wscieklyuklad 26.07.26, 09:49 Na podstawie informacji, że haki jakie na toto ma bielan i naszczalniczę a które grozi skręceniem oszny straszonego. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:04 www.facebook.com/reel/27334253009517693 Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:08 Nie Tusk jest problemem. Problemem jest Morawiecki ! Mateusz Morawiecki znalazł się w niezwykle osobliwej sytuacji. Polityk, który przez lata lubił przedstawiać się jako człowiek dialogu, kompetencji i ponadpartyjnego myślenia o państwie, dziś niemal gorączkowo odcina się od epizodu współpracy z rządem Donalda Tuska. Trudno zrozumieć tę nerwowość. Bo nawet jeśli różnimy się z kimś politycznie, praca na rzecz państwa nie powinna być powodem do tłumaczeń. Wręcz przeciwnie – powinna być powodem do dumy. Otototo, fucktycznie i susznie! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:13 www.facebook.com/reel/3178906538964053 Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:19 www.facebook.com/reel/1514112656586011 Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:22 [Jacek Fogiel] Stop dla skrajnej prawicy i przestępcy Bąkiewicza ❗ W Andrychowie miał się odbyć wieczór ze skrajnie prawicowym aktywistą Robertem Bąkiewiczem. Salę w Domu Kultury wynajął poseł PiS Mariusz Krystian, ten co lekarza nazwał doktorem Mengele, ale… nie powiedział, kto będzie gościem. Dopiero gdy pojawił się afisz z Bąkiewiczem, mieszkańcy się oburzyli. Dziś rano Centrum Kultury rozwiązało umowę – bo zostało wprowadzone w błąd. Brawo Andrychów! 👏 Mieszkańcy jasno pokazali: nie chcemy tutaj człowieka z prawomocnymi wyrokami za napaści i kolejnymi zarzutami o nawoływanie do zabójstwa. Dom Kultury nie dał się nabrać na skryte wynajęcie sali pod przykrywką „spotkania z politykiem”. Tak wygląda normalność i odpowiedzialność. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:31 Jacek Fogiel 🤣 No proszę, Dominika Chorosińska z mężem w TV Trwam właśnie udzieliła nam mistrzowskiej lekcji, jak zbudować idealne małżeństwo. Kluczowe wskazówki? – Chodzić do komunii i dbać o sumienie – Mieć poczucie humoru – Przykleić sobie nad łóżkiem karteczkę „najważniejszym mężczyzną w moim życiu jest mąż” I oczywiście – jak coś pójdzie nie tak, to święta Faustyna sklei. Bo przecież kto lepiej zna się na trwałych związkach niż ktoś, kto miał burzliwą przeszłość z plotkami o romansie, chwilowym rozstaniu i dziecku z pozamałżeńskiego związku, które mąż (po wybaczaniu) uznał za swoje? Serio, brawo. Teraz już wiem, że jak będzie naprawdę źle, wystarczy spowiedź + humor + karteczka. Resztę załatwi niebo. Dziękuję za ten moralny autorytet. Internet się zagotował, a ja… no cóż. Po prostu pękam ze śmiechu. 😂 Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:35 Jacek Fogiel enrpdosoStm1 3t66a6ucc8l5t:7 50h37f17ifu7p80ahol0841l6376 1a · 🚨 SKANDAL NA MIARĘ ZAMACHU STANU! 🚨 Zastępca Prokuratora Generalnego Michał Ostrowski – wierny sługus PiS i Ziobry – miał ukrywać faktury za utrzymanie systemu szpiegującego Hermes! Ten sam Ostrowski, który bredził o „zamachu stanu” w prokuraturze, gdy nowa władza próbowała posprzątać po latach pisowskiej samowoli. Ten sam, który jako szef departamentu przestępczości gospodarczej nadzorował używanie Hermesa do inwigilacji polityków, sędziów i niewygodnych prokuratorów. To nie jest zwykłe tuszowanie – to jawne działanie w interesie poprzedniej ekipy. Ukrywać faktury za 15 milionów złotych wydane na narzędzie do szpiegowania obywateli? Klasyczna pisowska metoda: państwo dla swoich, a dla reszty inwigilacja i kłamstwa. Jak długo jeszcze „niezależni” prokuratorzy będą chronić układ Ziobry? Ile jeszcze afer wyjdą na jaw? Polacy mają dość tej sitwy. Czas na pełną jawność i rozliczenie wszystkich winnych – od Ostrowskiego w górę. Nie odpuścimy. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:35 Są politycy, którzy przez lata zbudowali swoją markę na opowieści o walce z “układem”. O tym, że inni kradli, kombinowali i żyli z politycznych znajomości. W tej opowieści Mateusz Morawiecki miał być symbolem uczciwości, kompetencji i nowej jakości. Problem pojawia się wtedy, gdy spojrzy się na początki tej kariery. W oficjalnym życiorysie widnieje jedno niewinne zdanie. Od 1991 roku pracował w spółce Cogito. Kropka. Bez wyjaśnień, bez szczegółów, bez odpowiedzi na najbardziej oczywiste pytania. Czym dokładnie zajmowała się ta spółka? Jak zdobywała intratne zlecenia? Kto otwierał jej drzwi do państwowych instytucji? I wreszcie, jaka była w tym rola jednego z jej udziałowców, zaledwie dwudziestodwuletniego studenta? Artykuł opublikowany w 1993 roku opisuje obraz, który trudno zignorować. Publiczne pieniądze płyną szerokim strumieniem do prywatnej spółki. Ekspertyzy, których nikt nie potrafi odnaleźć. Analizy, po których nie pozostał żaden ślad. Szkolenia warte miliardy starych złotych. Dokumentacja, która miała uzasadniać wydatki, rozpływa się jak mgła. Jeżeli ustalenia tamtej publikacji były nieprawdziwe, dlaczego nigdy nie stały się przedmiotem szerokiej debaty i jednoznacznego wyjaśnienia? Jeżeli były prawdziwe, dlaczego przez ponad trzy dekady praktycznie nikt nie uznał, że warto zadać pytania ludziom związanym z tą spółką? To jest elementarna potrzeba przejrzystości. Zwłaszcza wobec człowieka, który później przez lata przedstawiał się jako pogromca patologii III RP i moralny recenzent wszystkich swoich przeciwników. Nie sposób nie dostrzec ironii. Polityk, który najgłośniej mówił o walce z układami, sam rozpoczynał zawodową drogę w środowisku, które według prasowych ustaleń korzystało z wyjątkowo korzystnych relacji z państwowymi instytucjami. Ten sam człowiek później pouczał innych o standardach życia publicznego i uczciwości. W demokracji nie ma ludzi, których przeszłość powinna być objęta parasolem ochronnym. Im wyższe stanowisko ktoś zajmował, tym więcej pytań powinien być gotów usłyszeć. Były premier państwa nie może oczekiwać, że jego początki zawodowe pozostaną białą plamą tylko dlatego, że przez lata skutecznie odwracano od nich wzrok. Jeżeli wszystko odbywało się zgodnie z prawem i zasadami, odpowiedzi powinny paść szybko i jednoznacznie. Jeżeli nie, opinia publiczna ma prawo wiedzieć, jak wyglądały początki kariery człowieka, który ma wiele na sumieniu. Bo wiarygodność nie zaczyna się od głośnych przemówień. Zaczyna się od gotowości do odpowiedzi na niewygodne pytania. A tych wokół spółki Cogito wciąż jest zaskakująco dużo. Piotrek K Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 10:40 Gazeta RDK Pis to Ruski Bolszewizm oSoretndsp2ngggfh8c061f2mli8i8mmg9l 2i5697544h34miul105uth8g · Polak "katolik" Konfederacja Student prawa. Karol Brodnicki. Prezes młodzieżówki partii Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena ▪️Wypił z kolegą kilka piw i pół litra wódki. Potem poszli do klubu, w którym tańczą dziewczyny. Do Brodnickiego podeszła Anastazja, Ukrainka, świetnie mówiąca po polsku. Dziewczyna studiuje stosunki międzynarodowe na tej samej uczelni, w klubie pracuje w weekendy i wieczorami. - Anastazja: "Odwrócił się do mnie, położył swoją rękę na mojej nodze. Odsunęłam ją. Wtedy położył się na mnie i zaczął dusić za szyję. Zaczęłam go odpychać, ale nie dałam rady." Napaść obserwuje kelnerka: – "Szarpał całą głową i ciągnął za włosy tak mocno, że Anastazja upadła wraz z nim na szklany stolik. On poleciał za nią. Ochroniarze próbowali go odciągnąć, ale był bardzo silny i cały czas trzymał ją za włosy. Działał jak w amoku. Uderzali w jego rękę, żeby puścił Anastazję." ▪️Szklanki spadają na podłogę. Anastazja upada kolanami na rozbite szkło. Odłamki wbijają się w lewe podudzie. Napaść trwa ponad 40 sekund. Ochrona obezwładnia Brodnickiego, menedżerka wzywa policję. Anastazja dostaje ataku paniki. Krzyczy i płacze. Na szyi ma ślady po duszeniu, na nogach siniaki i rany cięte. ▪️Karetka zabiera ją do szpitala, lekarze zakładają szwy, dają na uspokojenie relanium. ▪️Brodnicki wychodzi z klubu z rozciętą głową. Też jedzie do szpitala (jego przyjaciel trafia do izby wytrzeźwień), a policjanci notują: "Pan Brodnicki był pod bardzo dużym wpływem alkoholu, nie mógł poruszać się o własnych siłach, nie potrafił odnieść się do sytuacji. Nie potrafił logicznie się wypowiadać". ❗️Sławomirze! Choć nam poopowiadaj o zagrożeniach dla kobiet! Zacznij od swojej partii! Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:27 Ha ha ha 😂 kurski właśnie wyjaśnił nam rozpad PiS: „Mamy do czynienia z ordynarną akcją na zlecenie Tuska… Morawiecki rzucał piachem w tryby, bo chciał być kandydatem na prezydenta… Tusk wykorzystał kolaborantów.” No to jasne. Czyli: – PiS się sypie → Tusk – Morawiecki nie podpisuje lojalki → Tusk – Ktoś zakłada „Rozwój Plus” → Tusk – Ktoś ma ambicje → Tusk – Deszcz pada → Tusk – Kot nie chce jeść → Tusk Nie ma już żadnych innych przyczyn. Tylko Tusk. Zawsze Tusk. Wszędzie Tusk. Dziękujemy, Jacku, za tak proste i spójne wyjaśnienie. Teraz już wszystko wiemy. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:28 Mentzen ostatnio napisał na X-ie: Byłem w toalecie na lotnisku w Warszawie. Obok mnie m*rzyn ze śniadym kolegą myli stopy w zlewach. Obrzydliwe. Jak w jakiejś Francji. --- Niesamowite. Poseł wypisuje takie teksty. Obrzydliwe teksty. Akurat musiało to trafić na konfederuskiego posła. Naprawdę, jacy oni są pod szczęśliwą gwiazdą urodzeni, że napotykają same sytuacje pasujące do partyjnej narracji. Są ludzie, którzy podczas długich podróży dbają o higienę. Serio. Myją się, golą… Na każdym lotnisku świata można spotkać ludzi, kolor skóry nie ma tu znaczenia, myjących stopy i nikomu to nie przeszkadza. Myślę, że lepiej mieć czyste stopy w samolocie, niż cuchnące ruską onucą. W sumie to nie dziwię się, że dla konfiarza mycie się jest obrzydliwe. To tak wspaniale śmierdzieć czysto polskim potem. A poza tym, to w toalecie są zlewy? Zawsze myślałem, że to w kuchni, a w toalecie umywalki. Ruscy ciągle jednak mylą pojęcia. Całe szczęście, że nie myli pindoli, bo Mentzen pewnie wpadłby na dodatek w kompleksy. Gdy też byłem na lotnisku w Warszawie, obok mnie przechodził Mentzen. To było obrzydliwe. Daniel Kamiński Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:33 Kaczyński od lat ciągnie Polskę w stronę, której nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrałby dobrowolnie. On nie tylko podzielił ludzi. On ich rozbroił z zaufania, z poczucia sensu, z nadziei na normalność. W polityce pojawiają się różne postacie, lecz mało kto wywrócił kraj do góry nogami z takim uporem. To nie był zwykły konflikt o poglądy. To była osobista krucjata człowieka, który lepiej czuje się w ruinie niż w przestrzeni dialogu. Wszystko, co powstało w Polsce po transformacji, on potraktował jak przeszkodę. Obywatelskość mu przeszkadzała. Samodzielne myślenie mu przeszkadzało. Wolne media przeszkadzały mu najbardziej. Kraj, który powoli uczył się współpracy, nagle został wrzucony w logikę niekończącej się wojny. Kaczyński nie chciał wspólnoty. On chciał armii. Ludzi uległych i gotowych do walki z własnymi sąsiadami. Największą sztuczką Kaczyńskiego było wmówienie Polakom, że wrogiem jest każdy, kto nie klęczy przed jego wizją kraju. I to działało. Ludzie zaczęli patrzeć na siebie jak na zagrożenie. Rodzinne stoły zamieniły się w pola bitew. On to uwielbiał. Każda awantura pchała go wyżej. Każde pęknięcie czyniło go silniejszym. Kraj miał płonąć, by on mógł stać na zgliszczach i krzyczeć, że ratuje naród. Smoleńsk był dla niego prezentem, którego używał jak maczugi. Żałoba została zdeptana. Rozsądek zniknął. W miejsce współczucia pojawiła się opowieść o wiecznym spisku. Śmierć brata nie stała się dla niego powodem refleksji. Stała się paliwem. Każde pytanie o prawdę było dla niego zdradą. Każdy ton wątpliwości miał kończyć się wyrokiem moralnym. Tak wyglądało państwo rządzone przez człowieka, który wybrał polityczną nekromancję zamiast odpowiedzialności. Najgorsze było jednak to, że Kaczyński świadomie wypchnął Polskę na krawędź europejskiej izolacji. W czasach, które wymagały współpracy, on pielęgnował obrażoną samotność. Gdy Rosja rosła w agresji, on uparcie odsuwał nas od tych, którzy mogli nam pomóc. Miał obsesję na punkcie własnej racji, choć ta racja kończyła się przy drzwiach każdego europejskiego gabinetu. Polska zamiast partnera stała się kłopotem. I to była jego zasługa. A kiedy zabrakło kolejnych konfliktów, sięgnął po najbrudniejsze narzędzia. Zaczął grać antysemityzmem, podejrzliwością, uprzedzeniami. Otworzył szuflady, które powinny pozostać zamknięte na zawsze. Wiedział, że strach sprzedaje się najlepiej. I sprzedawał go bez oporów. Polacy stali się dla niego materiałem, który można dowolnie modelować. Nie liczył się człowiek. Liczył się odruch. Po nim zostaje kraj podminowany na każdym poziomie. Instytucje wymagające odbudowy. Ludzie, którzy nie potrafią sobie zaufać. Debata publiczna, która przypomina krzykliwy bazar. Tak wygląda dziedzictwo człowieka, który mógł wykorzystać historię do tworzenia czegoś lepszego, lecz zamiast tego wybrał najprostszy mechanizm. Podziel, przestrasz, rządź. On chciał pomnika na miarę Piłsudskiego. Dostanie pomnik, lecz nie taki, o jakim marzył. Zapisze się jako ten, który spowolnił rozwój kraju, który zniszczył wspólnotę, który zamienił demokrację w arenę nieustannych bitew. Jako cień, który przydusił Polskę na długie lata. Jeśli ktoś pyta, kto był największym nieszczęściem polskiej demokracji po transformacji, nikt nie musi długo myśleć. Kaczyński. Człowiek, który nie tylko chciał mieć władzę. On chciał ją mieć nawet kosztem własnego narodu. I to jest wyrzut, który będzie mu towarzyszył na zawsze. Piotrek K. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:35 Polityka potrafi pisać scenariusze, których nie wymyśliłby żaden satyryk. Oto Jacek Kurski, człowiek przez lata stojący w pierwszym szeregu obozu PiS, ogłasza na antenie Republiki, że Mateusz Morawiecki działa na zlecenie Donalda Tuska i jest, jak stwierdził, “żałosnym trybikiem w niemieckim planie podboju Europy”. Zatrzymajmy się na chwilę. Mateusz Morawiecki. Ten sam, którego Jarosław Kaczyński przez lata przedstawiał jako najlepszego premiera. Ten sam, który podpisywał najważniejsze decyzje rządu PiS. Ten sam, którego partyjna propaganda wynosiła pod niebiosa i przedstawiała jako męża stanu. Jeżeli dziś Kurski ma rację, to oznaczałoby, że PiS przez osiem lat oddał ster państwa człowiekowi rzekomo wykonującemu polecenia Tuska i realizującemu niemiecki plan. Trudno o bardziej miażdżący akt oskarżenia wobec własnego środowiska. A jeżeli Kurski nie ma racji, to znaczy, że w telewizji sprzyjającej PiS można bez żadnych hamulców rzucać absurdalne oskarżenia pod adresem byłego premiera własnego obozu. W obu przypadkach kompromitacja jest kompletna. Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że ten spektakl odbywa się na oczach widzów Republiki. Jeszcze niedawno wszyscy siedzieli przy jednym stole, wspólnie przekonywali Polaków o jedności, patriotyzmie i walce z wrogami. Dziś już nawet nie próbują udawać. Zamiast opowieści o Polsce mamy konkurs na to, kto mocniej oskarży kolegę z własnej partii o zdradę, niemieckie wpływy albo współpracę z Tuskiem. Granica absurdu została dawno przekroczona. Teraz trwa już tylko wyścig, kto pobiegnie dalej. Najzabawniejsze jest to, że jeszcze kilka miesięcy temu usłyszenie z ust polityka PiS, że Morawiecki jest człowiekiem Tuska, wywołałoby natychmiastową burzę i oskarżenia o szerzenie propagandy. Dziś te słowa padają z ust jednego z najbardziej rozpoznawalnych ludzi tego środowiska. Nie z mównicy opozycji. Nie z zagranicznych mediów. Na żywo, we własnym obiegu medialnym. To już nie jest kryzys. To polityczny kanibalizm. Każdy gryzie każdego, a publiczność ma uwierzyć, że wszystko odbywa się w imię dobra Polski. Jeżeli tak wygląda walka o przywództwo po Jarosławie Kaczyńskim, to można tylko usiąść wygodnie i patrzeć. Bo kiedy politycy jednego obozu nazywają własnego byłego premiera agentem Tuska i elementem niemieckiego planu, żaden przeciwnik nie jest im już potrzebny. Sami wykonują za niego całą pracę. I jest w tym wszystkim jedna dobra wiadomość. Dobrze, że Jacek Kurski ma dostęp do kamer i mikrofonu. Naprawdę. Czasem jeden występ mówi o kondycji całego środowiska więcej niż tysiąc komentarzy jego przeciwników. Piotrek K. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:51 Powyższy tekst Jana Maria Rokity "Powstrzymać Przemysława Czarnka", został napisany do tygodnika „Sieci”, ale wobec odmowy publikacji autor zakończył swoją trzynastoletnią współpracę z tą redakcją. Jak odmówili to zamieszczam. Prezes PiS Jarosław Kaczyński oskarżył wyznaczonego przez siebie kandydata na premiera Przemysława Czarnka o działalność godzącą w „polską rację stanu i polskie bezpieczeństwo”. W ustach byłego wicepremiera, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo państwa, jest to być może najcięższe oskarżenie polityczne, jakie w ogóle daje się sformułować. Tym bardziej że Kaczyński to polityk, który z pilnowania interesu i suwerenności państwa uczynił sedno swojej misji, często zarzucając brak respektu dla tych wartości swym politycznym wrogom, choćby Donaldowi Tuskowi. Tym razem jednak rzecz jest odmienna i precedensowa. W polskiej polityce nie było dotąd przypadku, aby przywódca partyjny, który sam wylansował swego współpracownika jako lidera i kandydata na szefa rządu, raptem cztery miesiące później zarzucił mu publicznie rzecz tak karygodną, jak rozminięcie się z racją stanu i bezpieczeństwem państwa polskiego. Ten casus jako rzecz niezwykła odnotowany zostanie w podręcznikach polskiej historii politycznej naszego czasu. Przemysław Czarnek zaprzecza nie tylko dziedzictwu ideowemu PiS-u, ale i całej tradycji polskiej myśli politycznej Reakcja Kaczyńskiego następuje po faktycznie zdumiewającej deklaracji Czarnka, iż jako przyszły premier zamierza „zmusić Europę do zaprzestania jakiegokolwiek finansowania zbrojeń i odbudowy Ukrainy”. Zwłaszcza to słówko „jakiegokolwiek” podkreśla, zapewne z premedytacją, determinację Czarnka do bezwzględnego i całkowitego pozostawienia napadniętej Ukrainy na łasce Kremla. Można przypuszczać, że Czarnek celowo mówi tu tylko o Europie, pomija natomiast kluczową rolę, jaką w ocalaniu niepodległości Ukrainy odgrywa Ameryka, tak pod rządami Joe Bidena, jak i Donalda Trumpa. Dopiero co przecież Trump obiecał Wołodymyrowi Zełenskiemu licencję technologiczną na produkcję Patriotów, czyli najskuteczniejszych systemów ochrony miast, elektrowni i obiektów przemysłowych przed rosyjskimi bombardowaniami. Nietrudno zauważyć, że Czarnkowi łatwo grozić czymkolwiek Europie, a dużo trudniej Ameryce, i stąd zapewne bierze się ta niekonsekwencja jego zapowiedzi W chwili, gdy piszę ten komentarz, nie jest jasne, jaki ma być dalszy los Czarnka w PiS-ie. Sam prezes partii mówi, iż „wyjaśnieniem” sprawy zajmą się władze partyjne, choć w gruncie rzeczy nie bardzo wiadomo, co tu miałoby być wyjaśniane. Pogląd głoszony przez Czarnka jest najzupełniej jasny i radykalnie zaprzecza nie tylko dziedzictwu ideowemu PiS-u, ale i całej tradycji polskiej myśli politycznej, tak z czasu antykomunistycznej emigracji, jak i solidarnościowego podziemia. Postulat wyzwolenia spod sowieckiej dominacji Bałtów, Białorusinów i Ukraińców był w istocie konsensusem polskiej myśli politycznej tamtego czasu. Zaś w wolnej Polsce przybrał postać jednoznacznego polskiego poparcia dla niezależności tych narodów od Moskwy, co wszyscy traktowali jako egzystencjalny polski interes narodowy. Stąd rzesze polskiej młodzieży z biało-czerwonymi flagami, jakie widać na zdjęciach i filmach z kijowskiej Pomarańczowej Rewolucji. Czarnek rzucił teraz wyzwanie całej tej tradycji. Jakie są realne przejawy „bardzo agresywnej” polityki Ukrainy wobec Polski? Zastanawiam się nad stanem ducha rzesz wyborców PiS-u, zwłaszcza tych poważnie traktujących dziedzictwo i przesłanie tej partii. Jak można pojąć sytuację, w której kandydat na premiera, a więc potencjalny przywódca państwa, jest winien sprzeniewierzeniu się egzystencjalnym interesom państwa polskiego, co stwierdza publicznie twórca i najważniejszy autorytet polskiej prawicy, jakim bez wątpienia jest od lat Jarosław Kaczyński? Muszę przyznać, że sam przyzwyczajony jestem do bardziej klarownej polityki, w której spory partyjne są i powinny pozostać normalnością, ale tak sprzeczne poglądy na fundamentalne interesy państwa, jak w przypadku Kaczyńskiego i Czarnka, nie mieszczą się jednak w głowie. Cóż bowiem ma sądzić wyborca PiS, skoro jednego dnia słyszy, iż jego „obowiązkiem moralnym jest krzyczeć” na cały świat o nazizmie panoszącym się na Ukrainie i „zmusić” świat do zaprzestania pomocy dla Kijowa, zaś następnego – że to pogląd, który godzi w „polską rację stanu i polskie bezpieczeństwo”? Narzuca się pytanie, czy to jakiś zdumiewający „spin” w wydaniu PiS-u? Jakaś „wirówka” mająca mącić zwolennikom w głowach, tak by zarówno ci nienawidzący Ukraińców, jak i ci podziwiający ich bohaterstwo, mogli zmieścić się w tej samej partii? cdn Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:52 Przecież Czarnek mówi to, co mówi, nie po raz pierwszy. Jeszcze w 2025 r. był jedynym liczącym się polskim politykiem, który domagał się wydania Niemcom nurka ukraińskiego, odpowiedzialnego za wysadzenie bałtyckich rur gazowych łączących Niemcy z Rosją. To ciekawe, że Czarnek nie miał wtedy żadnych oporów, aby okazywać nadzwyczajną usłużność wobec rozeźlonych Niemców. W ciągu ostatnich tygodni Czarnek sprawiał takie wrażenie, jakby go ktoś z premedytacją „spuścił ze smyczy” i kazał hasać po polskiej polityce wschodniej. 8 lipca mówił w radiu, iż Kijów jest pod wpływem „ideologii nazistowskiej” i prowadzi „bardzo agresywną” politykę wobec Polski. Niestety, dziennikarstwo w Polsce jest na takim poziomie, iż nikt nie zapytał Czarnka o realne przejawy owej agresji ukraińskiej. A trzy dni później z patosem wzywał nas wszystkich, abyśmy wypełnili nasz „moralny obowiązek krzyczenia do wszystkich stolic Europy i świata” o ukraińskim nazizmie. Ze strony prezesa PiS nie było żadnej reakcji. Pojawiła się ona dopiero wtedy, gdy 14 lipca Czarnek zapowiedział, że zamierza „zmusić” świat do zablokowania pomocy dla walczącej Ukrainy. Na czym polega prawdziwy problem z Przemysławem Czarnkiem? Mam wrażenie, że choć sprzeciw wobec poglądów Czarnka, zwłaszcza w obozie Tuska, okazał się mocny i stanowczy, to jednak mimo wszystko realne znaczenie tego, co robi kandydat PiS-u na premiera, jest niedoceniane. Z obozu Tuska słychać najczęściej oklepany argument, iż Czarnek mówi to samo co Putin. To prawda, że mówi to samo. Ale w moim przekonaniu obrazą rozumu jest pogląd, wedle którego w żadnej kwestii nie wolno nikomu myśleć tak jak Putin. Sam w co niektórych materiach myślę zresztą tak samo jak Putin, choćby wtedy, gdy kremlowski tyran kpi sobie (w swoich mowach wałdajskich) z propagowanego na Zachodzie nierozróżniania płci, dodając ze śmiechem, że Rosja już przebyła tę ciężką chorobę za rewolucji bolszewickiej i zna jej opłakane skutki. Rzecz więc nie w tym, że Czarnek mówi to samo co Putin, ale w tym, że z premedytacją uzasadnia i legitymizuje plan likwidacji państwowości ukraińskiej. Po co bowiem mamy „krzyczeć” o nazizmie na Ukrainie? Po to, żeby świat przestał wspierać nazistowski reżim w Kijowie. A po co świat ma zaprzestać „jakiegokolwiek” wsparcia dla owego reżimu? Po to, żeby został on sprawiedliwie ukarany za nazizm, a państwo ukraińskie na powrót zostało zlikwidowane. Prawdziwy problem z Czarnkiem polega na tym, że pod pozorem odwetu za nielubianą w Polsce ukraińską politykę historyczną, kandydat PiS-u na premiera otwarcie wspiera międzynarodowe cele i plany nie tylko samej Moskwy, ale globalnej „osi zła” stojącej za tymi interesami (by odświeżyć sławny niegdyś termin Ronalda Reagana). Tę „oś zła” albo – by rzec bardziej neutralnie – sojusz wschodnich despotii tworzy dziś przede wszystkim Pekin, sprzymierzony z Teheranem, Moskwą i Pjongjangiem. I ten międzynarodowy sojusz nienawidzi Europy i Ameryki, konkuruje z Zachodem w walce o hegemonię nad światem i w każdej chwili może się znaleźć w stanie otwartej wojny z NATO i pozostałymi sojusznikami USA. Jak PiS staje się największą na Zachodzie organizacją dywersyjną propagującą intencje i cele polityczne antyzachodniego sojuszu wschodnich despotii Komunistom chińskim i koreańskim oraz szyickim perskim mułłom zależy na tym, aby niepodległa Ukraina upadła, bo uważają ją za uzbrojoną, hardą i położoną w kluczowym punkcie świata wysuniętą placówkę Zachodu. Dlatego instrumentalnie akceptują argumentację Moskwy, wedle której nazizm ma być prawdziwą ideologią Ukrainy. Ale ta teza – jak dotąd – nie ma w świecie istotnego odzewu. Wśród współczesnych politycznych liderów Czarnek jest ewenementem. Do upowszechniania tezy o nazistowskiej Ukrainie nigdy nie posunął się Viktor Orbán (choć przecież szczerze nie znosi Ukraińców) ani żaden z przywódców zachodniej nowej alternatywnej prawicy. Ani Giorgia Meloni, ani Marine Le Pen, ani Alice Weidel nigdy nie posłużyły się tym argumentem. Owszem, teza o „nazistowskim puczu”, jakim miał być kijowski Majdan 2014 r., propagowana jest od dawna przez marginalnych trockistowskich komunistów w USA i Wielkiej Brytanii (np. Workers World Party) oraz najbardziej radykalną południowoafrykańską partię komunistyczną, której lider Solly Mapaila każdego dnia walczy słowem przeciw Ukrainie, gdyż ma ona być „tworem nazistowskim sterowanym przez amerykańskich kapitalistów”. Decydujący tydzień dla PiS. Kaczyński i Morawiecki na kursie kolizyjnym Tak wygląda globalny klub współtowarzyszy Czarnka podzielających jego poglądy na temat Ukrainy. I co w tym najważniejsze, Czarnek, wykorzystując przydzieloną mu przez Kaczyńskiego pozycję kandydata na premiera, próbuje teraz przeciągnąć PiS do tego grona nienawidzących Zachodu sprzymierzeńców „osi zła”. Chce to zrobić niepostrzeżenie, tak by wyborcy PiS-u, owładnięci słusznym oburzeniem na kult UPA na Ukrainie, nie zorientowali się nawet, że ich partia staje się – paradoksalnie – największą na Zachodzie organizacją dywersyjną, propagującą intencje i cele polityczne nie tylko samej Moskwy, ale całego antyzachodniego sojuszu wschodnich despotii. Z tradycjonalnej, katolickiej, okcydentalnej i atlantyckiej partii typowego konserwatyzmu kulturowego PiS miałby się przeobrazić w formację prawicowych „wokeistów”, „przebudzonych”, nienawidzących własnego świata i dążących do jego osłabienia w starciu ze wschodnimi despotiami. Przemysław Czarnek rozpętał demony, które Jarosław Kaczyński musi teraz okiełznać i ujarzmić Strategia Czarnka jest więc nie tylko próbą zakwestionowania tradycji polskiej polityki wschodniej, wedle której interesem Polski jest zawsze umacnianie niepodległości wschodnich sąsiadów, a nie podejmowanie przeciw nim jakiejś gry z Moskwą. Ta strategia jest bowiem również zamachem na ugruntowaną przez lata – za sprawą takich polityków, jak obaj bracia Kaczyńscy, nieżyjący już Ludwik Dorn czy Mateusz Morawiecki – ideową tożsamość PiS-u: partii przywiązanej do dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej, a współcześnie budującej Trójmorze – po to, by stawić opór sojuszowi wschodnich despotii. Chyba to właśnie w końcu dostrzegł Jarosław Kaczyński, kiedy w końcu zdecydował się powstrzymać bezkarne harce swojego kandydata na premiera. Zresztą ta nominacja wyjątkowo nie udała się prezesowi PiS. Teraz, po upływie czterech miesięcy, efektem premierowskich ambicji Czarnka jest tylko to, iż dwie Konfederacje mają dziś łącznie większe poparcie społeczne niźli PiS. Czarnek rozpętał demony, które Kaczyński – ratując własną partię – musi teraz okiełznać i ujarzmić. Pytanie brzmi: czy jeszcze potrafi? Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:56 Militarne skojarzenia z wiarą – czterech facetów z „ARMIA BOGA”, zaciśniętą pięścią i mistrzostwem w American footballu stoi przed kościołem i robi z religii podkładkę pod męski ego-trip. Jeden w koszulce „ARMIA BOGA” (broń Boga, nie żartuję), drugi w wojskowej zieleni, trzeci z podniesioną pięścią i napisem BPG, czwarty w koszulce mistrzów German Bowl 2016. Wszystko to na tle białego kościoła ze złotymi detalami, aniołkami i krzyżem. Selfie. Uśmiechy. Męska przyjaźń. I ten klasyczny gest: „jesteśmy twardzi, ale wierzącymi”. To nie jest pobożność. To jest cosplay. Religia sprowadzona do rekwizytu, który ładnie wygląda na tle fasady i pozwala poczuć się jak rycerze nowego przymierza, tylko że zamiast krzyża mają logo i pięść. Gest pięści przed ołtarzem (nawet jeśli to tylko fasada) nie jest gestem wiary. Jest gestem dominacji. Koszulka „ARMIA BOGA” nie jest teologią – to marketingowa agresja opakowana w biblijny cytat. Zielona bluza i postawa „bracia w broni” nie mówią „jesteśmy pokorni”, tylko „jesteśmy silni i mamy Boga po swojej stronie”. To klasyczny mechanizm: brać to, co w religii jest o słabości, miłosierdziu i przebaczeniu, i podmienić na to, co lubią faceci lubiący siłę – broń, zwycięstwo, twardość, triumf. Wiara przestaje być przestrzenią pytań i staje się tłem do zdjęcia grupowego „my kontra świat”. Najbardziej irytujące jest to, że nikt z nich prawdopodobnie nie zauważa absurdu. Stoją przed świątynią, która od wieków miała symbolizować coś zupełnie innego niż męski klub i sportowe trofea, a robią z niej scenografię do własnej narracji o sile. To nie jest krytyka wiary. To krytyka tego, jak łatwo się ją instrumentalizuje, kiedy potrzeba ładnego tła i poczucia wyższości. Wiara nie potrzebuje pięści ani „broni Boga” na koszulce. Potrzebuje ciszy. A ciszy tu nie ma. Jest tylko selfie. Jacek Fogiel Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 19:58 🤣 Emeryci z PiS-u wymarzyli sobie koalicję z Konfederacją. A Konfederacja 23 lipca uprzejmie poinformowała, że 13. i 14. emeryturę trzeba zlikwidować, bo mówią,że „rok ma 12 miesięcy”. A nie 13 i 14 Czyli najpierw „koalicja dla Polski”, a potem „przepraszamy, seniorzy, ale wasze dodatkowe emerytury to jednak zbędny luksus”. Pięknie. Klasycznie. Głosujcie dalej na „mniejsze zło”. Ono właśnie liczy, ile wam jeszcze może zabrać. Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 20:05 Hit dnia ❗Nie wierzono Tuskowi. Gdy mówił, że w PiS siedzą ludzie, którzy chcą wyprowadzić Polskę z Unii, słychać było tylko wrzask: „straszenie”, „propaganda”, „kłamstwo”. Dziś europoseł PiS Piotr Müller mówi wprost: „W PiS są osoby, które chcą wyjścia Polski z UE. Zobaczymy, co Patryk Jaki zaproponuje w kolejnych dniach.” /Patryk Jaki ostro krytykuje kierunek integracji unijnej/ Tego nie mówi dziennikarz. Nie polityk Platformy. Prawdę ujawnia człowiek z tej samej partii. Z tego samego środowiska. Okazuje się, że Tusk nie straszył. Tylko mówił prawdę, której nikt nie chciał usłyszeć. Polexit przestaje być straszakiem. Zaczyna być realnym projektem części PiS. I to jest fakt. z neciszcza Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 20:12 godnie z wersją Ziobry Barbara Blida zastrzeliła się w łazience w brzuch (a nie w głowę, jak to robią samobójcy) od innej strony niż jej dominująca ręka, strzelając z dostępnej tylko służbom specjalnym amunicji, która nie zostawia śladów balistycznych i w obecności funkcjonariuszki Ziobry. Po wystrzale nikogo do domu nie wpuszczono, wysprzątano mieszkanie, przebrano morderców w inne, nowe ubrania bez śladów i dopiero ujawniono „samobójstwo” posłanki ziemi śląskiej. Ziobro zameldował Kaczyńskiemu wykonanie zadania i zamietli temat pod dywan. Nawet komisja śledcza nie przyjęła jednej wersji wydarzeń, a większość sejmowa PiS-morderców oddaliła sprawozdanie. 25 kwietnia obchodziliśmy rocznicę tamtego morderstwa z 2007 roku. Potem mordercy Kaczyńskiego i jego stalinowskiej roli kierowniczej partii PiS w państwie dostawali inne zlecenia pod ochroną władzy. Igor Stachowiak zginął od wstrząsów paralizatora podłączonego do genitaliów w łazience, gdzie kilku policjantów pastwiło się nad niewinnym, bezpodstawnie zatrzymanym obywatelem w pomieszczeniach, gdzie nagle awarii uległy wszystkie kamery wewnętrzne. Jednak biegli w pierwszej wersji orzekli, że sam się zabił, przedawkowując narkotyki. Byli i tacy, którzy popełnili samobójstwa w samotności. W niewyjaśnionych okolicznościach ginęli wrogowie Kaczyńskiego, niosąc jednak jakiś przekaz dla społeczności parafialnej. Andrzej Lepper – by nikt więcej nie zaglądał władzy na ręce. Gen. Sławomir Petelicki czy płk Sławomir Berdychowski – by wiadomo było, że to partia kieruje siłami specjalnymi, i aby nie było wątpliwości, mianowano dowódcą Gromu chorobliwie otyłego i niesprawnego, ale wiernego „Pontona”. Igor Stachowiak został zamordowany na komisariacie, aby policjanci wierzyli w swoją bezkarność, dopóki służą partii... Na leżąco w więzieniu „samobójstwo” popełnił mistrz bokserski Dawid Kostecki, aby nikt nigdy nie śmiał zeznawać przeciwko aktywistom PiS w aferze podkarpackiej i pedofilii, a dziennikarze, by o tym nie pisali. Nawet Paweł Adamowicz zginął z przekazem, aby nie angażować się w imprezy, których nie popiera Kaczyński, bo jakiś psychopata zawsze może się zdenerwować. W PiS-Polsce ludzie niewygodni dla władzy ginęli masowo, a władza oczywiście nie miała z tym nic wspólnego. Nawet katastrofę smoleńską spowodował „zamach Tuska”, a nie totalny bałagan, rażący brak kompetencji, PiS-pogarda dla bezpieczeństwa Sasina i Dudy oraz gęsta mgła. Ginęli ludzie pod przykryciem wirusa i ci, którzy nie byli leczeni, bo PiS zlikwidował szpitale. Nie szkolił też odpowiedniej liczby personelu medycznego, ale wywindował sztucznie ceny leków na zapotrzebowanie mafii lekowej. Umierali ludzie z braku czystego powietrza, z zastraszenia i grania pandemią pod wielkie, podłe złodziejstwo władzy niby na maseczki, szpitale, które nie leczyły, i respiratory. Jarosław Kaczyński podporządkował sobie państwo i z instytucji, które powinny służyć obywatelom, zrobił partyjne bandy najemników, które pilnują interesów partyjnych kacyków bezprawia i ich bezkarności. Główny bandyta Jarosław Kaczyński, który udaje, że nie jest stalinowskim bolszewikiem i towarzyszem rosyjskiego chaosu, dalej nie siedzi. Nie siedzą jego pretorianie zbrodni: Zbigniew Ziobro, Jacek Sasin, Mateusz Morawiecki i wielu innych. Wręcz przeciwnie. Wstają z nową energią do walki z demokracją, z Unią Europejską i polskością poprzez ruską propagandę zwolenników zdrady jałtańskiej i chaos współczesnej targowicy. Mają dziś też świeże wsparcie swojego łajdactwa. To zafascynowany przemocą, umieszczony na szczytach władzy w wyniku zamachu tych samych drani, gwałciciel Konstytucji, wetomat, ćpun i skrajnie nieodpowiedzialny lekkoduch z Wybrzeża – Nikoś II Batyr. Mam nadzieję, że to odwracanie narracji wkrótce się skończy i nie tylko ujrzymy zorganizowaną grupę przestępczą w odosobnieniu, ale i ukradzione miliardy wrócą do Polaków, nawet w wyniku konfiskaty rozszerzonej. Adam Mazguła Odpowiedz Link
wscieklyuklad Re: Parada świrząt59 26.07.26, 20:27 RUZZKA NARRACJA NIE ZAWSZE MÓWI PO ROSYJSKU. CZASEM SIEDZI W POLSKIM STUDIU TELEWIZYJNYM I UDAJE „ZDROWY ROZSĄDEK” Przemysław Wipler w programie „Kawa na ławę” w TVN24 tłumaczy drogie paliwo tym, że na świecie zniszczono albo spłonęło wiele rafinerii. Problem nie polega na tym, że wspomniał o rafineriach. Problem polega na tym, że wygodny fragment rzeczywistości podaje się jako pełne wyjaśnienie, aby widz nie zadawał już kolejnych pytań. Tak działa manipulacja półprawdą: nie trzeba wszystkiego zmyślać, wystarczy starannie wybrać fakty, usunąć ich kontekst, przemilczeć odpowiedzialnych i podsunąć odbiorcy pożądany wniosek. Tak, sytuacja międzynarodowa wpływa na ceny ropy i paliw. Tak, wojna na Bliskim Wschodzie, zakłócenia dostaw, uszkodzenia instalacji, wzrost notowań paliw oraz ataki na rosyjskie rafinerie ograniczają podaż oleju napędowego. Ale w Polsce gwałtowny lipcowy wzrost cen wynika również z przywrócenia VAT z 8 do 23 procent, wzrostu krajowych cen hurtowych i osłabienia złotego wobec dolara. Od początku lipca średnia cena benzyny Pb95 wzrosła o około 1,47 zł na litrze, a oleju napędowego o około 1,75 zł. Tego nie da się uczciwie sprowadzić do hasła: „rafinerie płoną, więc musi być drogo”. Co więcej, jeszcze w marcu sam Wipler przekonywał, że rząd poprzez kontrolowany przez państwo Orlen ma realny wpływ na ceny paliw. Raz więc za wszystko odpowiada rząd i Orlen, a innym razem anonimowe „rafinerie na świecie” — zależnie od tego, która wersja w danym momencie lepiej służy politycznej narracji. Najgroźniejsze jest jednak coś innego. W takim przekazie rafinerie po prostu „płoną”, wojna po prostu „trwa”, ceny po prostu „rosną”, a agresor znika z kadru. Nie ma Rosji, która rozpoczęła największą wojnę w Europie od 1945 roku. Nie ma rosyjskich uderzeń w ukraińską energetykę, miasta i ludność cywilną. Nie ma pytania, dlaczego Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę wykorzystywaną przez państwo finansujące i prowadzące agresję. Skutki wojny zostają oderwane od jej sprawcy, a odpowiedzialność można następnie przerzucić na Ukrainę, Zachód, sankcje albo tych, którzy nie chcą pozwolić Putinowi wygrać. To jest dokładnie ta operacja narracyjna, której Kreml potrzebuje: nie trzeba przekonywać Polaków, że Rosja jest dobra. Wystarczy przekonać ich, że obrona przed Rosją jest zbyt kosztowna, Ukraina jest problemem, Zachód nas oszukuje, a największym wrogiem Polaka pozostaje inny Polak. Nie twierdzę bez dowodów, że Wipler jest formalnym agentem rosyjskich służb. Takiego oskarżenia nie wolno rzucać bez materiału dowodowego. Twierdzę coś politycznie równie poważnego: jego sposób konstruowania przekazu może funkcjonalnie służyć interesowi Kremla, niezależnie od osobistych intencji autora. Oficjalny polski raport dotyczący rosyjskiej dezinformacji wskazuje wprost, że jej celem w Polsce zazwyczaj nie jest otwarte promowanie Rosji. Chodzi o podważanie zaufania do państwa, NATO i Unii Europejskiej, pogłębianie polaryzacji oraz wzbudzanie niechęci do Ukraińców. Rosyjska propaganda nie zawsze przychodzi z portretem Putina. Częściej przychodzi w garniturze, z zatroskaną miną i komunikatem: „ja tylko zadaję pytania”. A obok Wiplera pojawia się Piotr Müller z obozu Mateusza Morawieckiego. To drugi element tej samej politycznej układanki: najpierw rozłam, ultimatum, „lojalki”, publiczne oskarżenia i wypychanie kilkudziesięciu parlamentarzystów z PiS, a chwilę później wezwania, żeby prawica się nie kłóciła, bo przecież ma wspólnego wroga — Donalda Tuska. Najpierw dzieli się własny obóz, później mnoży szyldy i liderów, a następnie całe społeczeństwo ponownie zamyka w jednej wojnie plemiennej. Zewnętrzny agresor schodzi na dalszy plan, natomiast wewnętrzny przeciwnik polityczny zostaje przedstawiony jako wróg egzystencjalny. Czy istnieje jakiś tajny „plan Bielana”? Nie mamy na to dowodu i nie należy zastępować faktów podejrzeniami. Wiemy natomiast, że Adam Bielan publicznie występował wcześniej jako mediator i „akuszer” porozumienia Kaczyńskiego z Morawieckim, a spotkanie mające zatrzymać konflikt odbywało się także przy jego udziale. Wiemy również, jaki jest końcowy rezultat: rozłam w PiS, osobne środowisko Morawieckiego, kolejni rzecznicy nowej formacji w studiach telewizyjnych i jednoczesne zapewnienia, że wszyscy nadal tworzą jedną prawicową rodzinę walczącą przede wszystkim z Tuskiem. Faktów nie trzeba doprawiać słowem „zdrajca”. Same pokazują mechanizm politycznego rozbijania, przepakowywania i ponownego sprzedawania tego samego elektoratu. Jak długo media i obywatele będą dawać się na to nabierać? Jak długo polityk będzie mógł rzucić do studia jedną wygodną półprawdę, a prowadzący przejdzie nad nią do porządku dziennego bez pokazania pełnego łańcucha przyczyn, interesów i odpowiedzialności? Państwo nie może ścigać ludzi za poglądy. Ma jednak obowiązek badać zagraniczne finansowanie, niejawne kontakty, skoordynowane kampanie, sieci botów, opłacane zasięgi, przepływy pieniędzy oraz powiązania organizacyjne. Tam, gdzie istnieją dowody działania na rzecz obcego państwa, powinny wkroczyć ABW i prokuratura. Tam, gdzie dowodów agenturalności nie ma, media muszą przynajmniej natychmiast demaskować propagandowe ramy, konfrontować wypowiedzi z wcześniejszymi deklaracjami i nie pozwalać, aby półprawda uchodziła za ekspercką analizę. Trzeba się zjednoczyć — nie przeciwko ludziom mającym inne poglądy, ale przeciwko przemysłowi dezinformacji, którego celem jest skłócenie Polaków, osłabienie wsparcia dla Ukrainy i zdjęcie odpowiedzialności z Rosji. RuZZkie trolle i ruZZkie narracje trzeba pogonić za Ural — faktami, transparentnością, ujawnianiem finansowania, odpornością informacyjną i polityczną odwagą. Demokratyczny przeciwnik w Polsce nie jest większym zagrożeniem niż kremlowski agresor. Kto odwraca tę hierarchię, kto zamienia Putina w tło, a polskiego konkurenta politycznego w głównego wroga narodu, ten — świadomie albo nieświadomie — realizuje strategiczny cel Moskwy. Odpowiedz Link