kkkkosmita
02.01.12, 01:23
Opwiadanko o przeklinaniu z życia wzięte.
W pokoju o powierzchni ok 50m2 stało mnóstwo biurek i pracowało ok 15 osób.
Jeden z kolegów, doskonały zresztą specjalista w swojej dziedzinie, o bardzo wysokim stanowisku w pracowni..., miał zwyczaj co drugie słowo kląć,
wysokim, głośnym, przenikliwym głosem.
Kobiety... jakoś się do tego przyzwyczaiły, zresztą nie miały innego wyboru, bo facet proszony o ściszenie (przynajmniej) tonu swojego głosu odpowiadał..., że on przeprasza... ale się nie zmieni BO ON JUŻ TAKI JEST!
Jedna młoda dziewczyna jednak nie mogła tego znieść.
Podskakiwała przy każdym przekleństwie i bardzo się denerwowała, nie mogła pracować..., a więc coraz częściej po odsiedzeniu swoich 8-miu godzin... zabierała pracę do domu.
Skutek był taki, że zdenerwował się jej mąż...,
a był z niego niezły kawał chłopa.
Pewnego dnia, pod koniec pracy, w bardzo agresywnym nastroju, ... wparował do pracowni, podszedł do przeklinającego delikwenta i zapowiedział mu, w obecności wszystkich, że jeśli jeszcze raz żona pracę do domu przyniesie, albo poskarży się na ordynarne odzywki, to on nie będzie zwracał uwagi na nic...,
tylko przyjdzie i da łomot.
I żeby policją go nie straszyć, tylko lepiej własnej facjaty pilnować, bo będzie nieodwracalnie uszkodzona! I żadna policja na to nie pomoże.
No i podziałało!!!
Nieźle podziałało...
w dodatku odetchnęli wszyscy, bo wysłuchiwać przez 8 godzin głośnych kurwień... i jeszcze gorszych przekleństw...
pracować w takim hałasie...
wcale nie było łatwo!