wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:35 Ale RZADKO(!!!!) zyskuję na nie odpowiedź! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:36 No to powiem Wam, żeby zaspokoić Waszą ciekawość. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:37 właściwie to nad ranem dopiero wróciliśmy. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:40 Nawet absolwentkę astronomii żeśmy spotkali. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:40 Tośmy się zdizwili, że się Jej udało skończyć te studia. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:41 żeśmy uwierzyć nie chcieli, że ona jest autentyczną absolwentką astronomii. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:42 Nawet się nas spytała skąd te wątpliwości. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:42 No to ja powiedziałem, że znamy kogoś, dla kogo to były zbyt trudne studia. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:43 że ta osoba co nie zdała egzaminów i dlatego nie skończyła astronomii to też podobno kobieta. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:44 tośmy se trochę o astronomii pogadali i tych studiach. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:45 I Ona powiedziała, że te studia to betka dla Niej była. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:45 Kupa wolnego czasu, imprezki, wyjazdy, spotkania towarzyskie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:46 A materiał łatwy, choc faktycznie w większości trzeba wkuwać na blaszkę. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:46 ale jak ktoś ma choćby niewielkie pojęcie o informatyce Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:47 to te studia to prawdziwa przyjemność jest i "satysfankcja" Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:49 No ale obiecała przysłać linka z jakimś wywiadem z inną studentką astronomii. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:49 żeby w nas to niedowiarstwo skutecznie wytłumić. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:52 (poprawiam, żebyście nie myśleli, że nie mamy z Sorelliną laptopa) Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:54 aże mi się krtań ze wzruszenia i wrażenia ścisła. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:54 bo sami się przekonajcie, czy to studia dla nadludzi. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 12:54 www.astronomia.pl/astroczat/index.php?id=407 Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hop, hop! 03.02.13, 13:28 Poczytałem, przekonałem się. Studia jak każde, dla chcących się uczyć. Leserów przesiewają. I dobrze. Ze mną zaczynało 36, na III roku doszło 30 z innej uczelni. ukończyło i obroniło pracę w normalnym czasie mniej około 10. I dobrze. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 13:50 Niby masz rację, Hardy. Ale nasza Najukochańsza Ojczyzna na przełomie lat 60 i 70 preferowała młodzież z rodzin robotniczo-chłopskich. Ich pociechy już na starcie dostawały dodatkowe punkty egzaminacyjne mające ułatwić zdobycie indeksu. Zatem albo leserstwo było wybitnym aktem braku wdzięczności dla swojej Najukochańszej Ojczyzny i zajmowaniem miejsc młodzieży, która faktycznie pragnęła się uczyć, ale nie udało jej się załapać na studia blokowane przez nie mających jakiejś określonej wizji życiowej a liczących, że jakoś tam się uda (np. na drodze małżeństwa poprawiającego status materialny i psołeczny), albo też nasza Najukochańsza Ojczyzna popełniała błąd braku selekcji. Należało bowiem przeprowadzać rozmowy kwalifikacyjne i wyławiać potencjalnych leserów a priori. Dla wprawnego pracownika uniwersyteckiego wystarczyłaby wymiana kilku zdań, by zorientować się kto zacz. Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hop, hop! 03.02.13, 14:07 Trochę racji może masz, Wściekły... Tyle że ja studiowałem już jako dorosły, dzieciaty, nie w swoim czasie. Przed "przełomem" zaczynałem, po przełomie kończyłem. Tak się ułożyło. Kosztowało mnie dużo, dalekie dojazdy, duże wymagania. Taka uczelnia. Ale chciałem, sam kierunek wybrałem; nie stać mnie było na leserowanie. Co ciekawe, wraz ze mną zaczęło studiować wielu miejscowych, z urzędów ministerialnych i centralnych. Ja na swój indeks porządnie zapracowałem wcześniej, z ogólnopolskiej olimpiady. Tamci z ministerstw, pewnie dostali "prikaz na studia". Skończyło się tym, że żaden nie skończył na czas. Co mnie wcale nie martwiło. Nie lubię leserów. Zwłaszcza że dwa razy byłem na tyle głupi, iż pożyczyłem im moje roczne notatki i opracowania. Pożyczkobiorcy ciągle obiecywali oddać, aż znikli z uczelni, wraz z moimi notatkami. Nie lubię leserów. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Hop, hop! 03.02.13, 14:53 Oczywiście, gdy chodzi o wykształcenie, to jest to sprawa wielce indywidualna. Mój Ojciec rozpoczął studia wyższe (naturalnie zaocznie), gdy miał lat 40. Ukończył je ślęcząc po nocach i doskonale przy tym pełniąć funkcje rodzicielskie. Zatem ambicja - obok chęci samorozwoju i pogłębiania wiedzy - to ważny aspekt u podejmującego studia - zresztą pewnie bez względu na wiek w jakim się taką decyzję wciela w życie. Młodzież, o której piszesz w swoich wspomnieniach, była "skazana" na sukces. Już same koneksje rodzinne wystarczały, by spaść na cztery łapy i nie skończyć w charakterze gońca (naturalnie nie twierdzę, że goniec jest zawodem hańbiącym) Natomiast w czasach, do których nawiązuję, ten kto nie kończył podjętych studiów dawał dowód kompletnego zagubienia własnej osobowości. Nawet "wieczni studenci" kończyli jakiś kierunek a urlopy zdrowotne wykorzystywali np. na zagraniczne podróże (także w celach zarobkowych). Unikali dzięki temu np. rekrutacji do wojska. Mj znajomy studiujący przez lat 10, połowę tego czasu spędził poza granicami kraju. Czasy na szczęście się zmieniły i dziś juz nie ma mowy o blokowaniu miejsc uczelnianych przez ludzi o niesprecyzowanym podejściu do rzeczywistości, czekających i liczących na cud. Podjęcie studiów na innym kierunku było możliwe zawsze. Ten kto nie dał rady na jednym, mógł zawsze podjąć inne studia. 40 lat wstecz dyplom nobilitował. Dawał szansę znalezienia pracy na miarę oczekiwań. Studenci trafiający dziś do mojego gabinetu, stanowią ułamek procenta ogółu młodzieży. Ale też czasy są inne. Cóż, że skończy się studia, skoro w dobie kryzysu i tak pierwszym miejscem pracy będzie wystawanie w kolejkach w Urzędzie Pracy w oczekiwaniu ofert. Cóż jeśli ją podejmując zawrze się umowę śmieciową? W tamtych czasach studia dziecka nie stanowiły przy tym tak znaczącego obciążenia dla budżetu rodzinnego. Dziś wiele talentów zostanie zatraconych przez brak szans na rozwój (także poprzez kształcenie). Jeśli ktoś stawia analogie między przełomem lat 60/70 a współczesnością - myli się. Brak dyplomu ukończenia podjętych już w tamtych czasach studiów - to obciach. Dziś jest nim brak wsparcia dla autentycznych (i chętnych kształcenia) talentów. Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hop, hop! 03.02.13, 15:03 Tu się zgadzam - nie skończyć studiów na przełomie lat 60/70-tych, to obciach. Kto chciał i miał minimum oleju w głowie, ten, nawet z opóźnieniem albo zmianą kierunku studiów, skończył. Odpowiedz Link
kkkkosmita Re: Hop, hop! 03.02.13, 15:30 Obecnie mamy sporą selekcję i ścieżkę zdrowia dla młodych ludzi na uczelniach. Tylko na najlepszych uczelniach w Polsce można studiować ... i zaliczać semestry, na podstawie swojej rzeczywistej wiedzy. Sporo dobrego robi system USOS. Bo sytuacje, w których student dostawał niezaliczenie z ważnego projektu... gdyż projekt został ZGUBIONY przez prowadzącego zajęcia... nie były/są niczym ...nadzwyczajnym. Jak również sytuacje w których dwie identyczne prace były krańcowo różnie oceniane... Myślę, że wielkie znaczenie w tym wszystkim , mają opłaty, które należy ponosić za dodatkowe terminy zaliczeń i egzaminów. Odpowiedz Link
hardy1 Re: Hop, hop! 03.02.13, 15:55 PS. Studiowałem zaocznie "na przełomie" politycznym w Polsce, nie na przełomie lat, o których Wściekły pisałeś. Znaczy dużo później. Byłem wtedy tylko o kilka lat młodszy od Twego ojca, kiedy zaczynał studiować. Reszta, tak samo jak u Twego ojca. Odpowiedz Link
kkkkosmita Re: Hop, hop! 03.02.13, 17:38 Mój Ojciec rozpoczął studia wyższe (naturalnie zaocznie), gdy miał lat 40. Ukończył je ślęcząc po nocach i doskonale przy tym pełniąc funkcje rodzicielskie. dodam jeszcze...Pracując.. Funkcje rodzicielski...to głównie matka a ojciec w miarę konieczności. Reszta, tak samo jak u Twego ojca. Sporo mamy ze sobą wspólnego... tiiiiiii..... Zaraz po wojnie trzeba było o dach nad głową zadbać..., rodzinę założyć...znaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości... dopiero potem przyszedł czas na ambicję, chęć zdobycia wiedzy...,dyplomu... przydatnego zresztą często w pracy...i potrzebnych dla dalszych awansów... Potwierdzam, że nieludzka ilość urzędników... , którzy chcieli zdobyć dyplom, bo musieli... zwyczajnie nie potrafili tego zrobić... a co się działo w wojskuuu... kiedy Jaruzelski skończył z ... hi hi hi doktryną... nie matura lecz chęć szczera zrobią z ciebie oficera.... pogrom. do tej pory potrafię mieć do czynienia (coraz rzadziej, teraz już prawie wcale... ale jeszcze 10 lat temu... dosyć często.) z .... urzędnikami... zaistniałymi na zasadzie... Nie matura lecz chęć szczera, zrobią z ciebie inżyniera...., takimi..., którzy się utrzymali na stołkach z powodów... ciekawych! co prawda..., Ci co musieli odejść, często zostali oni zastąpieni przez inną kastę, równie mało kompetentną.... Kadra średniego szczebla, jest zazwyczaj już dosyć OK chyba..., że znów na niemerytorycznego się trafi... A skutki tego widać w Warszawie... dramatycznie widać.... Odpowiedz Link
k.karen Re: Hop, hop! 03.02.13, 15:29 Ale nasza Najukochańsza Ojczyzna na przełomie lat 60 i 70 preferowała młodzież z rodzin robotniczo-chłopskich. Ich pociechy już na starcie dostawały dodatkowe punkty egzaminacyjne mające ułatwić zdobycie indeksu. Nie tylko na przełomie lat 60/70, później też, na przełomie 70/80. Bardzo długo funkcjonowały tak zwane punkty preferencyjne za pochodzenie robotniczo-chłopskie. Przy takich samych punktach za świadectwo maturalne, punktach za zdane egzaminy wstępne, to właśnie preferencyjne decydowały o przyjęciu na studia. Odpowiedz Link