wscieklyuklad 13.09.15, 12:46 nam głowy obcinać? Może... Ale może wcześniej obetną ją tej właśnie dziewczynce? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
hardy1 Re: Będą 13.09.15, 12:50 Najstraszniejsze, najbardziej krwawe są wojny domowe, cywilizacyjne i religijne... Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 12:56 A to nie jest przypadkiem erystyka, WU? I to daleko posunięta??? Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Będą 13.09.15, 13:09 A może prawda jest taka właśnie? wpolityce.pl/swiat/265073-zdjecie-ktore-obieglo-caly-swiat-jest-inscenizacja-czy-posluzylo-do-sterowania-emocjami-na-temat-uchodzcow Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Będą 13.09.15, 13:14 Ktoś przeczytawszy poprzedni link pomyśli: "cwaniak". A co powie, gdy przeczyta to? m.wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,117915,18730389.html Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 13:22 Może na przykład choćby to, że Czerwoni Khmerzy wymordowali dwa miliony ludzi a świat biernie się temu przyglądał? I tak " ad finem acapella "? Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 13:35 PS Nie zamieszczę tu zdjęć dzieci umierających z głodu w Afryce i nie zapytam, czy nie są one przypadkiem w gorszej sytuacji niż ta dziewczynka? Nie zapytam też, komu bardziej potrzebna jest pomoc, bo nie o to tu chodzi i takie postawienie sprawy prowadzi donikąd... Kwestia uchodźców wymaga racjonalnej analizy, a moim zdaniem marsze "za" albo "przeciw" (w przenośni, ale nie tylko) niewiele z tym mają wspólnego. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Będą 13.09.15, 13:45 Nim odpowiem zachęcam do lektury. Spodziewam się krytyki, ale warto poczytać to pod kątem naszego poletka. W wyjaśnieniu napiszę, dlaczego skomasowałem to wszystko w jednym worze. amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=439 Odpowiedz Link
sorel.lina Re: Będą 13.09.15, 14:29 ulisses-achaj napisał: > Nie zapytam > też, komu bardziej potrzebna jest pomoc, bo nie o to tu chodzi i takie postawien > ie sprawy prowadzi donikąd... Kwestia uchodźców wymaga racjonalnej analizy Uli, to jak? Nie przyjmować uchodźców czy przyjmować? A jeśli tak, to ilu, według jakich kryteriów i na jakich warunkach? Nie udzielać im pomocy, czy udzielać? A jeśli tak, to jakiej? Mogę się nad nimi użalać, mogę czuć przed nimi lęk, ale przyznam, że nie umiem odpowiedzieć na te konkretne, proste (?) pytania. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 16:22 Ani ja, Sorellino, bo po prostu za mało mam danych. Na pewno jednak nic na hurra. Odpowiedz Link
vidavil-125 Re: Będą 13.09.15, 16:35 Należało by zapytać przed czym uciekają i czego oczekują. Byłby to jakiś wskaźnik dla rozdzielnika w krajach Unii. W Polsce nie będzie łatwo być dla imigrantów i oni chyba o tym wiedzą. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 13:10 Erystyka jest bronią obosieczną Na Twoje pytane mógłbym odpowiedzieć: "Ale może spotka ją to właśnie w Europie?? Bo przecież żołnierz ma większe szanse odeprzeć atak niż dziecko, a mimo to: 'W biały dzień, na ruchliwej ulicy w południowej części Londynu doszło w środę do krwawego morderstwa. Dwaj napastnicy zaatakowali mężczyznę. Pocięli go maczetą i tasakiem, odrąbali mu głowę. A potem przemawiali do przechodniów! Napastnikami byli mężczyźni w wieku około 20 lat. Obcięli mu głowę, krzycząc "Allah akbar""" ' Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Będą 13.09.15, 13:12 PS Dlatego postuluję: jeśli mamy rozmawiać serio, nie epatujmy się wzajemnie takimi chwytami i nie wrzucajmy wszystkiego do jednego worka. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Eris, czy Ares? 13.09.15, 17:25 Schopenhauer, czy Kotarbiński? Walka o tezy, czy zachęta do przemyśleń i polemiki? Erystyka, jako pojęcie filozoficzne, z góry zakłada "walkę o prawdę indywidualną, bez względu na wartości obiektywne". Wypowiedź spełniająca zatem takie kryteria, winna cechować się bezwzględnością poglądu, podstępem, którego celem jest dyskredytacja oponenta, zarzucenie go mnóstwem tez, z których trudno wyłowić myśl przewodnią stanowiącą clou, z którym można lub nie można się zgodzić. Rolą erystyka jest wyłącznie udowodnienie swych racji. Zadaniem erystyka jest sprowadzenie dyskutanta na manowce - ostateczny sukces jest tym cenniejszy, im druga strona poczuje większą bezradność, lub zostanie ośmieszona. Skrajnym przejawem erystyki jest wypowiedź wzbogacona ubliżaniem. Pozory racji – per fas et nefas - gdy cel uświęca środki. Poprawność wywodu nie ma znaczenia, gdyż - wedle filozofa - liczy się tylko oszustwo (wedle Kotarbińskiego - szalbierstwo), a źródłem wszystkiego ma być wyjściowe umiłowanie braku rzetelności. Zatem Ares- bóg wojny? A może Eris - bogini niezgody? Są swoim pojęciowym uzupełnieniem? Czy może matematycznie rozłączni? Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 17:31 Uwzględniwszy powyższe, warto spytać, czy erystyka - jeśli uznamy jej cele, jest możliwa w dyskusji, w której często powtarzane jest słowo "może". Samo w sobie jest ono przecież dowodem wątpliwości i jako takie nie stwarza apriorycznego wrażenia treściowego dogmatu, jest natomiast zachętą do refleksji i polemiki, bez zakładania opinii danej dzielenia przez dowolnego polemistę. Zachowawszy własny pogląd na temat poruszany, nie jest przecież przez polemistę częstowany jak najbardziej erystyczną w interpretacji Schopenhauera metodą ironicznej niekompetencji (potocznie określaną mianem rżnięcia głupa): "To, co pan mówi, daleko wykracza poza granice mojej ubogiej pojętności, nie wykluczam przeto, iż ma pan rację, zrozumieć tego jednak nie potrafię". - mówi filozof w swej rozprawie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 17:43 Możemy zgodzić się z interpretacją takich metod polemicznych, jako że Schopenhauer nie miał najlepszego zdania odnośnie ludzkiej natury twierdząc, iż ludzie są z natury źli, nieuczciwi, próżni i gadatliwi - to ostatnie jako zwieńczenie pozostałych miało erystykę wręcz sankcjonować. Zgoda Ulissesie, iż nie trzeba szukać daleko od siebie przykładów nieszczęść ludzkich. W naszym sąsiedztwie żyje pewnie niejeden, który bez pomocy innych, nie podoła wyzwaniom losu. Wczoraj tuż obok Twojego domu maszerowali ci, którzy uciekinierów witaliby strzałem w serce, lub - jak w kilku krajach gdzie zjawisko niesie już znamiona humanitarnej katastrofy - co najmniej policyjnymi pałami. Oczywiście, iż miliony ofiar Czerwonych Khmerów są świadectwem bezradności zwolenników wartości etycznych. Naturalnie, że w Afryce (i nie tylko) umierają miliony pozbawionych jedzenia/środków do życia. I można się także łatwo zgodzić, że Putin, miast niszczyć żywność importowaną z Zachodu, mógłby przesłać ją choćby do domów dziecka, szpitali, na rubieże kraju, gdzie nędzy do woli. Można zgodzić się, iż mała dziewczynka zaatakowana na ulicy dowolnego europejskiego (i nie tylko) miasta, przez dewianta (niekoniecznie na tle religijnym), będzie miała zdecydowanie mniejsze szanse obrony, niż wyszkolony żołnierz-londyńczyk pozbawiony głowy maczetą. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 17:51 Wyobraźmy sobie jednak taką oto potencjalną sytuację. Grupa ludzi - potencjalnych ofiar Czerwonych Khmerów, szuka schronienia przed śmiercią. Afrykańskie dziecko - przemycone np. w podróżnym bagażu lotniczym (to oczywiście czysta sofistyka), zostaje znalezione w trakcie odprawy celnej. Tak pierwsi, jak i drugie staje oto oko w oko z kimś, kto ma decydować o jego dalszym losie. Może - wzorem kilku europejskich krajów - odgrodzić się drutem kolczastym, zawiesić połączenia komunikacyjne, wznieść mur (na wzór berlińskiego, który na dziesięciolecia skutecznie podzielił jednolity naród przynależny do dwóch różnych "cywilizacji europejskiej"). Może - zmieniwszy dziecku pieluchę i napoiwszy butelczyną mleka, przesłać je najbliższym samolotem do kraju ojczystego. Może też przejść obojętnie obok tego, który prosi nie o pieniądze, ale o zakup czegoś do jedzenia. Może wyrzucić na śmietnik zbędne przedmioty codziennego użytku, miast ofiarować komuś, komu mogą być przydatne. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:06 Inicjując oba wątki - powyższy i ten z chłopcem-pucybutem, zainicjowałem pozornie dwa odrębne tematy. Chłopiec, który - najpewniej pozornie - pogodzony ze strasznym losem, zostaje skazany na codzienność, o której "my mieszczuchy" możemy myśleć równie ze współczuciem, jak i obrzydzeniem. Ten maluch jest dla mnie symbolem. Patrząc na dowolny element fotografii, nie sposób oderwać się od skojarzeń - niech będzie, że patetycznych, niech będzie - jak wspomniał Vidavil - dołujących. Niech będzie wreszcie, że "olej do wlania w nasze głowy" jest elementem próżnego pewnie moralitetu. Kiedy patrzę na tę fotografię, próbuję wyobrazić sobie przebudzenie chłopca. Zesztywniałe z powodu niewygodnej pozycji w jakiej spał mięśnie... Ssanie w żołądku, jakie poczuje po otwarciu oczu... Oczekiwanie na pierwszego klienta... Beznadzieję mijającego czasu... Patrzę na starannie ułożone przybory czyścibuta - niemal pedantycznie prosta linia w jakiej znajdują się szczotki, szmatki i obie pasty. Pojemnik po oleju, który rozleci się pewnie pod wpływem ciężaru kolejnej stopy - chłopiec będzie musiał wówczas znaleźć inny "podnóżek". Kiedy patrzę na tamtą fotografię, chylę czoło przed profesjonalizmem malca... Chylę czoło przed uporem i konsekwencją z jakimi stawia odpór biedzie... Iluż innych - podobnych mu wiekiem - poddałoby się ślepym wyrokom losu. Iluż innych stoczyłoby się na manowce... Iluż innych po prostu by nie przeżyło... Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:08 Czy ktoś z Was - patrząc na wyjściowe w tym wątku zdjęcie zakrwawionej dziewczynki zadał sobie jakieś pytanie? Nim przeczytacie kolejny post pomyślcie nad tym, co tu w pierwszym zdaniu. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:17 Pytanie, którego nie sposób nie zadać: Gdzie są rodzice tej dziewczynki? Poraniona, z bandażem na głowie, śladem łzy żłobiącym prawy policzek (z rozmazanymi resztkami "makijażu"?). ONA JEST SAMA... Nie musi być przecież sierotą... Może jednak nią być... Po lewej stronie fotografii siedzi inna dziewczynka... Obejrzyjcie dokładnie jej bluzkę... Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:27 Widzę to następująco, Ulissesie. Tragedie o jakich wspomniałeś zaistniały także z tego powodu, iż "wszyscy byli odwróceni". Kambodża była zbyt daleko, by stanowić cenny punkt na geopolitycznej mapie świata. Znacznie ważniejszy - i pewnie wyłącznie z przyczyn ideologicznych, był niedaleki Wietnam... Afrykańskie dzieci (o nich jak najmniej, bo wiadomo, gdzie zaraz pojawią się kretyńskie aluzje) umierają także dlatego, iż brak koncepcji, w jaki sposób zaprowadzić tam system demokratyczny i jak go właściwie kontrolować - ekonomia, jest tu równie istotna, jak religia... Tragedia, o jakiej ja piszę wynika zaś z faktu, iż fundamenty humanitaryzmu zderzyły się oto z BŁAGANIEM O POMOC. Sceptycy zmartwią się łatwo już na myśl samą, iż w gronie "uchodźców" jest pewnie kilka procent (5% to wielkość obowiązująca na dziś) potencjalnych ścinaczy głów chrześcijańskich oraz obalaczy ustroju. Ci - drogą morską mają przemycić broń (od maczety groźniejszą), którą wyładowawszy w europejskich portach opanowanych przez zdeprawowanych dokerów, przekażą ziomkom, by ci sprawili Europie krwawą łaźnię. Zapytam zatem, co z pozostałymi 95%? Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:57 Wszystko fajnie, WU, ale pamiętaj, że dzieci bywają wysyłane przez własnych rodziców na czołgi. Maja być osłoną przed kulami. W tym samym rejonie świata, z którego pochodzi ta dziewczynka. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 18:59 PS. Staram sie nie być w tej sprawie pięknoduchem. To nazbyt łatwe. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Oblicze współczesnej cywilizacji... 13.09.15, 19:05 PS PS Na ile moralny i uprawniony jest szantaż moralny?? Czy uleganie mu jest moralne i uzasadnione? Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 18:54 Problem w tym, że chcesz uczynić moralnie czystą sytuację, która taką nie jest i nie będzie. Mieszasz też w moim odczuciu perspektywę indywidualnych wyborów i osądów etycznych z realiami polityki, których nie sposób do niej sprowadzić. Postępowanie etyczne może w polityce oznaczać samobójstwo lub nieodwracalną szkodę dla zbiorowości. Może, ale nie musi. I tu jest problem w ocenie. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 19:04 Ona - dwulatka z Nepalu, wtulona w czteroletniego braciszka po tragicznym trzęsieniu ziemi, które zabrało im rodziców. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 19:05 WU? No i co ma wynikać z tego zdjęcia z Nepalu??? Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Eris, czy Ares? 13.09.15, 19:11 Kilka tygodni wstecz, internet obiegła fotografia psa, który wbiegł do płonącego budynku, by wynieść z niego... kotka. Patrzę na fotografię nepalskich maluchów, którym pozostało wyłącznie uczucie miłości. Patrzę na malca, któremu przyjdzie teraz ich zastąpić, do czasu, aż ktoś im pomoże. I wracam do mądrych przecież słów Ulissesa o trudnym do połączenia pojęciu moralność-polityka. A wtedy pytam, czemu nie mamy dążyć do takiej jednolitości? Czemu - o ile pozostają w nas jeszcze ziarna uczuciowości - nie mamy poszukiwać nieuchwytnego wciąż łącznika, między psyche a phisis? Bo jeśli wspomnisz własny życiorys, Ulissesie, to przecież uznasz łatwo, że Twoja walka o "dziś" wzięła się właśnie z moralnej czystości, która miała doprowadzić ku politycznej ewolucji nie dla idei, ale faktycznego dobra ogółu. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Wyznaczniki moralno-polityczne. 13.09.15, 19:27 Zatem wyzwaniem dla współczesnych polityków jest pogodzenie wartości humanitarnych w pojęciu globalnym (obrona podstawowych wartości związanych z tym pojęciem) z interesem lokalnym, też przecież mającym określone podwaliny moralno/kulturowo/ekonomiczne. Narażonemu na niebezpieczeństwo realne (tu groźbę utraty życia-także w przypadku nepalskiego rodzeństwa) obojętne są jednak wartości będące jedynie podzbiorem czegoś o wymiarze ponadnarodowym. Zagrożony śmiercią (jeśli nie ma w sobie pragnienia tejże) w myśl zasady "być, albo nie być" - pozostawi hamletyzowanie na stronie, by za wszelką cenę przetrwać. Oczywiście w stercie fotograficznej dokumentacji możemy łowić wyłącznie nieprzebrane szeregi młodych "islamskich byczków", które bieżą ku Europie, by zaprowadzać własne porządki, gwałcić, rabować i mordować wreszcie "niewiernych". Ale patrząc na fotografie dzieci z różnych stron świata nie sposób przejść obojętnie obok poczucia bezradności setek/tysięcy/milionów może tych, którym ta pomoc jest po prostu niezbędna. I można oczywiście odium odpowiedzialności zrzucić na kraj dowolny. Niech Saudowie sypną kasą. Europejczycy mogą liczyć na "exodus ku niemieckiej ziemi obiecanej", gdyż taki kierunek emigracji jest wszystkim miły. Niech Niemcy barują się z tym problemem. Niech Francja przygarnie potrzebujących. My w imię politycznych wartości mamy zatem odwrócić się plecami od tych, którzy pukają do naszych drzwi? Szukam przekazów medialnych odnośnie "spalonej ziemi" po przejściu setek tysięcy ludzi. Oczywiście zdebilałe publikatorżniki wyłowią informacje o jakimś przestępstwie, którego w takiej rzeszy uciekinierów nie sposób uniknąć. Ale, by przejść tysiące kilometrów, trzeba przecież coś jeść. Czy doszło do masowych kradzieży żywności? Czy demolowano sklepy i wywlekano ich właścicieli na bruk? To przejściowa poprawność - powie sceptyk. Nie chcą już na wstępie budować wrogich nastrojów i narażać się na deportację. Wszystko przed nami - doda. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Skąd zatem obawy? 13.09.15, 19:36 Obawy często bywają uzasadnione. Nie sposób uciec od lęku, gdy media tak chętnie nagłaśniały przypadki skrajnego barbarzyństwa (odcinanie głów, wysadzanie niemowląt, uczenie dzieci okrucieństwa poprzez dekapitację pluszowych misiów). Ale przecież islamiści gwałcą też kobiety, które na ochotnika do nich przystąpiły, a ich przywódca daje upust sadyzmowi we własnym otoczeniu. To zatem nie przejaw religijnego, ale umysłowego wypaczenia. W Niemczech już podnoszą się głosy sprzeciwu przeciw Angeli Merkel (przewidywany przeze mnie upadek Niemiec jest już jedynie kwestią czasu) i nawet rządowi koalicyjni i wewnątrzpartyjni działacze buntują się przeciw polityce otwartości w tym exodusie. Wielkimi krokami zbliża się Octoberfest - narodowe święto, w które źle wpiszą się imigracyjne namioty, a podchmielenie świętujący może dać asumpt do zjawisk groźnych. Oczywiście nie sami święci najadą Europę. I sam nie wiem jakie rozwiązanie jest najlepsze. Wiem tylko, że pojęcia moralne zostały dziś wystawione na wielką próbę... Odpowiedz Link
wscieklyuklad Co ma do tego mistycyzm? 13.09.15, 19:49 Warto pochylić się nad pytaniem postawionym powyżej. Nie bez kozery wkleiłem link do treści, które odwołują się do profetyków. Historia dowodzi, iż przywódcy świata często odwołują się do przepowiedni, czyniąc z nich wyznacznik swych zachowań. Pytia pewnie udzieliłaby odpowiedzi "przejrzystej" na nurtujące świat współczesny pytanie: "co czynić?" Ktoś - wzorem Aleksandra Macedońskiego - poszukiwałby swych boskich korzeni. Nostradamus był rozchwytywany przez możnych. Ktoś inny - niczym Napoleon - spędziłby noc w Komorze Królewskiej Piramidy Cheopsa (Napoleon doświadczył tam podobno czegoś o czym nawet nie chciał wspominać, tak było przerażające). Hitler miał armię "proroków". A na naszym poletku? Kiedy czytamy o wielkości czekającej Polskę, przejście suchą stopą przez II WŚ, gdy napotykamy zdania o europejskiej dominacji, zadajemy sobie pytanie: czy nowy Zbawca Polski, który obejmie rządy jesienią jest owym Bożym Pomazańcem? Pewnie - zapoznawszy się z profetycznym przekazem, uznał się za bożego wybrańca i stąd manifestacja szaleństwa, które - wedle jego przekonania- jest nie paranoją, lecz unikalną wartością, która ocali świat? Wartością, której - gdy chodzi o politykę - obca jest moralność oparta na autentycznej miłości bliźniego. Tymczasem oni idą w poszukiwaniu swej Ziemi Obiecanej. Tej z reymontowej powieści. I pewnie równie bez perspektyw. I tu klamka zapada. Mam nadzieję, Ulissesie, że nie uznasz tych wielogodzinnych wysiłków wyłącznie za erystykę. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Co ma do tego mistycyzm? 13.09.15, 19:53 Z całym szacunkiem dla mistycyzmu, WU. "Kupuję" go wyłącznie w sferze religii, filozofii i poezji. Przenoszony na grunt polityki, zwłaszcza w XXI wieku, moim zdaniem, jest li tylko wybiegiem. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Co ma do tego mistycyzm? 13.09.15, 19:58 PS "Wartością, której - gdy chodzi o politykę - obca jest moralność oparta na autentycznej miłości bliźniego". Polityka nigdy nie była i nie może być oparta na "miłości bliźniego" , WU. Dlaczego? Bo polityka musi być skuteczna, a świat jest tak urządzony, że "nadstawiając drugi policzek" lądujesz na krzyżu. W wymiarze indywidualnego wyboru nic do tego nie mam, ale nie chciałbym, żeby moim krajem rządzili politycy wyznający taką zasadę. Dlatego, myślę, twórca chrześcijaństwa zabezpieczył sie mówiąc: "oddajcie cesarzowi, co cesarskie" Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Co ma do tego mistycyzm? 13.09.15, 20:03 I na koniec. Wybory jakich dokonywałem w latach o których wspomniałeś, dotyczyły wyłącznie mnie. Nie uważałem, że inni tez mają taki obowiązek. I rzeczywiście, były one bliższe idealizmowi z tego prostego powodu, że nikt z nas nie wiedział, co z tego wyniknie, ale było też przekonanie, że może być tylko lepiej. Dzisiaj mamy do czynienia z czymś diametralnie odmiennym. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Co ma do tego mistycyzm? 13.09.15, 20:28 Pierwszy zaczął mówić więzień: - Widzę, że to, o czym mówiłem z tym młodzieńcem z Kiriatu, stało się przyczyną jakiegoś nieszczęścia. Mam takie przeczucie, hegemonie, że temu młodzieńcowi stanie się coś złego, i bardzo mi go żal. - Myślę - odpowiedział procurator z dziwnym uśmiechem - że istnieje ktoś jeszcze, nad kim mógłbyś się bardziej użalić niż nad Juda z Kiriatu, ktoś, czyj los będzie znacznie gorszy niż los Judy! ...A więc Marek Szczurza śmierć, zimny i pozbawiony skrupułów kat, i ci ludzie, którzy, jak widzę - tu procurator wskazał zmasakrowaną twarz Jeszui - bili cię za twoje proroctwa, i rozbójnicy Dismos i Gestas, którzy wraz ze swoimi kamratami zabili czterech moich żołnierzy, i ten brudny zdrajca Juda wreszcie - wszystko to są więc ludzie dobrzy? - Tak - odpowiedział więzień. - I nastanie królestwo prawdy? - Nastanie, hegemonie - z przekonaniem odparł Jeszua. - Ono nigdy nie nastanie - nieoczekiwanie zaczął krzyczeć Piłat, a krzyczał głosem tak strasznym, że Jeszua aż się cofnął. Takim głosem przed wieloma laty w Dolinie Dziewic wołał Piłat do swoich jezdnych: "Rąb ich! Rąb ich! Olbrzym Szczurza śmierć jest otoczony!" Jeszcze podniósł zdarty od wywrzaskiwania komend głos, wykrzykiwał słowa tak, aby usłyszano je w ogrodzie: - Łotrze! Łotrze! Łotrze! - A potem ściszył głos i zapytał: - Jeszua Ha-Nocri, czy wierzysz w jakichkolwiek bogów? - Jest jeden Bóg - odpowiedział Jeszua - i w niego wierzę. - Więc się. do niego pomódl! Módl się najgoręcej, jak umiesz! A zresztą... - głos Piłata pękł nagle - nic ci to nie pomoże. Masz żonę? - zapytał ze smutkiem, sam nie rozumiał, co się z nim dzieje. - Nie, jestem samotny. - Przeklęte miasto... - nie wiadomo dlaczego mruknął nagle procurator i wstrząsnął się, jakby go przeszedł ziąb, potarł dłonie, jakby je umywał. - Zaprawdę, byłoby to znacznie dla ciebie lepiej, gdyby ci ktoś poderżnął gardło, zanim spotkałeś Judę z Kiriatu. - A może byś mnie wypuścił, hegemonie - poprosił nagle więzień i w jego głosie zabrzmiał strach. - Widzę, że chcą mnie zabić. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Wyznaczniki moralno-polityczne. 13.09.15, 19:43 To o czym piszesz WU to szlachetna, ale jednak utopia. W mię żadnej szlachetnej idei nie można jednak przymykać oczu na rzeczywistość. Bo kiedy działaniami ludzi zaczyna rządzić polityczna poprawność i rodzaj "etycznej mody", oznacza to, że ulegają ideologii. A ideologiczne zacietrzewienie (komuniści też chcieli raju na ziemi) prowadzi do zaślepienia. Rozmawiamy nie o strukturze bytu i uporządkowaniu świata, ale o konkretnej sprawie, której skomplikowanie jest ogromne. Dlatego, jeżeli mamy rozmawiać poważnie, nie możemy "ideologizować". W imię żadnej, nawet najszlachetniejszej idei nie można przymykać oczu na ciemne strony tych zjawisk, oraz czynów i mentalności ludzi, którzy uważają swoja religię za jedynie słuszną, a każdą przemoc wobec "niewiernych" za usprawiedliwioną. To nie terroryści spalili przedmieścia Paryża. Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Wyznaczniki moralno-polityczne. 13.09.15, 19:50 PS Poza tym, stworzenie precedensu jaki jest otworzenie granic prze de facto gigantyczną inwazją ludzi skądkolwiek oznacza konieczność przedefiniowania obecnego porządku państwowo-spoleczno-prawnego, albo postawienie temu tamy. Bo z czym mamy tu do czynienia? Z kapitulacją systemu. Precedens ma to do siebie, że później staje się normą. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Wyznaczniki moralno-polityczne. 13.09.15, 20:43 A co jeśli w imię najbardziej nawet szlachetnej polityki przymkniemy oczy na jasne strony tych zjawisk, oraz czynów i mentalności ludzi, którzy własne życie stawiają ponad obawy innych? Odpowiedz Link
ulisses-achaj Re: Wyznaczniki moralno-polityczne. 13.09.15, 23:58 My? Problem polega właśnie na tym, że "my" oznacza zbiorowość, w imieniu której nikt się wypowiadać, ani niczego przesądzać nie może. To czy przymkniemy oczy czy nie jest kwestią indywidualnego, bardzo prywatnego wyboru, i dopiero suma ich wszystkich (o ile ich zakres jest duży) może mieć wpływ na cokolwiek. I nigdy nie będziemy wiedzieli, jak naprawdę się rzeczy mają, bo wpływ mediów, polityków i ruchów społecznych skutecznie uniemożliwia jakikolwiek prawdziwy ogląd poza jednostkowym, tym który w azylu własnego "ja" podejmujemy. Ale nawet tego trudno być pewnym, bo żaden "azyl" nie jest już hermetyczny. Odpowiedz Link