dorobek też może być
              poddany recenzji, prawda?"

              Co to ma wspolnego z cwaniactwem?
              • komentator4 Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 15:35
                A czym istotnym różniłaby się ocena tak przedstawionego dorobku od
                recenzji habilitacji? Tak samo, jak przy patologicznej, cwaniackiej
                pseudohabilitacji, recenzenci dorobku mogliby zostać odpowiednio
                dobrani i nastawieni przez wrogów kandydata do awansu i napisać
                pozytywną recenzję marnego dorobku albo negatywną recenzję bardzo
                dobrego dorobku. Tym sposobem nie wyeliminuje się patologii.
                Patologię można wyeliminować tylko przez bezwględne tępienie tego
                rodzaju gierek. Nie zrozumiałaś mojego postu, szanowna humanistko.
                Cwaniactwo kryje się nie w procedurze, którą postulujesz, tylko w
                podłej naturze niektórych ludzi. Dopóki nie nałoży się im kagańca,
                problem pozostanie. Może należałoby wprowadzić zasadę, że
                przynajmniej jeden recenzent musi być z dobrego ośrodka
                zagranicznego? W innych krajach sięga się śmiało po zagranicznych
                recenzentów doktoratów i aplikacji profesorskich, ja sam byłem do
                tego wykorzystywany.
                • dalatata Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 18:14
                  w pelni sie zgadzam z czwartym komentatorem. to jest kwestia etosu.

                  zupelnie nie rozumiem przekonania, ze zmiana procedury natychmiast
                  wprowadzi odnowe moralno-intelektualna polskiej nauki. i nagle
                  wszystko bedzie cudne i piekne. habilitacji nie bedzie i nikomu nie
                  przyjdzie nawet na mysl, zeby uwalac ludzi przy doktoratach. to po
                  prsotu niemozliwe.

                  oceny tych przebrzydlych profesorow beda krynica uczciwosci i
                  wywalimy tylko tych polkretynow. nagle wszyscy dziekani i dyrektorzy
                  beda zapraszani do czlonkostwa sodalicji maryjnej, oni wrecz sami
                  sie beda podawac do dymmisji jesli nie osiagna wymaganych kryteriow.
                  a wszystko przez zniesienie habilitacji. to zniesienie spowoduje
                  tez, iz w polskiej nauce nie pojawi sie ani jeden plagiat.

                  prosze wybaczyc, za dlugo zyje na swiecie i za dobrze znam polska
                  nauke, zeby uwierzyc w takie bajki.
                  • dizzy_miss_lizzy nie do końca 18.02.08, 18:35
                    Gdyby wszystkie dziedziny życia poddać etosowi, to balibyśmy się
                    wychodzić na ulice. Po to ludzie tworzą prawo, zasady i system kar,
                    zeby chronić tych z etosem przed tymi bez etosu. Czy nie wydaje się
                    wam, państwo dyskutanci, ze gdyby isniało prawo nakazujące poddanie
                    dorobku ocenie zewnętrznej, jakiejś "ławie przysięgłych" a nie
                    wyłącznie kierownikom jednostki, to udałoby się uniknąć wywalania
                    ludzi tylko dlatego, ze dziekan miał szansę nie dopuścić do takiej
                    oceny? Niech to będzie choćby co 3 lata, ale niech to będzie jakoś
                    wymierne. Obiektywnie wymierne.
                    A co do doktorantów - tu sprawa jest przegrana, niestety. Są
                    całkowicie w rękach promotorów. Nie widzę szans na zmianę...


                    • dalatata Re: nie do końca 18.02.08, 18:58
                      po pierwsze ja takie oceny widzialem tu i sa uczciwe. nie wiem jak
                      oni to robia tu, ale to jest naprawde uczciwe. i jesli sie cos
                      nagina to na korzysc kandydata. i te nagiecia sa z reguly minimalne.

                      a czym sie rozni to co proponuje DML od habilitacji? tym ze raz na 3
                      lata i obiektywnie tak? a jak beddzie po 7 latach to nie juz
                      obiektywnie nie moze byc?
                      • dizzy_miss_lizzy przepraszam za brak precyzji 18.02.08, 20:35
                        Moja wypowiedź była pewnym skrótem myślowym ;-))) Chodziło mi o to,
                        że w ramach zaostrzenia wymagań wobec adiunktów można zatrudniac ich
                        np. na okresy 3-letnie i sprawdzać "osiągi i sukcesy". Żeby
                        uprzedzić argument o hodowaniu leni i nierobów, kiedy habilitacji
                        nie będzie. W moim obecnym kraju jest takie rozwiązanie, jedno z
                        wielu zresztą. Po kilku takich podejsciach następuje
                        zwieńczenie "osiągów" stanowiskiem profesora. Też na początku na
                        czas określony... ;-))) Kto się nie sprawdza,odpada wcześniej - a
                        nie na 10 lat przed emerytura...
                        • dalatata Re: przepraszam za brak precyzji 18.02.08, 20:54
                          hmmmmm..... to jest juz ostre. nie mam z tym zadnych problemow. u
                          mnie na uni to jest co pol roku. :-)

                          tak powinno byc z czy bez habilitacji. bo ja nie widze jak takie
                          trzyletnie oceny przekladaja sie potem na profesure - kto
                          przechodzi - ci z dobrymi, najlpepszymi? kto nie przechodzi. jak te
                          oceny sie maja do uzyskania profesury (juz tylko
                          uniwerysteckiej....)? to ze adiuntk ma zapieprzac jest dla mnie
                          oczywiste. ale ktory adiunkt zostaje profesorem, nie jest. i ja
                          wolalbym ogolny standard, a nie tylko widzimisie kolejnych akademii
                          z kaczorow dolnych. ale sie pewnie nie zgodzimy.

                          podejrzewam jednak, ze ani Pani, ani moje propozycje nie zsotana
                          zrealizowane.
                          • dizzy_miss_lizzy ale dyskutujmy 18.02.08, 21:12
                            To jest jeden z wielu pomysłów, wcale nie musi być najlepszy! Tylko
                            błagam nie trzymac się kurczowo tej habilitacji. Przecież możemy
                            wspólnie wypracować jakiś pomysł zmian, który da szansę ludziom
                            zdolnym a szykanowanym. Czy Pan wie, ze w Polsce można zwolnić
                            adiunkta nawet wtedy, kiedy ma tzw dorobek, ale dostaje negatywną
                            ocenę okresową? Bo się już nie podoba profesorowi?
                            "Panie profesorze, dostałem Fulbrighta, potrzebna mi jest pana
                            zgoda, podpisze pan? Nie! A dlaczego? Bo nie" Ja nie wiem, może ja
                            jestem naiwna i tak jest na całym świecie, tylko mi się zdaje, ze to
                            polska specyfika...
                            • dalatata Re: ale dyskutujmy 18.02.08, 23:14
                              to co ja mam zrobic, jesli naprawde uwazam ze habilitacja jest
                              sensonym rozwiazaniem. zmodyfikowana, zaostrzona, ale ja naprawde
                              tak uwazam. szczegolnie w Polsce, gdzie rzeczywsice mamy do
                              czynienai przynajmniej czescia rzeczy o ktorych mowi NFA. prozadne
                              ogolnopolskie standrady wedle mnie sa niezbedne. w innym wypadku co
                              uczelnia bedzie maial profesorow magistrow. bo czemu nie.

                              i to wszystko nie ma nic wspolnego z kawalem s--syna, ktory tak
                              pstepuje. on bedzie tak postepowal z habilitacja, bez habilitacji.
                              co wiecej to taki walsnie czlaowiek bedzie wyorzystywal nowy system -
                              juz bez habilitacji - dla ustawiania swoich ludzi.a oceny ktorych
                              pani mowi, beda ocenami dokonanymi odpowiednio. tylko centralne
                              standardy z urzedem rygorystycznie kontrolujacym przestrzzganie ich
                              ma szanse zabezpieczyc nas przed tymi magistrami profesorwami.

                              a jak etso zwiekszyc. nie wiem
                              • dizzy_miss_lizzy tak a propos zaostrzania 19.02.08, 00:19
                                "Checie bajki? Oto bajka...
                                Na wydziale przyrodniczym najbardziej prestiżowej uczelni w Polsce
                                był sobie aystent. Robił w pocie czoła doktorat, na co zeszło mu
                                prawie 10 lat, bo promotor był czepliwy strasznie i ciągle kazał
                                poprawiać. Ale w końcu udało się. Juz jako adiunkt, na habilitację
                                potrzebował prawie 20 lat. Trzykrotnie dostawał przedłużenie na 3
                                lata. I znów się udało. Teraz jako profesor cieszy się zasłuzonym
                                szacunkiem i wypowiada takie oto poglądy, że "należy zaaostrzyć
                                kryteria wobec adiunktów, którzy nic nie robią, jak nie zdążą przez
                                9 lat z habilitacją, to ich wyrzucić!" Na nieśmiałą uwagę "ale jak
                                to? przeciez ty sam miałes trzykrotnie przedłużenie, wiec skąd
                                teraz..."
                                "Miałem, ale tak nie powinno być. To był błąd!"

                                No własnie...
                                • dalatata Re: tak a propos zaostrzania 19.02.08, 00:56
                                  tak nawiasem, to mam nadzieje ze to nie tzw. tionkaja aluzja. ja
                                  zlozylem doktorat do obrony w 18 miesiecy. :-)
                              • dizzy_miss_lizzy i jeszcze 19.02.08, 00:31
                                Mówię o tym, żeby wyjąc oceny spod władzy takich, jak to Pan ładnie
                                określił, s-synów. Dlatego trzeba je jakoś zobiektywizować, zeby
                                adiunkt nie musiał ulegać sytuacji "te publikacje to pan sobie
                                zostaw z pierwszym nazwiskiem, ale w nastepnej ja bede pierwszy".
                                Jesli adiunkt wie, ze ocenia go liczby a nie "s-syn", myślę ze
                                byłoby mu łatwiej. Jesli tej oceny nie da sie zatrzymac w
                                dziekanskiej szufladzie, tylko bedzie niejako automatyczna - może
                                się uda... Nie wiem, po prostu szukam sposobu. Wierzę, ze istnieje.
                                • dalatata Re: i jeszcze 19.02.08, 00:55
                                  Elu :-) droga (moze Pani Ela), zgadzam sie stokrotnie. ale czy to
                                  jest argument przeciw temu, co poweidzialem?

                                  mnie na wymioty bierze jak slysze o profeosorach dopisujacych
                                  nazwiska. wie pani kiedy stracilem do profesora moje szacunek? w
                                  pierwszyc 6 miesiacach pracy. kazal mi napisac referat na
                                  kofnerencje i dal go jednej pani, o to jej kolej byla. chce myslec
                                  ze jestem innym profesorem (kurcze, zaczynam sie czuc winny ze
                                  jestem, no!)

                                  Widzi Pani, jakikowliek bedzie system, ja mam wrazenie ze moi
                                  koledzy profesorowie go potrafia spieprzyc....i wracamy do etosu.

                                  i ja naprawde nie wiem jak to zmienic
                                  • dizzy_miss_lizzy Re: i jeszcze ;-)) 19.02.08, 01:14
                                    Może byc Lizzy ;-)))
                                    To jest argument za absolutnymi zmianami w systemie, którego
                                    habilitacja jest filarem. Spóźnię się z oddaniem
                                    książeczki/składanki i wylatuję, pomimo ze mam "dorobek". Mało tego,
                                    zdążę napisać, ale dziekanowi się nie podobam i - jak to usłyszał
                                    mój kolega (tym razem chemik) - "możesz stanąc na głowie, a do
                                    kolokwium cię nie dopuszczę". Habilitacja wyjmuje nam rok z
                                    zyciorysu i każe zużyć go na powtórkę tego, co już napisaliśmy lub
                                    własnie mamy zamiar napisać. Plus idiotyczne procedury, o których
                                    już tyle pisaliśmy... Czy to nadal jest za mało?
                                    A przy okazji - tu, gdzie jestem, ludzie są dumni, że mogą dopisać
                                    profesora do swojego artykułu, bo jest to wielki profesor i jego
                                    nazwisko od razu podnosi rangę pracy. Aha, i zawsze jest on dopisany
                                    na końcu.
                                    • dalatata Re: i jeszcze ;-)) 19.02.08, 01:29
                                      niech bedzie Elka,wiec, chociaz coraz bardziej mam ochote wiedziec z
                                      kim rozmawiam (dalatata@gazeta.pl, jesli przyjdzie pani ochota).

                                      no wiec ja sie nie zgadzam ze to hab jest filarem tego strasznego
                                      systemu. nie wyleci pani, przed chwila napisala pani, ze mozna
                                      przedluzac prawie w nieskonczonosc.

                                      ja nie mam waptliwosci, ze hablilitacje trzeba zreformowac, ale mnie
                                      troche irytuje droienie z habilitacji smoka wawelskiego o imineiu
                                      666. tak nie jest. gdyby to robic uczciwie i rzetelnie, nawet
                                      kolokwium hab nie byloby az takie kretynskie. te przyklady to
                                      przyklady na sku.....nswo a nie na problmey z habilitacja. a jak
                                      Pani napisze do mnie, to pani opowiem o swoich - ja jestem profesor
                                      o przejsciach.... :-) ale i tak jestem za. i tak mysle ze to kwestia
                                      etosu, a nie systemu. nie ma systemow idealnych, nigdzie. wazne jest
                                      to zeby znac reguly gry i wiedziec, ze wedle tych regul gry bede
                                      oceniany. tak naprawde, to mnie jest rybka jaki bedzie system - byle
                                      bylby uczciwie realizowany.

                                      a ja sie nie zgadzam z zadnym dopisywaniem. widzi Pani, ja nie
                                      rozumiem profa ktory pozwala sie dopisac. a co to, k....a, ja se sam
                                      nie napisze? napisze i to lepiej! co to za jakis kretynski zwyczaj
                                      dopisywania. przepraszam, chablis i idzie do glowy.
                                      • dizzy_miss_lizzy Ja bardzo proszę... 19.02.08, 01:45
                                        ...używać mojego ulubionego nicku (nicka?) i trzymać klasę.
                                        Najwyraźniej wino temu nie słuzy. Natomiast formę Pan/Pani możemy
                                        sobie chyba darować ;-)))
                                        A co do przedłużania - otóż, drogi przyjacielu, dotykamy sedna
                                        sprawy. Jak ktoś jest cacy, to do emerytury będą mu przedłużać. Bez
                                        habilitacji. A jak ktoś jest be, to wywalą go zaraz pierwszego dnia
                                        po upływie terminu rotacji. Własnie dzięki temu, ze do oceny
                                        adiunktów słuzy taki (po)twór jak habilitacja. Quod erat
                                        demonstrandum.
                                        • dalatata Re: Ja bardzo proszę... 19.02.08, 02:00
                                          to ja sie nie bede juz zwraal na wszelki wypadek. a co z moja klasa?
                                          cos zlego powiedzialem? ze zaproponowalem maila? nie pierwszy raz
                                          (drugi). za pierwszym razm sie udalo i juz sie znamy z humanistka-
                                          pl :-) i fajno jest. ale rozumiem, mam nie czekac na maila... a
                                          szkoda. nie znam jeszcze zadnego biologa i juz sie cieszylem. nie to
                                          nie, laski bez. a swoja droga okropny jest taki brak zaufania nie?

                                          zadnego quoda nie ma, ani erata, ani demonstranduma. ja zupelnie nie
                                          rozumiem, ze umysl scisly nie widzi roznicy miedzy systemem i
                                          wykonaniem. no ale jak nie widzi to nie widzi. to nie habilitacja
                                          jest potworem, to ludzie, ktorzy sa gatekeeperami. ja moge
                                          opowiedziec pare historii na temat dokotratow trzymanych na biurku
                                          (bo pani ma jeszcze czas). i czy to znaczy ze doktoraty trzeab
                                          zniesc? nie, to znaczy ze kawal chama jest promotorem.

                                          mam nadzieje ze pani nie wywala. na pewno nie wywala.
                                          • dizzy_miss_lizzy first things first 19.02.08, 08:15
                                            Nie chciałam być niemiła, zwyczajnie nie lubię, kiedy ktoś zmienia
                                            mój nick, skoro juz mam swój ulubiony ;-)))
                                            A co do maila, to bardzo dziękuję za zaproszenie, skorzystam przy
                                            najbliższej okazji. Wracając zaś do meritum - jeśli system jest
                                            szlachetny w założeniu, ale źle działa bo jest niesprawny, to po
                                            prostu należy go zmienić albo przynajmniej usprawnić. Jak te
                                            egzaminy na prawo jazdy... ;-)
                                            Pozdrawiam,
                                            Lizzy
                                            • dalatata Re: first things first 19.02.08, 09:21
                                              przepraszam za wszystkie niestosownosci.
                                              co do systemu pozostajemy na swoich stanowiskach. nowy system nie
                                              daje zadnych gwarancji lepszego wykonania.
                                              rowniez pozdrawiam. mysle ze zameczylismy temat :-)
                                              choc pokazuje to tradycyjnie 'bolesne linie podzialu' (choc pani
                                              pewnie nie pamieta z kogo to i o kim)
                                              • dizzy_miss_lizzy Podsumowanie ;-)) 19.02.08, 09:34
                                                Kiedyś rozmawiałam ze swoimi przyjaciółmi-doktorami i wyrwały mi się
                                                takie oto słowa: "Słuchajcie, jak juz będę miała tę habilitację, to
                                                zrobię wszystko, żeby ją zlikwidować. No bo jak walczysz z
                                                habilitacją jako zwykły doktor, to zaraz ci mówią, ze jesteś matoł i
                                                nie potrafisz. Ale jak już ją zdobędę, to poświęcę wszystkie siły na
                                                zmianę tego systemu". Na co usłyszałam ponure "Każdy tak mówi przed,
                                                a jak już przejdzie, to jakoś zapomina i wszystko zostaje po
                                                staremu..."
                                                Pozdrawiam wszystkich profesorów-z-habilitacją, zwłaszcza na
                                                Wyspach ;-)
                                                • dalatata Re: Podsumowanie ;-)) 19.02.08, 10:10
                                                  no to mi pani przywalila. w podsumowaniu.biore na szczeke ze
                                                  smutkiem pewnym. ze smutkiem dlatego, bo odmawia mi pani
                                                  ugruntowanych pogladow i przemysllanych pogladow dlatego bo nie
                                                  zgodne sa z pani. ja mam prawo myslec ze habilitacja jest uzyteczna
                                                  nie? i wcale nie dlatego ze ja mam. nigdy nie mowielem jako doktor
                                                  ze chcialbym ja zlikwidowac. jesli jednak chciala miec pani ostatnio
                                                  slowo - z przyjemnoscia przegrywam.
                                                  • dizzy_miss_lizzy finis coronat opus 19.02.08, 11:18
                                                    Przykro mi, ale z powodu reorganizacji poczty na portalu Gazety, nie
                                                    mogę wysłać emaila. Przesyłam zatem publicznie podziękowania i
                                                    wirtualny uścisk dłoni. Po ostatniej Pańskiej wypowiedzi mój poziom
                                                    nadziei na pozytywne zmiany wzrósł znacznie ;-)))
          • dalatata Re: zniesienie habilitacji jako patologii 18.02.08, 18:06
            ja nie rozumiem argumentacji DML. to troche jakby powiedziec: nie
            robmy egzaminu na prawo jazdy, bo egzaminotrzy sa czasem nieuczciwi
            i biora lapowki.
            • dizzy_miss_lizzy już tłumaczę ;-) 18.02.08, 18:19
              Udało się jednakowoż zlikwidować choć trochę patologii przy
              egzaminach na prawo jazdy, nieprawdaz? Choćby poprzez instalację
              kamer w samochodach. Mam też nadzieję, ze uda się stworzyć taki
              mechanizm oceny działalności naukowej, który uwolni adiunktów spod
              bezwzględnej władzy szefów. Np poprzez podawane tu liczby,
              wskaźniki, faktory, itd. Chodzi o to, zeby ocena była maksymalnie
              wolna od osobistych uprzedzeń i nacisków. Nie mam gotowego
              rozwiązania, ale pamiętam swoją rozmowę z kolegą (fizykiem ;-)) z
              Instytutu Maxa Plancka, którego zapytałam: "A co z twoją
              habilitacją?" A on "A po co mi habilitacja? Mam publikacje, mam
              projekty, mam osiągnięcia..." "I nie boisz się, ze cię wyrzucą?" "No
              przecież widać, ze pracuję!"
              • dalatata Re: już tłumaczę ;-) 18.02.08, 18:23
                ja tez nie mam. jednak nie chce wylewac dziecka z kapiela.

                mnie dokladnie o to chodzi. dokladniutko. i powtarzam, czy nazwiemy
                to habilitacja, czy nazwiemy to tenure appraisal, jest mi to rybka.

                co do metrics, w humanistyce one sa problematyczne. jak dla mnie to
                kwestia etosu plus miedzynarodowych recenzji.
    • nfa05 Nasz parlament to wymarzone miejsce dla nierobów 16.02.08, 12:58
      Rzeczpospolita, 16-02-2008
      Na stronach posłów czas stanął w miejscu
      Utrudniony kontakt wyborców z Parlamentarzystami. Wielu nie ma stron
      internetowych. A jeśli już je założyli, to słabo o nie dbają. Na niektórych są
      informacje jeszcze z kampanii wyborczej
      www.rp.pl/artykul/93567.html
      tvn.24 15.02.2008
      Senatorowie nie mają nad czym pracować
      www.tvn24.pl/-1,1538963,wiadomosc.html
    • nfa05 O patologaich słów kilka 18.02.08, 16:08
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=473
      wykaz głównych patologii akademickich w opiniach środowiska
      skupionego wokół NFA.

      Plagiaty - zarówno w pracach studentów (licencjat, magisterium), jak
      i pracowników naukowych. Niestety 'ryba psuje się od głowy' i liczne
      plagiaty pracowników przy braku należytych reakcji środowiska
      negatywnie wpływają na młodzież akademicką. Kadra akademicka nie
      daje sobie rady z formowaniem absolwentów szkół wyższych. Pracownik
      prowadzący niekiedy kilkadziesiąt prac licencjackich czy
      magisterskich nie jest w stanie kontrolować bieżącej pracy studentów.

      Ponadto nie wszyscy są intelektualnie przygotowani do wykrywania
      plagiatów co wymaga zarówno dobrego oczytania w literaturze
      przedmiotu, jak i znajomości stylu pisania prac przez studentów.
      Programy antyplagiatowe mogą być co najwyżej pomocne, ale nie
      zastąpią mistrza. Ustawowo winna być ograniczona liczba prac (do ok.
      10) prowadzonych przez jednego pracownika.

      Sitwokracja - zarządzanie instytutami, szkołami przez sitwy, klany i
      układy, co wynika z preferowanego w polskim systemie 'chowu
      wsobnego' i małej mobilności kadry. Preferowane są kariery od
      studenta do rektora na tej samej uczelni. Zmiana preferencji na
      rzecz mobilności ograniczyłoby tą patologię.

      Nepotyzm- preferowanie przy zatrudnieniu i w karierach akademickich
      członków swoich rodzin. Służą temu m.in. fikcyjne konkursy na
      konkretnego kandydata, często członka rodziny profesora już
      zatrudnionego na uczelni. Profesorskie dzieci niejednokrotnie wręcz
      dziedziczą katedry.

      Fikcyjne konkursy – królowa patologii akademickich i przyczyna wielu
      innych patologii. Całkowicie niezgodna z zalecaniami Europejskiej
      Karty Naukowca.

      Patologia łatwa do likwidacji nawet na podstawie zarządzeń ministra
      do obecnej ustawy. Gdyby przygotowano ogólnopolską tablicę ogłoszeń
      o konkursach na etaty akademickie z obowiązkiem umieszczania tam
      ogłoszeń we właściwym czasie pod rygorem unieważniania konkursów
      niespełniających tego kryterium patologia by została ograniczona.

      Kolejnym krokiem byłoby wprowadzenie zasady powoływania członków
      komisji konkursowych z puli ministerialnej ( co najmniej 50 % składu
      komisji) aby konkurs nie odbywał się wśród samych swoich, lecz wobec
      naukowców o znanych i uznanych standardach. W komisjach konkursowych
      na stanowiska profesorskie obligatoryjnie winni brać udział także
      recenzenci zagraniczni.

      Wieloetatowość – uważana powszechnie za zło akademickie. Nie można
      jej usprawiedliwiać niskimi pensjami bo występuje częściej u
      pracowników o wyższych pensjach a rzadziej u mniej uposażonych ! Nie
      można jej tłumaczyć brakiem kadry bo kadra o wysokich kwalifikacjach
      i sukcesach edukacyjnych nie może nawet marzyć o jednym etacie na
      uczelniach ! zapewne dlatego aby nie było kontrastu z bublem
      edukacyjnym serwowanym przez wieloetatowców czasem jedynie fikcyjnie
      figurujących na listach uczelni. Podkreślana jest rzekoma zdolność
      do 'bilokacji', a nawet 'multilokacji' zręcznościowych profesorów.

      Rektorzy informowali, że ustawa ' Prawo o szkolnictwie wyższym'
      likwiduje wieloetatowość, co nie jest prawdą. Niestety zły przykład
      idzie z góry, o czym może świadczyć np. wieloetatowość aktualnego
      ministra sprawiedliwości!

      Należy zdecydowanie zlikwidować wieloetatowość na mocy nowelizacji
      obecnego prawa.

      Niejawność , w tym jawna niejawność dorobku naukowego, czyli
      akceptowalny brak rzetelnych baz danych (dostępu do istniejących
      zagranicznych) , niejawność procedur 'konkursowych', niejawność
      teczek akademickich dotyczących pracowników akademickich
      (niedostępne i ćwierć wieku np. na podstawie ustawodawstwa lat 80-
      tych )

      Brak krytyki naukowej wskutek mobbingu i represjonowania śmiałków,
      którzy się odważą na krytyczne uwagi do dzieł 'nieomylnych'.

      Moralna zapaść środowiska akademickiego – po prostu brak słów aby
      opisać to co się dzieje na uczelniach. Brak monitoringu zachowań
      nieetycznych, przy obfitości kodeksów i komisji etycznych, których
      nie sposób zainteresować łamaniem etyki zawodowej. Komisje chętnie
      natomiast podejmują działania na rzecz wykluczania osób
      ośmielających się ujawniać niewygodną prawdę.

      Brak mediatora akademickiego o co NFA walczyło bezskutecznie przed
      uchwaleniem Ustawy w 2005. r .

      Tytułologia zastępująca rzeczywisty dorobek naukowy. Propozycje
      zmian - likwidacja belwederskich profesur, zniesienie habilitacji,
      rozwiązanie CK oraz zastąpienie ich merytoryczną oceną dorobku
      naukowego opartą na obiektywnych wskaźnikach takich jak liczba
      cytowań, impact factor itp.
      • dalatata Re: O patologaich słów kilka 18.02.08, 18:01
        uwielbiam te wszystkie uogolnienia.

        1. co do plagiatow - zgoda. sam sie spotkalem z tym nie raz. co do
        tego intelektualnego przygotowania, to koniia z rzedem temu, kto
        udowodni plagiat na podstawie stylu. to sa sny o potedze.

        2. nie wiem co to sa klany na uczelniach, moze to tylko ja.
        natomiast spotkalem sie z wieloma ukladami, podlizywaniem sie
        szefowi. o malej mobilnosci kadry byla juz tu mowa wielokrotnie.
        postulaty mobilnosci nie maja najmniejszego sensu bez stworzenia
        warunkow do tego.

        3. nepotyzm. pewnie to znow ja, jednak nie widzialem nigdy dzieci
        profesrowo zatrudnianych przez tych profesorow. widzialem zony
        (jedna). widzialem wielokrotnie zatrudnianie magistrantow profesora
        zatrudnianych przez uczelnie, to jest jednak sprawa zupelnie inna i
        co najwyzej ambiwalentna.

        4. kazdy konkurs mozna ustawic. stwerdzienie ze tablica ogloszeniowa
        cokowliek zmieni zasluguje tylko na wysmianie. zupelnie tez nie wiem
        jak o rozstrzgnieciu konkursu w konkretnym instytucie moze
        decyzdowac urzednik ministerialny. to przekonanie, ze jest jakis
        obietkywny sposo oceny dorobku jest zabawny. kazdy dorobek w
        konkursie musi widzialny w kategoriach potrzeb instytutu. niestety
        idzie tu tylko o etos pracy, jedynym krokiem ku rozwiaaniu problemu
        moglaby byc totalna przezroczystosc (kedys skladalem podanie na uni
        w Danii, dosatlem dossier wszystkich moich konkurentow, opis decyzji
        itd itd. najsmiejszeniejsze bylo to ze przy mnie bylo napisane; He
        is Polish. a przy innych informacji takiej nie bylo - rozwazalem
        skarge, glwonie dla jaj, ale stwirdzilem ze nie bede sie wyglupial)

        5. Ja juz prosilem NFA o dane na temat wieloetatowosci. w
        rzeczywistosci na stweridzenie ze to profsorowie wykrozystuja
        wielotatowosc bardziej NFA nie ma zadnych dowodow. Niestety, zamiast
        walczyc o uzdrownienie nauki polskiej, usiluje osiagnac jakies sobie
        znane cele.

        6. slowa o tytulologii nie zasluguja na komentarz. a co do
        niejawnosci - kazdy moze sobie kazdego sprawdzic w miedzynarodowych
        bazach danych. nieobecnosc Iksinskiego jest wystarczajaca.

        • nfa05 Re: O patologaich słów kilka 18.02.08, 19:08
          Jedyne co moge radzić to zakup odpowiednich okularów
          • dalatata Re: O patologaich słów kilka 18.02.08, 20:10
            na to ja moge powiedziec, ze tego typu dzialalnosci jak NFA to
            zbieranie jak najszerszego poparcia jest glowna zaleta. ideologia
            typu myslisz jak NFA lub sie mylisz, jest nieporozumieniem. podobnie
            jak wyglaszanie tez, na ktore sie nie ma dowodow lub dowody
            anegdotyczne.

            nfa05 napisała:

            > Jedyne co moge radzić to zakup odpowiednich okularów
    • chilly Przewidywane efekty zmian 18.02.08, 17:50
      1) Zostanie wytypowanych kilka(naście?) "najlepszych" uczelni. Beda
      to te najwieksze, które i dzis przechwytują wiekszośc środków.
      2) Będa robiły to co dzisiaj i tak jak dzisiaj. Po co się wysilać,
      skoro nie tylko jesteśmy najlepsi, ale też nikt nam nie zagrozi. Bo
      niby kto - te kilkaset uczelni, które nie będa prowadzi badan w
      ogóle, albo prowadzi je "na poziomie krajowym"? Poziom badań troche
      się jednak podniesie - ze wzgledu na dopływ duzych środków
      do "flagowców".
      3) Po niedługim czasie ktoś odkryje, że te kilka(naście) uczelni nie
      jest w stanie kształcic 30 tys. doktorantów. No ale kto ich ma
      kształcić, skoro inni nie prowadza badań?
      4) Zabraknie "samodzielnych". Na większości uczelni badań nie będzie
      lub będą na poziomie nie pozwalającym na awans naukowy. No i jak
      tu "wyhodować" dwóch doktorów?
      5) Ktoś też zapewne zauważy, że nie na wszystkich kierunkach można
      kształcić magistrów przez osoby, które nie prowadzą badań naukowych.
      6) Wad będzie widać coraz więcej.
      7) Na szczęście, będziej już nowy minister w nowym rządzie, który
      przeprowadzi kolejną reformę.
      8) Ta reforma nie będzie juz nikomu potrzebna. Większość młodzieży,
      zwłaszcza ci, którzy chcą studiować, będą już dawno na Zachodzie.
      • dalatata Re: Przewidywane efekty zmian 18.02.08, 18:03
        Chilly: pelna zgoda. w UK usilowano juz zrobic, 20 lat temu,
        eksperyment z uniwersytetami bez badan. rzad sie z tego wychowal i
        teraz ocenia uczelnie za nauczanie podparte wlasnymi badaniami
        prowadzacego.
    • frusto Pytanko o kryteria awanoswe u was... 19.02.08, 09:40
      U mni jest tak: 15pkt na otwarcie przewodu, w tym jedna filadelfijska
      30 pkt na zamkniecie przewodu i adiunkt na rok, w tym co najmniej dwie
      filadelfijskie
      45 punktow na adiunkta na czas nieokreslony,

      Chcialbym tutaj zauwazyc, ze cykl wydawniczy wiekszosci czasopism z dziedziny
      trwa rok-dwa, a napisaniu artykulu tak, by mial tam szanse sie dostac wymaga co
      najmniej pol roku intensywnej pracy.

      A jak jest u was?
      • zkoza Re: Pytanko o kryteria awanoswe u was... 19.02.08, 15:41
        Co to jest "u nas"? Jaki wydział? Jak duża uczelnia?
        Bo u mnie to "nauki ścisłe, renomowana uczelnia niestołeczna".

        1. Na prace poniżej 20 punktów raczej szkoda czasu - one u nas niemal się nie
        liczą (chyba że jako tzw "dorobek").
        2. Gdy mój doktorant otwierał przewód, miał 2 prace niewchodzące do pracy
        doktorskiej (!) i 1 jak najbardziej wchodzącą. W piśmie za 24 :-), ale że jestem
        współautorem, wypadałoby mu przyznać tylko 12 pkt. :-( Plus jedna praca gotowa
        do wysłania do druku.
        3. Do zamknięcia przewodu wypadałoby opublikować z 2-3 prace w pismach o IF >=
        20 ...
        4. Podstawowym kryterium otwarcia przewodu jest moja (= promotora)
        opinia, że doktorant "dojrzał" i rokuje nadzieję graniczącą z pewnością, że
        wypełni warunki na dobry doktorat i nawet że go później obroni :-)
        5. W mojej branży opublikowanie artykułu od momentu wysłania do czasopisma
        zwykle trwa 3-6 miesięcy. Poniżej próbka informacji o stanie naszej najnowszej
        pracy:

        CURRENT STATUS OF MANUSCRIPT: With referee(s)

        CORRESPONDENCE:
        SENT RECEIVED DESCRIPTION
        04Feb08 Review request to referee; response not yet received
        04Feb08 Review request to referee; response not yet received
        29Jan08 Acknowledgment sent to author
        28Jan08 Correspondence (miscellaneous) sent to author

        Jak widać, obowiązują dwie anonimowe recenzje.

        5. Podstawowym kryterium przy zatrudnianiu jest pozytywna odpowiedź na 2 pytania:
        a) czy kandydat (= młody doktor) rokuje nadzieję na usamodzielnienie się?
        b) czy kandydat będzie w stanie prowadzić zajęcia dydaktyczne z dyscyplin, w
        których brakuje kadry?
        • frusto Re: Pytanko o kryteria awanoswe u was... 20.02.08, 12:14
          Nauki scisle, renomowana uczelnia niestoleczna :) ALe duza uczelnia w duzym
          stosunkowo miescie. Podalem kryteria awansowe (tzw minima awansowe) rozeslane
          przez jednego z bossow instytutow.

          Ja mam 4 publikacje za lacznie 55 punktow (3 po 15 i jedna za 10) plus jakas tam
          drobnica (choc chyba nawet punktowana, choc nawet nie chcialo mi sie sprawdzac).
          Wszystkie napisalem sam, wspolautor zadbal tylko o jasnosc wywodu,
          angielszczyzne, i w dyskusji wskazal kilka slabych punktow. Uwazam jego
          kontrybucje za dosc istotna, bo dzieki temu uniknalem kilku bledow i wpadlem na
          kilka lepszych rozwiazan. W ciagu jednakze poprzedniej pracy glownie pracowalem
          w ramach projektow uczelnianych (i nie tylko :-) ciezko kiedys bylo wyzyc z
          pensji asystenta), bardzo pracochlonnych, bardzo oplacalnych, i bardzo
          odciagajacych od pracy naukowej...


          Kryterium sa u was dosc jednak subiektywne. Ja tam prowadze zajecia z kilku
          dyscyplin od wielu lat i chyba sie sprawdzam :)

          Ciekawe, czy bym mial szanse na domkniecie doktoratu u was na uczelni :) Wiem z
          dyskusji z koelgami z innych uczelni, mniej renomowanych, ze tam podobno z takim
          dorobkiem (choc przeciez wcale nie imponujacym) nie mialbym problemow :)
          • zkoza Re: Pytanko o kryteria awanoswe u was... 21.02.08, 00:10
            na adres frusto@gazeta.pl przesłałem ci konkretny namiar "na mnie".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka