Jedni szczują przez reżimowe telewizje, inni przy pomocy Twittera.
Ale efekt jest zawsze ten sam – powoduje podziały, nienawiść i przemoc. Nieraz prowadzi do mordu.
Co groziło członkom Kongresu? Nancy Pelosi pewnie by już nie żyła powieszona przez rozbawioną tłuszczę na wiatraku w głównym hallu. V-prezydent, Mike Pence jako "f---ing traitor", też mógłby nie przeżyć tego spotkania. Podobnie Mitt Romney i wielu innych. Paweł Adamowicz został zamordowany w podobnej atmosferze. Najpierw było szczucie.
Odliczamy dni i godziny. I patrzymy za okno. Czy Trump zrobi jeszcze coś głupiego? Pojawiła się informacja, że może ułaskawić tych bandziorów, a potem siebie samego. Sprytny plan, ale chyba się nie powiedzie.
Trump odchodzi jako drań, autorytarny populista, kłamca i tchórz. Przemocowiec i narcyz. Zhańbiony i przeklęty. I tak zostanie zapamiętany. Pozostawia po sobie ogromne zniszczenia i podziały oraz stos konspiracyjnych teorii. Jedna z tych teorii przekonuje, że maszyny w lokalach wyborczych zostały zaprogramowane przez wywiad Wenezueli i Chin w tak przebiegły sposób, że głosy oddane na Trumpa zamieniały się na głosy dla Bidena. Sztuczny hel w Smoleńsku to jednak nie był szczyt fantazji.
A więc to koniec Trumpa?
Prawie.
Trump jest narcyzem. Jego ego domaga się ciągłych zachwytów. Oraz uwagi. Upadający narcyz chce, i musi, powiedzieć ostatnie słowo. Raczej nie przeprasza i nie odchodzi w milczeniu. Nie podaje się do dymisji. Narcyz odrzucony, niechciany i samotny, który przegrał – jest nieobliczalny. Unhinged. Bo już nie jest najlepszy i najpiękniejszy. A więc będzie chciał mieć ostatnie słowo.
A teraz nie może nawet tłitować. Po 34 tysiącach tłitów Trumpowi zabrano mikrofon, scenę i wyłączono światło.
I jak teraz narcyz poinformuje świat o swoim istnieniu?
skrót artykułu, który ukazał się na portalu: studioopinii.pl
Dariusz Wiśniewski