jestem, jak pewnie większość tutaj, z drugiej ręki.
mam za sobą długi związek i doświadczenie, że wieczność w miłości
trwa ok. 5 lat
ostatnio zauważyłem, że moja zdolność do kompromisów stała się
praktycznie zerowa. mówię 'do widzenia' gdy widzę, że wśród jej
książek jest Coelho. wszystko mi opada

, gdy ona chce oglądać
film z lektorem. itd, itp - to oczywiście tylko przykłady. chodzi mi
o to, że nie chce mi się zmieniać nawet drobnostek. że skoro
przyzwyczaiłem się do filmów bez lektora, nie zmienie się, żeby nie
wiem co.
to jakaś perwersyjna pewność siebie - wziąć i wyjść z powodu jakiejś
takiej pierdoły. przecież mogłem pogadać, spróbować ustalić jakiś
kompromis... wszak to mogła być miłość życia...
ale już mi się nie chce... nawet próbować...
też tak macie? mam dziwne wrażenie, że to może mi poważnie utrudnić
następny długi związek

chociaż muszę przyznać, że jeszcze nie
zdecydowałem czy jego brak mi w czymkolwiek przeszkodzi

)))