Dodaj do ulubionych

Duke of Edinburgh

09.04.21, 13:45
Jego Królewska Wysokość Filip Książę Edynburga zmarł dziś rano. W czerwcu tego roku obchodziłby swoje 100 urodziny. Żal...
R.I. P.
Obserwuj wątek
    • sorel.lina Re: Duke of Edinburgh 09.04.21, 15:20
      Nieoficjalna wizyta księcia Filipa w 1975 roku w Sopocie była wielkim wydarzeniem towarzyskim.
      Ścigał się w Sopocie, pił bimber w Białowieży. Powoził czterokonnym zaprzęgiem, dużo czasu spędzał w stajni. Nie otaczały go tabuny ochroniarzy, ale widzowie zawodów, którzy liczyli na zdjęcie


      https://external.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQFjsT-2F8rubiVw&w=500&h=261&url=https%3A%2F%2Ftvn24.pl%2Fnajnowsze%2Fcdn-zdjecie2e7a154dee4b4cee538f54114af17528-ksiaze-filip-podczas-zawodow-w-sopocie-w-1975-r-4387734%2Falternates%2FLANDSCAPE_1280&cfs=1&sx=0&sy=17&sw=1280&sh=668&ext=jpg&ccb=3-4&_nc_hash=AQECSTI97XVgGhqT

      Małżonek królowej Elżbiety sam przyjechał do nadmorskiego kurortu pod koniec sierpnia 1975 r. I to tutaj spędził aż pięć dni.

      - To była starannie zaplanowana wizyta. Lato 1975 r. to był bardzo dobry okres polityczny w całej Europie. To był szczyt detente, czyli polityki tzw. odprężenia. Zachód był zapatrzony w Edwarda Gierka. Do Polski przyjechał prezydent USA Gerald Ford, gościliśmy też szefa brytyjskiej dyplomacji. Wizyta księcia świetnie wpisywała się w ten klimat - opowiada dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego.

      Książę Filip wcale nie przybył do Sopotu w sprawach politycznych.
      - Przyjechał tutaj w podwójnej roli. W Sopocie odbywały się właśnie III Europejskie Mistrzostwa w Powożeniu. Tymczasem książę był prezesem federacji europejskiej. Przyjechał otworzyć te zawody, ale też i sam wziął w nich udział - dodaje Sibora.

      Jak wyglądała uroczystość? W zawodach brało udział dziesięć drużyn, a na trybunach zasiadało kilka tysięcy osób. Kiedy zawody już się rozpoczynały, wszystkie powozy wjeżdżały na teren wyścigów. W pierwszym powozie oznaczonym nr 2 jechał właśnie książę Edynburga.

      - Wjechał pod pawilon główny i przywitał się z komitetem organizacyjnym. Potem został poproszony o wygłoszenie przemówienia. Oprawa była dosyć bogata. Po hymnach i wciągnięciu flag na maszt wjechała banderia krakowska i odegrano widowisko nawiązujące do polskich tradycji jeździeckich. Co ciekawe, powóz, który prowadził książę formalnie należał do królowej Elżbiety - co zawsze podkreślano. Nawet kiedy już startował jako zawodnik, to występował w imieniu królowej - opisuje wydarzenia sprzed lat Sibora.

      Książę musiał się zmierzyć z bardzo wymagającą trasą 33-kilometrowego maratonu. Jeden z odcinków wyznaczono na sopockiej plaży. Powozy musiały przejechać pod molo. Jak twierdzi dr Sibora, to właśnie tego najbardziej obawiał się arystokrata. - Za to świetnie radził sobie na naszych morenowych wzgórzach. Podjazdy i zjazdy są tam bardzo trudne - opowiada Sibora.

      To jak radził sobie z czterokonnym zaprzęgiem na 33-kilometrowym odcinku trasy, świetnie pamiętają też pracownicy sopockiego Hipodromu. Jak twierdzą - nie było taryfy ulgowej. Pokonał trudną trasę, ale bez spektakularnego wyniku. Prasa dyskretnie nie wspominała o tym, którą lokatę zajął.
      Przebąkiwano jedynie, że "nieźle pojechał". Medale zdobyli Węgrzy. Anglicy skończyli na szóstym miejscu.

      Pracownicy sopockiego Hipodromu mieli swobodny dostęp do niezwykłego gościa.
      - Tu była taka swoboda, bo to był świat sportowy, nie było miejsca za bardzo na politykę. (...) Książę tak jakby był u siebie. Miał stajnię numer 1, gdzie mieściło się sześć koni. Przychodził do stajni, nakładał fartuch. Zajmował się albo sprzętem, albo końmi. Chodził, zaglądał do innych stajni, witał się z zawodnikami - wspomina Wojciech Kowerski, emerytowany pracownik Hipodromu.

      Książę chętnie rozmawiał też z widzami, którzy zasiadali na trybunach Hipodromu. Zgadzał się na pamiątkowe zdjęcia i niemal z każdym, kto do niego podszedł, zamienił choć kilka słów. Z księciem Filipem spotkał się też dr Janusz Sibora.

      - Spytaliśmy księcia, czy można zrobić zdjęcia, oczywiście pozwolił. Brat z tatą się ustawili i ja tych zdjęć im wykonałem więcej. To były slajdy i gdzieś są w domu - opowiada Sibora.

      W czasie pobytu w Sopocie książę Edynburga znalazł też czas na wizytę na Westerplatte. Tam w imieniu wszystkich zawodników złożył wieniec. Jako że sam brał udział w działaniach wojennych, zawsze przywiązywał dużą wagę do składania hołdu ich ofiarom.

      Małżonka królowej zaproszono również do Białowieży.

      - Pojechał do tej słynnej "Filipówki". Poczęstowano go bimbrem i polskimi specjałami. Nie bardzo chyba zniósł ten bimber, bo następnego dnia rano zrezygnował ze śniadania, ale powiedział gościom, że czuje się dobrze. Po czym wyszedł na świeże powietrze - zauważa Sibora.

      Członka rodziny królewskiej podjęto też oficjalnie w Warszawie, gdzie zaprosiła go Rada Ministrów. Tam też zakończyła się wizyta.

      https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecied41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e-ksiaze-filip-wzial-udzial-w-zawodach-w-powozeniu-4387735/alternates/FREE_840
      Książę Filip wziął udział w zawodach w powożeniu ( fot. Muzeum Miasta Sopotu)

      https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecie-tcd3g1-arystokrata-pojechal-niezle-1850416/alternates/FREE_840
      Arystokrata pojechał "nieźle" (fot. Muzeum Miasta Sopotu)

      https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecie-knd450-z-wizyta-na-westerplatte-1850422/alternates/FREE_840
      Z wizytą na Westerplatte (fot. Muzeum Miasta Sopotu)
      • sorel.lina Re: Duke of Edinburgh 09.04.21, 15:39
        "Był niezwykłym wsparciem dla królowej. Zawsze szedł krok za nią"

        https://external.fwaw3-2.fna.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQG1Mf0ZkKrNRHin&w=500&h=261&url=https%3A%2F%2Ftvn24.pl%2Fnajnowsze%2Fcdn-zdjecie-pxo520-ksiaze-filip-5064411%2Falternates%2FLANDSCAPE_1280&cfs=1&ext=jpg&ccb=3-4&_nc_hash=AQHiqFABeV9PqJre

        https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecie-e134qw-ksiaze-filip-5064413/alternates/FREE_840

        - Odeszła najbardziej barwna część historii dynastii Windsorów i ta dynastia już nigdy nie będzie taka sama bez księcia Filipa - mówił w TVN24 dziennikarz i znawca rodziny królewskiej Maciej Czajkowski.

        - Wiele osób uważało, że jego aktywność ograniczała się tylko do uścisków dłoni, a to nieprawda. Wiele osób uważało też, że był wybuchowy. Może czasem był wybuchowy, ale były też takie dni, kiedy z nim się rozmawiało, kiedy ktoś go spotkał w tym dobrym dniu, to naprawdę nie chciał już rozmawiać zupełnie z nikim innym - mówił.

        Przypomniał trudne dzieciństwo Filipa, którego matka chorująca na schizofrenię przebywała przez pewien czas w zakładzie zamkniętym. Wtedy Filipem opiekowała się siostra Cecylia, która zginęła w katastrofie lotniczej. Później zajmował się nim wuj, który zmarł na raka.
        - Filip właściwie nigdy nie miał takiej stałej opieki i osoby, która mu była taka bardzo bliska przez dłuższy czas - zwrócił uwagę Czajkowski.

        Filip na początku "nie mógł odnaleźć swojego miejsca" w rodzinie królewskiej. Dodał, że osoby pracujące dla rodziny królewskiej "bardzo szybko dadzą do zrozumienia osobie takiej jak książę Filip, że on jest obcy, nie jest z tych, dla których pracują".
        - Musiał bardzo szybko poszukać swojej roli w rodzinie królewskiej. To on był pierwszym członkiem rodziny królewskiej, który udzielił wywiadu telewizyjnego programowi "Panorama BBC" - opowiadał.

        - Książę Filip zauważył potencjał w telewizji jako nowoczesnej formy komunikowania się na linii rodzina królewska i reszta świata. To on był właściwie architektem tej komunikacji pomiędzy rodziną królewską a mediami i taka też była jego rola - wyjaśniał Czajkowski. - Zobaczył, że to on może nadawać ton, to on może pokazać tę rodzinę jako nowoczesną rodzinę królewską, nowoczesną dynastię - dodał.

        - Nie możemy nie powiedzieć, że na pewno był mistrzem gaf i za to go Brytyjczycy kochali - wspomniał Czajkowski, dodając, że nikt nie mówił o tym złośliwie. - Wszyscy właściwie czekali na te gafy i kiedy książę Filip powiedział, że odchodzi na emeryturę, to pierwsza reakcja była taka: no dobrze, ale gdzie jego dowcipy i żarty?

        - Niejednokrotnie usłyszeliśmy od księcia Williama i księcia Harry'ego, że królowa Elżbieta II i książę Filip wieczorem przy drinku są niesamowitymi żartownisiami i mają wspaniałe poczucie humoru. I rzeczywiście książę Filip był niezwykłym wsparciem dla królowej. On zawsze szedł krok, kawałek za nią. Zawsze witał się ze wszystkimi gośćmi chwilę po królowej - przypomniał.

        - Ja poznałem księcia Filipa w 2007 roku - wspomniał Czajkowski. - Niezwykle fascynująca osoba, mistrz ciętej riposty. On zresztą, żeby było śmiesznie, jeździł po Londynie zieloną taksówką. Nie jeździł żadnym luksusowym samochodem. Wokół tej taksówki jeździła obstawa policyjna. Jeździł zieloną taksówką dlatego, bo on po pierwsze nie lubił luksusów, a po drugie ponieważ uważał, że nikt do taksówki nie będzie zaglądał - opowiadał.

        Przypomniał, że Filip nie zawsze chciał rozmawiać z prasą. - Kiedy ktoś go pytał, jak się dzisiaj czuje, jak się ma, on mówił "ale kogo to obchodzi, to w ogóle nikogo nie obchodzi, dlaczego ja mam mówić o sobie". Taki był książę Filip właśnie

        - Filip bardzo wspierał Elżbietę i "ona tego nie ukrywała". - Choć małżeństwo Elżbiety i Filipa nie było takim wzorcowym, idealnym związkiem - mówił.

        - Skupmy się na tym, co monarchia i co Elżbieta zawdzięcza Filipowi. To był człowiek, który był niezwykle zdroworozsądkowy. Marynarz. Człowiek, który zawiódł się na dworze, zawiódł się na tym życiu w zamkniętej, złotej klatce, kazał przebudować swój pokój w pałacu Buckingham na kajutę okrętu wojennego. Przyniesiono mu tam mahonie, specjalne sprzęty - opowiadał Rybarczyk.

        - Zbudował sobie taki mikrokosmos marynarki wojennej. Miejsca, które najbardziej kochał. Dla niego wstąpienie Elżbiety na tron w 1952 roku było takim momentem, w którym on się podłamał. Zrozumiał, że nie będzie już ważny, mało tego, może się tego nie spodziewał do końca, ale układy z żoną i układy polityczne Wielkiej Brytanii sprawiły, że nawet dzieci nie nosiły jego nazwiska - mówił gość TVN24. Przypomniał, że książę nie mógł też wrócić do swojej pasji, którą była właśnie marynarka wojenna.

        Przypomniał, że to książę Filip był "orędownikiem wczesnych ruchów ekologicznych". - Książę Karol te wszystkie zainteresowania ekologią to ma zdecydowanie po ojcu - dodał.

        Filip był "diabelnie niezależny" i "szczególnie w ostatnich latach życia zaczął budzić ogromną sympatię".
        - Był to facet kąśliwy, złośliwy momentami i pewnie nie zawsze o łagodnym sercu. Natomiast on mówił królowej to, co myślał. Ona była pewna, że ma doradcę, z którym jako z mężem trochę się rozjechała w życiu, różne okresy miało to małżeństwo - powiedział i dodał, że "królowa Elżbieta wiedziała, że jest z nim bezpieczna"

        Źródło: TVN24

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka