Dodaj do ulubionych

Medyczny debilek

11.08.16, 18:31
Temu debilowi będę poświęcał od tej pory osobny wątek, bo wygląda, że to medyczny laborant.

Resort zdrowia - odchodząc zupełnie od finansowania i wspierania metody in vitro - chorującym na raka kobietom, które w przyszłości chciałyby mieć dzieci, proponuje usunąć fragment tkanki jajnika, zamrożenie go i po zakończeniu leczenia onkologicznego ponownie wszczepienie, aby kobieta mogła odzyskać naturalną płodność. Zamrożone tkanki byłyby przechowywane w banku tkanek germinalnych. W opinii rady przejrzystości, która skupia lekarzy wielu specjalizacji, możemy przeczytać wyraźnie: "Nie znaleziono w projekcie odniesienia co do skuteczności i bezpieczeństwa tego typu procedury w przypadkach onkologicznych. Planowane działania odnoszące się do krioprezerwacji tkanki jajnkowej w przypadkach onkologicznych noszą znamiona eksperymentu i nie znajdują akceptacji Rady".

Czemu tylko kobiety?

W opinii samego prezesa Agencji Oceny Technologii medycznych czytamy z kolei, że w ramach banku tkanek germinalych "działania kierowane są wyłącznie do kobiet, zaś pominięto możliwość przechowywania materiału od mężczyzn chorujących na raka".

I dalej: W świetle odnalezionych dowodów naukowych i wątpliwości związanych ze wskazaną interwencją sugeruje się ponowną analizę zasadności jej wprowadzenia, a proponowane procedury powinny być wykonywane wyłącznie w kategoriach działań doświadczalnych.

Prof. Wołczyński: metoda niebezpieczna dla zarodka

- Mrożenie fragmentów tkanek jajnika, a potem ponowne ich wszczepianie kobiecie, która przeszła terapię onkologiczną jest niebezpieczne - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Sławomir Wołczyński, Kierownik Kliniki Rozrodczości i Edokrynologii Ginekologicznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Jak tłumaczy, ta metoda niesie ryzyko przeniesienia choroby nowotworowej na zarodek. - Kolejne pytanie brzmi, ilu mamy w Polsce specjalistów, którzy potrafią to zrobić? Ale to już na marginesie - kontynuuje Wołczyński. Najważniejsze jest to, że resort zdrowia proponuje metodę, której skuteczność nie jest znana ani potwierdzona. To pokazuje jasno, że mamy do czynienia z wyeliminowaniem procedury in vitro.
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Medyczny debilek 11.08.16, 19:53
      Nie jestem lekarzem, żeby to należycie ocenić, ale...

      Minister zdrowia, K. Radziwiłł, zapytany co rząd proponuje po planowanym wygaszeniu programu in vitro: "Będziemy promować zdrowy tryb życia, co rozwiąże problemy z płodnością" !!!
    • sorel.lina Re: Medyczny debilek 11.08.16, 21:28
      To dla medycznych ignorantów, takich jak ja - łopatologicznie:

      https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/13879414_934871966642461_853604858700339747_n.png?oh=542defd3c817b7adc27ed67667c55cfa&oe=58599DB5
      • wscieklyuklad Re: Medyczny debilek 11.08.16, 21:51
        Przerażenie budzi fakt, ile taki medyczny debil jest w stanie dokonać, byle tylko zdyskredytować i zablokować metodę in vitro.
        Przecież jedynym rozsądnym wyjściem w takiej sytuacji jest pobranie komórki jajowej, zamrożenie jej i sztuczne zapłodnienie w chwili wyleczenia raka jajnika (operacja, chemioterapia, rtg).
        Ponieważ jest to jednak sprzeczne z mentale tego nieszczęsnego indywiduum, zgłasza propozycję EKSPERYMENTU MEDYCZNEGO!
        Pomysł budzi zgrozę, gdyż ŻADNA KOMISJA ETYCZNA na świecie nie powinna wyrazić zgody na tego typu praktyki!
        Jeśli nie udokumentowano skuteczności takiego barbarzyństwa, nie prowadzono odpowiednich doświadczeń na zwierzętach, to pomył ten winno się poddać ocenie lekarskiego sądu a pomysłodawcę pozbawić prawa wykonywania zawodu, bo nie wolno (nawet po uzyskaniu zgody od pacjenta na taką formę "terapii") sprawdzać na kobiecie jaki będzie efekt ostateczny - ten zresztą będzie można ocenić dopiero po latach, bo przecież ewentualne konsekwencje doświadczeń radzizawiłłego matoła będzie można ocenić dopiero po analizie wieloletnich wyników obserwacji potomstwa takich kobiet.
        Im dalej w las, tym więcej drzew - ten szczytowy MEDYCZNY BARBARZYŃCA zdemoluje Ochronę Zdrowia, byle spełnić oczekiwania pisięcych szaleńców, którzy na każdym kroku dowodzą, iż w nosie mają prawo, etykę, potrzeby ludzi, a oczekiwania społeczne traktują jako kaprysy.
        Dziś wywalono do kosza wyrok Trybunału Konstytucyjnego.
        Dołożono Pionierski Wymysł debila-arystokraty.
        Skóra cierpnie na samą myśl, co jeszcze ta zgraja nieudaczników wymyśli i wcieli w życie.
        Będziemy przez całe pokolenia sprzątać ten gnój.

        PS. Nie dokończyłem "rozbioru" listy leków "bezpłatnych" dla osób 75 roku życia.
        Dotarłem mniej więcej do połowy i nie wiem czy jest sens kończyć tę analizę.
        Dla nie medyka i tak to "czarna magia".
        Wnioski płynące z tej listy są następujące: mifisterstwo opanowały populistyczne matoły udające, jak bardzo kochają polskiego zaawansowanego wiekiem chorego.
        Zaoferowano mu leki najtańsze, niezmiernie rzadko stosowane i o wielkim potencjale działań ubocznych. Będą wypisywane sporadycznie wobec niewielkich korzyści, jakie niosą.
        Podobnie jak to miało miejsce z innymi obietnicami kiełbasiano - wyborczymi jedynym celem miało być rozkochanie w sobie Ciemnego Ludu.
        Jednak dzisiejsza propozycja techniki rozmnażania u kobiety dotkniętej straszną chorobą odebrała mi mowę.
        Medyczny debil to pieszczotliwe określenie tego czegoś, co chce sobie poćwiczyć w ramach eksperymentu na żywym organizmie.
        Sanitariuszem mu było zostać, nie likozem.

    • wscieklyuklad Re: Medyczny debilek 12.08.16, 17:09
      Za kilkanaście dni ruszy Narodowy Program Prokreacyjny sygnowany przez nowego ministra zdrowia. Będzie kosztować podatników 102 060 600 zł i skorzysta z niego 8 tys. par. Połowa mniej niż uczestnicy programu refundacji in vitro. W przeliczeniu na pacjenta Program Prokreacyjny będzie kosztować tyle samo, ile kosztował program refundacyjny, na który podobno Polski nie było stać. Ale idzie nowe i najwidoczniej "dobra zmiana" objęła też arytmetykę.
      Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
      Treść Programu Prokreacyjnego nie została wprawdzie ujawniona opinii publicznej, wiadomo jednak, czego na pewno NIE zawiera. Nie zawiera metody in vitro. Niepłodność bowiem, jak twierdzi minister Konstanty Radziwiłł, wynika z kłopotów emocjonalnych par, zaś Narodowy Program Prokreacyjny ma na celu całkowite odejście od finansowania procedury in vitro. Nowości jest więcej: Ministerstwo Zdrowia zamierza także wesprzeć kobiety chore onkologicznie, które po wyzdrowieniu chciałyby zostać matkami. W tym celu będą mogły zamrozić tkankę jajnikową, a po powrocie do zdrowia tkanka zostanie ponownie wszczepiona, zakłada się podjęcie przez nią pracy i dzięki temu możliwość zapłodnienia naturalnego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem dziewięć miesięcy później urodzi się zdrowy bobas.

      W tej ujmującej bajce brakuje przede wszystkim informacji o tym, kto na końcu będzie żyć długo i szczęśliwie, ponieważ na pewno nie będą to niepłodne pary.

      Powodem niepłodności są emocje

      Jest to mniej więcej tak samo prawdziwe stwierdzenie jak to, że głównym powodem bezrobocia jest depresja. Owszem, ludzie tracący pracę i wypadający z rynku, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia przez wiele miesięcy, są narażeni na depresję. Jest to jednak skutek ich sytuacji życiowej, a nie jej przyczyna. Pary bezskutecznie starające się o dziecko, jak ustaliła w badaniach Alice Domar, po dwóch latach starań są narażone na zwiększone ryzyko zachorowania na depresję i stany paradepresyjne właśnie dlatego, ponieważ naturalna potrzeba posiadania potomstwa zostaje zakłócona, a to pociąga za sobą szereg skutków psychologicznych i społecznych. Depresje, nerwice, poczucie bycia wykluczonym z życia społecznego są więc konsekwencją przedłużającej się niepłodności, a nie jej powodem. Wiemy o tym z rekomendacji psychologicznych w leczeniu niepłodności wydanych w 2001 r. przez Europejskie Towarzystwo Ludzkiego Rozrodu i Embriologii ESHRE, opartych na szeregu metaanaliz poprzedzonych szerokimi badaniami niepłodnych grup z różnych krajów. Nie jest to więc nowa wiedza. Ale jej istnienie nie przeszkadza ministrowi Radziwiłłowi w zaklinaniu rzeczywistości prokreacyjnej.

      Wszczepmy tkankę jajnikową

      Na próżno Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ostrzega ustami swoich ekspertów, że metoda proponowana przez Ministerstwo Zdrowia jest eksperymentalna i nie powinna być promowana jako standardowa:

      "Nie znaleziono w projekcie odniesienia się do skuteczności i bezpieczeństwa krioprezerwacji tkanki jajnikowej w przypadkach onkologicznych. Tak więc planowane działania odnoszące się do krioprezerwacji tkanki jajnikowej w przypadkach onkologicznych noszą znamiona eksperymentu i nie znajdują akceptacji Rady"

      (Opinia Rady Przejrzystości nr 233/2016 z dnia 08 sierpnia 2016 roku o projekcie programu Ministra Zdrowia "Program Kompleksowej Ochrony Zdrowia Prokreacyjnego w Polsce w latach 2016-2020").

      Tę samą opinię znajdziemy w dokumentach Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu ASRM i Europejskiego Towarzystwa Ludzkiego Rozrodu i Embriologii ESHRE.

      Onkofertility, czyli zachowywanie płodności u osób chorych na nowotwory, to prężnie rozwijająca się gałąź medycyny. W trakcie radioterapii i chemioterapii płodność mężczyzn i kobiet staje się na ogół nieodwracalnie uszkodzona. Jądra przestają produkować plemniki, jajniki nie produkują już komórek jajowych. Zostanie rodzicem biologicznego dziecka staje się niemożliwe. Celem onkofertility jest zapobieżenie tej sytuacji. Mężczyźni przed rozpoczęciem terapii oddają nasienie (tak, konieczna jest ta straszliwa masturbacja), od kobiet pobiera się komórki jajowe. To jedyne metody onkofertility, które są medycznie zweryfikowane czyli uprawdopodobniają późniejsze zajście w ciążę i mamy na to dowody. Jest jednak jeden szkopuł. Do zajścia w ciążę potrzebne będzie później zapłodnienie in vitro. I tu zaczynają się schody.

      Zjeść ciastko i nie zjeść ciastka

      Minister Radziwiłł nie lubi metody in vitro. Jego prawo. Szczęśliwie jest wielodzietnym ojcem, więc zasadniczo do niczego mu in vitro niepotrzebne. Ludzie niepłodni są w zgoła innej sytuacji. Żadnych dzieci, nawet jednego, nie mówiąc o ośmiorgu, które spłodził pan minister. Ludzie chorzy na nowotwór, w przypadku których wyzdrowienie będzie się wiązało ze skutkiem ubocznym w postaci całkowitej utraty płodności, są w jeszcze innej sytuacji: dla nich jedyną szansą na rodzicielstwo jest zamrożenie gamet (komórek jajowych, plemników lub zarodków, o ile jest możliwość uzyskania zarodków). Później dzięki tym zabankowanym gametom i zastosowaniu procedury in vitro będą mieć szansę na zostanie rodzicami. Ale w Programie gamet nie będzie można mrozić, bo ich autorzy tego nie przewidzieli. Przewidzieli jedynie mrożenie tkanki jajnikowej u kobiet, zupełnie jakby nowotwory zdarzały się tylko kobietom. To jednak nie koniec absurdów.

      Mrożenie tkanki jajnikowej jest wciąż metodą eksperymentalną i za taką jest uznawane przez naukowe gremia. Dedykowane jest przede wszystkim dziewczętom przed okresem pokwitania, od których nie można pobrać dojrzałych komórek jajowych, nie mówiąc już o zarodkach. I to właśnie podkreślają rekomendacje ASRM: jeśli już proponować ekspertyment to tej grupie, dla której i tak nie ma alternatywy. Z dorosłymi pacjentkami onkologicznymi jest jednak inaczej. One mogą mrozić komórki jajowe, część z nich - jeśli rokowania są pomyślne i jeśli są w stałym związku - może zdecydować się na pełną metodę in vitro, czyli doprowadzić do powstania i zamrożenia zarodków.

      Ale to nie koniec problemów z mrożeniem tkanki jajnikowej. Zastosowanie autoprzeszczepu tkanki jajnikowej w przypadku białaczki wiąże się z ryzykiem ponownej reintrodukcji choroby nowotworowej, co wiadomo już z badań. Z tego powodu nie powinno być rozważane u pacjentek, które zachorowały na nowotwory krwi. Innym problemem jest ten, że po zastosowaniu terapii onkologicznej należy odczekać kilka lat (przeciętnie ok. 2-5), aby upewnić się, że pacjentka weszła w trwałą remisję i ciąża nie zagrozi jej życiu. Jeśli zatem pacjentka ma 35 lat w momencie zachorowania na nowotwór, do ciąży będzie gotowa w wieku lat 39. Jej szanse na spontaniczną ciążę dramatycznie maleją z powodu wieku. Właśnie dlatego tej grupie proponuje się mrożenie komórek jajowych lub zarodków, a nie wciąż mało skuteczne mrożenie tkanki jajnikowej.

      Kolejną kontrowersją jest ta, że dzięki przeszczepieniu zamrożonej tkanki jajnikowej od pacjentek onkologicznych do 2015 roku urodziło się dopiero 36 dzieci na całym świecie (Jensen 2015). W 2016 r. ta liczba wzrosła do zaledwie 40 narodzin.

      Żeby było straszniej i śmieszniej, w czteroletnim Programie przewidziano wycenę zaledwie 75 procedur pobrania i zamrożenia tkanki jajnikowej. Robi to niemałe wrażenie w kraju, w którym mieszka 38 milionów obywateli i 300 tysięcy z nich choruje na raka. Jak więc możemy mówić poważnie o onkofertility, jeśli jej beneficjentami stanie się mniej niż 20 osób rocznie?

      Ale przeszczep tkanki jajnikowej ma jedną zaletę. Nie wymaga późniejszego zastosowania metody in vitro. Jest wprawdzie interwencją eksperymentalną, bo w przypadku tego rodzaju przeszczepów nie jest jednoznacznie wiadomo, czy ciąże naprawdę pochodziły z przeszczepionej tkanki, a nie z drugiego zachowanego jajnika, co zaznaczono w rekomendacjach ASRM. Jest więc wysoce dyskusyjne, czy dzięki Programowi prokreacyjnemu narodzą się w ogóle jakiekolwiek dzieci pacjentkom poonkologicznym. Pewne jest za to, że sumienie ministra Radziwiłła nie zostanie obciążon

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka