sorel.lina
07.04.14, 20:34
Nie jest mi łatwo, ani zręcznie - ze zrozumiałych względów i w tym akurat momencie - pisać na taki temat, ale wobec tego, co właśnie przeczytałam na forum obok, nie mogę pozostać obojętna.
Od razu wyjaśniam: nie chodzi mi o krytykę nagrodzonych w konkursie "Przychodzi wena do lekarza" prac WU - uzasadnioną, nieuzasadnioną, uprawnioną, nieuprawnioną, słuszną, niesłuszną - bo to sprawa literackich, i nie tylko, gustów. Więc, choć bogiem a prawdą, trudno mi zrozumieć, jak można oceniać coś, czego się nie widziało, nie słyszało, nie czytało...to z gustami - jak wiadomo - się nie dyskutuje.
Muszę jednak zareagować, gdy ktoś posuwa się do budzących zniesmaczenie insynuacji na temat osób ogólnie znanych, żyjących, a także - co jeszcze gorsze! - zmarłych.
Otóż autorka jednego z postów pisze:
" Oczywiście,że my wszyscy interniści uczyliśmy się "ze Szczeklika".Starego i młodego.
Młody - nie miał innego wyjścia i musiał,zgodnie z tradycją rodzinną - iść na medycynę.Tym bardziej,że miejsce w klinice krakowskiej czekało
Dzięki temu,że miejsce czekało - Andrzej mógł grać na fortepianie w Piwnicy Pod Baranami i bawić się w pisarza."
I dalej:
"Był lekarzem i przyjacielem wszystkich znanych Krakusów i teraz oni spełniają jego wolę. Bo wymyślił sobie,że lekarze powinni być humanistami i pisać."
Wreszcie:
"Jeszcze dodam,że Internę Szczeklika oferują teraz wszędzie,z wszelkimi możliwymi upustami i promocjami,więc wzięli się na sposób i podarowali...Ukraińcom.
Piękny gest,książki przestaną zalegać w magazynie i będzie można powiedzieć o tym na kolejnej Gali"
I tyle "sugestii" autorki na temat nieżyjącego Profesora i organizatorów konkursu Jego
imienia.
Jeśli chodzi natomiast o jurorów konkursu, ta sama autorka pisze:
"Problem w tym,że niezbyt poważnie traktują swoją pracę.I pławią się w tym swoim krakowskim grajdołku.
Ale może,dzięki tym ckliwym opowiastkom o umierających dzieciątkach - fundacji Anny Dymnej coś skapnie?Dobre i to..."
Powinnam chyba to, co powyżej zacytowałam, pozostawić bez komentarza, więc spytam tylko: czy ma to jakikolwiek związek z konstruktywną, obiektywną krytyką prac ocenionych
przez to jury?
I na zakończenie. Autorka postu pisze, że chyba jest cyniczna. Niech sobie nie schlebia.