TRZY GRACJE

30.12.11, 23:31
TRZY GRACJE powtórka z mniemanej rozrywki.

Na plaży, pośród wielu innych, wystawiły swe wdzięki na pokaz: Paląca Konieczność, Zszargana Świętość oraz Naturalna Konsekwencja. Trzy gracje, wielokrotnie przeklinane przez ludzkość, okazały się być jej odzwierciedleniem.

- Hm - zamyślił się Grumteles Białawy - czyli w promieniach słońca może być jeszcze ciemniej niż pod latarnią. I przesunął się bliżej Cienia, który ucinał sobie popołudniową drzemkę.YL

* * *
Konieczne Pragnienie dało znać o sobie Wyuzdanej Perfidii.
- Trzeba przeliczać - podsunęła pomysł Wyrachowaniu.
- Jak to? tylko trzy ogony?!. Patrzyło na nich pięć par oczu.
- Coś się nie zgadza...a może zaczęliśmy się rozmnażać! będzie nas więcej!
- Niestety - westchnęła Utopia, pogrążając się w popołudniowej drzemce, mrucząc kołysankę
Błogiej Nieświadomości, która wygrzewała się w słońcu zapomniawszy o nadchodzącej burzy.

* * *

Wyrachowanie liczyło pary oczu i ogony. - Nadal się nie zgadza, tylko inaczej. Teraz jest osiem par oczu, czyli
więcej, ale tylko dwa ogony.
- Beznadziejnie liczysz, pewnie się mylisz- skomentowała Wyuzdana Perfidia.- to ciągłe liczenie to czysta utopia.
- Przepraszam, czy ktoś mnie wołał- zapytała Utopia.
- Ciebie? nie, dlaczego, chyba , ze ukryłaś jeden ogon, albo wymieniłaś go na pary oczu.
- Po co miałabym to robić, jestem niewinna, mówię nagą prawdę.
- Tak, tak , Wyuzdana Niewinność - zaśmiało się Wyrachowanie.
- Nonsens! coś takiego nie istnieje! - odpowiedziały jednocześnie Utopia z Nieświadomością.
- Racja! i proszę mnie nie przezywać- dodała Wyuzdana Perfidia - zostawcie to liczenie, marnowanie czasu.
- O, wypraszam sobie takie traktowanie- obruszył się Czas.

- Nie bądź taki obrażalski - wtrąciła się Bezduszna Eutanazja.
- Nie jestem Obrażalski , tylko Nieustępliwy - odparował Czas.
- I tak nie wygrasz ze mną - wysyczała Przebiegła Zazdrość.
- Właśnie - wyłożyła się Fałszywa Karta.
- Nieładnie wtrącać się do rozmowy - pouczyła ja Dostojna Etykieta.
- Ty , chcesz mnie edukować - oburzyła się Fałszywa Karta - a sama zadajesz się z tym Fałszywym Piedestałem.
To niby moja daleka rodzina, ale nawet ja , trzymam się daleko od tego nadętego snoba.
- Chyba ktoś pojękuje - zauważył Znak Ciekawski
- Nie zwracajcie uwagi, to Tombakowa Cyna, ze swoim Pajęczym Podstępem , liczą ogony nie mając ani jednej pary oczu , znowu coś się nie zgadza - zachichotał Nieustępliwy Czas.

- To nie Cyna, to mnie rachunek się nie zgadza i wzdycham - powiedziała Wężowata Glista.
- Tobie?? jak Ci się coś nie zgadza , to kłamiesz albo oszukasz - zadrwiło Wątpliwe Twierdzenie.
- Mówię prawdę - jęknęła Glista
- Nie możesz mówić prawdy, bo zamiast zielonych oczu masz żółte szkiełka, udajesz, ze widzisz obce ogony, a patrzysz na własny, który wlecze się za Tobą - podsumował Bezlitosny Fakt
- Nie jestem tak rozwlekła - obruszyła się Wężowata Glista
- Wiem, jesteś za krótka, to widać. My nie mamy ogonów, ale parę oczu - dodał Bezlitosny Fakt.

* * *

Niezmordowany Upór spoglądał na Beznadziejne Marzenie z lekkim pobłażaniem, ale i z troską.
- Zadziwiasz mnie - powiedział - doskonale wiesz , ze bez mojej pomocy staniesz się jednym z tych wielu zagubionych biedaków płynących , jak te obłoki, po cudzych NIEBACH.
- Jeśli tak uważasz, to czemu trwasz przy mnie, przestań krytykować, zrób coś! - odpowiedziało Beznadziejne Marzenie.

- Czy ktoś o mnie mówił? - zapytał Aplauz przebudziwszy się z chwilowej drzemki.
- Śpij! wąchaj swoje narcyze - odpowiedział Upór - Marzenia, nawet jak on, Beznadziejne, nie krzyczą , matołku.
Przeważnie szepczą, to ich błąd, są za ciche! Śpij, pogadam z Nadzieją - dodał.
    • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 30.12.11, 23:34
      * * *
      - Musimy zwołać walne zebranie - zdecydowała Paląca Konieczność.

      - Ale kogo mamy wołać?- zapytało Wszechobecne Echo.

      - Jak to kogo! Wszystkich !, nie denerwuj mnie, dobrze? ja nawet już jeść nie mogę. To wszystko jest nie do zniesienia! nawet Wyrachowanie zaniedbuje swoje obowiązki. Gdzie jest Wyuzdana Perfidia, Pajęczy Podstęp, Przebiegła Zazdrość?

      - Ja jestem - odezwał się Bezlitosny Fakt.

      - I ja - szepnęło Beznadziejne Twierdzenie

      - Nie o was pytam - odpowiedziała, a właściwie wysyczała już, Paląca Konieczność. - Nawet Zszargana Świętość zaniedbuje swoje obowiązki! do czego to doprowadzi!

      - Ja robię swoje - powiedział spokojnie Nieustępliwy Czas i zaczął głośno ziewać.

      - Słuchajcie, a może w coś zagramy - zaproponowała cicho Fałszywa Karta.

      - Już raz się wyłożyłaś i co? jak długo to trwało? gdzie jest Archiwalna Talia? - zapytała
      Przebiegła Zazdrość

      - Przepraszam, ale czy ktoś z o mnie zadba? Wymagam odnowienia i nowego blasku, zaczynam próchnieć - pożalił się Fałszywy Piedestał.

      - O, proszę, jak chodzi o twój interes to nagle się odnalazłeś - odpowiedział mu Bezlitosny Fakt.

      - Jestem tutaj cały czas, rozmawiałem z Dostojną Etykietą, bo ostatnio chyba tylko ona mnie rozumie.

      - Uspokójcie się! - zarządziła Paląca Konieczność - musimy zacząć działać!

      - Jestem do dyspozycji - zameldowała się Bezduszna Eutanazja.

      Wszyscy zaniemówili.


      - Hej! czemu taka cisza? Mowę wam odebrało, - ało, - ało, - ało, - ło, ło, ooooo - zadziwiło się Wszechobecne Echo.
    • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 30.12.11, 23:36
      W kącie siedziała Krótka Paskuda.
      - Nie wiem o co ci chodzi, ale siedzenie w kącie nie jest zabawne - powiedział Elfowy
      Latawiec.
      - A kto powiedział, że ma być zabawnie - odpowiedziała zaczepnie.
      - Nikt, ale jego teraz nie ma, więc nie możemy zapytać dlaczego tak uważa. Dlaczego nie
      jest ci zabawnie, jeszcze wczoraj byłaś wesołą Długą Pięknotą?
      - Nie odpowiadam za to kim byłam, ale za to kim jestem - odburknęła Paskuda.
      - Fakt! i tak jest łatwiej. Ja też nie mogę zdecydować się czy być Latawcowym Elfem, czy
      Elfowym Latawcem, dlatego tymczasem istnieje tylko teraźniejszość. Nie odczuwam skutków
      przeszłości, bo jej nie mam. Zawsze było dzisiaj.
      -Takiemu to dobrze - westchnęła Paskuda - lekkoduch i tyle.
      - A kto powiedział, że ma być ciężko i źle - odparował Latawiec.
      - Nikt, ale nadal go nie widzę. Zaczekajmy, ciekawe co odpowie na nasze pytania - zakończyła
      polubownie Paskuda.
      • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 30.12.11, 23:40
        * * *
        Tombakowa Cyna pojękiwała nadal. Pocieszenia Pajęczego Podstępu niewiele pomogły.
        - Słuchajcie, a może pomalujemy ją na złoto - zaproponowała Mizdrząca Fabuła - Może
        wtedy zabłyśnie i przestanie jęczeć. Te odgłosy stają się nie do zniesienia!
        - Jeszcze czego! a ja? zapomnieliście o mnie? - zaprotestował Fałszywy Piedestał - Ja chcę być
        znowu złoty!
        - Ha, ha! a kiedy ty byłeś złoty? chyba w swojej wyobraźni! zawsze "trąciłeś" żółcią - odpowiedziała mu z pogardą Przebiegła zazdrość.
        - No wiesz, jak śmiesz tak do mnie mówić! Błyszczałem! nawet sam się polerowałem, tak jak doradzała mi Dostojna Etykieta i Zrób To Sam - oburzył się Piedestał.
        - I co z tego, zawołaj Lustereczko, a powie ci jak wyglądasz teraz, jak Katafalk! - dodała Wyuzdana Perfidia, która oczywiście przysłuchiwała się tej rozmowie.
        - O, nie martw się Piedestałku Fałszywy, teraz ja będę twoją przyjaciółką. Dla mnie na zawsze będziesz Prawdziwym Katafalkiem i będę cię osobiście polerować! - pocieszyła go
        Bezlitosna Eutanazja.

        * * *

        Końcowy Akcent popatrzył na Początek Trójcy, zadumał się...
        Zapowiadało się paskudnie, a wyszło żałośnie - pomyślał i litościwie pokiwał głową.
        • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 30.12.11, 23:49
          Nie wiem czy zauważyłeś Akcencie, ale zbliżam się do celu - powiedział Koniec Roku.

          * * *
          - Chwileczkę...hej...- zaprotestował Przerywacz Fotograficzny - jeszcze nie ma ciebie!, przyjdziesz definitywnie jutro! a gdzie jest Nagroda Roczna, Nagroda Dorobkiewicz, Nagroda Coroczna, Nagroda Nieprzemijająca? gdzie Pomnik Upamiętniający, bo Fałszywy Piedestał wraz z Katafalkiem zadali się z Samounicestwieniem Publicznym.
          Gdzie są Trójgraniaste Cokoły? pytam!
          • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 31.12.11, 00:20
            Jesteśmy, jesteśmy, ale już nie cokoły ale Kółko Graniaste. To Zbójeckie Prawo zauważyło, że
            na naszych dwóch cokołach brak Flagi Narodowej.
            - O przepraszam, ja się nie roztroję! a Powielacz niech służy komu chce, nawet Cenzurze
            Indolentce!
            - Z ułomnych żarty robisz!
            - Przecież mamy wolność słowa - odpowiedziała dumnie Flaga Narodowa.
            - Oczywiście, ale ta wolność stała się kulą u nogi. Nie wiadomo jak się nią cieszyć...nie obrażając Flagi.
            • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 31.12.11, 00:29
              - Na to pytanie odpowiedzą ci Odpowiedzialność, Etyka i Kultura Osobista - dodał Końcowy Akcent.
              - O, następna trójca wink
              - Nie, to wielkie indywidualności! ale mało popularne. Cokoły nie imponują im, a ze
              Snobizmem Prostym nawet nie chciały iść do kafejki, na herbatę.
              • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 31.12.11, 00:32
                Dalszy ciąg może nastąpi. Zależy od kafejki, marki herbaty i autorki. Czaro. smile)
                • llmirka Re: TRZY GRACJE 31.12.11, 20:33
                  A herbata! Bardzo proszę smile

                  https://lh3.googleusercontent.com/-n-TrgmZjITc/Tv9iBIGP2vI/AAAAAAAABDQ/0101kZ7ahkw/s500/Chopin_5_1.jpg?gl=PL

                  Herbata Czerwona, pyszna, Pu-erh Chopin wspaniała mieszanka z owoców liofilizowanych, wiórków kokosowych, suszonej skórki pomarańczowej, owoców kandyzowanych, płatków bławatka i hibiskusa. Działanie ma wyśmienite. Przywróci poziom cholesterolu, co oznacza lepszą pamięć wink Pomoże w strawieniu smakowitych potraw sylwestrowego stołu. Puszystym, przywraca dobrą wagę nawet po bigosiku tortem przekąszonym wink Zapobiega powstawaniu agresywnych….. związków tlenu wink big_grin
                  • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 02.01.12, 01:06
                    Dziękuję smile muzyczna herbata, przy akompaniamencie ...niech zgadnę kompozycje Chopina
                    w interpretacji Ignacego Paderewskiego czy Ivo Pogorelicha'a? Dziękuję Llimrko smile
                    Pozostaje tylko wybór kafejki i .... noworocznie pozdrawiam, Czarodziejka.

                    Tekst linka
                    • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 02.01.12, 01:16
                      Etiuda Rewolucyjna Op.10, Nr 12 w wykonaniu Ignacego Paderewskiego.

                      Tekst linka

                      oraz opinie smile o Nim jako o artyście i Mężu Stanu smile
                      • llmirka Re: TRZY GRACJE 02.01.12, 03:29
                        Czaro, co powiesz o muzycznej herbatce przy akompaniamencie Rubinsteina lub Zimermana smile
                        TU i TU
                        • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 02.01.12, 03:59
                          Dziękuję, umówimy się na jutro ok g.17.00. i posłuchamy razem. Ok? a teraz dobrej nocki smile)
                          Czaro.
                • sorel.lina Re: TRZY GRACJE 01.01.12, 15:30
                  Czaro, notre chere Sorciere! Subtelna, finezyjna, pełna gracji wink to opowieść o... gracjach big_grin
                  Noworocznie, serdecznie pozdrawiam Ciebie i wszystkich na Podwórku się bawiących,
                  w imieniu własnym i WU, który we śnie słodkim pogrążony!
                  • czaro.01 ... gracje 03.01.12, 16:19
                    Chere Sorellino , dziękuję Tobie i WU za życzenia smile Wzajemnie wszelkiej pomyślności życzę
                    Wam w tym Nowym Roku smile Opowieść ..sama się piszewink... "z życia wzięte". Serdecznie
                    pozdrawiam, Czaro.
                • 1agfa Re: TRZY GRACJE 01.01.12, 16:10
                  Dzień dobry, Czaro kwiat , na ciąg dalszy oczekuję smile
                  • hardy1 Re: TRZY GRACJE 01.01.12, 16:53
                    Jak widzę, herbata jest na pewno...i to orzeźwiająca wink
                    • czaro.01 Herbata... 02.01.12, 02:07
                      tak, masz rację Hardy, orzeźwiająca smile jej smak, szata "graficzna", forma i styl podania smile
                      w uroczej kafejce, gdzie można spokojnie delektować się jej smakiem.
                      Piękno często bywa ulotne, umyka zaniepokojone POŚPIECHEM wink i staje się niezauważalne.
                      Dlatego napijmy się herbaty, rozkoszując się pięknym malarstwem czy widokiem...
                      a gdzieś z oddali, usłyszymy sonatę...smile Dobranoc.
              • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 08.01.12, 09:51
                - Oo, czy Kółko Graniaste rozmnożyło się? - zapytała Zimna Statystyka
                - Chyba przez pączkowanie, zapytajmy Pączka...- odpowiedziała Wścibska Kopia
                - Pączka!? tego zakalca? wolne żarty - pączków z Ciemnym Rożnem nigdy nie smażyłam, ale jeśli sam się prosi...eee, polejmy lukrem i na zbyt....- zdecydowała Statystyka
                - Ale Statystyko, kto kupi ten towar???!
                - Zobaczymy, a jeśli klientów nie będzie...pozostaje utylizacja. Widzę również inne wyjście...autodestrukcja. Zaczęta, więc koszty ponosi Kółko...hmm. Tak, niech się zakiszą
                w eterze, nerwowe podrygi...tak, tak, samozniszczenie, za darmo! wink
                - Czy mam wzywać Podliczenie - zapytał Kalkulator
                - Nie ma potrzeby, Samoprzecena dobiła targu smile)) big_grin
              • czaro.01 Trzy Gracje...c.d. 15.01.12, 09:50
                * * *

                - O nie! - zaprotestowała Zdarta Taśma - ja się nie zgadzam na utylizację.
                - Nie masz nic do powiedzenia w tej sprawie - odparł Bezmyślny Kalkulator - zresztą
                jaki z ciebie pożytek, powtarzasz jedno w kółko, nawet mnie to już znudziło.
                - No wiesz, jak możesz, trochę szacunku dla moich zasług!
                - Kiedy to było?! ha, ha
                - Ale było! - broniła się Zdarta Taśma - Jakie są twoje zasługi? hę...kalkulowałeś, liczyłeś
                aż się przeliczyłeś, ha, ha, ha
                - Każdy popełnia błędy, ale ja nadal jestem przydatny, a ty ze swoim Starym Odtwarzaczem
                i tak pójdziesz do lamusa. Trzeszczysz, skrzypisz...kto cię usłyszy. Talent to nie wszystko.
                - Pójdę do Stacji Usług, ona mnie zrozumie, wysłucha, doradzi, znajdzie jakieś rozwiązanie.
                - Trzymajcie mnie bo pęknę ze śmiechu! - rżał Kalkulator - i ty jeszcze wierzysz w terapie
                Stacji Usług?! jeśli ona komuś usługuje, to tylko sobie! a innymi posługuje się...
                nie widzisz różnicy? No, może posmaruje Odtwarzacz, ale tylko po to, by nastawić
                przerobioną inną taśmę, mniej zużytą wink

                * * *
                • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 03.03.12, 14:09
                  -Zdarta Taśma zdarła się - zauważył Bezlitosny Fakt

                  Czaro.
                  • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 16:36
                    Trzy Gracje - Pedro Pablo Rubens

                    https://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSLr_6rRvDFyclOcQ0RZvT65yDR4_s-zapOPPPwMCGqORswpbJ_

                    Obraz Paula Rubensa „Trzy gracje” .Rubens jest malarzem flamandzkim okresu baroku. Wirtuoz pędzla, nazywany słońcem sztuki flamandzkiej. W jego obrazach niezwykle często pojawiają się kobiety, malował z je upodobaniem. To właśnie płótna z wizerunkami kobiet są jego największymi dziełami, wystarczy przytoczyć „Porwanie córek Leukipposa”- wspaniałą kompozycję, którą stanowi splot powyginanych ciał kobiet na tle płaszczy mężczyzn i różnej maści uprzężnych koni. Inspirację do wielu dzieł Rubensa stanowiła jego ukochana, Helena Fourment. Malarz przedstawiał właśnie ją jako Wenus wychodzącą z fal morskich czy Afrodytę w Sądzie Parysa. To także jej rysy odnajdujemy w „Trzech gracjach”. Są to trzy, nagie postacie kobiece, widzimy jednak, że wszystkie maja takie same rysy twarzy i linie ciała. W rzeczywistości Helena Fourment była pierwowzorem każdej z nich. Gracje, rzymskie boginie wdzięku, piękności i radości były często przedstawiane na obrazach, przeważnie jako nagie kobiety, trzymające się za ręce. Rubensowskie mają obfite, ulubione przez niego kształty. W epoce baroku były uznawane za piękne. Dziś natomiast byłyby określane jako grube i niezbyt urokliwe.

                    Źródło: pl.shvoong.com/humanities/1817148-trzy-gracje/#ixzz1qW5DU6Na


                    Czaro.
                    • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 16:45
                      Rikyu chętnie cytował stary wiersz: "Tym, którzy wzdychają jedynie do kwiatów, próżno pokazywać pełną wiosnę oczekującą w zamkniętych pączkach na śniegiem pokrytych wzgórzach."

                      Cytat z Księgi Herbaty

                      Czaro.
                    • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 16:50
                      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2e/Peter_Paul_Rubens_019.jpg/240px-Peter_Paul_Rubens_019.jpg

                      Portret Heleny Fourment w futrze (1636-38) - będącej pierwowzorem Trzech Gracji

                      Czaro.
                      • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 16:56
                        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/c8/Peter_Paul_Rubens_090.jpg/240px-Peter_Paul_Rubens_090.jpg

                        Helena Fourment z dziećmi (ok. 1636), była drugą żoną Rubensa, natchnieniem starzejącego się artysty w oddaniu piękna kobiecego w scenach religijnych, mitologicznych i miłosnych. Dzieła jego nabierają miękkości i blasku; koloryt staje się harmonijny i łagodnie stonowany na ciepłym, brązowawym tonie zasadniczym. Najważniejsze z tego okresu: ołtarz św. Ildefonsa (1630—1632, obecnie w Wiedniu), „Madonna wśród świętych” w kaplicy grobowej Rubensa w Kościele Świętego Jakuba w Antwerpii, „Święto Wenery” (Wiedeń), „Ogrody miłości” (Paryż, Madryt), „Taniec wieśniaków” (Luwr)

                        Czaro.
                        • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 16:59
                          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/ec/Rubens_-_El_rapto_de_Europa.jpg/661px-Rubens_-_El_rapto_de_Europa.jpg


                          Porwanie Europy

                          Czaro.
                          • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 29.03.12, 17:02
                            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/66/Rubens_self_portrait.jpg/240px-Rubens_self_portrait.jpg

                            Autoportret - Peter Paul Rubens (ur. 28 czerwca 1577 w Siegen w Westfalii, zm. 30 maja 1640 w Antwerpii) – malarz flamandzki, jeden z najwybitniejszych artystów epoki baroku.

                            Czaro.
                            • czaro.01 Re: Trzy Gracje...c.d. 30.03.12, 16:57
                              https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/19/Rubens_-_Judgement_of_Paris.jpg/240px-Rubens_-_Judgement_of_Paris.jpg

                              Sąd Parysa - P. Rubens /ok.1636r./

                              Czaro.
        • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 30.04.12, 04:59
          https://a5.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash3/524042_3031067017098_1275542792_32324319_340414970_n.jpg
    • czaro.01 HERBATA. 04.01.12, 01:44
      Herbata jest dziełem sztuki i tylko ręka mistrza może wydobyć jej najszlachetniejsze właściwości. Istnieje dobra i zła herbata, tak jak istnieje dobre i złe malarstwo (zwłaszcza to ostatnie). Nie ma jedynego przepisu na przyrządzanie idealnej herbaty, tak jak nie ma reguł na namalowanie "Tycjana" lub "Sessona". Każde przygotowanie naparu z liści ma swój indywidualny charakter, specyficzne koligacje z wadą i temperatura, odziedziczonymi wspomnieniami, swój własny sposób snucia opowieści. Lecz zawsze musi zawierać w sobie prawdziwe piękno. Ile cierpień przysporzyło nam życie w społeczności uporczywie zapoznającej to proste i podstawowe prawo sztuki i życia! Li Czy-laj, poeta epoki Sung, ze smutkiem wymienia trzy rzeczy najbardziej godne ubolewania, a to:
      zaprzepaszczenie obiecujących młodzieńczych talentów przez błędne wychowywanie,
      pohańbienie wspaniałego malarstwa przez wulgarny zachwyt
      oraz marnotrawstwo doskonałej herbaty przez nieumiejętne zabiegi.


      Autor: Okakura Kakuzo

      przyp. Sesson (1485--1570) - malarz japoński
      • czaro.01 Re: HERBATA. 04.01.12, 01:56
        https://www.das-klassische-china.de/Tee/Empfehlungen/Empfehlung-Teehaeuser/Bilder/tee%20empf%20orte%20beijing%20beihai%20alt.jpg
        • czaro.01 Księga herbaty.cd 04.01.12, 21:57
          I. Filiżanka człowieczeństwa

          Herbata była początkowo lekiem, a dopiero potem przerodziła się w napój. W VIII wieku w Chinach jako jedna z towarzyskich rozrywek wkroczyła w domenę poezji. W XV stuleciu Japonia nobilitowała ją tworząc herbatyzm - swoisty kult estetyzmu.
          Herbatyzm jest kultem piękna, które daje się odnaleźć w codziennej, szarej egzystencji. Wdraża nam poczucie czystości i harmonii, tajemnicę wzajemnej życzliwości i romantyzmu ładu społecznego. W istocie swej jest uwielbieniem Niedoskonałości, nieśmiałą próbą osiągnięcia czegoś znośnego w naszym nieznośnym życiu. Filozofia herbaty nie jest estetyzmem w zwykłym znaczeniu tego słowa, wspólnie bowiem z etyką i religią wyraża cały nasz sposób widzenia człowieka i natury. Jest higieną, gdyż zmusza nas do czystości; ekonomią, bo uczy, że w prostocie, a nie w złożoności i przepychu, znaleźć można wygodę; moralną geometrią, ponieważ określa nasze poczucie proporcji w stosunku do wszechświata. Wyraża prawdziwego ducha demokracji Wschodu, czyniąc wszystkich swych wyznawców arystokratami smaku.

          Długotrwała izolacja Japonii od reszty świata, tak bardzo sprzyjająca introspekcji, przyczyniła się znacznie do rozwoju herbatyzmu. Nasz dom i zwyczaje, ubiór i kuchnia, porcelana i laka, malarstwo, nasza literatura wreszcie - uległy jego wpływom. Badacz kultury japońskiej nie może zapomnieć o jego istnieniu. Herbatyzm przeniknął do arystokratycznych rezydencji i do siedzib biedoty. Nasi chłopi nauczyli się układać bukiety kwietne, nasi najbiedniejsi wyrobnicy - czcić skały i rzeki. Człowieka nieczułego na tragikomiczne aspekty życia osobistego określamy potocznie jako "człowieka nie mającego w sobie herbaty". Niepomnego tragedii świata, nieokiełznanego estetę, dającego się ponosić przypływom gwałtownych emocji, piętnujemy jako "mającego w sobie zbyt wiele herbaty". Ktoś nie wtajemniczony mógłby sądzić, że robimy wiele hałasu o nic. Cóż za burza w czarce herbaty! Kiedy jednak pomyślimy, jak niewielka jest czara ludzkiego szczęścia, jak szybko można ją zapełnić łzami, jak łatwo nasze nieugaszone pragnienie nieskończoności może ją osuszyć do cna - przestaniemy winić się za tę wrzawę wokół czarki herbaty. ludzkość robiła rzeczy znacznie gorsze. Nader chętnie składaliśmy ofiary Bachusowi, wyidealizowaliśmy nawet krwawy wizerunek Marsa. Dlaczegoż by więc nie poświęcić się królowej kamelii i nie delektować się ciepłym nurtem zrozumienia płynącym z jej ołtarza? Płynny bursztyn w porcelanie barwy kości słoniowej może przybliżyć wtajemniczonego do słodkiej wstrzemięźliwości Konfucjusza, pikanterii Lao-cy i eterycznego aromatu samego Siakjamuni. (1)

          Kto nie czuje w sobie samym znikomości rzeczy wielkich, ten łatwo może u innych przeoczyć wielkość rzeczy małych. Pogrążony w błogim samozadowoleniu przeciętny człowiek Zachodu widzi w ceremonii herbaty tylko kolejny przykład tysiąca i jednej osobliwości, które według niego składają się na niezwykły i dziecinny Wschód. Zwykł on uważać Japonię za barbarzyńską, dopóki zadowalała się szlachetnymi sztukami czasów pokoju; nazwał ją cywilizowaną, odkąd dokonywać zaczęła rzezi na polach bitewnych Mandżurii. Wiele pisano ostatnio o Kodeksie Samurajów - sztuce umierania, która sprawia, że żołnierze nasi idą na śmierć w zachwycie; prawie wcale nie zwrócono uwagi na herbatyzm, który w tak wielkim stopniu odzwierciedla naszą sztukę życia. Chętnie pozostalibyśmy nadal barbarzyńcami, gdyby nasze roszczenia do cywilizacji oparte miały być na ponurej sławie wojennej. Chętnie też czekalibyśmy nadejścia czasów, kiedy naszą sztukę i ideały traktowano by z należytym respektem.
          • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 04.01.12, 22:03
            Kiedyż wreszcie Zachód zrozumie lub spróbuje zrozumieć Wschód? My, Azjaci, często przerażeni jesteśmy przedziwną pajęczyną faktów i fantazji, jaką wokół nas utkano. Żywimy się jakoby wonią lotosu albo wręcz karaluchami i myszami. Staliśmy się symbolem bezsilnego fanatyzmu lub odrażającej zmysłowości. Hinduskie uduchowienie wyszydzone zostało jako ignorancja, chińska stateczność jako głupota, japoński patriotyzm jako rezultat fatalizmu. Twierdzono nawet, iż jesteśmy bardziej wytrzymali na ból i rany, ponieważ mamy zrogowaciały system nerwowy!

            Dlaczegóż nie zabawić się naszym kosztem? Azja odpłaca zresztą Zachodowi pięknym za nadobne. Gdybyście tylko wiedzieli, jakie historie wymyśliliśmy i wypisywaliśmy o was - śmiechom nie byłoby końca, Zawarto w nich wszystko - oczarowanie egzotyką, nieświadomy podziw oraz skrytą niechęć wobec tego, co nowe i nieokreślone. Obdarzono was cnotami zbyt wyrafinowanymi, by budziły zazdrość, przypisano wam zbrodnie zbyt malownicze, by za nie potępiać. Nasi starożytni pisarze, nasi mędrcy, mówili nam, że w szatach ukrywacie puszyste ogony, a na kolacje jadacie często potrawki z noworodków! Ba, wiemy o was coś znacznie gorszego: przywykliśmy sądzić, że jesteście ludźmi najmniej godnymi zaufania na ziemi, powiedziano nam bowiem, że nigdy nie postępujecie zgodnie z tym, co głosicie.

            Te fałszywe mniemania szybko zanikają. Handel wprowadził europejskie języki do wielu wschodnich portów. Azjatycka młodzież garnie się do zachodnich uniwersytetów, by zdobyć nowoczesne wykształcenie. Nie znaczy to, że poznaliśmy waszą kulturę wnikliwie i głęboko, ale przynajmniej chcemy się czegoś nauczyć. Niektórzy z moich rodaków przejęli zbyt wiele z waszych obyczajów i etykiety w złudnym przekonaniu, że nosząc sztywny kołnierzyk i cylinder zapewnią sobie wstęp do waszej cywilizacji. Niezależnie od tego, jak smutne i żałosne są takie zabiegi, świadczą one o tym, jak bardzo, na klęczkach niemal, chcielibyśmy zbliżyć się do Zachodu. Niestety, postawa Zachodu nie sprzyja zrozumieniu Wschodu. Chrześcijański misjonarz udziela nauk, ale ich nie pobiera. Wasze wiadomości oparte są na nielicznych tłumaczeniach naszej przebogatej literatury lub wręcz na bajaniach podróżników, i rzadko kiedy zdarza się, by szlachetne pióro jakiegoś Lafcadio Hearna lub autorki Pajęczyny hinduskiego życia (2) rozświetliło orientalne mroki pochodnią naszych własnych uczuć.

            Być może moja szczerość zdradza nieznajomość kultu herbaty. Właściwa temu kultowi zasada uprzejmości wymaga bowiem, aby mówić to tylko, czego się od nas oczekuje, i nic ponadto. Nie będę jednak uprzejmym herbatystą. Wzajemne niezrozumienie Starego i Nowego Świata wyrządziło już tak wiele zła, że nie należy tłumaczyć się z daniny złożonej na rzecz lepszego zrozumienia. Gdyby swego czasu Rosja raczyła lepiej poznać Japonię, oszczędzono by nam krwawego spektaklu na początku XX wieku. Jakże straszne są dla ludzkości skutki pogardliwego lekceważenia problemów Wschodu! Europejski imperializm, który głosi absurdalne hasło o Żółtym Niebezpieczeństwie, zapomina, że Azja może zdać sobie sprawę z okrutnej realności Białej Katastrofy. Możecie się śmiać, że mamy w sobie "zbyt wiele herbaty", ale czyż nie mamy prawa podejrzewać, że wy, ludzie Zachodu, nie macie jej w sobie wcale?

            Przestańmy wreszcie uwłaczać sobie nawzajem; staniemy się przez to bogatsi
            jeśli nie o rozum, to przynajmniej o doświadczenie, będzie to z korzyścią dla obu półkul ziemskich. Rozwijaliśmy się w różny sposób, nie ma jednak powodu, byśmy nie mieli się wzajem uzupełniać. Ceną waszych podbojów była utrata spokoju, my stworzyliśmy harmonię bezbronną wobec agresji. I choć trudno w to uwierzyć - pod pewnymi względami Wschód wyszedł na tym lepiej niż Zachód!

            Dziwne to, ale jak dotąd ludzkość spotkała się tylko przy filiżance herbaty. Jest to jedyny azjatycki ceremoniał cieszący się powszechnym szacunkiem. Biały człowiek szydził z naszej religii i moralności, lecz bez wahania zaakceptował bursztynowy napój. Popołudniowa herbatka odgrywa teraz poważną rolę w zachodnim społeczeństwie. W delikatnym pobrzękiwaniu tacek i spodeczków, w gościnnej krzątaninie kobiet, w przyjęciu wspólnych zasad używania cukru i śmietanki rozpoznajemy ponad wszelką wątpliwość kult herbaty. Filozoficzna rezygnacja gości akceptujących swój los zawarty w filiżance wątpliwego naparu świadczy, iż w tej szczególnej chwili duch Wschodu panuje niepodzielnie.
          • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 06.01.12, 15:26
            Pierwsza wzmiankę o herbacie w europejskich dokumentach upatruje się w relacji arabskiego podróżnika, który stwierdza, iż po r. 879 głównym źródłem dochodów w Kantonie były opłaty celne za sól i herbatę. Marco Polo podaje, że w r. 1285 chiński minister finansów został zdjęty z urzędu za samowolną podwyżkę podatku od herbaty. Dopiero w okresie wielkich odkryć geograficznych Europejczycy dowiedzieli się czegoś więcej o Dalekim Wschodzie. W końcu XVI stulecia Holendrzy przynieśli wieść, że na Wschodzie sporządza się przyjemny w smaku napój z liści pewnego krzewu. Giambattista Ramusio (1559), F. Louis Almeida (1565), Giovanni Maffei (1588), Taxeira (1610) również wspominają o herbacie. W tymże r. 1610 statki Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej przywiozły do Europy pierwszą herbatę. We Francji pojawiła się w r. 1636, do Rosji dotarła w 1638. Anglia powitała ją radośnie w 1650 i sławiła jako "wyborny i przez wszystkich lekarzy zalecany chiński napój, zwany przez Chińczyków Tcha, a przez inne narody Tay tub Tee ". Jak wszystkie dobre rzeczy na świecie herbata miała swoich przeciwników. Heretycy, tacy jak Henry Sayville (1678), potępiali picie herbaty jako obyczaj nieczysty. Jonas Hanway (Esej o herbacie, 1756) uznał, że pijąc herbatę mężczyźni tracą posturę i urodę, a kobiety piękno. Pierwotna cena herbaty (około 15 lub 16 szylingów za funt) uniemożliwiała jej szersze upowszechnienie, czyniąc z niej "przysmak podawany na ucztach dla wielkiego świata, podarunek ofiarowywany książętom i grandom". Wbrew jednak przeszkodom zwyczaj picia herbaty rozprzestrzeniał się niezwykle szybko. W pierwszej połowie XVIII) wieku londyńskie kawiarnie przekształciły się de facto w herbaciarnie - miejsca spotkań dowcipnisiów takich jak Addison i Steele, którzy delektowali się "czajnikiem herbaty". Wkrótce też napój ów stał się życiową koniecznością i... uległ opodatkowaniu, co przypomina nam, jak ważną rolę odegrała herbata w historii nowożytnej. Ameryka będąc kolonią pozwalała się gnębić do chwili, gdy pod ciężarem olbrzymiego cła nałożonego na herbatę załamała się ludzka wytrzymałość. Niepodległość Ameryki datuje się od czasu, kiedy w bostońskim porcie wrzucono do morza skrzynie z herbatą.

            Smak herbaty ma czar tak subtelny, że trudno jej się oprzeć, łatwo natomiast zacząć ją idealizować. Toteż zachodni humoryści rychło przyprawili swe myśli aromatem herbaty. Herbata bowiem nie ma arogancji wina, zadufania kawy czy afektowanej niewinności kakao. Już w r. 1711 "Spectator" pisał: "Rozmyślania moje zalecałbym przeto w szczególności wszystkim statecznym familiom, które każdego ranka poświęcają godzinkę na spożycie chleba, masła i herbaty: namawiałbym je gorąco, by zaprenumerowały dla własnego dobra «Spectatora», tak aby punktualnie podawany stał się częścią serwisu do herbaty." Samuel Johnson przedstawia sam siebie jako "zatwardziałego i bezwstydnego miłośnika herbaty, którego posiłkom przez dwadzieścia lat towarzyszył jedynie napar tej fascynującej rośliny; herbatą urozmaicał wieczory, w herbacie znajdował pociechę o północy, herbatą witał poranki".

            Zagorzały wielbiciel herbaty Charles Lamb napisał kiedyś, że największą przyjemność sprawia mu spełnienie dobrego uczynku, który jedynie przez przypadek wychodzi na jaw. W słowach tych brzmi nuta prawdziwego herbatyzmu. Herbatyzm jest bowiem sztuką zatajania piękna, które należy znajdować samemu; jest sztuką sugerowania tego, czego nie ośmielamy się obnażyć. Jest szlachetną umiejętnością kpienia z siebie samego, spokojnie, lecz przenikliwie, a zatem samą kwintesencją humoru - uśmiechem filozofii. Prawie wszystkich prawdziwych humorystów - na przykład Thackeraya i oczywiście Szekspira -można by nazwać w tym sensie filozofami herbaty. Poeci okresu dekadencji (a kiedyż to świat nie znajdował się w okresie dekadencji?) protestując przeciwko materializmowi w pewnej mierze utorowali również drogę filozofii herbaty. Może zatem teraz, w tej pokornej kontemplacji Niedoskonałości, dojdzie do wzajemnego ukojenia Wschodu i Zachodu.

            Taoiści twierdzą, że u wielkiego Początku Nie-początku duch i materia starły się w śmiertelnym boju. W końcu Żółty Cesarz, Syn Nieba, odniósł zwycięstwo nad Czu Jungiem, demonem ciemności i ziemi. Konając, tytan uderzył głową w sklepienie niebieskie i rozbił błękitną jaspisową kopułę. Gwiazdy wyleciały ze swoich gniazd, a księżyc błąkał się bez celu po dzikiej otchłani nocy. Zrozpaczony Żółty Cesarz gorączkowo poszukiwał kogoś, kto zdołałby zreperować niebiosa. Nie szukał na próżno. Z Wschodniego Morza wyłoniła się w oślepiającym blasku ognistej zbroi królowa, boska Nü-wa, o rogatej głowie i smoczym ogonie. W magicznym tyglu stopiła pięciokolorową tęczę i odbudowała chińskie niebiosa. Lecz Nu-wa przeoczyła dwie małe szczeliny na błękitnym firmamencie. I stad się zrodził dualizm miłości: dwie dusze błądzą bez spoczynku w przestworzach, aż zespolą się tworząc wszechświat. Każdy musi na nowo budować swe niebo nadziei i pokoju.
            • hardy1 Re: Księga herbaty.cd 06.01.12, 16:20
              Jeżeli bym miał stracić przez herbatę posturę i to drugie na "pe"...hmmm...no nie wiem..
              Dalej pić ili nie pić, oto jest pytanie...a jak jakaś nowa rewolucja przez wysokie cło nastanie?wink
              • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 06.01.12, 16:47
                Uchowaj Boże! Hardy, żadnych strat na pee wink big_grin . Czaro.
            • czaro.01 Księga herbaty.cd 12.01.12, 07:05
              W naszych czasach niebiosa roztrzaskiwane są w gigantycznym zmaganiu o bogactwo i władzę. Świat porusza się po omacku w mrokach egoizmu i wulgarności. Za wiedzę płaci się nieczystym sumieniem, a życzliwość podyktowana jest interesem. Wschód i Zachód, niczym dwa smoki rzucone w spienione morze zaczynu, daremnie usiłują odzyskać klejnot życia. By odbudować olbrzymie zniszczenia, znów potrzebujemy Nü-wa: czekamy na wielkiego Awatarę(3). Tymczasem jednak napijmy się herbaty. Popołudniowe światło opromienia bambusy, fontanny szemrzą w urzeczeniu, a w naszym czajniku szumią sosny. Pozwólcie nam pomarzyć o ulotności i zadumać się nad kojącą błahością rzeczy.

              II Szkoły herbaty

              Herbata jest dziełem sztuki i tylko ręka mistrza może wydobyć jej najszlachetniejsze właściwości. Istnieje dobra i zła herbata, tak jak istnieje dobre i złe malarstwo (zwłaszcza to ostatnie). Nie ma jedynego przepisu na przyrządzanie idealnej herbaty, tak jak nie ma reguł na namalowanie "Tycjana" lub "Sessona"(4). Każde przygotowanie naparu z liści ma swój indywidualny charakter, specyficzne koligacje z wadą i temperatura, odziedziczonymi wspomnieniami, swój własny sposób snucia opowieści. Lecz zawsze musi zawierać w sobie prawdziwe piękno. Ile cierpień przysporzyło nam życie w społeczności uporczywie zapoznającej to proste i podstawowe prawo sztuki i życia! Li Czy-laj, poeta epoki Sung, ze smutkiem wymienia trzy rzeczy najbardziej godne ubolewania, a to: zaprzepaszczenie obiecujących młodzieńczych talentów przez błędne wychowywanie, pohańbienie wspaniałego malarstwa przez wulgarny zachwyt oraz marnotrawstwo doskonałej herbaty przez nieumiejętne zabiegi.

              Podobnie jak sztuka, herbata ma swoje epoki i szkoły. Jej dzieje podzielić można na trzy główne etapy: herbaty gotowanej, ubijanej i parzonej. My, współcześni, należymy do tej ostatniej szkoły. Rozmaite sposoby przyrządzania tego napoju są wyrazem ducha czasu, w którym były powszechnie stosowane, Życie bowiem wyraża nasze najtajniejsze myśli. Konfucjusz powiedział: "Człowiek niczego nie ukryje." Być może za bardzo odsłaniamy się w drobiazgach dlatego właśnie, że tak niewiele mamy do zatajenia spraw wielkich. Drobne wydarzenia życia codziennego są w takim samym stopniu komentarzem do ideałów jakiejś rasy co najwyższe wzloty filozofii i poezji. Podobnie jak zmienność gustów w materii win wyznacza specyfikę różnych okresów i narodowości Europy - zmienne ideały herbaty świadczą o różnych tonacjach kultury Wschodu. Sprasowana bryłka herbaty, którą się gotuje, herbata sproszkowana, którą się ubija, oraz liście herbaty, które się zaparza, są świadectwem różnic w duchowym klimacie chińskich dynastii T'ang, Sung i Ming. Sięgając po określenia z jakże nadużywanej terminologii klasyfikacji sztuk, moglibyśmy je kolejno nazwać szkołą klasyczną, romantyczną i naturalistyczną.

              Krzew herbaciany pochodzi z południowych Chin i znany był chińskiej botanice i medycynie od najdawniejszych czasów. W dziełach klasyków nazywano herbatę rozmaicie: t'ou, sze, cz'uan, cia oraz ming i ceniono ją wysoko jako napój usuwający zmęczenie, radujący duszę, wzmacniający wolę i poprawiający wzrok. Stosowana była nie tylko doustnie, lecz także zewnętrznie w postaci maści przynoszącej ulgę przy bólach ,reumatycznych. Taoiści twierdzili, że jest ważnym składnikiem eliksiru nieśmiertelności. Buddyści pili ją w ogromnych ilościach, by zapobiec senności podczas długich godzin medytacji.

              W IV i V stuleciu herbata stała się ulubionym napojem mieszkańców doliny Jangcyciangu. Mniej więcej wtedy utworzono współczesny ideogram cz'a, najwyraźniej zniekształcając klasyczny ideogram t'ou. Zachowane utwory poetów południowych dynastii świadczą o żarliwej adoracji "piany płynnego jaspisu". Za wybitne zasługi cesarze nagradzali swych ministrów rzadkim przywilejem przygotowywania herbaty. Jednakże sposób jej picia wciąż jeszcze był wyjątkowo prymitywny. Liście herbaty gotowano na parze, tłuczono w moździerzu, następnie zlepiano w bryłkę i gotowano razem z ryżem, imbirem, solą, skórkami pomarańczy, korzeniami, mlekiem, a czasem nawet z cebulą! Zwyczaj ten przetrwał do dziś u Tybetańczyków i różnych plemion mongolskich, które przyrządzają z tych ingrediencji przedziwny syrop. Plasterki cytryny dodawane przez Rosjan, którzy nauczyli się pić herbatę w chińskich karawanserajach, to pozostałość tej starej metody.

              Trzeba było geniuszu dynastii T'ang, by wyzwolić herbatę z tej surowej kondycji i doprowadzić ją do stanu idealnego. Pierwszy apostoł kultu herbaty to żyjący w połowie Vlll stulecia Lu Wu. Urodził się w czasach, kiedy buddyzm, taoizm i konfucjanizm dążyły do wzajemnej syntezy. Panteistyczny symbolizm tego okresu nakazywał człowiekowi szuka odbicia tego, co ogólne, w tym, co jednostkowe. Poeta Lu Wu dostrzegł w obrządku herbacianym tę samą harmonię i ład, jakie panują we wszechrzeczy, i w swym głośnym dziele Cz'a-cing, "Święta księga herbaty", sformułował kodeks herbaty. Od tej pory chińscy kupcy herbaciani czcili go jako opiekuńczego boga.

              Cz'a-cing składa się z trzech zwojów i dziesięciu rozdziałów. W pierwszym rozdziale Lu Wu opisuje naturę krzewu herbacianego, w drugim narzędzia do zbiorów, w trzecim selekcję liści. Jego zdaniem najlepszy gatunek liści musi "zwijać się jak skórzany but tatarskiego jeźdźca, układać się jak podgardle potężnego wołu, rozpościerać się jak mgła nad wąwozem, skrzyć jak jezioro muskane powiewem zefiru oraz być miękki i wilgotny jak świeżo zroszona deszczem gleba".
              • hardy1 Re: Księga herbaty.cd 12.01.12, 07:49
                Szkoła uprawy herbaty, jej zbierania, parzenia i rytualu picia...a my w pośpiechu zalewamy liście wrzątkiem, popijamy lurę w pędzie między założeniem kurtki oraz czapki i już nas nie ma...
              • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 13.01.12, 23:41
                W czwartym rozdziale Lu Wu wymienia i opisuje dwadzieścia cztery przedmioty składające się na przybory do ceremonii herbaty, poczynając od trójnogu, a skończywszy na bambusowej szafce, gdzie przechowuje się wszystkie te utensylia. I tu właśnie dostrzec można zamiłowanie Lu Wu do taoistycznej symboliki. Przy okazji warto też zwrócić uwagę na wpływ herbaty na chińską ceramikę. Jak powszechnie wiadomo, chińska porcelana wywodzi się z prób odtworzenia doskonałego w swym pięknie odcienia nefrytu, które w czasach dynastii Tang doprowadziły na południu Chin do uzyskania niebieskiej glazury, a na północy białej. Lu Wu uznał kolor niebieski za idealny dla czarek do herbaty, nadaje jej bowiem dodatkowy zielony odcień, podczas gdy biały kolor powoduje, że wygląda różowawo i nieapetycznie. A to dlatego, że Lu Wu używał herbaty prasowanej. W późniejszym okresie mistrzowie ceremonii herbaty z czasów dynastii Sung używali liści sproszkowanych i upodobali sobie ciężkie czarki w kolorach niebiesko-czarnym i ciemnobrązowym. Dynastia Ming rozkoszowała się parzoną herbatą pitą w lekkich naczyniach z białej porcelany.

                W rozdziale piątym Lu Wu opisuje sposób przygotowywania herbaty. Eliminuje wszystkie składniki prócz soli. Rozwodzi się nad szeroko dyskutowaną kwestią wyboru wody i stopnia jej wrzenia. Jego zdaniem najlepsza jest woda z górskiego źródła, a następnie w kolejności: woda rzeczna i woda źródlana. Istnieją trzy etapy wrzenia wody: pierwszy - kiedy po powierzchni pływają maleńkie bąbelki jak rybie oka; drugi - kiedy bąbelki rozpryskują się jak kryształowe kulki w fontannie trzeci - gdy bałwany dziko przelewają się kociołku. Bryłkę herbaty przypieka się na ogniu, a stanie się miękka i delikatna niczym skóra niemowlęcia, a następnie wkłada między kawałki cienkiego papieru i rozdrabnia na proszek. Sól dodaje się przy pierwszym wrzeniu, herbatę przy drugim. Przy trzecim wlewa się do kociołka czerpak zimnej wody, by ostudzić herbatę i "odmłodzić wodę". Po czym rozlewamy napój do czarek pijemy! Cóż za nektar! Matowe listki herbaty unoszą się w nim jak kłębiaste obłoczki na pogodnym niebie lub pływają jak nenufary w szmaragdowych potokach. O takim to napoju Lu T'ung poeta z czasów dynastii Tang, napisał: "Pierwsza czarka zwilża mi wargi i przełyk, druga wyzwala osamotnienia, trzecia przenika me jałowe wnętrze by znaleźć w nim pięć tysięcy zwojów zapisanych przedziwnymi ideogramami. Przy czwartej lekko się pocę - całe zło życia uchodzi ze mnie porami. Przy piątej czuję się oczyszczony, szósta zagrasz mnie do królestwa nieśmiertelnych, siódma - ach! nie zdołam wypić więcej. Czuję tylko chłodny powiew wiatru w rękawach. Gdzie jest P'englajszan(5)? Niechaj przeniosą mnie tam słodkie podmuchy wietrzyka."

                Pozostałe rozdziały Cz'a-cing traktują o wulgarności zwyczajnych sposobów picia herbaty, wyliczają głośnych wielbicieli tego napoju, słynne plantacje herbaty w Chinach, rozmaite sposoby podawania herbaty; towarzyszą temu ilustracje wyobrażające przyrządy potrzebne do jej przygotowania. Ostatni rozdział niestety zaginął.
                • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 15.01.12, 22:57
                  Cz'a-cing musiała być w swoim czasie nie lada sensacją. Lu Wu został przyjacielem cesarza T'aj-cunga (763-779), a jego sława przyciągała wielu naśladowców. Niektórzy koneserzy odróżniali podobno herbatę przygotowaną przez Lu Wu od herbaty jego uczniów. Jeden z mandarynów na wieki zniesławił swe imię, gdyż nie potrafił docenić herbaty przyrządzonej przez tego wielkiego mistrza.

                  W czasach dynastii Sung modna stała się herbata ubijana. Wtedy to powstała druga szkoła herbaty. W małych kamiennych żarnach ucierano liście na drobny proszek, który delikatną, bambusową trzepaczką ubijano z gorącą wodą. Nowa procedura doprowadziła do pewnych zmian w herbacianym ekwipunku Lu Wu, jak również w doborze liści. Sól usunięto ostatecznie. Herbaciany entuzjazm w czasach dynastii Sung nie znał granic. Epikurejczycy rywalizowali ze sobą w wyszukiwaniu nowych gatunków i regularnie organizowano herbaciane turnieje, by rozstrzygnąć, który jest najlepszy. Cesarz Huej-cung (1101-1124), artysta zbyt wybitny, by postępować tak, jak powinien monarcha, nie szczędził środków, aby zdobyć rzadkie gatunki herbaty. Napisał też traktat o dwudziestu rodzajach herbaty, spośród których najwyżej cenił "herbatę białą" za jej rzadkie i subtelne właściwości.

                  Ideał herbaciany dynastii Sung różnił się od ideału dynastii Tang, tak jak różniły się ich wyobrażenia o życiu. Chciano zrealizować to, co poprzednicy próbowali wyrazić symbolicznie. Dla neokonfucjanistów prawo kosmiczne nie odbijało się w świecie zjawisk - świat zjawisk był prawem kosmicznym. Wieczność to tylko chwila, a nirwanę zawsze można osiągnąć. Taoistyczna idea nieśmiertelności polegającej na wiecznej przemianie przepajała ich sposób myślenia. Chodziło o sam proces, nie o wynik. Istotne było spełnianie, nie zaś spełnienie. Tak oto człowiek stanął twarzą w twarz z naturą. Sztuka życia nabrała nowego sensu. Picie herbaty przestało być poetycką rozrywką, a stało się jednym ze sposobów samourzeczywistnienia. Wang Jüan-czy opiewał herbatę jako "zapławiające duszę bezpośrednie wzruszenie, którego delikatna goryczka przypomina posmak dobrej rady". Su Tung-p'o(6) wychwalał herbatę za moc niepokalanej czystości, której - jak prawdziwie cnotliwego człowieka - nie można zepsuć. Wśród buddystów południowej sekty cz'an, która przejęła tak wiele taoistycznych doktryn, powstał skomplikowany rytuał herbaciany. Mnisi zbierali się przed wizerunkiem Bodhidharmy(7) i pili herbatę ze wspólnej czarki niczym rytualnie przyjmując sakrament. Ten to właśnie rytuał przekształcił się w XV stuleciu w Japonii w ceremoniał picia herbaty.

                  Na nieszczęście nagły najazd plemion mongolskich w XIII wieku, w wyniku którego pobito i zdewastowano Chiny pod barbarzyńskim panowaniem cesarzy dynastii Juan, zniszczył wszelkie płody kultury Sung. Rodzimą dynastię Ming, która usiłowała przywrócić władzę Chińczyków, nękały w połowie XV stulecia wewnętrzne trudności i w XVII wieku Chiny znalazły się pod władzą dynastii mandżurskiej. Zmienił się sposób bycia i obyczaje, nie pozostało śladu po dawnych czasach. O sproszkowanej herbacie zupełnie zapomniano. Pewien komentator z epoki Ming nie wie, jaki kształt miała trzepaczka do herbaty wspomniana w jednym z klasycznych dzieł z okresu Sung. Herbatę przygotowuje się teraz parząc liście w czarce lub miseczce gorącej wody. Zachodni świat nie ma pojęcia o dawnych sposobach picia herbaty, ponieważ Europa poznała ten napój dopiero pod sam koniec epoki Ming.

                  Dla współczesnego Chińczyka herbata to pyszny napój, ale nie ideał. Długoletnia niedola kraju obrabowała go z poczucia radości i sensu życia. Stał się człowiekiem nowoczesnym, to znaczy starym i rozczarowanym. Stracił wzniosłą wiarę w złudzenia, która stanowi o wiecznej młodości i sile poetów oraz ludzi z dawnych epok. Dzisiejszy Chińczyk jest eklektykiem i uprzejmie przyjmuje tradycje całego świata, igra z naturą, lecz niej zniża się do tego, by ją podbić czy też czcić. Jego herbata o kwiatowym aromacie często, bywa cudowna, ale w jego czarce próżno by szukać romantyki ceremoniałów z epoki T'ang i Sung.

                  Japonia, która kroczyła śladami chińskiej cywilizacji, poznała herbatę w jej wszystkich trzech wydaniach. Już w r. 729 znajdujemy wzmiankę o cesarzu Shomu, podejmującym herbatą w pałacu w Nara stu mnichów. Liście herbaty zostały prawdopodobnie przywiezione przez japońskiego ambasadora prry dworze T'angów i przyrządzone w modny wówczas sposób. W r. 801 mnich Saicho(8) przywiózł nasiona i zasadził je w Yeisan. Wiadomo nam o istnieniu wielu ogrodów herbacianych w następnych stuleciach i o zamiłowaniu do tego napoju wśród arystokracji i duchowieństwa. Herbata epoki Sung dotarła do nas w roku 1191, kiedy to Eisai Zenji powrócił z Chin, dokąd pojechał, żeby zapoznać .się z nauką południowej szkoły cz'an. Nowe nasiona, które przywiózł ze sobą, zaczęto z powodzeniem uprawiać w trzech miejscach, spośród których region Uji w pobliżu Kioto do dziś cieszy się sławą producenta najlepszej w świecie herbaty. Południowa szkoła cz'an, w Japonii nazywana zen, rozprzestrzeniała się z fantastyczną szybkością, a wraz z nią rytuał i ideał herbaciany Sungów. W XV wieku pod patronatem sioguna Ashikagi Yoshimasy ceremonia herbaty już całkowicie się ukształtowała i stanowiła samoistny świecki rytuał. Od tej chwili zapanował w Japonii herbatyzm. Herbata parzona tak jak w nowożytnych Chinach jest u nas czymś stosunkowo nowym, gdyż znamy ją dopiero od połowy XVII wieku. Zastąpiła w codziennym użyciu herbatę sproszkowaną, którą jednak w dalszym ciągu uznaje się za herbatę nad herbatami.

                  Tu właśnie, w japońskiej ceremonii herbaty, ideał sięgnął szczytu. Skuteczna obrona przed inwazją Mongołów w r. 1281 umożliwiła nam kontynuację tradycji Sungów, tak fatalnie przerwanej w samych Chinach przez najazd koczowników. Herbata stała się u nas czymś więcej niż idealizacją formy picia -jest religią sztuki życia. Picie herbaty stało się źródłem kultu czystości i wyrafinowania, czynnością uświęcona, w czasie której gospodarz i gość wspólnie tworzy z tego, co doczesne, najwyższe piękno. W ponurej marności istnienia pawilon herbaciany był oazą, gdzie strudzony podróżnik mógł! napić się ze wspólnego źródła miłości do sztuki. Ceremonia stała się zaimprowizowanym dramatem osnutym wokół herbaty, kwiatów i malarstwa. Żaden kolor nie zakłócał nastroju pomieszczenia, żaden dźwięk nie mącił rytmu czynności, żaden gest nie naruszał harmonii, żadne słowo nie rozbijało jedności otoczenia, każdy ruch był prosty i naturalny - takie były założenia ceremonii herbaty. I co dziwniejsze, na ogól osiągano powodzenie. Kryła się za tym wszystkim subtelna filozofia. Herbatyzm to zamaskowany taoizm.
                  III. Taoizm i zenizm cdn
                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 20.01.12, 00:32
                    III. Taoizm i zenizm

                    Związek między zen i herbatą jest przysłowiowy. Już wcześniej stwierdziliśmy, że ceremonia herbaty była rozwinięciem rytuału zen. Lao-cy, założyciel taoizmu, również ściśle wiąże się z historią herbaty. Chiński podręcznik szkolny omawiający genezę zwyczajów i obyczajów podaje, iż ceremoniał ofiarowania herbaty gościowi datuje się od momentu, kiedy znany uczeń Lao-cy In Si jako pierwszy u bram Przesmyku Han podał Staremu Filozofowi filiżankę złotego eliksiru. Nie będziemy zastanawiać się, czy tego rodzaju legendy są autentyczne - są jednak dla nas cenne, potwierdzają bowiem, że taoiści wcześnie używali tego napoju. Nasze zainteresowanie taoizmem i doktryną zen dotyczy zwłaszcza idei życia i sztuki, które zawierają się w tak zwanym herbatyzmie. Jak dotychczas nie ukazało się niestety pełne opracowanie taoizmu i doktryny zen w żadnym obcym języku, choć podejmowane były liczne, godne pochwały próby.

                    Tłumaczenia zawsze są zdradą, jak to zauważył autor z epoki Ming - w najlepszym wypadku przypominają lewa stronę brokatu, widać tam wszystkie nici, ale brak finezji barw i rysunku. Czy istnieje jednak jakakolwiek wielka doktryna, którą łatwo przedstawić? Starożytni mędrcy nigdy nie nadali swym naukom formy systemu. Posługiwali się paradoksami, bali się bowiem wygłaszania półprawd. Nauki swe zaczynali wykładać mówiąc jak głupcy, a w rezultacie czynili słuchaczy mądrzejszymi. Sam Lao-cy, obdarzony osobliwym poczuciem humoru, twierdzi: "Ludzie pośledniej inteligencji słysząc o tao, zaśmiewają się w głos. Tao nie byłoby tao, gdyby się z niego nie śmieli." Tao dosłownie znaczy "ścieżka". Tłumaczono to słowo różnie; jako Drogę, Absolut, Prawo, Naturę, Najwyższy Rozum, Metodę. Nie są to tłumaczenia niepoprawne, znaczenie bowiem tego terminu dla taoistów zmienia się zależnie od badanego tematu, Tak mówi o tym Lao-cy: "Istnieje coś, co zawiera w sobie wszystko, coś, co się narodziło przed powstaniem Nieba i Ziemi. Jakże jest ciche! Jakże osamotnione! Stoi samotne i niezmienne. Obraca się bez uszczerbku dla siebie samego i jest matka wszechrzeczy. Nie znam jego imienia, więc nazwałem je Scieżka. Niechętnie nazywam je Nieskończonością. Nieskończoność jest Przemijaniem. Przemijanie jest Zanikaniem. Zanikanie jest Powracaniem." Tao jest Przejściem raczej niż Ścieżką. Jest duchem Kosmicznej Przemiany, wiecznym wzrastaniem, które powraca do samego siebie, by tworzyć nowe formy. Cofa się przed samym sobą jak smok, ulubiony symbol taoistów. Rozsnuwa się i zasnuwa jak chmury. Możemy mówić o tao jako o Wielkim Przejściu. Subiektywnie jest uosobieniem Wszechświata. Jego Absolut to Względność.

                    Musimy przede wszystkim pamiętać, że taoizm reprezentuje, podobnie jak jego prawowity spadkobierca zen, indywidualistyczne tendencje Chińczyków z południa, w przeciwieństwie do kolektywistycznych tendencji Chin północnych, które znalazły swój wyraz w konfucjanizmie. Państwo Środka jest tak rozległe jak cała Europa, a dwie ogromne przecinające je rzeki wyznaczają wyraźnie odmienne tradycje. Jangcyciang i Huangho to odpowiednio Morze Śródziemne i Bałtyk. Na wet dziś, po stuleciach zjednoczenia, południowy Chińczyk różni się w sposobie myślenia i wierzeniach od swego północnego brata, tak jak przedstawiciel rasy łacińskiej różni się od Teutona. W starożytności, kiedy kontakty były trudniejsze niż obecnie, zwłaszcza w okresie feudalnym, ta odmienność w sposobie myślenia uwydatniała się wyraźniej. Sztuka i poezja obu regionów tchną całkowicie odmiennym duchem. W dziełach Lao-cy i jego uczniów oraz w utworach C'ü Jüana(9), zwiastuna poetów natury z Południa, odnajdujemy idealizm całkowicie obcy prozaicznym zasadom moralnym zawartym w dziełach współczesnych im pisarzy Północy. Lao-cy żył pięć stuleci przed naszą erą.
                    • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 22.01.12, 15:48
                      Zarodek myśli taoistycznej odnaleźć można już na długo przed Lao-cym, zwanym Długouchym. Idee jego zapowiadały archaiczne zabytki piśmiennictwa chińskiego zwłaszcza Księga Przemian(10). Jednakże wielki szacunek dla prawa i obyczajów tego klasycznego okresu cywilizacji chińskiej, którego kulminacja przypada na założenie dynastii Czou w XII wieku p.n.e., wstrzymał na długi okres rozwój indywidualizmu. Dopiero po upadku dynastii Czou i powstaniu niezliczonej liczby niezależnych księstw indywidualizm mógł rozkwitnąć w bogactwie swobodnej myśli. Zarówno Lao-cy jak i Czuang-cy(11) byli południowcami i największymi przedstawicielami nowej szkoły. Z drugiej strony Konfucjusz i jego liczni uczniowie dążyli do utrzymania zwyczajów odziedziczonych po przodkach. Nie można zrozumieć taoizmu bez pewnej znajomości konfucjanizmu i odwrotnie.

                      Powiedzieliśmy, że taoistyczny Absolut to Względność. W etyce taoiści szydzili z praw i zasad moralnych społeczeństwa, dobro bowiem i zło były dla nich pojęciami względnymi. Definicja jest zawsze ograniczeniem - "stałe" i "niezmienne" to jedynie pojęcia wyrażające zatrzymanie wzrostu. C'ü Jüan powiedział: "Mędrcy poruszają świat." Nasze normy moralne zrodziły się z dawnych potrzeb społeczeństwa, ale czyż społeczeństwo ma pozostawać ciągle takie samo? Przestrzeganie kolektywnych tradycji wymaga od jednostki stałego poświęcenia na rzecz państwa. Aby utrzymać to potężne złudzenie, wychowanie popiera pewien rodzaj ignorancji. Ludzi nie uczy się prawdziwej cnoty, lecz właściwego zachowania. Jesteśmy źli, bo jesteśmy przerażająco świadomi. Nigdy nie wybaczamy innym, ponieważ wiemy, że sami błądzimy. Uspokajamy sumienie, gdyż boimy się wyznać innym prawdę; chronimy się w pysze, albowiem sobie samym boimy się wyznać prawdę. Jak można traktować serio świat, który jest tak absurdalny! Nad wszystkim unosi się duch frymarczenia. Honor i Czystość! Spójrzmy na zadowolonego z siebie komiwojażera handlującego Dobrem i Prawdą. Możemy kupić nawet tak zwaną Religię, która w istocie jest jedynie powszechnie przyjętą moralnością uświęconą kwiatami i muzyką. Obedrzyjmy Kościół z jego akcesoriów i cóż pozostanie? Tymczasem kwitnie ufność, gdyż ceny są absurdalnie przystępne: modlitwa za bilet do nieba, dyplom za honorowe obywatelstwo. Schowaj się szybko w korcu maku, bo gdyby świat poznał prawdziwą twą wartość, wkrótce sprzedałby cię na licytacji za możliwie najwyższą stawkę. Dlaczego mężczyźni i kobiety tak bardzo lubią się reklamować? Czyż nie jest to jedynie instynkt pochodzący z czasów niewolnictwa?

                      Siła idei polega nie tyle na jej zdolności przebicia się przez współczesne prądy umysłowe, ile na zdolności dominowania nad późniejszymi prądami. Taoizm był aktywną siłą w epoce zjednoczenia narodowego za panowania dynastii C'in, od której wywodzi się nazwa Chiny. Gdybyśmy mieli czas, byłoby rzeczą interesującą zbadać wpływ taoizmu na ówczesnych myślicieli, matematyków, pisarzy zajmujących się zagadnieniami prawa i wojny, mistyków i alchemików oraz na późniejszych poetów natury z Południa. Nie zapominajmy również o tych, którzy rozważali kwestię rzeczywistości i zastanawiali się, czy biały koń jest rzeczywisty, ponieważ jest biały, czy też ponieważ jest masywny. Pamiętajmy o konwersacjonalistach Sześciu Dynastii, którzy podobnie jak filozofowie cz'an upajali się dyskusjami o Czystości i Abstrakcji. Nade wszystko jednak powinniśmy oddać cześć taoizmowi za zasługi, jakie poniósł w kształtowaniu charakteru Chińczyka, wyrabiając w nim szczególną zdolność do rezerwy i "ciepłego jak nefryt" wyrafinowania. Historia Chin obfituje w przykłady, które pokazują nam, że wyznawcy taoizmu, tak książęta jak pustelnicy, postępując zgodnie z naukami swej wiary osiągali najróżniejsze i interesujące wyniki. Opowieść o nich będzie zabawna i pouczająca. Będzie zawierać anegdoty, alegorie i aforyzmy. Zapozna nas z uroczym cesarzem, który nigdy nie umarł, ponieważ nigdy nie żył. Możemy dosiąść wiatru z Lie-cy(12) i spostrzec, że jest niezwykle łagodny, my sami bowiem jesteśmy tym wiatrem; możemy unosić się w powietrzu ze starcem z Huangho, który żył zawieszony między niebem a ziemią, gdyż nie był poddanym ani jednego, ani drugiego. Nawet w groteskowej parodii taoizmu, jaką obecnie znajdujemy w Chinach, możemy delektować się bogactwem wyobraźni, jakiej nie sposób znaleźć w żadnym innym kulcie.

                      Najdonioślejszą rolę w azjatyckim życiu odegrał jednakże taoizm w dziedzinie estetyki. Chińscy filozofowie zawsze mówili o taoizmie jako o "sztuce bycia w świecie", gdyż traktuje o teraźniejszości - o nas samych. To w nas Bóg spotyka Naturę, a wczoraj oddziela się od jutra. Teraźniejszość jest ruchomą Nieskończonością, prawowitą sferą Względności. Względność wymaga Ładu; Ład to Sztuka, Sztuka życia polega na ciągłym podporządkowywaniu się nowemu otoczeniu. Taoizm akceptuje doczesność taką, jaka jest, i w przeciwieństwie do konfucjanistów i buddystów usiłuje znaleźć piękno w naszym świecie trosk i niedoli. Opowiastka z epoki Sung o próbowaniu octu wyjaśnia nam główne nurty tych trzech doktryn. Siakjamuni, Konfucjusz i Lao-cy stali kiedyś przed słojem octu - symbolem życia - i każdy z nich umoczył palec, by skosztować płynu. Konfucjusz uznał, że jest kwaśny, Budda, że gorzki, Lao-cy zaś określił go jako, słodki.
                      • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 24.01.12, 02:12
                        Taoiści twierdzą, że komedia życia mogłaby być znacznie bardziej interesująca, gdybyśmy przestrzegali jedności i zgody. Zachowywać właściwe proporcje rzeczy i ustępować miejsca innym, nie tracąc przy tym własnej pozycji - oto sekret powodzenia w dramacie świata doczesnego. Aby właściwie zagrać swą rolę, musimy poznać wpierw całą sztukę; koncepcja całości nie powinna nigdy zgubić się w koncepcji jednostki; Lao-cy ilustruje tę tezę swoją ulubioną metaforą o pustce. Twierdzi on mianowicie, że istotę rzeczy stanowi jedynie pustka. Na przykład o realności pomieszczenia stanowi pusta przestrzeń ograniczona dachem I ścianami, a nie sam dach i ściany. Użyteczność dzbanka na wodę polega na pustce, do które można wlać wodę, a nie na formie dzbanka czy materiale, z jakiego został wykonany. Pustka jest wszechpotężna, bo wszechobejmująca. Jedynie w pustce ruch jest możliwy. Kto zdołałby z siebie samego uczynić pustkę, do której mogliby swobodnie wejść inni, ten stałby się panem wszelkich sytuacji. Całość może zawsze górować nad częścią. Idee taoistyczne wywarły ogromny wpływ na wszystkie nasze teorie działania, nawet na teorie szermierki i zapaśnictwa. Dżiu-dżitsu, japońska sztuka samoobrony, zawdzięcza swą nazwę passusowi z księgi Tao-te-cing. W dżiu-dżitsu walczący próbuje wyzwolić i wyczerpać siłę przeciwnika przez niestawianie oporu, pustkę - oszczędza w ten sposób siły na zwycięstwo w ostatecznej walce. Tę ważną zasadę wyrażono w sztuce za pomocą sugestii. Nie dopowiadając pozostawiamy odbiorcy szansę dopełnienia koncepcji i dzięki temu wielkie dzieła sztuki przykuwają nasza wagę tak całkowicie, że wydaje się nam, iż staliśmy się ich częścią. Istnieje bowiem w nich pustka, w którą możemy wejść i wypełnić ją na marę naszych estetycznych emocji.

                        Prawdziwym człowiekiem dla taoisty jest ten, kto stał się mistrzem sztuki życia. Przy narodzinach wkracza on do królestwa snów, żeby obudzić się w rzeczywistości w chwili śmierci. Tłumi swą własną błyskotliwość, aby włączyć się w ciemnotę innych. Jest "oporny jak ktoś, kto przeprawia się zimą przez strumień; niezdecydowany jak ktoś, kto boi się sąsiadów; pełen szacunku jak gość; drżący jak lód, który za chwilę się roztopi; skromny jak kawałek drewna, w którym nie zaczęto jeszcze rzeźbić; pusty jak dolina; bezkształtny jak zmącona woda". Litość, Oszczędność i Skromność to trzy klejnoty jego życia.
                        • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 26.01.12, 00:54
                          Jeśli zwrócimy uwagę ku filozofii cz'an, zobaczymy, że uwypukla ona nauki taoizmu. Nazwa cz'an pochodzi od sanskryckiego słowa dhjana, oznaczającego medytację. Cz'an głosi, iż poprzez świętą medytację można osiągnąć najwyższą samorealizację. Medytacja jest jedną z sześciu dróg prowadzących do osiągnięcia stanu bodhisattwy. Członkowie sekty utrzymują, iż Siakjamuni w późniejszym okresie nauczania kładł specjalny nacisk na tę metodę, kiedy to przekazał zasady swej nauki głównemu uczniowi Kaśjapie. Zgodnie z tradycją Kaśjapa, pierwszy patriarcha buddyzmu, podzielił się tym sekretem z Anandą, ten z kolei przekazał go swoim następcom, aż do Bodhidharmy, dwudziestego ósmego patriarchy. Bodhidharma przybył do północnych Chin pierwszej połowie VI stulecia i był pierwszym patriarchą chińskiego cz'an. Wiele wątpliwości budzą dzieje pierwszych patriarchów i ich doktryn. Wczesny cz'an jest w aspekcie filozoficznym pokrewny z jednej strony hinduskiemu negatywizmowi Nagardżuny(13), z drugiej - teorii dżnana sformułowanej przez Sankaraczarję(14). Początki doktryny cz'an w postaci znanego nam dzisiaj zenu należy przypisać szóstemu patriarsze chińskiemu Huej-nengowi (637-713), założycielowi południowej szkoły cz'an, zwanej tak ze względu na dominację tej sekty w południowych Chinach. Jego wiernym kontynuatorem byt wielki Ma-cy (zm. 788), który przyczynił się do tego, że wywarła ona ogromny wpływ na życie w Chinach. Paj-czang (719-814), uczeń Ma-cy, jako pierwszy założył klasztor sekty cz'an oraz ustanowił jego regułę i zasady zarządzania. Dyskusje szkoły cz'an po Ma-cy uświadamiają nam, jaką rolę odegrał duch Południa, przyczyniając się do przyjęcia rodzimych sposobów myślenia, tak odmiennych od uprzedniego idealizmu hinduskiego. Trudno nie dostrzec podobieństwa między ideami południowej szkoły cz'an a naukami Lao-cy i taoistycznych konwersacjonalistów, nawet jeśli duma skłania członków sekty do zaprzeczenia temu. Już Tao-te-cing napomyka o znaczeniu samokoncentracji i konieczności odpowiedniej regulacji oddechu - istotnych elementach w praktykach medytacji sekty cz'an. Najlepsze komentarze do księgi Lao-cy napisali właśnie uczeni tej sekty.

                          Buddyzm cz'an tak jak taoizm jest kultem Względności. Jeden z mistrzów definiuje cz'an jako sztukę dostrzeżenia gwiazdy polarnej na południowym nieboskłonie. Prawdę można osiągnąć jedynie przez zrozumienie przeciwieństw. I znowu cz'an, podobnie jak taoizm, wyraźnie opowiada się za indywidualizmem. Nic nie jest rzeczywiste, prócz tego, co dotyczy pracy naszego własnego umysłu. Huej-neng, szósty patriarcha, spotkał kiedyś i dwóch mnichów, którzy wpatrywali się w trzepoczącą na wietrze chorągiew pagody. Jeden z nich rzekł: "To wiatr się rusza", drugi zaś: "To chorągiew się rusza"; Huej-neng wytłumaczył im, iż prawdziwy ruch to ani ruch wiatru, ani chorągwi, lecz czegoś, co znajduje się w ich własnych umysłach. Paj-czang przechadzał się ze swym uczniem po lesie i zając umknął im spod nóg. "Dlaczego zając od ciebie ucieka?", spytał Paj-czang. "Ponieważ się mnie boi", padła odpowiedź. "Nie - odrzekł mistrz - ponieważ masz mordercze instynkty." Powyższy dialog przypomina rozmowę taoisty Czuang-cy. Któregoś dnia spacerował z przyjacielem nad brzegiem rzeki. "Jak ochoczo te piskorze pląsają w wodzie!", zawołał Czuang-cy. Przyjaciel odrzekł mu tymi słowy: "Nie jesteś, panie, rybą; skąd możesz wiedzieć, na czym polega radość ryb?" "Nie jesteś mną, więc skąd możesz wiedzieć, co ja wiem o radości ryb?", odparł Czuang-cy. (15)
                          • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 28.01.12, 01:38
                            Cz'an często przeciwstawiał się naukom ortodoksyjnego buddyzmu, tak jak taoizm - konfucjanizmowi. Dla transcendentnej wnikliwości cz'an słowa były jedynie przeszkodą dla myśli, a wszystkie święte księgi buddyzmu jedynie komentarzem do osobistych rozważań. Dla wyznawców sekty cz'an celem była bezpośrednia wspólnota z wewnętrzną istotą rzeczy, a zewnętrzne rekwizyty jedynie przeszkodą na drodze do jasnej percepcji prawdy. To właśnie umiłowanie kwintesencji spowodowało, że przekładali biało-czarne szkice nad pracowicie kolorowane obrazy klasycznej szkoły buddyjskiej. W wyniku prób znalezienia Buddy w sobie samym, a nie w wizerunkach i symbolach, niektórzy wyznawcy cz'an stali się obrazoburcami. I tak mnich Tan Sia w zimowy dzień połamał drewniany posąg Buddy, by rozpalić ogień. "Cóż za świętokradztwo!", wykrzyknął przerażony przechodzień. "Chcę wydobyć sza-li(16)z popiołów", spokojnie odpowiedział mnich. "Na pewno nie wydobędziesz sza-li z tego posągu", padły gniewne słowa. A na to Tan Sia: "Jeśli nie wydobędę, to znaczy, że z pewnością nie jest to Budda, a więc nie popełniłem świętokradztwa." Po czym odwrócił się, by ogrzać się przy roznieconym ogniu. Specjalnym wkładem sekty cz'an do filozofii Wschodu było nadanie równorzędnej wagi sprawom doczesnym i duchowym. Utrzymywała ona, iż w powszechnej współzależności rzeczy nie ma i spraw małych i wielkich, atom zawiera w sobie takie same możliwości jak wszechświat. Ten, kto dąży do doskonałości, musi odnaleźć w swym własnym życiu odbicie wewnętrznego światła. Z tego punktu widzenia bardzo istotne znaczenie miała organizacja klasztoru sekty cz'an. Każdemu, z wyjątkiem opata, przydzielano specjalna pracę przy oporządzaniu klasztoru i, co dziwniejsze, nowicjuszom wyznaczano łatwiejsze zadania, podczas gdy cieszący się największym respektem i bardziej zaawansowani w naukach mnisi wykonywali bardziej nieprzyjemne i podrzędne czynności. Tego rodzaju usługi stanowiły jeden z aspektów dyscypliny, przy czym najbłahsze nawet zadania musiały być wykonane absolutnie doskonale. Tak oto wiele poważnych dyskusji odbywano podczas pielenia ogrodu, skrobania rzepy czy podawania herbaty. Ideał herbatyzmu jest rezultatem tej właśnie koncepcji cz'an-zen, wedle której najmniejsze nawet wydarzenie w życiu nosi cechy wielkości. Taoizm dostarczył bazy dla ideałów estetycznych, zen wcielił je w życie.
                            • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 28.01.12, 01:44
                              IV. Pawilon herbaciany

                              Dla architektów europejskich wychowanych w tradycji konstrukcji z kamienia i cegły nasz japoński sposób budowania z drewna i bambusu nie wydaje się godny miana architektury. Dopiero niedawno znawca architektury zachodniej dostrzegł i złożył hołd niezwykłej doskonałości naszych wielkich świątyń. (17) Skoro tak traktowano naszą klasyczna architekturę, jakże możemy spodziewać się, iż laik potrafi docenić subtelne piękno pawilonu herbacianego, o konstrukcji i dekoracji różniącej się całkowicie od zasad przyjętych na Zachodzie.

                              Pawilon herbaciany (sukiya) nie jest niczym innym jak prostym domkiem - słomianą chatka, jak go nazywamy. Pierwotne ideogramy, jakimi pisano tę nazwę, znaczą "siedziba wyobraźni". W późniejszym okresie różni mistrzowie ceremonii herbacianej zastąpili je rozlicznymi znakami chińskimi zgodnie ze swoja koncepcją pawilonu herbacianego, tak że termin sukiya może oznaczać "siedzibę pustki" lub "siedzibę niesymetryczności". Jest to siedziba wyobraźni, efemeryczna tę strukturę zbudowano bowiem dla pomieszczenia poetyckiego impulsu. Jest to siedziba pustki pozbawiona wszelkich ozdób, prócz tych, które mają zaspokoić pewne estetyczne potrzeby chwili. Jest to siedziba niesymetryczności, gdyż poświęcono ją kultowi niedoskonałości - celowo pozostawiając pewne rzeczy nie dokończone, by mogła je dokończyć wyobraźnia. Od XVI wieku koncepcje herbatyzmu do tego stopnia wpływały na naszą architekturę, że przeciętne współczesne japońskie wnętrze wydaje się cudzoziemcowi niemalże ogołocone ze względu na krańcową prostotę i ascetyczność schematu dekoracyjnego.

                              Pierwszy pawilon herbaciany był dziełem Sen-no-Soeki, znanego powszechnie pod imieniem Rikyu, największego ze wszystkich mistrzów ceremonii herbacianej. W XVI stuleciu pod patronatem Taiko Hideyoshiego(18) ustanowił on i doprowadził do doskonałości etykietę ceremonii herbacianej. Wymiary pomieszczenia herbacianego zostały już uprzednio określone przez żyjącego w XV wieku Sho O, słynnego mistrza ceremonii herbacianej. Wczesne pomieszczenie przeznaczone na ceremoniał picia herbaty było jedynie oddzieloną parawanami częścią pokoju gościnnego. Tę wydzieloną część zwano kakoi ("miejsce ogrodzone"); nazwa ta zachowała się do dziś dla określenia pomieszczeń herbacianych wbudowanych w dom, a nie będących odrębnymi budynkami. Sukiya składa się z właściwego pawilonu herbacianego (zaprojektowanego tak, by mieścił nie więcej niż pięć osób naraz, czyli, jak mówi przysłowie: "więcej niż Gracji, mniej niż Muz"), z pomieszczenia zwanego mizuya, gdzie przygotowuje się i myje utensylia herbaciane przed wniesieniem ich do pomieszczenia herbacianego, z altany (machiai), gdzie goście oczekują na zaproszenie do pawilonu, oraz ze ścieżki ogrodowej (roji), która łączy machiai z pomieszczeniem herbacianym. Sam pawilon sprawia wrażenie niepozorne, jest mniejszy od najmniejszego z japońskich domów, a materiały użyte do jego budowy mają sugerować wyszukane ubóstwo. Pamiętajmy jednak, że wszystko tu wynika z głębokich artystycznych przemyśleń, a szczegóły opracowano prawdopodobnie z większą starannością niż w najbogatszych pałacach i świątyniach. Dobry pawilon herbaciany kosztuje więcej niż przeciętna rezydencja, gdyż dobór materiałów oraz robocizna wymagają nadzwyczajnej troskliwości i precyzji. I rzeczywiście, cieśle zatrudniani przez mistrzów ceremonii tworzą pośród rzemieślników wyraźną i wielce szanowaną grupę, bo praca ich wymaga nie mniejszej precyzji niż praca artystów wykonujących meble z laki.

                              Pogrubienia i podkreślenia są moje, nie autora tekstu, Czaro.
                              • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 30.01.12, 23:52
                                Pawilon herbaciany różni się nie tylko od jakichkolwiek tworów architektury zachodniej, lecz także wyraźnie odbiega od klasycznej architektury samej Japonii. Naszych starożytnych wspaniałych budowli nie można było lekceważyć choćby ze względu na ich rozmiary. Te nieliczne, które nie uległy zniszczeniu w katastrofalnych pożogach w ciągu wieków, do dziś zdumiewają nas majestatycznością i bogactwem dekoracji. Skomplikowana sieć kroksztynów podtrzymuje ogromne drewniane kolumny o70-90 centymetrach średnicy i 9-12 metrach wysokości, a olbrzymie belki stropowe uginają się pod ciężarem pokrytych dachówką spadzistych dachów. Konstrukcja i materiał, choć łatwopalny, opierały się skutecznie trzęsieniom ziemi i odpowiadały warunkom klimatycznym kraju. Złota Sala Horyuji i pagoda świątyni Yakushiji to godne zapamiętania przykłady trwałości naszej architektury drewnianej. Budowle te stoją praktycznie nietknięte od niemalże dwunastu stuleci. Wnętrza dawnych świątyń i pałaców były obficie dekorowane. W pochodzącej z X wieku świątyni Hoodo w Uji dotąd jeszcze podziwiać można kunsztowne sklepienie, złocone, polichromowane i inkrustowane lusterkami oraz macicą perłową baldachimy, a także pozostałości rzeźb i malowideł, które pokrywały niegdyś powierzchnie ścian. W późniejszym okresie w Nikko i w zamku Nijo w Kioto piękno konstrukcji poświęcono na rzecz bogactwa dekoracji, która kolorem i wyszukanym detalem dorównuje największemu przepychowi arabskiemu i mauretańskiemu.

                                Prostota i puryzm pawilonu herbacianego były wynikiem wpływu klasztoru zenistycznego. Różni się on od klasztorów innych sekt buddyjskich tym, że ma być jedynie miejscem zamieszkania mnichów. Jego świątynia to nie miejsce kultu czy pielgrzymki, lecz pomieszczenie szkolne, gdzie uczniowie zbierają się, by dyskutować i medytować. Pomieszczenie jest puste z wyjątkiem centralnej wnęki, w której za ołtarzem znajduje się posąg Bodhidharmy, założyciela sekty, albo posągi Siakjamuniego w asyście Kaśjapy i Anandy, dwóch pierwszych patriarchów sekty cz'an. Na ołtarzu kładzie się kwiaty i trociczki dla uczczenia wielkiego wkładu tych mędrców w rozwój doktryny zen. Już wcześniej wspomnieliśmy, że zapoczątkowany przez mnichów zenistycznych rytuał picia herbaty z czarki przed wizerunkiem Bodhidharmy położył podwaliny pod ceremoniał herbaciany. Teraz dodajmy, że ołtarz świątyni zen stał się prototypem tokonomy - honorowego miejsca w domu japońskim, gdzie umieszcza się malowidła i kwiaty ku zbudowaniu gości.

                                Wszyscy nasi wielcy mistrzowie ceremonii herbacianej studiowali zen i starali się stosować jego wskazówki w codziennym życiu. Toteż pawilon oraz utensylia potrzebne do ceremonii odzwierciedlają wiele z tej doktryny. Właściwe rozmiary klasycznego pawilonu herbacianego (cztery i pół maty, czyli 7,3 m2) ustalił passus sutry Wikramaditji. Tam to czytamy, że Wikramaditja podjął bodhisattwę Manczuśriego(19)oraz osiemdziesiąt cztery tysiące uczniów Buddy w pomieszczeniu takich właśnie rozmiarów -alegoria ta opiera się na teorii, że dla prawdziwie oświeconego przestrzeń nie istnieje. Roji - ścieżka ogrodowa prowadząca z machiai do pawilonu herbacianego oznacza pierwszy etap medytacji: przejście ku samooświeceniu. Roji ma za zadanie przeciąć więzy ze światem zewnętrznym i wywołać nowe doznania wiodące do pełnej satysfakcji estetycznej w samym pawilonie herbacianym. Kto szedł po takiej ścieżce w cieniu wiecznie zielonych drzew, po regularnych nieregularnościach kamieni, pod którymi leża suche sosnowe igły, mijając pokryte mchem granitowe latarnie - nigdy nie zapomni uczucia, że duch jego wzbił się ponad codzienne myśli. Choćbyśmy byli w samym centrum miasta, czujemy się jak w lesie, z dala od kurzu i zgiełku cywilizacji. Wielka była pomysłowość mistrzów ceremonii herbacianej, jeśli potrafili stworzyć takie wrażenie spokoju i czystości. Każdy mistrz dążył do wzbudzenia uczuć innej natury w kroczących po roji. Niektórzy, jak na przykład Rikyu, zmierzali do wywołania uczucia absolutnej samotności i twierdzili, że sekret tworzenia roji zawarty jest w starej pieśni:

                                Spoglądam wstecz;

                                Nie ma kwiatów

                                Ani barwnych liści.

                                Na morskiej plaży

                                Samotna chata stoi

                                W gasnącym świetle

                                Jesiennego wieczoru.

                                Inni, jak Kobori Enshu, poszukiwali odmiennych efektów. Enshu mówił, że ideę ogrodowej ścieżki można znaleźć w następującej strofce:

                                Grupka letnich drzew,

                                Odrobina morza,

                                Blady księżyc wieczorny.

                                Nietrudno zgadnąć, co miał na myśli. Chciał stworzyć atmosferę, w której dusza, dopiero co przebudzona, jeszcze tkwiąc pośród cienistych marzeń przeszłości i kąpiąc się w słodkiej nieświadomości łagodnego duchowego światła, tęskni do wolności znajdującej się gdzieś w innej przestrzeni.
                                • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 04.02.12, 03:52
                                  Tak przygotowany gość w skupieniu zbliża się do sanktuarium. Jeśli jest samurajem, pozostawia miecz na stojaku pod okapem, pawilon herbaciany bowiem różni się od innych i tym, że stanowi domostwo zgody. Po czym gość pochylając się nisko wpełza do pawilonu przez maleńkie drzwi, mające nie więcej niż 90 cm wysokości. Ten proceder dotyczy wszystkich gości bez wyjątku wysoko i nisko urodzonych, i ma na celu zaszczepienie pokory. Kolejność wejścia ustalą się wspólnie podczas oczekiwania w machiai, goście pojedynczo i bezgłośnie wchodzą, zajmuje swoje miejsca, po drodze składając pokłon malowidłu lub kompozycji kwiatowej w tokonomie. Gospodarz wchodzi do pawilonu wtedy dopiero, gdy wszyscy goście zasiądą na miejscach i zapanuje całkowita cisza, której nie mąci nic, prócz szumu wody gotującej się w żelaznym kociołku. A kociołek śpiewa, ponieważ na jego dnie ułożono kawałki żelaza, tak by wydawały szczególną melodię, w której usłyszeć można przytłumione przez chmury echo wodospadu, dalekiego morza bijącego o skały, ulewy przedzierającej się przez bambusowy las lub szumu sosen na odległym wzgórzu. Nawet w dzień światło w pomieszczeniu jest przytłumione, gdyż nisko sięgający okap spadzistego dachu przepuszcza niewiele promieni słonecznych. Wszystko od sufitu po podłogę utrzymane jest w surowych kolorach; również goście ubrani są w stroje o dyskretnych barwach. Nad wszystkim unosi się patyna czasu, przedmioty nowe stanowią absolutne tabu, z wyjątkiem jednej, jedynej nuty kontrastu - bambusowego czerpaka i lnianej serwetki, obu nieskazitelnie białych i nowych. Jakkolwiek wyblakły wydawał by się pawilon i przybory herbaciane, wszystko odznacza się nieskazitelną czystością. W najciemniejszym kącie nie znajdziemy pyłka kurzu; gdyby nam się to udało, gospodarz nie byłby mistrzem ceremonii herbacianej. Jedną z pierwszych umiejętności wymaganych od mistrzów ceremonii jest umiejętność zamiatania, sprzątania i mycia, istnieje bowiem sztuka czyszczenia i sprzątania. Antycznego metalowego przedmiotu nie można atakować z pozbawionym skrupułów zapałem holenderskiej gospodyni. Nie ma również potrzeb wycierać wody kapiącej z wazonu z kwiatami, bo może ona sugerować rosę i chłód.

                                  Z tym łączy się przypowiastka o Rikyu świetnie ilustrująca ideę czystości, tak jak ja rozumieją mistrzowie ceremoniału herbacianego. Rikyu ob serwował swego syna Sho-ana zamiatającego i podlewającego ogrodowa ścieżkę. Kiedy Sho-an wykonał swe zadanie, Rikyu stwierdził: "Nie dość czysta" i kazał mu zacząć od nowa. Po godzinie ciężkiej pracy syn zwrócił się do ojca: "Nie ma tu już nic więcej do zrobienia. Kamienie zostały wyszorowane trzykrotnie, granitowe latarnie i drzewa zroszone wodą, mech i porosty błyszczą świeżą zielenią, żadnego listka, żadnej gałązeczki nie zostawiłem na ziemi!" "Głuptasie - zbeształ go mistrz - nie tak sprząta się ścieżkę." To mówiąc wszedł do ogrodu, potrząsnął drzewem i na ziemię posypały się purpurowe i złote liście, skrawki jesiennego brokatu. Rikyu żądał nie tylko czystości, lecz także naturalności i piękna. Nazwa "siedziba wyobraźni" sugeruje konstrukcję stworzoną w celu zaspokojenia indywidualnych potrzeb artystycznych. Pawilon herbaciany służy mistrzowi ceremonii, nie odwrotnie. Nie został zbudowany dla potomności i dlatego jest efemeryczny. Zasada, że każdy powinien posiadać własny dom, wywodzi się ze starego zwyczaju japońskiego: sintoistyczny przesad nakazuje opuścić dom po śmierci głównego jego mieszkańca. Być może istniały jakieś nie znane nam sanitarne przyczyny takiego postępowania. Inny dawny zwyczaj nakazywał, by dla każdego młodego małżeństwa budować nowy dom. To właśnie z tych powodów w dawnych czasach tak często przenoszono cesarską stolicę z jednego miejsca na drugie. Odbudowywanie co dwadzieścia lat świątyni Ise, najwyższego przybytku bogini słońca, jest przykładem jednego z owych starożytnych rytuałów który przetrwał do dziś. Przestrzeganie tych zwyczajów było możliwe przy takiej konstrukcji, jak ma nasza architektura drewniana - łatwej do rozebrania, łatwej do postawienia. Trwalsze budownictwo z cegły i kamienia uniemożliwiłoby przenosiny, jak to się później okazało po okresie Nora, kiedy przyjęliśmy z Chin bardziej masywne stabilne konstrukcje drewniane.

                                  Wraz z dominacją zenistycznego indywidualizmu w XV stuleciu ta dawna idea nabrała jednak głębszego sensu, kiedy poczęto ją wiązać z pawilonem herbacianym. Zen - zgodnie z buddyjski koncepcją przemijania i postulatem panowania ducha nad materią - uznawał dom za tymczasowe jedynie schronienie dla ciała. Samo ciało jest jak chatka na odludziu, lichy przytułek zbudowany z powiązanych ze sobą traw rosnących dokoła które po rozwiązaniu zamieniają się znowu w nieużytki. W pawilonie herbacianym przemijani sugeruje słomiana strzecha, kruchość wysmukłych filarów, lekkość bambusowej podpory wyraźny brak pieczołowitości w użyciu powszechnie dostępnych materiałów. To, co wieczne, odnaleźć można jedynie w duchu, który wcielony w proste otoczenie upiększa je subtelnym blaskiem swego wyrafinowania.

                                  Pawilon herbaciany winien być skonstruowany tak, by odpowiadał osobistym gustom, co oznacza urzeczywistnienie zasady żywotności sztuki. By być w pełni doceniona, sztuka musi wyrażać prawdę współczesnego życia. Nie znaczy to, że powinniśmy zapomnieć o potomności, a tylko że powinniśmy bardziej radować się teraźniejszością. Nie znaczy to również, iż możemy lekceważyć dzieła przeszłości, lecz że winniśmy przyswoić je naszej świadomości. Niewolnicze podporządkowanie tradycji i formułom krępuje wyrażanie indywidualności w architekturze. Można tylko zapłakać nad bezsensownym naśladownictwem europejskich budowli spotykanym dziś w Japonii. Nie sposób zrozumieć, dlaczego nawet w najbardziej postępowych krajach zachodnich architektura odznacza się zupełnym brakiem oryginalności i tak często jest powtórzeniem zarzuconych stylów. Być może żyjemy w okresie demokratyzacji sztuki i oczekujemy nadejścia wielkiego mistrza, który założy nowel dynastię. O, gdybyśmy bardziej kochali starożytnych, a mniej ich naśladowali! Ktoś kiedyś powiedział, że Grecy byli tak wielcy, ponieważ nigdy nie czerpali wzorów z antyku.

                                  Termin "siedziba pustki" wyraża nie tylko taoistyczna teorię wszechogarnięcia, lecz także koncepcję ciągle] potrzeby zmiany motywów dekoracyjnych. Pawilon herbaciany jest całkowicie pusty, z wyjątkiem tego, co można chwilowo w nim umieścić dla zaspokojenia czyjejś potrzeby estetycznej. Może to być przyniesiony na tę okazję jakiś specjalny przedmiot artystyczny i wówczas wszystko inne zostaje dobrane i urządzone tak, by uwypuklić piękno głównego obiektu. Nie sposób słuchać wielu utworów muzycznych naraz; prawdziwe zrozumienie piękna możliwe jest jedynie poprzez koncentrację na jakimś centralnym motywie. Dlatego sposób ozdabiania naszych pawilonów herbacianych odbiega od stosowanych na Zachodzie, gdzie wnętrze domu często zamienia się w muzeum. Dla Japończyka przyzwyczajonego do prostoty ornamentyki oraz częstych zmian dekoracji wnętrze zachodnie stale wypełnione licznymi obrazami, posągami i bezwartościowymi rupieciami sprawia wrażenie wulgarnego pokazu bogactwa. Napawanie się stałym widokiem nawet wielkiego dzieła wymaga zaiste niezwykłego umiłowania sztuki. Jakże bezgraniczna musi być zdolność artystycznego odczuwania u tych, którzy potrafią przebywać dzień w dzień pośród takiej mieszaniny kolorów i form, jaką często oglądać można w europejskich i amerykańskich domach.

                                  "Siedziba niesymetryczności" sugeruje następną fazę naszego schematu dekoracyjnego. Krytycy zachodni często komentują brak symetrii w dziełach sztuki japońskiej. Również i to zjawisko jest wynikiem oddziaływania poprzez zen ideałów taoizmu. Konfucjanizm o głęboko zakorzenionej koncepcji dualizmu oraz północny buddyzm z kultem triady bynajmniej nie przeciwstawiały się wyrażaniu symetrii. I jeśli uważnie przyjrzymy się starożytnym chińskim brązom czy sztuce religijnej z czasów dynastii Tang i okresu Nara, dostrzeżemy stałe dążenie do symetrii. W naszych
                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 04.02.12, 03:54
                                    Tak więc i w tym względzie japońska architektura wnętrz różni się od europejskiej - na Zachodzie przedmioty ustawia się symetrycznie na kominkach i wszędzie indziej. W domach zachodnich spotykamy się często z czymś, co wydaje się nam bezużytecznym powtórzeniem. Na przykład rozmawiamy z kimś, a spoza niego spogląda na nas jego portret. Zadajemy sobie wówczas pytanie, który z nich jest prawdziwy - ten z portretu czy ten, który mówi - i ogarnia nas dziwne uczucie, iż jeden z nich musi być fałszywy. Wielokrotnie siedzieliśmy przy świątecznym stole kontemplując wizerunki obfitości na ścianach jadalni, co przyprawiało zresztą nasz system trawienny o szok. Po co to ukazywanie ofiar polowań i łowiectwa, wypracowane, snycerskie wyobrażenia owoców i ryb? Po co te wystawy rodzinnych talerzy przypominające nam tych, którzy niegdyś jadali na nich, a dziś już nie żyją?

                                    Pozbawiona jakiejkolwiek wulgarności prostota powoduje, że pawilon herbaciany jest prawdziwym sanktuarium chroniącym od udręk zewnętrznego świata. Tam i tylko tam możemy poświęcić się niezakłóconej adoracji piękna. W XVI wieku w pawilonie herbacianym znajdowali zasłużone wytchnienie od pracy srodzy wojownicy i mężowie stanu zajmujący się zjednoczeniem i odbudową Japonii. W XVII stuleciu, w okresie sztywnego formalizmu rodu Tokugawa, było to jedyne miejsce, gdzie mogły się spotykać ze sobą artystyczne dusze. Wobec wielkich dziel sztuki nie istniał podział na daimyo(20), samurajów i ludzi z pospólstwa. Obecna industrializacja sprawiła, że prawdziwe wyrafinowanie staje się na całym świecie coraz rzadsze. Czy nie potrzebujemy teraz bardziej niż kiedykolwiek pawilonu herbacianego?

                                    V. Zrozumienie sztuki

                                    Czy znacie taoistyczną przypowieść o poskromieniu harfy?
                                    • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 07.02.12, 00:46
                                      Kiedyś, przed wiekami, w wąwozie Lungmen (Smoczy Wąwóz w Honanie) rosło drzewo paulownia, prawdziwy król lasu. Podnosiło głowę, aby rozmawiać z gwiazdami, a korzenie jego głęboko wrastały w ziemię, przeplatając swe spiżowe zwoje ze zwojami śpiącego pod nimi srebrnego smoka. I zdarzyło się, że potężny czarownik zrobił z tego drzewa cudowną harfę, której upartą duszę poskromić mógł jedynie największy z muzyków. Przez długi czas instrument przechowywano w skarbcu cesarza Chin, ale próżne były wszelkie wysiłki tych, którzy kolejno próbowali wydobyć z jego strun melodię. Mimo ich najgorliwszych starań z harfy wydobywały się jedynie chrapliwe tony pogardy, niezgodne z melodią pieśni, którą usiłowali śpiewać. Harfa odmawiała uznania mistrza.

                                      Wreszcie przybył Paj Ja, książę harfistów. Delikatnie pogłaskał harfę, jakby uspokajał nieokiełznanego konia, i pieszczotliwie dotknął jej strun. Śpiewał o przyrodzie i o porach roku, o wysokich górach i płynących wodach, aż obudził wspomnienia drzewa. Słodkie tchnienia wiosny ponownie muskały jego gałęzie. Spadające do wąwozu wodospady zaśmiały się do rozkwitających kwiatów. Niebawem dały się słyszeć rozmarzone głosy lata - niezliczone odgłosy owadów, delikatny szum deszczu, wołanie kukułki. Słuchajcie! Oto ryczy tygrys, a dolina mu odpowiada. Nadeszła jesień; w głuchej nocy ostry jak miecz księżyc iskrzy się nad oszronioną trawą. Oto królestwo zimy; w śnieżnym powietrzu wirują płatki niczym łabędzi puch i grad z okrutną rozkoszą uderza w konary drzew.

                                      Paj Ja zmienił tonację i zaśpiewał o miłości. Las skłonił się niczym zakochany młodzieniec głęboko zatopiony w myślach. Górą jak pyszna panna majestatycznie sunęła świetlana i piękna chmura; przechodząc ciągnęła za sobą po ziemi długi, czarny jak rozpacz cień. I znowu zmienił się nastrój; Paj Ja śpiewał teraz o wojnie, o szczęku stali i tratujących rumakach. W harfie rozszalała się burza jak przedtem w Lungmen, smok dosiadł błyskawicy i ogłuszająca lawina runęła przez wzgórza. Chiński cesarz w ekstazie spytał Paj Ja, w czym leży sekret jego sukcesu. "Panie - padła odpowiedź - inni ponieśli klęskę, śpiewali bowiem o sobie samych. Ja pozwoliłem harfie wybrać temat i doprawdy nie wiem, czy harfa stała się Paj Ja, czy też to Paj Ja był harfą."

                                      Ta przypowieść ilustruje tajemnicę zrozumienia sztuki. Dzieło sztuki to symfonia grana na naszych najdelikatniejszych uczuciach. Prawdziwą sztuką jest Paj Ja, a my harfą z Lungmen. Magiczny dotyk piękna budzi tajemne struny naszej istoty - drżąc i dygocąc odpowiadamy na wołanie. Dusza rozmawia z duszą. Słuchamy niewypowiedzianego, spoglądamy na niewidzialne. Mistrz wydobywa nie znane nam nuty. Dawno zapomniane wspomnienia powracają, nabierając nowego znaczenia. Nadzieja przytłumiona strachem, tęsknota, której się wypieramy - stają przed nami w nowym blasku. Nasze dusze są płótnem, na które artysta kładzie farby; ich odcienie są naszymi uczuciami, ich światłocień - światłem radości i cieniem smutku. Dzieło sztuki jest nami, tak jak my jesteśmy dziełem sztuki. Komunia dusz niezbędna dla zrozumienia sztuki opiera się na wzajemnych ustępstwach. Odbiorca musi wykształcić w sobie postawę pozwalającą na przyjęcie przesłania, artysta musi umieć je przekazać. Mistrz ceremonii herbacianej daimyo Kobori Enshu pozostawił nam te oto pamiętne słowa: "Do wielkiego malarstwa podchodź jak do wielkiego księcia." Aby zrozumieć dzieło sztuki, musimy ukorzyć się przed nim i z zapartym tchem czekać na jego najmniejszy znak. Wybitny krytyk z epoki Sung przyznał się kiedyś z rozbrajającą szczerością: "W młodości chwaliłem mistrza, którego obrazy mi się podobały, w miarę jednak jak nabierałem dojrzałości w sądach, chwaliłem siebie samego za to, że podoba mi się to, co mistrzowie wybrali, by mi się podobało." Godny ubolewania jest fakt, że doprawdy tak niewielu z nas zadaje sobie trud studiowania nastrojów wielkich mistrzów. Trwając z uporem w ignorancji wzbraniamy się wyświadczyć im tę prostą uprzejmość, a tym samym często nie dostrzegamy, jakie bogactwo piękna rozpościera się przed naszymi oczami. Mistrz zawsze ma coś do zaofiarowania, my zaś jesteśmy niezaspokojeni dlatego tylko, że nie umiemy tego docenić.

                                      Dla miłośnika dzieło sztuki staje się żyjącą rzeczywistością, z którą łączą go więzy przyjaźni. Mistrzowie są nieśmiertelni, ponieważ ich umiłowania i lęki odżywają w nas nieustannie. Przemawia do nas dusza, nie ręka, człowiek, nie technika - i im bardziej ludzkie jest wołanie, tym głębszy nasz odzew. Dzięki tajemnemu porozumieniu między nami i mistrzem cierpimy i radujemy się wraz z bohaterem poematu czy romancy. Chikamatsu Monzaemon, nasz japoński Szekspir, uważał, że autor winien uczynić z widza swego powiernika; przywiązywał do tego ogromne znaczenie i uznał za jedną z głównych zasad kompozycji dramatycznej. Kilku uczniów przedstawiło mu swe sztuki, ale tylko jedna z nich zyskała jego uznanie. Był to utwór przypominający do pewnego stopnia Komedię omyłek, gdzie bohaterowie bliźniacy cierpią, ponieważ każdego z nich bierze się za jego brata. "Ten utwór - stwierdził Chikamatsu - odznacza się dramatycznością, albowiem liczy się on z odbiorcą. Widowni pozwolono wiedzieć więcej niż postaciom. Wie ona, na czym polega pomyłka, i współczuje biednym bohaterom, którzy nieświadomie dążą ku swemu przeznaczeniu."

                                      Wielcy mistrzowie i Wschodu, i Zachodu zawsze pamiętali, jak ważnym chwytem wciągającym widza do zmowy jest sugestia. Czy można kontemplować dzieło sztuki nie czując lęku przed niezmiernym horyzontem przedstawionych nam myśli? Jakże bliskie i miłe są takie dzieła sztuki, a jakże zimne w porównaniu z nimi nowoczesne banały! W pierwszych czujemy ciepło promieniujące z ludzkiego serca, w drugich tylko formalny ukłon. Człowiek współczesny zaabsorbowany techniką rzadko wznosi się ponad siebie samego. Jak muzyk na próżno zaklinający harfę z Lungmen śpiewa on tylko o sobie. Jego dzieła mogą być bliższe nauce, ale oddalają się od człowieka. W Japonii istnieje stare powiedzenie, że kobieta nie może kochać naprawdę próżnego mężczyzny, gdyż w jego sercu nie ma szczeliny, przez którą mogłaby się wśliznąć i wypełnić je miłość. W sztuce próżność jest równie zabójcza dla uczuć tak artysty, jak publiczności.

                                      Nie ma nic świętszego niż unia pokrewnych dusz w sztuce. W chwili spotkania miłośnik sztuki wykracza poza samego siebie. Jest i nie ma go jednocześnie. Uchwycił mgnienie Nieskończoności, ale nie znajduje słów dla wyrażenia rozkoszy, gdyż oczy nie maja języka. Zrzuciwszy okowy materii, duch jego porusza się w rytmie rzeczy. Tak oto sztuka staje się pokrewna religii i uszlachetnia ludzkość. To właśnie uświęca dzieło sztuki. W dawnych czasach Japończycy otaczali dzieła artystów niezwykłą czcią. Mistrzowie ceremonii herbacianej strzegli swych skarbów niczym tajemnicy religijnego misterium i aby dotrzeć do samego sanktuarium - opakowania z jedwabiu, w którego miękkich zwojach spoczywała świętość nad świętościami - trzeba było często otworzyć wiele pudełek umieszczonych jedno w drugim. Rzadko pokazywano sama świętość, a jeśli, to tylko wtajemniczonym.

                                      W szczytowym okresie herbatyzmu generałom Taiko większą przyjemność sprawiłby podarunek z rzadkiego dzieła sztuki niż nadanie ziem, którymi nagradzano ich za odniesione zwycięstwa. Wątek utraty i odzyskania znakomitego dzieła sztuki pojawia się w wielu naszych ulubionych dramatach. Przykładem może być sztuka, w której, wskutek nieuwagi pełniącego straż samuraja, nagle wybuchł pożar w pałacu księcia Hosokawa gdzie znajd owal się słynny zwój Sessona przedstawiający Bodhidharmę. Zdecydowany uratować cenne malowidło, nie bacząc na nic rzucił się samuraj do płonącego budynku, porwał kakemono, lecz odwrót odcięły mu płomienie.
                                      • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 13.02.12, 23:13
                                        Troszcząc się jedynie o dzieło, przeciął sobie ciało mieczem, oderwał rękaw szaty, owiną) weń malowidło i włożył do otwartej rany. Pożar w końcu ugaszono. Pośród żarzących się węgli znaleziono na wpół spalone ciało, a w nim nietknięty przez ogień skarb. Tego rodzaju przerażające opowieści świadczą zarówno o tym, jak ogromna wartość przywiązywaliśmy do dzieł sztuki, jak i o oddaniu obdarzonego zaufaniem samuraja.

                                        Musimy jednakże pamiętać, że sztuka ma wartość jedynie wówczas, kiedy do nas przemawia. Jej język mógłby być uniwersalny, gdyby uniwersalne były uczucia. Niedoskonałość naszej natury, siła tradycji i konwencji, a także odziedziczone instynkty ograniczają zakres naszych możliwości rozkoszowania się sztuka. Nawet nasza indywidualność w pewnym sensie określa granice zrozumienia sztuki; nasza estetyczna osobowość szuka powinowactwa w dziełach przeszłości. To prawda, że wraz z rozwojem kultury duchowej rozszerzają się możliwości zrozumienia sztuki i potrafimy rozkoszować się nie znanymi nam dorad sposobami wyrażania piękna. Przede wszystkim jednak widzimy we wszechświecie tylko nasz własny obraz - osobiste nawyki dyktują nam sposób percepcji. Mistrzowie ceremonii herbacianej kolekcjonowali jedynie takie przedmioty, które całkowicie mieściły się w ramach ich indywidualnej oceny sztuki. Przypomina mi się tutaj opowieść o Koborim Enshu. Uczniowie gratulowali mu, iż w doborze przedmiotów swej kolekcji dał świadectwo znakomitego smaku. Powiedzieli mu: "Każdy z nich jest taki, że trzeba go podziwiać, co świadczy o tym, że masz, mistrzu, gust lepszy niż Rikyu, gdyż jego kolekcję docenić mógł tylko jeden na tysiąc oglądających." Enshu ze smutkiem odparł: "Dowodzi to jedynie, jak bardzo jestem pospolity. Wielki Rikyu ośmielał się kochać te przedmioty, które osobiście do niego przemawiały, ja natomiast nieświadomie zaspokajam gust większości. Zaiste, to Rikyu był jednym na tysiąc pośród mistrzów ceremonii herbacianej."

                                        Doprawdy żałować należy, że entuzjazm, jaki budzi w dzisiejszych czasach sztuka, nie opiera się na jej prawdziwym odczuciu. W naszej demokratycznej dobie ludzie, niezależnie od swoich własnych uczuć, krzykliwie domagają się czegoś, co powszechnie uznano za najlepsze. Chcą rzeczy kosztownych, niewyrafinowanych, modnych, nie pięknych. Dla mas oglądanie ilustrowanych czasopism, produktu godnego ich uprzemysłowienia jest łatwiejszym pożywieniem, dostarcza im więcej artystycznej przyjemności niż dawni mistrzowie włoscy czy mistrzowie ery Ashikaga, których rzekomo podziwiają. Imię artysty znaczy dla nich więcej niż jakość jego pracy. Jak narzekał już przed wiekami chiński krytyk: "Ludzie oceniają obrazy uchem." To brak autentyzmu w ocenie dzieła spowodował, że w którąkolwiek stronę się zwrócimy, otaczają nas okropności pseudoklasycyzmu.

                                        Często popełniamy inny jeszcze błąd: mylimy sztukę z archeologią. Jedną z najlepszych cech ludzkiej natury jest szacunek dla starożytności i radzi bylibyśmy, gdyby jeszcze bardziej go kultywowano. Słusznie czcimy dawnych mistrzów, oni bowiem utorowali drogę przyszłemu oświeceniu. Już sam fakt, że bez uszczerbku przetrwali stulecia krytyki i dotarli do nas w chwale, budzi respekt. Byłoby jednak wysoce nierozsądne, gdybyśmy mierzyli ich osiągnięcia prostą skalą wieku. Mimo to pozwalamy, aby sympatia do historii brała górę nad estetycznym rozeznaniem. Kwiaty uznania ofiarowujemy wówczas, kiedy artysta bezpiecznie spoczywa w grobie. Brzemienny w teorie ewolucji wiek XIX wykształcił w nas ponadto nawyk tracenia z oczu jednostki i dostrzegania tylko gatunków. Kolekcjoner zdobywa egzemplarze charakterystyczne dla jakiegoś okresu lub szkoły, zapominając, że jedno dzieło sztuki może nauczyć nas więcej niż wiele przeciętnych produktów danego okresu czy szkoły. Za dużo klasyfikujemy, za mało się cieszymy. Poświęcamy estetykę na rzecz tak zwanej naukowej metody wystawiennictwa, co jest zgubą wielu muzeów.

                                        W żadnym wypadku nie wolno nam ignorować wymagań sztuki współczesnej. Sztuka dnia dzisiejszego naprawdę należy do nas: jest naszym własnym odbiciem. Potępiając ją, potępiamy siebie samych. Mówimy, że nasze stulecie nie stworzyło sztuki; kto jest za to odpowiedzialny? Wstyd doprawdy, że mimo pochwalnych pieśni o starożytnych tak mało zwracamy uwagi na własne możliwości. Szamoczący się artyści, znużone istoty snujące w cieniu chłodnej pogardy! Skąd mają czerpać natchnienie w naszym egocentrycznym stuleciu? Przeszłość może litościwie spoglądać na ubóstwo naszej cywilizacji, ale przyszłość śmiać się będzie z jałowości naszej sztuki. Niszcząc piękno w życiu, niszczymy sztukę. O gdybyż jakiś wielki czarownik wyrzeźbił z pnia społeczeństwa harfę, której struny rozśpiewałyby się pod dotykiem geniusza!
                                        • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 15.02.12, 00:55
                                          VI. Kwiaty

                                          Czy nie wydaje ci się w drżącym blasku wiosennego poranka, kiedy pośród drzew ptaki ćwierkają w tajemniczych kadencjach, że ptasie parki rozmawiają o kwiatach? U ludzi upodobanie do kwiatów narodziło się zapewne wraz z poezją miłosną. Cóż bardziej niż kwiat -słodki w swej nieświadomości, wonny, bo niemy - pozwala nam wyobrazić sobie rozkwit dziewiczej duszy? Pierwotny mężczyzna ofiarowując swej wybrance pierwszą girlandę wyzwolił się ze stanu zwierzęcości. Stał się człowiekiem wznosząc się ponad surowe wymogi natury. Wkroczył do królestwa sztuki, kiedy dostrzegł subtelną użyteczność bezużytecznego.

                                          W radości i smutku kwiaty są naszymi wiernymi przyjaciółmi. Z nimi jemy, pijemy, śpiewamy, tańczymy i flirtujemy. Zawieramy śluby i chrzcimy. Nie odważylibyśmy się bez nich umierać. Boga czcimy lilią, medytujemy w pozycji lotosu, nawet w szyku bojowym stawaliśmy z różą i chryzantemą. Próbowaliśmy przemawiać językiem kwiatów. Jakże moglibyśmy bez nich żyć? Strach wyobrazić sobie świat ogołocony z kwiatów. Jakąż pociechą są przy łóżku chorego i jakim światłem szczęścia w mrokach dla znużonej duszy! Pogodne i delikatne przywracają nam słabnącą ufność do świata, podobnie jak skupione spojrzenie pięknego dziecka wskrzesza nasze stracone nadzieje. A kiedy już spoczywamy pod ziemia, to właśnie kwiaty pochylają się w rozpaczy nad naszymi grobami. Niepodobna jednak ukryć - jakkolwiek to przykre - że mimo naszej sympatii do kwiatów nie oddaliliśmy się zbytnio od stanu zwierzęcego, Niewiele trzeba, by tkwiący w nas pod owczą skórą wilk ukazał kły. Mówi się, że człowiek w wieku lat dziesięciu jest zwierzęciem, w wieku lat dwudziestu szaleńcem, trzydziestu - bankrutem, czterdziestu - oszustem, a pięćdziesięciu - przestępcą. Może dlatego staje się przestępca, że nigdy nie przestał być zwierzęciem. Nie ma dla nas nic rzeczywistego prócz głodu, nic świętego prócz naszych własnych pragnień. Na naszych oczach waliła się świątynia za świątynią, ale jeden ołtarz zawsze się ostawał - ten, na którym palimy kadzidła przed największym bóstwem, nami samymi! Nasz Bóg jest wielki, a pieniądz jest jego prorokiem! Dewastujemy przyrodę, żeby składać mu ofiary. Chełpimy się zwycięstwem odniesionym nad materia, a zapominamy, że to ona nas ujarzmiła. Ileż okrucieństw popełniamy w imię wyrafinowania i kultury!

                                          O delikatne kwiaty, łzy gwiazd, rosnące w ogrodach, skłaniające główki ku pszczołom, kiedy śpiewają o rosie i promieniach słońca, powiedzcie mi, czy jesteście świadome przerażającego losu, jaki was czeka? Śpijcie nadal, kołyszcie się i swawolcie w delikatnym powiewie letniego wiatru, póki to możliwe. Jutro bezlitosna ręka zaciśnie się na waszych gardłach. Zerwie, porani i przeniesie daleko od waszych spokojnych domów. Zabójca waszym może być przechodząca wróżka. Może będzie wam mówić, jakie jesteście piękne, podczas gdy palce jej będą jeszcze broczyły waszą krwią. Powiedzcie mi, czy na tym polega dobroć? Los może uwięzić was we włosach kogoś, o kim wiadomo, że jest bez serca, albo w butonierce kogoś, kto nie śmiałby spojrzeć wam w twarz, gdybyście były ludźmi. Może się zdarzyć, że przypadnie wam w udziale uwięzienie w ciasnym wazonie, gdzie tylko stojącą wodą gasić będziecie wasze szalone pragnienie, które zapowiada agonię.

                                          O kwiaty, jeśli zamieszkujecie w kraju mikada, możecie ujrzeć pewnego dnia groźną postać uzbrojoną w nożyce i maleńką pilę. To Mistrz Kwiatów. Rości on sobie prawa lekarza. Będziecie nienawidzić go instynktownie, wiedząc, że lekarze zawsze próbują przedłużać udrękę swoich ofiar. Będzie was przycinał, zginał i wykręcał w najbardziej nieprawdopodobny sposób, zmuszając, byście rosły tak, jak on uważa za właściwe. Naciągnie wasze mięśnie i przemieści kości niczym osteopata. Przypali was rozżarzonym węglem, aby wstrzymać krwawienie, przeszyje drutem, aby wzmóc krążenie. Karmić was będzie solą, octem, ałunem, a czasem i kwasem siarkowym. Lać będzie wrzątek na wasze stopy, kiedy wydawać mu się będzie, że mdlejecie. I dumny będzie, że utrzymał was przy życiu kilka tygodni dłużej, niż byłoby to możliwe bez jego kuracji. Czy nie wolałybyście, by zgładzono was od razu po wzięciu do niewoli? Jakież to zbrodnie popełniłyście w poprzednich wcieleniach, by zasłużyć na podobna karę? Bezsensowne marnotrawstwo kwiatów w społeczeństwach zachodnich jest jeszcze bardziej przerażające niż ich traktowanie przez Mistrza Kwiatów na Wschodzie. Przeogromna musi być liczba kwiatów ścinanych codziennie dla ozdoby sal balowych i biesiadnych stołów Europy i Ameryki, a wyrzucanych nazajutrz; gdyby spleść je ze sobą, mogłyby opasać girlandą kontynent. Wobec tej całkowitej beztroski trwonienia życia wina Mistrza Kwiatów wydaje się nieznaczna. On przynajmniej respektuje oszczędność natury, wybiera swe ofiary z ostrożną przezornością, a po śmierci oddaje honor ich szczątkom. Na Zachodzie szafowanie kwiatami przydawać ma wystawności bogactwu - ot, kaprys chwili. Co się z nimi dzieje po skończonej uczcie? Nic smutniejszego niż zwiędły kwiat rzucony bezlitośnie na kupę gnoju.
                                          • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 19.02.12, 06:17
                                            Dlaczego kwiaty są tak piękne, a zarazem tak nieszczęsne? Owady mają żądła, najpotulniejsze nawet bydlęta walczą, kiedy zostają osaczone. Ptaki, których piór poszukuje się do przyozdabiania kapeluszy, mogą umknąć swemu prześladowcy, a zwierzęta, w których futra chętnie się stroimy, mogą się przed nami skryć. Niestety! Jedyny kwiat, jaki posiada skrzydła, to motyl; wszystkie inne są bezbronne wobec oprawcy. Choćby nawet krzyczały w śmiertelnej agonii - ich płacz nigdy nie sięgnie naszych uodpornionych uszu. Zawsze jesteśmy okrutni w stosunku do tych, którzy kochają nas i służą nam w milczeniu, może jednak nadejść czas, kiedy wskutek naszego własnego okrucieństwa zostaniemy opuszczeni przez tych najlepszych przyjaciół. Czy nie zauważyliście, że coraz mniej widać polnych kwiatów? Może ich mędrcy doradzili im, żeby odeszły aż do czasu, kiedy człowiek stanie się bardziej ludzki. Być może przeniosły się do nieba.

                                            Wiele dobrego można natomiast rzec o hodowcach roślin. "Człowiek doniczki jest znacznie bardziej humanitarny niż "człowiek nożyc". Budzi nasze uznanie jego troska o wodę i światło słoneczne, jego walka z pasożytami, strach przed przymrozkami, niepokój, że pączki pojawiają się zbyt wolno, i zachwyt, kiedy listki osiągają połysk. Na Wschodzie sztuka hodowania kwiatów doniczkowych jest bardzo stara, a miłość poety do ukochanej rośliny często znajdowała wyraz w opowiadaniach i pieśniach. W okresie rozkwitu ceramiki za dynastii T'ang i Sung wyrabiano podobno cudowne naczynia do hodowania roślin: nie donice, lecz klejnotami zdobione pałace. Każdy kwiat miał specjalnego opiekuna, którego zadaniem było czyszczenie jego liści miękkim pędzelkiem z zajęczego włosia. Pisano (Jüan Czun-liang, P'ing-cy). iż peonie winna podlewać piękna dziewczyna w uroczystych szatach, a zimową śliwę blady, szczupły mnich. W Japonii jeden z najpopularniejszych tańców no, hachinoki, skomponowany w erze Ashikaga(21), jest osnuty na historii zubożałego rycerza, który w lodowatą noc nie mając drewna na podpałkę ściął pielęgnowane przez siebie rośliny, by ugościć wędrownego zakonnika. Mnich ów to w rzeczywistości Hojo Tokiyori, Harun-ar-Raszid naszych baśni, i ofiara zostaje oczywiście nagrodzona. Sztuka ta po dziś dzień niezmiennie wyciska Izy z oczu publiczności tokijskiej.

                                            Podejmowano wszelkie środki ostrożności, by ochronić delikatne, rozwijające się kwiatv. Cesarz Süan-cung z dynastii Tang zawieszał maleńkie złote dzwoneczki na gałęziach drzew swego ogrodu, żeby odstraszyć ptaki. On to wybrał się wiosną do ogrodu z dworską orkiestrą, by uraczyć kwiaty delikatną muzyką. W jednym z japońskich klasztorów (Sumadera, koło Kobe) zachowała się osobliwa tabliczka, którą tradycja przypisuje Yoshitsune(22), bohaterowi naszych legend arturiańskich. Jest to ostrzeżenie mające chronić szczególnie piękną śliwę; nas uderza w nim groźny humor owych wojennych czasów. Inskrypcja opisuje niezwykłą urodę pączków, dalej zaś ostrzega: "Ktokolwiek utnie z tego drzewa choćby jedyna gałązkę, postrada palec." O gdybyż podobne prawo wprowadzono dzisiaj przeciwko tym, którzy bezmyślnie niszczą kwiaty i kaleczą dzieła sztuki!

                                            Lecz nawet hodowcę kwiatów doniczkowych mamy prawo podejrzewać o egoizm. Dlaczego zabierać rośliny z ich domostw i żądać, by kwitły w obcym otoczeniu? Czyż to nie tak jak żądać, by ptaki śpiewały i rozmnażały się zamknięte w klatkach? Któż oprócz orchidei wie, jak bardzo dławi ją sztuczny upał cieplarni i jak beznadziejnie wzdycha do swego południowego nieba?

                                            Idealny miłośnik kwiatów to ten, kto odwiedza je w ich rodzimym miejscu, jak T'ao Jüan-ming(23), który zasiadał przed połamanym bambusowym płotem, żeby porozmawiać z dziką chryzantemą, lub Lin Ho-cing, który upajał się tajemnym aromatem przechadzając się o zmierzchu pośród kwitnących śliw nad Zachodnim Jeziorem. Powiadano, że Czou Mou-szu sypiał na łodzi, by sny jego mogły mieszać się ze snami lotosu. To samo uczucie przepełniało cesarzową Komio, jedną z najsławniejszych władczyń Nary, kiedy śpiewała: "O kwiecie! Jeśli zerwę cię, ręka moja cię zbezcześci. Ofiaruję cię, tak jak rośniesz sobie na łące, buddom przeszłości, teraźniejszości i przyszłości."
                                            • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 24.02.12, 13:19
                                              Nie bądźmy jednak zbyt sentymentalni. Spróbujmy być mniej rozrzutni, a bardziej wspaniałomyślni. Lao-cy mówił: "Niebo i ziemia są bezlitosne. Kobo Daishi powiedział: "Płyń, płyń, płyń, płyń. Prąd życia zawsze rwie do przodu. Umieraj, umieraj, umieraj, umieraj. Śmierć przychodzi do wszystkich." Gdziekolwiek się obrócimy, stajemy twarzą w twarz z zagładą. Zagłada pod nami i nad nami, za nami i przed nami. Jedynie przemiana jest wieczna - dlaczegoż by nie witać śmierci z taka samą radością jak życia? Wzajemnie się one uzupełniają - Noc i Dzień Brahmy. Ponowne narodziny możliwe są tylko poprzez rozpad tego, co stare. Czcimy Śmierć, nieubłaganą boginię litości, pod wieloma różnymi imionami. To cieniom wszechpochłaniającego w żywiole ognia oddawali cześć gwebrowie. To przed lodowatą czystością duszy-miecza sintoistyczna Japonia korzy się po dziś dzień. Mistyczny ogień pochłania nasze słabości, święty miecz przecina więzy pożądania. Z naszych prochów powstaje feniks boskich nadziei. Z wolności rodzi się wyższy stopień świadomości człowieczeństwa.

                                              Dlaczegóż by nie niszczyć kwiatów, jeśli możemy tym samym stworzyć nowe formy uszlachetniające ideę świata? Żądamy od kwiatów tylko tyle, by przyłączyły się do naszej ofiary na rzecz piękna. Odpokutujemy za ten czyn poświęcając się czystości i prostocie. Tak właśnie rozumowali mistrzowie ceremoniału herbacianego, kiedy ustanowili kult kwiatów.

                                              Kto zna zwyczaje naszych mistrzów herbaty i kwiatów, ten z pewnością zwrócił uwagę na religijne uwielbienie, jakim darzyli kwiaty. Nie zrywają ich na chybił trafił, lecz pieczołowicie wybierają każdą gałązkę, mając na względzie artystyczną kompozycję. Czuliby się zawstydzeni, gdyby zdarzyło im się ściąć więcej niż absolutnie konieczne. Warto przy okazji zauważyć, że zawsze łączą oni kwiat z liśćmi, jeśli tylko to możliwe, ich celem bowiem jest przedstawienie całego piękna roślinnego życia. Pod tym względem, jak i pod wieloma innymi, postępują oni inaczej niż na Zachodzie, gdzie zobaczyć możemy kwiaty o bezlistnych łodygach, jak gdyby bez ciała, bezładnie wsadzone do wazonu.

                                              Ułożywszy bukiet wedle swojego upodobania, mistrz ceremonii herbacianej umieszcza go w tokonomie, honorowym miejscu japońskiego wnętrza. W pobliżu nie ma niczego, co mogłoby zakłócać efekt, nie ma nawet obrazu - chyba że jest jakiś specjalny powód do takiego zestawienia. Króluje tam więc jak książę na tronie, a wchodzący do pomieszczenia goście lub uczniowie witają go głębokim pokłonem, zanim zwrócą się do gospodarza. Z wyjątkowo pięknych bukietów robi się rysunki i publikuje je ku pouczeniu amatorów. Istnieje w tej dziedzinie przebogata literatura. Gdy kwiat więdnie, mistrz delikatnie powierza go rzece lub ostrożnie składa do ziemi. Czasem wznosi nawet pomnik ku jego czci.
                                              • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 07.03.12, 00:24
                                                Sztuka układania kwiatów narodziła się prawdopodobnie równocześnie z herbatyzmem, w XV wieku. Legendy przypisują pierwsze kompozycje kwietne wczesnym świętym buddyjskim, którzy zbierali kwiaty połamane przez burzę i w nieskończonej trosce o wszystko, co żyje, umieszczali je w naczyniach z wodą. Za jednego z najwcześniejszych adeptów tego kultu uważany jest Soami, wielki malarz i znawca sztuki na dworze Ashikagi Yoshimasy. Do jego uczniów zaliczał się Juko, mistrz ceremonii herbaty, oraz Senno, założyciel rodu Ikenobo - rodziny tak sławnej w annałach kwiaciarstwa jak rodzina Kano w malarstwie. Wraz z udoskonaleniem ceremoniału herbacianego za czasów Rikyu, pod koniec XVI wieku, sztuka układania kwiatów sięgnęła szczytu. Rikyu i jego następcy - sławni Oda Uraku, Furuta Oribe, Koetsu, Kobori Enshu oraz Katagiri Sekishu(24) - rywalizowali ze sobą w tworzeniu nowych kompozycji. Pamiętajmy jednak, że cześć, jaką mistrzowie ceremonii herbacianej oddawali kwiatom, stanowiła tylko część estetycznego rytuału, a nie odrębny kult. Aranżacja kwiatowa, jak wszystkie dzieła sztuki w pawilonie herbacianym, była podporządkowana ogólnym założeniom dekoracji. Tak więc Sekishu zakazał używania białych kwiatów śliwy, kiedy w ogrodzie leży jeszcze śnieg. "Krzykliwe" kwiaty bezlitośnie wygnano z pawilonu herbacianego. Kompozycja bukietu ułożonego przez mistrza ceremonii herbacianej traci swe znaczenie, jeśli usuniemy go z miejsca, dla którego był przeznaczony, gdyż formę jego i proporcje dostosowano do konkretnego otoczenia.

                                                Kult kwiatu jako takiego zrodził się w połowie XVII wieku wraz z pojawieniem się tytułu Mistrza Kwiatów. Kwiat stał się niezależny od pawilonu herbacianego i nie podlegał innym prawom niż te, jakie narzucało naczynie. Stały się możliwe nowe koncepcje i sposoby kompozycji kwiatowych, a w rezultacie powstało wiele zasad i szkół. Jeden z pisarzy potowy ubiegłego wieku twierdzi, iż istniało ponad sto różnych szkól układania kwiatów. Ogólnie rzecz biorąc, dzielą się one na dwie główne grupy: formalistyczna i naturalistyczna. Szkoły formalistyczne, na czele których stała rodzina Ikenobo, dążyły do ideału klasycznego odpowiadającego akademizmowi Kano. Istnieją opisy układów kwiatowych wczesnych mistrzów tej szkoły. Stanowiły one niemal reprodukcje obrazów Sansetsu i Tsunenobu(25) przedstawiających kwiaty. Szkoła naturalistyczna natomiast, jak sama nazwa wskazuje, wzięła sobie za model naturę, dopuszczając jedynie takie modyfikacje formy, jakie prowadziły do wyrażenia całości artystycznej. W dziełach tej szkoły rozpoznajemy te same impulsy, które zrodziły szkoły malarstwa ukiyoe i shijo.

                                                Gdybyśmy mieli czas, byłoby rzeczy interesującą spenetrować głębiej, niż jest to teraz możliwe, zasady kompozycji i detali, sformułowane przez różnych mistrzów układania kwiatów z tego okresu; dotarlibyśmy wówczas do podstawowych koncepcji, które dominowały w okresie Tokugawa. Okazałoby się, że odwołują się one do zasady najwyższej (Niebo), zasady podporządkowanej (Ziemia) i zasady pośredniej (człowiek); aranżację, która nie uwzględniała tych zasad, uznawano za jałowa i martwą. Kładziono również nacisk na traktowanie kwiatów w trzech aspektach: formalnym, półformalnym i nieformalnym. Można powiedzieć, iż pierwszy z nich to kwiaty w majestatycznej sukni balowej, drugi - ubrane ze swobodną elegancją w suknię popołudniowa, trzeci - w czarującym buduarowym dezabilu.
                                                • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 14.03.12, 02:36
                                                  Osobiście przekładam raczej kompozycję kwiatową stosowaną przez mistrza ceremonii herbacianej nad kompozycję mistrza aranżowania kwiatów. Pierwsza z nich to sztuka we właściwym jej otoczeniu i przemawia do nas poprzez swój bliski związek z życiem. Chętnie nazwałbym tę szkołę naturalna, w odróżnieniu od naturalistycznej i formalistycznej. Mistrz ceremonii herbacianej sadzi, że obowiązki jego kończą się na doborze kwiatów, i pozwala im snuć swą własna opowieść. Wchodząc późną zima do pawilonu herbacianego możemy ujrzeć wiotka gałązkę dzikiej wiśni zestawiona z pączkiem kamelii - to echo odchodzącej zimy i zapowiedź wiosny. A kiedy przychodzimy na południowa herbatę w irytująco gorący letni dzień, w ciemnym chłodzie tokonomy możemy zobaczyć jedną, jedyną lilię w wiszącym pojemniku: pokryta kropelkami rosy wydaje się patrzeć z uśmiechem na znikomość życia. Solo kwiatowe może być interesujące, ale koncert, w którym bierze udział również malarstwo i rzeźba, staje się czymś oszałamiającym. Sekishu umieścił kiedyś wodne rośliny w płaskim naczyniu, chcąc zasugerować roślinność jezior i moczarów, a na ścianie nad nimi powiesił obraz Soamiego, przedstawiający dzikie kaczki w locie. Shoha(26), inny mistrz ceremonii herbacianej, połączył wiersz o pięknie samotności nad brzegiem morza z brązową kadzielnicą w kształcie chaty rybackiej oraz dzikimi kwiatami wybrzeża. Jeden z gości zanotował, iż w całej kompozycji czuło się powiew odchodzącej jesieni.

                                                  Historie o kwiatach są nieprzebrane, ale przytoczę jeszcze tylko jedną. W XVI wieku powój był u nas rośliną rzadką. Rikyu zapełnił nim cały ogród i pielęgnował go wytrwale. Sława jego powojów dotarła do uszu Tatko, który wyraził życzenie obejrzenia ich. Rikyu zaprosił go więc do siebie na poranną herbatę. W oznaczonym dniu Taiko przeszedł się po ogrodzie, nigdzie nie znajdując ani śladu powoju. Ziemia była wyrównana, posypana kamyczkami i piaskiem. Rozzłoszczony despota wszedł do pawilonu herbacianego, gdzie zobaczył coś, co przywróciło mu dobry humor. W tokonomie w cennym brązowym naczyniu z epoki Sung spoczywał jeden jedyny powój - król całego ogrodu!


                                                  Czaro.
                                                • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 21.03.12, 01:52
                                                  W takich oto chwilach pojmujemy w pełni sens ofiary kwiatów. Może i kwiaty ją doceniają. Nie są przecież tchórzami, jak ludzie. Niektóre z nich w śmierci zyskują splendor - na przykład japońskie wiśnie, kiedy poddają się dobrowolnie wiatrom. Wie o tym każdy, kto stał przed pachnącą lawiną płatków w Yoshino lub Arashiyama. Przez chwilę unoszą się one w powietrzu jak wysadzane klejnotami chmury i tańczą nad kryształowymi strumieniami; po czym odpływając na roześmianych falach wydają się mówić: "Żegnaj, wiosno! Odchodzimy w wieczność!"

                                                  zaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 29.03.12, 13:07
                                                    VII. Mistrzowie ceremonii herbacianej


                                                    W religii przyszłość jest za nami. W sztuce teraźniejszość jest wiecznością. Mistrzowie ceremonii herbacianej utrzymywali, że naprawdę docenić sztukę mogą tylko ci, którzy uczynili z niej trwały składnik swego istnienia. Tak więc starali się dostosować codzienne życie do wyrafinowania, jakie panowało w pawilonie herbacianym. W każdych okolicznościach należy zachować pogodę ducha, a konwersację prowadzić tak, by nigdy nie naruszyć harmonii otoczenia. Krój i kolor ubrania, postawa i sposób chodzenia - wszystko to może stać się wyrazem osobowości artystycznej. Tych spraw nie wolno lekceważyć, nie mamy bowiem prawa zbliżyć się do piękna, póki sami nie staliśmy się piękni. A zatem mistrzowie ceremonii herbacianej starali się być czymś więcej niż artystami usiłowali uosabiać sztukę. To właśnie był sen estetyzmu. We wszystkim jest doskonałość, trzeba tylko zechcieć ją rozpoznać. Rikyu chętnie cytował stary wiersz: "Tym, którzy wzdychają jedynie do kwiatów, próżno pokazywać pełną wiosnę oczekującą w zamkniętych pączkach na śniegiem pokrytych wzgórzach."

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 03.04.12, 01:36
                                                    Wkład mistrzów ceremonii herbacianej do sztuki był wieloraki. Całkowicie zrewolucjonizowali oni klasyczną architekturę i dekoracje wnętrz, ustanowili nowy styl opisany w rozdziale o pawilonie herbacianym - styl, który wpłynął nawet na charakter pałaców i klasztorów budowanych po XVI wieku. Wszechstronny Kobori Enshu pozostawił przykłady swojego geniuszu w cesarskiej willi Katsura, w zamkach Nagoya i Nijo i klasztorze Koho-an. Wszystkie sławne ogrody japońskie projektowali mistrzowie ceremonii herbacianej. Nasza ceramika prawdopodobnie nigdy nie osiągnęłaby tak wysokiego poziomu, gdyby mistrzowie ceremonii herbacianej nie użyczyli jej swego natchnienia, gdyż wyrób utensyliów do ceremonii herbacianej wymagał od naszych ceramików wielkiej pomysłowości. Siedem Pieców (do wypalania porcelany) Enshu znane jest wszystkim badaczom japońskiej porcelany. Wiele naszych tkanin nosi imię mistrzów ceremonii herbacianej, którzy zaprojektowali ich kolor i wzór. Doprawdy nie sposób znaleźć takiej dziedziny sztuki, w której mistrzowie herbaty nie pozostawiliby śladu swego geniuszu. Jeśli idzie o malarstwo i wyroby z laki, to wydaje się wręcz zbyteczne mówić o ich zasługach. Twórcą jednej z wielkich szkół malarskich był mistrz ceremonii herbacianej Hon'ami Koetsu, znany również jako ceramik i twórca wyrobów z laki. Prace Hon'amiego Koetsu przysłaniają wspaniałe dzieła jego wnuka Koho, jak również jego krewnych - Ogata Korin oraz Ogata Kenzan. (27) Cała szkoła Korin, jak na ogół bywa określana, stanowi wyraz herbatyzmu. W szerokich pociągnięciach pędzla tej szkoły znajdujemy żywotność samej natury.

                                                    Wpływ mistrzów ceremonii herbacianej na sztukę, jakkolwiek ogromny, jest niczym w porównaniu do wpływu, jaki wywarli na sposób życia, i to nie tylko w obyczajach wyższych warstw społeczeństwa, lecz także we wszystkich drobiazgach naszej codzienności. Im zawdzięczamy wiele znakomitych potraw oraz nasz sposób podawania jedzenia. Oni to nauczyli nas nosić wyłącznie odzież o stonowanych kolorach oraz właściwego podejścia do kwiatów. Rozwinęli nasze naturalne upodobanie do prostoty i ukazali nam piękno pokory. Ściśle rzecz biorąc, poprzez ich naukę herbata trafiła do każdego domu.

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 15.04.12, 21:18
                                                    Kto nie posiadł sekretu sterowania po burzliwym morzu głupich trosk, które zwiemy życiem, znajduje się stale w opłakanym stanie i na próżno usiłuje sprawiać wrażenie szczęśliwego i zadowolonego. Potykamy się usiłując zachować równowagę moralną i w każdej chmurze na horyzoncie widzimy zwiastuna burzy. A przecież i w przelewających się bałwanach sunących ku wieczności tkwi radość i piękno. Dlaczegóż by nie poddać się im lub jak Lie-cy nie dosiąść nawałnicy?

                                                    Tylko ten, kto współżył z pięknem, może pięknie umrzeć. Ostatnie chwile wielkich mistrzów ceremonii herbacianej odznaczały się równie wyszukanym pięknem jak ich życie. Dążąc do harmonii z rytmem wszechświata, zawsze gotowi byli odejść w nieznane. "Ostatnia herbata Rikyu" na wieki pozostanie szczytem tragicznej wielkości.

                                                    Długo trwała przyjaźń Rikyu i Taiko Hideyoshiego i wielki był szacunek, jakim słynny wojownik darzył mistrza ceremonii herbacianej. Lecz przyjaźń despoty jest zawsze niebezpiecznym zaszczytem. Były to czasy częstych zdrad i ludzie nie mieli zaufania nawet do najbliższych krewnych. Rikyu nie był służalczym dworakiem i często miał odwagę przeciwstawiać się swemu srogiemu protektorowi. Wrogowie Rikyu wykorzystali ochłodzenie stosunków między Taiko i mistrzem i pomówili go o udział w spisku i chęć otrucia despoty. Do uszu Hideyoshiego dotarła pogłoska, że mistrz poda mu truciznę w czarce przyprawionego przez siebie zielonego napoju. Podejrzenie stanowiło dla Hideyoshiego wystarczającą podstawę do natychmiastowej egzekucji. Od woli rozwścieczonego władcy nie było odwołania. Skazanemu przyznano jedynie przywilej własnoręcznego odebrania sobie życia.

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 01.05.12, 05:04
                                                    W dniu wyznaczonym na samobójstwo Rikyu zaprosił najlepszych uczniów na ostatnia ceremonię herbacianą. Pogrążeni w smutku goście spotkali się o oznaczonej godzinie w altanie. Drzewa w ogrodzie wydawały się drżeć, a w szeleście liści słychać było szepty bezdomnych duchów. Szare ramienne latarnie wyglądały niczym uroczyste straże u wrót Hadesu. Wonna smuga kosztownego kadzidła przypłynęła z pawilonu herbacianego, dając gościom sygnał do wejścia. Jeden za drugim zbliżyli się i zajęli miejsca. W tokonomie wisiało kakemono - przepiękny kaligraficzny napis, dzieło starożytnego mnicha mówiące o przemijaniu wszystkiego, co ziemskie. Dźwięk śpiewającego kociołka na palenisku przypominał cykadę wypłakującą swe niedole odchodzącemu latu. Wreszcie nadszedł gospodarz. Wszystkim po kolei podano herbatę i wszyscy w ciszy wychylili czarki, na samym końcu gospodarz. Zgodnie z ustalona etykieta najszacowniejszy gość poprosił o pozwolenie obejrzenia przyborów herbacianych. Rikyu położył przed nim różne przedmioty oraz kakemono. Kiedy wszyscy goście wyrazili swój zachwyt, Rikyu ofiarował każdemu z nich jakąś pamiątkę. Sobie zachował tylko czarkę. "Czarka ta, skażona ustami nieszczęścia, nigdy więcej nie posłuży człowiekowi" - to rzekłszy stłukł naczynie.

                                                    Ceremonia dobiegła końca; goście powstrzymując z trudem łzy pożegnali się ostatni raz i wyszli. Został jeden tylko, najbliższy i najdroższy, by być świadkiem końca. Rikyu zdjął szaty noszone przy ceremonii herbacianej i ostrożnie złożył je na macie odsłaniając biały, śmiertelny strój, dotychczas ukryty. Czule spojrzał na błyszczące ostrze śmiercionośnego sztyletu i zwrócił się doń tą oto wytworną strofą:

                                                    Witaj,
                                                    O mieczu wieczności!
                                                    Poprzez Buddę,
                                                    A także Darumę,
                                                    Rozszczepiłeś swa drogę.

                                                    Z uśmiechem na twarzy Rikyu przeszedł do krainy Nieznanego.




                                                    Czaro.
                                                  • k.karen Re: Księga herbaty.cd 03.05.12, 10:57
                                                    Daruma.

                                                    https://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcScw8SI47NiFpStoR7dJksDWzILOzTgt7E_8B6EUgHBimy-Hbso
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 22.05.12, 05:24
                                                    To była ostatnia część Księgi Herbaty - Przypisy

                                                    (1) Konfucjusz - chiński filozof i reformator społeczny, żył w latach 551-479 p.n.e. Lao-cy - chiński filozof, żył w VI w. p.n.e. Przypisuje mu się autorstwo fundamentalnego dzieła taoizmu, Tao-te-cing. Siakjamuni - historyczny Budda, Siddharta Gautama, żył w połowie VI w. p.n.e. (przyp. red. ).

                                                    (2) Autorka ta była Margaret Noble (1867-1911 ) która, przeszedłszy na hinduizm, przybrała imię "Siostra Nivedita" i założyła szkołę dla dziewcząt (przyp. red )

                                                    (3) Awatara (sanskr.) - zejście, wcielenie (inkarnacja) bóstwa w celu zbawienia ludzkości i świata (przyp. red.).

                                                    (4) Sesson (1485--1570) - malarz japoński (przyp. red.).

                                                    (5) Mityczna wyspa na Morzu Wschodniochińskim wiążąca się z wiara w nieśmiertelność, popularna w chińskim i japońskim folklorze (przyp. red.).

                                                    (6) Su Tung-p'o (1036-1101) - chiński poeta, eseista, malarz i kaligraf (przyp. red.).

                                                    (7) Bodhidharma, w Japonii często nazywany Daruma - na poły legendarny pierwszy patriarcha sekty cz'an, miał przybyć do Chin w początkach VI w i przetłumaczyć na język chiński wiele sutr (przyp. red.)

                                                    (8) Saicho, czyli Dengyo daishi (767-822) --założyciel sekty Tendai (przyp. red.).

                                                    (9) C'ü Jüana (IV-III w. p.n.e.) - pierwszy znany poeta chiński (przyp. red.).

                                                    (10) Księga Przemian (I-cing lub Czou i) - jedna z ksiąg tzw. Pięcioksięgu konfucjańskiego (przyp. red.).

                                                    (11) Czuang-cy (369?-286? p.n.e.) - chiński filozof, poeta, najważniejszy interpretator myśli taoistycznej (przyp. red.).

                                                    (12) Lie-cy (V-IV w. p.n.e.) - chiński filozof taoistyczny, autor traktatu nazwanego jego imieniem (przyp. red.).

                                                    (13) Nagardżuna - filozof indyjski, żył zapewne w II w. (przyp. red.).

                                                    (14) Sankaraczarja - filozof indyjski (XI w. n.e.), twórca tzw. Adwajta-wedanty, czyli monizmu indyjskiego (przyp. red.).

                                                    (15) Przeklad W.Jabloński w Czuang-tsy Nan-hua-czen-king, PWN, W-wa 1953 (przyp. red.).

                                                    (16) Sza-li - tzw. naszyjnik buddy znajdowany w popiołach po kremacji zwłok, według wierzch buddystów świadczy o osiągnięciu stanu buddy (przyp. red.).

                                                    (17) Ralph N. Cram, Impressions of Japanese Architecture and the Allied Arts, Nowv Jork 1905

                                                    (18) Hideyoshi (1536-1598) - generał, rzeczywisty władca Japonii w latach 1582-1598, zjednoczył kraj po feudalnym rozbiciu uzyskując tytuł "Taiko" (przyp. red.).

                                                    (19) Manczusri - bodhisattwa, personifikacja mądrości i rozumu, czczony specjalnie przez buddystów w Chinach i Japonii (przyp. red.).

                                                    (20) Daimyo - od XV w. lokalny magnat w Japonii (przyp. red.).

                                                    (21) Era Ashikaga - lata 1338-1573 (przyp. red.).

                                                    (22) Minamoto Yoshitsune (1159-1189) - bohater wojny Gempei między rodami Minamoto i Taira (1180-1185); jego heroizm i tragiczny los opiewany jest w opowieściach ludowych, poezji, powieściach i w sztukach teatralnych (przyp. red.).

                                                    (23) T'ao Jüan-ming (365-427) -chiński poeta (przyp. red.).

                                                    (24) Mistrzowie ceremonii herbaty: Juko (1422-1502), Rikyu (1521-1591), Oda Uraku (1552 1621 ), Furuta Oribe (1543-1615), Koetsu (1568- 1637), Kobori Enshu (1579-1647), Katagiri Sekishu (1605-1673) (przyp. red.).

                                                    (25) Sansetsu żył w latach 1589-1661, Tsunenobu w latach 1636-1713 (przyp. red.).

                                                    (26) Shoha żył w latach 1524-1600 (przyp. red.).

                                                    (27) Koho żył w latach 1601-1682, Korin w latach 1661-1716, Kenzan w latach 1663-1743 (przyp. red.).
                                                    Okakura Kakuzo : Księga herbaty. Przeł. M. Kwiecińska. Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy 1986.

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 10.06.12, 02:24
                                                    Koniec Księgi herbaty smile ale gracje, choć omdlewające, aktualne.

                                                    Czaro.
                                                  • kkkkosmita Re: Księga herbaty.cd 09.08.12, 21:43
                                                    Z gracją, wdziękiem i spokojem
                                                    miękka linią zakreślona
                                                    jest kobyłka picassowska
                                                    co tu biega... beeez ogooonaaa!big_grinbig_grin


                                                    http://wstaw.org/m/2012/03/26/k%C3%B3%C5%84_AWATAR.jpg
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 11.08.12, 02:56
                                                    Biega, drogi Kosmitosmile
                                                    zieleniejąc i blednąc,
                                                    a ogonki?
                                                    jeśli ich brak, to
                                                    Pablo winien lub mój Niedźwiedź,
                                                    tak, tak, tak
                                                    A Grysiowi łapa smile

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 13.08.12, 19:15
                                                    i jest zimno,
                                                    w "jutulu" palę na werandzie,
                                                    drugi komin rośniesmile
                                                    Gracje się mnożą,
                                                    realistycznie i matematycznie,
                                                    ale nie fizycznie big_grin

                                                    Pozdrawiam,

                                                    Czaro.
                                                  • czaro.01 Re: Księga herbaty.cd 19.08.12, 01:12
                                                    Alkaidowy Wirus przysiadł na grzędzie.
                                                    -Brak autoszczepionki - powiedziała Samobroniąca się Konina
                                                    - Co robić??? - zapytała Pogubiona Ciepłota.
                                                    - Nic - odpowiedział jej Elf Przelotny - przecież w tylu sprawach nie robimy NIC, a ta jest
                                                    archiwalną tęsknotą.
                                                    Paaa,


                                                    Czaro.
    • czaro.01 Re: TRZY GRACJE 25.02.12, 22:59
      Dobranoc big_grin
Inne wątki na temat:
Pełna wersja