qwerty.tarnow
04.03.04, 00:21
W jednej z powieści sensacyjnych jakie swego czasu czytałem, był taki
fragment:
Prywatny detektyw jedzie z policjantami radiowozem i ściga jakiegoś bandytę
uciekającego skradzionym samochodem. W radiowozie jedzie też poszkodowany.
Policjant mówi przez radio namiary auta (podając za słowami
właściciela): "Poszukiwany pojazd, marka XX, model YY, nr rej ZZ, kolor
turkusowy". W tym miejscu wtrąca się detektyw: "zamiast turkusowy proszę
powiedzieć jasnoniebieski, mówi pan do policjantów, nie do ich żon".
I ten fragment oddaje właśnie sedno tematu - wiele jest nazw kolorów, które
nic nie mówią: sepia, turkusowy, szmaragd, itp. Po co wymyslać takie
określenia skoro wystarczyłoby proste określenie koloru dominującego z
dodaniem ewentualnie przyrostka jasno- ciemno-, itp.?