wscieklyuklad 07.11.17, 21:37 To wątek, o którym wspomniałem pod wpisem Agfy. Muszę się "przespać" z problemem. Mam nadzieję na wklejkę Karen z audycji. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wscieklyuklad Re: Apokalipsa, ale jaka? 07.11.17, 22:25 Kanwa do przemyśleń... Tadeusz Konwicki - Wniebowstąpienie (1995) Odpowiedz Link
k.karen Czarno na białym 7 XI - Piotr Szczęsny 07.11.17, 22:45 Trzy części: Szary Człowiek www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-szary-czlowiek,788139.html Trudny temat www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-trudny-temat,788140.html Ostatni krzyk www.tvn24.pl/czarno-na-bialym,42,m/czarno-na-bialym-ostatni-krzyk,788143.html - Odpowiedz Link
wscieklyuklad Rozważań część pierwsza 08.11.17, 21:28 Pochowają go po mszy w kościółku na krakowskim Salwatorze. A przecież jest tyle świątyń - może o niebo godniejszych. Mariacka Bazylika z Wita ołtarzem... Wawelska Katedra z panteonem władców - tych, którzy przez wieki naszą budowali wielkość... Pod sercem "Zygmunta" co to bije, gdy chowają kto nam drogi... Kościółek na Salwatorze... Pierwszy u wlotu do miasta... Z torami kolejki wąskotorowej opodal... Szlak nieuchronności dziejów... Kościółek równie jak owa kolejka mikry... Mikry, jak "mała Apokalipsa"... Dlaczego tutaj właśnie? Czy dlatego, że tutejszy proboszcz nie lękał się gniewu hierarchów? Toż chowany jest samobójcą przecież. Mniejszych niż on "wyrodkom" odmawiano księżej asysty. Pośledniejszym niż on grzesznikom odmawiano miejsca na "poświęconej ziemi"... cdn. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Rozważań część pierwsza 08.11.17, 21:43 Niepołomice... Nie jesteś ty z mieścin najpodlejszą... trzos.blog.onet.pl/2014/05/06/historia-rodziny-trzosow-2/ I jeszcze ten Niepołomicki czakram... Wedle legendy Król Kazimierz Wielki przywiózł część skały z kaplicy Gereona na Wawelu. Chciał, aby ten magiczny, wawelski kamień stał się kamieniem węgielnym pod budowę niepołomickiego zamku. Kamień ten znajduje się w podziemiach najstarszej części zamku - liczącej 650 lat - w której podczas wojny Niemcy mieli magazyn amunicji. Obecnie znajduje się tam czakram. Obecność czakramu potwierdziły przyrządy naukowców i radiestetów. Ci pierwsi zapewniają, że przy czakramie odbywa się terapia naturalnymi polami magnetycznymi, które dobrotliwie wpływają na człowieka. Królowa Bona Chroniący się w Niepołomicach przed epidemią, która wybuchła w Krakowie król Zygmunt I Stary umilał sobie czas polowaniami w Niepołomickiej Puszczy. Według legendy podczas jednego z polowań, w którym towarzyszyła mu brzemienna królowa Bona niedźwiedź zaatakował królową, którą wystraszony koń zrzucił z siodła. W wyniku upadku poroniła syna, któremu nadano imię Olbracht i pochowano w podziemiach Kościoła w Niepołomicach. Na pamiątkę tego nieszczęśliwego wydarzenia miejsce wypadku nazwano Poszyną, gdyż mieszkańcy Niepołomic zwykli mówić, że królowa pojechała tam "po syna". Historia pewnego herbu Król Zygmunt I Stary podczas jednego z polowań dostrzegł wspaniałego jelenia z wielkim porożem. Nie zważając na ostrzeżenia towarzyszy, król popędził konia i ruszył w ślad za zwierzyną. Wkrótce jego myśliwska drużyna pozostała daleko w tyle, a władca został sam. Długo ścigał jelenia, jednak w końcu zgubił jego trop. Wówczas postanowił wracać, lecz nie mógł odnaleźć ani drogi ani swych towarzyszy. W tym czasie zapadł mrok, a w Puszczy rozbrzmiały głosy jej dzikich mieszkańców. Król długo błądził wśród drzew, lecz nikt nie odpowiadał na jego okrzyki. W pewnym momencie król znalazł się na rozległych mokradłach, leżących w samym sercu Puszczy. Jego koń zaczął zapadać się w bagnie, więc władca zsunął się z wierzchowca i zaczął chwytać zwisające gałęzie. Niestety wkrótce i on zaczął pogrążać się w błocie. Z pewnością utonąłby, gdyby nie leśny drwal, który wracając do domu po pracy usłyszał on wołanie władcy i wyciągnął go ze zdradzieckiego błota. Drwal zaprowadził króla do swojej chaty, ugościł go i nakarmił. Król Zygmunt chcąc odwdzięczyć się za uratowanie życia powiedział, że podaruje mu taki kawał lasu, jaki zdąży oborać w ciągu jednego dnia. Następnego dnia drwal zaprzągł parę wołów i orał cały dzień, od świtu do nocy. Udało mu się wykarczować wielką polanę, czyli dzisiejsze torfowisko Błoto. Drwal ten zapoczątkował ród Żeleńskich, do którego należał majątek Grodkowice, leżący niedaleko Puszczy. Według legendy podczas orki jeden z wołów padł. Na pamiątkę tego wydarzenia przyszły Żeleński umieścił w swym herbie dwa woły, z których jeden pada. Do dziś można ten herb oglądać na jednym z budynków w Grodkowicach. Dąb Batorego Z czasów panowania Stefana Batorego pochodzi podanie o wypadku, jaki miał zdarzyć się królowi na uroczysku Sitowiec: W czasie polowania, król został zaatakowany przez ranionego wcześniej królewskimi strzałami żubra. Niewiadomo kto zwyciężyłby w tym starciu gdyby nie strzała młodej dziewczyny Justyny, córki leśnika, która prawdopodobnie uratowała królewskie życie. Na pamiątkę tego wydarzenia dąb, pod którym odpoczywał po tym zajściu Batory, nazwano jego imieniem: „Dąb Batorego”. Miasto, w którym król z ludem się bratał... Miasto, w którym królów z niedoli ratowano... Miasto, w którym mieszkał Piotr... cdn. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Rozważań część pierwsza 08.11.17, 22:16 Salwator. Koniuszek garbu ziemnego ku Wiśle - rzek polskich królowej schodzący w miejscu, gdzie ta z Rudawą się styka. To tu archeologia ślady cywilizacji sprzed lat 25 tysięcy odkryła. Koryto Rudawy przez tysiąclecia bieg swój zmieniało - niegdyś bliska Wawelu, dziś o metrów kilkaset przesunięta. A przecież wciąż jest Rudawą. Wisła też już nie ta sama. Niegdyś szeroka, omywająca liczne wysepki dzisiejsze omywająca Błonia. Wysoka skarpa - miejsce dogodne do obrony. To tu żyli ówcześni łowcy mamutów. To tu starodawny lud wzniósł pierwszą pogańską świątynię... Tradycja i tu przetrwała. Drewniana kaplica św. Małgorzaty nosi nazwę Gontyna w pogańskich czasach źródło swe mającą. Już chrześcijański obiera za patrona Świętego Salwatora. Taki patronat przyjmowały wówczas kościoły w procesie chrystianizacji najważniejsze - umiejscawiano je właśnie w miejscach "pogańskich" poprzedniczek, bo podkreślić wagę nowej wiary. Może i sam św. Metody z misją tu przybył, by chrzest lat kilkadziesiąt wcześniej przez Mieszka I przyjęty w Państwie Wiślan utrwalić? To tu odsłonięto fragmenty budowli sięgające wieku XII. W podziemnej krypcie chowano już wówczas zmarłych. Dzisiejszy kościół ma być trzecim w tym samym miejscu wzniesionym. Ot siła tradycji... Ot moc religii i wiary... Zatem kościół pierwszy wzniesiony na planie prostokątnym czy też - wedle "maniery" budowli karolińskich mającym kształt krzyża z przylegającą doń absydą. Zatem kolejny o typie rotundy - zgodny z tradycją budowlaną ówczesnego Krakowa (vide rotunda Najśw. Marii Panny na Wawelu na wiek X datowana). To kamień jednak, więc datowaniu oporny... Sięgnąwszy do Rocznika Kapitularnego Krakowskiego z roku 1148 znaleźć można notkę „DEDICATIO ECCLESIAE SANCTI SALVATORIS”, wspominającą o ponownej konsekracji i poświęceniu świątyni Najświętszemu Zbawicielowi. Po wiekach Jan Długosz podając przepadłe już w mrokach dziejów źródła, wspomina iż kościół w formie obecnej ufundował sławny rycerz Bolesława Krzywoustego - Piotr Włast. Oślepiony w walce ku Zbawicielowi o ratunek się zwraca siedemdziesiąt i siedem kościołów wznieść obiecując jako za uzdrowienia wotum. Wśród nich jest i ten salwatorski. cdn Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Rozważań część pierwsza 08.11.17, 23:05 Kolejny rycerz Jaksa Gryfit z pobliskiego Miechowa funduje tu klasztor obdarzając go rozległymi majątkami ziemskimi. Z podpraskiego Doxan przybywają tu siostry zakonne Norbertanki. Kilkadziesiąt lat później krakowski biskup Gedeon oficjalnie uznaje konwentem Panien Zwierzynieckich i przyznaje parafii prawo do dziesięciny. Klasztor zwierzyniecki nie jest jednym z wielu. Do sióstr Norbertanek dołączają panny z najprzedniejszych i nie tylko krakowskich rodów. Funkcję przełożonych pełnią... księżniczki! Włości rozrastają się błyskawicznie - w czasach największej świetności podlega "Norbertowi" trzydzieści wsi z okładem. Nadchodzi rok 1241 - Tatarzy najeżdżają na Kraków, rażą krtań hejnalisty, palą miasto. Wedle tradycji kościół Św. Salwatora... ocalał! (klasztor Norbertanek zniszczono). Cud? Annały milczą w tej kwestii. Część historyków sugeruje, iż ocalenie zawdzięcza kościół odwadze obrońców. Być może duży, ale ze względu na zamurowanie widoczny na ścianie wschodniej za głównym ołtarzem Zagadką pozostaje duży otwór - dziś zamurowany w ścianie wschodniej otwór - za ołtarzem głównym widoczny z zewnątrz budowli zna tajemnicę ocalenia? Drugi najazd Tatarów też ominął świątynię! Czego nie dokonała "dzicz ze wschodu" dopełnili Szwedzi w czasie "potopu". Kościół spalono i ograbiono - dziś mają ci poganie i świętokradcy za swoje - sami muszą walczyć o swoja narodową tożsamość broniąc się przed... najazdem ze wschodu. Nie może się obyć bez legend. Oto w ołtarzu głównym umieszczono krucyfiks, który jeden z książąt w szaty bogate ubiera, głowę koroną a nogi trzewikami perły obszytymi przyodziawszy. Grajek ubogi pod krucyfiksem onym siada, a na skrzypkach Jezusowi przygrywa. Ten - w podzięce, trzewik mu pod nogi opuszcza. Grajek bogatym się staje, co zawiść powszechną budzi. Grajek tedy trzewik na miejsce mu należne odnosi i gra dalej. Ale Jezusek piękno duszy grajka i jego muzyki doceniwszy trzewik ponownie upuszcza. Co było dalej - legenda milczy. I legenda ostatnia. Z ambony przylegającej do kościoła kazania miał głosić sam św. Wojciech w roku 997. Sceptycy przypominają datowanie budowli. Zadumałem się nad historią salwatorskiej budowli. Zachodnie rogatki ówczesnego Krakowa - opodal znajduje się miejsce gdzie pobierano myto. Wierzeje do starodawnej cywilizacji. Cywilizacji wartości - religii opartej na prawdziwie chrześcijańskich podstawach. Powróciłem do legendy o grajku. Do nagrody ofiarowanej za dobro, za życie prawe. I oto pojąłem czemu akurat tutaj pochowają Piotra. Gdzieś nad wiślanymi bulwarami unoszą się słowa wojciechowej homilii głoszonej z ambony. Kamiennej więc wiecznotrwałej. Dzisiejsze są niestety drewniane. Toczone przez żarłoczne robactwo. Skrzypiące pod ciężarem współczesnych "homiliantów", którzy gdzieś zatracili etos... To jeszcze nie koniec naszych rozważań. Zatem do kiedyś... Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Rozważań część druga 09.11.17, 17:57 czyli - co kryje się pod sukienką. W relacji "Czarno na białym" zaprezentowano wypowiedź księdza. Ujęcie z profilu - kto wie, czy aby nie dostrzec zakłopotania. Czy samospalenie to czyn grzeszny? - temat rzeka pojawił się znienacka.. No bo jakże to - życie jest święte, dane przez Boga i tylko tenże ma prawo jego nić przerwać. W tle przewijają się paragrafy/podpunkty kodeksu kościelnego, z których jasno wynika, że samobójstwo to czyn z wiarą niezgodny i potępieniu nie do uniknięcia. Pogrzeb katolicki staje także pod dużym znakiem zapytania. Niepokoi ryzyko naśladownictwa, więc lepiej milczeć nad wymową czynu. Samospalenie to grzech. Samospalenie to coś równoznacznego z wyparciem się religii. Samospalenie to występek stawiający sprawcę na marginesie, czyn pozbawiający go wszelkich ludzkich cech i praw. Kodeks przepisów kościelnych. Dekalog. Wszystkie te surowe "przepisy" dane przez Boga i zmodyfikowane na potrzeby władzy nad Ciemnym Ludem. Krzyżacy "cywilizując" pogańskie ziemie palili, gwałcili, rabowali i mordowali. Życie poczęte i już w pełni rozwoju. Cudze mienie. Wszystko to podlane "fałszywym świadectwem przeciw bliźniemu", do chwili gdy pod Grunwaldem złojono im dupę na fest. Przyklejeni do burt karaweli, gnali do Nowych Indii, by tam pokazać dzikusom Oblicze Wiary. Naturalnie Wiary Wzorcowej, gdyż każdy barbarzyńca własny prymitywizm i okrucieństwo podpiera Wyższością i Szczególnym naturalnie GODNYM NAŚLADOWANIA choć NIEDOŚCIGŁYM CELEM. Choroby rodem z Europy dziesiątkowały tubylców i była to jedyna niezamierzona przyczyna ich śmierci. Pozostałych skracano o głowę lub zamieniano w niewolników. To oczywiście w Imię Boże. Życie poczęte i już rozwinięte nie miało tu żadnego znaczenia. Poganin/dzikus nie ma przecież wedle kodeksu żadnych praw i lepiej też dla niego odejść z tego świata, niż grzeszyć dalej przeciw Wszechmogącemu i MIŁOSIERNEMU BOGU! Potem było już tylko gorzej. Płonęły stosy z "czarownicami". Płonął Giordano Bruno, gdyż teoria heliocentryczna nijak się miała do kodeksu... Iluż uczonych musiało setki lat czekać na rehabilitację i słowo przepraszam z ust samego Świętego Jana Pawła II - nie, w odróżnieniu od Franciszka I nie wypowiadał tych przeprosin, n życiowych lekcji głosem stanowczym i donośnym - był to raczej szept zawstydzonego wypowiadaną treścią winowajcy lękającego się -jak zresztą i dziś wspomniany Franciszek I - posądzeniem o herezję. Mordowanie setek tysięcy ludzi nie było występkiem przeciwko kodeksowi kanonicznemu. Palenie na stosie niewinnych kobiet czy światłych umysłów, niszczenie dorobku ich dociekań, umieszczanie ich w indeksie ksiąg zakazanych było jak najbardziej zgodne z kościelnym prawem. Samospalenie Piotra jest zaś Czystym Grzechem wyklętego przez prawo kanoniczne samobójcy. cdn. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Rozważań część druga 09.11.17, 19:56 Iluż współczesnych Piłatów przez audycję się przewinęło. Wszyscy to pozostające na publicznej łasce "urzędasy - publikatorżnicy", którzy - jak i ów biblijny - chętnie umywali dłonie. po cóż, skoro z takim poślizgiem i tak niemrawo sięgnęli po pióra, że nim zdążyli poplamić atramentem swe nieskazitelnie wzorcowe gdy o etykę i wymowę opinie chodzi paluchy, Piotr już był po drugiej stronie życia katolika... Nie warto pochylać się dłużej nad bełkotem Barabasza-lisickiego - bidne toto oczywiście powiązało akt samospalenia z presją totalnej opozycji, która zaciemniając lub wręcz fałszując pisonią rzeczywistość doprowadziła podatnego tym łatwiej, iż dotkniętego deoresją - łatwowiernego człeka. Inni negowali sens czynu, twierdząc - jak ceniony przecież Jacek Żakowski, iż nigdy nie zrozumieją tego czynu. A milczeli, by nie wywołać efektu domina. Samospalenie - wedle tych tuzów felietorżnictwa - jest pewnie czynem tak prostym co do decyzji, jak i w samej realizacji, iż kolejne świnie odrywane od koryta - równie otumanione i zdesperowane (że o depresji na tle utraty dotychczasowych przywilejów i braku pogodzenia się z wyborczą porażką), że gdyby na łamach prasy pojawiła się apologeza dramatu a przecież aktu wynikającego z żywej wiary w określoną ideę, to zapewne na naszych stacjach benzynowych rychło zabrakłoby paliwa a w sklepach kanistrów na nią, a większość ulic zapełniłyby żywe pochodnie. Obawa przed multiplikacją jest wówczas uzasadniona, gdy tyczy wielokrotnienia głupoty lub przeświadczenia o łatwości wciskaniu kitu maluczkim. Czy mamy ów kit kupić i poutykać nimi okienne szpary przed zimowego mrozu atakiem? cdn. Odpowiedz Link
wscieklyuklad A może zwierciadlane odbicie Chrystusa? 09.11.17, 19:57 Ledwie co zdążył na osiołku wjechać do Jerozolimy. Miał co dopiero św. Komunię ustanowić, zatem witały go nie dziewczęta w białych sukniach, pode oślęce kopyta kwiaty ścieląca. Stosownie do historycznego continuum i geograficznych uwarunkowań pomachano przybyszowi palmami - wietrzyk z tego był żaden, ochłoda dla przybysza takoż. Przybysz napełnił żołądki zgłodniałych rybką z chlebkiem - i jeszcze mu parę koszów zostało. Goście weselni w Kanie parę stągwi przedniego wina obalili. Ktoś tam z trądu uleczonym został, inny pomazany gliną zmieszana ze śliną na oczy przejrzał. Paralityk wyro na plechy z łatwością zarzucił. Łazarz nową się dermą pokrywszy, czas jakiś jeszcze po ziemi chadzał. "Twoja wiara cię uzdrowiła" - mówił cud uzdrowienia wielbiącym. Skoro na spotkanie Jego wyszli, to przecież nie z nienawiści.. Sława kroczyła przed kopytami oślęcia. Wiara zgromadzonych mościła gościniec. Za co Go więc skazali? Za co ukrzyżowali wreszcie. Czemu tak gorliwie darli się: wydaj nam Barabasza (ale nie lisickiego) a jego ukrzyżuj!? "Bo tak przepowiedzieli Prorocy!". "Bo tak chciał Jego ojciec - Bóg!" Bóg, który wydał własnego syna na śmierć... Okrutny Bóg? Wyrodny ojciec? Lud bez wymowy symbolu nie byłby niczego w stanie pojąć. O ileż prostsze byłoby, gdyby Bóg machnął ręką na jakieś jabłko zwędzone z rajskiego drzewa i wiedząc, iż za rok jabłoń ta zrodzi mu nowe - o identycznej zawartości Prawdy pośmiał się nad wydarzeniem i postawił parce drobnych złodziejaszków kielich Cydru. Grzech pierworodny jako konsekwencja PRZYPADKOWEGO POZNANIA PRAWDY! Grzech, który każe nam dziś parać się z losu dopustem. Grzech, który każe niewieście w męczarniach rodzić. Grzech, który nam po latach umierać. Grzech, który był źródłem męki i śmierci Chrystusa. Męki, która miała wstrząsnąć... kolejnymi pokoleniami wiernych. Tak straszna, tak okrutna. I tak... bezsensowna. Za grzech, którego fakt popełnienia przekazywano drogą "legendy". Za grzech zdać by się mogło infantylny. Za grzech będący symbolem złamania (tu boskiego) prawa. Z naszego punktu widzenia - śmierć... za nic. Z powodu plotki, iż przybysz uważa się za króla Żydów. Tym samym za wroga rzymskiego Cezara. "Nie widzę winy w tym człowieku" - skwitował Piłat. Czy miną miesiące/lata, nim pojmiemy jako zbiorowość sens ofiary Piotra? Czy przeminą pokolenia, nim uznamy wymowę samospalenia? "Ecce homo" znaczy dziś Szary człowiek - jak sam się nazwał. Poniósł świadoma, męczeńską śmierć za grzech łamania prawa i niszczenia demokracji. Grzech powoli, lecz sukcesywnie eskalowany. Woalowany misternie tak, by nosił znamiona normalności i zgodności z ustalonymi powszechnie i uniwersalnymi przez to kanonami. Prezentowany Ciemnemu Ludowi dzierżącemu nie liście palmowe, lecz bejsbolowe kije i kastety. Broniony nie przez rzymskich legionistów, lecz usłużnych policjantów tłamszących wszelkie protesty. Jezusa przed ukrzyżowaniem odarto z szat. Niewinna nagość zwielokrotniła grozę cierpienia. Piotr szaty własne spalił. Nikt nie okrył Go całunem, nie złożył do groty. Otulony folią ratowników czeka dziś na zmartwychwstanie. Nie po dniach trojgu, lecz kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ale nas pozostawił w nadziei, że warto dla idei umrzeć. Nawet, gdy ta wydaje się z pozoru absurdalna... Odpowiedz Link
wscieklyuklad Apokalipsa... 11.11.17, 11:58 Grzech przybrał ciało cnoty. Imponderabilia moralności spłowiały, a spod ich rysunku wyłoniły się (…) impoderabilia amoralności (…). Zło włączyło się w nasze kody etyczne i stało się dobrem. Fatalnym, rakowatym dobrem. Do usłyszenia wieczorem, lub już jutro! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Apokalipsa... 13.11.17, 14:55 Czekałem z kontynuacją a właściwie z dokończeniem tego wątku do ostatecznego ustalenia, czy faszystowskie bydło tratując bruki odnalazło Boga, a jeśli tak, to jakiego. Czy Bóg zaklasnął w dłonie i zesłał bydło łaski Ducha Świętego, czy może zakrył wstydliwie oczy wyrzucając sobie, iż stworzył coś tak zwyrodniałego... "Polak, jak widzi balkon, to chce skakać" Tadeusz Konwicki "Kompleks polski" 11 listopada bruku sięgnęła nie narodowa relikwia chopinowski fortepian z wiersza Cypriana Norwida. (...)Oto patrz - Frydryku!... to - Warszawa: Pod rozpłomienioną gwiazdą Dziwnie jaskrawa - Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo - Owdzie - patrycjalne domy stare, Jak Pospolita-rzecz, Bruki placów głuche i szare I Zygmuntowy w chmurze miecz. IX Patrz!... z zaułków w zaułki Kaukaskie się konie rwą - Jak przed burzą jaskółki, Wyśmigając przed pułki: Po sto - po sto - - Gmach - zajął się ogniem, przygasł znów, Zapłonął znów - i oto - pod ścianę - Widzę czoła ożałobionych wdów Kolbami pchane - I znów widzę, acz dymem oślepian, Jak przez ganku kolumny Sprzęt podobny do trumny Wydźwigają... runął... runął - Twój fortepian! X Ten!... co Polskę głosił - od zenitu Wszechdoskonałości dziejów Wziętą hymnem zachwytu - Polskę - przemienionych kołodziejów: Ten sam - runął - na bruki - z granitu! I oto - jak zacna myśl człowieka - Poterany jest gniewami ludzi; Lub - jak od wieka Wieków - wszystko, co zbudzi! I oto - jak ciało Orfeja - Tysiąc pasji rozdziera go w części; A każda wyje: "nie ja!..." "Nie ja!" - zębami chrzęści - * Lecz Ty? - lecz ja? - uderzmy w sądne pienie, Nawołując: "Ciesz się późny wnuku!... Jękły głuche kamienie - Ideał sięgnął bruku... " cdn. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Apokalipsa... 13.11.17, 15:29 Świr jaki pozwolił sobie zasugerować rozwinięcie transparentów przez prowokatorów. Biedny debil. Nim przejdę do dalszego rozwinięcia problemu jeszcze nieco cytatów z "Kompleksu polskiego" Polak, jak dać mu wolność, to wszystkich przeskoczy. Polak, jak musi czekać, to wpada w złość. Polak, jak myśli, to zawsze senny. Polak, jak ponarzeka, zaraz zdrowszy. Polak, jak przyjdzie wieczór, to zaraz wspomina. Polak, jak widzi balkon, to chce skakać. Polak, jak wpadnie w szał to biada, ślepej i gnuśnej Europie. Polka, jak zechce rzuci miliardera. * Boże wolnych gwiazd, swobodnych wiatrów słonecznych, niepodległego wszechświata, święty Boże wolności zmiłuj się nad nami niewolnymi, upokorzonymi, zgnojonymi, co zawiśliśmy na wieki między życiem i śmiercią, miedzy niebem i piekłem. Zmiłuj się nad nami i daj nam wieczny odpoczynek od przemocy brata, od tyranii ojca, od zdrady syna. (czy takie "poszukują" Boga?) * Celem każdej władzy jest pełna i niczym nieskrępowana totalitarna dyktatura. Jeśli nie wszędzie realizuje się ona do końca, to tylko dlatego, że stoją na przeszkodzie coraz to wątlejsze i z dnia na dzień zanikające przeszkody w postaci starych nawyków demokratycznych czy liberalnych. * Dawniej zniewolonemu przysługiwało prawo krzyku, dziś niewolnikom zapewniono prawo milczenia, niemoty. Krzyk przynosił ulgę, krzepił zdrowie jak noworodkowi, hartował na przyszłość. Milczenie, niemota degenerują, duszą, zabijają. Dawniej, zniewolony, kiedy odzyskał wolność, mógł bez przeszkód włączyć się do wielkiej rodziny wolnych narodów. Dziś, przypadkiem uwolniony, nie będzie już zdolny do życia. Sam zginie od jadów, które zgromadził w sobie podczas czarnej nocy ubezwłasnowolnienia. Dole i niedole narodów przypominają często dole i niedole poszczególnych ludzi, zwykłych ludzi z tłumu, z codziennej nieefektownej egzystencji. Są narody z fartem, z łutem szczęście, robiące zawrotną karierę, i są narody pechowcy, nieudacznicy, łazarze. Są narody, którym idzie karta do pewnego momentu, a potem nagle los się odwraca i zaczyna się gwałtowne marnowanie dorobku aż do ostatniego grosza, a są również takie, którym przeznaczenie odmierza na każdą epokę skromną miarkę nieefektownego powodzenia. Są narody chciwe i gnuśne, są takie narody lekkomyślne i niefrasobliwe, co nagle uczą się myśleć i przewidywać. Są narody podłe i sprzedajne, które historia czyni nagle bohaterami i szlachetnymi, są narody czcigodne, rzetelne, które w złej chwili schodzą na złą drogę, uprawiając lichwę, szantaż i stręczycielstwo. * Istotą mego bytowania jest to, że od rana do nocy, a nawet i we śnie, nie chce mi się żyć, rzygam swoim życiem i marzę o śmierci, ale śmierć własna, osobista, na swoją odpowiedzialność, okazuje się dziwnie trudna, trudna chyba przez jakiś idiotyczny kontrast wobec śmierci państwowej, ideologicznej, masowej śmierci, oferowanej codziennie przez reżym. (Piotr miał tę odwagę) * Nasz reżym od samego początku dogorywa. Gnije, bulgoce, rozpada się, tęchnieje, dusi się, rzęzi, kona, ale zarazem stoi mocno na nogach, trwa dzięki ogromnej sile bezwładu, opiera się wszelkim burzom, wbity w opokę ciężarem własnych grzechów. * Reżym dał szansę głupiemu rządzenia mądrymi, pozwolił łajdakowi upokorzyć uczciwych, kazał silnym torturować słabych. * o wszechświatowe saturnalia, podczas których chciwi bezgranicznej boskiej władzy despoci dokonują zamachów stanu, zamachów na naszą godność, na naszą wolność, na nasze ludzkie życie. * składałem mu meldunek mocno przestarzały, ogromnie przeterminowany, ściubiąc hamburgera i sałatę z sosem rosyjskim, a dookoła na wszystkich ulicach i alejach Manhattanu szalał wielki kryzys światowy, hipisi zziębnięci pierwszym przymrozkiem śpiewali o miłości, Arabowie prowadzili wojnę z Izraelczykami, komandosi palestyńscy strzelali do kobiet i dzieci, porywając samoloty, pederaści brali homoseksualne śluby, filozofowie głosili kult absurdu i chaosu, młodzi filmowcy kręcili wielogodzinne filmy o śpiącym anonimowym człowieku, narkomani palili marihuanę, w dziennych i nocnych lokalach kobiety rozbierały się do naga, Europa próbowała się połączyć w Stany Zjednoczone, jakiś prezydent afrykański szykował się do koronacji na cesarza, w Chinach rząd organizował rewolucję wymierzoną przeciwko sobie, jacyś panowie latali po orbicie okołoziemskiej w prymitywnej kapsule podobnej do żelaznej beczki, starcy onanizowali się w kinach porno, junty pułkownikowskie rezygnowały raptem z władzy, Kościół debatował nad zniesieniem celibatu, ktoś się gdzieś oblał benzyną i palił na oczach całego świata, gdzie indziej trzęsła się ziemia, powódź topiła ludzi i miasta, jakiś poeta płakał nad wierszem zniekształconym przez cenzurę albo błąd drukarski, a ja, poddając się dziwacznej konwencji, która zdechła albo została Zamordowana kilkadziesiąt lat temu, a ja, poddając się tej nieżywej i tylko mnie, może również temu człowiekowi naprzeciwko, więc tylko mnie i temu człowiekowi pamiętnej konwencji ulegając, relacjonowałem odyseję jakiegoś malutkiego oddziałku młodych ludzi, co chcieli odmienić świat, a chcieli ten świat zmieniać wzbijając się w niebo z prowincjonalnego kosmodromu ubogich moczarów i dzikich lasów, z krateru mało kogo obchodzących nieszczęść i krzywd anonimowych. Tak wyglądało spotkanie z moim dowódcą, którego nigdy przedtem nie spotkałem i który mnie nigdy przedtem nie widział. Z moim dowódcą mojej wojny, której nikt już nie pamięta, której już nikt tak mocno nie pamięta, że może jej w ogóle nie było. W tym nieszczęsnym kraju rządziły duszami ludzkimi przez wieki zdeprawowana religia i sprzedajny kościół. Religia na usługach państwa, religia kierowana przez głowę państwa. A istotą tej religii była zawsze forma, rozdęta, zmitologizowana, zabsolutyzowana forma. A w tej formie najważniejsze było słowo.(...) Słowo stało się krwawym tyranem, słowo stało się okrutnym zabobonem i bezlitosnym Bogiem. * Żebyż nas tylko torturowali nachalną wszechobecnością, żebyż nas tylko grzebali w więzieniach, żebyż nam tylko wiercili ideologiczne dziury w brzuchach i mózgach, żebyż nas tylko dehumanizowali codziennie kłamstwem, zdradą i sprzedajnością, żebyż tylko wynaradawiali, czyniąc z nas anonimową hordę bydląt stepowych, ale oni nas nudzą, zanudzają, zamęczają, ocipiają, zaględzają, obszczywają nudną nudą od góry do dołu. Nuda zieje z nieba, z drzew i pól wiejskich, z mórz i oceanów, z gazet i teatrów, z laboratoriów i striptizów, z gmachów i rządowych limuzyn, z rozrywki i z powagi, z dziatwy szkolnej i z fizjonomii dygnitarzy. Nuda jest tajemniczym eliksirem naszego reżymu. Nuda jest ich kochanką i matką. Nuda jest ich naturalną wonią. Nuda paruje z rządowych mózgów i z rządowych pysków. Nuda emanuje z wojska, policji i z aparatów podsłuchowych. Nuda sączy się z więzień i komnat tortur. Nuda jest ich własnym przekleństwem. Wstydzą się tej nudy, boją się jej, dławią się nią i nigdy się od niej me uwolnią. Nuda to bezkresna topiel, w której oni toną i my toniemy z nimi. Nuda to szatan w ziemskiej postaci. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Apokalipsa... 13.11.17, 15:52 Jakiż był to łakomy kąsek dla cenzury. Ta kroiła tekst na czynniki pierwsze, skreślała, zmieniała. Miało być komunistycznie, winno być prawomyślnie i różowo. "Kompleks" krążył w prasie podziemnej. Po upływie lat kilkudziesięciu jest niemniej aktualny, jak wówczas. Polskie kompleksy mnożone przez marzenie despoty o... boskiej władzy. Marsz "legionów" "pragnących Boga". Legiony poszukują teoretycznej wiary. Reżim szuka narzędzi niewolenia. Jeśli nasze ziemskie niedole wynikają z boskiej kary za (odkupiony przecież!) grzech pierworodny, to powyższe uwarunkowania są nie fakultatywne, ale prawdziwie obligatoryjne. A jako nieuniknione nie podlegające weryfikacji? Władza daje poczucie boskości. Tyle, że Bóg nigdy nie zaprzeczyłby własnej niedoskonałości. "To jest dobre" wypowiadanie w każdy z kolejnych wieczorów dzieła stworzenia to dowód, iż Bóg - w odróżnieniu od tyrana - potrafi się wahać . Umie poddawać swe dzieło weryfikacyjnej ocenie. Tyran w chwili weryfikacji wieje gdzie pieprz rośnie, albo kładzie zadufany w sobie łeb na szafocie. Psyche oddzielą mu wtedy od materialnego ciała. Poleje się krew. Lud spragniony igrzysk - będzie wiwatował odpłacającym przemocą za przemoc. Mała apokalipsa. Taka ma tyczyć tych, których moralność skarłowaciała. A przecież Apokalipsa kojarzy nam się z czymś niewyobrażalnie straszliwym. Testamentowe sceny z proroczych wizji jeżą na głowie włosy wszystkich bez wyjątku. Tyle, że poddany - w odróżnieniu od władcy-tyrana - widzi ją jako ból umierania. Tyran w apokalipsie dostrzeże jedynie kres władzy. Czy upadek moralności wieszczy mniejszy dopust? Mniej dolegliwy i mniej odczuwalny? Mnie zatem bolesny? Mniej odsuwany? Chętniej przyjęty? Przypominam obrazki z ulic Niepodległej. Hasła wykrzykiwane we wszystkich większych miastach, na które reżim zatkał uszy i jakim przyklasnął dając pierwszeństwo "świętowania" przez kolejne pięć lat. Kobiety - kopane po plecach i w brzuchy. Ciągnięte za włosy po ulicach. Wyzywane od kurew bilokujących znaczeniowo w uniform... obrońcy prawa w osobie młodszego aspiranta Kulsona potulnie wykonującego rozkaz przełożonego... Tę, której raca spaliła włosy. Tę, której przedramię wdeptywano w bruk. Ich świat Małych Apokalips. Ofiara niewyobrażalnego upadku moralności akceptowanego i podsycanego przez juntę spragnionych boskiej władzy... Co gdyby zebrać je w całość? Apokalipsa+ apokalipsa....+ (apokalipsa). Wielki upadek moralności prowadzi nie do małej, lecz nieskończonej apokalipsy już nie pojedynczego człowieka, lecz narodu jako całości. Tego nawet Tadeusz Konwicki nie mógł jednak przewidzieć... Odpowiedz Link