lukmac5
30.03.04, 00:33
Dochodziły do mnie cierpkie uwagi, ale na szczęscie spektakl jest
wydarzeniem. Na szczęscie, bo od "Marysi" kibcuję Barczykowi. Odwaga Barczyka
polega na poskromieniu żądzy uaktualnień, postnowoczesności na rzecz
wsłuchania się w słowa Szekspira, w aktora, w tekst. Słowa, słowa, słowa. Ale
jakie te słowa mają moc! Dania w Wielczce rzeczywiście okazała się
fascynującym więzieniem. Niektóre koncepty rezysersko-aktorskie wręcz
fenomenalne (Barczyk poradził sobie nawet z arcytrudnym Duchem Ojca, z
bezradnością inscenizatorów jak to ograć): nagość Ofelii-Kamilii Baar, takiej
Gombrowiczowskiej Albertynki z gosretem świadmości własnego-cudzego bezsensu,
posągowść Gerturdy-Szapołowskiej, wyrazisty jhak nigdy Horacy w interpretacji
Poniedziałka, wreszcie dekonstrukcja statusu Aktora - w znanych mi Hamletach
to było miesjce popisów recytatorskich dla sędziwych gwiazd sceny, dzięki
intensywności gry Jana Frycza (cóż za wszechstronność!) Aktor w "Hamlecie"
wychodzi na pierwszy plan. Jeszcze: muzyka Ostaszewskiego, Gajos,
Zapasiewicz, znakomity Jerzy Nowak, tylko nic nie piszę o samym Hamlecie. No,
ale nie mozna mieć wszystkiego. Tak, czy inaczej wydarzenie w Teatrze
Telewizji, jakiego nie było od kilku lat.