Byly sobie wakacje

29.08.03, 22:57
Mozna wiec spokojnie pojechac na urlop,tak wiec robie wybywam na kilka dni.
A jakie wy macie plany na ostatni weekend sierpnia?
    • Gość: lobuzek Re: Byly sobie wakacje IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 29.08.03, 22:59
      Jutro jedziemy z żoną na wesele. Cały problem w tym, że ze 160 osób
      zaproszonych znamy tylko panią młodą...
      • tradycja1 Re: Byly sobie wakacje 29.08.03, 23:11
        Ja jade na wesele za tydzien(6 wrzesnia) i znam tylko pana mlodego.
        Nie mam pojecia do jakiego stolika mnie"przydziela"
        • Gość: lobuzek Re: Byly sobie wakacje IP: *.zetosa.com.pl / 192.168.202.* 30.08.03, 01:03
          jak wrócę, to podzielę się wrażeniami. Zobaczymy, wsystko wyjdzie w praniu. Nie
          nastawiam się na jakąś rewelacyjną zabawę. Najlepsze wesele na jakim byłem to
          było...moje wesele!
          Pzdr.
      • teklat Re: Byly sobie wakacje 29.08.03, 23:15
        To uważajcie - słyszałam kiedyś o takim przypadku: pewna para wybrała się na
        przyjęcie weselne - ona - spokrewniona z panem młodym, ostatnio widziała go w
        podstawówkowym dzieciństwie, a rodzice pana młodego też sie przez te lata
        zmienili. Na ślub sie trochę spóźnili, za to na przyjęcie trafili już z
        gośćmi. Bawili się świetnie - wesele było na jakichś ogródkach działkowych....
        Pod koniec przyjęcia zorientowali się, że niedaleko odbywa się inne wesele -
        to było to przyjęcie, na które oni byli zaproszeni....
        • teklat Re: Byly sobie wakacje 29.08.03, 23:17
          chociaż kto wie, może akurat tamto wesele nie było tak udane jak to, na które
          trafili przez pomyłkę?
          • tradycja1 Re: Byly sobie wakacje 30.08.03, 03:12
            Kiedys czytalam o jakims czlowieku co z pasja chodzi po weselach zawsze mial
            ponoc prezent wiec kazda ze stron myslala ze jest gosciem drugiej.
            Sie gosciu wybawil:)
        • Gość: lemuriza Re: Byly sobie wakacje IP: *.solutions.net.pl 30.08.03, 19:30
          No tak. Co do wakacji to fakt niezparzeczalny, ze to juz koniec.
          A ostatni weekend sierpnia nie zapowiada sie rewelacyjnie ( a wlasciwie juz
          minal w polowie). Urlop za mna, w poniedzialek do pracy brrrr....
          A ten weekend poswiecam na kurowanie sie, bo wrocilam z urlopu niestety nieco
          przeziebiona, tak wiec leze w lozku i czytam, a do komputera siadlam dopiero
          teraz...
          Jutro pewnie to samo.
          Co do wesel i ogrodkow dzialkowych to przypomnialo mi sie jak 8 lat temu
          pojechalismy na wesele mojej przyjaciolki. No i "zakawaterowali" nas w bardzo
          ladnym domku na dzialce wlasnie. Wszystko bylo ok, tylko...
          o 3.00 w nocy ktos nas przywiozl tam i pojechal... Nadmieniam, ze dzialka byla
          z dala od miasta i od domu naszych znajomych.
          Oczywiscie zacial sie nam klucz.
          Siedzialam sobie i nie wiedzialam czy plakac czy smiac sie. BYl srodek nocy,
          zadupie, my bez pieniedzy, a o telefonach komorkowych wtedy nawet sie nam nie
          snilo.
          Ten sezam w koncu sie otworzyl, ale ile bylo nerwow...
          Najlepsze jest to, ze w momencie kiedy to sie dzieje czlowiek ma ochote
          wrzeszczec, po latach smieje sie do rozpuku.
          • Gość: gomez Re: Byly sobie wakacje IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 21:19
            e tam ale macie obiekcje.pamietam dawno temu ,nieraz szedlem na wesela nikogo
            nie znalem i zawsze bylo pieknie.teraz mentalnosc sie zmienila ludzie boja sie
            obcych,dawniej tego nie bylo. ale najwieksza frajda dla mnie to bylo
            obserwowac koniec wesela,czas kiedy pod stol wpadaja ostatni pijani.do dzis
            pamietam jaka z wlasna slaboscia walke stoczyl jeden gosc w kilkowej ,wpadl
            pod stol i usilowal z tamtad wyjsc.trwalo z pol godziny zanim sie poddal o
            brzasku
            • Gość: lemuriza Re: Byly sobie wakacje IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 21:31
              Na niewielu weselach bylam, a szkoda. Rodzina niezbyt liczna i jak na razie
              nic sie nie kroi przez dlugi okres, trzeba czekac az dzieciaki w rodzinie
              podrosna i zenic sie zechca ale czy zechca?
              Dzis bowiem uslyszalam od jednej 25 latki takie zdanie:

              " ludzie sie zenia ( jadla akurat weselnego torta), wspolczuje"
              zapytalam zdziwiona "dlaczego?"
              " a bo to czasy takie, ani pracy, mieszkania, jak tu sie zenic?"
              Spojrzalam zdziwiona, bo jakkolwiek rozumiem zachowanie odrobiny rozsadku i
              patrzenie na przyszlosc z tym rozsadkiem, to jakos milosc nie z tym mi sie
              kojarzy, a z odrobina szalenstwa, niepewnosci, wiary ze wszytsko bedzie dobrze.
              No i powiedzialam: "wiesz, ja mieszkania nie mialam jak za maz wychodzilam".
              A ona " ale prace mialas"
              "Nie" mówie," na studiach jeszcze bylam"
              Oczywiscie jakies perspektywy pracy sie rysowaly, ale nic takie pewne nie
              bylo. Ale milosc byla i wiara w to, ze uda sie, bo razem , ramie w ramie, z
              miloscia powoli jakos sie uda.

              I udaje sie, mysle, ze glownie dzieki milosci, bo czym bez niej byloby to
              mieszkanie ( niesplacone zreszta jeszcze ale wlasne). Czym byloby? Nie domem,
              nie cieplem, nie azylem, ale tylko miejscem do spania i jedzenia.
              A teraz jakos tak ludzie z wyrachowaniem na to patrza, nawet jak maja prace i
              pieniadze to kombinuja zeby jeszcze wiecej i jeszcze i decyzje odkladaja o
              slubie, bo mieszkanie, bo samochód, bo to bo tamto, bo jeszcze pojechac gdzies
              trzeba.
              To czy to milosc czy kalkulacja?
              A potem czesto tak bywa, ze tej milosci juz nie ma, ze gdzies sie rozmyla w
              tej szalonej pogoni.
              • teklat Re: Byly sobie wakacje 01.09.03, 22:46
                Wiesz, Lemurizo, myślę ze trudno brać na serio komentarz
                dwudziestopięciolatki, bo ona pewnie jeszcze nie za wiele wie o życiu. Pewnie
                taki komentarz usłyszała gdzieś od trochę starszych i bardziej doświadczonych
                życiowo i teraz trochę bezmyślnie powtarza.

                Ale: jeśli chodzi o pracę jest teraz znacznie gorzej niż wtedy, gdy Ty jej
                szukałaś, parę lat temu było odrobinę lepiej. Brak pracy implikuje całą resztę
                argumentów przeciwko - brak możliwości wzięcia kredytu, brak mieszkania, brak
                perspektyw - najogólniej mówiąc. Mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają,
                ale jak ich całkiem brak, to naprawdę trzeba dużo siły i samozaparcia, żeby
                wytrwać. Czasem sama miłość - nawet ta najprawdziwsza i najszczersza - może
                się okazać niewystarczająca. Szaleństwo, niepewność i wiara, że wszystko
                będzie dobrze jest jeszcze dobra, gdy jest dwójka ludzi na garnuszku u
                rodziców czy teściów. Gorzej, jak na świat przychodzi dziecko lub dzieci.
                To nie jest jednak tylko chłodna kalkulacja, to czasem też po prostu liczenie
                się z możliwościami, swoimi, partnera, rodziców, teściów.
                Ja nie jestem przeciwniczką małżeństwa. Cieszę się zawsze, gdy widzę młodych,
                zakochanych i szczęśliwych ludzi, którzy patrzą z nadzieją w przyszłość. Ale
                też trochę im współczuję, bo mają coraz gorszy start w dorosłe życie. O wiele
                gorszy niż ja, o wiele gorszy niż Ty.

                • Gość: lemuriza Re: Byly sobie wakacje IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 23:21
                  masz racje oczywiscie, chociaz sa jeszcze tacy co i spora pomoc otrzymuja,
                  chociaz to nieliczni.
                  Na pewno trudniej, na pewno nielatwo, ale z drugiej strony...
                  Wiesz te wszytskie szpanerskie ciuchy, te komorki itd.
                  Ja pamietam jak bylam na studiach to wstydzilam sie swoich ciuchow, a raczej
                  ich braku, swoich rozczlapanych butow, w ktorych przez 5 lat chodzilam, a oni
                  jednak skasd to maja? nie wiem skad.
                  I tak jakos materialne nie patrzylam na to, bo bylam przygotowana ze bedzie
                  ciezko, bo w tym "ciezkim" zylam przez 20 lat. Dlatego moze jakos zupelnie
                  inaczej do tego podchodze i te materialne dobra nie maja takiego znaczenia.
                  Te rzeczy, ktore z trudem zdobyte mam do dzis, bo jakos nie uwazam , ze
                  najwazniejsza jest wymiana na lepsze, markowe, np. telewizor, maly
                  nienajlepszy, mam do dzis i wielki sentyment mam do niego, bo to byla pierwsza
                  wspolnie kupiona rzecz.Wielu mlodych dzisiaj prychneloby na jego widok pewnie.
                  na pewno bylo mi latwiej, na pewno. Byla praca, ale bylo tez jakies takie
                  poczucie odpowiedzialnosci za swoje zycie , tak to widze. zeby rodzice jak
                  najmniej musieli pomagac, albo w ogole. Caly V rok studiow ciulalismy
                  stypendium zeby sobie niezbedne rzeczy do domu kupic, takie zwyczajne,
                  zelazko, talerze. A dzis, tak jak obserwuje wielu mlodych to jest tendencja do
                  brania, brania w nieskonczonosc i zadnego zazenowania.
                  Obserwuje mlodych ludzi, chociazby u mnie w pracy, sa na stazach, maja male te
                  pieniazki, ale wydaja na komorki, ciuchy, piwo.Nie na zycie, nie na dolozenie
                  rodzicom, ktorym nie jest lawtow, nie na szkole. Oczywiscie sa wyjatki, ale
                  generalnie tak to wyglada.
                  Mama z tata daja jesc, a taki ktos kupuje kurtke zza 400 zl. Nie moge tego
                  zrozumiec po prostu.
                  Czy to roznica pokolen czy cos innego? nie wiem.
                  Wiesz mysle, ze u sporej czesi wiecej jednak jest wyrachowania niz
                  odpowiedzialnosci.
                  Mowie to na podstawie tego co wokol widze.
                  Sa oczywiscie tez bardzo pozytywne przyklady, np. dziewczyna u mnie w pracy,
                  skromniutka, dobra, ktorej znaczna czesc pensji a moze i cala idzie do
                  wspolnego garnuszka bieduniutkiej rodziny pozbawionej po smierci ojca
                  wlasciwie dochodu.To jest budujace bardzo.
    • qwerty.tarnow Odchodzę od tematu 01.09.03, 22:22
      "Było sobie życie", "Był sobie kosmos", "Był sobie człowiek" - niezapomniana
      seria animowanych filmów naukowych dla dzieci.
      • Gość: lemuriza Re: Odchodzę od tematu IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 22:24
        i...?
        • qwerty.tarnow Re: Odchodzę od tematu 01.09.03, 22:33
          Nic, ale tak mi się akurat przypomniały te filmy, bo oglądałem je w
          dzieciństwie. A zrealizowane były ładnie i ciekawie.
          • Gość: lemuriza Re: Odchodzę od tematu IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 22:35
            Aha, rozumiem, myslalam, ze to mimo wszytsko ma jakis zwiazek z tematem.
            • Gość: lemuriza Re: Odchodzę od tematu IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 22:35
              Stad to moje "i"
              • qwerty.tarnow Re: Odchodzę od tematu 01.09.03, 22:41
                To moja wina - tak głupio wtrąciłem ten wątek. Ale tak mi się skojarzyło z
                tematem głównym: "Były sobie wakacje"...

                P.S. W latach 90-tych dokręcono jezcze jedną część tego serialu pt. "Były
                sobie Ameryki" przy okazji 500-lecia odkrycia Ameryki przez Kolumba. I leciało
                to kilka lat później w TVP. Ale już nie widziałem wszystkich odcinków :(((
                • Gość: lemuriza Re: Odchodzę od tematu IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 23:21
                  Tak juz wiem, juz wiem. Zgubilam po drodze temat tego watku.
                  • Gość: gomez Re: Odchodzę od tematu IP: *.solutions.net.pl 01.09.03, 23:33
                    pamietam ogladalem ladne i przystepnie podana wiedza.Francja zawsze miala
                    klase.viv le frans.za bledy w pisowni przepraszam.mam luki w
                    wyksztalceniu.sorry
Pełna wersja