Dodaj do ulubionych

jak się zapatrujecie na spotkania

13.08.09, 15:43
kawowo-plotkowe Waszych partnerów z przedstawicielami odmiennej płci?

Czyyyyyyyyyyli jeżeli Wasza kobieta chce się spotkać z kolegą (którego zna od
lat) to robicie jakiś problem? No i to samo pytanie do Pań: puściłybyście
chłopa samego na kawę ze starą znajomą?

I teraz sytuacja sprzed chwili po której opadły mi cycki: mam ja kolegę z
którym od roku bezskutecznie próbujemy umówić się na kawę i plotki, ale jako
że mieszkamy w innych miastach to nam nie wychodzi... bo jak on przyjeżdża
tutaj to mnie nie ma i na odwrót.

No więc dzwonię do niego i mówię, że we wrześniu będę w jego okolicy na kilka
dni i pytam czy skoczymy na kawę. Na co on odparował, że ostatnio SĄ
zapracowani, ale jeżeli BĘDĄ mieli czas to chętnie PRZYJDĄ. Wolałam się
upewnić i pytam grzecznie czy to oznacza, że przyjdzie w liczbie mnogiej, a on
na to, że tak.

Ją znam tylko ze zdjęć i z jego opowieści, a on jest dobrym znajomym, z którym
zawsze mi się świetnie rozmawiało i nic poza tym. Może ja mam jakiś zryty
obraz związków, ale wydawało mi się, że jeżeli ludzie sobie ufają to nie ma
problemu, gdy poza wspólnymi znajomymi ma się też własnych, z którymi od czasu
do czasu się spotyka.

No ale jak widzę, że to taki problem, to normalnie mi się kawy odechciewa.

A czy Wy zawsze wszędzie chodzicie razem i nie puszczacie samego chłopa na
spotkanie z koleżanką, ani kobiety na spotkanie z kolegą? Tylko szczerze :P
Obserwuj wątek
    • bertrada Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 16:05
      Ludzie chyba tak mają. Ale jak ja się czasem z kimś spotykam i ten ktoś jest
      sparowany i przychodzi sam, to zazwyczaj nie chce żeby jego luba się o tym
      dowiedziała. Zdarzyło mi się, że na takim spotkaniu, do znajomego zadzwoniła
      żona i on jej powiedział, że właśnie jest z kumplami na spotkaniu i wróci
      później. Potem stwierdził, że musiał tak powiedzieć, bo za dużo miałby tłumaczenia.
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 16:13
        No i to jest to czego nie rozumiem. U mnie to zawsze była krótka piłka, mówiłam,
        że idę na kawę/piwo z tym i tym i po temacie. Ani sobie nie wyobrażam, żebym
        musiała chłopa pytać o pozwolenie, ani żebym miała go ciągnąć ze sobą, żeby
        później problemów nie było. Oczywiście to działa w dwie strony. I jakoś mi taki
        model pasuje ;)
        • kretynofil Nie probuj zrozumiec, bo sie spocisz :) 19.08.09, 12:30
          Niektore baby tak maja - az ciezko uwierzyc.

          Kolezanka mojej zony opowiadala, ze kiedy sie rozwiodla z mezem to jej przyjaciolki przestaly ja zapraszac na imprezy. Bo, jak powszechnie wiadomo, jak przyjdzie taka samotna baba to od razu zacznie podrywac mezow swoich przyjaciolek :)

          Z drugiej strony - zebysmy wszyscy mieli tylko takiego pie*dolca, to zycie byloby nudne :)
          • lucusia3 Re: Nie probuj zrozumiec, bo sie spocisz :) 20.08.09, 00:56
            Sądząc po nicku baba_krk to krakowianka. Widać w Krakowie ludzie mają zdrowe
            podejście do związków. Mnie tam nie rusza, jak mój Pan i Władca idzie na kawę
            czy lunch z kimś, płeć mi jest absolutnie obojętna. Jemu też jest obojętne, jak
            spotykam się w mniej lub bardziej służbowych celach ze znajomymi. To chyba
            zdrowie? Nie widzę powodu, żeby, skoro sie pobraliśmy, patrzeć na siebie 24
            godziny na dobę.
    • justysialek Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 16:45
      W sumie to nie wiem, bo nigdy nie było takiej sytuacji, żeby któreś
      z nas szło na kawę z jedną osobą przeciwnej płci. Mój nie ma
      psiapsiółki a ja nie mam na tyle bliskiego przyjaciela, żeby się z
      nim widywać sam na sam. Mam kolegów a on koleżanki ale zwykle
      spotykamy się z nimi w paczce.
      Zdarzało się natomiast, że jeździł na zagraniczną delegację z
      koleżanką z pracy i wtedy razem zwiedzali, jedli itd. Jak potem
      oglądałam zdjęcia to byłam ciutkę zazdrosna ale nigdy nie wpływało
      to jakoś znacznie na moje zachowanie.
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 17:38
        Ja sobie tak nawet myślę, że nie dość, że ja nie robiłam problemów to i nigdy
        nikt mi nie robił.

        A co byś zrobiła teraz w mojej sytuacji? Jak już pisałam kobiety nie znam, ale i
        do poznania jej też się nie wyrywam. Z jego opisów wynika, że niekoniecznie
        byśmy się dogadały. Poza tym prawdziwe plotki starych znajomych obejmują też
        rozmowy o tym jak się komu w związkowie układa i co on ma mi niby przy niej
        powiedzieć? ;)
      • znam-sie Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:03
        TO TYLKO JELEŃ SIE Z TYM POGODZI ZE JEGO UKOCHANA CHODZI SOBIE NA SPOTKANIA Z
        INNYM, PEWNIE SIE ZNAJDZIE TAKI OKULARNIK W SWETERKU CO TO ZAAKCEPTUJE

        NORMALNY FACET TO CIE RZUCI PO PIERWSZYM TAKIM WYBRYKU

        JAK CI SIE PRZYDARZY RAZ , DWA ALE JAK CIAGLE WYCHODZISZ Z JAKIMS KOLEGĄ, TO
        MASZ COŚ NIE TAK Z GŁOWĄ JAK MYSLISZ ZE JAKIKOLWIEK SZANUJACY SIE FACET TO
        ZAAKCEPTUJE

        • kicia6907 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 18:00
          Ja uwazam ze wyjsc sobie moze, czemu nie?, ale z kumplami, na
          chlopskie pogaduszki,piwko... ale nie z kolezanka z dawnych lat- a
          moze kiedys sie kochalas w nim i teraz chcesz popatrzec jak wyglada
          i czy serduszko CI jeszcze pyka. Moim zdaniem facet jest ZDROWY-
          widocznie w zwiazku jest szczesliwy i nie chce/ nie potrzebuje
          jakichkolwiek zgrzytów tylko dlatego ze jakas panna chce sama na sam
          z nim posiedziec.Co do zazdrości- to ja jestem zazdrosna- bo i mam
          o Kogo:) i nie wyobrażam sobie by chodził gdzieś beze mnie (chyba
          ze z kumplami) A i nie sądze by mojego Pana bawiły takie wyskoki.

          Zazdrość to nie klatka!!!!
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 19:53
            następna, która ma problem z czytaniem ze zrozumieniem...
            ale za to pierwsza, która ma własnego Pana :D

            a poza tym to sama sobie przeczysz, np. tu:

            kicia6907 napisała:

            > Co do zazdrości- to ja jestem zazdrosna- [...] i nie wyobrażam sobie by
            chodził gdzieś beze mnie (chyba ze z kumplami)

            > Zazdrość to nie klatka!!!!
          • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 20.08.09, 20:16
            A z kumplami to się spotykają gdzie? Na odludziu i pustyni? :)

            Tak sobie jeszcze pomyślałam, że zawsze spotykałam się z facetami, którzy z
            racji uprawianego zawodu stykali się z mnóstwem ludzi, w tym młodych kobiet,
            które traktowały ich momentami jak idoli, autorytety, wzdychały i patrzyły
            maślanymi oczami. Często to byly też sytuacje zupełnie nieformalne.
            I tak sobie myślę, że to zdrowe jest - facet ma ego zdrowe i dopieszczone,
            potwierdzenia męskości szukać nie musi, na komplementy i niewybredne podrywy się
            uodparnia i go nudzą... Lepiej docenia swoją własną kobietę.
            A taki trzymany w złotej klatce, to wypuszczony do knajpy z kumplami i narażony
            na podryw megalaski na szpilkach, która nagle lata za nim po całej knajpie -
            może zglupiec. Bo mu się to wydaje jedyną, wyjatkową okazją.
    • cytrynka_ltd Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 19:30
      mogę oddać Ci moich natarczywych kumpli;)
      ja mam tak, że jak mnie jakiś osobiście nie interesuje, to nie mam ochoty
      spotykać się z nimi na ploty.
      a, nachalni są jedynie Ci, którzy liczą na jakąś bliższą więź, seks.
      faceci nie spotykają się na ploty, jak mają to w zwyczaju kobiety.

      ten Twój kumpel jest jakiś wyjątkowo uczciwy.
      gdyby nie czuł do Ciebie sentymentu, to będąc z "tą" partnerką w ogóle nie
      chciałby spotkać się z Tobą.
      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 13.08.09, 19:48
        nie lubię natarczywych ludzi

        czyli nie masz żadnych kolegów? ani jednego z którym mogłabyś iść na piwo i
        porozmawiać o wszystkim i o niczym, bez podtekstów erotycznych?

        Mój kumpel nie ma po co do mnie czuć sentymentu, bo to inny rodzaj relacji, nie
        byliśmy nigdy parą. No i idąc Twoim tokiem rozumowania będąc z kimś w związku
        musiałabym odciąć się grubą krechą od przeszłości i pogonić wszystkich
        znajomych... chyba nie o to w życiu chodzi?
        • kudlata_paprotka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 12:37
          Bez podtekstow erotycznych? Facet, kobieta i alkohol? Glupiutkta, naiwna? Czy
          serio tak myslisz? Nie chce obrazic, ale przemysl sobie te poprzednie spotkania.
          Lubisz kolegow, bo czujesz podswiadomnie, ze im sie podobasz, to ci pochlebia,
          jest mile. Ale z wiernosci nie jestescie niby soba zainteresowani i leca tematy
          zastepcze. Seks pojawia sie z rozmowach zawsze i jest fajnie. Ale niektorzy sie
          obawiaja takich tematow, bo maja inny zakres wierosci.
          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 12:52
            Jeśli piszę o tym konkretnym przypadku, że bez podtekstów erotycznych to znaczy,
            że tak jest, tak? Nie znasz ani mnie, ani jego, więc nie masz podstaw, żeby w to
            wątpić. Poprzednie spotkania z tym konkretnym panem były bez podtekstów, jak i
            cała nasza znajomość.

            Lubię kolegów bo mamy wspólne pasje, wiele tematów do rozmów i miło nam się
            rozmawia. Na serio tak ciężko to zrozumieć?

            Jeśli chcę się umówić z kimś komu się podobam, to się umawiam, ale z racji tego,
            że taki facet nie ma kobiety to i nie ma problemu opisanego w tym wątku.
          • japoneczki Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:05
            będąc w związku szczerze mówiąc nie mam potrzeby za bardzo spotykać
            się z innymi facetami, zwł. że Ci nigdy (!!!) nie chcą spotkać się
            bez żadnych podtekstów - żarty żartami, ale faceci nie są takimi
            fanami rozmów, żeby tylko z pobudek wymienienia uwag na tematy ważne
            i nieważne spotykali się z dziewczyną. zresztą, jak spotykają się z
            kolegami to niby o czym rozmawiają... ;) może taka mnie tylko
            rzeczywistośc dotyczy, ale takie mam doświadczenia. jeśli dałam się
            namówic na takie koleżenskie spotkanie - i jakby się wydawac mogło,
            koleżenskie w moim i jego mniemaniu, to zawsze z tego jakieś akcje
            wychodziły, bo sobie chłopiec coś tam nawyobrażał... także ja
            dziękuję. a między kobietą i mężczyzną zawsze jest seks, a jak go nie
            ma to albo siostra to i brat, albo w grę wchodzi odmienna orientacje
            ;) i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej, taka naiwna nie jestem.
            z drugiej strony nie wiem po co niby mój mężczyzna miałby się spotykać z jakąś obcą babą, sam na sam - skoro -> patrz wyżej...
            jeśli ma ochotę na rozmowę, zapraszam go do siebie. a jeśli ma ochotę
            się z kimś spotkać, bo to stara przyjaciółka, to niech mnie weźmie ze
            sobą (ja tak bym właśnie zrobiła). ja chętnie ją poznam i równie miło
            spędzę czas. zaufanie zaufaniem, ale tak naprawdę to nie ma nic
            wspólnego z zaufaniem. poprostu uważam, że to jest pewnego rodzaju lojalność i nie kuszenie losu. ja na szczęście miałam zawsze
            mężczyzn, którzy nie chcieli prowokować takich sytuacji i raczej bali
            się konkurencji, więc problem sam przez się miałam rozwiązany, bo
            skoro ja nie robię takich rzeczy, to oni też nie robią. ale przyznam,
            że nie jest to dla mnie problem, bo po co spotykać się z facetem sam
            na sam (koniecznie) jeśli nie wchodzi w grę jakiś flirt, a jeśli
            chodzi o miłe spędzenie czasu, wspominki czy inne, to spokojnie mój
            mężczyzna może pójść ze mną i też się dobrze bawić. dla mnie facet w
            wątku zachował się ok, no mógł powiedzieć, że chętnie się spotka, ale
            chciałby żebyś poznała jego dziewczynę albo na odwrót. nie rozumiem
            zazdrości ;)
            • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:31
              Mądre słowa.

              Tak to już jest z nami facetami, że nie jesteśmy fanami długich rozmów. Więc
              spotkanie z koleżanką/przyjaciółką 1:1 jest najczęściej (choć nie upieram się,
              że w 100% przypadków) odgrzewaniem sentymentów, albo liczeniem na przygodę lub
              coś dłuższego.
              Jeśli w związku dostaje się to, czego się pragnie, to chce się nie szuka okazji
              na takie spotkania, bo to jest conajmniej nielojalność.

              NIE mówię o wyjściach grupowych (czyli nie 1 facet + 1 babka). Każdy potrzebuje
              czasem "odpoczynku" od swojego partnera. "Zresetowania" mózgu w otoczeniu innych
              ludzi. Wiadomo, że nie można sobie robić ze związku więzienia i chorować z
              zazdrości. Jak druga strona zechce zdradzić to znajdzie sposób.
              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:16
                A co zrobisz w takiej sytuacji: masz przyjaciółkę od wielu lat, dziewczynę
                załóżmy od kilku m-cy, niestety obie panie za sobą nie przepadają. I co wtedy?
                Przekreślisz wieloletnią znajomość w imię źle wg mnie postrzeganej lojalności
                wobec obecnej?
                • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:29
                  Zakładając, że żadne rozmowy i próby nie dały efektu w postaci tolerowania się
                  obu pań, to jasne jest dla mnie, że wybieram uczucia tej (i lojalność wobec
                  niej), na której bardziej mi zależy. Oznacza to, że moja dziewczyna "wygrywa". A
                  z przyjaciółką pozostaję w normalnym (ani przesadnie schłodzonym, ani nie
                  buchającym gorącymi emocjami) kontakcie mailowym/gg/telefonicznym i nie ukrywam
                  tego przed moją dziewczyną. Ale na spotkania z przyjaciółką wtedy nie chodzę.

                  Nie da się złapać kilku srok za ogon. Życie to sztuka wyboru - trzeba umieć
                  podjąć decyzję. Oczywiście oczekuję symetrii w zachowaniu mojej dziewczyny -
                  jakie relacje ustaliliśmy za OK względem moich przyjaciółek, takie same ma ona
                  względem swoich przyjaciół. Partnersko po prostu. Nie więziennie :)
                  • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:49
                    mick_dundee napisał:

                    > Nie da się złapać kilku srok za ogon. Życie to sztuka wyboru - trzeba umieć
                    podjąć decyzję.

                    Oczywiście, że sztuka wyboru, ale jednak widzę te wybory w innym kontekście. Nie
                    wyobrażam sobie, żeby partner miał mi dobierać znajomych, mówić z kim powinnam
                    lub nie powinnam się spotykać, czy w ogóle to sugerować. I szczerze
                    powiedziawszy gdyby dawna znajomość była wartościową przyjaźnią, to w życiu bym
                    z niej nie zrezygnowała ze względu na widzimisię chłopa. Znam kilka takich
                    związków, w których on skutecznie jej ograniczył kontakty z dawnymi znajomymi,
                    zajęli się spijaniem nektaru ze swoich dzióbków, a gdy pojawiły się problemy w
                    ich związku i w efekcie się rozstali, to biedne dziewczę nie miało do kogo się
                    zwrócić celem wygadania, bo została kompletnie sama.

                    > Oczywiście oczekuję symetrii w zachowaniu mojej dziewczyny -
                    > jakie relacje ustaliliśmy za OK względem moich przyjaciółek, takie same ma ona
                    > względem swoich przyjaciół. Partnersko po prostu. Nie więziennie :)

                    Z tym się akurat zgadzam, co się ustali w związku, to obie strony powinny
                    respektować, a nie że któreś może więcej.
                    • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:10
                      Tak jak napisałaś - Ty to widzisz w taki sposób, jak opisałaś, a ja trochę
                      inaczej. Ale nie znaczy to, że moje czy Twoje zdanie jest lepsze lub gorsze.
                      Pewnie w życiu realnym akurat my byśmy się z sobą nie związali :) mimo, że chyba
                      oboje jesteśmy krakusami :))) ...bo Ty czułabyś się "regulowana", a ja czułbym,
                      że nie jestem najważniejszy i z innymi facetami nie wygrywam u Ciebie. Ot
                      różnice w punktach widzenia :)

                      Trudno zakładać od razu, że za jakiś czas związek się rozleci. Psychologia mówi,
                      że jak się ma określone założenia (teoretyzuję tu), to często, na skutek różnych
                      przyczyn, życie toczy się wg. tych założeń, nastawienia.
                      Ja mam tak, że jak się zakochuję to rzucam się w to uczucie cały. Więc jeśli
                      Obiekt Mojego Uczucia :D czuje się zagrożony przez istnienie w moim bliskim
                      otoczeniu kogoś "konkurencyjnego", to wybieram wspomniany OMU :)

                      Trzeba mieć instynkt samozachowawczy i obserwować czy przebywając w różowej
                      mgle, którą stworzyła OMU nie popadamy w paranoję. Jedni ludzie się dogadują, bo
                      mają podobny punkt widzenia, a inni mimo np. ogromnego pożądania nie stworzą
                      stabilnego związku, bo ich oczekiwania się rozmijają.
                      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 18:44
                        mick_dundee napisał:

                        > Tak jak napisałaś - Ty to widzisz w taki sposób, jak opisałaś, a ja trochę
                        > inaczej. Ale nie znaczy to, że moje czy Twoje zdanie jest lepsze lub gorsze.

                        Szanuję Twoje zdanie i dlatego nie zamierzam twierdzić, że moje jest lepsze (tak
                        ogólnie), tylko po prostu uważam, że takie podejście jest lepsze dla mnie.

                        > Pewnie w życiu realnym akurat my byśmy się z sobą nie związali :) mimo, że chyba
                        > oboje jesteśmy krakusami :))) ...bo Ty czułabyś się "regulowana", a ja czułbym,
                        > że nie jestem najważniejszy i z innymi facetami nie wygrywam u Ciebie. Ot
                        > różnice w punktach widzenia :)

                        Tak tak, rodowita krakowianka ;)
                        Nigdy nie było tak, że skupiałam się tylko i wyłącznie na znajomych, a facet
                        czuł się mało ważny. To są po prostu 2 różne "kategorie": miłość i przyjaźń; i
                        do tej pory było tak, że wszystko umiałam pogodzić tak, żeby nikt nie "ucierpiał".

                        > Trudno zakładać od razu, że za jakiś czas związek się rozleci. Psychologia mówi,
                        > że jak się ma określone założenia (teoretyzuję tu), to często, na skutek różnych
                        > przyczyn, życie toczy się wg. tych założeń, nastawienia.

                        To też nie zakładam na początku związku, że on na pewno się zaraz rozpadnie.
                        Jestem nastawiona jak najbardziej pozytywnie i pełna entuzjazmu, ale przy tym
                        wszystkim staram się nie zaniedbywać znajomych za bardzo.

                        > Ja mam tak, że jak się zakochuję to rzucam się w to uczucie cały. Więc jeśli
                        > Obiekt Mojego Uczucia :D czuje się zagrożony przez istnienie w moim bliskim
                        > otoczeniu kogoś "konkurencyjnego", to wybieram wspomniany OMU :)

                        Wydaje mi się, że OTU mógłby się czuć zagrożony, gdybyś miał jakąś dodatkową
                        adoratorkę, ale zwykli znajomi uczuciowo chyba konkurencji nie stanowią ;)

                        > Trzeba mieć instynkt samozachowawczy i obserwować czy przebywając w różowej
                        mgle, którą stworzyła OMU nie popadamy w paranoję. Jedni ludzie się dogadują, bo
                        > mają podobny punkt widzenia, a inni mimo np. ogromnego pożądania nie stworzą
                        > stabilnego związku, bo ich oczekiwania się rozmijają.

                        Nie twierdzę, że w związku zawsze i ze wszystkim trzeba się zgadzać, ale w
                        kluczowych dla nas kwestiach na pewno tak. Inaczej może być ciężko, bo właśnie
                        na samym pożądaniu daleko się "nie zajedzie" ;))
                        • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 19:41
                          Chyba wyczerpaliśmy temat, ale że gada się fajnie, to coś wymyślę dalej :D

                          Pożądanie jest ekstra :))) ...tyle, że właśnie trzeba się zgadzać w zasadniczych
                          dla obu stron sprawach. A swoją drogą z grona moich różnych (temperamentem,
                          wyglądem, poglądami) znajomych, to przytłaczająca większość myśląc o wyjściu na
                          kawę 1:1 z kobietą, to planuje już w myślach dalszy ciąg.
                          Ja tam nie wierzę w przyjźń między mężczyzną a kobietą. Zawsze któraś strona
                          będzie w końcu chcieć czegoś więcej. Przeżyłem 4 przyjaźnie i było tak samo
                          zawsze. Może gdyby się ograniczać do internetu i nie widzieć się, to jeszcze
                          jest szansa. Ale facet to wzrokowiec i jak już mu się coś w oczy rzuci, to staje
                          się najbardziej ekologicznym silnikiem - kilka zaledwie obrazów, a paliwo na
                          marzenia na długo :))

                          Idę zrobić sobie herbatę :D
                          • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 20:50
                            Kurczę, nie mam takich problemów. Jeśli chodzi o nowe znajomości to dosyć szybko
                            umiem stwierdzić czy będzie ona koleżeńska, czy coś więcej. Jeśli ma być
                            koleżeńska i widzę, że idzie nie w tym co trzeba kierunku to stawiam sprawę
                            jasno, po co ta druga osoba ma sobie robić złudne nadzieje. Ale taka sytuacja ma
                            miejsce jedynie na początku znajomości, a nie po wielu latach. Zatem moje stare
                            koleżeńskie relacje z panami nie mają żadnych podtekstów.

                            Być może w przypadkach, o których pisałeś któraś ze stron nie określiła jasno
                            charakteru znajomości i druga osoba wciąż miała nadzieję. Ja staram się, żeby
                            wszystko było zawsze jasne :)
                            • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 21:55
                              I tu docieramy do sedna różnic między mężczyznami a kobietami :) Kobieta
                              wchodząc do pomieszczenia jest w stanie opisać choćby mniej-więcej relacje,
                              które łączą poszczególne pary, ludzi.

                              A facet nic, zero :)) Do tego dojdzie (mam w tym tytuł wicemistrzowski)
                              nie-umiejętność zauważania zaintersowania ze strony kobiet. Rzeczy subtelnie
                              przekazywane umykały mi jak Meksykanie przez granicę z USA.
                              Facet ślicznie wyznaczy w pomieszczeniu (nawet bez okien) gdzie jest północ
                              (kierunek geograficzny, nie mówię o porze dnia :D ).

                              Zatem to, co dla kobiet jasne, dla facetów nie. Kobiety myślą, że coś jasno
                              zdefiniowały, a faceci nierzadko uznają, że to jakaś gra, ściemnianie itp. Albo
                              liczą, że kobieta zmieni zdanie. Prawda, że bywa i tak, że to właśnie gra albo
                              zdanie zmienia się pod wpływem czasu i przeżyć?

                              Zmieniając (który to już raz? :D ) lekko temat, to DLA MNIE ciekawym testem na
                              znajomość z kobietą jest to jak ona odbiera film "Testosteron". Jeśli się z
                              niego śmieje, jeśli odbiera ten film jako duże przerysowanie pewnych historii,
                              to na wstępie dziewczyna ma punkty za dystans do kobiecości i poczucie humoru.
                              Bywają i takie, co biorą ten film zbyt serio i traktują jako obrazę kobiecości.
                              Wtedy to jedno wielkie OJ... W każdym razie w tym filmie mówią też o prostocie
                              spojrzenia mężczyzn na kobiety. No jesteśmy wzrokowcami i bardzo często patrząc
                              na kobietę zastanawiamy się jak by to było, gdyby po kawie zaprosiła na pokaz
                              zdjęć z wakacji :)))
                                • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:40
                                  Ależ ja Cię nie chcę klasyfikować. Mnie ten film bawił, "Lejdis" tak samo. Lubię
                                  twórczość Machulskiego, lubię komiksy o Asteriksie i ten, kto lubi podobne
                                  tematy jest mi bliższy. Po prostu możemy się śmiać z tych samych rzeczy. Kiedyś
                                  poznałem jedną dziewczynę, strasznie mi się podobała, ale nic z tego nie wyszło,
                                  bo kompletnie nie miała poczucia humoru. A ono jest dla mnie jedną z
                                  najważnieszych cech człowieka.
                                  Może jesteś skażona przez studia :) To tak jak bym miał oczekiwać, że żołnierz
                                  będzie się świetnie bawił na filmie "Helikopter w ogniu". Raczej potwierdzi, że
                                  takie masakry są i powie, że wtedy nie czuje się pędu ku bohaterstwu tylko
                                  zwykły ludzki strach.

                                  Ja nikogo nie zmuszam do bycia takim samym jak ja. Umiem akceptować odmienność i
                                  tego oczekuję od innych. Nie chodzę i nie "ewangelizuję". Nie wszyscy muszą mnie
                                  lubić i ja nie zamierzam lubić wszystkich lub robić coś wyłącznie dla
                                  zaskarbienia sobie sympatii.
                                  I nawet w pracy ze mną jest wesoło, a właściwe efekty są również :))
                                  • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:46
                                    Nie no... Poczucie humoru (chyba) mam na w miarę przyzwoitym poziomie. Podobno
                                    to najbardziej sprawiedliwie rozdysponowana cecha - nikt nigdy nie twierdzi, że
                                    mu jej brakuje ;)
                                    Ja raczej w kotekście relacji damsko-męskich, a nie humoru. Bo w takim o tym
                                    filmie mówiłeś.

                                    Ale z podejściem do znajomosci damsko-męskich się nie zgadzam. Znam wielu
                                    facetów, z kilkoma się przyjaźnię. I jak najbardziej wiem, ze są w stanie
                                    zawierać znajomosci i przyjaźnie z kobietami bez podtekstu seksualnego. Po
                                    prostu traktują kobiety zwyczajnie, jak ludzi. A atrakcyjne seksualnie są dla
                                    nich nieliczne... Może wybredni są? Zresztą nawet seksualny pociąg dla
                                    rozsądnego człowieka nie przekreśla przyjacielskiej znajomości.
                                    • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:03
                                      Faktycznie, nie znam nikogo kto powie, że nie ma poczucia humoru :) Trafne to,
                                      co powiedziałaś :)

                                      Nie ma automatyzmu w męsko-damskiej relacji, szczególnie przyjaźni. Przyjaźń to
                                      dla mnie duże słowo i wiele lat mija zanim się z kimś określę "jesteśmy
                                      przyjaciółmi". W sumie to mam takich w życiu 3, pozostałych określiłbym jako
                                      znajomi, bliscy znajomi.
                                      A wracając do podtekstu seksualnego - tysiące lat cywilizacji dały nam to, że
                                      nie reagujemy jak zwierzęta, tylko możemy kierować swoim postępowaniem. I
                                      wybierać. Albo dążyć do pogłębiania znajomości, albo iść za instynktami.
                                      Nie powiem też, że każdy mężczyzna patrzy na kobietę jako na obiekt seksualny.
                                      Zbyt wielkie to uogólnienie. Ale większość mężczyzn - to już będzie prawdziwe. I
                                      nie ma co być naiwnym. Facet siędo tego nie przyzna, ale tak popatrzy/pomyśli.

                                      Pierwsza moja wypowiedź w tym wątku pojawiła się dlatego, że uważam, że mimo
                                      możliwości wyboru ("lepszego" zachowania) lepiej nie stwarzać okazji. Zatem
                                      wyjście 1:1 na kawę z przyjaciółką niewątpliwie buduje coś w relacji 'ta kobieta
                                      <--> ten mężczyzna'. Zbliżanie się do siebie poprzez przyjaźń może właśnie
                                      naruszać pewność i stabilność istniejącego związku. Głównie ze strony mężczyzn,
                                      bo moim zdaniem kobiecie chyba potrzeba naruszenia jakiś podstaw jej związku by
                                      szukała czegoś poza nim. A faceci są bardziej skłonni do "pójścia za
                                      instynktem". Nie mówię, że to wspaniałe.
                                      Nie wiem też czy mężczyzna nie idzie w kierunku przyjaźni, bo mu właśnie czegoś
                                      w obecnym związku brakuje. Chyba tak. Kobieta może chcieć przyjaźni ot tak po
                                      prostu.

                                      Nie zamotałem? :))

                                      Post pisany z towarzyszeniem "Ypur latest trick" Dire Straits
                                      :)
                                      • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:13
                                        Ja patrzę z trochę innej perspektywy - przyjaciół mam męskich, znamy się ponad
                                        10 lat. I nie ma takiej opcji, żeby mi ktoś tych kontaktów zabronił. w
                                        konfiguracjach 1x1, 2x1, czy 3x1 ;) Poza tym generalnie dobrze się z facetami
                                        rozumiem - i nigdy nie lubiłam ciągać za soba swojego partnera na każde
                                        spotkanie towarzyskie.Potrzebuje przestrzeni. A jednocześnie jestem wierna i
                                        seryjnie monogamiczna ;) Ale damsko-męskie znajomości utrzymuję latami - i jakoś
                                        działa. Więc do wizji samca-zwierzęcia się nie przekonam. samca-świętego też nie ;)
                              • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:31
                                mick_dundee napisał:

                                > Zatem to, co dla kobiet jasne, dla facetów nie. Kobiety myślą, że coś jasno
                                > zdefiniowały, a faceci nierzadko uznają, że to jakaś gra, ściemnianie itp. Albo
                                > liczą, że kobieta zmieni zdanie. Prawda, że bywa i tak, że to właśnie gra albo
                                > zdanie zmienia się pod wpływem czasu i przeżyć?

                                Tutaj też nie można aż tak uogólniać. Nie wiem jak reszta kobiet, więc wypowiem
                                się tylko za siebie. Otóż nie uskuteczniam żadnych dzikich podchodów, tylko
                                zawsze staram się dać jasny i jednoznaczny komunikat, tak żeby nie było miejsca
                                na niedomówienia i różnorakie interpretacje. I w sumie tego samego oczekuję, bo
                                tak jest prościej, a życie jest po to, żeby sobie je ułatwiać, a nie utrudniać.
                                Nie zmieniam też zdania co chwilę, więc jeżeli stwierdzę, że komuś jestem w
                                stanie ofiarować jedynie przyjaźń to tak jest. I moi koledzy/przyjaciele o tym
                                wiedzą i tym samym nie stanowię żadnego zagrożenia dla ich partnerek.

                                Dystans do siebie mam ogromny i lubię jak druga strona może się podobnym
                                pochwalić ;)
                                • mick_dundee Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 22:50
                                  Prawda, faktycznie trochę generalizowałem. A to nigdy dobrze nie działa, choć
                                  jest wygodne i kuszące jak hamak i dobra książka :)

                                  Oj dystans do siebie to w Polsce cecha tak rzadka jak umiejętność niesienia
                                  pierwszej pomocy. Jestem zdania, że aby śmiać się z innych należy najpierw umieć
                                  i pozwolić śmiać się z siebie. Ile to razy spotyka się takich, co jak z nich
                                  zażartować, to śmiertelna obraza. A wcześniej sami brali innych na języki.

                                  Śmiech to jeden z filarów życia. No na pewno mojego :D
                                  • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:21
                                    Prawda jest taka, że i tak wciąż uczę się dystansu, są jakieś tam kwestie z
                                    których nie do końca umiem się śmiać, ale pracuję nad tym, żeby je wyeliminować
                                    :) A obrażam się baaaaaaaaaaardzo rzadko i jeśli już to o czyny, a nie słowa. No
                                    i czyny muszą być wielkiego kalibru, a nie na zasadzie, że miał zadzwonić o
                                    16, a zadzwonił o 20:00
                                    ;)
            • hb1980 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 17:01
              Boze, chron przed takimi kobietami. dla Twojej informacji wiele razy
              spotykalem sie sam na sam z dziewczynami bez podtekstu seksualnego,
              byly to po prostu moje przyjaciolki ze studiow, z ktorymi
              wychodzilem na piwo, tak jak wychodze to pubu ze znajomymi plci
              meskiej. no i na dodatek nie jestem gejem! i wyobraz sobie, ze moja
              dziewczyna wie o tych spotkaniach i jej to nie przeszkadza. czyz to
              nie paradne?
              • kudlata_paprotka Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:21
                KOntekst seksualny, to nie znaczy "umawianie sie na seks", tylko to, co jest
                nieuswiadomione. A to, jak bardzo agresywnie reaguje tu kilka osob na to, ze
                kobiety i mezczyzn laczy seks, czy sie tego chce czy nie, i czy sie o tym nawet
                mysli, swiadczy o tym jedynie, ze mocno to wymieraja i chca byc " bardziej
                swieci niz papiez".
                • 2szarozielone Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 23:26
                  Nie. To jest reakcja na to, że ludzie mogą mieć jazdy z zazdrości na samą myśl o
                  tym, że inni ludzie mają płeć. No - mają. Potrzeby seksualne pewnie też mają. I
                  pewnie w związki monogamiczne też się łączą z własnej woli. I własną wolą mogą
                  się z nich wyplątać. I trzyma je w nich miłość/poczucie
                  odpowiedzialności/moralność/erotyczne zaślepienie/zakochanie/przyzwoitość.

                  I jak się zna swojego partnera i mu ufa - to się go puści nawet na weekend z
                  Dodą w Łebie.
    • asiunia311 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 16.08.09, 17:13
      To chyba bym musiała 3/4 personelu z pracy mojego partnera
      wymordiwać 'w słusznej sprawie'. Pracuje z 20 babami. Czasem mają
      jakieś spotkania - jakieś śmieszne imieniny, dzień pracownika
      samorządowego itede... Nigdy bym się na to nie wybrała, bo czułabym
      się nizręcznie. Trochę luzu - albo się komuś ufa, albo nie - tylko w
      takim razie, po co być w związku? Ale zdaję sobie sprawę, że to
      raczej wołanie na puszczy - dla większości kontrola nad partnerem to
      sprawa życia i śmierci. Mnie takie podchody wydają się zbyt zawiłe.
      Chyba nie nadaję się do takich gierek.


      • baba_krk Re: jak się zapatrujecie na spotkania 16.08.09, 18:32
        Jeśli chodzi o pracowe spotkania to chłop wziął mnie kiedyś na takie jedno, a na
        nim same baby, on, jeden jego kolega no i ja. Cały czas rozmawiali o pacjentach
        i gdyby nie fakt, że akurat w knajpie był telewizor i leciał mecz, to
        zanudziłabym się na śmierć.

        Trochę jednak przestrzeni trzeba sobie dawać i od zawsze wychodzę z prostego
        założenia, że jeżeli partner sam siebie nie upilnuje, to ja tym bardziej nie i
        zaufanie po prostu musi być.
        • asiunia311 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 17.08.09, 20:09
          Otóż to... Pamietam też jedno nieszczęsne spotkanie klasowe. Poszłam
          na nie razem z moim chłopem ( proszę na mnie nie wieszać kotów za
          niekonsekwencję, chodziliśmy do jednej klasy do LO ) i jeden koleś
          przywlókł swoją dziewczynę, Rumunkę. Raz, że zaraz zrobiło się
          sztywno, dwa, że dziewczyna po angielsku piąte przez dziesiąte, po
          polsku nie w ząb i męczyła się biedaczka okrutnie. Podobno jej nie
          miał z kim zostawić. A nie wyglądała na jakąś niedorozwiniętą...
    • qw994 Re: jak się zapatrujecie na spotkania 16.08.09, 21:13
      Ten problem jest nieco szerszy :) Niektórzy tak mają, że jak już jest para, to
      sklejona superglue. Moja koleżanka (na szczęście w tej chwili ta przypadłość jej
      przeszła) w momencie, kiedy miała chłopaka, targała go na spotkania ze mną. A ja
      się chciałam widzieć z nią, a nie z nim, bo przecież nie będę o swoich
      prywatnych sprawach gadać z jakimś obcym chłopem.
    • liisa.valo Re: jak się zapatrujecie na spotkania 16.08.09, 21:55
      Wiesz, ja ogólnie rzecz traktując, nie robię problemów. Tyle, że tutaj jest,
      Babo, ta specyfika, że my jesteśmy w sumie na odległość przez mniej więcej 50%
      czasu, więc teoretycznie, gdyby chciał się umawiać, to by się umawiał i ja bym
      nawet o tym niekoniecznie wiedziała. Więc niejako doceniam, że o tym mówi,
      pomimo że jestem paskudna zazdrośnica i w ogóle mnie denerwują wszelkie kobiety
      w jego otoczeniu (przez otoczenie rozumiem promień trzech metrów :) Bo ja w
      ogóle mam taki paskudny charakter, że gdybym chciała pofolgować swojemu chceniu,
      to mnie by było można iść na kawę z kolegą (bo dla mnie jest oczywiste, że
      nic-nic), a jemu nie, bo tu pewna tych bab nie jestem (jemu ufam, im nie -
      tradycyjnie). Ale pracuję nas sobą, socjalizuję się, uspołeczniam i mówię: "Idź,
      skarbie", nawet jeśli umawia się z poznańską koleżanką, więc ów proceder
      zachodzi na moich oczach.
    • lounger Re: jak się zapatrujecie na spotkania 16.08.09, 22:47
      baba_krk napisała:


      > A czy Wy nie puszczacie samego chłopa na
      > spotkanie z koleżanką, ani kobiety na spotkanie z kolegą? Tylko
      szczerze :P

      A skąd wniosek że to ONA GO nie puszcza samego? Przeceż sam, bez
      konsultacji, podjął temat w liczbie mnogiej?
          • japoneczki Re: jak się zapatrujecie na spotkania 19.08.09, 16:13
            a tak, takich dwóch pajaców kolegów tez miałam. spuściłam na drzewo,
            bo skoro nie mają jaj to nie ma co na nich czasu tracić. skoro takie
            numery odwala swojej dziewczynie, to ciekawe co o mnie mówi, żeby ratować swoją skórę. jeśli obie strony raczej nie spotykają się
            osobno z osobnikami płci przeciwnej i obie strony to akceptują, to
            jest to ok, ale jeśli ktoś odwala takie numery jak ten powyżej, to
            naprawdę to jest żenujące. i wiesz, tak naprawdę to nie wiesz, co się
            dzieje, ze ona ma takie nastawienie, bo równie dobrze mogła go przyłapać na randkowaniu i po takiej akcji wprowadzić restrykcyjne
            zasady... najbardziej to szkoda dziewczyny, ale to jej wybór, że ma
            takiego matołka przy boku, co nie umie się sprzeciwić, za to woli
            kręcic.