Dodaj do ulubionych

Życiński mówi młodzieży o "potrzebie obrony god...

21.12.08, 12:26
a nie POwiedział kto to jest TW Filozof czyli "autorytet" GWna?
Obserwuj wątek
    • zsxdcf Życiński mówi młodzieży o "potrzebie obrony god... 21.12.08, 12:30
      Panie Zyciński daj pan spokój.Powinien pan siedzieć cicho.Rozlicz się
      pan za grzechy popełnione w przeszłości.Po grudniu 70-go roku
      wszystkie klechy łaziły do kc pzpr,niby to wystawy oglądać,a w
      rzeczywistości podpisywać lojalki.To co dopiero w 60-tych latach się
      działo?.Towarzysze robili z wami co chcieli.Pan myślisz,że antek
      policmajster wszystkie papiery nietoperzowi dał?A gó....Zawsze
      silniejszy zwycięży.Pan masz poukładane w głowie tylko dlatego,że
      kiedyś okazałeś się pan słaby.I nie pomogą panu okrągłe słówka.Bierz
      pan przykład z księdza Zalewskiego.Krzyżem leżeć tajemniczy
      wysłanniku.Tajemniczy wysłannik(tw),a nie gadać o słabych
      embrionach.Nawet jak się wylęgnie to go złamią i będzie
      kapował.Ot,co!.
    • antidotunazalganiewubekistanie Terror Tolerancji 21.12.08, 12:32
      Rozmowa z Grzegorzem Górnym - dziennikarzem, publicystą, współtwórcą kwartalnika `Fronda' i programu telewizyjnego o tej samej nazwie, autorem `Demona południa', książki obrazującej współczesną walkę o `dusze tego świata', ojcem piątki dzieci.

      Dlaczego polityczna poprawność uwodzi dzisiejsze elity?

      Dlatego, że jest namiastką świeckiej etyki. Co prawda nie dotyczy kultu, ale nosi znamiona religii. W momencie, gdy nastąpiła sekularyzacja i religia jako źródło moralności przestała odgrywać centralną rolę w życiu społecznym, musiała się znaleźć jakaś jej świecka namiastka, jakiś drogowskaz - i miejsce to zajęła polityczna poprawność. Sprawiedliwość i miłosierdzie rozumiane w sposób chrześcijański zostały zastąpione przez filantropię i tolerancję. Człowiek musiał sobie czymś zapełnić pustkę po religii. Zamiast Boga stworzył więc sobie ideologię tolerancji.

      Ale dlaczego właśnie tolerancja jest aż tak ważna?

      Źródłosłów słowa tolerancja (od łac. tolerare), znaczy wytrzymać, znosić, przecierpieć. Innymi słowy: nie zgadzam się z tobą, ale jestem w stanie ścierpieć twoje poglądy. Znosić je. Tymczasem manipulacja, jaka została dokonana na tym słowie, sprawiła, że dzisiaj tolerancja oznacza życzliwą otwartość i akceptację.

      Akceptacja?

      No właśnie: akceptacja! Dzisiaj pod to słowo podkłada się zupełnie inną treść niż pierwotnie.

      To znaczy, żeby cię tolerować, muszę przyjąć twoje wartości

      Muszę być na nie otwarty i muszę je zaakceptować, bo jeśli nie, to znaczy, że jestem nietolerancyjny, czyli nie akceptuję cię. W tym miejscu widać podstawową różnicę między chrześcijaństwem a polityczną poprawnością, bo chrześcijaństwo oddziela człowieka od jego poglądów. Potępia grzech, a nie grzesznika. Ideologowie tolerancji mówią natomiast: skoro kochasz grzesznika, musisz też zaakceptować jego grzech, bo inaczej jesteś nietolerancyjny. Natomiast tolerancja w rozumieniu zarówno klasycznym, jak i chrześcijańskim, oznacza, że trzeba szanować człowieka, ale niekoniecznie akceptować jego poglądy, z którymi się nie zgadzamy.

      Czyli wystarczy taka niewinna manipulacja pojęciem

      Już Konfucjusz mówił, że chcąc zmieniać świat, najpierw zmienia się język, znaczenie pojęć.

      Właściwie można by powiedzieć, że nie ma niczego złego w założeniach politycznej poprawności, w tym w tolerancji. Gdzie więc tkwi pułapka?

      Punktem wyjścia było poszanowanie czyichś uczuć, czyjejś wrażliwości. Zatem trzeba gładzić, polerować, łagodzić wszystkie osądy, żeby nikogo nie urazić. Ale to prowadzi do absurdów. Np. w Stanach Zjednoczonych jest problem, żeby wprowadzić podręczniki do historii, bo jak już jakiś powstaje, to zgłasza się jakaś mniejszość etniczna, która się czuje urażona takim a nie innym ujęciem historii, więc podręcznik trzeba zmieniać. Po tych zmianach ktoś inny czuje się z kolei urażony. Komisje historyków debatujące miesiącami nie są w stanie zredagować książki. I jest pat. Z kolei w Danii ocenzurowano baśnie Andersena, np. zdanie o tym, że bocian klekotał niezrozumiale i była to egipska mowa, której nikt nie rozumiał - okazało się politycznie niepoprawne, bo Egipcjanie mogą poczuć się urażeni. Tymczasem w Danii za czasów Andersena funkcjonowało powiedzenie `egipskie gadanie' na określenie języka, który jest niezrozumiały To tak, jakby w Polsce zakazać w imię politycznej poprawności sformułowania `siedzieć jak na tureckim kazaniu', żeby Turcy nie poczuli się urażeni.

      A co z `udawaniem Greka'?

      No właśnie. Tyle tylko, że to dawno przestało być śmieszne, a zaczęło być uciążliwe Jeden z czołowych ideologów pokolenia '68, czyli czasów rewolty studenckiej - Herbert Marcuse stwierdził kiedyś, że żyjemy w okresie terroru tolerancji. Najgorsze, że ci, którzy powołują się na tolerancję i grożą zarazem sankcjami za brak tolerancji, sami bynajmniej nie są w stosunku do swoich oponentów tolerancyjni. Ich sankcje są różne, począwszy od ostracyzmu towarzyskiego. Na amerykańskich uniwersytetach szalały na przykład takie `bojówki politycznej poprawności', które wpadały na wykłady profesorów, w ich mniemaniu reakcyjnych, i rozbijały te wykłady.

      To niestety idzie jeszcze dalej, za cytowanie Biblii można pójść do więzienia

      Mowa oczywiście o szwedzkim pastorze Ake Greenie, którego odwiedziłem niedawno w Szwecji. W sądzie pierwszej instancji został on skazany tylko za to, że przedstawiał chrześcijańską naukę na temat homoseksualizmu, cytując Pismo Święte. Ale mamy także przykład profesora Rocco Buttiglione, który nie został komisarzem Unii Europejskiej tylko dlatego, że prezentował poglądy chrześcijańskie. Widać, że ten terror tolerancji przestał mieć tylko charakter akademicki, a przeniósł się na życie społeczne. A tutaj są pewne grupy, które, ustawiając się w pozycji ofiar i mając na tarczy polityczną poprawność, torują sobie drogę do przywilejów, które im się nie należą.

      Zjawisko to zmierza w mocno antykatolickim kierunku. Skąd taka niechęć do katolicyzmu?

      Katolicyzm twierdzi, że jest posiadaczem prawdy i jedynego klucza do Zbawienia. Już samo takie stwierdzenie, które jest naprawdę wyjątkowym uproszczeniem, może rozpalić przeciwników do czerwoności. A jeżeli jeszcze Kościół twierdzi, że konsekwencją wiary jest określony sposób życia i określona moralność, która nie zgadza się ze sposobem życia wielu środowisk, np. homoseksualistów, to nic dziwnego, że oponenci katolicyzmu są tacy agresywni.

      Tymczasem naturalną reakcją na homoseksualizm, np. u dziecka, które po raz pierwszy o nim usłyszało, jest niesmak, niechęć

      Oczywiście. Gdyby mnie zaczął `podrywać' jakiś mężczyzna, to zareagowałbym odruchem niechęci, i to tak zwyczajnie, na poziomie czysto fizjologicznym. Tymczasem kiedy taką naturalną, zdrową reakcję nazywa się słowem-wytrychem `homofobia' i piętnuje się ją, to wówczas wkraczamy już w sferę manipulacji. Chodzi o to, aby taką normalną reakcję u ludzi wyeliminować.

      Jakie to ma przełożenie na wychowanie dzieci? Jak w takich warunkach tłumaczyć, co jest dobre, co złe, jeśli np. w szkole mogą mieć przyklejone piętno homofoba czy osoby nietolerancyjnej?

      Ważne jest, czy rodzice są dla dziecka autorytetem i przekazują mu wiarę i podstawy moralności. Jeśli są autorytetem i przekazują wartości, to dziecko będzie miało takie zaplecze duchowe i ideowe, że poradzi sobie w większej grupie, nawet jeśli będzie miało odmienne poglądy niż większość. Będzie miało odwagę prezentować swoje stanowisko wśród rówieśników, a przynajmniej (np. jeśli jest nieśmiałe) nie ulegać wpływowi innych. I to jest zasadnicza różnica między ludźmi tzw. zewnątrzsterownymi a wewnątrzsterownymi, by użyć określeń Davida Riesmanna. Chodzi o to, by mieć taką `wewnętrzną busolę', w którą dzieci powinien wyposażyć dom rodzinny. W naszym domu od małego staramy się tak wychowywać dzieci, by były w stałym kontakcie z Kościołem. Dajemy im wzorce świętych, np. pastuszków z Fatimy, pokazujemy, kogo warto naśladować. I nagle okazuje się, że dzieci potrafią znaleźć się w sytuacjach trudnych, a nawet ofiarować swoje cierpienie za innych.

      Czyli wystarczy po prostu przekazywać wartości w rodzinie?

      Trzeba zacząć od tego, jaka ma być rodzina. Należy wrócić do korzeni. Do tego, że małżeństwo jest sakramentem, jest nierozerwalne. Po raz kolejny trzeba odkryć je jako sakrament, jako źródło łask - i z niego czerpać siły. Także do wychowywania dzieci, do przekazywania wartości. Jeżeli tak będzie w rodzinie, jeśli wrócimy do źródła, to nie ma niebezpieczeństwa, byśmy zagubili się w ofertach tego świata.

      rozmawiali:
      ks. Andrzej Godyń SDB
      Małgorzata Tadrzak-Mazurek
      • maryla3389 Re: Terror Tolerancji 21.12.08, 17:55
        Co to za poziom dyskusji, jesli pan Grzegorz nie potrafi zrozumiec prostego slowa tolerancja i pieprzy tu jakies farmazony o przyjmowaniu cudzych wartosci. Tolerancja polega na wzajemnym szacunku, i nie ingerowaniu w natretny, agresywny sposob w czyjes zycie i czyjes decyzje o tyle, o ile nie godzi to w nasz osobisty interes. Jako ateista, potrafie uszanowac i toleruje religijnosc rozmowcy jako jego osobista, intymna potrzebe, natomiast w momencie, kiedy ta religijnosc obiawia sie w propagowaniu uprzedzen, odrzucaniu i ublizaniu ludzi innych wyznan, czy o innych preferencjach seksualnych, w tym momencie to juz nie jest realizacja wlasnej, intymnej potrzeby kontaktu z Bogiem, tylko zwyczajna, obskurna, obludna walka kosciola o wplywy.

        Przedstawiciele kosciola maja wypaczone, zeby nie powiedziec wynaturzone pojecie o tym, co stanowi ich osobisty interes, i gdzie przebiega granica ich wolnosci osobistej. Ludzie o skrajnych religijno fundamentalistycznych pogladach takich, jak tu zostaly zacytowane, to chorzy ludzie, ktorzy nie potrafia funkcjonowac w spolecznestwie opartym na wzajemnym szacunku, na poszanowaniu odmiennosci, autonomii, wolnosci innych osob. Ludzie o mentalnosci dziecka, dla ktorych jedyna forma dyskusji jest wymuszenie.

        Panie "autorytecie moralny", jesli homoseksualista poczynilby wobec Pana awanse, wystarczyloby potraktowac go z kultura i szacunkiem, tak, jak kazdego innego czlowieka, czy jak kobiete, ktora probuje z Panem flirtowac, i odmowic w uprzejmy sposob, i bez demonstrowania czy pielegnowania w sercu swojego swietego obrzydzenia. Panska niechec, niewazne, czy ostentacyjna, czy ukryta, zawoluowana, jest obrzydliwa, i nie, to nie jest normalna, zdrowa reakcja zdrowego czlowieka. Normalny, zdrowy czlowiek nie buduje poczucia wlasnej wartosci na pogardzie dla innych ludzi. Panska wypowiedz swiadczy jedynie o tym, ze nie potrafi Pan odroznic homoseksualisty od przestepcy czy narkomana. Postrzega ich Pan jako ludzi gorszego gatunku, ktorzy "zeszli na zla drogie" i za wszelka cene trzeba ich uleczyc. W ten miedzy innymi sposob objawia sie Wasza, katolikow, pycha, przekonanie o Waszej wyjatkowosci jako grupy "oswieconych".

        To naprawde nie jest takie trudne. Nie potrzeba godzinnych wywodow i analiz, wystarczy odrobina zdrowego rozsadku i wrazliwosci. Nikt nie kaze Panu byc homoseksualista, ateista, mormonem, czy czymkolwiek, co stanowi takie zagrozenie dla Panskiej religijnosci. Wystarczy dostrzec czlowieka w czlowieku, i probowac tego czlowieka zrozumiec. Stlumic w sobie niechec, ktora niczemu nie sluzy, i zaakceptowac to, ze inni maja inne poglady i inne potrzeby. Nikt nie kaze Panu ich kochac i sie z nimi utozsamiac. Wystarczy, ze powsrzyma sie Pan on publicznej krytyki, ublizania tym ludziom, traktowaniu ich jak ludzi niemoralnych, zgnilych, gorszej kategorii, i prob ograniczania ich wolnosci osobistej.

        Dlaczego Pan i Panu podobni za wszelka cene musza prac ludziom mozgi, ladowac te swoje obce, paskudne i nienawistne lapska do cudzych majtek, i decydowac o zyciu i moralnosci? Nie prosciej skupic sie na pielegnowaniu swojej wiary i probowac zmienic, ulepszyc siebie samego zamiast wymachiwac mieczem i probowac doszukiwac sie wad u innych? Coz to za pycha, coz to za obluda, hipokryzja, coz to za brak samokrytyki.

        Niestety, jak widac, dla przedstawicieli i sympatykow kosciola to wszystko jednak za trudne jest. Potrzeba opluwania innych jest zbyt mocna. W koncu jesli nie byloby kogo opluwac, nie byloby na czym budowac poczucia swojej wyjatkowosci. Prawdziwy katolik nie potrafi czuc sie dumnym, spelnionym czlowiekiem, bez budowania tej dumy na pogardzie.


    • dantelo Życiński mówi młodzieży o "potrzebie obrony god.. 21.12.08, 13:19
      Najlepiej byłoby ,gdyby życinski i spółka, odwalili się raz na
      zawsze od dzieci i młodzieży naszej!!!
    • robertfr Życiński mówi młodzieży o "potrzebie obrony god.. 21.12.08, 16:34
      A gdzie "godnosc czlowieka" u tych milionow zabitych w
      meczarniach,spalonych na stosie ,przez czarna,watykanska mafie ?
      Obluda tych pedofili w sukienkach nie zna granic.
      • dobiczek Życiński niech opowie mlodziezy na kogo donosil 21.12.08, 16:48
    • toberson Re:Kiedy Życiński i Episkopat zaczna pomagac.... 21.12.08, 18:41
      biednym i inwalidom jak Chrystus robil!!!Polscy ksieza zyja w
      przepychu i tylko mysla o kasie!!!Kiedy sie ksieza nawroca i zaczna
      nasladowac Chrystusa!!!
    • awa198 Życiński mówi młodzieży o "potrzebie obrony god... 21.12.08, 22:15
      in vitro to czasami jedyna szansa na posiadanie dzieci, a jeżeli mówimy o
      moralności to może lepiej naprawę zacząć od kościelnego podwórka. Zastanowić
      się czy jest moralne wyrzucanie przez siostry zakonne dzieci z domu
      dziecka,żeby odzyskać majątek.Wymuszanie na państwie oddawanie zabranego
      mienia wszelkimi metodami nie patrząc jakie są potrzeby miasta i ludzi (sprawa
      na Białołęce w Warszawie,gdzie żeby było moralniej kościół reprezentował ubek)
      Nie pouczajcie innych, gdy sami reprezentujecie sobą niewiele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka