Dodaj do ulubionych

Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1)

02.10.16, 15:22
Inna Hiszpania. Szara i zielona, chłodna i dżdżysta. Mało znana, rzadko odwiedzana, ale przecież nie mniej ciekawa od tej gorącej, gdzie słońce świeci właściwie przez cały rok.
Galicja...
Poprzecinana głęboko wcinającymi się w ląd riasami, zatokami i zatoczkami wdzierającymi się między porośnięte sosnami wzgórza, bogata w obfite łowiska, przywodzi na myśl norweskie fiordy.

http://i67.tinypic.com/27zgaqw.jpg

Często zasnuta mgłami, zraszana deszczami, łagodnie tylko i niezbyt hojnie obdarzana słonecznymi promieniami, przypomina trochę Bretanię i Brytanię.

http://i65.tinypic.com/33z7io4.jpg
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 02.10.16, 16:01
      "Non plus ultra! Finis terrae." ("Dalej nie ma nic. Koniec ziemi") - rzekli ponad 2000 lat temu rzymscy legioniści, którzy tutaj ostatecznie zakończyli swój marsz na zachód.

      "Morze wyciąga ramiona głęboko w ląd, a ramiona lądu sięgają daleko w morze. Ziemia i ocean tkwią w objęciach, przenikają się wzajemnie" - pisał o ziemi galicyjskiej Miguel de Unamuno, Bask z pochodzenia.

      http://i66.tinypic.com/2dhsjlu.jpghttp://i66.tinypic.com/6z7bb6.jpg

      Galicja... ocean i jego bogactwa: sardynki, tuńczyki, małże, kraby, homary, omułki ostrygi, krewetki, kałamarnice, ośmiornice, mątwy, homary...jednym słowem mariscos.

      http://i67.tinypic.com/15yhnrd.jpg Hodowla mariscos na platformach w riasach

      http://i64.tinypic.com/24glk7o.jpg i mariscos na stole! Mniam! smile
      • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 02.10.16, 16:13
        Horreos - spichrze na zboże, stojące na wysokich nogach, zakończone głowicą z płytek kamiennych, które mają uniemożliwić gryzoniom dostanie się do wnętrza. Są bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu galicyjskich wiosek.

        http://i66.tinypic.com/2aiq8o3.jpg

        W pobliżu jednego z takich horreos, u "Świętego Szymona" smile zatrzymaliśmy się, żeby coś przekąsić.

        http://i68.tinypic.com/im72ms.jpg
        • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 02.10.16, 17:04
          Skorzystaliśmy z niebywałej okazji, jaka nam się nadarzyła!
          Oto ta okazja!

          http://i68.tinypic.com/15mfi44.jpg

          Parking zadaszony - słońce dawało ostro, więc te daszki chroniły przed zagotowaniem się kierownicy i tablicy rozdzielczej. U góry daszka napis "195" określający dopuszczalną wysokość pojazdu. Mam pod nim słitfocię, ale nie wklejam, bo wprawny matematyk szybko - na drodze proporcji - zdemaskowałby, iż podawany przeze mnie wzrost 150 cm jest i tak mocno przesadzony.

          Znak wprawdzie na narożach nieco podrdzewiały, ale wewnątrz "świętego" milutka kafejko-restauracja.

          http://i67.tinypic.com/m92d7m.jpg

          Już, już cieszyłem się na żarełko a tu:

          http://i63.tinypic.com/23tnx29.jpg

          Oczywiście zdrętwiałem, język mi skołowaciał i nie tknąłem ani kęsa w obawie by nie popełnić fałks-pałks

          Potem podeszliśmy (ja na głodniaka) do skraju autostrady. Opodal piękny widok z tajemniczymi konstrukcjami nawodnymi. Sorell już wkleiła powyżej, ale z daleka. Ktoś ma pomysł do czego służą te "drabinki"?

          http://i68.tinypic.com/vmyvww.jpg
          • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 02.10.16, 17:13
            Oj, WU! Toź to właśnie platformy do hodowli mariscos! W moim poście omyłkowo przy opisie wkleiłam fotkę mariny zamiast tych platform. Przepraszam.
            • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 02.10.16, 17:15
              Akurat nie ma za co przepraszać - na fotografii mariny też je widać w prawym górnym rogu, ale najlepiej w poście wstępnym - fotografowane z autobusu.
              • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 03.10.16, 10:01
                Hiszpania jest super! Mam kilka fajnych miejsc do polecenia. Bylismy najpierw we Francji w Carcasone a potem dla porownania w Hiszpani w Toledo. Wygrywa Toledo! Warte zobaczenia jest miasteczko z muzeum i domem Dali......big_grin
                • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 17:52
                  Lugo... Lucus Augusti, tak nazwali to miejsce Rzymianie, gdy po pokonaniu celtyckich mieszkańców tej krainy, zbudowali tu w I wieku przed naszą erą swój obóz wojskowy, kończąc w ten sposób podboje na północy Półwyspu Pirenejskiego. Ale rzymskie Lucus zachowało w swej nazwie pamięć dawnego swego pana, Lugosa, celtyckiego boga światła, sztuki i przysięgi.
                  Gdy w III wieku naszej ery Rzymian zaczęli nękać germańscy najeźdzcy, Swewowie i Wizygoci, legioniści wybudowali wokół miasta potężny mur. I ten właśnie mur - zachowany w całości w stanie nienaruszonym do dziś - stał się znakiem rozpoznawczym, wizytówką Lugo.

                  http://i67.tinypic.com/70ucys.jpg

                  http://i67.tinypic.com/2pyt25y.jpg

                  http://i66.tinypic.com/2d59o5.jpg
                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 18:18
                    Można długo spacerować po koronie murów śladem rzymskich żołnierzy,
                    mijając liczne baszty, przechodząc nad dziesięcioma bramami wiodącymi do miasta...
                    http://i64.tinypic.com/2mfzp1v.jpg


                    Można też przysiąść na murze, do którego przytuliły się domy...
                    http://i67.tinypic.com/343go4p.jpg
                    Mur rzymski, solidny - nie załamał się pod moim ciężarem wink
                    • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 18:27
                      Te stare mury do dziś służą mieszkańcom Lugo. Na przykład dzisiejszy "suweren" daje na nich wyraz swojej miłości do polityków smile

                      http://i64.tinypic.com/2emn7a1.jpg

                      Tłumaczę: "Politycy to złodzieje i sk... syny"
                      • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 18:45
                        Lugo leży na wysokości zaledwie 430m. npm, lecz temperatury tamtejsze nie rozpieszczają. Było to jedno z niewielu miejsc, w których trzeba było sięgnąć po swetry/kurtki - dopiero koło południa można było spacerować w krótkim rękawku. Na szczęście w zapasowe kalorie zaopatrzyliśmy po full-wypasionym śniadanku typu szwedzki bufet - chłód był więc niestraszny.

                        Sorell wkleiła już jedną z 10 bram prowadzących na Starówkę - wrażenie jakie pozostaje w nieunikniony sposób prowadzi do podziwu dla starożytnych architektów i budowniczych - mury są wciąż w stanie idealnym, jedynie na "promenadzie" wiodącej turystę przez 2100 m na wysokości 10-15 metrów, można dostrzec wandalizm zwiedzających - gdzieniegdzie są to ubytki w ciągu cegieł, pojawiają się też napisy o treści jak wyżej - dowód, że Suweren niezależnie od nacji ocenia władców w sposób dość zbieżny - no chyba, że żyje w kraju na tyle ademokratycznym, że bez szemrania kupuje każdą narzuconą przez "prawo" opcję zachowań.
                        • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 18:51
                          Zewnętrze "twierdzy" wyraźnie różni się od zabudowań wewnątrz.
                          Tych "poza" teraz nie przybliżę, gdyż będą kanwą do ciekawego podwątku. Za to wnętrze" powala pięknem.

                          http://i65.tinypic.com/2nq6w6.jpg

                          http://i64.tinypic.com/200669v.jpg

                          http://i65.tinypic.com/k0rfqq.jpg
                          • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:01
                            Spojrzenie na podnóże muru ze szczytu.

                            http://i68.tinypic.com/6p8h0n.jpg

                            http://i65.tinypic.com/f9lfcz.jpg

                            Piękne budynki - zarówno nowoczesne, jak i wyjęte wprost ze średniowiecza - przyklejone do murów, lub o wyciągnięcie ręki.

                            http://i66.tinypic.com/2lca4np.jpg
                            • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:11
                              http://i67.tinypic.com/30v0gpg.jpg

                              http://i66.tinypic.com/ziuavt.jpg

                              http://i67.tinypic.com/2crotox.jpg

                              Po półgodzinnej, niespiesznej i nie męczącej przechadzce docieramy wreszcie do katedry wzniesionej w XII wieku, z dobudowanymi - na wzór Santiago de Compostela (o tym potem) wieżami i zmodyfikowanym frontonem.

                              http://i65.tinypic.com/2e6arvb.jpg
                              • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:21
                                Po prawej stronie katedry mozaika z czasów rzymskich - przeszklona, by natura nie dewastowała zabytku

                                http://i68.tinypic.com/sw66np.jpg

                                Jeszcze jedna z bram wejściowych (niestety ruch samochodowy wzbroniony, ale na szczęście autobus czekał te kilka godzin na całkowicie bezpłatnym parkingu)

                                http://i64.tinypic.com/264l7gw.jpg

                                Drzwi wejściowe do katedry są krwistoczerwone

                                http://i64.tinypic.com/28rd4t3.jpg
                                • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:33
                                  Czymże byłaby katedra bez jakiejś full wypasionej "relikwii"?

                                  Jest i tutaj.
                                  Oto (w centrum słitfoci) fragment z... Krzyża Chrystusa.
                                  Podobno, gdyby zebrać wszystkie jego fragmenty rozsiane po całym świecie, można by odtworzyć kilkadziesiąt "autentyków".

                                  http://i67.tinypic.com/intyyh.jpg

                                  Okna ubarwione witrażami - wąskie, wysokie, odległe od siebie, w wyniku czego wnętrze świątyni tonie w półmroku.

                                  http://i63.tinypic.com/35c2b9l.jpg
                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:47
                                    O ile o fragmencie prawdziwego Krzyża przewodniki nie wspominają, o tyle każda wzmianka o Katedrze wymienia figurę Matki Boskiej o... Wielkich Oczach.
                                    Oto kapliczka, w której się mieści - słitfocia wykonana w biegu, gdyż w trakcie zwiedzania w kapliczce odbywała się msza.

                                    http://i66.tinypic.com/zv8xsk.jpg

                                    Ołtarzyków ze wspaniałymi rzeźbami jest tu bez liku

                                    http://i65.tinypic.com/mc59w4.jpg

                                    http://i63.tinypic.com/or19u1.jpg

                                    http://i67.tinypic.com/2dufnz6.jpg
                                    • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 19:56
                                      Ołtarz główny

                                      http://i68.tinypic.com/33ju4vn.jpg

                                      Organy (w nawie bocznej!)

                                      http://i68.tinypic.com/11smvm8.jpg

                                      http://i64.tinypic.com/jg5b14.jpg

                                      Jedyne "jaśniejsze" miejsce katedry

                                      http://i67.tinypic.com/1znnyv7.jpg
                                      • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:04
                                        http://i64.tinypic.com/f2imtj.jpg

                                        http://i63.tinypic.com/23m27tx.jpg

                                        http://i64.tinypic.com/20kch2q.jpg

                                        http://i64.tinypic.com/2h73mup.jpg
                                        • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:11
                                          http://i65.tinypic.com/2d814b5.jpg

                                          http://i68.tinypic.com/2dcfwjl.jpg

                                          http://i67.tinypic.com/2cooe9k.jpg

                                          http://i66.tinypic.com/rtomea.jpg
                                          • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:18
                                            http://i67.tinypic.com/erd6k0.jpg

                                            http://i68.tinypic.com/eivwjk.jpg

                                            http://i65.tinypic.com/j5a6ok.jpg

                                            Ta rozeta ma 5 metrów średnicy

                                            http://i67.tinypic.com/2rhqj5w.jpg
                                            • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:21
                                              Pora kończyć zwiedzanie - na deser najpiękniejsza rzeźba w Katedrze - Apostołowie.

                                              http://i65.tinypic.com/1043sp2.jpg
                                              • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:32
                                                https://www.arquivoltas.com/11-Galicia/Lugo%20G28.jpg

                                                A tu już z netu fotografia Madonny o Wielkich Oczach.

                                                Urocza nieprawdaż?
                                      • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 20:49
                                        Wklejam jeszcze raz te zdjęcia, żeby zwrócić uwagę na to, co jest bardzo charakterystyczne dla architektury Galicji: okna! Bardzo duże, podzielone na sekcje w formie małych kwadratów lub prostokątów, tworzą jakby szklane ściany. Z tego powodu Galicja nazywana jest krainą szklanych miast. Podobno szczególnie mocno zaznacza się to w La Corunii. Niestety tam nie dojechaliśmy, ale w Lugo też mogliśmy się owym szklanym ścianom przyjrzeć.

                                        https://i66.tinypic.com/2lca4np.jpghttps://i68.tinypic.com/sw66np.jpg


                                        https://i65.tinypic.com/k0rfqq.jpghttps://i68.tinypic.com/6p8h0n.jpg

                                        • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 21:01
                                          I jeszcze jedna bardzo charakterystyczna (już nie tylko dla Galicji, ale dla całej Hiszpanii i krajów latynoskiej Ameryki) rzecz:

                                          https://i67.tinypic.com/2dufnz6.jpg

                                          Figury świętych ubrane w prawdziwe ubrania, bijące w oczy intensywnością barw, bogactwem ozdób, kapiące złotem. Wprost krzyczą swoim realizmem. Jak dla mnie nieco to tandetne, ale cóż - takie kanony, taka iberyjska estetyka.
                                          • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 21:17
                                            I ja nawiążę do przedostatniego postu Sorell - nieczynna niestety fontanna na Prazo do Campo upamiętnia św. Wincentego Ferreriusza - hiszpańskiego dominikanina żyjącego na przełomie XIV i XV wieku. Znakomicie wykształcony (studiował filozofię, teologię i logikę) doktorant Uniwersytetu w Leidzie, spowiednik antypapieża Benedykta XIII. Zapada na ciężką chorobę, po przezwyciężeniu której staje się wędrownym kaznodzieją (przemierzył Włochy, Francję i całą Brytanię). Wieścił nadejście Antychrysta zyskując tym przydomek "Anioła Apokalipsy".
                                            Podobno to jego wstawiennictwo uratowało Neapol przed epidemią cholery (1836r).

                                            Powrócę jeszcze do rzymskich mozaik (przeszklone u podnóża "biało-czerwonego" domu). To fragment rzymskich łaźni. Były rozsiane w wielu punktach miasta. Oto kolejny fragment w innym miejscu:

                                            http://i65.tinypic.com/243fg2p.jpg
                                            http://i63.tinypic.com/5x3ee0.jpg
                                            http://i63.tinypic.com/2r6zdwx.jpg
                                            • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 21:27
                                              Do zobaczenia Lugo. Pora jechać ku kolejnej przygodzie. Ku nowym miejscom, innym legendom i odmiennym wrażeniom. Jeszcze ostatni rzut oka na wąskie, szare i mokre uliczki tego uroczego miasteczka tak pełnego historii.

                                              http://i64.tinypic.com/rvwncg.jpg

                                              http://i63.tinypic.com/2vt41gm.jpg

                                              http://i63.tinypic.com/314748z.jpg

                                              http://i68.tinypic.com/juh0co.jpg

                                              • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 21:38
                                                http://i65.tinypic.com/2nqduh2.jpg

                                                Tylko prawdziwy kunszt artysty potrafi przeplatać "stare" i "nowe"

                                                http://i65.tinypic.com/33dkvux.jpg

                                                nowe i stare łączyć

                                                http://i63.tinypic.com/111304g.jpg

                                                http://i64.tinypic.com/2ywbo7q.jpg
                                                • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 21:45
                                                  http://i68.tinypic.com/hv8pyt.jpg

                                                  Dzielnica sklepowa

                                                  http://i66.tinypic.com/291nxy1.jpg

                                                  http://i67.tinypic.com/156et7t.jpg

                                                  W oczekiwaniu na autobus zdążyliśmy jeszcze wysączyć po kielichu Jerez

                                                  http://i64.tinypic.com/rj0d1c.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 04.10.16, 22:09
                                                    Na zakończenie pomniki Lugo.

                                                    Pomnik Rodziny (wyraźnie pokryty patyną!)

                                                    http://i67.tinypic.com/jauw6g.jpg

                                                    w odróżnieniu od czystego rzymskiego kamienia!

                                                    http://i63.tinypic.com/16bwkgp.jpg

                                                    tym mieszkańcy uczcili założycieli miasta

                                                    http://i64.tinypic.com/2ypbvnr.jpg

                                                    A temu wznosząc kielichem Jerez toast: No to lu go! nadaliśmy roboczą nazwę "Gdzie mamy kaczora"

                                                    http://i67.tinypic.com/2cs8a9y.jpg

                                                    Tymczasem podjechał autobus, więc wziąłem mój Najważniejszy Pomniczek za rękę.

                                                    http://i63.tinypic.com/rcn5nm.jpg
                                                    W DROGĘ!
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 17:30
                                                    Punkt informacyjny w Lugo mieści się przy wejściu w obręb murów rzymskich.
                                                    Warto zabrać nie tylko w celach turystycznych, lecz i wspominkowych.
                                                    Sewilla i Lugo zostały już tylko na mapach...

                                                    http://i66.tinypic.com/25fj31e.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2j32whv.jpg


                                                    Zatem w drogę po nowe wzruszenia pięknem, kolejne dykteryjki.
                                                    Dla wierzących - po wymodlone błogosławieństwo. Pielgrzymka do hiszpańskiej Częstochowy - nie dostaniemy jednak certyfikatu "Pielgrzyma". Trzeba bowiem pokonać pieszo co najmniej 100km (potwierdzone stemplami schronisk znajdujących się na trasie), na rowerze ponad 200 km lub konno 500km.

                                                    Nasze konie były jak najbardziej mechaniczne i owsa nie stęsknione - żarły za to taniejącą benzynę (przełożyło się to na zwrot 50 jurasów na łeba po zakończeniu imprezy).

                                                    Droga św. Jakuba - legendy przybliży pewnie Sorell.

                                                    Ja natomiast wklejam tekst certyfikatu:

                                                    "Kapituła tegoż dostojnego Apostolskiego i Metropolitalnego Kościoła w Compostelli tytułu kustosza/stróża Ołtarza Świętego Jakuba Apostoła, do wszystkich Wiernych i Pielgrzymów ze wszystkich ziem świata, którzy poruszeniem pobożności lub dziękczynno - błagalną intencją/sprawą, przybywają do Progów Naszego Apostoła Hiszpańskiego Patrona i Opiekuna Świętego Jakuba, czyni list aby zaświadczyć autentyczność nawiedzenia/złożenia wizyty, wszystkim i poszczególnym /osobom/ mającym zamiar się sprawdzić, że PAN/PANI [tu IMIĘ I NAZWISKO] pobożnie nawiedziła tę najświętszą świątynię z pobudek religijnych. Na dowód tego [wiarę] obecny (ten że) list, pieczęcią tegoż Świętego Kościoła zabezpieczony, poświadczam."

                                                    http://i65.tinypic.com/w2nn08.jpg

                                                    Drukowany na pergaminie, ze zdobieniami zaczerpniętymi z Kodeksu Kalikstyńskiego.
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 18:22
                                                    Krajobrazy, krajobrazy, krajobrazy - wiele ciekawych szczegółów można dostrzec jedynie z wysokości autobusowego siedziska.

                                                    http://i63.tinypic.com/55jtza.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/2vn3t6v.jpg

                                                    Jesienny redyk na hiszpańskim niebie

                                                    http://i67.tinypic.com/adhfyu.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 18:37
                                                    Quiz - czy ktos dostrzegł coś ciekawego na pierwszej fotografii poprzedniego postu?
                                                    Ewentualna odpowiedź - potem

                                                    http://i66.tinypic.com/hweexs.jpg

                                                    Trudno wyobrazić sobie pielgrzymkę wyłącznie wśród takich krajobrazów.
                                                    Nikt nie przeszedłby stu kilometrów bez możliwości noclegu i spożycia posiłku.
                                                    W każdym - choćby najmniejszym zespole zabudowań na trasie "drogi św. Jakuba" jest wcale nie mikry kościółek. Tam można przenocować i dostać pieczątkę potwierdzającą peregrynację.
                                                    Jest nawet miejsce parkingowe (parkingi przy kościółkach na trasie pielgrzymki - zupełna darmocha! Pewnie dlatego, że oświetlenie ładowane bateriami słonecznymi)

                                                    http://i67.tinypic.com/ormfsg.jpg

                                                    Niektóre noclegownie są absolutnie bliskie full-wypasu.

                                                    http://i64.tinypic.com/aax9js.jpg

                                                    Jak widać parkingi nie świecą pustkami, ale zmieści się absolutnie każdy pojazd.

                                                    http://i65.tinypic.com/2m62841.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 18:40
                                                    http://i67.tinypic.com/333l7i8.jpg

                                                    To dla ułatwienia - na tym elemencie należy skupić uwagę. Lepiej widać to na wspomnianej fotografii. Jakieś skojarzenia?
                                                  • k.karen Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 21:39
                                                    Niesamowite! To wygląda jak ludzka głowa smile
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 22:28
                                                    Brawo, Karen! Ta skała nosi nazwę: "Umierający Indianin". Wiąże się z nią romantyczna legenda o przywiezionym przez konkwistadorów Indianinie, skazanym na śmierć za to, że śmiał podnieść wzrok na hiszpańską szlachciankę.
                                                    Takich miejsc owianych licznym legendami jest wiele na pielgrzymiej drodze, zwanej Drogą Świętego Jakuba, wiodącej do Santiago de Compostela.
                                                  • k.karen Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 22:35
                                                    Jeśli się nie mylę, to fragment Drogi Świętego Jakuba jest także w Polsce, tak?
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 22:50
                                                    Oczywiście! Do Santiago podążały i nadal podążają pielgrzymki z całej Europy, a więc i z Polski też. smile
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 23:10
                                                    Na Drodze św. Jakuba w miastach, miasteczkach, wsiach, polnych i leśnych drogach można spotkać muszle przegrzebki. Są dosłownie wszędzie!

                                                    Znaczą szlak do Composteli

                                                    http://i67.tinypic.com/2duj8cx.jpghttp://i66.tinypic.com/rh79dx.jpg

                                                    widać je na murach domów, na bruku

                                                    http://i65.tinypic.com/dp9rg1.jpg
                                                    http://i68.tinypic.com/2qi4cow.jpg

                                                    można je kupić w niezliczonych sklepikach i na straganach

                                                    http://i66.tinypic.com/143iydg.jpg
                                                    http://i65.tinypic.com/v4s4mc.jpg

                                                    Powiesić je zamiast wisiorka, przykleić jako nalepki na samochód, torebkę, naszywki na ubranie

                                                    http://i63.tinypic.com/158b3mc.jpg

                                                    albo... wykorzystać jako talerze smile

                                                    http://i66.tinypic.com/2zxpaue.jpg





                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 07.10.16, 23:41
                                                    Dlaczego muszle stały się symbolem położonego przecież w głębi lądu Santiago de Compostela?

                                                    Otóż legenda mówi, że po męczeńskiej śmierci apostoła Jakuba w Jerozolimie, jego uczniowie włożyli jego ciało do łodzi i puścili na morze. Łódź z ciałem świętego w cudowny sposób przetrwała siedmiodniowy "rejs" i dopłynęła do Galicji w Hiszpanii, krainy którą wcześniej apostoł miał ewangelizować. Tam, gdy wyciągnięto łódź na brzeg, okazało się, że jest ona cała pokryta muszlami małż-przegrzebków. I tak muszla, kształtem przypominająca dłoń - symbol otwarcia na dobre dzieła - stała się także znakiem ludu pielgrzymującemu ku dobru i samego świętego.
                                                    Miejsce, w którym pochowano świętego, było niegdyś pogańskim cmentarzyskiem, gdzie na grobach palono liczne ognie, świecące niczym gwiazdy, przez co w czasach rzymskich nazywano je "Campus stellae" ("Pole gwiazd"), stąd dzisiejsza Compostela.
                                                    A gdy w IX wieku odnaleziono tam ponoć grób apostoła, Compostela stała się "miejscem św. Jakuba", po galicyjsku bowiem św. Jakub to Sant -Iago. I tak mamy dziś Santiago de Compostela.
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 00:10
                                                    Oczywiście, na miejscu pochówku św. Jakuba, jak tylko je odnaleziono, wybudowano kościół.
                                                    Święty natomiast od razu roztoczył nad wiernym ludem swoją opiekę i gdy Maurowie próbowali zdobyć te ziemie, pojawił się na polu bitwy pod Clavijo wymachując mieczem, co tak przeraziło muzułmanów, że sromotnie przegrali bitwę. Tak więc Galicja była ocalona, a św. Jakub zyskał przydomek "Matamoros" - "Zabójca Maurów" i stał się patronem Hiszpanii walczącej przeciw muzułmanom.
                                                    Ci ostatni wprawdzie zniszczyli jeszcze później w 997 roku Compostelę, ale grób świętego oszczędzili, zaś wdzięczni chrześcijanie wybudowali potem (w XII w) swojemu świętemu w Composteli bazylikę.
                                                    Do dziś zachował się z niej tzw. Portyk Chwały ( Portico de la Gloria).

                                                    Niestety nie mogliśmy go zobaczyć w całej okazałości, bo... był właśnie w remoncie!
                                                    http://i64.tinypic.com/v7txc2.jpg

                                                    Późniejsza, barokowa fasada bazyliki również. Zdecydowanie mieliśmy "szczęście" do remontów!
                                                    http://i63.tinypic.com/2v3sac4.jpg http://i64.tinypic.com/20i2v8.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 07:32
                                                    W nawiązaniu do legendy o Indianinie - spotykali się włącznie na tej górze, ktora oczywiście przybrała profil wodza dopiero wtedy, gdy został zabity. Stało się to pod wpływem łez, jakie ukochana wylewała odwiedzając miejsce schadzek.
                                                    Oj Hiszpanio, Hiszpanio, czymże byś była gdyby nie setki miłosnych historii.
                                                    Po wiekach nakręcono przecież Pocahontas - tym razem ze szczęśliwym finałem.
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 07:39
                                                    Portal Chwały wymaga renowacji, gdyż drobniutkie szczególiki ulegały skruszeniu. Praca to niezwykle żmudna ale i... droga. Pochłonęła już kilka milionów euro, a do zakończenia jeszcze drugie tyle. Większość kosztów pokrywa UE, gdyż zabytek zaliczono do dziedzictwa ludzkości.
                                                  • 1zorro-bis Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 09:33
                                                    wyglada troche jak......Giewont.big_grin
                                                    cieklyuklad napisał:

                                                    > http://i67.tinypic.com/333l7i8.jpg
                                                    >
                                                    > To dla ułatwienia - na tym elemencie należy skupić uwagę. Lepiej widać to na ws
                                                    > pomnianej fotografii. Jakieś skojarzenia?
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 10:46
                                                    Nim zajmiemy się sferą duchową - ciekawostka.
                                                    Santiago de Compostela słynie nie tylko z kompleksu religijnego, ale i... jubilerstwa.
                                                    Od katedry odchodzą kręte i jak zwykle w obrębie hiszpańskich Starówek króciutkie i wąskie uliczki, na których restauracyjki przeplatają się ze sklepami pełnymi pamiątek oraz jubilerskich wyrobów.
                                                    Szczególną sławą cieszą się wyroby z czarnego gagatu (nie mylić z agatem!).
                                                    Ten minerał wybrano nieprzypadkowo.

                                                    Po przełamaniu (zgodnie z orientacją słojów araukarii z jakiej pochodzi) - wykazuje strukturę... MUSZLOWĄ! Tym sposobem znakomicie komponuje się z symboliką Santiago - muszlą pielgrzyma! Jest niezwykle miękki i lekki, ale i... łatwopalny (to przecież odmiana węgla brunatnego pochodzenia roślinnego) i podobno w trakcie spalania wydziela zapach podobny do tego, który wydobywa się z trumien świętych - zwłaszcza tych, których ciało nie uległo "sproszkowaniu".
                                                    O gagat w czystej postaci jest trudno - często zawiera domieszkę takich pierwiastków jak miedź, żelazo, chlor, siarka, aluminium, potas, czy nikiel.
                                                    Ze względu na właściwości elektrostatyczne zwie się go często "czarnym bursztynem.
                                                    Występuje wprawdzie w wielu (w tym orientalnych) krajach, (także w podłódzkim Opocznie!), ale swą nazwę zawdzięcza rzece Gagas, w której po raz pierwszy go znaleziono i poddano dokładniejszej analizie.
                                                    Ze względu na kolor chętnie wykonuje się zeń biżuterię żałobną, (tzw. dżety = ang. nazwa gagatu) tym bardziej, że jako miękki łatwo ulega ręcznej obróbce.
                                                    Ale jak to bywa z minerałami, znalazła się i "astrologiczna" podkładka wartości gagatu.
                                                    Już w XIX wieku dodawano go do balsamów leczących z... histerii - niestety brak danych odnośnie skuteczności!

                                                    Wedle ezoteryków minerał ułatwia stapianie się z energią Ziemi i ułatwia w ten sposób osiąganie upragnionych celów - jeśli korzysta się z tego dobra w sposób świadomy, jest się o krok od głębokiego, duchowego zmierzenia się z każdym problem (dla nie materialistów!) ale i od... materialnego wzbogacenia się (dla materialistów nie wyłącznie).
                                                    "Kamień" neutralizuje energie negatywne, oczyszcza i harmonizuje aurę.
                                                    Ezoterycy sugerują, iż poziom wibracji gagatu ułatwia dostęp do przeszłych wcieleń i pozwala ulepszyć swe życie (dla zwolenników reinkarnacji). Podsumowując - to kamień dla osób kreatywnych, kochających mądrość.
                                                    Nic tedy dziwnego, iż sklepiki Santiago upodobały sobie właśnie gagat w miejsce srebra i złota (choć i te można kupić w niektórych jubilerniach)
                                                    Do nabycia w formie "swobodnej" (najlepiej nosić w kieszeni koszuli na wysokości serca)

                                                    http://i63.tinypic.com/5dw6bo.jpg

                                                    albo w formie biżuterii - choćby broszki z "anielskim" akcentem

                                                    http://i68.tinypic.com/xbcncj.jpg

                                                    Ceny przystępne - prezentowana broszka kosztowała 25 jurasów.
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 11:10
                                                    U wejścia plan świątynnego kompleksu:

                                                    http://i63.tinypic.com/2rp70nc.jpg

                                                    Najpierw kilkuset metrowe dojście do kasy.

                                                    http://i64.tinypic.com/9zlh6c.jpg

                                                    Panorama na zewnątrz murów

                                                    http://i68.tinypic.com/1zdyrg8.jpg

                                                    Dygotaliśmy z emocji co będzie jak...
                                                    Ale znak drogowy ukoił nasze nerwy. Można iść dalej bez stresssssssssu.

                                                    http://i67.tinypic.com/smw26r.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 11:17
                                                    Na końcu "promenady" (druga słitfocia z poprzedniego postu) widać zarysy kilku straganów - jeszcze przed samym kompleksem.
                                                    Kuszą... maskotkami CZAROWNIC! Zdać by się mogło, że to przejaw świętokradztwa. Ale katolicka Hiszpania jest jest ortodoksyjną Polską - tam religia to punkt wyjścia nie do potencjalnego Piekła, ale do czerpania także i radości z życia.
                                                    Czarownice to maskotka-symbol Santiago. Do koloru i wyboru! Nie każdą jednak należy identyfikować z baśnią o "Jasiu i Małgosi". Nie każda symbolizuje siły zła.
                                                    Można zatem nabyć nie tylko Czarownicę, która "uśmierci krowę sąsiada" (dla Polaków), ale i taką, która... ma pomnożyć dobrobyt nowego właściciela. Każda "jędza" ma charakterystyczny "orli" nos. Każda się uśmiecha. Wszystkie dosiadają mioteł. Różnią się tylko ubiorem (i wspomnianą już posiadaną mocą)
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 11:17
                                                    Zwłaszcza, że to "papieski" parking! wink
                                                    Nosi imię ( w galicyjskiej wersji ) Jana XXIII.
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 11:36
                                                    http://i65.tinypic.com/35813fa.jpg

                                                    To Czarownica Dobra...
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 11:48
                                                    Po drodze mijamy kolejne "starocie"...

                                                    http://i67.tinypic.com/eiwgbc.jpg

                                                    liczne zaułki z domami ozdobionymi gzymsikami w kształcie muszli...

                                                    http://i65.tinypic.com/e66q6h.jpg

                                                    i kilka pomników...

                                                    http://i66.tinypic.com/200r7va.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 12:01
                                                    Jednak nie tylko wiekowe budynki wytyczają szlak...
                                                    Są zatem liczne kafejki - przed niektórymi stoją kelnerki z tacką, na której kuszą kawałeczki ciasta wypiekanego wedle skrywanej ściśle receptury - poczęstunek darmowy, zachęcający do wejścia do wnętrza.
                                                    Jak widać "kuszenie pielgrzyma" jest niezwykle skuteczne i łasuchów nie brakuje, ja jednak wolałem zajść do kolegów po fachu...

                                                    http://i64.tinypic.com/24ypu1f.jpg

                                                    http://i65.tinypic.com/ort1fm.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/2i0fxq9.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/1znla47.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 12:07
                                                    Im bliżej "świętego świętych", tym mury bardziej historyczne...

                                                    http://i68.tinypic.com/1z70jzo.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/15q3ds7.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/10hkbbs.jpg

                                                    Warto zwrócić uwagę na bujną zieleń tworzącą charakterystyczne "murale".
                                                  • wscieklyuklad Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 12:17
                                                    http://i67.tinypic.com/258qdqh.jpg

                                                    Już tylko zakręt dzieli nas od olbrzymiego dziedzińca katedralnego.
                                                    Po lewej stronie przy końcu muru (roślinki potrafią wykorzystać każdą piędź ziemi -także w obrębie spoiny cegieł - by dać początek nowemu życiu), znajduję się olbrzymie podcienie.
                                                    Tam wyznaczono miejsce dla... kobziarzy. Zjeżdżają się licznie z różnych zakątków świata.
                                                    By uniemożliwić muzyczną kakofonię, "koncerty" odbywają się w formie "solówek" - każdy z grających ma 15 min. na prezentację talentu.

                                                    http://i66.tinypic.com/6tpsah.jpg

                                                    Ale nie tylko kobziarze docierają tu ze swą muzyką. My natrafiliśmy na wykonawcę muzyki "trombitowej"...

                                                    http://i63.tinypic.com/2dje14l.jpg
                                                  • sorel.lina Re: Moje Śródziemnomorze... Kraniec ziemi (1) 08.10.16, 13:00
                                                    Czarownice, kobziarze, tak charakterystyczne dla Galicji, to spadek po celtyckich przodkach, bo przecież Galicyjczycy są potomkami właśnie tych dawnych Gallów (a więc Celtów) i nawet dziś bliżsi są kulturowo np. Bretończykom, Walijczykom i Portugalczykom niż Hiszpanom z Andaluzji czy Kastylii. Ulegli wprawdzie romanizacji, przyjęli religię i kulturę rzymską, jednak zmodyfikowali ją znacznie, wypełniając własnymi tradycjami, natomiast kultura mauretańska nie zostawiła tu właściwie żadnych śladów. Nie zdążyła się w Galicji zakorzenić, jako że Maurowie panowali tu bardzo krótko i zostali stąd wypędzeni już w zaraniu Reconquisty przez króla Asturii, Alfonsa I.
                                                    No, zapewne przy wydatnej pomocy św. Jakuba "Matamoros"! smile

                                                    A więc Galicja to naprawdę "inna" Hiszpania! Również językowo, bo język mieszkańców Galicji - co od razu rzuca się w ucho ( moje zboczenie zawodowe wink ) - bardzo przypomina portugalski. Gdy powiedziałam o tym spotkanym przy kawiarnianym stoliku Galicyjczykom, bardzo się na to obruszyli, bo - o czym nie mogłam wiedzieć - to właśnie portugalski jest... dialektem galicyjskiego, to portugalski jest "dzieckiem" galicyjskiego, nie zaś odwrotnie!
                                                    Można nawet powiedzieć, że i literacki hiszpański, czyli kastylijski, tworzył się na bazie galicyjskiego: pierwsze pomniki literatury hiszpańskiej powstały właśnie w języku galicyjskim, król Alfons X Mądry, twórca prawodawstwa i literatury hiszpańskiej używał na przemian galicyjskiego i kastylijskiego, a swoje słynne "Castigas" do Matki Boskiej tworzył po galicyjsku.

                                                  • wscieklyuklad Peregrino, czyli któż tu nie bywał... 08.10.16, 13:51
                                                    Rzym ma swego "romero", Jerozolima "palmero" a Santiago swego "peregrino".
                                                    Każdy jest pątnikiem. Każdy zmierza do jednego z trzech świętych miejsc pielgrzymującego chrześcijańskiego świata (Santiago otrzymało ten "tytuł" na mocy XII-wiecznego edyktu papieskiego).

                                                    Był tu zatem i biskup francuski Godescalco (wiek X!), ale był także i Karol Wielki, który z tej okazji bił nawet monetę pamiątkową. Był św. Franciszek z Asyżu. Pielgrzymowała św. Elżbieta Portugalska, i św. Brygida Szwedzka. Była Izabela Kastylijska i św. Ignacy Loyola.
                                                    I był wreszcie... Jan Dantyszek - a jakże, akcent polski jest od zawsze obecny na dowolnych kartach europejskiej historii - zwłaszcza tej religijnej.
                                                    W XIV wieku nawiedziło sanktuarium ponoć... milion peregrino. Przybywali by umacniać swą wiarę. Szli pieszo, by odbyć pokutę lub spełnić ślubowanie. Szli by prosić o zdrowie (reprezentacja miasta Perpignan w trakcie epidemii dżumy), lub dziękować za jego przywrócenie. Maszerowali, by Bóg zesłał deszcz gdy z powodu suszy groziła miastom klęska suszy.
                                                    Przestępcy zaś odbywali pielgrzymkę w wyniku... zasądzonej kary. Rycerze pielgrzymowali, bo taki był wzorzec rycerskiego zachowania.
                                                    Sam Goethe stwierdził, iż "Europę ukształtowały drogi św. Jakuba." Tak było do Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która na prawie dwa wieki zniwelowała znaczenie pielgrzymek.
                                                    Ale dziś idą od Tallina, Kijowa, Stambułu. Ale dziś pielgrzymują od Edynburga, norweskiego Hamar i duńskiego Arhus. Idą z portugalskiego Lagos i Rzymu. Zmierzając przez Pireneje pokonują przełęcz, w której śmierć poniósł legendarny Roland. Tak historia miesza się z teraźniejszością.
                                                    Sewilla to jedno z Hiszpańskich centrów peregrynacji. My-leniuszki, przemierzyliśmy tę trasę zagłębieni w miękkie fotele i owiewani smużką klimatyzacji.
                                                    Ale nie jesteśmy wcale gorsi od hiszpańskiej reprezentacji w piłce nożnej - ta rozpoczyna każdy turniej wyjazdowy od... pielgrzymki do Santiago!

                                                    Niektórzy kończą wyprawę w samym Santiago.
                                                    Lecz ten, kto chce rozpocząć życie wedle "odrodzonej wiary" maszeruje ku Fisterii odległej o 70 km - leży nad samym brzegiem Atlantyku i kiedyś była uznawana za kraniec ziemi (finis terrae=koniec ziemi). Tam palono pielgrzymie szaty pokutne. Tam w morskiej kąpieli zmywano resztki grzechów pozostawiając je na żer oceanicznych fal.
                                                    Jest jeszcze jedna tradycja "muszli" obok tej opowiedzianej już przez Sorell a związanej z samym Jakubem. Oto pątnicy zabierali z plaży Fisterry muszlę na znak ostatecznego oczyszczenia z grzechów. Były dowodem, że nawiedzili "kraniec ziemi"...

                                                    Znacie to?

                                                    Panie Janie! Panie Janie!
                                                    Pora wstać! Pora wstać!
                                                    Wszystkie dzwony biją,
                                                    wszystkie dzwony biją,
                                                    Bim, bam, bom. Bim, bam, bom!

                                                    Śpiewane na głosy.
                                                    Wielu uznaje ją za francuską piosenkę dla dzieci.
                                                    Powstała w XV wieku na trasie do Santiago, wyśmiewała leniwych pielgrzymów, którzy nie zrywali się do drogi na pierwszy dźwięk dzwonu.
                                                    Dziś znana jest pod nazwą kanonu Panie Janie, była przez wieki inspiracją dla muzyków.
                                                    Mahler wplótł ją w symfonię "Tytan" - nadając żałobną tonację d-dur.
                                                    Henryk Wars wykorzystał w "Zapomnianej melodii" (słynna scena wioślarek!)
                                                    Beatlesi wykorzystali w "Paperback Writer" a Jean Michel Jarre w "Rendez-Vous 98".
                                                    Polacy nie pozostali w tyle - zespół Klezzmates wydał płytę z tym motywem w jednym z utworów.

                                                    Ale stanowiła też element... propagandy!
                                                    Oto w Chinach po obaleniu cesarstwa (1911r.) wykorzystano motyw muzyczny do "nowej pieśni: "Razem bijmy obce potęgi, razem bijmy reakcyjnych konfucjonistów".
                                                    Miała być nawet narodowym hymnem po 1926 roku.
                                                    Śpiewano ją wreszcie w trakcie tłumienia studenckich protestów na placu Tian'anmen...

                                                    Historia, historia, historia...
                                                    Ta to potrafi dopiero płatać figle.
                                                  • wscieklyuklad Uwaga grasanci! 08.10.16, 14:49
                                                    Jak świat światem, piesi (i nie tylko) wędrowcy - więc i pielgrzymi - narażeni byli na bandy łupieżców - ujście z życiem było już wystarczającym sukcesem.
                                                    By bronić pątników już w XII wieku, Ferdynand II, król prowincji Leon powołuje Zakon św. Jakuba z Composteli zwany też Zakonem św. Jakuba od Miecza rekrutowany z rycerstwa.
                                                    Miał walczyć z Maurami, ale na mocy edyktu papieża Aleksandra III w pięć lat po utworzeniu, Zakon obejmuje pieczę nad trasami pielgrzymkowymi.
                                                    Warto wspomnieć o regule zakonnej, gdyż uzmysławia ona, iż celibat nie jest najlepszym z rozwiązań - rycerze Zakonu mogli być żonaci! W czasie gdy świadczyli posługi, zakon opiekował się ich rodzinami. Także i żony rycerzy mogły wstąpić do Zakonu - dzieciom pozostawiano wolny wybór - nie broniono świeckich reguł życia. Wdowcy i wdowy - za zgodą przełożonego - mogli ponownie zawierać małżeństwo.
                                                    Tak niepojęta, jak na tamte czasy swoboda, zachęcała do wstępowania do Zakonu, który był w stanie wystawić 1000 konnych.
                                                    Sukcesy w walce z Maurami zapewniły mu niezmierne bogactwa ( w tym 83 komandorie, 2 miasta, 178 wsi, 200 parafii, 5 szpitali a nawet uniwersytet w Salamance, o którym napiszemy w dalszym ciągu wspomnień). W czasach największej świetności Zakon dysponował majątkami we Włoszech, Francji, Portugalii, a nawet... na Węgrzech.
                                                    Pozbawiony majątku w roku 1985, działał aż do rozwiązania przez rząd lewicowy w 1931 - wtedy przeniósł swe władze i regułę na emigrację.
                                                    Dziś wielkim mistrzem Zakonu jest... król Hiszpanii.

                                                    Tradycja, tradycja, tradycja.
                                                    Wynikająca z jakże szczytnych i nie tworzonych na potrzebę chwilowej propagandy korzeni.
                                                    A jednocześnie budząca refleksję: normalne życie rodzinne z zachowaniem reguł wcale nie musi wieść ku cywilizacji śmierci.
                                                    Dlatego dziś Zakon czcić może 850 lecie istnienia.
                                                    A swymi dokonaniami dowodzić, iż celibat jest tworem na wskroś sztucznym, by nie rzec - patologią.
                                                    O czym przekonujemy się przy okazji ujawniania kolejnych patologii dzisiejszych- i nie tylko polskich - zakonników.

                                                    Szacunek dla rycerskiej tradycji widać także i w dzisiejszych miastach - wiele sklepowych witryn to postacie rycerskie.

                                                    http://i67.tinypic.com/1191f86.jpg

                                                    Zakon o jakim mowa w poście, nosił na płaszczach i tarczach czerwone stylizowane krzyże.
                                                    W hiszpańskiej tradycji ikonograficznej istnieją obrazy przedstawiające św. Jakuba w stroju rycerza Santiago - gromiącego Maurów.
                                                  • wscieklyuklad Re: Uwaga grasanci! 08.10.16, 14:56
                                                    ERRATA!
                                                    Jest: Pozbawiony majątku w roku 1985, działał aż do rozwiązania przez rząd lewicowy w 1931.
                                                    Powinno być: Pozbawiony majątku w roku 1825, działał aż do rozwiązania przez rząd lewicowy w 1931.
                                                  • wscieklyuklad Syn gromu... 08.10.16, 15:21
                                                    Takim mianem określił Jakuba sam Chrystus.
                                                    Rybak-gwałtownik, który namawiał swego Mistrza do unicestwienia Samarii - miasta heretyków, które nie chciało dać im gościny.
                                                    Miasto wyznawców Biblii i czcicieli "złotych cielców" - pogańskich bożków. Miasto tych, którzy nawiedzali świątynie albo "zakazane dzielnice". I tych, który czytywali ezoteryczne księgi (nieliczne w tamtych czasach i raczej w formie papirusów). Zwolenników i przeciwników boskich przykazań.
                                                    "Ześlij na miasto piorun zniszczenia, zrównaj je z ziemią" - stąd miano "syna gromu".
                                                    Jezus nie niszczy Samarii...
                                                    Niedługo potem miasto przyjmuje głoszoną przez Chrystusa religię.
                                                    Gwałtownik, który zostaje świętym.
                                                    Choleryk i bezwzględny sędzia, który - jako drugi w dziejach męczennik chrześcijański - jest zarazem uosobieniem życiowego wzorca.
                                                    Bezwzględny, czy - wzorem nauczyciela - miłosierny?
                                                    Stracony przez ścięcie bez poprzedzającego procesu.
                                                    Władze chciały uniknąć scen pamiętanych z męczeństwa Chrystusa.
                                                    Podchodzi do swego kata, by go uścisnąć.
                                                    Kat nawraca się wtedy i odmawia wykonania wyroku.
                                                    Traci własną głowę w chwilę potem...
                                                    Nie wiemy jak miał na imie. A był przecież trzecim chrześcijańskim męczennikiem za wiarę...

                                                    Jakub - z hebrajskiego skeb, czyli chronić...
                                                    Abraham miał go trzymać za piętę w chwili bliźniaczych narodzin...
                                                    Jak Achilles trzymany za piętę i zanurzony przez Tetydę w wodach Styksu...
                                                    Czy to zbieżność przypadkowa, czy przynależna półbogom?

                                                    Jakub - niech Jahwe chroni...
                                                    W santiagowskiej Katedrze wystawiono figurę św. Jakuba. Po odstaniu wielu minut w ogromnej kolejce pielgrzymów, po wąskich schodkach wchodzi się na tyły bocznej części ołtarza głównego. Tam- zwrócony plecami do pielgrzyma - tkwi "święty chroniący".
                                                    Trzeba ją objąć wypowiadając w myślach życzenie. Podobno te pobożne zawsze się spełniają...

                                                    Odstaliśmy, objęliśmy marząc...
                                                  • wscieklyuklad Re: Syn gromu... 08.10.16, 15:40
                                                    Oto kolejka do figury świętego. Trzeba wydłużyć ją o ok. 10 metrów już we wnętrzu Katedry.

                                                    http://i65.tinypic.com/5o8hmb.jpg

                                                    Naturalnie robienie zdjęć w trakcie wchodzenia i przy figurze jest zabronione.
                                                    Wklejam zatem fotkę figury od frontu.

                                                    http://i66.tinypic.com/k9xhzc.jpg
                                                  • wscieklyuklad Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 08.10.16, 15:52
                                                    Skoro nawrócił na chrześcijaństwo czarnoksiężnika Hermogenesa?
                                                    Albo gdy dał kanwę innej legendzie - częściowo i w inym aspekcie opowiedziała o tym już Sorell.
                                                    Ale inna legenda głosi, że gdy łódź BEZ WIOSEŁ z ciałem świętego przybiła do brzegu, ciało świętego złożone na kamieniu natychmiast przybrało formę sarkofagu. Byki zawlokły ten sarkofag do zamku pogańskiej królowej, która na widok cudu nawróciła się ( w podziemiach zamku ma być złożone ciało świętego).
                                                    Jak nie wierzyć w cuda, skoro w trakcie bitwy z Maurami pod Clavijo, święty wpada na białym koniu między walczących zmuszajac wroga do rejterady?
                                                    Jak tu nie wierzyc w cuda, gdy XII wieczna legenda przybliża historię niemieckich pielgrzymów, którzy z synem zdążali do Santiago . Zatrzymują się na nocleg, a rankiem gospodarz posądza syna o kradzież kielicha (okazało się, iż ukryto go w torbie zupełnie innego pielgrzyma). Syn zostaje powieszony, jednak rodzice kontynuują wędrówkę by pomodlić się u stóp figury świętego. W drodze powrotnej natykają się na żywego wciąż syna wiszącego na szubienicy i... podtrzymywanego przez świętego. Udaja się wtedy do sędziego opowiadając o cudzie. Sędzia stwierdza wówczas, iż syn ich jest tak samo żywy, jak właśnie jego piekące się na kuchni kury. Na te słowa kury ożyły i uciekły...

                                                    Zatem wierzyć?
                                                    Legendy, legendy i opowiastki.
                                                    Ale przecież jest jeszcze tyle do pokazania - wnętrze przecudnej Katedry-Sanktuarium...
                                                  • sorel.lina Re: Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 08.10.16, 16:24
                                                    Zanim jednak wejdzie się do sanktuarium dobrze jest oczyścić się z grzechów. W Santiago jest to dość łatwe. Dzięki wstawiennictwu Apostoła, by dostać rozgrzeszenie z dotychczasowych win wystarczy tylko przejść przez bramę z boku bazyliki obok bramy prowadzącej do kaplicy grobu św.Jakuba, tzw. Bramę Przebaczenia i gotowe! Nic dziwnego, że kolejka ogromna, bo nie można przecież zrezygnować z takiej łaski! smile

                                                    http://i68.tinypic.com/2ebwv9l.jpgOdpuszczają mi się grzechy moje...

                                                    http://i65.tinypic.com/2ppelhw.jpgw spokoju sumienia mogę wejść do przybytku

                                                    http://i67.tinypic.com/otdxkp.jpg i cieszyć oczy jego wspaniałością

                                                    http://i68.tinypic.com/246qseh.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/qqwqrk.jpg http://i66.tinypic.com/2eficg0.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/21jsz88.jpg http://i63.tinypic.com/2ecdycj.jpg

                                                    http://i66.tinypic.com/fz2bgz.jpg


                                                  • wscieklyuklad Re: Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 08.10.16, 16:40
                                                    https://i63.tinypic.com/21jsz88.jpg

                                                    Powróćmy jeszcze na moment do kadzielnicy.
                                                    Licząca sobie kilkaset lat, zdecydowanie przewyższająca mnie wysokością (ma 160cm) ale ważąca też znacznie więcej (ponad 80kg), wisząca na linie o grubości 5cm i rozkołysywana siłą mięśni ośmiu chłopa (pędząca podobno z maks. szybkością blisko 70km/h), wypełniona palącym się kadzidłem, miała w zamierzeniu wyjściowym maskować "zapach" pielgrzymów - nie tylko utrudzonych marszrutą i nie myjących się zbyt namiętnie, ale też często chorych, o skórze pokrytej ropiejącymi i owrzodziałymi ranami, dziś traktowana jest jako "balsam dla ciała". Obecnie woni kadzidła przypisywane są właściwości lecznicze, toteż pielgrzymi wdychają łapczywie każdy obłoczek dymu.

                                                    Kadzielnica zdaje się potwierdzać mistyczny charakter miejsca i nadnaturalne moce św. Jakuba.
                                                    Oto 19 maja 1499 r. w trakcie mszy w obecności świeżo poślubionych małżonków Artura Tudora i... Katarzyny Aragońskiej kadzielnica urywa się i wylatuje przez okno Katedry. Zostaje to uznane za zły omen.
                                                    W rok później Artur umiera.
                                                    Był bratem Henryka VIII. Dalsze losy obojga każdy zna aż nadto.
                                                    Klątwa - jak widać przepowiedziana wydarzeniem w Santiago - miała trwale wpłynąć nie tylko na losy Henryka VIII i jego kolejnych żon, ale i na losy tak kościoła w Anglii, jak i królewskiej schedy...
                                                  • 1zorro-bis Re: Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 09.10.16, 08:11
                                                    WU.......! Nie szkoda Ci czasu prowadzic z zamaskowanym badziewiem jalowe dyskusje. Przeciez od dawna wiadomo, ze "toto" tylko intrygami i aferami zyje.....
                                                  • wscieklyuklad Re: Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 09.10.16, 08:40
                                                    Ja nie prowadzę dyskusji z badziewiem. Ja wychowuję badziewie.
                                                    Edukacja miała charakter jednorazowy. A to ze względu na wklejanie przez edukowaną jakichś foci o intrygującej fakturze jako żywo oddającej strukturę papieru. A przecież widoczek jest podobno nie papierowy bynajmniej.
                                                    Nie zaśmiecajmy więc tego wątku syfem. Kłamczuszek zawsze wypiera własną małość doszukując sie jej w innych i to problem oszusta.
                                                  • wscieklyuklad Re: Bo jak tu nie wierzyć w cuda? 09.10.16, 10:53
                                                    Kontynuujmy zatem zwiedzanie santiagowskiej Katedry.

                                                    http://i65.tinypic.com/2dv05ud.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2ymhitg.jpg

                                                    http://i63.tinypic.com/1zvuygy.jpg
                                                  • wscieklyuklad Apage satanas! 09.10.16, 11:05
                                                    Do pielgrzymiego obyczaju należy przyniesienie ze sobą kamienia. Dźwiga on brzemię grzechu pątnika i po dotarciu do Katedry i odprawienia sakramentu pokuty należy pozostawić ów kamień jako znak wyzbycia się popełnionych win. Kamienie składane są obok grobu św. Jakuba. I tu też można ponowić prośbę o opiekę i pomoc w spełnieniu marzeń.
                                                    Tak oczyszczony pielgrzym opuszcza modlitewne miejsce - innym okiem można spojrzeć wtedy na główny dziedziniec:

                                                    http://i63.tinypic.com/2z5j8uf.jpg

                                                    http://i64.tinypic.com/30hokyb.jpg

                                                    W tle Pałac Biskupi. A przed nim - rowerzysta, który wreszcie po przejechaniu odpowiedniej liczby kilometrów, dotarł do celu...(grupka cyklistów była kilkunastoosobowa)

                                                    http://i68.tinypic.com/k1ukx0.jpg

                                                  • wscieklyuklad Re: Apage satanas! 09.10.16, 11:14
                                                    http://i63.tinypic.com/b81i78.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/22hy7o.jpg

                                                    Mimo wąskich uliczek i dużych różnic poziomów, można pozwolić sobie na odrobinę rozrywki.
                                                    Tradycyjny w hiszpańskich miastach i miasteczkach tramwaj-kolejka. Można zwiedzić w krótkim czasie naprawdę sporo ciekawych miejsc - skorzystaliśmy więc z okazji.

                                                    http://i63.tinypic.com/2e545kn.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: Apage satanas! 09.10.16, 11:40
                                                    Pora wracać z pożegnaniem "Buen Camino" - szczęśliwej drogi.
                                                    Pora się żegnać życzeniem "Ultreia" - Idź naprzód.
                                                    Nie zasłużyliśmy na miano typowych los peregrinos, choć przecież cel odwiedzin był jak najbardziej religijny.
                                                    Podwiezieni "żelaznym koniem", który przemierzył dłuższą niż zalecana dla "owsianego" trasę, nie zasłużyliśmy i na miano los desperados.

                                                    Unosząc ze sobą wspomnienie placu Obradario przywołujemy w pamięci ujęte w kleszcze uporczywie towarzyszących nam wszędzie rusztowań 76-metrowe wieże. Nieudale próbujemy wyobrazić sobie zapach z największej kadzielnicy świata botafumerio.
                                                    I wracamy do znalezionych w necie i zabranych na naszą "pielgrzymkę" fragmentów powieści "I my dojdziemy na kraniec świata" Pierre Baretta:
                                                    "Idź pielgrzymie, idź druhu, wędrowniku Boży. Święty Jakub Apostoł wzywa cię zza horyzontu, ostatniego z tych, który znają ludzie. Dąż nad brzeg morza - kraniec ziemi. Tam ponoć co dzień umiera słońce. I tobie umrzeć przyjdzie, nim się odrodzisz. Idź zatem najpiękniejszą z dróg świata. Idź pełen nadziei ty, który poszukujesz wieczności i pomnij, że gdyby nie twoje poranione stopy, piosenki wyśpiewane zachrypniętym głosem, twój śmiech i lęki, gdyby nie odgłos uderzeń kija o opłotki i wieczorne bajdy, droga ta byłaby jedynie nędzną, jeno bruzdą na ziemi, garścią darni, skał, cierni i błotnistych kałuż. Gdyby nie ty, ta najpiękniejsza z dróg byłaby martwym, jałowym szlakiem. NIE CEL BOWIEM DROGĘ TREŚCIĄ OBDARZA, JENO WĘDROWIEC. Nie ustawaj tedy druhu-wędrowcze. A gdybyś przez chwilę choć zwątpił, tę myśl św. Augustyna przywołaj: " W DNIU, KIEDY POWIESZ SOBIE: WYSTARCZY, W TYM DNIU JUŻEŚ UMARŁY!"
                                                    Nie przystawaj zatem. Teraz, gdyś zburzył w sobie mur, który był twym więzieniem, możesz śmiało podążać na kraniec świata..."

                                                    My zmotoryzowani "mechaniczni wędrowcy".
                                                    Może nie tak całkiem bez praw do przywołanych treści?
                                                    Nie dość nam przecież peregrynacji. A skoro tak, to wciąż żywymi jesteśmy.
                                                    A skoro tak - w drogę.
                                                    Po nowe przygody, legendy i opowieści.
                                                    Po kolejne wewnętrzne odrodzenie - w kolejnym świętym miejscu.
                                                    Unosimy mapę Santiago - Katedrę z zabudowaniami Starówki. I plan obejmujący to, co na zewnątrz - nasze okno ku innym światom...

                                                    http://i64.tinypic.com/2nsu9ky.jpg

                                                    http://i68.tinypic.com/3508jo5.jpg

                                                    Do zobaczenia w...
                                                  • wscieklyuklad W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 12:36
                                                    Jest 24.06.1158 roku. Najdłuższy dzień "pod słońcem". Damy dworu pod eskortą konnych Arabów opuszczają zamek Alcacer do Sal by zażyć kąpieli w rzece Sado.
                                                    Zza wzgórza wyłania się orszak chrześcijańskiego rycerstwa pod wodzą Goncalo Herminquesa nie od rzeczy noszącego miano Pogromca Saracenów. Po krótkiej walce orszak Arabów zostaje pobity, a damy dworu uprowadzone. Wiozą je do Santarem przed oblicze pierwszego portugalskiego króla Alfonso Henriquesa. Król postanawia wynagrodzić zwycięstwo Goncala - ten zapytany o rodzaj nagrody, pod wpływem uroku... Fatimy, córki Vali pani na Alcacer do Sal, prosi króla o jej rękę.
                                                    Warunek - przyjęcie wiary chrześcijańskiej - Fatima spełnia bez cienia wahania, bowiem młodzian jest tyleż waleczny, co przystojny. Przyjmuje imię Oureana.
                                                    W ślubnym prezencie otrzymują miasteczko Adegas. Zakochany po uszy Goncalo zmienia jego nazwę na Oureana - imię ślicznej małżonki (dziś nosi ono nazwę Ourem).
                                                    Niestety nie cieszyli się długo szczęściem - Oureana/Fatima umiera wkrótce potem.
                                                    Goncalo szuka ukojenia w murach klasztoru Św. Bernarda w odległym o 30km. Alcobaca.
                                                    Przeor klasztoru każe wznieść w pobliżu Ourem maleńki kościółek poświęcony Madonnie, a ujęty historią Goncala i Fatimy, przenosi do tegoż kościółka ciało Fatimy. Ku czci zmarłej nazywa to miejsce Fatimą...

                                                    Któż mógł przypuścić, iż historia na osiem wieków zapomni o tym miejscu i cudnej legendzie?
                                                    Któż mógł przypuszczać, iż w tym właśnie miejscu - kolażu dwóch religii dojdzie do cudu?
                                                    Może opatrzność zatrwożona rozwojem wypadków musiała interweniować?
                                                    Może musiała uzmysłowić rządzącym, iż legenda ma trwać?

                                                    Nadszedł rok 1911 r. gdy portugalski premier Alfonso Costa wprowadza w życie ustawę o rozdziale państwa od Kościoła. Na jej mocy w ciągu dwóch pokoleń ma dojść do likwidacji religii katolickiej. Kler poddany zostaje represjom, gazety podsycają antyklerykalne nastroje. Symbolem "laicyzacji" stają się uczniowie, którzy szkolne korytarze przemierzają z transparentami o treści: "Ani Bóg, ani religia!". To jednak nie czasy powszechnego dostępu do informacji. Ludność miasteczek i nędznych wiosek nie jest świadoma rozwoju wydarzeń.
                                                    "Błogosławiona niewiedza" - siła biedoty.
                                                    "Błogosławiona niewiedza" - konsekwencja analfabetyzmu.
                                                    "Błogosławiona niewiedza" - siła sprawcza objawień?
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 14:03
                                                    Do Fatimy nie mam jednoznacznego stosunku.
                                                    Miasteczko nie ma ani specjalnego klimatu, ani uroku, tyle że jest bardzo zadbane, można rzec - wypucowane. I - niestety - bardzo skomercjalizowane.
                                                    W niezliczonych sklepikach setki "matek boskich" w najprzeróżniejszych wariantach, rozmiarach, z najróżniejszych materiałów - z drewna, metalu, plastiku, papieru, tkanin. Figury, figurki, figurynki. Obrazki, rysunki, malunki, wyszywanki. Kiczowate aż do bólu zębów "matki boskie" zdobią (?) T-shirty, chustki na głowę i do nosa, apaszki, serwetki, paski, pierścionki, lusterka, przypinki, wisiorki, zabawki, "jaśki" pod głowę i pod siedzenie ( w samochodzie) zapalniczki (!)... Ufff! Straszna tandeta! I chyba profanacja świętości.
                                                    Gdyby nie budynki sanktuarium, byłoby to miejsce, którego szanujący się turysta powinien unikać, wykreślić je ze swojego itinerarium.
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 14:56
                                                    Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej ma imponujące rozmiary, choć sam kościół bazylikalny nie jest zbyt wielki.

                                                    http://i63.tinypic.com/69qddd.jpg

                                                    Za to plac zgromadzeń - na miejscu, gdzie Łucja, Hiacynta i Franciszek wypasali swoją trzódkę - jest ogromny. Rozpościera się od stóp bazyliki aż po horyzont, gdzie majaczy prosty, ascetyczny, ale ładny pod względem artystycznym krzyż. Każdego 13 dnia miesiąca, szczególnie w 13 maja (data pierwszego objawienia) i 13 października (data ostatniego objawienia), plac zapełnia się tłumem pątników.

                                                    http://i63.tinypic.com/30vnl2e.jpghttp://i63.tinypic.com/1f8q36.jpg

                                                    Aż trudno uwierzyć, ale niektórzy pielgrzymi z modlitwą błagalną na ustach przemierzają całą tę odległość od krzyża do bazyliki, sunąc po zaznaczonym specjalnie w tym celu pasie na kolanach!
                                                    Ma to być rodzaj umartwienia ciała jako pokuta za grzechy i błaganie o łaskę, np. zdrowia dla siebie lub kogoś bliskiego. Jedną taką grupkę - mimo, że nie był to dzień uroczysty - zobaczyliśmy, gdy modląc się głośno szla na klęczkach po kamiennych płytach ku Niepokalanej...

                                                    http://i66.tinypic.com/10zu1l4.jpg

                                                    Wu ( i ja też) zdecydowaliśmy się jednak przejść tę drogę po prostu na nogach smile

                                                    http://i68.tinypic.com/33dif81.jpg

                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:00
                                                    Przed udaniem się do Kaplicy Objawień oboje zapaliliśmy świece wotywne i wrzuciliśmy je w ogień. Płomienie i dym miały unieść nasze prośby do nieba...

                                                    http://i68.tinypic.com/vrbkba.jpg http://i64.tinypic.com/vqk39e.jpg
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:21
                                                    Świece wotywne można kupić na specjalnym stoisku - wrzuca się do skarbony podaną na kartce kwotę, zabiera świecę i wtyka...
                                                    No właśnie, gdzie tu wetknąć? Stanowisko w kształcie podkowy o wymiarach jakieś 8+8+8metrów pełne jest "obsadek na świece" rozmaitej wielkości. W porze pielgrzymek pali się tu zaiste wieczny ogień, a ponieważ stanowisko jest zadaszone, więc i żar iście... "piekielny".
                                                    Knot jest dość trudny do zapalenia (a raczej odpalenia od płonącej siostry) i jeszcze trudniejszy do umocowania. Gorąco natychmiast zamienia wosk w plastelinę - świeca łamie się i wpada w czeluście. Sam nie wiesz wtedy, czy intencja z jaką się ją tu przyniosło ma szansę się spełnić, czy też pochłonięcie świecy oznacza brak perspektyw realizacji pragnień.
                                                    Tak czy inaczej, nasze nie wytrzymały próby ognia. Na fotografii z Sorell widać niewielki fragment "ogniska".

                                                    W co wierzyć?- zadaję sobie to pytanie. Zagubiony w ogromie placu, który jednorazowo jest w stanie pomieścić... MILION pielgrzymów.
                                                    Niemiecka stacja przygotowuje tymczasem stanowisko do nakręcenia filmu z mszy, jaka ma się tu odbyć za kilka minut.

                                                    Kaplica Objawień - tu miało stać drzewo, nad którym unosiła się Ona.
                                                    Ławeczki zapełnione kilkudziesięcioosobową grupą pątników - wśród nich wielu na wózkach inwalidzkich.

                                                    http://i63.tinypic.com/qwx3tl.jpg

                                                    Czy tu dokonał się cud?
                                                    Kaplicę wysadzono w powietrze (powrócę do tego potem).
                                                    W jednym z proroctw Matka Boska ostrzegała Rosję przed konsekwencjami odstępstwa od wiary. Jak widać - słusznie, choć współczesne, nieudolne próby "reaktywacji" prawosławia - choć też przecież opartego na podobnej nam wierze - wywiodły ów kraj na manowce.
                                                    Jest jednak ciekawy szczegół wiążący Kaplicę z Rosją.
                                                    Oto drewniane zadaszenie kaplicy to... sosny przywiezione tu, aż z północnej Syberii!
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:32
                                                    W hałasie pospiesznie stawianych kolumn głośnikowych i przeciąganych kabli, trudno o skupienie.
                                                    Może tam - na tle wzgórz w Kościele Trójcy Przenajświętszej jest owa "moc przekazu", "cud uzdrowienia"?
                                                    Na wklejonej przez Sorell fotografii zdaje się zbyt mikry, by skrywać nadprzyrodzone siły.
                                                    Ale w rzeczywistości to ogrom o wymiarach 95-115x20 metrów! Czwarty pod względem pojemności kościół na świecie, zdolny pomieścić 9000 pielgrzymów i jednocześnie... 100 koncelebransów!
                                                    Ale o tej porze Kościół jest zamknięty na cztery spusty. Tyle, że u jego drzwi rozpoczyna się marmurowy chodnik, po którym na kolanach przesuwają się mozolnie pątnicy.
                                                    Więc może ta moc tkwi w ujęciu źródełka (jak zwykle omasztowane rusztowaniem!)?
                                                    Nabieramy zeń wody do dwóch półlitrowych butelek. Wedle przekazu nie równa się jednak z walorami wody czerpanej w Lourdes...
                                                    Może zatem w "Stajence betlejemskiej"?

                                                    http://i68.tinypic.com/2u92tmw.jpg

                                                    Po prawej jej stronie umieszczono... bankomat. A przecież pieniądz ma wprawdzie moc iście herkulesową, tyle, że... materialną!
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:40
                                                    Zatem Bazylika? Mikre centrum na tle olbrzymich "skrzydeł".

                                                    http://i63.tinypic.com/1xxjmg.jpg

                                                    http://i67.tinypic.com/2qsm3w3.jpg

                                                    Jakby chciała unieść się jak 13 przez kilka kolejnych miesięcy 1917roku? Stworzyć na niebie widowisko znane jako "cud słońca" (będzie o tym jeszcze)
                                                    Może porwałaby ze sobą ponad dwutonowy fragment Muru Berlińskiego? Może źwignęłaby każdą z 15 stacji drogi krzyżowej (tyle ich tu postawili Węgrzy!)?

                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:54
                                                    Nie, to wszystko nie to...

                                                    Wchodzimy do środka.

                                                    http://i68.tinypic.com/a4bk28.jpg

                                                    Może pod marmurową płytą grobową Franciszka?
                                                    Widział Ją, lecz nie słyszał.
                                                    Zmarł - zgodnie z przepowiednią -wkrótce potem.

                                                    http://i66.tinypic.com/2uzurnl.jpg

                                                    Trudno tu o skupienie.
                                                    Jeszcze trudniej po przeciwnej stronie ołtarza, gdzie w 2005r złożono - pod identyczną płytą Łucję - siostrę Hiacynty (zmarłej równie wcześnie i tej, która widziała, słyszała, ale nie zamieniła z Nią ani jednego słowa). Ta, która żyła najdłużej pytała. Ale swą - tak wielokrotnie niekształconą historię - zabrała na tamten świat.

                                                    Więc może trzeba szukać gdzie indziej, czegoś zupełnie odmiennego?
                                                    Odnaleźć cud przekazu w cudownym ocaleniu z zamachu Jana Pawła II w rocznicę pierwszego objawienia fatimskiego 13 maja?
                                                    Może w wieczornej mszy odprawianej przez 3 koncelebransów? Wiernych nieszczególnie wielu, wielojęzyczne modlitwy wplatane we właściwy fragment nabożeństwa. Kazanie trwające całe 3 minuty i głoszone tonem łagodnym, najwyraźniej bez polityki i rugania.
                                                    Pieśni intonowane przez kantora o cudownym brzmieniu głosu - prawą dłonią dyktującego tempo wykonania i wysokość tonów...
                                                    Znak pokoju z padaniem sobie w ramiona...

                                                    Nie...
                                                    Gdzież więc u licha?
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 15:58
                                                    Hotel odległy o 300 metrów od świątyni. Pokoik schludny choć ciasny, z aneksem toaletowym i kwiatami w stylu polskiej Cepelii wymalowanymi na korytarzowych ścianach.

                                                    21.30

                                                    Pora różańca. Wewnątrz tłum. Po mniej więcej godzinie zgromadzeni zapalają świece i ustawieni w długiej kolumnie odbywają modlitewną procesję.
                                                    Te świece nie gasną. Ubrane w plastikowe "kołnierzyki" by nie zachlapać trotuaru i nie przypalić odzieży sąsiada, migoczą w ciemnościach...

                                                    Tak...
                                                    Ale czy tylko "tak"?
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 16:29
                                                    To zderzenie materii z duchem przekona większość niedowiarków.
                                                    Ale być może istnieje jakieś drugie dno "fatimskiej tajemnicy"?

                                                    pamiętacie rok 1911 i zapowiedź rządów masonerii o laicyzacji kraju? Miało to zajać dwa pokolenia.
                                                    Ale prymasa i większość biskupów wygnano natychmiast. Choć większość społeczeństwa nie była świadoma światopoglądowych przemian, w 1915 roku Lizbona zostaje ogłoszona przez władze kraju... ateistyczną stolicą świata.
                                                    Objawienia są solą w oku decydentów, którzy robią wszystko, by zdyskredytować relacje dzieci.
                                                    Resztki kościelnych władz (być może pod wpływem nacisków) też niezbyt kwapią się do obrony pastuszków.
                                                    Być może pod wpływem tak skomplikowanej i zdać by się mogło bez wyjścia sytuacji - Madonna zapowiada cud w dniu 13.10.1917r.

                                                    Kordon wojska otacza dolinę, by uniemożliwić dotarcie tam rzeszy ciekawskich wydarzeń.
                                                    Ale ludzi jest 70 tysięcy. Przerywają to jedno, to drugie skrzydło kordonu, by wreszcie skutecznie złamać blokadę. Co było potem - wszyscy wiemy.
                                                    Wierzący wspominają cud objawienia i tańczące, drugie słońce oraz niewyjaśnione wyschnięcie ubrań nasiąkniętych ulewa, która nagle ustąpiła.
                                                    Niewierzący stawiają na zjawisko ufologiczne - bliskie spotkanie trzeciego stopnia przez dzieci.

                                                    10 minutowy spektakl nie pozostał bez następstw.

                                                    Masoneria portugalska skupiała się w tajnej organizacji "Carbonaria", założonej przez Antonio de Silvę a kierowanej przez Alfonso Costę i Marcelo Limę.

                                                    de Silva był świadkiem "cudu słońca". Nawrócony w jego efekcie stał się przedmiotem ataku - podobnie jak tysiące innych ateistów, którzy uwierzyli...
                                                    Rząd przeprowadził czystki w swych szeregach, by pozbyć się "odszczepieńców". Media próbowały ośmieszyć wydarzenie, jak i jego tysięcznych uczestników. loże masońskie organizowały dziesiątki parad, a w miejscu objawień mityngi, na których szydzono z wiary i Boga. kościołowi zabroniono organizowania procesji i religijnych zgromadzeń. Wydawano biuletyny i pamflety ośmieszające i szydzące z objawień. Winą za "prowokację" obarczono Jezuitów.
                                                    Wszystko to odniosło skutek przeciwny - umocnienie wiary.
                                                    Narastający opór społeczny wobec władzy przybrał formę masowych pielgrzymek do Fatimy!
                                                    Masoni obierają za prezydenta Sidonio Pais'a, który szybko liberalizuje swe wyjściowo konserwatywne poglądy. Śmiertelne postrzelony po niespełna roku sprawowania rządów zostaje śmiertelnie postrzelony. Umiera na stole operacyjnym z... krucyfiksem na piersiach.
                                                    nastaje czas "absolutnego terroru" - dziesiątki ludzi ginie w ulicznych zamachach bombowych.
                                                    Masoneria próbuje używać armii do izolacji Fatimy. Wobec narastających rzesz pielgrzymów wysadzają kaplicę Objawień w 1922r, szerząc terror w Lizbonie i Porto.
                                                    Po pięciu latach bezproduktywnej wojny z religią, masoneria składa broń.
                                                    Do władzy dochodzi Olivier Salazar - katolicki profesor Uniwersytetu w Coimbrze.

                                                    A co z przywódcami "religijnej, ateistycznej rewolucji". Co z twórcami ateistycznej stolicy świata Lizbony?

                                                    Lima umiera ze zgryzoty.
                                                    Costa wybiera emigrację w Paryżu, gdzie... porzuca ateizm (!), zbliża się do spirytyzmu i wkrótce umiera nękany... obsesją nadprzyrodzoności.

                                                    A wszystko to za sprawą trójki maleńkich pastuszków...
                                                    Cud?
                                                    A cóż niby innego?
                                                    Może tu kryje się cała fatimska tajemnica?
                                                    Może miała ochronić świat przed "portugalską stolicą ateizmu"?
                                                    A jeśli nawet tylko tyle, to czy nie było w istocie warte cudu?
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 16:34
                                                    Następnego ranka znów stoję na dnie wybetonowanej doliny...
                                                    Uśmiecham się w duchu do Bazyliki i kościoła Trójcy Przenajświętszej.
                                                    patrzę na udręczonego ukrzyżowaniem...
                                                    I na odbudowaną w "syberyjskim" stylu kaplicę Objawień...
                                                    Na Betlejemska stajenkę wkomponowaną w nowoczesność bankomatu...
                                                    Patrzę na marmurowy szlak pokutników...
                                                    O wyciągnięcie ręki płoną fatimskie świece wotywne...
                                                    Ileż kilometrów trzeba czasem przebyć, by pojąć istotę cudu...

                                                    Dziś wieczór kolejni pielgrzymi odbędą procesję...
                                                    Zapalone świece będą symbolizować wieczną pamięć o objawieniach.
                                                    Będą symbolizować życie...
                                                    Niepokonane...
                                                    Wieczne...
                                                    Takie, jakie z nas każdy nosi w sercu...
                                                  • wscieklyuklad Re: W poszukiwaniu objawień... 09.10.16, 17:01
                                                    Unosimy ze sobą plan Fatimy (wersja polska dostępna na terenie kompleksu) - ostatnie z miejsc pielgrzymkowych na naszej trasie.

                                                    http://i66.tinypic.com/fnfnnn.jpg

                                                    Zostawiamy nowoczesną Fatimę z jej budzącymi grozę estetyczną "pamiątkami'.
                                                    Zostawiamy nowoczesne wielopiętrowce.

                                                    http://i63.tinypic.com/ax17ww.jpg

                                                    I inne kościółki - noclegownie.
                                                    Podobno odprawiają w nich poranne msze z gregoriańskimi chorałami...

                                                    Więc w drogę, ku nowym światom!
                                                  • sorel.lina Re: W poszukiwaniu objawień... 13.10.16, 10:05
                                                    Na pożegnanie - fragment koncertu sprzed sanktuarium św. Jakuba. Nie mieliśmy szczęścia trafić na taki koncert, ale muzyka w takiej czy innej formie, w takim czy innym wykonaniu, jest w Composteli i w ogóle na Camino del Santiago wszechobecna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka